• poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Prawdopodobna historia Atlantydy

 

Dawno,dawno temu,za górami,za lasami,za siedmioma galaktykami istniała pewna niezmiernie rozwinięta cywilizacja: Himmalaida.Wszystko co o tej cywilizacji wiemy, wiąże się z jedną postacią,wybitnym uczonym , którego imię na zawsze pozostało nieznane…Będziemy tu nazywać go po prostu:” Naczelnikiem”.To właśnie dzięki geniuszowi Naczelnika Cywilizacja Himmalaidów uporała się ze  wszystkimi problemami zaopatrzenia w energię,ochrony zdrowia,ochrony środowiska,komunikacji,informacji,obronności,prawa i sprawiedliwości oraz wszechstronnego rozwoju kultury.Himmalaidzi żyli w niewyobrażalnym dobrobycie i byli bardzo szczęśliwi.                                                                                                                 Naczelnik otaczał się dwiema grupami doradców: grupą specjalistów i grupą ultraspecjalistów,ale wszelkie decyzje podejmował Naczelnik samodzielnie.

Pewnego razu Naczelnik postanowił,że część swojej absolutnej władzy oddeleguje do znajdującego się tuż pod nim kręgu ultraspecjalistów. I to był jego niewybaczalny błąd! …   Po upojeniu się zupełnie nieznaną dotąd rozkoszą sprawowania władzy w głowach ultrasów zaczęła kiełkowac myśl o obaleniu Naczelnika i zastąpieniu go władzą kolektywną.

Powoli,powoli dojrzewała myśl o spisku,do którego przystąpiło sporo członków kolektywu,w tym również tych,którzy mieli dostęp do sił zbrojnych  i środków komunikacji interstelarnej Himmalaidy.

I tak  pierwsza w dziejach wrzechświata gwiezdna wojna stała się faktem…Była to długa i  wyniszczająca  wojna .Szala przewagi wahała się między buntownikamia a siłami lojalnymi wobec Naczelnika.

W końcu jednak  siły lojalne osiągnęły zwycięstwo.Buntownikom nie pozostało nic innego jak tylko zbiec do odleglych galaktyk gdzie założyli swoją własna cywilizację nazwaną”  Infernalidą”.Wkrótce okazało się,że zbiegli ultrasi byli w gruncie rzeczy patałachami.Pozbawieni genialnego nadzoru Naczelnika popełniali błąd za błędem. Cywilizacja Infernalidów nie osiągnęła nawet najniższego poziomu rozwoju w porównaniu z cywilizacją Himmalaidy.Ale zamiast przyznać się do porażki,i rozpocząć negocjacje z Naczelnikiem o darowanie im winy i możliwość powrotu pod jego skrzydła,Infernalidzi znienawidzili go jeszcze bardziej i jako jedyny cel swojej działalności obrali sobie dalszą walkę z nim na wszystkich możliwych frontach.

Późniejsi badacze dziejów cywilizacji pozaziemskich długo debatowali nad tym dlaczego siły Himmalaidy nie dotarły do Infernalidy i nie zniszczyły wrogów raz na zawsze,co wydawało się być łatwym zadaniem.Niestety… Z nieznanych przyczyn Naczelnik wydał rozkaz zaniechania ścigania.

Wkrótce po zakończeniu wojny Naczelnik ogłosił,że zamierza rozpocząć działalność misyjną w dalekich galaktykach,aby podzielić się  jego osiągnięciami  z innymi znacznie mniej rozwiniętymi cywilizacjami.Znowu późniejsi  historycy kosmosu długo spierali się co do motywów tej decyzji.Jedni uważali,że wynikała ona z dobroci Naczelnika,który bezinteresownie postanowił pomóc mało rozwiniętym cywilizacjom widząc ich dole i niedole.Inni zwracali uwagę na pewne cechy jego próżności .Wojna domowa pozostawiła w nim traumę rozczarowania i żalu do niewdzięcznych rodaków.Zatem aby zrekompensować tę stratę Naczelnik chciał rozszeżyć rzeszę swych beneficjentów,którzy w podziękowaniu za nieocenioną pomoc  będą mu głęboko wdzięczni.

Jak wrzechświat długi i szeroki istniały tu i ówdzie różne cywilizacje,przeważnie na bardzo niskim poziomie rozwoju.

Na początek wybór padł na cywilizację z sąsiedniej galaktyki posiadającej swoją siedzibę na planecie Parado.Była to nader prymitywna cywilizacja znajdująca się na etapie myśliwstwa i zbieractwa.Naczelnik wysłał tam ekipę swoich specjalistów, którzy w krótkim czasie pobudowali na planecie drogi i autorstrady,linie kolejowe i lotniska.Pobudowano miasta,uczelnie, szpitale, domy kultury,sale koncertowe i wiele wiele innych.Mieszkańcy Parado nie mogli uwierzyć własnym oczom jakie to szczęście ich spotkało.Ich wdzięczność  nie miała granic….Jednakowoż w samym centrum stolicy Parado znajdował się wielki kompleks budynków otoczony dookoła ogrodzeniem z drutu kolczastego i czujników alarmowych.Znajdowały się tam dyski z danymi dalszych planów rozwoju Parady,w tym,dane dotyczące wysokozaawansowanych systemow obronnych i komunikacji interstelarnej.To wszystko miało być udostępnione Paradytom,kiedy okażą się godnymi i wiernymi sojusznikamiNaczelnika. Paradyści obiecali,że będą przestrzegac zakazu zblizania się do tego kompleksu.

Oczywiście wywiad Infernalidy cały czas monitorował poczynania Naczelnika i tylko czyhał na okazję aby wykonać jakiś      sabotaż.Zamaskowani agenci zaczęli namawiać Paradytów aby nie słuchali zakazu i opanowali zastrzeżny teren.”Po co czekać aż Naczelnik okaże wam łaskę i udostępni wam to wszystko”,mówili.”Weźcie to i używajcie, a staniecie się równie potężną cywilizacją co Himmalaia!”Naiwni i łatwowierni Paradyci dali się uwieść i postanowili sforsować zasieki dzielące ich od zakazanego kompleksu zabudowań…Nieszczęśnicy! Nie spodziewali się,że alarm zostanie uruchomiony i nie minęła  godzina jak na planecie Parado wylądowała eskadra uzbrojonych Himmalaidów,pod dowództwem   ultraspecjalisty Garibaldiego,którzy siłą przepędzili intruzów…Wkrótce przybył sam Naczelnik.W ostrych słowach potępił nieposłuszeństwo Paradytów wyrażajac swój gniew i rozczarowanie.Nieszczęśliwi Paradyci padli na kolana i błagali go o przebaczenie.O nie! Taka niewdzieczność nie zasługuje na przebaczenie.”Zrobiłem dla was tyle dobrego”,mówił.”Dzięki mnie przeskoczyliście wiele mozolnych etapów rozwoju”.Teraz sami bedziecie musieli przejść tę drogę w bólu i w pocie czoła!”

Po krótkiej naradzie postanowiono,że Paradyci zostaną deportowani na inną planetę leżącą kilka układów słonecznych obok,zaś planeta Parada będzie miejscem dokąd będą sprowadzani najbardziej zasłużeni kosmici  aby w nagrodę mogli cieszyć się dobrobytem jakiego nigdy nie zaznali.

Widząc rozpacz Paradytów Naczelnik wzruszył się nieco i przemówił:”Nie załamujcie sie! Nie zostawię was samych.Będę udzielał wam instrukcji poprzez wybranych przedstawicieli waszego społeczeństwa.A jak wszystko dobrze się ułoży to wyślę do was mojego własnego syna”. Usłyszawszy to specjaliści i ultraspesjaliści z Himmalaidy nie mogli uwierzyć własnym uszom! Nigdy nie było im wiadome,że Naczelnik miał jakiegoś syna!

Podstawiono odpowiednią ilość promów kosmicznych i przewieziono Paradytów na planetę o nazwie Atlantyda.Była to dosyć duża planeta o dosyć osobliwym krajobrazie geologicznym.Znajdował się tam jeden kontynent jako ogromna wyspa na wielkim oceanie.Co gorsze,cały kontynent leżał w depresji i tylko wysokie łańcuchy gór zabezpieczały go przed wtargnieciem wody z każdej strony.

Planeta była bogata w źródła energii i nic nie stanęło na przeszkodzie aby przeszkolić Atlantydów jak czerpać z tych źródeł  w celu pozyskania odpowiednich sił witalnych.Atlantyda miała pokaźny rozmiar.”Przydałoby się więcej mieszkańców”pomyślał Naczelnik.Himmalaida posiadała monopol na prokreację nowych osobników kosmicznych.Żadna inna cywilizacja nie opanowała sztuki klonowania organizmów.Naczelnik mógł bez problemu sklonować odpowiednią ilość Atlantydów nie pytając ich o zdanie.Nie nauczony niedawnym doświadczeniem z buntownikami, chciał jednak, aby Atlantydzi mieli  poczucie,że oni również mają jakiś udział w tym dziele.Postanowił zatem,że sprokuruje i wyekspediuje nowego osobnika tylko wtedy gdy Atlantydzi wyślą wyraźny sygnał,że tego sobie życzą. Naczelnik  podzielił Atlantydów na dwa rodzaje:Rodzaj X i rodzaj Y. Niewielkie były różnice w wyglądzie zewnętrzym X-ów i Y-ów,ale rozpoznawalne.Następnie postanowił,że Atlantydzi będą odczuwać fizjologiczny głód(typowy dla członków społeczeństw znajdujących się na znacznie niższym etapie ewolucji).Zaspokojeniem tego głodu będzie  spożywanie materii organicznej podczas wspólnego posiłku jednego  X-a z jednym Y-kiem.Podczas takiego posiłku Atlantydzi będą odczuwać wspaniałą rozkosz.Wtedy zostanie wysłany sygnał do Himmalaidy o sprokurowanie i ekspedycję nowego Atlantydy.Oczywiście Atlantydzi nie mieli zielonego pojęcia jak ten ukryty w stole i obrusie nadajnik działa i ubzdurali sobie,że oni sami powołują do istnienia nowych wspólplemieńców.W Himmalaidzie zainstalowano szereg odbiorników i natychmiast po odebraniu sygnalu  wysyłano sprokurowanego nowego osobnika. Nie mogło być mowy o wysyłce przy pomocy promów kosmicznych.Atlantyda leżala zbyt daleko.Jedyna mozliwość to wysyłka przez czwarty wymiar.

Trudno nam, istotom żyjacym w przestrzeni trojwymiarowej wyobrazic sobie  czwarty wymiar .Dla nas jest on równy punktowi geometrycznemu, a jego zwrot skierowny jest do wewnątrz tegoż punktu.A zatem przesyłka przechodząc z czterowymiarowej do trójwymiarowej przestrzeni sprawia wrażnie jakby  się rozrastała.Jako miejsce przeznaczone do odbioru przesyłek wybrano wnętrze ciał X-ów.Czas od wysłania sygnału do zmaterializowania się zamówionego indywiduum wynosił ok.9 miesiecy.Zazwyczaj prokurowanego jednego osobnika,ale czasami wskutek drobnej awarii kopiarki wysyłano 2,3 a nawet 4 sztuki.Byłyto jedyne przypadki kiedy sprokurowani Atlantydzi byli prawie identyczni.W każdym innym przypadku poszczególne indywidua różniły sie.(W Himmalaidzie nie mogło przecież być mowy o jakiejś taniej produkcji seryjnej).Jeśli chodzi o przynależność rodzajową nowego pokolenia to wysyłano osobników X lub Y przypadkowo ale ich statystyczna ilość była mniej więcej równa.

Wszelkie inne formy zaspokajania fizjologicznego głodu nie uruchamiały wspomnianego sygnału i tym samym były zakazane.

Wkrótce   okazało się ,że cały ten projekt miał szereg  poważnych wad.Zabrakło w nim  mechanizmów,które uniemożliwiałoby spożycie posilku w pojedynkę lub co gorsze,w towarzystwie Atlantydy tego samego rodzaju, czy też,co najgorsze, podczas wspólnych orgii biesiadniczych.Dalej okazało sie,że apetyt był znacznie silniejszy u Y-ów niż u X-ów,oraz,że daje on o sobie znać o wiele wcześniej niż możnaby sobie tego życzyć.Wszystko to doprowadzilo do różnych komplikacji,w efekcie których Atlantydzi nagminnie łamali narzucone im reguły postępowania.Jak już wspomnieliśmy Naczelnik wybrał pewną grupę Atlantydów,z którymi komunikował się telepatycznie.Ci wybrańcy mieli sprawować funkcję instruktorów i kontrolerów wszystkiego tego co się miało dziać na Atlantydzie.  Niestety ich apele o ścisłe przestrzeganie procedur pozostawały bez echa.W krótkim czasie sytuacja praktycznie wymknęła się spod kontroli.Cały projekt był poważnie zagrożony.

Zagniewany Naczelnik postanowił wycofać się z niego.Zrobił wyłom w jednym z łancuchów górskich na planecie i woda zaczęła się wdzierać na kontynent.Biedni Atlantydzi ratowali się jak mogli na różnych łajbach czy tratwach i kiedy już prawie wszyscy utonęli, Naczelnik nagle zmienił zdanie!”Zaczniemy od nowa” powiedział…Zatkał wyłom, osuszył  teren i kontynuował kolonizację jakby nigdy nic się nie wydarzyło!…Nie zrobił jednak nic aby usunąć wskazane wady w projekcie zaludniania. W rezultacie,mimo tak drastycznego ostrzeżenia jakim była powódź,Atlantydzi nadal nie stosowali się do nakazanych procedur. Szczegolnie irytowały naczelnika fakty spożywania posilków w towarzystwie osobników tego samego rodzaju! Pewnego dnia tak się zdenerwował,ze zrzucił 2 bomby atomowe na miasta Sadyba i Gemuris gdzie podobno odbywało się to nagminnie..Ale nawet i to nie pomogło!Na próżo też autoryzowani przez Naczelnika instruktorzy apelowali i apelowali o posłuszeństwo.Ale były to głosy samotników na pustyni.

Wreszcze Naczelnik postanowił osbiście wezwać  na przeszkolenie nowego instruktora o nazwisku Menedel.Był to cieszący się wielkim szacunkiem lokalny mąż zaufania.Wsławił sie m.inn.tym,że niegdyś przeprowadził zagubioną wycieczkę szkolna bardzo niebezpiecznym szlakiem.Naczelnik kazał mu się stawić na szczycie wysokiej góry,gdzie najpierw poddał go trudnym testom a następnie przekazał mu szereg bardzo konkretnych i zwięzłych instrukcji nazwanych od tej pory Kodeksem Mendla.

Preambuła Kodeksu Mendla zawierała stwierdzenie,ze Naczelnik jest twórcą najdoskanalszej cywilizacji i nie ma sobie równych.W zwiazku z tym należy regularnie składać mu hold.I tak powołano do życia specjalne Instytuty, gdzie Atlantydzi gromadzili się,  aby składać wyrazy czci i wdzięczności Naczelnikowi.Podczas owych seansów Atlantydzi  byli pouczani,że ci którzy ściśle przestrzegają Kodeks Mendla mogą liczyć na przesiedlenie do Parady,zaś ci którzy będą ten kodeks łamać zostaną wydani agentom z Infernalidy.Wtedy zobaczą co to jest kryzys gospodarczy,deficyt budżetowy,bezrobocie,korupcja,upadek służby zdrowia,afery podsłuchowe itp.itd.Krótko mówiąć: ch….i d….i kamieni kupa.

Kodeks Mendla zawierał  wyraźny zakaz spożywania posilków inaczej niż z osobnikiem przeciwnego rodzaju przy nakrytym stole.Każdy Y powinien wybrać sobie stałego partnera spośród X-ów.Zakaz ten sformułowano:”Nie będziesz zasiadał przy obcym stole”! Co się tyczy spożywania posiłkow w pojedynkę nie było co do tego wyraźnego zakazu.Ale przyłapani Atlantydzi ryzykowali wielką burę,zatem woleli raczej ukrywać się z tym.

Wydawać by się mogło,że po ogłoszeniu Kodeksu Mendela wszystko powinno funkcjonować należycie..Niestety! W rzeczywistości nic się nie zmieniło.

Jak juz wspomniano Y-kowie mieli silniejszy apetyt od X-ów co zmuszało ich do większej aktywności na tym polu i do łamania nakazu posiadania jednego stałego partnera.Można powiedzieć,ze Y-kowie mieli szczególny pociąg do zasiadania przy cudzym stole. Odbywało się to na różne sposoby.Mógł np.jeden Y wejść do domu drugiego Y-ka i podczas jego nieobecności nakłonić jego X- partnera  do wspólnej biesiady…  Nakłonić albo …przymusić….Ten proceder obciążony był oczywiście ryzykiem,że prawowity Y zastanie biesiadników inflagranti, z wszystkimi  tego konsekwencjami.Mniej ryzykownym i całkiem rozpowszechnionym obyczajem było zasiadanie do stołu z niezarejestrowanymi X-ami płacąc im za tę usługę.Sporo bowiem X-ów rezygnowało z wiązania się z wybranym Y-kiem na rzecz świadczenia w.w. usług odpłatnie.Najczęściej odbywało się to w specjalnie urzadzonych do tego celu domach, zwanych „jadalniami publicznymi”,a zawód wykonywany przez wolnych X-partnerów był  najstarszm zawodem w Atlantydzie..

W miare rozwoju gospodarki towarowo-pieniężnej społeczeństwo atlantydzkie uległo rozwarstwieniu.Najbogatsi Y-kowie mogli po prostu kupować sobie X-ów na własność i biesiadać z nimi nie w publicznych jadalniach,lecz u siebie w domu.Zdarzało się,że ilość takich niewolników przekraczała dziesiatki a nawet setki. Takie domy nazwano „hamarami”.Właściciel hamaru mógł sobie dogadzać każdego dnia z innym partnerem.Biedniejsi Y-kowie bardzo im tego zazdrościli.Nie tylko ci,których nie stać było na wiecej niż jednego współbiesiadnika ale przede wszystkim ci,dla których wogóle ich zabrakło.W świetle tej sytuacji hamary były ciągle narażone na włamania albo wręcz na zbrojne napady.Hamarsiacy musieli dobrze zabezpieczać swoje domy oraz zatrudniać licznych ochroniarzy. Ale czy nie pojawiło się niebezpieczeństwo,że właśnie któryś z ochroniarzy sam nie okaże się niewiernym pracownikiem?… Hamarsiacy byli tego świadomi i znaleźli bardzo proste rozwiązanie. Kto chciał pracować jako ochroniarz musiał poddać si€ operacji wycięcia żołądka.

Z punktu widzenia Kodeksu Mendla hamary były absolutnie nielegalne.Ale któżby sie tym przejmował?..Nawet lokalni kacykowie,którzy deklarowali się jako gorliwi wyznawcy nauki Mendla jak na urągowisko zakładali sobie ogromne hamary,jak np.dość znany i skądinąd bardzo mądry król Salamander.

Problemy narastały.Dysproporcja w rozmieszczeniu X-ów stawała się coraz większa.Wszystko byłoby prościej gdyby Himalaida  wysyłała wiecej X-ów niż Y-ów,tak aby na jednego Y-ka przypadały  dwa X-y lub więcej.Ale Naczelnik postanowił,że ilość X-ów i Y-ów musi być w przybliżeniu równa.

Narastająca frustracja wśród Y-ków prowadziła często do wybuchu zbrojnych konfliktów i wojen.Wprawdzie Kodeks Mendla surowo zakazywał zabijania,ale Atlantydzi byli mistrzami w pokrętnych interpretacjach zakazów.A to obrona własna,a to sprawa honoru…Wojny wybuchały z często z bardzo błahych powodów. Tak naprawdę chodziło o to aby populacja Y-ów przedtrzebiła się nieco. Rzeczywiście! Po długiej serii  wojen populacja Y-ów była na tyle zredukowana,ze można powiedzieć,że cel zostal osiągnięty.A co na to Naczelnik? Zauważywszy spowodowaną wojnami nierównowagę,zatroszczył się aby jak najprędzej ją przywrócić. Na pierwszy rzut oka było to niezauważalne,ale wszelkie statystki potwierdzały,że po wielkich wojnach pojawiało się znacznie więcej nowych Y-ów niż  X-ów.

Mijały wieki a sytuacja w Atlantydzie ulegała ciągłemu pogorszeniu.Naczelnik stracił zaufanie do swoich wybranych instruktorów.Uznał,że czas najwyższy wysłać do Atlantydy własnego syna.

Atlantydzi pamiętali o tej obietnicy i z utęsknieniem wypatrywali jego przybycia.Wyobrażali sobie,ze Syn przybędzie jakimś wspaniałym statkiem kosmicznym.Tymczasem Jazon(bo tak go potem nazwano) przybył do Atlantydy incognito. Na atlantydzką matkę-surogatkę wybrał Naczelnik pewnego ubogiego X-sa.Ale do wysłania sygnału nie przyczynił się jego stały Y-partner .Naczelnik poprosił swojego brata aby on sam to zrobił.(Przy okazji okazało się,że Naczelnik nie tylko miał syna ale rownież brata.W Himmalaidzie władzę sprawował faktycznie triumwirat złożony z Naczelnika,jego syna i jego brata).

Po zmaterializowaniu się młody Jazon długo nie ujawniał swojej tożsamości.Był bardzo uzdolnionym instruktorem i zaczął odnosić duże sukcesy.Glowną ideą jego teorii ekonomicznej było pojęcie cudu gospodarczego. I tak jedna kooperatywa rybacka,której doradzał, zwiększyła wydatnie swoje połowy,a inna kooperatywa zajmująca się wypiekiem pieczywa ogromnie zwiększyła swoja produkcję.Jazon opracował też recepturę szybkiej fermentacji wina stosujac zagęszczone koncentraty i drożdże,które dotychczas były nieznane.Niektóre jego dyrektywy były jednak dość kontrowersyjne.Np.doradzał pewnemu farmerowi aby wypłacał równą dniówkę wszystkim pracownikom niezależnie od ilości przepracowanych godzin.Nawet ci,którzy zgłaszali się do pracy dosłownie w ostatniej godzinie zmiany otrzymywali całą dniówke!Ponadto pokazał się Jazon jako zdolny lekarz.Potrafił wyleczyć wielu pacjentów będących w  stanie agonalnym.

Jego sukcesy zaczęły wzbudzać nie tylko podziw ale też i zazdrość,zwłaszcza wsród instruktorów zatrudnionych w Instytutach im.Mendla.I mimo,że Jazon określał się jako gorący zwolennik nauki Mendla został posadzony o działalność sekciarską i herezję.Kroplą,ktora przelała czarę był sprzeciw Jazona wobec praktyki pobierania opłat za wstęp do Instytutów.

Dyrektorzy wytoczyli mu proces.Wysunęli zmyślone zarzuty,postawili fałszywych świadków i skazali go na karę śmierci przez ścięcie mieczem.Wkrótce okazało się,że to nie Jazon został stracony ale jego atlantydzki sobowtór,a Jazon po kilku spotkaniach ze swoimi zwolennikami odleciał do Himalaidy wysłanym przez Naczelnika promem kosmicznym.(W podobny sposób sprowadził później jego atlantydzką matkę-surogatkę)

Po domniemanej śmierci Jazona jego zwolenników zaczęło przybywać.Wkrótce zaczęli zakladać własne Instytuty, nazywane oczywiście imieniem Jazona.Jako  logo wybrano wbity do ziemi ostrzem miecz,na pamiątkę domniemanej egzekucji.W krótkim czasie te instytuty zdominowały Atlantydę,aczkolwiek Instytuty im.Mendla nie przestały dzialać.

Jazonici zapowiedzieli surową walkę z hamarami i z cudzostołowaniem.Usprawniono i zaostrzono procedurę rejestracji stałych partnerów spożywania posiłków.Natomiast zatrudnionym w Instytutach im.Jazona nie wolno było wogóle spożywać posiłków.Mimo,że głód doskwierał im jak każdemu innemu Atlantydzie,musieli zadowolić się tylko poborem energii słonecznej i wnętrza Ziemi.Być może zdarzały się przypadki łamania tego zakazu,ale odbywało się to w głębokiej tajemnicy.

Podobnie jak ich starsi bracia z Instytutów im.Mendla podkreślali,że za dobre sprawowanie przysługuje emigracja do Parado a za złe, deportacja do Infernalidy.Jednocześnie głosili,że nawet ci,którzy zasłużyli na emigrację do Parado najpierw muszą przebywać jakiś czas w poczekalni na jakiejś nieznanej planecie.Długość czasu przebywania w takiej poczekalni zależała od ilości i jakości drobnych przewinień i uchybień.Pobyt w poczekalni nie należał do najprzyjemniejszego, toteż w interesie każdego potencjalnego emigranta było jego maksymalne skrócenie.To można było osiągnąć przez uiszczenie odpowiednich opłat na rzecz Instytutów jazonicznych.Niektóry Jazonistom to się nie podobało.Na tym tle,jak również na tle abstynencji konsumenckiej doszło do rozłamu w ruchu jazonistyczny.Powstał nowy ruch zwany neojazonizmem.Konflikty między tymi dwoma odmianami jazonizmu prowadziły często do bardzo krwawych wojen.

Mijały wieki…Pojawiły się nowe problemy. Z biegiem czasu Atlantydzi zdobyli wiedzę o  szczegółach dotyczacych konsumpcji i zwiazanej z nią prokreacji. Zauważyli mianowicie,że moment wysłania sygnału odbywa się nie podczas całego posilku lecz podczas deseru.Wystarczyło zatem zrezygnować z niego i sygnał nie został nadany. Była to pewna niedogodność,bo przecież właśnie deser smakował najbardziej. Wcześniej zauważono,że niekiedy nawet podczas deseru sygnał nie docierał do miejsca przeznaczenia.Było to związane z konstelacją planet i gwiazd,kiedy to zbyt silne pole grawitacyjne wytłumiały komunikację interstelarną.W takich okresach czasu można było sobie poswawolić!Jazonici z wielkimi oporami nie oponowali jednak przeciwko takim praktykom.

Później zauważono,że jeżeli na czas deseru między stołem a obrusem położy się cienka warstwę z tworzywa sztucznego sygnał zanikał!Jazonici surowo potępiali takie sztuczki!Głosili,że między blatem stołu a obrusem nie wolno wkładać żadnych materiałów izolacyjnych oraz,że posiłki mają służyć wyłącznie prokreacji a nie oddawaniu się rozkoszy ich spożywania.(Gadaj zdrów!Atlantydzi nabrali takiego apetytu,że nic ich nie obchodziło czemu faktycznie posiłki służą).

Zresztą Atlantyda powoli zapełniła się.Atlantydzie groziło przeludnienie! W tym momencie Naczelnik powinien drastycznie osłabić poczucie głodu u Atlantydów,zmniejszając tym samym zamówienia na dalsze wysyłki.Niestety!..Naczelnik nic takiego nie zrobił!Atlantydzi  stosowali różne nowe sztuczki.Dochodziło wręcz do takich zbrodni jak usuwanie drogą operacyjną zalążków,które nie zdążyły jeszcze przejść z przestrzeni czterowymiarowej do trójwymiarowej.Jazonici wpadali w furie gdy się o tym dowiedzieli…

Trzeba przyznać,że Jazonici odnieśli duży sukces w zwalczaniu hamarów.Niestety, ale tylko na własnym terenie.Były bowiem takie tereny gdzie pojawiły się nowe prądy w nauce i nowe Instytuty,które nie widziały w hamarach nic złego. Problemów z cudzostołowaniem oraz ze sprzedażą usług wspólbiesiadnictwa nikt nie potrafił rozwiązać.Nie mówiąc o problemie uczt  z udziałem osobników tego samego rodzaju,które przyprawiały Jazonitów o szczególną wsciekłość.

W miare postepu sztuki drukarskiej i komunikacji masowej pojawila się nowa plaga. Zaczęły pojawiać się ilustracje przedstawiające suto zastawione stoły nakryte pięknymi obrusami,które  jeszcze bardziej zaostrzały apetyt.To przyczyniło się do wzrostu tych idiotycznych praktyk spożywania posiłków w pojedynkę.

Mijały wieki…Atlantydzi coraz bardziej zaczęli odnosić wrażenie,że Naczelnik zapomniał o nich oraz,że wszystkie jego pomysły dotyczące Atlantydy zakończyły się fiaskiem.

Nie wiemy jak dalej potoczyła się historia Atlantydy.Niewiele wiadomości na ten temat przedostało się do nas.Być może,że Naczelnik zatopił ich ponownie, tym razem skutecznie.Niewykluczone jednak,że Atlantydzi unicestwili się nawzajem posługując się nieumiejętnie energią jądrową.

My,Ziemianie radzimy sobie nieco lepiej,ale nadal nie wiemy czy, i jakie to siły kosmiczne usiłują nami manipulować…

Podobne materiały

6 komentarzy

  1. mieczysławski
    28 czerwca 2015 at 13:21 - odpowiedz

    Cywilizacje pozaziemskie.
    Dzisiaj kosmiczne teleskopy okryły planety podobne do Ziemi.
    To, że Ziemia jest jedynym miejscem w wszechświecie, w którym mogło powstać życie stało się religijnym dogmatem. Giordano Bruno został spalony na stosie.
    Jest wiele obserwacji UFO.
    NASA i inni wiele zdjęć kosmosu poddawali obróbce, np. z misji Apollo nie ma dostępu do pierwotnych zdjęć. Astronauci mówili o tajemniczych obiektach, ale zostało to zignorowane.
    W archeologii są ślady po tajemniczych cywilizacja i przedmioty nie pasujące do oficjalnej teorii.
    Miejcie oczy szeroko otwarte!

    • Piotr Browarski
      Piotr Browarski
      23 sierpnia 2016 at 16:05 - odpowiedz

      Wkrótce napiszę też coś na ten temat. Bo już od dawna planuje tekst na temat UFO i teorii Danikena.

  2. Netterson
    23 sierpnia 2016 at 14:59 - odpowiedz

    Czy to tekst z jakiejś książki sci-fi? Niestety nie rozumiem tego artykułu jeśli w ogóle tkwi w nim jakikolwiek sens?

    • Netterson
      23 sierpnia 2016 at 15:02 - odpowiedz

      Oprócz pewnej analogii do historii Adama i Ewy wciąż nie jestem pewien co to ma być?

      • Marek Duniecki
        23 sierpnia 2016 at 17:32 - odpowiedz

        Tak.Początek opowiadania to aluzja nie tylko do Adama i Ewy ale również do wojny między Bogiem a Szatanem.Po wypędzeniu z planety Parado (czyli Paradis) Atlantydów przetransportowano na Ziemię.Tam podzielono ich na 2 seksy i wyposażono ich w fizjologiczny głód (czytaj popęd płciowy)aby mogli się rozmnażać.Naczelnik (czytaj Pan Bóg)chciał bowiem trochę sobie poeksperymentować.Popełnił przy tym jeden kardynalny błąd.Mianowicie okazało się,że osobniki Y(czytaj mężczyźni)silniej odczuwają głód niż osobniki X
        .Jednocześnie naczelnik zadbał,że ilość obydwu rodzaju osobników była w przybliżeniu równa.Stąd początek wszystkich konfliktów w historii Atlantydy (Ziemi).Nieokiełznany apetyt mężczyzn aby mieć więcej niż jedną partnerkę prowadził do prostytucji,haremów (hamary,gdzie kastrowano ochroniarzy).Podobnie wszystkie wojny miały jeden (ukryty pod różnymi pretekstami)cel : przetrzebienie mężczyzn aby powstała nadwyżka kobiet.Sytuację próbował opanować Mojżesz (Mendel),który w swym kodeksie (dekalogu) zakazał cudzołustwa.Na nic to się nie zdało.Problem cały czas nie był rozwiązany a kodeks chronicznie nieprzestrzegany.Później problemem zajął się syn Naczelnika Jazon.Również bezskutecznie.Sfrustrowani Atlantydzi robili co mogli ale nie udało się im znaleźć takiego rozwiązania owego problemu,który pozwoliłby dalszą egzystencje ich cywilizacji.Zagłady cywilizacji Atlantydów (Ziemian) nie dało się zapobiec.

  3. krzyga
    21 grudnia 2016 at 00:28 - odpowiedz

    Piękna historia, choć w porównaniu z pierwowzorem, zdecydowanie za mało w niej krwi. Tak czy siak, wyrazy uznania dla swady i pomysłowości autora.
    PS. Po wnikliwej lekturze, zauważyłem ingerencję cenzury. Brakuje fragmentu o tym, że emisariusze Jazona dostali przyzwolenie biesiadowania z dziećmi, co dla innych Atlantydów było zakazane.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *