• niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Dochód gwarantowany – lewicowa utopia czy liberalny pragmatyzm?

Idea dochodu gwarantowanego zdaje się dziś w Europie coraz częściej wychylać swoją głowę, pojawia się w wypowiedziach polityków, wraca jako temat debaty, a w Szwajcarii już nawet było referendum, gdzie co prawda idea ta przegrała z kretesem, ale fakt, że pojawiła się jako propozycja polityczna jest godny odnotowania i świadczy o jakiś trendzie.

W polskich, nieco społecznie darwinistycznych realiach, takie pomysły budzą często litość, w obozie Korwinowskim wręcz odrazę. Zatrzymajmy się tu na chwilę przy Korwinie i przedstawmy tajemniczego myśliciela, pana X, który powiedział:

„Potrzebny jest [..] pewnien minimalny dochód dla wszystkich … pewnego rodzaju baza, poniżej której nikt nie powinien upaść, nawet jeżeli nie jest w stanie sam się utrzymać” jako „… niezbędny element Wielkiego Społeczeństwa, w którym jednostka nie ma żadnych roszczeń wobec członków małej grupy (społeczności, rodziny) w której się urodziła”.

Marks? Engels? Otóż nie. Jeden z ulubieńców Korwina, libertarianin F. Hayek.

Trzeba przyznać, że pomysł ten dziś wychodzi najczęściej z ust lewicy, ale historycznie wspierany był przez wielu wolnościowców. Warto też wspomnieć o pokrewnym pomyśle Miltona Friedmana (kolejnego ulubieńca JKM) na ujemny podatek dochodowy.

Co przemawia za dochodem gwarantowanym z liberalnego punktu widzenia?

1. Koszty utrzymania złożonego aparatu decyzyjnego

Obecne systemy przyznawania zasiłków i emerytur, bazujące na indywidualnej ewaluacji, regularnie powtarzanej, pochłaniają ogromne koszty i zasoby, są pełne złożonych reguł i otwarte na nadużycia. Systemy bogatszych krajów działają też często jak pułapka, gdzie np. rodzinom nie opłaca się iść do pracy bo dostaną mniej niż na zasiłku i stracą dodatkowe przywileje (np. darmowa opieka zdrowotna, dopłaty do mieszkań itp). Praca na pół etatu też może rodzić problemy, więc ludzie chętni do pracy są zmuszeni do dorabiania w szarej strefie.

System stałych wypłat bazujących na fakcie istnienia człowieka, byłby stukrotnie prostszy, niemal automatyczny i nie posiadałby wyżej wspomnianych wad. Cały argument oczywiście zakłada, że dochód gwarantowany zastępuje całkowicie obecny system świadczeń i państwowych ubezpieczeń społecznych a nie nadbudowuje go.

2. Eliminacja biedy

Z liberalnego punktu widzenia bieda jest kosztem społecznym, przeliczalnym na pieniądze. Jest też fenomenem samoutrwalającym się w obrębie rodziny, pewnym rodzajem społecznego wirusa. Przekłada się też na inne koszty społeczne poprzez chociażby wzrost przestępczości. Przejęcie przez państwo roli centralnej i automatycznej instytucji charytatywnej zmniejsza też obciążenie ‚społecznego’ sektora charytatywnego bazującego na wolontariacie.

3. Mniejszy paternalizm

Istniejące systemy przyznawania zasiłków są bardzo paternalistyczne – aplikant musi ‚zasłużyć’ na zasiłek, spełniając liczne wymogi i zachowując się w określony sposób. Bezwarunkowe świadczenia tworzą bardziej ‚liberalną’ relację między państwem a człowiekiem.

 

robot-evolution-GIF
Są też inne, już mniej liberalne ale warte rozważenia argumenty. Najważniejszy z nich wynika z refleksji na temat postępu technicznego, szczególnie w dziedzinie robotyki i sztucznej inteligencji. Słynny futurysta i ekspert od sztucznej inteligencji Ray Kurzweil ostrzega, że nasze liniowe postrzeganie wykładniczego i czasami turbulentnego postępu technicznego w takich dziedzinach jak sztuczna inteligencja może sprawić, że nie będziemy przygotowani na ogromne zmiany społeczne w świecie, w którym roboty i algorytmy nie tylko lepiej złożą samochód, ale zaczną biegle posługiwać się językiem naturalnym, zaczną przejmować zadania ze średniego a potem i wyższego szczebla zarządzania. Upraszczając – zaczną pracować lepiej od nas. Wtedy właśnie cała istota pracy, etos pracy i to jak w ogóle rozumiemy pracę, siłą rzeczy ulegnie przewartościowaniu.

 
Oczywiście idea ta rodzi wiele pytań, chociażby o motywację do pracy, o kwestie globalnej nierówności i emigracji, o praktyczną i polityczną możliwość implementacji. Przeprowadzono już parę ograniczonych eksperymentów z gwarantowanym dochodem, ale trzeba przyznać, że wprowadzenie tego systemu w całym kraju fundamentalnie przeorientowuje relacje makroekonomiczne i tworzy wiele ciekawych ale i wiele niebezpiecznych efektów. No i duży potencjał na efekty zupełnie niespodziewane. Kluczowe pytanie, na które w sumie sam nie mam dobrej odpowiedzi brzmi: utopia czy konieczność?

Podobne materiały

32 komentarze

  1. Krzysztof Marczak
    10 czerwca 2016 at 14:19 - odpowiedz

    Myślałem, żeby zająć się tym tematem, ale ta idea przyciąga bardzo specyficznych aktywistów, których wspólną cechą jest głęboka ekonomiczna ignorancja, dlatego obawiałem się „nawiedzonej inaczej” dyskusji na temat. Dochód gwarantowany (zwany w czasach komuny „deputatem”) to jeden z bardziej niebezpiecznych pomysłów Europy i to, co jej obecnie najbardziej potrzeba, aby jej gospodarkę popchnąć w otchłań, jest właśnie UBI. Wszelka retoryka z tym związana, która ma udowodnić, że jest to co innego, pomija najważniejszą część gospodarki, opisaną przez ekonomię behawioralną, czyli czynnik społeczny.

    • Jarek Dobrzański
      10 czerwca 2016 at 17:05 - odpowiedz

      tu ciekawa analiza na gruncie ekonomii behawioralnej:

      http://www.usbig.net/papers/202-Pech–Behavioral_Economics.pdf

      • Krzysztof Marczak
        11 czerwca 2016 at 03:52 - odpowiedz

        Najważniejsze punkty ujęte. IMO pt. 4 jest najważniejszy (ma związek z tym, co pisałem o trendach). BIG zabija motywację, tak jak zabił motywację u tymczasowo upojonych rzekomą równością ludzi, którzy wpadli w amok komunizmu po wojnie.

        • Jarek Dobrzański
          11 czerwca 2016 at 10:15 - odpowiedz

          No ale przecież nic takiego tam nie piszą, wręcz przeciwnie teoria wypierania motywacji mówi, że wynagradzanie i kary mogą mieć negatywny wpływ na wewnętrzną motywację. Po prostu prace nieciekawe będą musiały być lepiej opłacane przy UBI a prace ciekawe będą oblegane przez kandydatów i siłą rzeczy staną się mniej płatne.

  2. Andrzej
    Andrzej
    10 czerwca 2016 at 14:41 - odpowiedz

    Przypominam przy okazji, że już rok temu nagraliśmy rozmowę na ten temat z bodaj głównym polskim specjalistą z tej dziedziny prof. Szarfenbergiem. Dlaczego p. Marczak, uważa, ze obrońcy tej idei pomijają dorobek ekonomii behawioralnej, nie wiem. Oczywiście nie pomijają, a w ogóle twierdzenia, że zwolennicy jakiejś idei, których są na świecie może nawet miliony, nie biorą czegoś ważnego pod uwagę, jest mówiąc delikatnie bardzo ryzykowane. Ciekawe, skąd, Krzysztof Marczak to wie. tak naprawdę bierze się pod uwagę wszystko, co nie znaczy, ze każde wnioskowanie jest słuszne, nawet gdy oparte jest na wynikach eksperymentów prowadzonych w różnych krajach. Wiadomo w każdym razie, ze z pracy nie rezygnuje niemal nikt. Część ludzi dzięki wypłatom zmienia pracę na lepszą, a pewna grupa poświęca się twórczości. 19 czerwca w Warszawie będzie mała konferencja na ten temat z udziałem specjalistów zagranicznych. Zamierzam zrobić wywiad i może nagranie z jednego wykładów. Jeśli ktoś tutaj przedstawi konkretne zarzuty, to poproszę o odpowiedź na ten temat.

    • Krzysztof Marczak
      10 czerwca 2016 at 17:00 - odpowiedz

      @ p. Andrzej. Oczywiście. Proszę podać przykłady tych eksperymentów zakończonych sukcesem, odniesiemy się do konkretów indywidualnie

      • PePeSza
        13 czerwca 2016 at 09:01 - odpowiedz

        Większość eksperymentów nie została zakończona np. w Kanadzie GDP został paradoksalnie zlikwidowany przez zwolenników Fiermana. Nie mniej przykłady np. z Kanady czy Indii pokazują że bezrobocie wcale tam nie wzrosło a nawet spadło zaś w Iniach bodajże spadło nawet spożycie alkoholu.

  3. Dariusz
    10 czerwca 2016 at 14:50 - odpowiedz

    Bardzo dobre rozwiązanie. W Finlandi też padł taki pomysł: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1641547,1,finlandia-eksperymentuje-z-pensja.read . Oczywiście trzeba tu uwzględnić możliwości ekonomiczne danego państwa. Autor bardzo sensownie przedstawił zalety tego rozwiązania. Patrząc na taki kraj jak Polska to kwestia min. zlikwidowania wszelakich dotacji dla wiadomego kościoła i już jest jedno źródło na realizację tego rozwiązania.

  4. Krzysztof Marczak
    10 czerwca 2016 at 16:51 - odpowiedz

    Tak też myślałem, że za chwilę padną przykłady Szwajcarii i Finlandii. Co do Szwajcarii – w ostatnim referendum pomysł został odrzucony. Co do Finlandii… Polska nie jest ani Finlandią ani Szwajcarią i może to być bolesne do akceptacji, ale wprowadzanie rozwiązań szwajcarskich lub fińskich przyniesie jeszcze więcej bólu.

    • PePeSza
      13 czerwca 2016 at 09:05 - odpowiedz

      Niby czemu? Nie rzebym był bezkrytyczny wobec tego rozwiązania(bliższy mi jest negatywny podatek dochodowy) ale dostrzegam jego zalety, jedną z nich są oszczędności. Nawet w Finlandii osoby które godzą się na przyjmowanie GDP mają obowiązek zrezygnować z wszystkich innych zasiłków. GDP pozwoli na oszczędności w socjalu a pośrednio i w biurokracji ponieważ ten jest mniej skomplikowany.

      • Krzysztof Marczak
        13 czerwca 2016 at 11:31 - odpowiedz

        Czemu Polska nie jest Finlandią ? Bo to zupełnie inna kultura i ten sam projekt tu przeniesiony zamieni się w jego karykaturę. Jako eksperyment wstępny – stawiam śliwki przeciwko orzechom, że np. 500+ obrośnie listą patologii, a jego obsługa będzie droższa od kosztów socjalu w Kanadzie.

        • PePeSza
          13 czerwca 2016 at 12:33 - odpowiedz

          Chodziło mi o ” ale wprowadzanie rozwiązań szwajcarskich lub fińskich przyniesie jeszcze więcej bólu”. Na razie póki co BDG traktuję jako eksperyment któremu warto się przyglądać.
          „stawiam śliwki przeciwko orzechom, że np. 500+ obrośnie listą patologii” to już się dzieje skoro zaczyna samorządom brakować środków. Jestem za polityką prorodzinną ale uważam że lepsze są rozwiązanie francuskie czyli wsparcie dla przedszkoli, żłobków, podręczników szkolnych i obiadów w szkołach niż bezpośredniemu dawaniu kasy do ręki.
          Jednak nie wiem jaki ma to związek z BDG zwłaszcza w porównaniu do potencjalnych oszczędności o których pisałem. Czy chodziło może o to że nasze obecne polityczne „elity” to zepsują? Jest to bardzo prawdopodobne.

          • Krzysztof Marczak
            13 czerwca 2016 at 13:16

            Zarówno Szwajcaria jak i Finlandia są bogate i mają wysokie standardy życia (mało kto wie, ze związki między nimi są szerokie – vide link poniżej). Obydwa mają dwie rzeczy, z powodu których zastanawiają się nad UBI: 1- dobry, ale i kosztowny system socjalny 2 – wysoką świadomość społeczną. Polska nie ma ani jednego, ani drugiego, dlatego ani nie będzie na UBI pieniędzy a jak się nawet częściowo znajdą, to zostaną w większości zmarnowane i rozkradzione.

            https://www.eda.admin.ch/eda/en/fdfa/representations-and-travel-advice/finland/switzerland-finland.html

          • Piotr Napierała
            Piotr Napierała
            13 czerwca 2016 at 13:23

            w ogóle małe bogate panstwa podglądają nawzajem swoje pomysły; Holandia i Szwajcaria , Hol i Dania, Szwajc i Norwegia, ale historia koncentruje sie na imperiach…

          • Krzysztof Marczak
            13 czerwca 2016 at 13:56

            Historia koncentruje się imperiach bo na zachodzie wojna toczy się między systemami gospodarczymi i takie małe gospodarki oparte na wysoko rozwiniętym społeczeństwie są bardzo efektywne, ale muszą mieć silne oparcie finansowe, żeby się utrzymać. Wobec globalizacji ich przyszłość może być zagrożona, ale nawet w USA istnieją regiony nieźle dbające o swoje lokalne interesy, zatem niektóre z nich mogą kiedyś ewoluować do innych form, nawet bez granic.

          • Piotr Napierała
            Piotr Napierała
            13 czerwca 2016 at 16:15

            jasne ale powiazania miedzy malymi krajami sa czasem rownie pasjonujące np Holendzry i Szwajcarzy darzą się egzotyczną obustronna fascynacja, napisze kiedyś o tym

  5. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    10 czerwca 2016 at 17:09 - odpowiedz

    Jedyny funkcjonujący program to dochód obywateli Alaski z ropy

    • Jarek Dobrzański
      10 czerwca 2016 at 17:16 - odpowiedz

      Ale nie da się tego chyba traktować jako dochodu podstawowego – z tego co widzę oni dostają po np 2000$ rocznie (chyba że źle patrze). Więc to raczej eksperyment z dywidendy społecznej

    • Krzysztof Marczak
      11 czerwca 2016 at 03:43 - odpowiedz

      To nie jest naprawdę dobry przykład.

  6. Krzysztof Marczak
    11 czerwca 2016 at 11:31 - odpowiedz

    p. Dominiczak skrytykował szeroko mój komentarza, głównie z tego powodu, że podoba mu się idea UBI, ale żadnych dowodów na jej poparcie nie podał. To, że dużo ludzi ją popiera to dość dyskusyjny argument. Dużo ludzi nie rozumie, jak działa globalny rynek kapitałowy, ale głęboko się angażuje w jego krytykę, jeszcze więcej wierzy w homeopatię i ekologiczne podwarszawskie uprawy, co jest raczej dowodem na różne meandry rozumu niż jakiekolwiek racje oparte na wiedzy i racjonalizmie. Prof. Szarfenberg podaje sporo argumentów, ale podobnie jak wielu innych propagatorów pomysłu UBI nie daje recepty skąd na to wziąć. Dość kuriozalne jest tutaj, że wszelkie kalkulacje, które są na ten użytek wykonywane, zakładają, że UBI nie pogorszy gospodarki, ale jak do tej pory nie ma ani jednego udowodnionego przypadku, w którym jakiekolwiek rozdawnictwo przyniosło sukces gospodarczy, zawsze było odwrotnie. UBI nie jest żadnym globalnym trendem, jak sugeruje to p. Dominiczak, a raczej jednym z pomysłów na obronę przed siłą korporacyjnych strategii na rynku i słychać go nieco głośniej jedynie w Europie, a ta ostatnio w dziedzinie ekonomii bynajmniej nie przoduje, co opisałem w artykule nt. kryzysu roku 2008. I pomysł UBI opiera się na niezrozumieniu tych strategii, inaczej przybrałby inną formę.

    • Jarek Dobrzański
      13 czerwca 2016 at 11:30 - odpowiedz

      Trudno mówić o jakimś trendzie w sensie realnym, implementacyjnym, ale trudno też zaprzeczać, że pomysł jest na fali i na językach. W ostatnich dwóch tygodniach wręcz buzuje i to po obu stronach stawu. Dla mnie np inspiracja przyszła z Doliny Krzemowej i być może napiszę kontynuację tego tekstu z wątkami amerykańskimi. O UBI jako kontrze dla strategii korporacyjnych chętnie dowiedziałbym się więcej, brzmi ciekawie. Dużą zaletą tego pomysłu jest to że wydaje się wielowątkowy i istnieje ponad tradycyjnymi podziałami politycznymi. Finansowanie to oczywiście słoń stojący w pokoju. Finlandia najwyraźniej nie ma zielonego pojęcia skąd wziąć na 700 eur/mc dla każdego co wynosi niemal tyle co ich roczny budżet.

  7. PePeSza
    13 czerwca 2016 at 08:56 - odpowiedz

    Ciekawy artykuł ale jedna poprawka: Negatywny podatek dochodowy to pomysł Juliet Rhys-Williams nie Friedmana, ten go tylko podłapał, nawet niejaki Phelps(liberał gospodarczy choć nie pozbawiony wrażliwości społecznej) pisał o nim więcej do niego.

    • Jarek Dobrzański
      13 czerwca 2016 at 12:14 - odpowiedz

      Dzięki za korektę. Warto wspomnieć przy okazji że są kraje w których negatywny podatek dochodowy istnieje w praktyce choć się tak nie nazywa i przejawia się najczęściej tak że rodziny z dziećmi i małymi dochodami płacą ujemny podatek po uwzględnieniu suplementacji dochodów.

  8. reader
    14 czerwca 2016 at 12:25 - odpowiedz

    A może lewicowy pragmatyzm. A w ogóle, to lewica też dość ostrożnie podchodzi do tego pomysłu. Nie ma jakiegoś huraoptymizmu.
    Eksperymenty dały pozytywne rezultaty jeśli chodzi o zachowania jednostek. Wprowadzenie dochodu gwarantowanego to jednak nie tylko kwesta walki z biedą ale i odpowiedzi na automatyzację. Ta jest jeszcze mała, ale jednocześnie wciąż postępuje. Dziś DG to jeszcze nie konieczność, a co będzie w przyszłości, to zależy przecież od postępu naukowego i technicznego.

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      14 czerwca 2016 at 12:28 - odpowiedz

      poczekajmy na wybory wtedy populizm będzie hurra : ) lewica kocha przekupywac masy ich własnymi pieniędzmi

      • reader
        14 czerwca 2016 at 13:20 - odpowiedz

        Kapitaliści są lepsi w populizmie :). Sprzedają oni masą chwytne „od pucybuta do milionera”. To obietnica równie realna jak obietnica raju sprzedawana masom przez kościoły.

        • Piotr Napierała
          Piotr Napierała
          14 czerwca 2016 at 14:08 - odpowiedz

          ale gdzie tam. Gdyby tak było w ogóle by nie było socjalu bo po co

          • reader
            14 czerwca 2016 at 14:27

            No przecież socjał to lewacki sposób kupowania poparcia roszczeniowej, leniwej hołoty.

          • Piotr Napierała
            Piotr Napierała
            14 czerwca 2016 at 14:30

            dokładnie. tzn. trochę socjalu musi być by niedorajdy i pechowcy nie umarli z głodu, ale nie za dużo

          • reader
            14 czerwca 2016 at 14:42

            Ty lewaku!

          • Piotr Napierała
            Piotr Napierała
            14 czerwca 2016 at 14:46

            : ) dzięki

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *