• czwartek, 25 maja 2017 r.

Bóg a nowoczesność, Część XII [1] – IV wyprawa krzyżowa – garść refleksji

Wyprawy krzyżowe to niesłychanie ważne wydarzenie – nawet; epopeja – w historii Europy. Biorąc pod uwagę sfery: duchową i materialną oraz dziedziny tak różne jak polityka, gospodarka, kultura, sztuka, bankowość, filozofia, moda czy ….…eschatologia (w wymiarze religijnym). Czasy rzutujące po dziś dzień cień i mające wpływ na współczesność Starego Kontynentu, mimo kilkuset lat od zdobycia ostatniego bastionu krzyżowców w Palestynie (Akka – 1291) przez wojska mameluków pod wodzą sułtana al-Aszraf Chalila i przegnania ich ostatecznie z Bliskiego Wschodu (ostateczny upadek tzw. Outremer).
Niektóre fakty (często w formie mitów) funkcjonują w zbiorowej pamięci i tożsamości wspólnot na Bliski Wschodzie i prawosławnych wyznawców na Wschodzie Europy po dziś dzień. Mimo upływu ponad 8 stuleci od tych wydarzeń.

Zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich
opat Arnold Amalryk (OP)

Idea wypraw krzyżowych, czyli wojen świętych, nie jest wymysłem islamu. Pojawia się oczywiście w Koranie pojęcie tzw. dżihadu, ale jest ono wieloznaczne, ambiwalentne, niesłychanie ogólnikowe, dowolnie pojmowane i interpretowane. Dżihad to nie tylko dla muzułmanów wojna. Jest to także pewien wysiłek i zaangażowanie na drodze, którą bóg uznaje za słuszną. We wszystkich religiach wywodzących się od Abrahama istnieje przekonanie – i muzułmanie nie różnią się tu od wyznawców judaizmu czy chrześcijan – że bóg niekiedy dozwala i chce wojen, albo mówiąc dokładniej jest ona wyrazem posłuszeństwa wobec jego woli. I takie przekonanie znajduje egzemplifikację w tekstach biblijnych: wystarczy odnieść się do Mojżesza, Jozuego czy Machabejczyków. Tak m.in. interpretował pojęcie iustum bellum św. Augustyn. I to cesarz bizantyjski Herakliusz (610-641) podczas wojen z niewiernymi Persami (wg pojęć ówczesnych chrześcijan), którzy opanowali Palestynę, podjął jako pierwszy ideę wojny za wiarę nazywając ją krucjatą. Podstawową przyczyną wszczęcia tej kampanii była chęć odzyskania krzyża na którym podobno zawisł swego czasu Jezus. Persów w kilku kampaniach pobito, Bizancjum odzyskało władzę nad Ziemią Świętą, krzyż wrócił do Jerozolimy. Herakliusz stał się de facto tym samym pierwszym krzyżowcem w dziejach chrześcijaństwa.
Nie miał on zupełnie świadomości – bo jej nie mógł mieć – że prawie 600 lat później jego ukochany Konstantynopol, stolica świata chrześcijańskiego, drugi Rzym, centrum kultury i cywilizacji (będące w prostej linii kontynuacją Pax Romana) padnie pod ciosami wyprawy krzyżowej organizowanej pod sztandarami Chrystusa i przez tzw. braci w wierze. Bo czym innym jest święta wojna przeciwko niewiernym (mimo całej swej niekonsekwencji pojęciowej – religia chrześcijańska jest od zarania religią miłości – i niehumanitarnego charakteru), a czym innym – wojna święta wszczęta przez chrześcijan przeciwko chrześcijanom. I to właśnie w imię nauk Mistrza z Nazaretu. To papieski Rzym dał początek tej – nie bójmy się tego tak nazwać – aberracji.
IV wyprawa krzyżowa zaczyna się w zasadzie od buli (15.08.1198) papieża Innocentego III (1198-1216) wzywającej rycerstwo Zachodu do krucjaty. Głównym celem wyprawy miało być odzyskanie Jerozolimy z rąk muzułmanów.
W wyniku dyplomatycznych machinacji, uzgodnień i intryg międzynarodowych (głównie ze strony doży weneckiego Enrico Dandolo i dworu Cesarza Niemieckiego Filipa Hohenstaufa), wykorzystując nieporozumienia i konflikty w łonie panującej wówczas w Konstantynopolu dynastii Komnenów, a także niejednoznaczność i chwiejność stanowiska Innocentego III, flota wenecka i oddziały krzyżowców doprowadziły do osadzenia na tronie bizantyjskim powolnego Zachodowi (tak byśmy dziś powiedzieli) Aleksego III z rodu Angelosów (klienta weneckiego doży i cesarskiego dworu). W międzyczasie, podczas drogi morskiej z Wenecji do Konstantynopola, dokonywano licznych aktów pospolitego wandalizmu i napadów na przybrzeżne miasta portowe(wybrzeża Adriatyku i M. Śródziemnego). Zdobyto niszcząc doszczętnie ((15.11.1202) należący do Węgier port Zadar. Innocenty III co prawda obłożył krzyżowców klątwą za ten haniebny czyn, ale potem wybaczył im te ekscesy, kiedy zobaczył jakie korzyści może Kościół wyciągnąć ze zdobycia Konstantynopola i włączenia prawosławia w sferę oddziaływania i rządów Rzymu (oraz jego podporządkowania jurydyczne władzy papieskiej). To zachowanie Innocentego III, autentycznego totalnego władcy i autorytetu ówczesnej Europy (Kościół w tym czasie był absolutnym hegemonem w skali Starego Kontynentu), było tyle niejednoznaczne i obłudne, co haniebne i cyniczne. Ziemia Święta mogła poczekać.
Wojska krzyżowców stacjonowały całą jesień i zimę 1203/04 w rejonie bizantyjskiej stolicy wszczynając burdy, grabiąc i zabijając mieszkańców okolicznych osiedli. Zgromadzenie takiej ilości ludzi (ok. 30 tys. rycerzy, giermków, ciur taborowych, koniuszych, marynarzy weneckich – często zabijaków, kondotierów i ludzi podejrzanej konduity) musiało stanowić zagrożenie i zakłócać porządek społeczny w stolicy. Dokonywano aktów przemocy, agresji, profanowano świątynie i poniżano ortodoksyjnych kapłanów. Napięcie w Konstantynopolu rosło – widok zachodnio-europejskich, obcych mową, wiarą religijną, zwyczajami i sposobem bycia żołnierzy, którzy pijani, natarczywi i traktujący Konstantynopolczyków z wyższością zalewali codziennie ich miasto wzbudzał powszechny gniew. Zastój w handlu pogłębiał frustrację. Jedna z dzielnic miasta została podpalona przez pijany oddział Francuzów chcących w religijnym szale zniszczyć funkcjonujący tam …. meczet (Konstantynopol był kosmopolityczną, multi-kulturową, otwartą na różności – jak na owe czasy – obok Bagdadu, nieformalną stolicą całego Orientu). Zbudowano go dla przybywających do miasta nad Bosforem kupców, handlowców i dyplomatów ze świata islamu.
Co chwila wybuchające zamieszki nadmiernie obciążanej podatkami ludności kierowały się zarówno przeciwko cesarzowi jak i krzyżowcom. Zawiązywane na dworze spiski i dokonywane przewroty pałacowe potęgowały tylko rozprzężenie i chaos. W świetle tych wydarzeń krzyżowcy doszli do wniosku, że tylko formalne, poprzez atak, siłą zajęcie stolicy spełni ich nadzieje na łupy, chwałę, przywróci im wiarę w sens krucjatowych, kilkuletnich wyrzeczeń. Dopełni – w ich mniemaniu – śluby krucjatowe.
Przebywający w szeregach krzyżowców legat papieski Piotr Capuano udzielił uczestnikom tej niesławnej wyprawy odpustu zupełnego. Tak więc mogli z czystym sumieniem, wypełniając (w ich mniemaniu) swe zobowiązania, wrócić potem, po dokonanym rozboju i grabieży chrześcijańskiego bądź co bądź miasta, w rodzinne pielesze.
Duchowni obiecywali krzyżowcom odpuszczenie grzechów w imię Boże i na mocy autorytetu papieża, zważywszy że Grecy byli nieprzyjaciółmi Boga. To odwołanie się (….) miało na celu obudzenie żywych emocji u ludzi wierzących w to, że lojalność wobec seniora jest czymś świętym. Bizantyjczycy jako nieprzyjaciele Boga, gdyż byli zdrajcami w taki sam sposób jak Żydzi byli zdrajcami Chrystusa. Koncepcja ta nie miała większego sensu, ale w przeddzień ataku na Konstantynopol umocniła ona decyzję krzyżowców by zwyciężyć albo zginąć” ([w]: M. Angold, CZWARTA WYPRAWA KRZYŻOWA).
Podjęty na Konstantynopol atak 6.04.1204 r. został odparty, jednak 12.04.1204 na wskutek zdrady – wybuch pożaru na zapleczu broniących dzielnicy Blancherny żołnierzy bizantyjskich – miasto uległo przemocy wojsk zachodnich. Walki między kapitulującymi wojskami cesarskimi, a wkraczającymi do olbrzymiego miasta krzyżowcami i Wenecjanami nie trwały już długo. Elitarna gwardia wareska także złożyła broń przed zwycięzcami (warto tu przypomnieć, że w gwardii wareskiej – będącej bezpośrednią ochroną cesarzy bizantyjskich i stanowiąca wzór lojalności – w liczbie ok. 6 000 służyli wyłącznie Waregowie i Rusowie, a nie Grecy czy mieszkańcy Bałkanów bądź Azji Mniejszej, składający przysięgę osobistą cesarzowi, opłacani bezpośrednio z kasy panującego, co eliminowało rolę i wpływy koterie lub dworskich stronnictw polityczno-rodzinnych jakie ścierały się zawsze na dworze bizantyjskim). 13.04.1204 – czyli prawie dokładnie 811 lat temu – doża wenecki i najznakomitsi krzyżowcy rozpoczęli rezydowanie w Wielkim Pałacu Cesarskim. Wojsko otrzymało trzy dni na plądrowanie ogromnego i niesłychanie bogatego miasta.
Barbarzyństwo zdobywców (…) przeszło wszelkie wyobrażenia. Od dziewięciu stuleci to wielkie miasto było stolicą cywilizacji chrześcijańskiej. Przetrwało tam mnóstwo pomników starożytnej sztuki greckiej, na każdym kroku spotykało się arcydzieła znakomitych rzemieślników bizantyjskich. Wenecjanie znali wartość tych dzieł. Korzystali z każdej możliwości grabieży bezcennych skarbów i wywozili je do Wenecji, aby ozdobić nimi pałace i świątynie. Francuzów i Flamandów natomiast ogarnął szał niszczenia. Rozpasany motłoch rozbiegł się po ulicach rabując wszystko co błyszczało, niszcząc wszystko czego nie można było zabrać, zatrzymując się tylko po to, aby mordować, gwałcić lub włamywać się do piwnic z winem. Nie oszczędzono ani klasztorów, ani kościołów, ani bibliotek. W Kościele Hagia Sophia pijani żołnierze zdzierali jedwabne zasłony, rozbili na kawałki srebrny ikonostas, deptali po świętych księgach i ikonach. Kiedy rozpasani żołnierze zaczęli popijać z naczyń liturgicznych, jedna z ladacznic zasiadła na tronie patriarszym i zaśpiewała karczemną piosenkę francuską. W klasztorach gwałcono zakonnice. Wdzierano się zarówno do pałaców jak i ruder, niszcząc je doszczętnie. Na ulicach konały od ran kobiety i dzieci. Ów bestialski rozlew krwi i grabież trwały trzy dni, aż w końcu to piękne, ogromne miasto obróciło się w ruinę” ([w]: S.Runcimann, DZIEJE WYPRAW KRZYŻOWYCH).
Jak podają liczne źródła alzacki opat Marcin z Pairis przesłuchujący w owym czasie duchownych prawosławnych mówił do nich bezceremonialnie: „Chodź tu niewierny starcze, pokaż mi gdzie ukrywasz swoje najcenniejsze relikwie, albo gotuj się na śmierć”. Jego biograf, mnich Guenther, określił cały ten szał rabunku, zniszczenia i zezwierzęcenia krzyżowców – świeckich i duchownych – jako święte świętokradztwo. Notując rozmowy swego pryncypała z innymi krzyżowcami rabującymi bizantyjskie świętości zapisuje w swojej kronice tylko „Bogu niech będą dzięki”. Nic dodać, nic ująć.
To dlatego m.in. jest absolutnie uprawnione stwierdzenie (po wielokroć), iż Zachód nie podbił świata dzięki wyższości swoich ideałów, dzięki wartościom, którym hołduje (i hołdował) czy religiom, które wyznaje (i które po dziś dzień są jakby pieczęcią kultury zachodnio-europejskiej), ale ze względu na stosowanie zorganizowanej przemocy i gromadzonemu w wyniku jej stosowania kapitałowi. Ludzie Zachodu o tym zapominają, członkowie innych cywilizacji – nigdy (G.Parker, THE MILITARY REVOLUTION: INOVATION AND THE RISE OF THE WEST).
Opis zdobycia Konstantynopola przez chrześcijańskie wojska zachodnio-europejskie, idące na krucjatę pod sztandarem Jezusa Chrystusa do Palestyny, w imię nauk Mistrza z Nazaretu (tak to było wówczas postrzegane i takie wywoływało emocje) jeszcze dziś budzi odrazę, zgorszenie i przerażenie. Jak pisze znakomity znawca Antyku prof. Aleksander Krawczuk ([w]: POCZET CESARZY BIZANCJUM) zdobywcy mieli krzyże na swych piersiach i płaszczach, jednakże jak twierdzą świadkowie i współcześni tego smutnego wydarzenia nawet Saraceni wydawali się w porównaniu nimi ludźmi wielkiej łagodności i prawdziwego miłosierdzia.

Podobne materiały

2 komentarze

  1. ala wilk
    17 maja 2015 at 21:32 - odpowiedz

    Warto jeszcze przypomnieć, że wcześniej muzułumanie zaatakowali Cesarstwo Bizantyjskie – w 1071 roku pokonali wojska bizantyjskie pod Manzikertem – czyli 24 lata przed I Wyprawą Krzyżową.

  2. Adam
    22 maja 2015 at 14:00 - odpowiedz

    Warto wiedzieć, że wyprawy krzyżowe miały swoje przyczyny, zarówno polityczne, ekonomiczne jak i religijne. Bezpośrednie to:
    „Przez całe stulecia peregrini Christi (pielgrzymi Chrystusa) mogli odwiedzać bez większych przeszkód święte miejsca w Jerozolimie i pozostałych miastach Palestyny. W roku 1009 fatymidzki kalif Al-Hakim nakazał jednak zburzyć kościół Grobu Pańskiego. Różnorodne szykany, jakie coraz częściej zaczęły dotykać chrześcijańskich pielgrzymów, stały się głównym powodem wystąpienia przez papieża z wezwaniem do podjęcia wyprawy krzyżowej”. 2 „Powstanie i szybki rozwój tureckiego sułtanatu seldżuckiego, spowodowało, że Turcy przejęli kontrolę nad całym Bliskim Wschodem, łącznie z Jerozolimą, do której w 1079 roku sułtan Sulejman zabronił wstępu chrześcijanom wszystkich wyznań.” (Angus Konstam: Wyprawy krzyżowe. Warszawa: Świat Książki, 2005.).

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *