• niedziela, 28 maja 2017 r.

BOLAND

Ktokolwiek pomyśli że tytuł jest złośliwy jest w błędzie. Jedną z ważniejszych cech kulturowych Polski jest właśnie „bo”. Jak to działa ? Normalnie. Na jakiekolwiek pytania i uwagi odnośnie jakości albo źle wykonanej pracy na które logicznie wypadałoby zareagować uznaniem błędu (na tzw. Zachodzie nawet przepraszają !!!) w Polsce nie odpowiada się na pytanie „wprost”. Zamiast tego, nieważne czy ktoś o to pyta czy nie, najczęściej podaje się odpowiedź „bo”.

„Bo” nie musi się wcale wiązać z istotą problemu. Dlatego na pytanie „dlaczego automat X nie działa ?” można usłyszeć „technik jest na zwolnieniu”. Jest to wersja skrócona, dla pytających bardziej inteligentnych gdyż „bo” jest opuszczone i trzeba je dodać sobie samemu na początku zdania. Jeżeli takie wytłumaczenie już zostało podane to nie należy szukać dalszej logiki jak np. „a jaki ma związek choroba technika z pracą automatu ?”. Za dużo pytań, zwłaszcza o więź przyczynowo-logiczną jest odbierane jako agresja zwana swojsko „czepianiem się”. Dlatego jeżeli już dostąpiliśmy tego zaszczytu że otrzymaliśmy wersję „bo” nie szukajmy dalej bo nic dobrego z tego nie wyniknie.

To drobne „bo” jest tak ważną część kultury że nie należy go ignorować. Na każdym niemalże szczeblu praca nad tworzeniem nowych „bo” pochłania dużą część czasu pracy i życia Polaków. Dlatego dobry polski polityk nie stara się nawet dokonywać rzeczy trudnych jak długo jest w stanie stworzyć własną i unikalną bibliotekę „bo” na wszelkie okazje. Dobre „bo” kupią i media i społeczeństwo bo (!) o ileż przyjemniej jest uwierzyć że (prawie) wszyscy się starają tylko coś nie wychodzi „bo” ktoś zachorował lub jest krótko w pracy albo też jakieś nieprzychylne warunki mu w tym przeszkodziły.

Pomimo że „bo” jest wdzięczne, proste, krótkie i bardzo pomaga w życiu uniknąć odpowiedzialności z przykrością należy odnotować, że reszta świata ani myśli importować „bo” na własny użytek. Co więcej, częstą praktyką w asymilowaniu imigrantów z Polski do obcych warunków pracy jest odzwyczajanie od korzystania z „bo”, co w początkowej fazie budzi dyskomfort, ale, co ciekawe – po pewnym czasie już nikt do „bo” nie tęskni, a wręcz zaczyna się obawiać powrotu do systemu „bo”. Może to wskazywać, że rezygnacja z „bo” prowadzi do jakichś korzyści.

Innym powodem dla którego „bo” się nie rozpowszechnia globalnie jest negatywne nastawienie do tego wynalazku. Znam przypadek, kiedy w rodzinie cudzoziemców tymczasowo przebywających w Polsce młodzież zaczynała szybko przyswajać sobie system „bo”. Niestety, nie znalazło to żadnego zrozumienia u rodziców. Efektem było skrócenie kontraktu i szybszy wyjazd. Kiedy po pewnym czasie młodzież na pytania „dlaczego … nie jest zrobione” zaczęła ponownie reagować logicznie t.j. uznawać swój błąd rodzice odetchnęli z ulgą.

Dlaczego drobne „bo” ma taką wagę ? To „bo” stanowi o róźnicy pomiędzy odpowiedzialnością i jej brakiem, o granicy pomiędzy akceptacją a chęcią poprawy tego, co nie zostało wykonane właściwie. Dlatego chociaż przyjemnie czasem wytłumaczyć „bo” i mieć święty spokój to warto też pomyśleć jak wyglądało by życie w którym codzienne bolączki i problemy nie dały by się zamieść pod dywan jednym, krótkim „bo”.

Od autora: Rezerwuję sobie prawo odpowiedzi na wybrane komentarze. Dziękuję za zrozumienie.

Krzysztof Marczak – zarządza kapitałem na giełdach amerykańskich (CTA). Wykładowca inwestycji i finansów (MBA). Dodatkowo zajmuje się lingwistyką i komunikacją międzykulturową. Mieszka w aglomeracji nowojorskiej.

Podobne materiały

7 komentarzy

  1. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    12 września 2015 at 20:59 - odpowiedz

    Celna obserwacja. Ciekawe czy we wszystkich autokracjach nie uznaje się odpowiedzialności.

    • Krzysztof Marczak
      12 września 2015 at 21:31 - odpowiedz

      Thx. Myślę ze to jeden z mało zauważalnych „drobiazgów” które przesądzają o tym, że jedna kultura tworzy system gospodarczy bardziej efektywny wobec innej.

  2. Lucyan
    12 września 2015 at 22:45 - odpowiedz

    Paradoksalnie, napisanie ze „odpowiem na pytania jak będzie mi sie chciało” dokładnie pasuje do Bolandu 🙂

    • Krzysztof Marczak
      13 września 2015 at 08:35 - odpowiedz

      Być może. Nie jestem demokratą i w dyskusjach online stoję po stronie Dentona (tego od Gawkera). Dlatego odpowiadanie na ataki personalne, nie-argumenty (” a u Was biją murzynów etc.”) uważam za „kopanie się z koniem” i czystą stratę czasu i energii.

      Tak już jest, że jak się żyje poza krajem nabiera się dystansu do innych i własnych zachowań. Dlatego łatwo jest Polakom krytykować inne kraje i kultury, trudniej jest popatrzeć na samych siebie. Uważam, że te obserwacje z zewnątrz mają swoje znaczenie dla kraju, nawet jeśli często nie są miłe. Inaczej nie warto byłoby ich opisywać.

      • Piotr Napierała
        Piotr Napierała
        13 września 2015 at 11:28 - odpowiedz

        Bo rzeczywistość jest zbyt smutna. Jesteśmy malym tchórzliwym narodem pryskaliśmy w 1939 (Francuzi byli dużo dzielniejsi w 1940 ale nigdy tego nie przyznamy) potem pomagalismy ruskom niewolić Czechów… Zbyt trudne

        • Krzysztof Marczak
          13 września 2015 at 11:44 - odpowiedz

          Dlatego opuszczenie kraju dla Polaka jest zawsze bardziej bolesne niż dla innych nacji bo za granicą polska mitologia nie działa i trzeba zmierzyć się z rzeczywistością. To boli ale jednocześnie dodaje siły. Dlatego też uważam, że dopóki Polacy nie zmierzą się z rzeczywistością to żaden system ani żadne pieniądze kraju nie uleczą. Coś jak z uzależnieniem od alkoholu – najpierw trzeba powiedzieć sobie że jest się uzależnionym żeby nabrać sił na to, żeby się leczyć. Druga alternatywa to wypieranie rzeczywistości – prowadzi do nikąd i ma już wielowiekową tradycję.

  3. Maciej
    13 września 2015 at 14:55 - odpowiedz

    Problem istnieje, ale nie tylko w „Boland”. Jest tak powszechny, jak brak kompetencji, który zdarza się w każdej nacji. Przypisywanie go Polakom uważam za ksenofobię.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *