• niedziela, 19 listopada 2017 r.

Egipskie piramidy na francuski fortepian

 

Miło z mroku zapadającego nad starą i leniwą Odrą wjechać rowerem przed Narodowe Forum Muzyki, popatrzeć chwilę, jak Wrocławscy Symfonicy stroją instrumenty i pogrążyć się w muzycznym świecie. Koncert jaki odbył się 10 listopada 2017 roku był bardzo francuski – w każdym jego ogniwie uczestniczyli wielcy kompozytorzy z kraju Galów. Dominował też muzyczny romantyzm.

 

NFM Filharmonia Wrocławska dyrygował tym razem znany polski dyrygent Michał Nesterowicz. Bardzo podobał mi się jego styl prowadzenia orkiestry – barwny i wyjątkowo selektywny. Maestro Michał Nestorowicz to, jak się okazało, osoba bardzo wysoka, co pomaga w dyrygenckim fachu. Niemal musiał się nachylać nad potężną armią czekających na jego znaki muzyków, a te dawał bardzo precyzyjnie, do długich taktowych ruchów dodając starannie wyrzeźbione i szybkie jak błyskawica śmignięcia odsłaniające poszczególne detale muzycznej struktury i budzące do głosu wchodzące sekcje instrumentów.

 

Jak się okazało, moja nadrzeczna rowerowa podróż do forum miała głębszy sens, gdyż zaczęło się od romantyzmu wpatrzonego w symbolizm, gdzie woda, odbicia w wodzie, mgły i driady odgrywają ważną rolę. Można więc stwierdzić, że już wcześniej zbudowałem w sobie nastrój, aby móc wysłuchać Pelléas et Mélisande – suity op. 80 Gabriela Fauré. Dzieło oparło się na dramacie Maurice’a Maeterlincka Pelléas et Mélisande, którego prapremiera odbyła się 17 maja 1893 roku w Théâtre des Bouffes-Parisiens. Maeterlinck urodził się w roku 1862 w Gandawie, stąd jego niefrancuskie nazwisko (nie tylko stąd – pełne nazwisko to Maurice Polydore Marie Bernard, hrabia Maeterlinck).  Był on twórcą dramatu symbolistycznego, gdzie wszystko ma drugie dno, zaś nad bohaterami i ich kruchą egzystencją dominuje nieubłagany los. Pelléas et Mélisande stanowił niejako ikonę literatury końca wieku, wielu wybitnych kompozytorów powracało do tego dzieła – najbardziej znane jest w tym wypadku dzieło Claude’a Debussy’iego, ale na uznanie zasługują również dzieła Schönberga i Sibeliusa. Maeterlinck otrzymał w 1911 roku literacką nagrodę Nobla, ale to tym kompozytorom zawdzięcza niegasnącą sławę (powinny być Noble dla kompozytorów moim zdaniem!). Pelléas et Mélisande opowiada o miłości i zdradzie w scenerii samotności budowanej przez dziką i odległą mimo swej bliskości naturę. Dominują dwie siły, zgodne zdaniem Maeterlincka z metafizyką pitagorejską – Eros – bóg miłości czystej oraz Anteros – wcielenie miłości odrzuconej i związanej z tym zemsty.

 

Javier Perianes / fot. Josep Molina

 

Całkiem niedawno, przy okazji świetnego wykonania Requiem Gabriela Fauré przez Wrocławską Orkiestrę Barokową i Chór NFM pod batutą Andrzeja Kosendiaka, skarżyłem się, że tak mało gra się pięknej muzyki Faurégo. Tymczasem kilka dni później mogłem już słuchać jego suity orkiestrowej. Dominowała w niej ta sama piękna i jakby egzotyczna melodyka, co w sławnym Requiem. Te modalne i elegijne struktury mogłyby szkodzić oddaniu historii, w której główna bohaterka umiera ze smutku, zaś jej mąż zabija jej kochanka. Byłoby tak, gdyby dramat Maeterlincka nie miał drugiego dna, które wymaga ukazania całej tej pełnej przemocy historii w onirycznym i nierealnym świetle, tak abyśmy zrozumieli, że konflikt dobrej i złej miłości ma znacznie głębszą siłę oddziaływania, niż tylko ta związana z małżeńskimi i pozamałżeńskimi związkami. Uchwycenie nastroju każdego Pelléas et Mélisande, zarówno tego Fauré, jak i Schönberga czy Sibeliusa (o Debussym nie wspominając!) jest wielkim wyzwaniem dla orkiestry i dyrygenta. Jak ukazać symboliczny nastrój, tak aby jednocześnie był on ekspresyjny i barwny? Michałowi Nestorowiczowi i Wrocławskim Filharmonikom udało się to znakomicie. Barwy orkiestry były zamglone, jak mgły między drzewami w lesie (czy jak te drzewa nad Odrą, które mijałem rowerem – stąd z kolei mój właściwy nastrój). Kanoniczne niekiedy struktury wertykalne tej muzyki były lekko porozsuwane, leniwe, podążające jak w transie za sobą. Piana smyczków i wspaniałych rogów były nieziemskie. Świetnie wykonanie, piękny utwór, proszę o więcej Faurégo w takich ujęciach!

 

 

Następnym ogniwem piątkowego koncertu był V Koncert fortepianowy F-dur op. 103 „Egipski” Camilla Saint-Saënsa (1835–1921). Do grona wykonawców dołączył wybitny hiszpański pianista Javier Perianes, sławny między innymi dzięki znakomitym płytom Schubertowskim dla francuskiej Harmonii Mundi. Koncerty Saint-Saënsa to jedne z najpiękniejszych dzieł epoki romantyzmu. Są one zakorzenione w rewolucyjnej, pełnej śmiałych łuków brzmieniowych estetyce Cherubiniego, nie brak w nich też ogromnie zaskakujących zwrotów akcji, zaś koncert Egipski zawiera w sobie echa muzyki Egiptu i – chyba – próbę rekonstrukcji zapomnianego świata faraonów. Zwłaszcza zupełnie niezwykłe, pełne ekspresji i ruchu andante skrzy się wręcz od niezwykłej egzotycznej melodyki, która, choć nawiązuje do pieśni nubijskiej, ma w sobie coś głęboko oryginalnego i, mimo jasnego kolorytu sztuki muzycznej Saint-Saënsa, niepokojącego. Sądzę, że w dużej mierze to Aidzie Verdiego i koncertowi Egipskiemu nasza współczesna kultura zawdzięcza topos muzyki Starożytnych Egipcjan (tak naprawdę trudnej do odtworzenia, jeśli nie niemożliwej), który pojawia się we wszystkich filmach o Starożytnym Egipcie z udanym serialem S-F Stargate włącznie. Nie chcę przez to powiedzieć, że Saint-Saëns jest powierzchowny i „filmowy” w swojej melodyce – wręcz przeciwnie. Jego drugi bodajże koncert fortepianowy był jednym z ulubionych dzieł Artura Rubinsteina, a był on wielkim i bardzo świadomym znawcą muzycznej sztuki. Filharmonicy Wrocławscy zapewnili pianiście wspaniały akompaniament. Piana smyczków były wręcz nieziemskie. Precyzja wchodzenia w gęstą partię pianisty była niezrównana. Było to wykonanie na najwyższym światowym poziomie. NFM to nagrywał, pewnie tylko do archiwów, ale mam ogromną nadzieję, że kiedyś powstanie z tego płyta. Javier Perianes grał ten po Lisztowsku wirtuozerski koncert rewelacyjnie. Precyzja dźwięku, dynamika, sprawność w oszałamiająco szybkich pasażach, nagłe zmiany kolorytu – wszystko było doskonałe. Jeśli ktoś żywi w sobie stereotyp hiszpańskiej chaotycznej spontaniczności, to nic z tego. Pianista był bardzo logiczny i miał ogromną dyscyplinę, choć fakt – ekspresja była godna corridy. Na bis (wielka sala NFM była wypełniona po brzegi) zagrał coś, czego nie rozpoznałem. Słychać było pewne nawiązania do Chopina, przez moment myślałem, że to Liszt, ale był to chyba utwór jakiegoś francuskiego kompozytora, być może również Saint-Saënsa. Niestety, francuski romantyzm wciąż znany jest poza Francją znacznie mniej, niż na to zasługuje. Z koncertów Saint-Saënsa grywa się najczęściej jego genialny koncert wiolonczelowy, a przecież fortepianowe wcale nie są gorsze.

 

Camill Saint-Saëns i kolejna w tym miesiącu fotografia legendarnego Nadara

 

Po przerwie, na koniec koncertu, usłyszeliśmy Obrazki z wystawy Modesta Musorgskiego (1839–1881) w instrumentacji Maurica Ravela. Musorgski, będąc muzycznym wizjonerem, miał też problemy alkoholowe i wielu dzieł nie dokańczał, w tym nie miał sił na ich instrumentację, choć był w tym świetny i bardzo oryginalny. Z uwagi właśnie na ów specyficzny, jedyny w swoim rodzaju styl Musorgskiego wielu miłośników muzyki rosyjskiej kręci nosem na instrumentację Ravela, że nie oddaje ona tego mroku i egzystencjalnej grozy tkwiących w sercu Rosji. 17 lutego słyszeliśmy Obrazki z wystawy, też Ravelowskie w instrumentacji, z Rubenem Gazarianem (tu link, gdzie piszę więcej o Obrazkach i są obrazki).  Michał Nesterowicz jeszcze lepiej uchwycił idiom Ravela, bawiącego się brzmieniami mistrza instrumentacji, zaskakującego i trzymającego w napięciu. Michał Nesterowicz dyrygował NFM Filharmonią Wrocławską znakomicie, bardzo selektywnie i precyzyjnie, dbając o wielką precyzję nakładania się orkiestrowych fajerwerków. Kulminacja całego cyklu wręcz zwalała z nóg. Kolejne świetne wykonanie zwieńczyło ten doskonały koncert, jeśli miałbym szukać „dziury w całym” to w Obrazkach z wystawy blacha miała lekkie potknięcia w partiach solowych, ale ogólnie grała bardzo dobrze. Wszystko jednak wskazuje na to, że Wrocławscy Filharmonicy są w formie znakomitej, a szykują się, jak mówił mi Andrzej Kosendiak, na podbój Ameryki!

 

Ps.: Na koniec polecam moją rozmowę o NFM z dyrektorem i maestro Andrzejem Kosendiakiem. Rozmowie o instytucji muzycznej ciężko się przebić w sieci, a sądzę, że dla każdego miłośnika muzyki to ciekawy i atrakcyjny materiał.

Jacek TabiszStudiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. Część rezultatów badań można studiować na stronie www.hanuman.pl . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku jest prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w 2016 roku. Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Podobne materiały

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *