• sobota, 29 lipca 2017 r.

Czy wiara w Boga jest racjonalna?

 „Wiara katolicka – czytamy w katechezie papieża Benedykta XVI – jest racjonalna i pokłada ufność w ludzkim umyśle”. Jan Paweł II pisał: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary”. Czy tak? Jak bez upokarzania rozumu uwierzyć w istnienie czegoś, czego w żaden sposób nie dowiedziono? Jak uwierzyć w istnienie Boga, aniołów, szatana, nieba, piekła? Jak uwierzyć, że Biblia zawiera rzeczywiście objawienie boże? Można co najwyżej przyjąć to wszystko „na wiarę”. A jeśli wierzy się w katolickie „prawdy wiary”, to równie dobrze można wierzyć we wróżby tarota, astrologię lub najdziwaczniejszą magię. Tak się zresztą działo i dzieje. Ludzie łatwowierni wierzą nie tylko w „prawdy” podawane przez Kościół, ale także w najprzeróżniejsze wróżby i znaki.

Jak odróżnić, które twierdzenia/wierzenia są prawdziwe, które bałamutne? Kluczowe znaczenie ma weryfikacja, sprawdzanie prawdziwości. Otóż zarówno tarot, astrologia, magia, jak i chrześcijańskie wierzenia dotyczące rzeczywistości nadprzyrodzonej, nie wytrzymują elementarnej weryfikacji. Nic nie wskazuje, że zawierają wiedzę prawdziwą.

Kiedy wiara jest racjonalna?

W najszerszym rozumieniu, zauważalnym także u Benedykta XVI, racjonalność to posługiwanie się rozumem. Rzecz w tym, że ludzie posługują się rozumem również wtedy, kiedy wierzą we wróżby, magię, a także w zdiagnozowane psychiatrycznie urojenia. Posługiwanie się rozumem, rozumowanie, nie jest więc wystarczającym argumentem na rzecz „racjonalności wiary w Boga” (to fraza użyta przez papieża Benedykta).

 Kiedy możemy uznać, że wiara – nie tylko wiara religijna – jest racjonalna? Z pewnością wtedy, gdy jej przedmiotem są twierdzenia, które spełniają kryteria prawdy przyjęte w logice i nauce współczesnej. Wiara w istnienie krasnoludków (tj. w twierdzenie głoszące, że krasnoludki istnieją realnie) z pewnością nie jest racjonalna. Wiara w istnienie bakterii i wirusów jest racjonalna.

Czasami sądzi się, że wiara z definicji jest nieracjonalna, lub że jest przeciwieństwem wiedzy. Tak jednak nie jest. Wiara jest stanem psychicznym, mentalnym. Można wierzyć w twierdzenia, co do których nie ma się pewności, czy są prawdziwe. Ale przede wszystkim wierzymy w te twierdzenia, o których wiemy, że są prawdziwe. Wiara w twierdzenie „x” jest racjonalna wtedy, gdy – powtórzmy – twierdzenie to spełnia kryteria prawdy przyjęte w logice i nauce współczesnej. Jeżeli tych kryteriów nie spełnia, nie jest racjonalna – jest wiarą bez dowodów, wiarą nieuzasadnioną, bezpodstawną. Wiara w to, że Ziemia jest kulista, jest wiarą racjonalną, bo są na to przekonujące dowody. Wiara w istnienie duszy nieśmiertelnej nie jest racjonalna, bo brak na to dowodów spełniających kryteria przyjęte w nauce. Zanim zajmiemy się kwestią wiary w boga, krótko o czymś innym.

Czy istnieje życie w kosmosie?

Nie ma do tej pory dowodów, że organizmy biologiczne istnieją gdziekolwiek poza Ziemią. Wiara w istnienie życia w kosmosie byłaby nieracjonalna, bo pozbawiona dostatecznych podstaw. Ci, którzy wierzą bez dowodów, są jak błogosławieni, o których mówi Ewangelia: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29).

Badania wskazują natomiast, że we wszechświecie może istnieć olbrzymia liczba planet, a na niektórych z nich mogą panować warunki dopuszczające egzystencję organizmów biologicznych. Dlatego istnienia życia poza Ziemią nie można wykluczyć (jeżeli życie powstało na Ziemi, to w podobnych warunkach mogłoby powstać także gdzie indziej). Jest to hipoteza poważna, wsparta badaniami astrofizycznymi, ale – podkreślmy – tylko hipoteza.

Pogląd dopuszczający możliwość istnienia życia w kosmosie jest więc racjonalny. Wiara, że ono tam faktycznie istnieje, jest przy dzisiejszym stanie wiedzy nieracjonalna.

A jeżeli ktoś będzie snuć przypuszczenia, że być może istnieją cywilizacje, które kolonizują wszechświat, docierają do Ziemi, infekują nas szkodliwymi lub stymulującymi substancjami, szkodzą lub wspomagają, będzie to tylko czcza fantazja, na której rzecz nic nie przemawia. Nazwanie tych fantazji hipotezami byłoby przesadą, trzeba mówić o fantastyce. Wartościowa hipoteza powinna być wsparta istotną argumentacją.

A co, jeżeli ktoś powie, że kosmici istnieją, są wśród nas, ale są całkowicie niewykrywalni, nie można więc wskazać na ich istnienie żadnych dowodów? Taką sprytną argumentację nazywa się w logice sofistyką/sofizmatami. Jest to rozumowanie pozornie bez zarzutu, a w istocie obarczone błędem logicznym i oszukańcze. To celowe krętactwo, z którym można jednak sobie poradzić. Np. pojęcie istoty niewykrywalnej, na istnienie której z definicji nie może być dowodów, nie spełnia elementarnego wymogu logiki, jakim jest podanie poprawnej, w miarę jasnej definicji. Widoczna jest też sprzeczność, bo jeżeli na istnienie tego stworu nie może być dowodów, to na jakiej podstawie twierdzi się, że istnieje? Wiara w takie alogiczne istoty jest nieracjonalna.

Trzeba koniecznie odróżnić …

fantazje, hipotezy, twierdzenia, sofizmaty

Jakkolwiek mogą być z tym poważne problemy, ludzie mają ukształtowaną w toku ewolucji zdolność odróżniania fantastycznych wyobrażeń od wiedzy sprawdzonej realnie, na której można polegać. Zdolność tę ujawniają dzieci już w bardzo wczesnym okresie życia. Nie może więc być zaskoczeniem, że także na gruncie logiki i metodologii nauki odróżnia się czcze fantazje od wartościowych hipotez, a wartościowe hipotezy od dobrze uzasadnionych twierdzeń. Ponadto zarówno w życiu codziennym, jak i w logice, powszechne jest przekonanie, że ludzie potrafią świadomie posługiwać się pokrętną, z pozoru logiczną, a w istocie niedorzeczną argumentacją (to sofistyka/sofizmaty).

A co z bogiem?

Czy przekonanie, że istnieje bóg i rzeczywistość nadprzyrodzona jest racjonalne? Jest nieracjonalne? A może to racjonalna hipoteza? Czy tylko fantazja? Sofizmat?

Nie ma wytrzymujących krytykę dowodów/uzasadnień wskazujących, że bóg czy rzeczywistość nadprzyrodzona istnieją. Np. koronny argument, że wszechświat musiał mieć stwórcę i tym stwórcą był bóg, opiera się na założeniu, że wszystko, co istnieje, musiało mieć stwórcę. Jeżeli tak, to można zapytać, kto w takim razie stworzył boga? Teolodzy robią unik, na mocy dowolnie przyjętej definicji twierdzą, że bóg to istota, która nie musiała już być przez nikogo stworzona. Nie ma powodu, by definicję taką przyjmować. Zauważmy ponadto, że skoro na mocy dowolnie przyjętej definicji uznaje się, że bóg nie musiał być stworzony, to równie dobrze można uznać, że cała przyroda nie musiała być stworzona przez kogokolwiek i jest rzeczywistością samoistną.

A może istnienie boga to hipoteza, którą można racjonalnie brać pod uwagę? Nie można. Dlaczego? Żeby jakąś hipotezę można było traktować poważnie i racjonalnie, muszą na jej rzecz przemawiać istotne argumenty. Nie można brać na serio wszystkiego, co komukolwiek przyjdzie do głowy, np. że w kosmosie krąży czajnik (znany przykład Bertranda Russella), że na Marsie żyją ludzie, że po lasach grasują wilkołaki, lub że gdzieś tam żyje czarnoksiężnik, który wyczarował świat i niebawem go zniszczy.

Nie ma argumentów, które uzasadniałyby, że istnienie boga można traktować poważniej niż istnienie duchów leśnych i czarodzieja, który stworzył wszechświat.

A co w szczególności miałoby przemawiać za rzeczywistym istnieniem tego boga, o którym mówi Biblia, Kościół katolicki czy jakakolwiek inna religia? W toku historii powstało co najmniej kilka tysięcy religii, każda z własnymi „prawdami wiary” – nie sposób w nich widzieć racjonalne hipotezy. Próba wyróżnienia wierzeń katolickich jako racjonalnych, jak chce Benedykt XVI, nie może być sensownie uargumentowana.

Religijne wyobrażenia są czystymi fantazjami, chociaż – co trzeba podkreślić – okraszonymi smakowitymi sofizmatami.

Sofizmaty religijne

Na forach spotykamy pogląd, że nie można wykluczyć istnienia czegokolwiek, co ktoś wymyśli. Jakby w myśl zasady „wszystko jest możliwe”. Albo że nie można udowodnić, że coś nie istnieje. Chętnie mówią to osoby religijne, bowiem wzmacnia to ich przekonanie, że mimo braku dowodów bóg być może istnieje. Pojawia się też pogląd, że logika wyklucza możliwość udowodnienia, że coś nie istnieje. Kwestię tę przedstawiałem w innym artykule (link poniżej), tu tylko kilka uwag.

Można udowodnić, że coś nie istnieje, jeżeli obiekt ten jest w miarę dobrze zdefiniowany i dobrze poznany jest teren, na którym ma występować. Możemy np. udowodnić, że na Ziemi nie istnieje góra wyższa niż Mount Everest. Problem pojawia się wtedy, gdy teren nie jest wystarczająco poznany. Tak jest w przypadku kosmosu i występowania organizmów żywych na innych planetach.

Ale innego rodzaju problem napotykamy, jeżeli ktoś twierdzi, że interesujący go obiekt istnieje, ale celowo definiuje go tak, by uniemożliwić jego zbadanie. Mówi się, jak w przypadku boga, że to istota duchowa, należąca do rzeczywistości innej kategorii niż obiekty poznawalne metodami naukowymi. Głosi się, że istnieje „coś” (bóg, rzeczywistość nadnaturalna, absolut, transcendencja), czego z definicji badać się nie da. Otóż trzeba powiedzieć zdecydowanie, że taki koncept to fantazja szczególnego rodzaju. To pojęciowe kuglarstwo, trik, zmyłka. Na gruncie logiki tego rodzaju krętactwo nazywa się sofistyką/sofizmatami. Idzie o rozumowanie pozornie poprawne, logiczne, ale w istocie obarczone błędem logicznym. Jakim? Jeżeli mówi się, że coś istnieje, to powinno się podać w miarę jasną definicję, opis, parametry (to podstawowy wymóg logiki). Teolodzy i filozofowie religijni, mówiąc o bogu, nie robią tego, uciekają celowo w niejasne formuły, pokrętne rozumowania. Np. podają cechy boga, a jednocześnie skorzy są zapewniać, że bóg jest niepojęty ludzkim umysłem.

Pokrętna sofistyka, pojęciowe manipulacje nie zmieniają faktu, że na rzecz prawdziwości wierzeń religijnych brakuje dowodów. Wiara w „prawdy wiary” pozostaje nieracjonalna.

Słowo na zakończenie

Mówiąc o religii wskazuje się często na pożytki, jakie ma dawać (mówi o nich także Benedykt XVI w cytowanej katechezie). Wierzenia religijne są w tej sposób postrzegane jako racjonalne, ale nie dlatego, że są prawdziwe, lecz dlatego że są pożyteczne czy przydatne. Nazywa się to racjonalnością pragmatyczną, użytecznością. To odrębny temat.

Zaznaczmy tylko, że pozytywny wpływ religii jest zwykle wyolbrzymiany, pomijane są mankamenty. Jeżeli spojrzymy na religię z pragmatycznego punktu widzenia, to trzeba powiedzieć, że jej pragmatyczna racjonalność jest bardzo ograniczona. Podkreślmy też, że ewentualnie pozytywna rola wierzeń religijnych nie stanowi argumentu na rzecz istnienia boga. To dwie różne sprawy.

Żeby wierzenia religijne uznać za racjonalne nie tylko pod względem pragmatycznym (instrumentalnym), trzeba by udowodnić/uzasadnić ich prawdziwość, przede wszystkim prawdziwość podstawowych tez mówiących, że istnieje bóg i rzeczywistość nadprzyrodzona. Nikt tego nie zrobił. Wierzenia religijne nie są racjonalne. A czy można udowodnić, że coś, np. bóg, nie istnieje? Polecam na ten temat: „Dowód na nieistnienie. Kogo?” – http://racjonalista.tv/dowod-na-nieistnienie-kogo/

Alvert Jann

* Chciałbym przytoczyć tu pogląd prof. Mariana Przełęckiego, zmarłego niedawno filozofa i logika z Uniwersytetu Warszawskiego, cieszącego się olbrzymim autorytetem. W artykule „Problem racjonalności wierzeń religijnych” (Studia Filozoficzne, nr 1, 1989) Przełęcki pisał w konkluzji: „Wiara w to wszystko, co Kościół do wierzenia podaje, jest nie do pogodzenia z wymaganiami racjonalności nazwanej przez nas logiczną”. Co to jest racjonalność logiczna? Przełęcki pisze: „przyjęcie danego przekonania jest racjonalne logicznie, gdy istnieją (po temu) wystarczające racje logiczne”, a te określa metodologia logiczna, zajmująca się sposobami uzasadniania przekonań/zdań/twierdzeń. Przekonania, które są dostatecznie uzasadnione, spełniają wymogi racjonalności logicznej i prawdy w rozumieniu współczesnej nauki. Jak stwierdza Przełęcki – powtórzmy – wierzenia podawane przez Kościół nie spełniają wymogów racjonalności logicznej, nie są – najdelikatniej mówiąc – dostatecznie uzasadnione. Link do artykułu Mariana Przełęckiego (nie czyta się łatwo): http://www.humanizm.net.pl/marian.html

** O ateizmie, religii i nauce piszę także w artykułach: http://racjonalista.tv/dowod-na-nieistnienie-kogo/ ; http://racjonalista.tv/bog-przed-trybunalem-nauki/ i innych.

*** Link do katechezy Benedykta XVI pt. „Racjonalność wiary” – http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/audiencje/ag_21112012.html

Podobne materiały

7 komentarzy

  1. Dariusz
    7 listopada 2015 at 17:09 - odpowiedz

    Cóż za państwo dysponuje taką techniką?: https://www.youtube.com/watch?v=-yOZvKh_ERU

  2. mieczysławski
    8 listopada 2015 at 10:37 - odpowiedz

    Wiara zawsze traktowała rozum jako wroga.
    Religia walczy z rozumem przez indoktrynację od niemowlęcia. Jeżeli są jednostki, które myślą, to spotykają ich represje, w krajach teokratycznych np. Arabii Saudyjskiej niedopuszczalna jest jakakolwiek krytyka, nie istnieją tam prawa człowieka.
    Naukowo są zbadane mechanizmy społeczne, które dają stabilność „władzy”.
    http://racjonalista.tv/o-pochodzeniu-norm-tomasz-wysocki/
    Zmiana władzy następowała zawsze w wyniku katastrof, naturalnych i sztucznych wywołanych przez konkurencyjne imperia.
    Religie cechuje wielka hipokryzja, mówienie, że rozum nie jest wrogiem wiary, że wiara jest racjonalna, jest to tylko chwyt markietingowy, przyciągnięcie młodych ludzi, budowanie iluzji, ze możliwy jest dialog nauki z teologią, reformy społeczne.
    http://www.listyznaszegosadu.pl/nowy-ateizm-i-krytyka-religii/rozum-i-wiaraczyli-takie-sobie-rozmowy-o-religijnych-bdquo-prawdach-i-problemach-z-nimi-zwiazanych
    Bezcelowe są dyskusje z wierzącymi na ten temat. Jest wiele przypadków pseudonaukowych dyskusji i „odporności” na racjonalne argumenty.

  3. Lucyan
    8 listopada 2015 at 12:47 - odpowiedz

    Własciwie malo kto z tzw. wierzacych wierzy we wszystko co KrK serwuje. Cała konstrukcja opiera sie na wypracowaniu bojazni wobec niewidzialnych sił, a reszta to tylko mniej lub bardziej rozbudowane bajki, z ktorych katolik wybiera sobie co mu pasuje. Nawet katoliccy ateisci odrzucajacy hebrajskiego boga czesto nie moga sie pozbyc uczucia ze „cos tam jest”.
    Te bojazn trzeba wypracowac zanim dziecko jest bardziej swiadome, i Krk to robi perfekcyjnie, gdzies tak do 10-roku zycia dziecka. Potem zostaje tylko bojazn, nawet jak sie nie wierzy w biblijne bajki. Bojazn ta pozwala potem klerowi pazosytowac na ludzkosci.
    Rzadko kto zaczyna dosłownie „wierzyc” w dorosłym zyciu, wiekszosc to ucieczki w koscioł. Jak to Afryki przyjezdza koscioł protestancki i katolicki to murzyn idzie do jednego i drugiego. I wybiera ten ktrory mu sie bardziej opłaca.
    Kluczem jest wywołanie bojazni w młodym wieku, jak to sie zrobi to potem wszystko sie wydaje racjonalne, nawet dla katolikow. Jak zydowski Bog szepnałby Terlikowi, ze ma zabic swoje dzieci, to on by to zrobił. Racjonalnie by sobie obliczył, ze nawet jak zabije swoje dzieci to spotka sie z nimi na „tamtym” swiecie, w szczesliwosci i ku zadowoleniu swojego boga.
    Dla kleru wiara tez jest racjonalna i bez wiary trudno bedzie pasozytowac, trzeba bedzie sie utrzywywac np. z inwestycji w nieruchomosci (drapacze chmur? blisko nieba?).

  4. Janusz
    Janusz
    10 listopada 2015 at 02:12 - odpowiedz

    Swietnie piszesz Alvert.Doskonaly material do dyskusji.
    Moge tylko dodac ze sa rozne stopnie wiary.
    a)Wierze ze rownanie E=mc^2 jest prawdziwe bo
    Einstein i setki fizykow potwiedzilo jego sluszmosc. Tu wiara jest niemal 100%.Mozemy powiedziec jestem pewien .
    b( Wierze ze Lech Walesa nie byl agentem UB.
    Nie mam dowodow ale z tego co wiem jest malo prawdopodobne aby sadzic ze byl on agentem UB.
    c) wierze ze bede zyl conajmiej jeden rok dluzej.
    Nie mam dowodu i nie jestem pewien ale statystycznie ludzie w moim wieku i zdrowi zyja dluzej niz tyle lat ile ja mam.
    Kazdy z tych przykladow jest innym stopniem wiary.
    A gdzie pasuje wiara w boga? Jak piszesz Alvert nie ma
    zadnego przrekonywujacego dowodu ze bog istnieje. Mozna racjonalnie zalozyc ze boga nie ma i zyc tak jakby boga nie bylo.
    To samo dotyczy istnienia krasnoludkow i jednorozca
    W ocenie rodzaju wiary odgrywa role prawdopodobienstwo tego w co wierzymy .Od 0 do 99.999….%.Choc nigdy nie jest to 100% bo wowczas wiara staje sie pewnoscia.
    Na przyklad jestem pewien ze istnieja wyspy Hawajskie bo bylem taam 20 razy. Jestem pewien ze sie urodzilem.
    Ale wierze ze moje pioro nie unioslo sie samo ponad
    stol choc jest to mozliwe z prawdopodobienstwem
    10^-5000.Jest to fizycznie mozliwe bo wszystkie molekuly
    mogly poruszyc sie jednakowo w gore.
    Do pojecia wiary pasuje porownianie z rosyjska ruleta w ktorej pijany oficer wklada jeden naboj do bebenka pistoletu i mierzac w glowe pociaga za cungiel. Jesli pistolet ma maksimum 6 pozycji to szansa na przezycie jest 1-1/6 czyli mala. Ale jesli taki pistolet mialby bebenek
    na 10,000 kul to zakladajac rownomierne prawdopodobienstwo szansa przezycie rulety jest 1-10^-4 a wiec dosc dobra choc nie sugeruje nikomu probowac.

    • Alvert Jann
      10 listopada 2015 at 10:13 - odpowiedz

      Januszu, ze słowem „wiara” – jak z większością tego typu słów – jest wielki kłopot, bo jest niejednoznaczne. Myślę, że w przypadku wiary w boga (i nie tylko w boga), wiara i pewność idą w parze jak zgodni małżonkowie, którzy wspomagają się wzajemnie i sypiają w jednym łożu. Najbardziej wierzą w boga ci, co mają całkowitą pewność (na 100%), że on istnieje. Masz całkowitą pewność, że Hawaje istnieją, a więc wierzysz w to głęboko i nikt Cię nie przekona, że jest inaczej. Różnica między wiarą w istnienie boga a wiarą w istnienie Hawajów polega na tym, że na istnienie boga brak jakichkolwiek dowodów, zaś na istnienie Hawajów są niewątpliwe.

  5. Janusz
    Janusz
    10 listopada 2015 at 02:37 - odpowiedz

    Jeszcze raz chce jako autor kilku eseji w Racjonaliscie podziekowac Ci za ciekawy dobrze napisany esej.
    Dla ubawu chce Cie poinformowac ze najwyzsza gora ziemi nie jest Mount Everest jesli liczyc wysokosc od dna a nie piowiezrzchni oceanu.Najwtzsza gora liczac od dna oceanu jest na wyspie Maui w lancuchu wysp Hawajskich USA. Goras nazuwa sie Haelakala i nie jest wysoka w
    zwyklym sensie. Bylem na jej szczycie samochodem kilka razy . Jest to niezwykle miejsce gdzie mozna rano jezdzic na nartach a po poludniu byc nizej na plazy i plywac w oceanie. Na gorze zyja niezwykle rosliny ktorych nie ma nizej. Na szczecie jest obserwatorium astronomiczne z teleskopem ktory sledzi lecace w przestrzeni smiecie
    wyrzucone przez satelity i pojazdy z ludzmi.

    • Alvert Jann
      10 listopada 2015 at 10:15 - odpowiedz

      To piękne, myślę, że Raj musiał być na Hawajach.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *