• czwartek, 22 października 2020 r.

Amerykanin, Chińczyk, Rosjanin, Turek i Polak mówią o świecie po pandemii

Zbliżający się powoli do setki Henry Kissinger pisze na łamach WSJ, że Stany Zjednoczone walcząc z pandemią muszą równocześnie zacząć planowanie życia w nowej epoce. Chaos pandemii przypomniał mu bitwę, w której brał udział w 1944 roku, kiedy kule kosiły przypadkowe ofiary, siejąc śmierć i zniczczenie. Różnica między tamtym chaosem bitwy i dniem dzisiejszym polega na tym, że wówczas wszystkich łączył wspólny cel. Dziś  społeczeństwo amerykańskie jest podzielone. Konieczny jest skuteczny i dalekowzroczny rząd, który mógłby stawić czoła nowym problemom o niespotykanych rozmiarach i globalnym zakresie. Potrzebny jest rząd, który wzmocni zaufanie społeczeństwa, ale również pokój i stabilność na świecie.

 

Kissinger przypomina banalną prawdę, że kiedy ucichną wzburzone fale pandemii, w wielu krajach społeczeństwa będą uważały, że ich instytucje zawiodły. Nie jest nawet ważne to, na ile ta krytyka będzie uzasadniona. Po pandemii znajdziemy się w innym świecie. Teraz spory o przeszłość wyłącznie utrudniają podejmowanie niezbędnych działań.  


Pandemia uderzyła z szczególną siłą w Amerykę. Na zarazę nadal nie ma lekarstwa. Szpitale cierpią na niedobór sprzętu, skuteczna szczepionka będzie najwcześniej za rok, a może nawet za półtora roku.  


Zdaniem nestora amerykańskiej dyplomacji, obecna administracja wykonała solidną pracę próbując powstrzymać katastrofę. Ostatecznym testem będzie jednak to, czy i kiedy uda się zahamować wzrost liczby nowych zarażeń i przywrócić zaufanie społeczeństwa, że życie wraca do normalności. Już jednak trzeba budować nowy, postkoronawirusowy porządek.


Kissinger pisze, że przywódcy państw podejmują wyzwanie obecnego kryzysu w oparciu o narodowe interesy. Sam kryzys nie respektuje jednak granic. Pandemia minie, spowodowane przez nią gospodarcze załamanie może mieć konsekwencje na wiele pokoleń. Zaś uporanie się z tymi konsekwencjami wymagać będzie wizji i ponadnarodowej współpracy.     


Ameryka musi przypomnieć sobie lekcję planu Marshalla. Pierwsza sprawa to możliwość powtórki pandemii. Wcześniejsze zwycięstwa nauki nad dręczącymi ludzkość chorobami uśpiły nas, ale taka pandemia może się powtórzyć i wszyscy muszą być na to przygotowani.    


Kryzys ekonomiczny, którego prawdziwej skali jeszcze nie znamy, uderzy najsilniej w najsłabszych. Kissinger daje do zrozumienia, że skuteczność naprawy systemu gospodarczego zależy od tego, na ile uda nam się uratować liberalny porządek świata. Początki nowoczesnych państw zaczynały się od obwarowanych murami miast, rządzonych przez silnych władców, czasem despotycznych, czasem łaskawych, ale wystarczająco silnych, by chronić przed zewnętrznymi wrogami. Oświecenie podważyło tę ideę państwa, sugerując, że głównym celem prawowitej władzy jest zabezpieczenie fundamentalnych potrzeb społeczeństwa: bezpieczeństwa, ładu, dobrobytu i sprawiedliwości. Pandemia cofnęła nas do czasów państwa – warownego miasta w czasach, w których dobrobyt jest uzależniony od globalnego handlu i swobody przemieszczania się.

    

Walka będzie się toczyć o zachowanie wartości Oświecenia. Kissinger pisze o demokracjach, które muszą tych wartości bronić. Nie pisze przed kim. Pisze, że konieczne jest pohamowanie zarówno na domowym froncie, jak i w międzynarodowej dyplomacji. Słowa Kissingera nie wydają się specjalnie odkrywcze, a jednak warto zwrócić na nie uwagę. 


Profesor Wang Wen nie jest postacią tak znaną jak Henry Kissinger, jest dziekanem Chongyang Institute for Financial Studies oraz dyrektorem China-US People-to-People Exchange Research Center. Jego artykuł pod tytułem Błędy COVID-19 sygnalizują koniec ‘Amerykanskiego stulecia’ ozdobiony jest poniższą karykaturą.

 

Chiński autor zaczyna od stwierdzenia, że obecna walka z pandemią jest od 1941 roku pierwszym globalnym problemem, z którym walka nie toczy się pod przewodem USA. W 1941 roku Stany Zjednoczone przewodziły w walce z faszyzmem. Podczas obecnej wojny z niewidocznym wrogiem Stany Zjednoczone z trudem próbują bronić same siebie.  


Profesor Wang Wen zarzuca administracji Tumpa nadmiar pewności siebie oraz (co w ustach chińskiego autora może wydawać się cokolwiek groteskowe), że kłamiąc na temat pandemii przegapiły szansę powstrzymania wirusa. Dziś – pisze Wen – Stany Zjednoczone mają największą liczbę zakażeń i największą liczbę ofiar śmiertelnych.  


Ameryka jest samozwańczym przywódcą świata – czytamy w tym artykule – ale to Chiny stoczyły najcięższą bitwę z tym wirusem i dziś pomagają ponad 80 krajom. Oczywiście nie pada tu nazwisko doktora Li Wenlianga, który pierwszy zaalarmował świat o groźnym wirusie, ani o jego prześladowaniach przez władze chińskie za ujawnienie tajemnicy państwowej, ani o jego śmierci 21 lutego 2020 r. w wyniku zakażenia od pacjentów, których leczył. Profesor Wen nie pisze również o tym, że Chiny początkowo przekazały Światowej Organizacji Zdrowia kłamliwą informację, że wirus nie przenosi się od człowieka do człowieka (w chwili przekazywania tej „informacji” władze chińskie doskonale wiedziały już o niesłychanie łatwym przenoszeniu się tego wirusa między ludźmi).  


Chiński uczony koncentruje swoją uwagę na upadku amerykańskiej hegemonii. Odwołuje się do wcześniejszych przepowiedni zachodnich uczonych w rodzaju norweskiego socjologa-komunisty, Johana Galtunga, który przez lata obwieszczał światu swoje rewelacje z Kuala Lumpur, gdzie miał katedrę na International Islamic University i który „już w 2009 roku” przewidział upadek USA jako kraju, który wykorzystywał i uciskał inne kraje. Profesor Wen spogląda na historię czterech ostatnich prezydentów USA, przypominając próbę usunięcia Clintona z powodu skandalu seksualnego, wojny Busha w Afganistanie i Iraku, które jego zdaniem doprowadziły do kryzysu finansowego w 2008 roku, niską skuteczność Obamy, który miał przeciwko sobie Kongres i wreszcie Trumpa, którego doktryna "America First", naruszyła jego zdaniem porządek świata.    


Amerykańskie społeczeństwo jest podzielone, a polityka wewnętrzna nie ma pełnego poparcia, Ameryka w oczach świata zmienia się z globalnego imperium w regionalne mocarstwo bez większego znaczenia – czytamy w tym artykule.    


Autor artykułu zapewnia czytelników, że naród chiński nie odczuwa z tego powodu żadnej przyjemności, chociaż mimo pandemii Trump nie przestał atakować Chin, a Pompeo używa rasistowskich nazw tego wirusa przy różnych okazjach (chiński wirus – A.K.). Najwyraźniej Chiny uważane są za konkurenta upadającego mocarstwa.

„Chiny, jeśli zostaną o to poproszone – pisze w zakończeniu swojego artykułu Wang Wen – gotowe są pomóc Ameryce w walce z pandemią. Nasze dwa kraje współpracowały podczas kryzysu finansowego w 2008 roku i powinny działać razem dziś. Ale sytuacja się zmieniła. Pandemia COVID-19 ukaże niespotykane zmiany, które już się zaczęły – ruch odwrotu od stulecia Ameryki”.

Ten głos chińskiego uczonego dziwnie współbrzmi z wypowiedzią Timofieja Bordaczowa z moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomii. On również zapewnia nas, że dotychczasowy porządek świata nie przetrwa, koncentruje jednak uwagę na Europie. Pisze, że „liberalny porządek świata rozleciał się”. Ten porządek zdaniem rosyjskiego autora, był wynikiem zimnej wojny, równowagi sił i konfrontacji między dwoma blokami. Silniejsza strona, czyli Stany Zjednoczone i ich sojusznicy nie mogła działać arbitralnie, gdyż była ograniczona międzynarodowymi prawami oraz przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Jednak silniejsza strona zaczęła słabnąć, a słabsza wzrastała w siłę.         

„Wśród graczy na globalnej scenie – pisze Bordaczow – główny cios uderza w Europę. Była potężna w świecie, w którym siła militarna nie miała znaczenia, a jej państwa opiekuńcze miały niezwykłe osiągnięcia pod względem rozwoju.


Teraz patrzymy ze zdumieniem jak kraje europejskie zamykają swoje granice, również te między sobą, ujawniając narodowy egoizm na skalę, której wcześniej nie umieliśmy sobie wyobrazić.  Pojawia się pytanie – czy pandemia koronawirusa okaże się ‘ostatnią bitwą’, której uderzenia europejska integracja nie wytrzyma?”

Zdaniem rosyjskiego autora, impotencja europejskich instytucji nie jest wyłącznie efektem nowych dramatycznych okoliczności. 

„Liberalny porządek dożywa swoich ostatnich dni – pisze w zakończeniu swojego artykułu  Bordaczow – byłoby dobrze, gdyby jego śmierci nie towarzyszyła światowa wojna. Jest mało prawdopodobne, że nowy porządek okaże się lepszy lub bardziej sprawiedliwy – silne państwa, wśród których są dziś Chiny i Rosja, borykają się z problemami tak wielkimi, że rozwiązanie nie pozostawia wiele miejsca na prawa i uczucia słabych państw. Europa, która niestety, nie zdołała zbudować ludzkiego raju, dobiega ostatnich dni, miesięcy, może lat. Była przykładem możliwości, a przynajmniej udawania, postępu w kierunku ponadnarodowego porządku łączącego utopię z rzeczywistością.”

Wyraźniej niż rosyjski analityk mówi dziennikarz turecki, a zarazem jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Erdogana, redaktor naczelny dziennika Yeni Şafak”, Ibrahim Karagűl.        

Turcja na początku marca zapewniała, że u nich żadnego wirusa nie ma. Dziś oficjalnie podają, że mają ponad 30 tysięcy zrażonych, a ich system opieki medycznej jest w rozsypce. To zupełnie nie przeszkadza nadziei na wielkość w nowym świecie.

„Musimy zanotować, że obecnie Turcja prowadzi lepszą koordynację, skuteczniejszą walkę niż większość głównych mocarstw świata. Państwo, centralna władza, przywództwo, instytucje, publiczne formacje i obywatele zajmują się sprawami w wielkiej harmonii.” – pisze Ibrahim Karagűl.

Turecki autor stwierdza, że narzucony światu przez Zachód system w postaci globalnego dyskursu i porządku dobiega końca. Standardy wartości mogą zmienić się radykalnie. Pojęcie władzy może zostać przedefiniowane. Finansowy system, polityczny system, teorie bezpieczeństwa Zachodu upadły. Ludzkość nie ma dłużej wobec nich oczekiwań.

„Turcja jest jednym z nowych supermocarstw świata… Jeśli będą jakieś kraje, które wzniosą się po koronie – a będą – Turcja będzie jednym z nich” – dowiadujemy się z Ankary.

Nie brak oczywiści polskich głosów, autorów próbujących przewidzieć jak będzie wyglądał świat po pandemii. Zatrzymałem się przy artykule Grzegorza Kołodki opublikowanym w „Rzeczpospolitej”. Kołodko pisze, że właściwie nie powinno się takich pytań zadawać. Najtrudniej dostrzec to, czego nie widać, a wszystkim próbom towarzyszy deficyt wyobraźni. Próba odpowiedzi jest raczej ćwiczeniem wyobraźni niż proroctwem.

„Kreśląc wizje postpandemicznej przyszłości, trzeba przeto brać pod uwagę wiele okoliczności z nią niezwiązanych, ale ważnych z innych powodów. Szczególnie interesujące w odniesieniu do przyszłości jest to, co nie jest oczywiste, co zdarzyć się może, ale nie musi.”

Gdzie były wicepremier widzi możliwe punkty zapalne? Na pierwszym miescu wymienia Hong Kong. Obawia się, że konflikt z rządem w Pekinie wybuchnie z nową siłą, Pekin przywróci porządek w sposób trudny do zaakceptowania dla Zachodu, pojawią się nowe sankcje i nowa wojna handlowa. 


Oczywiście, że jest to możliwe, ale nie jestem pewien, czy to jest akurat pierwsza sprawa, nad którą rządy powinny się dziś zastanawiać.


Na drugim miejscu Kołodko wymienia możliwość zbombardowania przez Izrael irańskich instalacji nuklearnych. A to spowoduje zablokowanie cieśniny Ormuz i wzrost cen ropy naftowej. I znow raczej nadmiar wyobraźni, aniżeli jej deficyt. Nawet w ćwiczeniach z wyobraźni warto ustalać jakieś priorytety, a przyczyn ponownego wzrostu cen ropy naftowej może być wiele. Rozwój sytuacji w Iranie jest faktycznie nieprzewidywalny.


Trzecie zagrożenie jest zdecydowanie bardziej realne, a mianowicie, że Turcja zacznie ułatwiać masowy napływ syryjskich uchodźców do Europy. Tu Grzegorz Kołodko dotyka problemu, który faktycznie może spotęgować konsekwencje pandemii. Erdogan groził wiele razy, że to zrobi, już podjął działania w tym kierunku, podobne naciski będą również z Afryki i to może być w Europie jeden z najbardziej zapalnych problemów. Zalecenie profesora Kołodki, że trzeba szukać pragmatycznych rozwiązań wygląda tak, jakby polski polityk nie zauważył tych poszukiwań „pragmatycznych rozwiązań” podejmowanych przynajmniej od czasów, kiedy niejaki Jimmy Carter pomógł ustanowić władzę Chomeiniego w Teheranie, wcześniej doprowadził do spotkania premiera Izraela z prezydentem Egiptu (żeby mogli się umówić, że załatwią sprawę traktatu bez jego pomocy), uzbroił również afgańskich mudżahedinów, żeby wciągnąć ZSRR w takie samo bagno jak wojna wietnamska (powodując, że Amerykanie siedzą w tym bagnie do dziś). Dalsze poszukiwanie „pragmatycznych rozwiązań” polegało na ściągnięciu przez Clintona międzynarodowego terrorysty Arafata na terytoria palestyńskie i oferowanie mu stanowiska jedynego przedstawiciela „narodu palestyńskiego”, potem było jeszcze kilka takich prób, o których Grzegorz Kołodko mógł gdzieś słyszeć.     


Trzeba przyznać byłemu wicepremierowi rację, że sytuacja jest dynamiczna:

„Przede wszystkim nie wiemy, jakie będą rezultaty pandemii dla ludzi. Zachorują tylko miliony czy dziesiątki milionów? Odejdą z tego padołu ziemskiego tylko setki tysięcy czy miliony? W sprawach bardziej przyziemnych: nie wiemy, jak mocno pozrywane już są łańcuchy zaopatrzeniowo-produkcyjne. Nie wiemy, jak dalece i na jak długo zahamowane zostało świadczenie rozmaitych usług. Nie wiemy, jak duże, gdzie skierowane i w jakiej sekwencji czasowej oraz jak skuteczne z punktu widzenia podtrzymywania aktywności gospodarczej będą pakiety interwencyjne uruchamiane przez coraz to więcej rządów i organizacji międzynarodowych.”

Głęboka recesja jest nieunikniona, ale zdaniem Kołodki dotknie głównie kraje zamożne, bo zaraza jak dotąd nie czyni większych szkód w krajach ubogich. Obawiam się, że to mogą być błędne rachuby, wirus dociera do tych krajów wolniej, ale efekty zarazy  mogą być w tych krajach znacznie bardziej dramatyczne, co może zwielokrotnić siłę fal imigracyjnych uderzających w Europę, Stany Zjednoczone, czy Australię.   


Grzegorz Kołodko jest ekonomistą i raczej zasadnie podejrzewa, że dotychczasowe dogmaty dotyczące państwowego budżetu i długu publicznego legną w gruzach. Pytanie, co z tego wynika, pozostaje otwarte. Strategia podtrzymywania życia gospodarczego dziś i ponownego ożywiania gospodarki w miarę możliwości jest z pewnością sprawą gardłową i zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że kluczem do sukcesu będzie tu elastyczność, maksymalne złagodzenie barier biurokratycznych i pozwolenie ludziom na inicjatywę.


Oczywiście, będzie problem nadużyć, oszustw, zawyżania cen. Politycy, którzy ulegną pokusie ręcznego sterowania, prawdopodobnie nie przyspieszą wychodzenia z katastrofy.


Kołodko chwali hojność prezydenta Trumpa i patrząc chłodnym okiem ekonomisty stwierdza, że krytycy twierdzący, iż pakiet pomocowy powinien być pięciokrotnie większy, po prostu mówią głupstwa. Ciekawa rzecz, bo na tym samym oddechu powtarza kłamstwo o tym, że Trump kilka tygodni „wcześniej mówił o zagrożeniu pandemią jako o ‘manipulacji’ demokratów". Prawdopodobnie ma na myśli wystąpienie Trumpa z 28 lutego, gdzie mówił, że demokraci używają wszystkiego, żeby go oczernić, ale trzeba bardzo dużo złej woli, żeby dojść do wniosku, że uznał pandemię za wymysł demokratów. Przeciwnie, jego wczesne kroki, kontrola medyczna osób powracających z Chin (17 stycznia), informacja o pierwszym przypadku zakażonego, (21 stycznia), powołanie specjalnego zespołu ds. koronawirusa przy Białym Domu (29 stycznia), ogłoszenie koronawirusa jako sprawy priorytetowej w służbie zdrowia (31 stycznia), ograniczenie połączeń lotniczych z Chinami (1 lutego).


Ten ostatni krok uznany został przez Joe Bidena za krok rasistowski i ksenofobiczny, w podobny sposób wyśmiewana była decyzja o ograniczeniu połączeń lotniczych z Europą. Żaden z tych kroków nie wskazuje na możliwość powiedzenia przez Trumpa, że koronawirus to wymysł jego przeciwników politycznych. 


Kiedy Trump wprowadził restrykcje na podróże z Chin i do Chin, a w Nowym Jorku był już pierwszy przypadek chorego na COVID-19, odpowiedzialna za zdrowie w tym mieście Oxiris Barbot, wezwała do nieprzejmowania się histerią prezydenta i masowego uczestnictwa w obchodach Księżycowego Nowego Roku w Chinatown. Poparł ją w tym burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio i pani Nancy Pelosi. (Cała trójka poszła się tam bawić).


26 lutego Trump powierza swojemu wiceprezydentowi nadzór nad walką z koronawirusem, 27 lutego Pence mianuje doktor Deborah Birx krajowym koordynatorem reagowania na pandemię. Zdaniem amerykańskiej prasy głównego nurtu prezydent Trump następnego dnia powiedział, że ”koronawirus to wymysł demokratów”. Nawet ludzie, którzy nie raczyli samodzielnie przeczytać wystąpienia Trumpa powinni usłyszeć dzwonki alarmowe. (Nad Wisłą analogiczne do tych, które odzywają się, kiedy słyszymy wrzask ”wina Tuska”.)   


Henry Kissinger uważa, że administracja Trumpa wykonała solidną pracę. Pisze również, że kiedy pandemia się skończy, będzie wiele pretensji do odpowiedzialnych instytucji, dodając że mogą być one uzasadnione lub nieuzasadnione. Zastanawiając się nad tym jak będzie wyglądał świat po tej pandemii być może warto uwzględnić fakt, że na ten świat będą oddziaływały emocje mas kształtowane zarówno przez tych, którzy marzą o skorzystaniu z okazji, by zniszczyć nasze zachodnie wartości, jak i tych, ktorzy po trupach będą dążyli do władzy, często oczerniając ludzi, którzy dla ratowania życia zrobili najwięcej.


Jedno pewne, w nowym świecie po pandemii będziemy atakowani starymi kłamstwami.

 

Artykuł pochodzi z portalu Listy z naszego sadu

Andrzej KoraszewskiO Andrzeju Koraszewski, jednym z najwybitniejszych polskich racjonalistów, można by napisać całą książkę. Polecamy zatem wpis o nim i jego przyjaciołach z portalu Andrzeja - "Listy z naszego sadu". Oto on: http://www.listyznaszegosadu.pl/autorzy

Podobne materiały

2 komentarze

  1. Lucyan
    10 kwietnia 2020 at 14:38 - odpowiedz

    Izrael ma racje, bron  atomowa w rekach szalencow jest grozniejsza niz jakis tam wirus. Trzeba dzialac i zniszczyc islamskiego-atomowego wirusa w zarodku. Wirus korona pograsuje i pojdzie,  mozna sie schowac a od promieniowania trudno, nawet jak sie przezyje sam wybuch. Jedyne co trzyma islam od atomowego ataku to religia – bo chyba nie zniszcza swietego miejsca islamu – Jerozolime? Ale gdyby im sie udalo skonstruowac bombe neutronowa to wtedy mogliby zachowac swiete miejsca, niszczac wszystko co zywe.

    W tym opowiadaniu brakuje tylko … Putina.  

    Co ma wspolnego corona-wirus z opinia, ze w Europie nie zbudowano raju?

     

  2. Janusz
    Janusz
    12 kwietnia 2020 at 06:03 - odpowiedz

    Wirusowy kryzys sugeruje: 

    1) obecne systemy organizacji panstw nie sa stabilne.Male zagrozenia powoduja chaos i ustanie funkcji  waznych  instytucji gospodarczych,

    2) zle priorytety. Zamiast zbrojen i kosmosu trzeba zajac sie dobrem i bespieczenstwen spoleczenstwa w warunkach pokoju.

    3) USA powinne starac sie o odzyskanie roli przywodcy swiata,

    bedac przykladen politycznej demokracji i wydajnego systemu ekonomii.

    Haslo America First musi byc zastapione  America will help.

     

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *