• wtorek, 23 maja 2017 r.

2016 – Kryzys już nie tylko chiński.

Pomimo że ten artykuł jest kontynuacją wątku dotyczącego kryzysu chińskiego to, aby dobrze opisać jego mechanizm, zakres jego analizy musi objąć dużo większą część globalnej gospodarki. Po prostu dlatego, że kryzys chiński przestał już dotyczyć jedynie Chin, co w przypadku tak dużego systemu ekonomicznego było jedynie kwestią czasu.

Zazwyczaj pierwsze sygnały zbliżającego się odwrotu pochodzą z giełdy. W przypadku indeksu giełdy w Szanghaju jest to bardziej skomplikowane, bo w systemie komunistycznym czynnik polityczny ma dużo większy wpływ na rynek niż w krajach zachodnich. Jeżeli dodać do tego manipulację danymi statystycznymi, która jak wiemy, w Chinach jest powszechną normą, to uzyskany obraz może być bardzo nieklarowny. A jednak nawet w takich warunkach chińskie indeksy giełdowe spełniają, choć częściowo, swoją rolę. Główny indeks SSE Composite nie wspina się na nowe szczyty od prawie 10 lat. I nic nie wskazuje na to, aby ta tendencja mogła się odwrócić. Jak wielokrotnie dyskutowaliśmy wcześniej, zwolnienie lub korekta tak ogromnej gospodarki, jak chińska jest długotrwałym procesem, przerywanym od czasu do czasu interwencją rządu, co w dłuższej perspektywie nie tylko nie pomaga, ale wręcz wydłuża ten negatywny trend.

Jak już dawno temu zauważył Soros, obecna ekonomia światowa to system naczyń połączonych. W tej sytuacji łatwo zrozumieć, dlaczego jeszcze zanim oficjalne publikacje statystyczne ujrzą światło dzienne, giełdy innych rejonów globu zawsze w takich sytuacjach odbierają pierwsze uderzenie. Dlatego, kiedy indeksy Wall Street roku 2015 odnotowały najniższy rezultat od 7 lat, do grupy pesymistów ekonomicznych przystąpił George Soros, a styczeń 2016 pokazał stratę (tzw. efekt stycznia potrafi być jednym z niezawodnych barometrów giełdowych) atmosfera na Wall Street zrobiła się napięta.

Po ponad 100 latach istnienia Wall Street o załamaniach rynku i kryzysach wiemy to, że nic o nich nie wiemy. Każdy zbliżający się kryzys wysyła sygnały. Jedne z nich to sygnały, które się często powtarzają, inne z kolei to takie, na których tylko czasem można polegać, jeszcze inne są zupełnie nowe i ich wartość daje się ocenić dopiero w czasie kryzysu albo już po nim. Dlatego, kiedy tych sygnałów jest coraz więcej, robi się nerwowo, bo nikt nie jest w stanie ani przewidzieć, kiedy taki kryzys się zacznie, ani czy w ogóle nastąpi.

Załamania rynków kapitałowych pojawiają się często znienacka, ale warunki do nich budują się powoli. I to ma również miejsce i w tym przypadku, ponieważ w czasie ostatniego półrocza 2015 jesteśmy na co dzień świadkami interesującej zależności, a mianowicie Wall Street zależnej od cen ropy. Działa to niemalże jak automat: kiedy ropa spada to Wall Street razem z nią i odwrotnie. To zjawisko nie jest bynajmniej bardzo odosobnione. Korelacja pomiędzy cenami ropy a wartością indeksów pojawia się od czasu do czasu. Koncerny paliwowe z uwagi na swoje rozmiary mają swój duży udział w wartości indeksów Wall Street, stąd obawy inwestorów co do potencjalnych zysków tych firm w czasie spadków cen paliw są uzasadnione. W tym wypadku jednak ta zależność ma drugie dno. Bez względu na to, co Chiny na temat swojej gospodarki publikują, zmniejsza się popyt na paliwa, a chiński rynek motoryzacyjny przez całe lata był bardzo dynamiczną lokomotywą całej globalnej gospodarki. Dlatego, pomimo że bezrobocie w USA systematycznie spada, a wskaźniki ekonomiczne wyglądają nieźle, nowojorska giełda patrzy w przyszłość i „martwi się” o to, co będzie dalej.

George Soros jest ceniony na Wall Street za swój instynkt. Dlatego, kiedy publicznie ogłosił, że oczekuje bessy (niech ktoś spróbuje przetłumaczyć „shorted S&P” na polski) zostało to odebrane, jako następny sygnał zapowiadający zbliżającą się burzę. Prawda jest jednak inna. Wszyscy z nas, zaangażowani w profesjonalny trading giełdowy na co dzień obserwujemy już od pewnego czasu malejącą ilość trendów wzrostowych. Soros ma jednak dostęp do dużo większej ilości analiz i informacji. Dlatego, jeżeli widzi, że coraz więcej z nich wysyła pesymistyczne sygnały może na tej podstawie ocenić, że prawdopodobieństwo bessy jest coraz wyższe. Nie znaczy jednak, że coś „wie”. Od strony statystycznej wygląda to dość prosto. Ponieważ indeks S&P500 od pół roku nie odnotowuje nowych szczytów (a poprzednie były raczej mizerne) to według starej, ponad 100-letniej (i wciąż niezawodnej) teorii DOW rynek jest w stadium akumulacji. Stąd szanse na bessę (bear market) są coraz wyższe. Nie oznacza to jednak, że ktoś wie, kiedy się ona zacznie albo nawet czy w ogóle się zacznie. Najlepsi analitycy i prognostycy giełdowi, podobnie jak szachiści potrafią wybierać możliwości o najwyższych szansach wygranej. Ale nikt nic na pewno nie wie. Nawet jeśli jest to Soros. Wielu analityków w takich okresach publikuje podobne „hiobowe” prognozy. Gra idzie o wysoką stawkę – jeśli bessa zacznie się niedługo potem, to publika nabierze przekonania, że prognostyk jest lepszy od innych. Jeżeli nastąpi dużo później, to wciąż zdobędzie uznanie. Jeżeli się pomyli – to wystarczy jakiś czas zaczekać, bo publiczna pamięć jest krótka, i wrócić do gry, kiedy już większość zapomni. Dlatego nie warto się ani bać, ani zastanawiać nad potencjalną chmurną przyszłością, oczywiście pod warunkiem, że nasz portfel aktywów nie jest agresywnie nastawiony na zyski płynące z Wall Street, bo to również oznacza, że rachunek za „dobre czasy” może przyjść niebawem.

P.S. Tych wszystkich, którzy obecnie wykorzystują (albo mają zamiar wykorzystać) obecną zależność pomiędzy cenami na Wall Street a cenami ropy na pewno zainteresuje fakt, że zazwyczaj takie mechanizmy potrafią ginąć bardzo szybko i w bardzo podstępny sposób – przez pewien czas potrafią dawać złudzenie kontynuacji i dopiero po pewnym czasie widać, że przynoszą straty.

Krzysztof Marczak – zarządza kapitałem na giełdach amerykańskich (CTA). Wykładowca inwestycji i finansów (MBA). Dodatkowo zajmuje się lingwistyką i komunikacją międzykulturową. Mieszka w aglomeracji nowojorskiej.

Podobne materiały

14 komentarzy

  1. mieczysławski
    1 lutego 2016 at 19:59 - odpowiedz

    Chińczycy nie lubią Sorosa
    https://www.rt.com/news/330252-china-warns-soros-currency-war/
    Wojna handlowa USA z Rosją i Chinami trwa od ponad roku.
    Można spekulować czy dojdzie do konfliktu militarnego, napięcie ciągle narasta. Jest wiele ognisk zapalnych.
    Soros przyczynił się do problemu emigracyjnego w UE, zakładając fundacje pomagające uchodźcom, widać to jak doskonale zorganizowany przemyt. Konflikty z muzułmanami spowoduje niepokoje społeczne, co odbije się na ekonomii.
    Rzeczywistą politykę kreują najbogatsi, politycy są marionetkami.
    Historia pokazuje, że amerykańscy bankierzy zarabiali na wojnach.
    Czy to się powtórzy?

    • Krzysztof Marczak
      1 lutego 2016 at 20:57 - odpowiedz

      @P. Mieczysławski. 1. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak długo trwają wojny walutowe, bo kiedy 30 lat temu czytałem w USA swój pierwszy podręcznik wprowadzający do analiz giełdowych to już wtedy trwały w najlepsze. 2. Można swobodnie spekulować na wiele tematów, jak długo jest to hobby. Zawodowo jednak tak się nie da, bo trzeba stale produkować prognozy o najwyższych szansach wygranej. Z tych samych powodów Pana sugestia na temat konfliktu militarnego USA/Rosja/Chiny mieści się w kategoriach hobby i w USA brzmi cudacznie. Z tego, co wiem, podobnie brzmi w Chinach. 3. „Straszenie Sorosa” to taka infantylna zabawa ludzi przy władzy, którzy nie mogą przeżyć faktu, że giełda się ich nie boi. Zapoczątkował ją rząd brytyjski w 1992 roku, dzięki czemu zresztą się skompromitował. Moim zdaniem ta zabawa pokazuje, jedynie jak wielkimi dyletantami ekonomicznymi są zazwyczaj politycy. Prywatnie dodam, że skoro Chiny biorą udział w tej (debilnej skądinąd) zabawie, to jest gorzej niż na to wygląda, a kryzys chiński jeszcze przyśpieszy. 4. Nie znam się na teoriach spiskowych. 5. Czy może Pan zdefiniować termin „amerykańscy bankierzy” ?

  2. Jacek Tabisz
    Jacek Tabisz
    2 lutego 2016 at 14:07 - odpowiedz

    Jak zwykle bardzo ciekawe spojrzenie na ważny aspekt naszej rzeczywistości. Dziś do giełdy i światowego rynku przylepia się kilka ton teorii spiskowych. Więc tu, w tej tematyce, racjonalizmu trzeba jak najwięcej!

    • Krzysztof Marczak
      2 lutego 2016 at 15:41 - odpowiedz

      Teorie spiskowe giełd i globalnego rynku kapitałowego to finansowy odpowiednik religii. Ponieważ mechanizmy są trudne, skomplikowane i nie każdy potrafi je zrozumieć tworzy się wersje „religijne”, w których zamiast skomplikowanych modeli prawdopodobieństwa występują bajkowi, mocarni finansiści a wszystko to się dzieje w atmosferze cynicznej konspiracji rodem z filmów o Jamesie Bondzie.

      • Piotr Napierała
        Piotr Napierała
        2 lutego 2016 at 23:47 - odpowiedz

        wiadomo, zresztą głupcy zawsze podejrzewali mędrców o złe zamiary, na tym oparty jest np. antymasonizm

  3. mieczysławski
    2 lutego 2016 at 21:11 - odpowiedz

    Najbogatsi ludzie unikają mediów. Przykładem jest np. Grupa Bilderberg. Nie udzielają informacji o rozmowach. Jak są tajemnice to są spekulacje.
    Zachód krzyczy że największym zagrożeniem jest Rosja, a ignoruje zagrożenia wynikające z napływu nielegalnych imigrantów, wśród nich są radykalni muzułmanie. USA zaostrza swoje prawo emigracyjne, a Kanclerz Merkel bezwarunkowo otwiera granice. Czy ta polityka jest racjonalna?

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      2 lutego 2016 at 23:41 - odpowiedz

      bez przesady czasem mowią

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      2 lutego 2016 at 23:53 - odpowiedz

      nie ignoruje, a Rosji należy się bac . Kilku kozojebców versus 7000 rakiet z pociskami atomowymi.

      • Jacek Tabisz
        Jacek Tabisz
        3 lutego 2016 at 00:41 - odpowiedz

        Milion – dwa miliony. Nie kilku. Polityka migracyjna się na szczęście zmienia, choć oczywiście niekiedy wpada w drugą skrajność, co też nie jest ok. 7000 rakiet nuklearnych raczej Rosjanie nie użyją, natomiast brudną bombę atomową każdy niemal islamski terrorysta chętnie zdetonuje z poświęceniem życia. Zobaczymy za rok, za pięć lat, za dziesięć lat. Mam nadzieję, że nie mam racji i nie doczekamy się terroryzmu z użyciem ładunków nuklearnych.

        • Piotr Napierała
          Piotr Napierała
          3 lutego 2016 at 08:12 - odpowiedz

          Wiesz jak trudno mieć taką bombę?

          • Jacek Tabisz
            Jacek Tabisz
            3 lutego 2016 at 08:14

            Technika idzie do przodu…

    • Krzysztof Marczak
      3 lutego 2016 at 01:28 - odpowiedz

      Re:/Najbogatsi ludzie unikają mediów. Przykładem jest np. Grupa Bilderberg. / Nie mediów, ale idiotów i idiotów-aktywistów. O ile w dziedzinie obrońców futer, dzików i świnek morskich każdy ma jakąś wiedzę ze szkolnej nauki o przyrodzie, o tyle na polu globalnego rynku kapitałowego atakujący są szczególnie niedouczeni. Te bzdury nikogo jeszcze nikogo na górze nie przekonały, ale poprzeszkadzać mogą i to bardzo. Co do Bilderberg – jest w mediach kilka reportaży dziennikarskich z tego zgromadzenia. Można je podsumować krótko: rozczarowanie i nuda. Każda konferencja czy seminarium finansistów to przede wszystkim nuda z dodatkami. Ponieważ jestem skromny, ale niezależny mogę to wprost powiedzieć. Większość moich kontaktów z LinkedIn nigdy się na to nie odważy. Dlatego to może robić tajemnicze wrażenie na zewnątrz, ale tylko dla niezaznajomionych z tematem.

  4. Nietsche
    3 lutego 2016 at 01:25 - odpowiedz

    Jedna uwaga i jedno pytanie.
    Swego czasu znana była historia pewnego prognostyka, zwana City-Boy. Nie wystawiała ona dobrego świadectwa zawodowym guru giełdowym.
    Czy Wall Street był (jest) pańskim zdaniem związanym z ropą czy z petrodolarem ? Widzę tutaj subtelną różnicę. Poza tym zgadzam się. Stoimy na progu poważnego kryzysu ekonomicznego.

    • Krzysztof Marczak
      3 lutego 2016 at 01:40 - odpowiedz

      1. Nie ma czegoś takiego jak zawodowy guru giełdowy. Jeżeli ktoś robi show w mediach na ten temat, to nikt nigdy nie znajdzie prawdziwej historii osiąganych przez niego wyników (co ciekawe – nikt nawet nie szuka, bo to działa jak religia – ludzie chcą wierzyć). Jeżeli natomiast ktoś potrafi naprawdę zarabiać dużo lepiej od innych przez długie lata (mniej niż 4% populacji) to nie ma ani czasu, ani chęci na takie wygłupy. Proszę popatrzeć na takie bazy jak Morninstar, Barclays, IASG i innych – najlepsi to nieznane nazwiska.
      2. Mówię tutaj o korelacji z cenami ropy, czyli crude oil commodity. Związki z petrodolarem to są korelacje bardziej fundamentalne (od analizy fundamentalnej) i te mogą być długie. Tu mówię o krótkoterminowej pozytywnej korelacji z crude oil futures, symbol CL (CME)

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *