• czwartek, 27 lipca 2017 r.

Chaotycznie o Brexicie

Żyjemy w czasach, w których nikt nic nie wie. W 2007 największe agencje ratingowe nie dostrzegały sygnałów największego w nowożytnej historii kryzysu. Nie naruszyło to ich pozycji. Choć nie do końca – doczekali się konkurencji, w postaci firm ratingowych bazujących stricte na sprawozdaniach finansowych, a nie na opiniach ekspertów. Jeszcze wczoraj, po ogłoszeniu wyników sondaży ‚exit poll’ brytyjskiego referendum, dało się odczuć pewność siebie i triumfalizm w obozie pro-unijnym. Eksperci, bukmacherzy, politycy – wszyscy myśleli że wiedzą lepiej. Następnego ranka chaotyczny świat pomachał do nich frywolnie skrzydłami efektu motyla i puścił oko cyklonu.

Coraz bardziej chaotyczny świat, bo coraz bardziej samosterujący się i coraz bardziej odporny na oddziaływanie władzy politycznej. Władza polityczna próbuje okiełznać internet, którego nie rozumie, zapanować nad społecznościową mentalnością ula, zatrzymać nową wiosnę ludów. Władza polityczna drży przed potęgą giełdy i rynków finansowych, których nie rozumie i nad którymi nie panuje. Potęga i waga status quo wyrażonego przez brak globalnego konfliktu i dominację cywilizacji zachodniej jest dziś tak olbrzymia, że politycy z jednej strony są zakładnikami powagi sytuacji, a z drugiej woli ludu, nad którą nie panują już tak dobrze jak kiedyś. A tu jeszcze ten cholerny klimat.

W takich realiach przewidywanie, jak będzie wyglądał świat po Brexicie, to conajwyżej forma intelektualnej rozrywki.

Przed Brexitem słyszałem ciekawe informacje z City, że FinTech masowo przyjmuje ludzi właśnie z uwagi na możliwość Brexity i konieczności szybkiej reakcji. Rozumiem że chodziło o rekonfigurację i przebudowę systemów do zmieniającego się otoczenia regulacyjnego itp.

Z drugiej strony, to globalne banki najgoręcej wspierały pozostanie w EU. Goldman Sachs wspomógł kampanię ‚Zostajemy’ co najmniej kwotą pół miliona dolarów. Dziś, zgodnie z wstępnymi deklaracjami banków około 40 tysięcy ludzi prawopodobnie straci pracę w City, w związku z ograniczaniem działalności w UK. Nawet brytyjski HBSC zapowiada redukcje etatów. PriceWaterhouseCoopers szacuje, że do 2020 roku z City może wyparować do 100 tys stanowisk w branży finansowej. Około 40 tyś zatrudnionych w City pochodzi z innych krajów EU, więc pojawi się też kwestia stabilności ich sytuacji, dostępności usług państwowych itp.

A na lewo od Londynu mamy zieloną wyspę, która nagle pozostaje jedynym krajem anglojęzycznym w EU, który właśnie jakoś wykaraskał się z kryzysu, notuje najlepszą dynamikę wzrostu gospodarczego w EU. Irlandia jest też ulubieńcem Brukseli, jako jedyny kraj, w którym polityka oszczędości i interwencja MFW zakończyły się względnym sukcesem. Analizy makroekonomiczne pokazują, że Irlandia straci na Brexicie, z uwagi na dużą wymianę handlową i kadrowąm, ale trudno powiedzieć jaki trend przeważy, kiedy już dziś Dublin staje się powoli europejskim centrum IT, z europejskimi siedzibami Google, Ebaya i wszystkich innych gigantów z doliny krzemowej, a wiele wskazuje na to że dolina krzemowa to przyszłość dosłownie wszystkiego.

No chyba że krzemówka krachnie, na co zanosi się i zanosi się i zanosi już chyba od 7 lat. Wtedy znowu eksperci się zasępią, a chaotyczny motylek zamacha skrzydłami swojego efektu.

Podobne materiały

9 komentarzy

  1. Benbenek
    24 czerwca 2016 at 21:15 - odpowiedz

    Przykład Irlandii jest znamienny. Irlandia rozwinęła się fantastycznie właśnie w UE i dzięki UE. W większym stopniu niż UK była bramą dla inwestycji z USA właśnie dlatego że jest w UE niż UK, pomimo znacznie mniejszego potencjału. I tak idąca krok w krok z UK mała Irlandia robiła znacznie większy postęp niż bliźniacza kulturowo UK. A która dzisiaj nawet buńczucznie twierdzi że ma interesy bliżej z dalekim Commonwealthem niż z bliską UE. Irlandia jest nawet bliżej USA niż UK bo kulturowo łączy się przez tzw kulturę folk a nie popłuczynami po monarchii. Faktycznie jednak a wbrew powszechnym wyobrażeniom Irlandia jest bardzo bliska UK i nie występują między ludźmi większe animozje poza anegdotycznymi. Irlandia utrzyma jakąś unię z UK, podobną do tej jaką mają teraz np w sprawie kontroli granicznych. Tym samym Irlandia może stać się dla UK tym czym jest dla USA. Wysuniętą placówką handlową w UE.

  2. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    25 czerwca 2016 at 01:06 - odpowiedz

    Co daje UE jeśli pomaga Irlandii ale już nie UK? Chociaż wchodzą do ue w tym samym roku? Niewiele. Poza tym Irlandia najlepsze ma już za sobą jak każda monokultura nawet komutetowa…

    • Benbenek
      25 czerwca 2016 at 09:25 - odpowiedz

      Niemożliwe żeby liberał oczekiwał równości wyników a nie równości szans.

  3. Krzysztof Marczak
    25 czerwca 2016 at 03:46 - odpowiedz

    Globalne banki będą popierać nawet North Korea, jeżeli to nie odstraszy dawców gotówki, więc o niczym to nie świadczy. Imperia IT to rośliny jednej nocy. Kwitną i odchodzą….albo się stabilizują miernie tak jak Nasdaq.

  4. Anna
    25 czerwca 2016 at 09:04 - odpowiedz

    Wiem, że nic nie wiem- to dobra podstawa do rozważań o XXI wieku. Często pomijana i zagłuszana wiedzą „expercką”. A tu same dziwy na świecie się dzieją , prawie jak w baśniowej rzeczywistości. A miał być „koniec historii”..i spokojne strzyżenie trawników.

  5. Jacek Tabisz
    Jacek Tabisz
    25 czerwca 2016 at 13:22 - odpowiedz

    Ciekawe spojrzenie z bardziej uniwersalnej strony, być może dotykające czegoś naprawdę istotnego. No i prawie poetyckie w stylu. Fajny artykuł. Właśnie to udostępniam na mediach społecznościowych.

  6. Krzysztof Marczak
    25 czerwca 2016 at 13:40 - odpowiedz

    Uważam, że punkt, od którego zaczyna się efekt domina w czasie kryzysu finansowego, jest nieprzewidywalny. Ja sam opuściłem USA w 2003 roku. Pisałem o zbliżającym się kryzysie, ale nigdy nie próbowałem przewidywać daty jego początku. Myślę, że ten temat dobrze opisuje książka „Tipping Point”. Dobry analityk/prognostyk powinien zauważyć mechanizmy i oznaki zbliżającego się kryzysu, ale przewidywanie terminu jego nadejścia to nieporozumienie. Tu działa instynkt stada. Ten sam sygnał przechodzi czasem długo bez echa, aż w pewnym momencie wyzwala panikę. I wtedy to jest żywioł. Natomiast bezpośrednio przed nigdy nie ma żadnych wyraźnych oznak, jest tylko sytuacja kryzysowa, która od dłuższego czasu przygotowuje masy do „punktu krytycznego”. Dlatego ani w 2007 nie było wiele widać ani w 2000.

    Piszę od pewnego czasu, że widzę mechanizmy i sygnały zbliżającego się kryzysu w Polsce, ale kiedy się on zacznie, nie mam nawet zamiaru zgadywać. Nie ma takiej teorii, która jest w stanie to zrobić.

    • Zorro
      25 czerwca 2016 at 14:35 - odpowiedz

      To trochę jak z wlatywaniem do czarnej dziury. Przekroczenie horyzontu jest zupełnie niezauważalne, ale nie ma już powrotu.

      • Krzysztof Marczak
        25 czerwca 2016 at 14:44 - odpowiedz

        Bardzo ciekawe porównanie oraz obserwacja. Po prawie 30 latach poznawania giełd mam wewnętrzne przekonanie, że to, co się na nich dzieje ma gdzieś odbicie w kosmosie.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *