• sobota, 21 stycznia 2017 r.

Czy państwo powinno mieć własne media i finansować kulturę? Napierała i Tabisz

 

Dzisiejsza sytuacja skłania do pytania o to, czy państwowe media to sensowny pomysł? Inny problem dotyczy wspierania przez państwo kultury. Czy wady państwowego wsparcia są tak duże, że nie uzasadniają obaw przed pełną prywatyzacją mediów i mecenatu nad kulturą? Nasi rozmówcy mają w tej kwestii przeciwstawne zdania. Po czyjej stronie leży Wasza opinia? A może patrzycie na te problemy od zupełnie innej strony?

Podobne wpisy

10 komentarzy

  1. dżizas
    17 lutego 2016 at 21:24 - odpowiedz

    Najciekawszym miejsce Wenecji jest kościół Santa Maria della Salute! 😛 😛
    Ja bardzo „poważam” te wszystkie anglosaskie programy popularnonaukowe, gdzie jest np. taka pani, na oko lekko zaburzona psychicznie, która idzie nocą w Halloween na cmentarz razem z kamerami i całą ekipą, i ta pani przeżywa tam różne wizje, orgazmy i wypędza z tego cmentarza złe duchy. Łezka się w oku kręci, gdy porównam te „dzieła” z takim na przykład serialem „Wielcy Egipcjanie”, który leciał w telewizorze, jak byłem malutki. xD
    Albo z beczki frankofońskiej: programy propagujące absurdalne spiskowe teorie o satanicznym sprzysiężeniu międzynarodowej finansjery, która zmówiła się i zrobiła kryzys, żeby wszystkich okraść (proszę zwrócić uwagę, że od bredzenia Hitlera różni się to tylko takim szczegółem, że nikt dziś nie twierdzi, że za tym spiskiem stoją [wyłącznie?] Żydzi). Szczególne jednak ujął mnie program, gdzie usiłowano wmówić widzowi, że za dużą ilością zachorowań na nowotwory za Zachodzie stoją jakieś tam środki ochrony roślin, Wyżyny głupoty osignięto, gdy porównano Francję z indyjskim stanem Kerala, tam podobno prawie nikt nie choruje na raka. „Tfórcom” tego gniota nie przyszło do głowy, żeby porównać oczekiwaną dalszą długość trwania życia w obu tych obszarach (Francja – grubo ponad 80, Indie – poniżej 70) i wyciągnąć z tego jakieś wnioski.
    A tak baj-dełej, macie fajne, „firmowe” kubeczki. 🙂

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      17 lutego 2016 at 21:40 - odpowiedz

      Zarówno w USA jak w UE są i dobre i kiepskie programy

      • dżizas
        17 lutego 2016 at 21:59 - odpowiedz

        Oczywiście, że tak, choćby rzeczony serial „Wielcy Egipcjalnie”, choć nawet tam prowadzącego nadmiernie czasem ponosiła wyobraźnia – a to stawiał diagnozy medyczne na podstawie rzeźby, a to identyfikował mumię na podstawie zmarszczek na brodzie, a to rozmyślał jak na dobrostan psychiczny Ramzesa II wpłynęła ta cała niefortunna sprzeczka z bożkiem Hebrajczyków. 🙂
        A może ja jako człowiek prosty i starzejący się po prostu nie łapię już tej konwencji, może ta pani tylko udawała chora psychicznie i o to właśnie w tym szoł na cmentarzu chodzi, takie z palca wyssane studium przypadku, metodologicznie bezbłędne, prawie jak u Freuda. 😉

  2. Benbenek
    18 lutego 2016 at 11:18 - odpowiedz

    BBC nie emituje reklam. Jej działalność jest finansowana w części podstawowej z tzw obowiązkowego abonamentu oraz z dochodów z produkcji -sprzedaży swojej produkcji. Dochód ten nie jest podstawowym celem BBC. A produkcja nie służy sprzedaży dodatkowych usług typu reklama. Produkcja głównie jest sprzedawana poza granice UK. Dla wszystkich obywateli UK cała działalność BBC jest zaś dostępna za darmo.
    Planowanie urbanistyczne, infrastrukturalne to dziedzina nauki a nie sztuki. Podlega określonym wymiernym kryteriom użytkowym a nie estetycznym. Ale nawet w ograniczonym jednak zakresie gdzie posługuje się kryterium estetycznym to nie jest tak, że nie „urzędnik” jest absolutnym decydentem w tych sprawach. Harmonizacja jest jednym z elementów ładu estetycznego i przestrzennego. Rządy centralne czy lokalne mimo wszystko są jedynym sposobem by taką „usługę harmonizacyjną” zapewniać. W celu budowania tej „wartości dodanej” wynikającej z planowania.
    Internet jest dodatkowym medium które zmusza zmianę modelu biznesowego. Istnienie takich czy innych firm fonograficznych nie jest konieczne dla trwania kultury muzycznej. Internet nie spowodował zmniejszenia słuchalności muzyki. I niech mnie ktoś przekona, że akurat istnienie muzyki klasycznej w formie wspieranej przez państwo jest elementem koniecznym dla ogólnej wrażliwości estetycznej na muzykę.

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      18 lutego 2016 at 12:14 - odpowiedz

      Jej część, BBC Worldwide, działa na zasadach komercyjnych
      https://pl.wikipedia.org/wiki/BBC
      The BBC’s online presence includes a comprehensive news website and archive. It was launched as BBC Online, before being renamed BBCi, then bbc.co.uk, before it was rebranded back as BBC Online. The website is funded by the Licence fee, but uses GeoIP technology, allowing advertisements to be carried on the site when viewed outside of the UK.[114] The BBC claims the site to be „Europe’s most popular content-based site

      • Benbenek
        18 lutego 2016 at 12:59 - odpowiedz

        To nie oznacza całkowitej komercji. To nawet złe słowo. Pozyskiwanie przychodów ze sprzedaży to jeden z kanałów finansowania.
        BBC Worldwide Limited is the main commercial arm and a wholly owned subsidiary of the British Broadcasting Corporation (BBC). BBC Worldwide exists to support the BBC public service mission and to maximise profits on its behalf. BBC Worldwide nie kupuje na wolnym rynku po cenach komercyjnych produkcji BBC by konkurować z innymi.
        Nie wiem jak finansowana jest TVP Polonia ale nie sądzę by kupowała ona produkcje TVP po cenach wolnorynkowych. Nawet jeśli tak jest i płaci jakieś opłaty licencyjne dla TVP bo korzysta z ich produkcji to chyba tylko dlatego, że jest i tak dofinansowywana przez rząd (tak się domyślam) by uzasadnić wydatki dotacji. A tak na prawdę to przykład zdegenerowanej promocji kultury, której nikt nie chce. Ale utopia trwa bo pozwala z jednej strony sponsorom udowadniać, że dbają o tego utopijnego „polonusa” a z drugiej strony całej kaście twórców którzy w pocie czoła tworzą.

  3. darekpiotrek
    18 lutego 2016 at 12:33 - odpowiedz

    …Nie tylko lekcje historii. Również -a ściślej: zwłaszcza- uprawianie nauk podstawowych nie przekłada się bezpośrednio na zyski. „Wolnorynkowy” sposób promowania nauk podstawowych szkodzi jej w najwyższym stopniu.

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      18 lutego 2016 at 12:36 - odpowiedz

      chyba nie oglądałeś, uznaję te nauki za podstawę wykształcenia, i nie jestem za ich urynkowieniem, natomiast jestem za urynkowieniem sztuki. To by ukróciło dziwaków i ich atonalne eksperymenty… hehe Musieliby komponować coś co się da słuchać, zamiast tak jak Karlheinz Stockhausen bujać się za pieniądze ciężko pracujących Kolończyków!

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      18 lutego 2016 at 14:39 - odpowiedz

      no wiem. Ale mi chodziło o „sztukę” w sensie wystawy, zamówienia za publ. forsę, rzeźby itd..

    • darekpiotrek
      18 lutego 2016 at 14:47 - odpowiedz

      no nie oglądałem -słuchałem. Tylko wyraziłem opinię ,że Jacka przykład/argument z „historią” jest bardzo dobry a wbrew pozorom jeszcze lepszy i bardziej obrazujący (to co Jacek argumentował) jest przykład nauk podstawowych. To od nich zależy rzeczywisty rozwój ludzkości i co znamienne to one są arcy-nierynkowe. Gdyby nauki ścisłe (a ściślej : podstawowe) pozostawić na pastwę wolnorynkowców (zahaczając o dyrdymały przywołanego w dyskusji JKM : o „rynience, świeczce i kiełbasce”) to uniwersytety mogły by zwinąć żagle i zamiast fizyki kształciłoby się technologów produkcji różnych świeczek, rynienek, i kiełbasek. Uprawianie nauk podstawowych z punktu widzenia biznesu to zupełna otchłań To badanie czegoś co nie koniecznie będzie zbadane nawet za 300 lat.. a o pozytywnych skutkach biznesowych można tylko fantazjować. Pracę matematyka można przyrównać do pracy kompozytora który pisze wyłącznie do szuflady. Sztuka z natury swojej jest bardziej medialna i łatwiej o dobry biznes plan dla niej -zwłaszcza jeśli miałaby się okazać szmirą. Gorzej bo jeśli nawet biznes jest zainteresowany wydawaniem pieniędzy na naukę (co zazwyczaj jest świetnym niusem dla rodziny naukowca), ale to tylko gorzej dla nauki. Problem leży trochę jakby poza sporem wolny rynek vs dotacje państwowe. Niezaprzeczalnie (zdaje się że nawet dla najbardziej pancernych umysłów) celem zgłębiania nauk podstawowych nie może być skutek biznesowy, lecz kolejne odkrycia nieznanych zjawisk przyrodniczych, o których jedno co można powiedzieć to to, że są nieznane. Celem biznesu jest konkret. Biznes i nauka semantycznie anihilują się. zaś sztuka tylko pozornie lepiej odnajduje się w biznesplanach. Reasumując biznes sprzyja technologom produkcji rynienek do kiełbasek i organizatorom festynów a nie nauce i sztuce. Ale jakieś finansowanie być musi więc zdecydowanie wolę w tej roli państwo.

Zostaw komentarz

Paste your AdWords Remarketing code here