• wtorek, 27 czerwca 2017 r.

A historia…niewiniątko?

Ten tekst powstał z połączenia i skrócenia 3-częściowego cyklu pt.: „A historia…?" opublikowanego na moim blogu niehistoria.wordpress.com. Bardzo się starałem dobrać tylko niezbędne fragmenty, które odnoszą się do postawionego w dyskusji problemu. Ponieważ zarzut jest sformułowany w tak ogólnych kategoriach, atakujący en block, więc jednak wiele tych partii tekstu musiało się tutaj znaleźć. Wypowiedzi dyskutantantów bazują na starych i wszechobecnych przesądach na temat filozofii (części pominięte zostały zamarkowane wielokropkiem w kwadratowych nawiasach).

Sokrates vs Herodot i Tukidydes

Sokrates vs Herodot i Tukidydes

I. Wprowadzenie

Ten artykuł wychodzi naprzeciw dającym się odczuć kontrowersjom w debacie telewizyjnej na racjonalista.tv pt.: „Czy filozofia zabija? Dr Piotr Napierała i Jacek Tabisz”.[…]

Dysputy i wnioski pożądających mądrości czy opisy ludzkich dziejów dostarczą lepszego materiału ideologom dopuszczającym przemoc? Taka powstanie alternatywa z nasuwającą się od razu odpowiedzią, jeśli zastąpić słowa „filozofia” i „historia” ich popularnymi odpowiednikami.

Jednak to rozstrzygnięcie jest przesłonięte przez opinię zupełnie niezgodną z powyższym zestawieniem, padającą z ust historyka. Nie wspominając nic o roli historii, prowadzący starał się bronić tezy, że to filozofia „jest wszystkiemu winna”, a ściślej jej wykonawcy, tj. filozofowie. To oni jako myśliciele nawołują do przemocy.

W trakcie tej debaty pada wiele karygodnych z punktu widzenia racjonalizmu tez i argumentacji. Pod artykułem ukazało się trochę krytycznych komentarzy. Jednocześnie sama praktyka portalu – publikująca również materiały z rozmów pomiędzy zaproszonymi do telewizji filozofami, a także publicystyka, w których jawnie zajmuje się określone stanowiska filozoficzne – przeczy tak ostrym zarzutom postawionym w trakcie rozmowy. Na portalu opublikowano tematy, z których wynika rozumienie właściwej postaci, tj. ideologii, w jakiej może występować myśl aprobująca stosowanie przemocy w polityce. Nie mniej czuje się znaczny niedosyt, że wiele kalumnii pod adresem filozofii nadal nie zostało sprostowanych, chociaż od tego czasu ukazało się wiele wypowiedzi filozofów. Brak jest także ogólniejszego tła rozróżniania różnych form intelektualnej publicystyki politycznej od samej filozofii oraz wyjaśnienia istotnej roli historii w tym procesie. To właśnie skłoniło mnie do napisanie tego artykułu […].

Myśliciele myślicielom nierówni

Tym pierwszym błędem jest pułapka językowa bazująca na utożsamieniu filozofów z myślicielami. W trakcie dyskusji prowadzący pragnie o wszystkie te nieszczęścia obwinić właśnie myślicieli, rozciągając zarzuty na osoby, których raczej nie uważa się za filozofów, ale nie podaje, jakie występują pomiędzy tymi pojęciami różnice i jakie to cechy samego myślicielstwa mają przesądzać o rozważanej winie samych filozofów. Brak więc jest tutaj powodów, by uznać, że te pojęcia rozumie odmiennie. A to właśnie nie są synonimy. Widać to chociażby w źródłosłowie pojęcia „filozofia”. Chociaż w języku potocznym być może te terminy są czasem rozumiane synonimiczne, ale faktycznie nimi nie są i ze względu na etymologię nazwy „myśliciel”, i z uwagi na to, czym faktycznie zajmuje się filozofia.

Pomiędzy nimi zachodzi taki związek: każdy twórczy filozof (tj. ten, kto faktycznie uprawia swoją dziedzinę, a nie np. jest tylko znawcą historii filozofii) jest myślicielem, ale nie odwrotnie. O różnicy decyduje to, o czym się myśli, w jaki sposób te myśli uzewnętrznia się i jak funkcjonują w trwałym myśleniu i postępowaniu tegoż myśliciela czy zwolennika jego idei. Myślicielem może być każdy teoretyk jakiejś dziedziny nauki, w ogóle każdy człowiek, który głęboko się nad czymś zastanawia. Filozofami są tylko niektórzy myśliciele. Taka refleksja pozwoliłaby uniknąć wielu absurdów, w które uwikłali się dyskutanci. Pełne rozwiązanie problemu tkwi dodatkowo w rozumienie warunków, w jakich to myślicielstwo filozofów się odbywa, co wymaga pewnej wiedzy, ale wcale nie aż tak wielkiej. Jakieś dzieło, koncepcja może być jakąś „myślą”, ale niekoniecznie filozoficzną. Wskazówką względem materii poruszanej przez dyskutantów jest prosta konstatacja, że filozoficzne są tutaj poglądy, w których dany myśliciel uzasadnia szczególną ważność swojej doktryny, odwołując się do wartości, które może zaakceptować każdy zapoznający się z doktryną (choćby tylko żeby ją zrozumieć) bez względu na swoje partykularne interesy, lokalne i czasowe uwarunkowania, krótko mówiąc takie przekonania, które noszą znamiona uniwersalności. W przeciwnym wypadku należą one do innych wyrazów myśli politycznej.

Drugi błąd polega na przypisywaniu niektórym „myślicielom” (choć lepsze byłyby w przypadku Hitlera określenia „pisarz polityczny” czy „doktryner”) oraz faktycznie filozofom tj. Heglowi i Marksowi „nawoływanie do przemocy” ze względu na to, czy jakieś „brzydkie myśli” figurują w ich pismach. Tutaj również zabrakło refleksji, jak funkcjonują te utrwalone kiedyś myśli filozofów.[…]

Społeczne źródła niechęci i negatywnych stereotypów

[…] Na koniec należy też wspomnieć o specyficznych zagrożeniach dla filozofów ze strony dwóch silnych grup. (Oczywiście jest więcej zbiorowości, których przynajmniej niektórzy ważni przedstawiciele, o ile nie zagrażają bezpośrednio filozofii, mogą np. tworzyć jej negatywny wizerunek lub rozpowszechniać krzywdzące stereotypy. Pomijam tutaj ich opis).

Jeśli chodzi o wzajemny stosunek filozofii i religii jako działalności i treści przekazu w warunkach wolności, to jest on wykluczający. Filozofia i nauka powstały na gruncie wyzwolenie się od przynajmniej niektórych, ale ważnych i istotnych dla religii przesądów. Ich rozwój jeszcze bardziej te różnice pogłębił. W starożytności, jeśli filozofowie nie występowali jawnie przeciwko wierzeniom i nie wnoszono przeciw nim oskarżeń byli tolerowani, jakkolwiek zdarzały się tragiczne ekscesy. Część filozofów dopuszcza istnienie pewnej rzeczywistości pozazmysłowej, posiadającej cechy bóstwa religii. Z reguły te poglądy nie mają cech popularnych wierzeń. Filozofowie, którzy uważają swoją profesję za autonomiczną i samowystarczalną działalność do określania własnych przekonań, nie widzą żadnych punktów styczności z religią. Od momentu powstania instytucjonalnego chrześcijaństwa wykorzystuje się w nim filozoficzne sposoby argumentacji dla celów religijnych. Jest to zależna forma wykorzystywania pewnych wyników i metod filozofii, a nie nowa jej forma. Nieodłączne od samej filozofii jest uprawianie jej jako autonomicznej działalności. (wyjaśniam to w II części). Uznanie wcześniejszych, nienaruszalnych prawd wiar, taką cechę tej działalności wyklucza. Z tego powodu nie widzę możliwości podzielania przez tę samą osobę równorzędnych przekonań religijnych i filozoficznych. Filozofia w pełni toleruje samo wyznawanie poglądów religijnych jak każde posiadanie poglądów. Ta wolność jest jej podstawą. Rzeczywistość pokazała i pokazuje, że nie ma takiej symetrii, tj. religii względem poglądów filozoficznych. Współcześnie większość wierzeń chrześcijańskich toleruje swobodne wyznawanie poglądów filozoficznych przez osoby nienależące do wspólnoty, jednak zwykle nie akceptuje wszelkich postępowań, które równocześnie są zakazane lub piętnowane dla ich wyznawców, choćby nie dotyczyły spraw religijnych. To jest również obszar wykluczania się między wolną filozofią a religią.

Jeśli chodzi o stosunek elit świeckich do filozofii i filozofów, to przed uzyskaniem znaczącego wpływu na władzę ideologii, której prawzorem i pierwszym zastępnikiem była religia, był on na ogół pozytywny i wspierający. Uległ zdecydowanemu pogorszeniu od chwili, kiedy najwięksi władcy stali zależni od hierarchów chrześcijańskich. Ogólna tendencja jest taka, że to właśnie silny wpływ na rządzących wszelkich władz ideologicznych sprzyja negatywnemu stosunkowi do filozofii włącznie ze stosowaniem represji względem filozofów, przedstawicieli nauki, sztuki czy niedominujących religii. Stosunek elit do filozofii jest więc pochodną roli religii i pozareligijnych ideologii w sprawowaniu władzy.

II. Definicja filozofii

Aby przedstawić rozwiązanie głównej kwestii w moim artykule, nie będę odwoływał się do typowego, tradycyjnego ujęcia filozofii jako jakiejś dyscypliny czy też rozważań powstałych od świętego mędrca Talesa i wzorem wszystkich wrednych filozofów podam własne określenie, a może nawet definicję. Nie ma jednego uznanego rozumienia filozofii, ani też zgody, że wszystko, co określało się w historii tym terminem, faktycznie opisuje jakieś jedno zjawisko kultury. Jednocześnie jestem przekonany, że w obrębie różnych tradycji przekazu myśli filozoficznej jest taki, którego specyfika nie zawiera się w innych działalnościach tworzących kulturę takich jak nauka i sztuka. I utożsamianie tych czynności z jej wytworami jest źródłem ogromnej masy błędów w myśleniu o matce nauk i jej najczęściej urojonych przewinieniach. Jak najbardziej się zabezpieczam i jeśli ktoś uważa, że mój pogląd nie rekonstruuje dobrze w każdym czasie filozofii, to wówczas zgadzam się, żeby traktować to jako zupełnie odrębną działalność, mającą swoją nazwę, która jednak znajduje swój jasny wyraz przynajmniej od czasów nowożytnych w filozofii i obwinianie filozofii o różne grzechy jest niesprawiedliwe ze względu na zawartość choćby cząstki tej autonomicznej aktywności.

Z tych powodów uważam, że autonomiczna we wspomnianym sensie filozofia powstała w odróżnieniu od tradycyjnego poglądu nie wcześniej niż w okresie współwystępowania dwóch tradycji: pierwszej – elitarnych szkół i stowarzyszeń zwolenników pewnych doktryn etycznych, religijnych, wczesnej nauki i filozofii, tj. presokratyków oraz drugiej – nauczania dla potrzeb uprawiania polityki lub przystąpienia do elity w demokratycznych państwach-miastach, czym trudnili się sofiści.[…]

Tworzenie praw możliwych do zaakceptowania przez ludzi z zupełnie różnych środowisk politycznych wymagało odwołania się do ogólnych wartości niewynikających z przynależności grupowej oraz stosowania argumentacji i krytyki poglądów odmiennych. Takie metody okazały się również przydatne i sukcesywne w filozofii. Najpierw filozofowie dostarczali metod argumentacji dla konkretnych polityków i niejako przy okazji formułowali pewne ogólniejsze tezy, które uzasadniały takie uprawianie polityki. Później, gdy zaczęto zauważać wady ówczesnej demokracji, pojawiły się poglądy wspierające inne systemy rządów, w tym utopijne. W tym zaznaczyła się autonomia filozofii, tj. wytwarzania poglądów politycznych ze względu na przekonania i pragnienia jednostki, a nie będących tylko przejawem wierzeń religijnych albo tworzonych dla potrzeb aktualnie prowadzonej gry politycznej.

Moja definicja autonomicznego jądra filozofii lub specyficznej, autonomicznej działalności intelektualnej, która przejawiała się także w dziejach filozofii:

Filozofia to

upubliczniona, perswazyjna teoriopraktyka orientacji umysłu

względem heteronomicznych źródeł wiedzy

prowadzona w celu samoorientacji odbiorcy

oraz zorientowania go na wybrane myślenie lub działanie.

Jeśli ktoś chce się posługiwać skróconą nazwą, to taka krótka nazwa powinna brzmieć: „perswazyjna teoriopraktyka orientacji umysłu względem heteronomicznych źródeł wiedzy” lub w absolutnym skrócie: „teoriopraktyka orientacji” (TPO).

Obecnie nie widzę przeszkód, by słowo „umysł” mogło być zastąpione określeniem „myślenie jednostki”, „myślenie podmiotu” lub „myślenie człowieka”.

Określenia użyte w definicji są znaczące, wymagają objaśnienia, a niektóre własnej definicji.

Własne terminy to „teoriopraktyka”, „heteronomiczny”.

Wyjaśnienia pojęć i zwrotów:

Heteronomiczny”

Co prawda występuje wcześniej w tekstach filozoficznych, np. u Kanta jako przeciwieństwo autonomii woli, jednak u mnie występuje w innej opozycji i znaczeniu.

Termin „heteronomiczny” (lub zamiennie „niekoherentny”, należy jednak pamiętać, że chodzi tutaj o niespójność z innymi źródłami wiedzy w stosunku orientacji, a nie o niespójność wewnętrzną źródła) jest przeciwieństwem „homonomicznego” (lub „koherentnego”) i oznacza subiektywne, sytuacyjne ujęcie przez podmiot źródeł wiedzy (informacji prostych i złożonych, w tym ich interpretacji), tj. percypowanych wrażeń, obiektów, wyobrażeń swojej osoby względem innych rzeczy, osób, czy stanów, które są wzajemnie (a nie wewnętrznie!) niejednorodne, tzn. nie podpadają pod jakieś jedno prawo, regułę lub nie mają wspólnego pochodzenia.

Natomiast „homonomiczny” (lub zamiennie „koherentny” z wcześniejszym zastrzeżeniem) to określenie takich źródeł wiedzy, które pod takie prawa podpadają, mogąc stanowić przykład zastosowania twierdzeń ogólnych którejś z nauk do szczegółowych danych doświadczalnych.

Teoriopraktyka”

– funkcjonalne połączenie teorii i praktyki, w którym praktyka jest nieodłączna od tworzenia i korzystania z teorii.

W nauce teoria i praktyka mogą być rozdzielone. W innym czasie można tworzyć teorię, w innym ją weryfikować, technicznie wykorzystywać, a w innym ją nauczać. W filozofii to jest nierozdzielne, bo jeśli ktoś buduje teorię w tej działalności, to ją na sobie stosuje i weryfikuje, bo orientuje swój umysł. Budowanie czegoś w języku wymaga kontroli tego przez komunikowanie. Komunikowany przekaz naprowadza kogoś w jakiś sposób. Znowu mamy więc łączne występowanie teorii i praktyki i ich wzajemne warunkowanie się.

Teoriopraktyka orientacji umysłu”

– w zwrocie „teoriopraktyka orientacji umysłu” nie należy rozumieć określenia „teoria” tylko jako teorii orientowania, ale także tego, co jest przedmiotem tego orientowania.

„Orientacja” oznacza tutaj i „orientowanie”, tj. naprowadzanie na jakieś rozstrzygnięcie lub postępowanie, „orientację” albo „bycie zorientowanym względem czegoś”, tj. „bycie jakoś usytuowanym, tj. ustosunkowanym względem możliwych rozstrzygnięć”, „orientowanie się”, tj. samodzielne naprowadzanie siebie na myśli i działanie, „orientowanie się w czymś”, tj. posiadanie jakiejś wiedzy, rozeznania w pewnym przedmiocie. Chodzi tutaj o orientowanie w tej działalności umysłu własnego i innych, tj. tych, którym ta teoria została zakomunikowana lub tym, którzy dodatkowo zgodzili się uczestniczyć czynnie w teoriopraktyce (najczęściej w formie udziału w dyskusji). „Orientacja” w tym określeniu sięga więc praktycznie po wszystkie istotne znaczenia tego pojęcia.

Budowanie takiej teorii przez osobę filozofującą jest filozofią w jej pełnej formie. Innymi słowy, oryginalnym filozofem jest osoba, która gotowa jest tworzyć, choćby i od zera, własną teorię. Bierna praktyka filozoficzna to zdolność dokonania krytycznego wyboru spośród wskazanych rozwiązań, tj. na podstawie pewnej wiedzy z zakresu argumentacji w zastosowaniu do własnej sytuacji egzystencjalnej.

Wiele różnych rozwiązań zostało już dawniej sformułowanych. Jednak występują zwykle w swoistych kontekstach. Czasem jednak szybciej można dojść do wcześniej już znanych myśli przez własne myślenie niż poszukiwanie ich w historycznych źródłach. […]

Perswazyjna

– tzn. sugerująca określone ustosunkowanie do pewnych kwestii, lecz nienarzucająca go,

…uznająca pewne rozwiązanie za najlepsze do przyjęcia w świetle użytych argumentacji. Filozofia może w szczególności poddać wątpieniu przyjęcie jakiegokolwiek rozstrzygnięcia w danej kwestii, wtedy jednak sugeruje w postępowaniu postawę wycofania, obojętności. Nie ma filozofii nic niesugerujących, tj. niezmieniających wyjściowego stanu umysłu przed wypowiedzeniem się w pewnej kwestii. Sugerujący, a nie narzucający charakter filozofii jest jedną z najistotniejszych cech odróżniających ją od ideologii.

Filozofia wymaga pewnej reprezentacji głoszonych poglądów.

Nie podano wcześniej wprost tej cechy jako specyficznej cechy filozofii, bo wynika z pozostałych elementów definicji. Jest to teoriopraktyka orientowania, a więc i przekonywania innych. Jeśli dotyczą kwestii, które nie są rozstrzygnięte na drodze empirycznej (filozofia może czasem zajmować stanowiska w tych sprawach, ale tylko wtedy kiedy nie ma tutaj jednoznacznych rozwiązań ze strony nauk empirycznych), a to są bardzo często kwestie etyczne, związane z wartościami, istotna tutaj jest wiarygodność osoby. Jeśli ktoś ciągle zmienia zdanie w jakieś sprawie i nie uzasadnia zmian swoich stanowisk, to można mięć wątpliwości, czy faktycznie traktuje swoje poglądy serio, dobrze je przemyślał i jest ich świadomy. Stąd konieczność uzasadniania zmiany swoich postaw. Na tym polega najczęściej ta reprezentacja. Jest to istotna różnica z sytuacją przedstawicieli nauk empirycznych, gdzie ostatecznym kryterium jest doświadczenie. Jeśli to przemawia za inną teorią, to naukowiec nie musi odwoływać się do żadnych innych instancji czy wartości, wskazując tylko na nowe fakty.

Dlaczego cechą specyficzną dla filozofii jest orientowanie względem heteronomicznych, a nie homonomicznych źródeł wiedzy?

W sytuacji braku rozwiniętej i dobrze zweryfikowanej nauki, a tak było w dawnych dziejach, za filozoficzne można było uznawać orientowanie względem dowolnych zestawień źródeł wiedzy obejmowanych w pewnym interwale czasu przez umysł. Dobieranie ich pod kątem pewnego aspektu jest zabiegiem sztucznym z punktu widzenia sytuacji praktycznej, w jakiej podmiot działa, bo najczęściej nie może z góry zakładać, że na jego sytuację będą miały wpływ tylko takie, które układają się jemu w pewną zrozumiałą całość. Najczęściej tak nie jest. Po drugie, jeśli podmiot jest wyjściowo nastawiony na zdobycie pewnej wiedzy, nauki, to zaczyna dążyć do coraz lepszego ujęcia tych danych w teorii, danych coraz bardziej różnorodnych, licznych i występujących coraz bardziej złożonych zestawieniach. To natychmiast zawiesza inne ukierunkowania podmiotu, które nie są nastawione na budowę lub weryfikację wiedzy. Jego kierowanie i rozeznanie się w otoczeniu zaczyna być niepełne, zdominowana tylko przez jeden jego typ. Aby była to działalność praktycznie użyteczna i korzystna życiowa (a jest to jedna z cech mądrości), muszą te dwa sposoby wykorzystania danych zostać rozdzielone. Wcale nie oznacza to, że filozofia staje się przez to antynaukowa. Przeprowadzając doświadczenia, można korzystać już z gotowych teorii naukowych i ich praktycznych rozwiązań. One same mogą stać się niezależnymi źródłami wiedzy, branymi także jako pewne dane. Wiedza naukowa rozrosła się do niespodziewanych rozmiarów. Żaden pojedynczy człowiek nie jest sam w stanie jej zrekonstruować. Taka próba, nie dość, że skazana na niepowodzenia, w sposób oczywisty uniemożliwiałaby uzyskanie orientacji względem praktycznie ważnych heteronomicznych źródeł danych. Stąd właśnie to autonomiczne jądro filozofii można odnaleźć tylko wśród heteronomicznych źródeł danych. […]

Filozofia a ideologia

Po podaniu definicji oraz opisaniu wielu jej różnic z nauką i innymi formami myślenia łatwo będzie zrozumieć odmienne podejście filozofii i ideologii do problemów społecznych.

Filozoficzne podejście do kwestii rasowych to stawianie zagadnienia w formie pytania, gdzie odmiennym rozstrzygnięciom sprzyjają różne wartości z przekonywaniem do określonego rozwiązania, a jednocześnie brak jest bezdyskusyjnego opowiadania się za którymś z nich. Stanowiska filozoficzne mogą uzasadniać określone odpowiedzi, również w ich wzajemny powiązaniu. Odpowiedzi te wspierają jedno ze stanowisk, ale nie dowodzą jednoznacznie jego słuszności. Ideologia daje na każde zadane tutaj pytanie jednoznaczną odpowiedź, nawet wbrew osobistym intuicjom. Filozofia może zadawać niewygodne pytania, nie ma dla niej tematów tabu.

Np. w kwestii rasowej to może być następujące pytania:

Czy istniałaby pełna świadomość rasy, gdyby była tylko jedna rasa? Jeśli cechy rasowe są różnicujące względem korzystnych cech do przetrwania, dlaczego różnorodność ras nie została zahamowana przez ewolucję? Czy można (lub należy) czuć się odpowiedzialnym za błędy jednostek własnej rasy dopuszczającej się na tym tle przestępstw czy też nie?

W przypadku problemu tzw. kosztu zmiany struktury społecznej wyraża go jedno ogólne pytanie:

Kiedy będzie więcej przemocy: Czy wtedy, gdy społeczeństwo będzie trwało przez pewien okres w strukturach klasowych czy też w takim samym okresie przechodzenia od struktur klasowych do społeczeństwa bez klas?

Filozofia może dać odpowiedzi na to pytanie na gruncie racjonalnego przewidywania. A to równocześnie oznacza, że w większości przypadków nie można udowodnić tutaj żadnego z rozstrzygnięć. Ideologia opowiada się wyraźnie za danym rozwiązaniem, zwykle krótkim i popularnym uzasadnieniem i najważniejsze: za ostatecznie udowodnionym. […]

Teoriopraktyka orientacji a filozofia zgodnie z jej etymologią

Etymologiczne znaczenie filozofii jest bardziej własnością, którą winno spełniać uprawianie filozofia niż zbiorem cech, które wypełniają całkowicie tę aktywność. Filozofia to określona praktyka i jej zapisy pozostawione w realnym świecie niezależne od ideałów. Jest zbiorem różnych tekstów i twierdzeń wplecionych w praktykę przekonywania do swoich racji. To, jak bardzo przyczyniła się do bycia mądrym przez odbiorców jej przykazu i aktywnych twórców, jest czymś zewnętrznym wobec niej i możliwym do stwierdzenia dopiero po fakcie. Historia nie dostarczyła i pewnie nigdy w pełni nie dostarczy tutaj wystarczających danych do zbadania takiej relacji. Inną kwestią jest względność rozumienia mądrości na gruncie różnych systemów filozoficznych.

Źródłosłów wskazuje na umiłowanie mądrości. Według tradycyjnej interpretacji (np. u Platona) jest to dążenie do mądrości jako czegoś nieposiadanego, przynajmniej w pełni przez dążącego do tego stanu.

Mądrość w potocznym ujęciu to wiedza uzyskana dzięki pewnym doświadczeniom życiowym, sprawdzona i praktyczna, tzn. użyteczna dla jej posiadacza. Ostatecznie więc o byciu mędrcem decyduje sama osoba i postawa uzyskującego wiedzę.

Związek teoriopraktyki orientacji z etymologicznym znaczeniem filozofii można zilustrować jako bycie przez tę praktykę warunkiem koniecznym uprawiania filozofii, co może wyrażać zdanie:

„Nie można uznać za dążącego do mądrości człowieka, który nie potrafi ustosunkować się do czegokolwiek, ani świadomie wybrać swojej reakcji do świata zewnętrznego”.

Warunek praktyki filozoficznej i jej utrudnienia medialne i instytucjonalne

W jaki sposób dokonuje się to przekonywanie w praktyce? W czym tkwi sekret? Polega on na odkrywaniu przed odbiorcą powiązań pomiędzy wartościami, uznawanymi przez niego, których on nie zna. Ludzie ich nie znają, ponieważ się nad tymi sprawami nie zastanawiają, a one jak najbardziej na ich życie wpływają. Tego stanu nie może zmienić dostępność różnych źródeł wiedzy oraz wzrost ogólnego poziomu wykształcenia, ponieważ wartości są różnorodne, wciąż pojawiają się ich nowe wersje i konstelacje, inne ulegają zapomnieniu, a stare hierarchie tracą ważność w nowych realiach historycznych i społecznych. Mogą to być odkrycia subiektywne, względne, ale czasem też obiektywne. W żywej filozofii zawarty zawsze jest element pradawnej sofistyki, jeśli ktoś tak rozumie przekonywanie bez korzystania z dogmatycznych założeń.

W statycznych formach przekazu, które niektórzy filozofowie preferują np. tylko księgi, śladem tej własności są fragmenty, które wskazują na warunkowy charakter przyjęcia podstawowych założeń, a nawet ich subiektywny charakter. I tak Kartezjusz nie wstydził się przyznać, że chodzi mu o zabezpieczenie poczucia pewności, brak wątpliwości.

Filozofia, która przestaje być działalnością, tą swoistą sztuką orientacji, staje się ideologią, co szerzej opisane jest w dalszej części. Nie stara się nikogo osobiście przekonać, ale raczej zbiorowo omamić poprzez roztoczenie nad oficjalną czy tradycyjną pajęczyną przekonań i pojęć aury tajemniczości i głębokiej prawdy albo ciągłe powtarzanie frazesów. Czyni to oczywiście z przyczyn społecznych dla celów religii, władzy lub różnych grup korzystających z jej opieki.

III. Filozofia i historia wobec ideologii

G. Hegel i K. Marks

G. Hegel i K. Marks

Truizmem jest stwierdzenie, że za wszelkie masowe zbrodnie społeczeństw powstałych po oświeceniu odpowiadają ideologie. Próbuje przypisać się winę również filozofiom, na które powołują się lub do których tez odwołują się ideologie, ponieważ istnieją związki pomiędzy tymi dziedzinami kultury. Sprzyja temu występujące czasami negatywne nastawienie pewnych grup społecznych do filozofów, o którym wcześniej wspomniano. Poprzednio przedstawiono filozofię jako działalność. Ideologia nie jest filozofią ani żadną chwilową teorią, która w niej powstaje. Różne tezy w filozofii występują w niej jako kwestie do dyskusji lub sugerowane rozstrzygnięcie niemających statusu absolutnie pewnych (bo to jest niemożliwe). Kategoryczny charakter twierdzeń niektórych filozofii wynika z ich zależności od religii, przeczącej jej autonomii, która stanowi jej istotę. W praktyce społecznej nawet takie jej formy muszą być sprowadzone do prostej wykładni, która zajmują się instytucje władzy.

Najprościej ujmując, ideologie to pewne zbiory twierdzeń i pojęć przypisujące pewnej grupie szczególne prawo do sprawowania władzy, dominacji w społeczeństwie na gruncie bezdyskusyjnie uznawanych wartości i w przypadku wielkich grup społecznych uzasadnień historycznych. To są takie „statyczne” w porównaniu z wcześniejszą definicją filozofii systemy orientacji całych grup społecznych w takim sensie, że ich adresat nie wpływa na główny przekaz, co najwyżej wywołuje wyeksponowanie takiej lub innej części ideologii w publicystyce, szkolnym nauczaniu lub propagandzie politycznej. Oczekiwany przez ideologie sposób odbioru to pełna i bezwarunkowa akceptacja wszystkich jej ważnych twierdzeń.

Ideologie

Kariera ideologii rozpoczęła się w okresie oświecenia, zdobywania przez bogate mieszczaństwo władzy politycznej. Na początku większą rolę jako jego poplecznicy odgrywali niektórzy znani i wpływowi filozofowie. Polityka historyczna była i jest bardzo istotna w afirmacji znaczenia tej grupy. Klasy feudalne również odwoływały się do historii, ale w niepełny sposób – eksponowały głównie genealogie władców, hierarchów oraz historię kościoła, zaniedbując badanie dziejów pozostałych grup społecznych. Ich historia miała uzasadniać ciągłość władzy, tradycji i pochodzenie od wybitnych osób. Historia nowych elit zaczęła dezawuować te cechy, eksponując dokonania ekonomiczne własnej klasy, wspierających ją warstw ludowych oraz ich walki z władcami starego systemu.

O wpływie społecznym porównywanych form myśli decyduje to, do jak dużych grup może być adresowany pewien przekaz myślowy. Największymi grupami społeczeństw mieszczańskich są narody i klasy społeczne. Narody mogą powstawać nawet wieki, klasy społeczne w nowoczesnym społeczeństwie przemysłowych zaczynają się pojawiać w okresie od kilkunastu do kilkudziesięciu lat od rozpoczęcia intensywnego uprzemysłowienia. To nadaje wagę historii, ponieważ nie da się w pełni określić tych grup bez poznania ich dziejów. Dotyczy to zwłaszcza narodu. Badania historyczne mogą być prowadzone i inicjowane pod kątem dostarczania uzasadnień dla ideologii.

Grono zwolenników pewnych poglądów politycznych, a tym bardziej filozoficznych nie stanowi zaplecza społecznego do trwałego sprawowania władzy. Z powodu częstej niejednolitości socjologicznej takiej grupy w czasie, zmianie samych poglądów w obrębie takich grup oraz jej zależności od propagandy i ideologii. Co innego beneficjenci jakiejś ideologii. Ta także wspiera jakąś opcję polityczną, ale to opcje są dobierane do ideologii, a nie odwrotnie.

W dyskusji jako przykład filozofa odpowiedzialnego za różne nieszczęścia ludzkości wspomniani byli filozofowie Hegel i jego uczeń Marks.

Tytularnie, ze względu na wpisywanie się w pewną tradycję i ze względu na takie traktowanie przez współczesnych Hegel był na pewno filozofem i w dodatku wielkim, biorąc pod uwagę jego ilość dzieł, które napisał. Jeśli jednak spojrzeć na te cechy, które są charakterystyczne dla filozofii, to jego dokonania sytuują go dość daleko od tego podanego wcześniej ideału czy minimum. Jest poniekąd kontynuatorem scholastycznej tradycji – poprzez  rehabilitację metafizyki i przestarzałego rozumienia nauki (od Arystotelesa, który jest obecny w koncepcji Plotyna) jako wiedzy uzasadnionej i usystematyzowanej. Wpływ swojej filozofii ugruntowywał specyficzną pozycją nadaną mu przez władze państwowe niezgodną z rolą szkół filozoficznych, jaką miały w starożytności, która gwarantowała im pewną autonomię. Jego filozofia jest bardziej ideologią konserwatywnego mieszczaństwa stopniowo obejmującego władzę polityczną niż filozofią polityczną, którą mogą zaakceptować dowolne jednostki lub odrzucić. Uzasadnienie logiczne zostało tam zastąpione „historycznym” (w myśl zasady „skoro jest tak, jak jest, to tak stać się musiało”). Można więc powiedzieć, że wystąpiły wszystkie czynniki oddalające tę doktrynę od filozofii: zależność od religii (sama filozofia miała odkryć według niego swą tożsamość z religią chrześcijańską), chęć tworzenia dogmatycznej nauki, wspieranie doktryny przez władzę (do pewnego czasu), afirmacja pewnych grup społecznych, które aktualnie panują w społeczeństwie.

Dziedzicem takiego myślenia o filozofii jest również Marks, uczeń Hegla, który pojmuje ją podobnie jako rodzaj ideologii klas panujących, a nie nauki badającej materialistycznie dzieje i przez to wyraża też niechętny do niej stosunek. Z punktu widzenia filozofii jego oryginalność dotyczy takich spraw jak odnowienie zainteresowania materializmem, a przede wszystkim materialistyczny opis zjawisk społecznych, w tym różnych dziedzin kultury jako form świadomości zbiorowej, natomiast powszechny rozgłos przyniosło mu głównie stworzenie oryginalnej ideologii społecznej dla upośledzonych dotychczas grup ludności przypisującej im aktywną rolę podmiotu dziejów. Tak jak Hegel stworzył ideologię dla konserwatywnego mieszczaństwa niemieckiego, tak Marks ideologię dla ludności robotniczej. Jej rola jako spadkobiercy pewnej tradycji politycznej oraz w przemianie społecznej pokazana została na gruncie danych historycznych. Klasa uzyskuje tożsamość przez wywoływanie zmian dziejowych. Takie postawienie sprawy nadaje duże znaczenie historii jako dyscypliny wiedzy, ponieważ najbogatszego materiału dostarczają te zmiany. Chociaż jego teoria społeczna jest w dużej części ideologią, on sam był skłonny traktować swoje opisy, przewidywania i apele jako naukę społeczną i środek walki politycznej.[…]

Jeśli więc wiązać wpływ funkcjonowania pewnych dziedzin intelektualnych na tworzenie ideologii, w których imieniu dopuszczono się jakichś przestępstw społecznych, to jednak dużo więcej można tutaj zarzucić historii niż filozofii. Operowanie ogólną aparaturą pojęciową od dawna już przestało być domeną tylko filozofii, weszło do pospolitego obiegu. Zawiły charakter rozważań filozoficznych raczej nie służy komunikacji prostego przesłania. Filozofia już dawno nie jest na topie. Natomiast przytaczanie jakiegoś prostego faktu wspieranego autorytetem samej nauki może być propagandowo bardzo efektywne. Kto samodzielnie sięga do jakichś książek filozoficznych? Ilu ludzi dla porównania lubi oglądać filmy historyczne? Nie jest też przypadkiem, że władze wielu państw, które chciały przeforsować korzystne dla siebie zmiany preferencji politycznych, bardzo zmieniły nauczanie historyczne w szkolnictwie wszystkich poziomów oraz powołały specjalne instytucje historyczne o charakterze sensu stricto politycznym. Ostatecznie decyduje o tym ideologizacja instytucji. Żadna z porównywanych dziedzin intelektu nie musi być w ten sposób uprawiana. Jednak jeśli tak się dzieje, to ich użyteczność i wykorzystanie w tym procesie nie jest takie samo. Bez porównanie więcej jednak pod tym względem masowe ideologie, które doprowadziły do różnych nieszczęść zawdzięczają w praktyce i personalnie historii niż filozofii.

Filozofia jako teoriopraktyka orientacji

 

Ryszard GromczakBloger analizujący wiarygodność aktywizmu i sympatii politycznych w internecie, preferujący ograniczenie roli technik informatycznych w życiu społecznym. Ceniący swoją niezależność wolnomyśliciel, definiujący filozofię i swoją działalność we własnych terminach. Twórca i nieregularny realizator wizji sztuk plastycznych jako wielowarstwowych, modularnych i możliwych do odczytania ilustracji wyrażeń i nazw. Zwolennik polszczyzny bez fleksji do celów publicystyki teoretycznej i popularyzacyjnej. Aktualny blog społeczny: http://niehistoria.wordpress.com Blog artystyczno-filozoficzny: http://wieloobrazy.blogspot.com E-mail: alexarny@gmail.com

Podobne materiały

10 komentarzy

  1. Andrzej Boguslawski
    Andrzej Boguslawski
    18 maja 2017 at 18:04 - odpowiedz

    @ Ryszard Gromczak: Moja definicja (…) „Filozofia to upubliczniona, perswazyjna teoriopraktyka orientacji umysłu względem heteronomicznych źródeł wiedzy prowadzona w celu samoorientacji odbiorcy oraz zorientowania go na wybrane myślenie lub działanie”.

    Jeśli ktoś chce się posługiwać skróconą nazwą, ………………..

    ———————————–

    Nie zależy mi na skróconej, ale bardziej komunikatywna, zrozumiała bez wykręcania umysłu, to by się jednak zdała.

    ***

    @ Ryszard Gromczak: Tym pierwszym błędem jest pułapka językowa bazująca na utożsamieniu filozofów z myślicielami. W trakcie dyskusji prowadzący pragnie o wszystkie te nieszczęścia obwinić właśnie myślicieli, rozciągając zarzuty na osoby, których raczej nie uważa się za filozofów, ale nie podaje, jakie występują pomiędzy tymi pojęciami różnice i jakie to cechy samego myślicielstwa mają przesądzać o rozważanej winie samych filozofów. Brak więc jest tutaj powodów, by uznać, że te pojęcia rozumie odmiennie. A to właśnie nie są synonimy. (…)

    Pomiędzy nimi zachodzi taki związek: każdy twórczy filozof (tj. ten, kto faktycznie uprawia swoją dziedzinę, a nie np. jest tylko znawcą historii filozofii) jest myślicielem, ale nie odwrotnie. O różnicy decyduje to, o czym się myśli, w jaki sposób te myśli uzewnętrznia się i jak funkcjonują w trwałym myśleniu i postępowaniu tegoż myśliciela czy zwolennika jego idei. Myślicielem może być każdy teoretyk jakiejś dziedziny nauki, w ogóle każdy człowiek, który głęboko się nad czymś zastanawia. Filozofami są tylko niektórzy myśliciele. Taka refleksja pozwoliłaby uniknąć wielu absurdów, w które uwikłali się dyskutanci. Pełne rozwiązanie problemu tkwi dodatkowo w rozumienie warunków, w jakich to myślicielstwo filozofów się odbywa, co wymaga pewnej wiedzy, ale wcale nie aż tak wielkiej. Jakieś dzieło, koncepcja może być jakąś „myślą”, ale niekoniecznie filozoficzną. Wskazówką względem materii poruszanej przez dyskutantów jest prosta konstatacja, że filozoficzne są tutaj poglądy, w których dany myśliciel uzasadnia szczególną ważność swojej doktryny, odwołując się do wartości, które może zaakceptować każdy zapoznający się z doktryną (choćby tylko żeby ją zrozumieć) bez względu na swoje partykularne interesy, lokalne i czasowe uwarunkowania, krótko mówiąc takie przekonania, które noszą znamiona uniwersalności. W przeciwnym wypadku należą one do innych wyrazów myśli politycznej.

    ——————————

    Oczywiście dla Pana jest wszystko jasnym: –  Myślicielem może być każdy teoretyk jakiejś dziedziny nauki, w ogóle każdy człowiek, który głęboko się nad czymś zastanawia. Filozofami są tylko niektórzy myśliciele. Podaje Pan nawet „proste wskazówki” jak odróżniać myślicieli od filozofów, ale np. ja nadal pozostaję w niewiedzy co do granic pomiędzy tymi określeniami i uważam, że zgodnie z własnymi twierdzeniami powinien Pan tu zarysować jednak znacznie mocniejszą linię demarkacyjną.

    ***

    @ Ryszard Gromczak: Truizmem jest stwierdzenie, że za wszelkie masowe zbrodnie społeczeństw powstałych po oświeceniu odpowiadają ideologie.

    —————————-

    Tak, to duży postęp w stosunku do irracjonalistów, którzy antropomorfizując bogów za wszystko co się dzieje odpowiedzialnymi ich czynili. Pan racjonalista już tylko antropomorfizuje mity (ideologie) i je – za wszelkie masowe zbrodnie społeczeństw powstałych po oświeceniu – czyni. Nie znana jest mi w historii żadna ideologia (a religia to też ideologia, z której intelektualnej podpory korzystano przy masowych zbrodniach), która by bez wierzących w nią ludzi sama mordów dokonywała. W mojej ocenie to wiara jest przyczyną ludzkich czynów. Przedmiot wiary jest tu dalece wtórnym i widać to chociażby w zmienności ideologii – dopasowywaniu jej do aktualnych potrzeb.

    ***

    Dziedzicem takiego myślenia o filozofii jest również Marks, uczeń Hegla, który pojmuje ją podobnie jako rodzaj ideologii klas panujących, a nie nauki badającej materialistycznie dzieje i przez to wyraża też niechętny do niej stosunek.

    ————————-

    Tak, u Marksa to szczególnie się uwidocznia w Tezach o Feuerbachu, a szczególnie w 11 tezie: Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić.

    **********************

    Ogólnie to bardzo ciekawa i inspirująca do własnych przemyśleń publikacja. Jedyna ogólna moja  uwaga, to zadbałbym o większą komunikatywność i uprościłbym język przekazu.

    Pozdrawiam.

    ***

  2. Ryszard Z.A.G.
    Ryszard Z.A.G.
    18 maja 2017 at 23:11 - odpowiedz

    Miło mi, że zechciał pan skomentować mój tekst, chociaż swoją prośbę o komentarz w jednym z ostatnich komentarzy racjonalista.tv kierowałem do p. Tabisza. Jednak dziękuję.
    ..

    Ja: "Truizmem jest stwierdzenie, że za wszelkie masowe zbrodnie społeczeństw powstałych po oświeceniu odpowiadają ideologie."
    ..
    Tak powiedziałem, nie znaczy to jednak, że do czynów wystarczają same ideologie. Mają one istotną rolę inspirującą i instruujące. Bez nich może dojść do zbrodni, pogromów, ale będą miały spontaniczny a niezorganizowany charakter.
    ..
    p. Bogusławski: "W mojej ocenie to wiara jest przyczyną ludzkich czynów."
    ..
    Tak, wiara to jest istotny czynnikiem regulujących zachowanie, ale do systematycznych zbrodni nie wystarczy ona sama, lecz jej głębsze umotywowanie na podstawie m.in. ideologii(poza tym przekonanie ideologiczne nie muszą być wierzeniami potocznymi).
    ..
    "Przedmiot wiary jest tu dalece wtórnym i widać to chociażby w zmienności ideologii – dopasowywaniu jej do aktualnych potrzeb."
    ..
    Niestety nie zgadzam się z tym twierdzeniem. Albo tylko częściowo. Ma pan rację w odniesieniu do wiary religijnej. Tutaj nie ma aż tak dużych różnic w przypadku fanatyzmu. W odniesieniu do poglądów naturalistycznych konieczność dokonywania uśmierceń np. w trakcie wojny lub wyższej konieczności ma zawsze takie ograniczenia, że dokonuje się ich ostatecznie, mając na celu  przetrwanie zbiorowości lub całej ludzkości. W przypadku wiary religijnej nie ma praktycznie żadnych ograniczeń w liczbie ofiar; zachowuje się grupę własnych wyznawców, bo nie jest ona celem aktu, jednak gdyby karzący wyznawca był ostatnim przedstawicielem jakieś religii, to mógłby zgładzić całą pozostałą ludzkość w imię boga, .W przypadku religii nie ma żadnego materialnej granicy działania w imię swego ideału.

    Dlaczego nie można przyjąć pana stanowiska? Bo i owszem, gdybyśmy je przyjęli, może nigdy nie dokonanoby już żadnej zbrodni, ale byśmy wszyscy umarli, ze względu na brak wszelkiego działania.
    ..
    Na pozostałe postaram się w kolejnych komentarzach pod tym lub innym artykułem.

     

  3. Ryszard Z.A.G.
    Ryszard Z.A.G.
    19 maja 2017 at 01:14 - odpowiedz

    "Podaje Pan nawet „proste wskazówki” jak odróżniać myślicieli od filozofów, ale np. ja nadal pozostaję w niewiedzy co do granic pomiędzy tymi określeniami i uważam, że zgodnie z własnymi twierdzeniami powinien Pan tu zarysować jednak znacznie mocniejszą linię demarkacyjną."
    ..
    Wyjaśniłem kwestie różnicy pomiędzy samym myśleniem a myśleniem filozoficznym, objaśniając kolejne człony swojej definicję filozofii (a właściwie jej części autonomicznej).

    Mogę to w uproszczony sposób ująć w ten sposób, że filozof komunikuje innym swoje przemyślenia, po to, żeby zredukować myślenie myślących o tej samej sprawie. Poza tym filozof to myśliciel nie starający się uzyskać przez myślenie wyników, którymi zajmują się nauki szczegółowe oraz teologia.
    ..
    Można to podsumować w takim określeniu, że filozof to myślący o ważnych sprawach dla życia, komunikujący innym swoje przemyślenia w sposób nienachalny po to, aby o przedmiocie tych przemyśleń już nie myśleli, jak on na początku, tylko mieli w tej sprawie jakiś ustalony pogląd (w tym być może taki, że pewnego problemu nie da się rozwiązać) oraz nie-naukowiec, nie-wyznawca religijny w tych swoich przemyśleniach.
    ..
    (Jeśli łatwiej to jest zrozumieć w formie jakieś sentencji, to można to powiedzieć w taki trochę zabawny sposób:
    "Filozof to jest taki myśliciel, który sądzi, że jeśli zakomunikuje innemu myślicielowi to, co wymyślił, to będzie o jednego myśliciela mniej albo przynajmniej o tej zakomunikowanej przez myśliciela kwestii ten drugi myśliciel będzie mniej myślał.")

     

  4. Andrzej Boguslawski
    Andrzej Boguslawski
    19 maja 2017 at 11:59 - odpowiedz

    @ Ryszard Z.A.G.: Miło mi, że zechciał pan skomentować mój tekst, chociaż swoją prośbę o komentarz w jednym z ostatnich komentarzy racjonalista.tv kierowałem do p. Tabisza. Jednak dziękuję.

    —————————

    Wydaje mi się, iż to otwarty portal i każdy opublikowany tu tekst oddajemy pod krytykę wszystkich i nawet gdyby Pan napisał, iż kieruje go tylko do Jacka Tabisza, a mnie do polemiki zainspirował, to i tak bym się odezwał.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:  "Truizmem jest stwierdzenie, że za wszelkie masowe zbrodnie społeczeństw powstałych po oświeceniu odpowiadają ideologie."

    ..

    @ Ryszard Z.A.G.: Tak powiedziałem, nie znaczy to jednak, że do czynów wystarczają same ideologie. Mają one istotną rolę inspirującą i instruujące. Bez nich może dojść do zbrodni, pogromów, ale będą miały spontaniczny a niezorganizowany charakter.

    ———————————–

    Moje rozumienie tego zjawiska jest zgodne z Wikipedią:

    Ideologia jest to powstała na bazie danej kultury wspólnota światopoglądów, u podstaw której tkwi świadome dążenie do realizacji określonego interesu klasowego lub grupowego albo narodowego.

    Mianem ideologii określa się każdy zbiór uporządkowanych poglądów – religijnych, politycznych, prawnych, przyrodniczych, artystycznych, filozoficznych – służących ludziom o tożsamych poglądach do objaśniania otaczającego ich świata. Społeczną funkcją ideologii jest artykulacja celów aktywności i dopuszczalnych sposobów ich osiągania oraz motywacja ich zasadności względami uznawanymi za wyższe niż jednostkowy interes (wizja rzeczywistości + system wartości + dyrektywy praktycznego działania. Zapotrzebowanie na ideologie wynika z właściwego ludziom poszukiwania odpowiedzi na pytania o sens i sposób istnienia.

    http://www.racjonalista.pl/forum.php/z,0/d,1/s,545583#w545957

    ***

    @ Andrzej Bogusławski: Tak, to duży postęp w stosunku do irracjonalistów, którzy antropomorfizując bogów za wszystko co się dzieje odpowiedzialnymi ich czynili. Pan racjonalista już tylko antropomorfizuje mity (ideologie) i je – za wszelkie masowe zbrodnie społeczeństw powstałych po oświeceniu – czyni. Nie znana jest mi w historii żadna ideologia (a religia to też ideologia, z której intelektualnej podpory korzystano przy masowych zbrodniach), która by bez wierzących w nią ludzi sama mordów dokonywała. W mojej ocenie to wiara jest przyczyną ludzkich czynów.

    @ Ryszard Z.A.G.: Tak, wiara to jest istotny czynnikiem regulujących zachowanie, ale do systematycznych zbrodni nie wystarczy ona sama, lecz jej głębsze umotywowanie na podstawie m.in. ideologii (poza tym przekonanie ideologiczne nie muszą być wierzeniami potocznymi).

    ——————————–

    W poniższych linkach znajdzie Pan moje rozumienie społeczno-psychologicznego zjawiska jakim jest „wiara”. „Chciałbym zająć się tu światopoglądową postawą wiary tak ogólnie, choć szczególnie wiarą religijną tyle tylko, że odseparowaną od konkretnej religii/ideologii. Jest to wprost nieprawdopodobne dlaczego tak wielu ludzi uważa różne mity za bardziej prawdziwe od faktów, a rozum im służy nie do ich odrzucenia, ale do racjonalizacji (prób logicznego uzasadnienia prawdziwości) mitów.”

    http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0

    http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0#w545566

    Opieram je na próbach zdefiniowania tego terminu przez specjalistów od tego tematu. Oczywiście wiara przynosi różne konsekwencje zależne od jej przedmiotu, ale jeszcze bardziej od głębokości.

    Każda wiara nas ogranicza intelektualnie, niezależnie od jej przedmiotu, a także moralnie usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. Wiara fundamentalistyczna ogranicza nas absolutnie.

    Mnie tam wszystko jedno chrześcijanie, muzułmanie, ateiści, komuniści, antykomuniści – każdy fideizm uważam za groźny. Nawet wiarę w racjonalizm (co jest trudne) uważam za groźną.

    http://www.racjonalista.pl/forum.php/z,0/d,1/s,711506#w711650

    ***

    @ Andrzej Bogusławski: "Przedmiot wiary jest tu dalece wtórnym i widać to chociażby w zmienności ideologii – dopasowywaniu jej do aktualnych potrzeb."

    ..

    @ Ryszard Z.A.G.: Niestety nie zgadzam się z tym twierdzeniem.

    ———————————-

    A dlaczego niestety? Najważniejszym jest aby Pan sam siebie przekonał do własnego stanowiska, no i może czytających nas czytelników.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.: Albo tylko częściowo. Ma pan rację w odniesieniu do wiary religijnej. Tutaj nie ma aż tak dużych różnic w przypadku fanatyzmu.

    ———————————–

    Starałem się postawy wiary zrozumieć i wyżej te próby zrozumienia zalinkowałem. Według mnie „wiara religijna” dotyczy często osób uważających się za a, a nawet antyreligijne. W materiałach zawartych w linkach są przedstawione argumenty za przyjmowaniem właśnie takiego stanowiska.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.: W odniesieniu do poglądów naturalistycznych

    —————————-

    Uważam się za naturalistę ontologicznego, ale przyznam się, iż tu nie rozumiem o jakie poglądy Panu chodzi?

    ***

     @ Ryszard Z.A.G.:  W odniesieniu do poglądów naturalistycznych konieczność dokonywania uśmierceń np. w trakcie wojny lub wyższej konieczności ma zawsze takie ograniczenia, że dokonuje się ich ostatecznie, mając na celu  przetrwanie zbiorowości lub całej ludzkości.

    —————————

    Nie wiem co z tym mają wspólnego poglądy naturalistyczne, ale „Sceptyk – człowiek wątpiący nie popełni zbrodni w imię swego zwątpienia. Tyle, iż biorą nas do wojska nie pytając o światopogląd, a i stanąć w obronie ojczyzny, czy ideałów też czasem się musi niezależnie od swojego stosunku do świata nadprzyrodzonego.”

    http://www.racjonalista.pl/forum.php/z,0/d,1/s,716054#w716153

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:  W przypadku wiary religijnej nie ma praktycznie żadnych ograniczeń w liczbie ofiar; zachowuje się grupę własnych wyznawców, bo nie jest ona celem aktu, jednak gdyby karzący wyznawca był ostatnim przedstawicielem jakieś religii, to mógłby zgładzić całą pozostałą ludzkość w imię boga, .W przypadku religii nie ma żadnego materialnej granicy działania w imię swego ideału.

    ————————-

    Wyraźnie napisałem: Każda wiara – niezależnie od jej przedmiotu – ogranicza nas intelektualnie, a także moralnie – usprawiedliwiając zło czynione w jej imieniu. I konsekwentnie podtrzymuję to stanowisko. Do masowych zbrodni konieczną jest wiara, im jest głębsza, bardziej fundamentalistyczna, mniej refleksyjna, tym jest groźniejszą dla ludzi tej wiary nie podzielających. Religia/ideologia, która jest przedmiotem wiary – jak uczy nas cała historia ludzkości – jest tu dalece wtórną.  

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:  Dlaczego nie można przyjąć pana stanowiska? Bo i owszem, gdybyśmy je przyjęli, może nigdy nie dokonanoby już żadnej zbrodni, ale byśmy wszyscy umarli, ze względu na brak wszelkiego działania.

    ————————–

    Jak na razie, to poznałem tylko Pańską deklarację o jego nieprzyjmowaniu i nic mi do tego. Żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo do własnych poglądów. Ja tylko starałem się przedstawić racjonalne argumenty, iż nie tylko "Truizmem jest stwierdzenie, że za wszelkie masowe zbrodnie społeczeństw powstałych po oświeceniu odpowiadają ideologie."

    Ale taki pogląd – moim zdaniem – nie ma dostatecznego merytorycznego uzasadnienia. Kto chciał i potrafił, ten zrozumiał, ale przecież nie wszyscy muszą (ja też mam spore trudności z nadążeniem za Pańskimi wywodami) i przyjmuję tu zupełnie spokojnie Pańską deklarację, iż Pan pozostaje przy własnym stanowisku.

    ***

  5. Andrzej Boguslawski
    Andrzej Boguslawski
    19 maja 2017 at 12:57 - odpowiedz

    @ Andrzej Bogusławski: Oczywiście dla Pana jest wszystko jasnym: –  „Myślicielem może być każdy teoretyk jakiejś dziedziny nauki, w ogóle każdy człowiek, który głęboko się nad czymś zastanawia. Filozofami są tylko niektórzy myśliciele”. Podaje Pan nawet „proste wskazówki” jak odróżniać myślicieli od filozofów, ale np. ja nadal pozostaję w niewiedzy co do granic pomiędzy tymi określeniami i uważam, że zgodnie z własnymi twierdzeniami powinien Pan tu zarysować jednak znacznie mocniejszą linię demarkacyjną.

    @ Ryszard Z.A.G.: Wyjaśniłem kwestie różnicy pomiędzy samym myśleniem a myśleniem filozoficznym, objaśniając kolejne człony swojej definicję filozofii (a właściwie jej części autonomicznej).

    ———————-

    Nie potrzebną jest jakaś większa inteligencja aby wiedzieć, iż dla Pana „jest wszystko jasnym” natomiast skoro pytam, to znaczy, iż nie dla wszystkich Pańskie wyjaśnienia były jasne i można albo po prostu „olać głąba”, albo postarać się to lepiej (bardziej komunikatywnie) wyjaśnić.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.: Mogę to w uproszczony sposób ująć w ten sposób, że filozof komunikuje innym swoje przemyślenia, po to, żeby zredukować myślenie myślących o tej samej sprawie. Poza tym filozof to myśliciel nie starający się uzyskać przez myślenie wyników, którymi zajmują się nauki szczegółowe oraz teologia.

    ————————

    Oczywiście, iż Pan może, ale ja dokonam tu takiej próby sensowności Pańskiego wywodu: myśliciel komunikuje innym swoje przemyślenia, po to, żeby zredukować myślenie myślących o tej samej sprawie. Poza tym myśliciel to filozof nie starający się uzyskać przez myślenie wyników, którymi zajmują się nauki szczegółowe oraz teologia. Czy to zdanie straciło sensowność?

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.: Można to podsumować w takim określeniu, że filozof to myślący o ważnych sprawach dla życia, komunikujący innym swoje przemyślenia w sposób nienachalny po to, aby o przedmiocie tych przemyśleń już nie myśleli, jak on na początku, tylko mieli w tej sprawie jakiś ustalony pogląd (w tym być może taki, że pewnego problemu nie da się rozwiązać) oraz nie-naukowiec, nie-wyznawca religijny w tych swoich przemyśleniach.

    ——————

    I zróbmy tu podobnie: myśliciel to [człowiek] myślący o ważnych sprawach dla życia, komunikujący innym swoje przemyślenia w sposób nienachalny po to, aby o przedmiocie tych przemyśleń już nie myśleli, jak on na początku, tylko mieli w tej sprawie jakiś ustalony pogląd (w tym być może taki, że pewnego problemu nie da się rozwiązać) oraz nie-naukowiec, nie-wyznawca religijny w tych swoich przemyśleniach. Czy to zdanie straciło sensowność?

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:  (Jeśli łatwiej to jest zrozumieć w formie jakieś sentencji, to można to powiedzieć w taki trochę zabawny sposób:

    "Filozof to jest taki myśliciel, który sądzi, że jeśli zakomunikuje innemu myślicielowi to, co wymyślił, to będzie o jednego myśliciela mniej albo przynajmniej o tej zakomunikowanej przez myśliciela kwestii ten drugi myśliciel będzie mniej myślał.")

    ————————————

    "Myśliciel to jest taki filozof, który sądzi, że jeśli zakomunikuje innemu filozofowi to, co wymyślił, to będzie o jednego filozofa mniej albo przynajmniej o tej zakomunikowanej przez filozofa kwestii ten drugi filozofa będzie mniej myślał."

    Niezależnie od tego, czy komunikował Pan nam tu co wymyślił jako filozof, czy jako myśliciel, to nijak nie zaniecham własnego myślenia, nawet w tej zakomunikowanej przez Pana kwestii. Osobiście uważam, iż linie demarkacyjne pomiędzy pojęciami myśliciel i filozof są na tyle nieostre, iż można tych pojęć używać zamiennie i to pomimo różnicy pojęciowej, którą Pan dostrzega – a tak dostrzeżonej przez słownik języka polskiego:

    Myśliciel – człowiek zajmujący się rozważaniem ważnych zagadnień; mędrzec; filozof

    Filozof – człowiek zajmujący się rozważaniem ważnych zagadnień; myśliciel; mędrzec

    ***

  6. Ryszard Z.A.G.
    Ryszard Z.A.G.
    19 maja 2017 at 14:47 - odpowiedz

    @Bogusławski:

    …uważam, że zgodnie z własnymi twierdzeniami powinien Pan tu zarysować jednak znacznie mocniejszą linię demarkacyjną.

    Proszę pana nie ma żadnej linii demarkacyjnej, ponieważ to są pojęcia o wykluczającym się zakresie, tylko pomiędzy nimi zachodzi relacja zawierania.

    Jak wcześniej napisałem:

    Pomiędzy nimi zachodzi taki związek: każdy twórczy filozof (tj. ten, kto faktycznie uprawia swoją dziedzinę, a nie np. jest tylko znawcą historii filozofii) jest myślicielem, ale nie odwrotnie.

    Pojęcie myśliciela jest bardziej ogólne. Myśliciel może nigdy nie zakomunikować swoich przemyśleń komukolwiek, żyć w zupełniej samotności, tak jak chociażby jest to uwidocznione na słynny obrazie van Gogha. Jeśli pan uważa, że każdy myśliciel komunikuje swoje przemyślenia, żeby przekonać innych do swoich racji i żeby o nich nie myśleli, to oczywiście ma pan do tego prawo. Tylko jest to niezgodne z faktami. Ponieważ mnóstwo ludzi zgłosi się do pana i stwierdzi, ze głęboko nad czymś myślało, jednak nigdy nikomu tego nie zakomunikowali lub nie chcieli przez te komunikat kogoś do czegoś przekonać.

     Jeśli pan uważa, że współcześnie filozofia zajmuje się lub może jeszcze sukcesywnie zajmować się dokonywaniem odkryć w naukach szczegółowych lub że przemyślenia filozofów nie będących równocześnie teologami w kwestiach teologicznych będą tak samo owocne i uznawane jak zawodowych teologów, to gratuluję optymizmu ,nie mniej to również nie nic wspólnego ze stanem obecnym.

    Dlatego właśnie ja dokonałem tych rozróżnienie, ponieważ w praktyce na gruncie takiego uproszczonego rozumienia filozofii powstają nieporozumienie odnośnie funkcji społecznych i znaczenia intelektualnego tej działalności. Żąda się od niej jakieś szczegółowej wiedzy o czymś, a jeśli ona nie może jej dostarczyć, to się ją dezawuuje. Podobnie każdego pisarza, którzy przelał swoje myśli na papier uznaje się za filozofa. Co to ma wspólnego z dążeniem do jakieś mądrości? Jak zarysowałem w artykule jedną z cech myślicielstwa filozoficznego, jest komunikowanie swoich poglądów, bądź tworzenia ich takich jako odnoszących się do pewnych kwestii, które są dyskutowane (aluzyjny charakter dociekań manifestujący się w wielu wprowadzeniach do tekstów pisanych i też w innych formach językowych), po to m.in. aby mogły być poddane krytyce.

    Oczywiście może pan pozostać przy swoim rozumieniu tych pojęć, tj. jako synonimów, tak jak rozumienie się te rzeczy na gruncie wiedzy potocznej, podobnie jak pojmuje się naukowca jako uczonego, czyli po prostu, człowiek, który był gdzieś długo czegoś uczony. Nikt nie musi uznawać ważności filozofii, tak jak nikt nie musi uznawać ważności nauki.

     

     

    • Ryszard Z.A.G.
      Ryszard Z.A.G.
      19 maja 2017 at 16:06 - odpowiedz

      …Proszę pana nie ma żadnej linii demarkacyjnej, ponieważ to są pojęcia o wykluczającym się zakresie, tylko pomiędzy nimi zachodzi relacja zawierania….

      ..

      Oczywiście miało być:

      ..

      …Proszę pana nie ma żadnej linii demarkacyjnej, ponieważ to nie są pojęcia o wykluczającym się zakresie, tylko pomiędzy nimi zachodzi relacja zawierania…

    • Andrzej Boguslawski
      Andrzej Boguslawski
      19 maja 2017 at 18:53 - odpowiedz

      @ Ryszard Z.A.G.: Nikt nie musi uznawać ważności filozofii, tak jak nikt nie musi uznawać ważności nauki.

      ——————-

      Oczywiście, iż w uważaniu nikt nic nie musi, ale ja od wielu lat uważam mniej więcej tak:

      W europejskiej cywilizacji filozofia jest matką wszelkich nauk i w czasach, gdy nauki przyrodnicze nie potrafiły udzielić zadawalających odpowiedzi na wiele podstawowych pytań jej inspirująca intelektualnie rola była ogromna, ale wraz z postępem naturalistycznej wiedzy jej kreatywność zmniejszała się i dziś sytuacja odwróciła się na tyle, iż trudno mówić o rzetelnym uprawianiu filozofii bez głębokiej znajomości aktualnego dorobku nauki. Część uczonych nawet wątpi, czy można filozofię zaliczać do nauki skoro nie stosuje ona naukowej metodologii, a stosowane przez nią pojęcia są często tak rozmyte i niedookreślone, iż nie można w sposób sensowny zastosować do niej logiki.

      Ostro, choć w dużym stopniu zasadnie ocenia filozofię prof. Bernard Korzeniewski w książce Trzy ewolucje: Wszechświata, życia, świadomości. Kraków 1998. – Istnieje pewna istotna różnica pomiędzy nauką i filozofią. O ile rozwój nauk ścisłych jest kumulatywny to znaczy nowa wiedza nie zastępuje wiedzy już posiadanej, lecz jest do niej dodawana, stanowi jej uzupełnienie i rozwinięcie, to w filozofii, mówiąc w niewielkim uproszczeniu, trzeba ciągle zaczynać od nowa. Jeżeli przyrodnik próbuje wypowiadać się na tematy filozoficzne, to często zarzuca mu się niekompetencję, bo np. nie orientuje się on  w subtelnościach systemu filozoficznego pana X lub też nie zna pięćdziesięciu wyróżnionych rodzajów tautologii. Pytanie tylko, czy taka wiedza jest mu na cokolwiek potrzebna? Albowiem filozofia, tracąc kontakt z rzeczywistością, zaczyna coraz bardziej zajmować się samą sobą, swoimi wytworami i ustanowionymi przez tradycję schematami, otorbia się w autystycznej izolacji od świata. Aby osiągnąć w niej coś nowego, rozsądne wydaje się więc pozbycie się całego tego balastu i zaczęcie od podstaw, od wiedzy pojęć i paradygmatów oferowanych przez nauki przyrodnicze. Ale zgadzając się, że grzechem filozofii, jest dowolność spekulacji, brak weryfikowalności  twierdzeń, tworzenie pojęć pustych (hipostaz), co generalnie sprowadza się po prostu do braku jakiejkolwiek wiarygodnej metodologii,  a  nawet, że Mimo z górą dwóch tysięcy lat istnienia filozofia zachodnia nie doczekała się rozwiązania żadnego ze swych najbardziej podstawowych problemów, ani też nie dopracowała zadawalających kryteriów oceny czy selekcji poszczególnych koncepcji filozoficznych. To należy uznać jej niekwestionowany dorobek w zakresie metodologii nauki (teorii poznania), obejmujący kryteria ścisłości języka  i  logiczną zasadność twierdzeń. Ważną też jest jej rola scalająca całość naszej wiedzy  o wszechświecie wraz z możliwościami  i sposobami jego poznania (światopoglądowa) oraz dyscypliny stawiającej pytania najważniejsze: o naturę tego wszystkiego co istnieje. Dlatego jej znaczenie jest nadal ogromne i trudno byłoby bez filozofii się obejść.

      ***

  7. Andrzej Boguslawski
    Andrzej Boguslawski
    19 maja 2017 at 16:48 - odpowiedz

    @ Andrzej Bogusławski: Niezależnie od tego, czy komunikował Pan nam tu co wymyślił jako filozof, czy jako myśliciel, to nijak nie zaniecham własnego myślenia, nawet w tej zakomunikowanej przez Pana kwestii. Osobiście uważam, iż linie demarkacyjne pomiędzy pojęciami myśliciel i filozof są na tyle nieostre, iż można tych pojęć używać zamiennie i to pomimo różnicy pojęciowej, którą Pan dostrzega – a tak dostrzeżonej przez słownik języka polskiego:

    Myśliciel – człowiek zajmujący się rozważaniem ważnych zagadnień; mędrzec; filozof

    Filozof – człowiek zajmujący się rozważaniem ważnych zagadnień; myśliciel; mędrzec

    ***********************

    @ Andrzej Bogusławski: Oczywiście dla Pana jest wszystko jasnym: –  „Myślicielem może być każdy teoretyk jakiejś dziedziny nauki, w ogóle każdy człowiek, który głęboko się nad czymś zastanawia. Filozofami są tylko niektórzy myśliciele”. Podaje Pan nawet „proste wskazówki” jak odróżniać myślicieli od filozofów, ale np. ja nadal pozostaję w niewiedzy co do granic pomiędzy tymi określeniami i uważam, że zgodnie z własnymi twierdzeniami powinien Pan tu zarysować jednak znacznie mocniejszą linię demarkacyjną.

    Ryszard Z.A.G.: Proszę pana nie ma żadnej linii demarkacyjnej, ponieważ to są pojęcia o wykluczającym się zakresie, tylko pomiędzy nimi zachodzi relacja zawierania.

    ————————-

    O cholera! Pojęcia o „wykluczającym się zakresie”. Patrz Pan nigdy bym na to nie wpadł, a już najbardziej mi nie idzie przyjmowanie jakichkolwiek twierdzeń na wiarę. Już tak mam, iż racjonalnych argumentów oczekuję.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.: Jak wcześniej napisałem:

    ———————–

    Mam zwyczaj pilnego czytania i starania się zrozumienia tego co interlokutor napisał zanim się do jakiejś wypowiedzi odniosę.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:  Pomiędzy nimi zachodzi taki związek: każdy twórczy filozof (tj. ten, kto faktycznie uprawia swoją dziedzinę, a nie np. jest tylko znawcą historii filozofii) jest myślicielem, ale nie odwrotnie.

    ———————–

    A dlaczego każdy twórczy myśliciel nie może być filozofem?

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:  Pojęcie myśliciela jest bardziej ogólne.

    ———————–

    Zgoda jest bardziej ogólne, ale nijak nie wykluczające.

    ***

     @ Ryszard Z.A.G.:  Myśliciel może nigdy nie zakomunikować swoich przemyśleń komukolwiek, żyć w zupełniej samotności, tak jak chociażby jest to uwidocznione na słynny obrazie van Gogha.

    —————–

    Czy według Pana filozof musi i to byłaby ta linia demarkacyjna, gdyż jak filozofuje „do szuflady” to filozofem być przestaje? A skąd takie twierdzenie miałoby wynikać.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.  Jeśli pan uważa, że każdy myśliciel komunikuje swoje przemyślenia, żeby przekonać innych do swoich racji i żeby o nich nie myśleli, to oczywiście ma pan do tego prawo.

    ———————-

    Tu moje stanowisko jest dalece wtórnym. To Pan coś tu stwierdził, a ja tylko dopytuję się o sens i logikę Pańskich twierdzeń? Ja  tak ogólnie bardzo nie lubię „granic” i wielkich kwantyfikatorów, a więc nie każdy, nie zawsze itd. Tak uważam, iż większość myślących ludzi stara się przekonać innych do własnych racji. Myślę, iż rzadko który inteligent zakłada, iż gdy podam innym swoje racje, to skłonię innych aby na ten temat nie myśleli. Ja tak nigdy nie zakładam.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.  Tylko jest to niezgodne z faktami.

    ——————

    Z jakim faktami?

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:  Ponieważ mnóstwo ludzi zgłosi się do pana i stwierdzi, ze głęboko nad czymś myślało, jednak nigdy nikomu tego nie zakomunikowali lub nie chcieli przez te komunikat kogoś do czegoś przekonać.

    —————————–

    Nie zgłaszają się, ale gdyby nawet się zgłaszali, to co z tego wynika, iż byli nie byli filozofami, myślicielami? Przyznam się, iż zaepitetowanie ich tym lub tym określeniem nie byłoby dla mnie istotnym problemem.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.   Jeśli pan uważa, że współcześnie filozofia zajmuje się lub może jeszcze sukcesywnie zajmować się dokonywaniem odkryć w naukach szczegółowych lub że przemyślenia filozofów nie będących równocześnie teologami w kwestiach teologicznych będą tak samo owocne i uznawane jak zawodowych teologów, to gratuluję optymizmu ,nie mniej to również nie nic wspólnego ze stanem obecnym.

    ———————

    Szanowny Panie, mam taki intelektualny zwyczaj, iż nie odnoszę się do moich projekcji na czyjś temat tylko do konkretnych wypowiedzi. Skąd Pan wydumał sobie co ja uważam? Napisałem sporo w internecie i gdy ktoś chce, a tym bardziej musi to bez trudności moje zdanie znajdzie. Chętnie gratulację przyjmę, ale po zapoznaniu się Pana z moimi wypowiedziami, a nie na podstawie Pańskich dumań. Wydaje mi się, iż zarówno filozofowie jak i myśliciele korzystają z pewnych narzędzi poznawczych, a odlatują to tylko  baśni pisarze.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:   Dlatego właśnie ja dokonałem tych rozróżnienie, ponieważ w praktyce na gruncie takiego uproszczonego rozumienia filozofii powstają nieporozumienie odnośnie funkcji społecznych i znaczenia intelektualnego tej działalności.

    ———————

    Gdzie i jakiego? Właśnie starałem się o to Pana dopytać? Ale żadnej odpowiedzi – poza stwierdzeniem, iż Pan rozróżnia – nie otrzymałem. Nie odpowiada Panu „linia demarkacyjna” to niech Pan poda kryteria tego rozróżnienia.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:    Żąda się od niej jakieś szczegółowej wiedzy o czymś, a jeśli ona nie może jej dostarczyć, to się ją dezawuuje.

    ————————

    To czego ja żądam od filozofii, to bez kłopotu od niej otrzymuję, ale przecież uprawiają ją ludzie i reprezentują nie tylko przeróżne poglądy, ale też mają przeróżne podstawy intelektualne, na których swoje poglądy opierają. Dlatego daleko mi do tego abym uznawał autorytet filozofa ze względu na jego profesję. Myśliciel, który formalnie nigdy filozofii nie studiował może być – nawet w zagadnieniach czysto filozoficznych – znacznie większym dla mnie autorytetem.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:  Podobnie każdego pisarza, którzy przelał swoje myśli na papier uznaje się za filozofa.

    ***

    Przeróżne rzeczy w świecie się zdarzają, ale Pan prowadzi rozmowę ze mną, a więc skąd Pan wykoncypował sobie, iż ja uznaję „każdego pisarza za filozofa”?

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:   Co to ma wspólnego z dążeniem do jakieś mądrości?

    ———————–

    To co Pan pisze rzeczywiście niewiele. Natomiast znam istotnie co najmniej kilku  pisarzy i kilkunastu, a może i kilkudziesięciu uczonych, których uważam za filozofów.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:  Jak zarysowałem w artykule jedną z cech myślicielstwa filozoficznego, jest komunikowanie swoich poglądów, bądź tworzenia ich takich jako odnoszących się do pewnych kwestii, które są dyskutowane (aluzyjny charakter dociekań manifestujący się w wielu wprowadzeniach do tekstów pisanych i też w innych formach językowych), po to m.in. aby mogły być poddane krytyce.

    —————————–

    Tak to bardzo ciekawe w publikacji, w której rozróżnia się myślicieli od filozofów jest, według jego autora, zarysowana jedna z cech  myślicielstwa filozoficznego i jak próbuję zrozumieć jego cechą wyróżniającą filozofa miałaby być grafomania –  komunikowanie swoich poglądów. Ale jakoś mało mnie to przekonuje, choć tu to nie o mnie tu chodzi, gdy innych Pan przekonał to w zupełności wystarczy.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:  Oczywiście może pan pozostać przy swoim rozumieniu tych pojęć, tj. jako synonimów,

    ———————–

    Dziękuję za łaskawe zezwolenie, ale mało mnie ono interesuje i tak zawsze myślę i robię tak jak to uważam za słuszne. Natomiast jestem otwartym na argumenty i szkoda, iż żadnych merytorycznych dla obrony swojego stanowiska Pan tu – przynajmniej w moim rozumieniu – nie przedstawił.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:   tak jak rozumienie się te rzeczy na gruncie wiedzy potocznej, podobnie jak pojmuje się naukowca jako uczonego, czyli po prostu, człowiek, który był gdzieś długo czegoś uczony.

    —————————–

    Zupełnie nie czuję się odpowiedzialnym za to co i w jaki sposób Pan rozumie. Sam staram się używać słów i pojęć zgodnie z ich definicjami opisanymi w słownikach i encyklopediach i tylko rzadko, gdy ten opis mnie jakoś tam nie satysfakcjonuję, to wtedy staram się możliwie jak najjaśniej przedstawić definicję własną.

    ***

    @ Ryszard Z.A.G.:   Nikt nie musi uznawać ważności filozofii, tak jak nikt nie musi uznawać ważności nauki.

    ———————————-

    Nie, nikt nie musi, ale także nikt nie skompromituje nas bardziej niż uczynimy to sami. Dlatego nie rozumiem dlaczego dokonał Pan tu tak prymitywnej próby dyskredytacji?  Wielokrotnie tu podkreślałem ważność filozofii jak i nauki. Opisywałem środki z jakich korzystają oraz narzędzia jakich używają.

    ***

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *