• wtorek, 25 lipca 2017 r.

Homoseksualizm w społeczeństwie

 

W Polsce wciąż w znaczącej liczbie pojawiają się głosy twierdzące, że homoseksualizm jest chorobą, którą należy leczyć. Ludzie tacy sprzeciwiają się równemu traktowaniu gejów i lesbijek na płaszczyźnie nie tylko prawnej, ale także społecznej. Do dyskryminacji ustawowej jesteśmy tak silnie dziś przyzwyczajeni, że wielu z nas wydaje się ona być czymś tak bardzo normalnym i naturalnym, iż niejedna osoba nie zdaje sobie w ogóle sprawy z jej istnienia. Na przykład to, że pary jednopłciowe nie mogą zawierać związków małżeńskich, a one same wraz z ewentualnymi dziećmi nie są traktowane jak rodzina (mimo iż funkcjonalnie nią są) jest standardowym przykładem braku równego traktowania. Gdyby jednak takowe zaprowadzić, wielu zaprotestuje twierdząc, że nadajemy takim parom jakieś specjalne przywileje, bez refleksji w postaci zrozumienia, że to nic innego jak wyrównanie praw. Gdybyśmy trafili do krajów takich jak Rosja, zauważylibyśmy, że jakiekolwiek przejawy promowania tolerancji są niemile widziane (i od niedawna ustawowo zabronione), a wśród ortodoksyjnie wyznaniowych państw islamskich za pozostawanie w jednopłciowym związku można zostać ukaranym grzywną, więzieniem lub śmiercią.

Przyczyn takiego stanu rzeczy upatrywać można w historycznej i współczesnej konkurencji różnych ideologii. Wraz z rozwojem nauki i coraz większą dominacją racjonalizmu pewne przesądy czy stereotypy zostają zburzone, najpierw w środowisku naukowców i pasjonatów nauki, z czasem w tzw. opinii społecznej, publicznej. W XX wieku uważano, że homoseksualizm jest zgorszeniem moralnym, a ówcześni psychiatrzy klasyfikowali go jako chorobę bądź zaburzenie nie tylko z tego powodu lecz także dlatego, że badano wówczas niemal wyłącznie homoseksualizm zastępczy u więźniów w szpitalach psychiatrycznych. Nie miano styczności z homoseksualistami (w tym zdrowymi) na miarę wiarygodnych prób do badań czy do wyciągania wniosków. Nie trudno więc zgadnąć, że badając osoby z środowiska patologicznego czy z chorobami psychicznymi, gdy obserwowano u nich zachowania homoseksualne, sam homoseksualizm klasyfikowano jako chorobę. Pewnym przełomem było wykonanie badań na zdrowych gejach i heteroseksualnych mężczyznach. Za pomocą dostępnych w tamtym czasie metod badawczych wykazano, że nie ma istotnych różnic pomiędzy obiema grupami.

Fakt ten dał siłę działaczom organizacji LGBT (chociaż wówczas ciężko było mówić o organizacjach LGBT – w grupy łączyli się geje i lesbijki, często potajemnie i na zupełnie innych zasadach, niż ma to miejsce dzisiaj), którzy wywarli wraz z częścią środowiska psychiatrów i psychologów wpływ na Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (APA), aby te wykreśliło homoseksualizm z listy chorób. Kilkuosobowy zarząd APA zadecydował o tym w latach 70 XX wieku, co jednak nie spodobało się niektórym członkom organizacji, w związku z czym wymusili na zarządzie zorganizowanie swego rodzaju głosowania wśród członków. To jednak przyniosło taki sam skutek, jak decyzja zarządu APA. Wokół wydarzenia tego wyrosło wiele mitów. Faktem jest, że działacze organizacji gejowskich występowali na zgromadzeniach APA, czasem zakłócając głoszenie (nieprawdziwych, jak już dziś wiemy) tez na temat homoseksualizmu. Zachowanie to można potępiać, jednak z perspektywy czasu  i współczesnej wiedzy wiele osób postępowanie tamtych działaczy LGBT uważa wręcz za heroiczne i potrzebne, przyspieszyło bowiem coś, co i tak z uwagi na rozwój nauki i ewolucję społeczeństwa musiało nastąpić.

Należy też wspomnieć, że wyłączenie homoseksualizmu z listy chorób lub zaburzeń poprzedziły zamieszki w 1969 roku w Nowym Jorku w związku z atakami policji na homoseksualistów przed gejowskim pubem „Stonewall”. Sytuacja przerodziła się w większy protest, który dał początek oficjalnemu ruchowi walczącemu o prawa gejów i lesbijek (i z czasem też biseksualistów i osób transpłciowych). W latach 90 XX wieku homoseksualizm z listy chorób wykreśliła także światowa organizacja zdrowia (WHO), dając jednak lukę w postaci ustalenia, że brak samoakceptacji swojej orientacji należy do pewnego rodzaju zaburzeń. Problemem jest więc nie orientacja homoseksualna, a brak jej samoakceptacji.

Z biegiem czasu społeczeństwo o kulturze zachodniej (choć nie tylko te) coraz bardziej akceptowało fakt, że homoseksualizm jest taką samą, pełnoprawną orientacją seksualną jak heteroseksualizm czy biseksualizm. Mimo to pojawiały się głosy (i pojawiają nadal), że homoseksualizm jest na przykład kwestią świadomego wyboru bądź też że nawet jeśli nie, to i tak można i trzeba to wyleczyć. Obecnie funkcjonuje coś takiego jak terapia reparatywna, która poprzez wzbudzanie lęków i obrzydzenia oraz zmuszanie do masturbacji (a w poszczególnych ośrodkach ją prowadzących także do gorszych rzeczy) ma rzekomo „leczyć” gejów z ich orientacji. W rzeczywistości nie przedstawiono jakichkolwiek badań, które by to potwierdzały, a same metody jakie są w owej pseudoterapii wykorzystywane, zostały uznane za nieetyczne z uwagi na to co wyżej: wzbudzanie lęku i w gruncie rzeczy pogłębianie problemu pacjenta.

Zarówno z powodów społecznych jak i czystej naukowej ciekawości świata, wielu różnych specjalistów bada zjawisko homoseksualizmu u ludzi i w świecie innych zwierząt, na wielu różnych płaszczyznach: psychologii, socjologii, historii, biologii ewolucyjnej, genetyki, neurobiologii, etologii. Poszukiwania te dają odpowiedzi na wiele ważnych pytań. Podstawowym z nich jest to, czy homoseksualizm jest wrodzony czy też nie. W badaniach społecznych wykazano, że im dana para ma więcej synów, tym większa szansa wraz z każdym młodszym synem, że będzie on homoseksualny. W badaniach, w których porównywano inaktywację chromosomu X u matek homoseksualistów i matek heteroseksualistów odnotowano istotne statystycznie różnice: matki gejów miały dużo bardziej nierównomierną inaktywację chromosomu X. Powyższe wyniki (a dodatkowo badania na bliźniętach) dowodzą, że za różnicowanie się męskiego homoseksualizmu odpowiadają geny znajdujące się na chromosomie X. Biolodzy ewolucyjni i genetycy na podstawie takich wyników wysuwają kilka głównych hipotez powstania i utrzymywania się w populacjach homoseksualizmu (a ten występuje zarówno u współczesnych ludzi, jak i zwierząt tak prymitywnych jak muszki owocowe, obserwowany jest jednak głównie u ssaków i ptaków społecznych).

Jedna z nich odnosi się do doboru krewniaczego, mówiąc o tym, że po to odpowiednia inaktywacja genów na chromosomie X od matki ma miejsce, by większa była szansa, że potomek, który ma już jakieś rodzeństwo, zamiast rozmnażać się w dorosłym życiu, będzie opiekował się braćmi i siostrami. Biolog Richard Dawkins podsuwa inną hipotezę: geny odpowiedzialne za różnicowanie się orientacji seksualnej w danym środowisku będą ulegały ekspresji na innym poziomie, zależnie od czynników zewnętrznych wpływających na regulację aktywności genów i to poziom ekspresji genów decydować będzie o tym czy dany osobnik okaże się homoseksualny czy też nie. Siła takiej regulacji jest tak duża – to właśnie przez nią jednojajowi bliźniacy być bardzo różni, podobnie jak stworzone biotechnologicznie klony. Spekulacje nad przyczynami występowania homoseksualizmu dotyczą też łagodzenia agresji w stadach (co zaobserwowano na przykład u najbliższych krewnych człowieka: szympansów bonobo, nad którymi badania prowadzi światowej sławy prymatolog Jane Goodall) co poddawane jest w wątpliwość z uwagi na dowiedzenie, że dobór grupowy nie istnieje. Jeszcze jeden pomysł odnosi się do doboru płciowego, wynikając z konkurencji między samcami i preferowaniu osobników biseksualnych, które jak można sądzić, dały początek homoseksualizmowi.

Niezależnie jednak od tego w jaki sposób różnicuje się homoseksualizm i jaką ma to przyczynę w skali ewolucyjnej, faktem jest, że nie wynika z niego jakakolwiek psychopatologia czy fizjopatologia, zatem nie można mówić o nim jako o chorobie czy zaburzeniu. Wielokrotnie zwracano uwagę na fakt, że wśród homoseksualistów częściej wykazuje się występowanie depresji, jednak przeglądy systematyczne i metaanalizy dowodzą, że jest to wynik braku akceptacji społeczeństwa i jego wpływ na psychikę homoseksualnej jednostki, a nie pochodzi z samego homoseksualizmu. Pseudonaukowe twierdzenia głoszą też, że homoseksualizm predysponuje do bycia pedofilem. Jest to jednak nieprawda – pedofilia nie wykazuje orientacji, tzn., nie można mówić o homoseksualnym czy heteroseksualnym pedofilu. Orientacja seksualna ukierunkowana jest na osoby dojrzałe płciowo.

Wiedząc, że homoseksualność to nie patologia zaczęto dążyć do równouprawnienia osób homoseksualnych w różnych krajach na świecie. Argumentacja trafiała do naukowców, działaczy społecznych i jak już pisałem, z czasem także do opinii publicznej. W roku 1989 (czyli jeszcze przed wykreśleniem homoseksualizmu z listy chorób wg WHO) Dania, jako pierwszy kraj na świecie, ustanowiła prawnie jednopłciowe związki partnerskie. Z czasem zrobiły to kolejne państwa. Przełomem był rok 2001 kiedy to Holandia jako pierwszy na świecie kraj wprowadziła małżeństwa jednopłciowe. Potem kolejne państwa i ich autonomie bądź też poszczególne jednostki administracyjne zaczęły legalizować małżeństwa jednopłciowe. Były to m.in. Szwecja, Norwegia, Belgia, Dania i Grenlandia, Hiszpania, Portugalia, Luksemburg, Kanada, RPA, Brazylia, Argentyna czy poszczególne stany USA i Meksyku, gdzie niedawno na terenie obu tych państw centralnie ustanowiono legalizację jednopłciowych związków małżeńskich. W międzyczasie kolejne kraje wprowadzały związki partnerskie. Obecnie w kilkudziesięciu państwach zawieranie małżeństw jednopłciowych, równoprawnych do małżeństw różnopłciowych lub związków partnerskich jest legalne.

Warto przybliżyć konkretne argumenty przemawiające za równouprawnieniem homoseksualistów, tak prawnie jak i społecznie. Podstawą było stwierdzenie braku różnic między mężczyznami hetero i homoseksualnymi oraz później dalsze już analizy neurobiologiczne i genetyczne. Przeciwnicy podnosili jednak całą masę różnorodnych powodów, dla których rzekomo należało zrezygnować z równouprawnienia i to na obalaniu tychże opierała się przede wszystkim argumentacja zwolenników. Podstawowym dziś argumentem, który sprawia, że wciąż istnieją organizacje sprzeciwiające się małżeństwom jednopłciowym jest to, że wychowywanie dzieci przez pary jednopłciowe miałoby wpływać rzekomo negatywnie na rozwój dziecka. Przeprowadzono jednak na przestrzeni wielu lat badania w różnych krajach i stwierdzono, że nie obserwuje się różnic rozwojowych między dziećmi wychowywanymi przez pary jednopłciowe i różnopłciowe. Od czasu do czasu głośno jest o przeczących temu publikacjach, czego przykładem były badania Regnerusa. Metodyka ich została jednak podważona przez wielu ekspertów. Z doboru badanych wynikało, że Regnerus nie badał de facto rodzicielstwa par jednopłciowych lecz porównywał normalne rodziny z parami różnopłciowymi do patologicznych (alkohol, narkotyki etc.) rodzin par jednopłciowych lub homoseksualistów, co odebrało jakąkolwiek wiarygodność i do czego szybko przyznał się sam Regnerus.

Nawiązując do wychowywania dzieci przez pary jednopłciowe, zauważyć też można, że brak regulacji prawnych w postaci małżeństw czy związków partnerskich jest krzywdzący przede wszystkim dla wychowanego przez taką parę dziecka, występują bowiem problemy z ubezpieczeniami, z nazwiskiem, ze stosunkami społecznymi itp. Co do zaś samej adopcji, wymogi stawiane parom jednopłciowym są takie same, jakie stawia się parom różnopłciowym. Czasem miejsce ma rozgłaszana przez media sytuacja, że para homoseksualistów odebrała dziecko jakiejś matce czy ojcu. Kiedy się jednak przyjrzeć takim przypadkom, zawsze okazuje się, że dziecko to jest też biologicznym dzieckiem jednego z partnerów w związku jednopłciowym, a odebranie go wynika z zaniedbywania obowiązków przez rodzica, który dotychczas miał się opiekować dzieckiem. Jeszcze innym argumentem ma być głoszona przez przeciwników niska trwałość związków jednopłciowych. Słysząc to bądź czytając pytam retorycznie: czy parom różnopłciowym w Holandii powinno się zakazać małżeństw, skoro wskaźnik rozwodów dla wszystkich małżeństw w tym kraju (z czego jedynie około 3% to małżeństwa gejów i lesbijek) wynosił 38%, a wśród samych tylko par jednopłciowych wynosił on zaledwie 5% (w ciągu 10 lat)?

Istnieją też argumenty przeciwników bazujące na czymś zupełnie innym. Przykładem może być protestowanie ze względu na nazywanie związku osób tej samej płci małżeństwem, co miałoby rzekomo przeczyć znaczeniu tego słowa. Językoznawcy rozwiewają wątpliwości i wykazują, że wiele dziś używanych słów ma różnorodne znaczenie, niejednokrotnie zupełnie inne od pierwotnego, czego przykładem może być komórka. Ktoś kto twierdzi, że słowo „małżeństwo” jest znaczeniowo zarezerwowane wyłącznie dla par różnopłciowych, będąc konsekwentnym, powinien na przykład protestować przeciwko używaniu słowa „wieloryb” – w końcu jest to wielki morski ssak, nie zaś ryba. Natomiast mówienie, że małżeństwa jednopłciowe to regulacja przeciwko rodzinie jest zwykłym populizmem, przecież pary jednopłciowe także tworzą rodzinę. Bawiąc się więc w tego rodzaju retorykę uznać można, że to przeciwnicy legalizacji małżeństw jednopłciowych są przeciwko rodzinie.

Przeciwnicy sięgali także po bardziej absurdalne argumentacje. Istnieje spór co do tego, jaki procent społeczeństwa stanowią homoseksualiści i biseksualiści. Dane mówią o od 2% do około 20% populacji ludzi. Osoby starające się o utrzymanie dyskryminacji osób LGBT twierdzą, że cała ta społeczność stanowi tylko 1% społeczeństwa. Ja jednak zastanawiam się co by to zmieniało, nawet gdyby była to prawda? Czy jeżeli znajdziemy się w grupie, w której 99 osób to na przykład mężczyźni, a jedną osobą jest kobieta (lub na odwrót), to czy te 99% mężczyzn ma prawo dyskryminować tę jedną kobietę, tylko dlatego, że stanowi 1% całości? Erystyczne chwyty przeciwników sięgają dna wtedy, gdy ci twierdzą, że jeśli zalegalizuje się małżeństwa jednopłciowe to następnym krokiem będzie uznanie małżeństw między dorosłymi, a dziećmi czy między ludźmi, a zwierzętami. Jest to kompletną bzdurą, ponieważ dziecko czy tym bardziej zwierzę nie może wydać świadomej zgody na zawarcie małżeństwa, a zarówno pedofilia jak i zoofilia jako czyny łamią fundamenty naszej cywilizacji, mówiące „nie krzywdź” i są uznawane za zaburzenia.  Co jakiś czas konserwatyści w Polsce podnoszą alarm, że w jakimś liberalnym kraju rząd chce zalegalizować pedofilię lub zoofilię, co oczywiście za każdym razem okazuje się nieprawdą opartą o manipulację wypowiedzi jakiegoś polityka lub, także przeinaczoną, opinię niszowego i nie mającego znaczenia w polityce członka jakiegoś stowarzyszenia.

Patrząc wstecz w historię ludzkości widzimy do czego doprowadzało odczłowieczanie pewnych grup społecznych. Demonizowanie homoseksualistów też nie jest niczym nowym, obok holokaustu Żydów, Cyganów i Słowian, hitlerowskie Niemcy eksterminowali także gejów, znakując ich dodatkowo różowym trójkątem (co stało się pewnym symbolem, pomniki upamiętniające zbrodnie nazistowskich Niemiec na homoseksualistach do tego nawiązują). W USA (oczywiście nie tylko tam) w przeszłości istniał zakaz małżeństw „międzyrasowych”, który dowodząc na drodze dedukcji nie różnił się niczym od dzisiejszego zakazu małżeństw jednopłciowych, a jednak mało kto we współczesnym świecie przyznaje słuszność rasizmowi (w stosunku do pierwszej połowy XX wieku). Zwolennicy dyskryminacji odwracają kota ogonem twierdząc, że to osoby LGBT nie tolerują ich poglądów, dążąc do zrównania praw społecznych. Uważam jednak, że powinno się wówczas retorycznie zapytać, czy tolerancja nietolerancji jest tu właściwym rozwiązaniem?

Literatura

Biblarz, Timothy J., and Judith Stacey. „How does the gender of parents matter?.” Journal of Marriage and Family (2010): 3-22.

Bocklandt, Sven, et al. „Extreme skewing of X chromosome inactivation in mothers of homosexual men.” Human Genetics (2006): 691-694.

Burri, Andrea, Tim Spector, and Qazi Rahman. „Common Genetic Factors among Sexual Orientation, Gender Nonconformity, and Number of Sex Partners in Female Twins: Implications for the Evolution of Homosexuality.” The journal of sexual medicine (2015): 1004-1011.

Hoskins, Jessica L., Michael G. Ritchie, and Nathan W. Bailey. „A test of genetic models for the evolutionary maintenance of same-sex sexual behaviour.” Proceedings of the Royal Society of London B: Biological Sciences (2015): 20150429.

http://web.archive.org/web/20071028112410/http://www.kampania.org.pl/cms/data/upimages/Stanowisko_PTS.pdf

http://www.psychiatry.org/

Miller, Edward M. „Homosexuality, birth order, and evolution: Toward an equilibrium reproductive economics of homosexuality.” Archives of sexual behavior (2000): 1-34.

Regnerus, Mark. „How different are the adult children of parents who have same-sex relationships? Findings from the New Family Structures Study.”Social Science Research (2012): 752-770.

Rice, William R., Urban Friberg, and Sergey Gavrilets. „Homosexuality as a consequence of epigenetically canalized sexual development.” The Quarterly review of biology (2012): 343-368.

Rice, William R., Urban Friberg, and Sergey Gavrilets. „Homosexuality via canalized sexual development: a testing protocol for a new epigenetic model.” Bioessays (2013): 764-770.

 

Łukasz Sakowski, autor bloga To tylko teoria

Artykuł ten jest zmodyfikowanym wypracowaniem, które napisałem jako zaliczenie bioetyki na studiach.

Łukasz SakowskiŁukasz Sakowski, początkujący biolog, autor bloga http://www.totylkoteoria.pl/

Podobne materiały

8 komentarzy

  1. Janusz
    Janusz
    1 marca 2016 at 02:17 - odpowiedz

    Trzeba dodac ze na nastawienie ludzi w tej sprawie m a duzy wplyw religia. Tu religia podobnie jak w innych sprawach ukazuje swoja zacofana chorobliwa nature.
    W pewnym stopniu ludzie o momoseksulnej orientacji
    stosuja zla taktyke organizujac demonstracje .Lepsza strategia jest zalatwienie prawnych podstaw zwiazkow z partnerami lub mozliwosci posiadfania adoptowanych dzieci bez demonstrowania i zadania aby te zwiazki byly nazwane malzenstwem. Wazmiejsze sa legalne uprawnienia a nie uznanie ze partnerstwo jest identyczne z malzenstwem kobiety z mezczyzna. . Rownouprawnienie nie jest jednoznaczne z uznaniem partnertwa jako identycznego z malzenstwem wiekdszosci ludzi .

  2. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    1 marca 2016 at 06:12 - odpowiedz

    Bardzo fajny artykuł. Pozdrawiam serdecznie autora

  3. Tomek Świątkowski
    1 marca 2016 at 11:06 - odpowiedz

    Nigdy nie mogłem zrozumieć, czemu walka o tolerancję wobec homoseksualistów jest tak ściśle łączona z walką o nie nazywanie homoseksulaizmu chorobą.
    .
    Przecież to są tematy bez związku.
    Tolerujemy cukrzyków, schizofreników, alergików, zawałowców, epileptyków itp. – bez potrzeby negowania faktu, że te przypadłości są chorobami. Wręcz przeciwnie – wiedza o naturze i konsekwencjach ich choroby pozwala być bardziej tolerancyjnym, wyrozumiałym, życzliwym.
    .
    Choroba jest czymś obiektywnym, niezawinionym – ta świadomość pomaga tolerować.

    • Lucyan
      1 marca 2016 at 16:34 - odpowiedz

      Nie ma zadnej walki o tolerancje, jesli juz to powinna byc walka o rownosc wobec prawa. A to czy sobie prywatnie cos tolerujesz to twoja sprawa. Ktos moze nie lubic i nie tolerowac Zydow, Arabow, Polakow, ale to nie znaczy ze maja oni miec inne prawa niz inni ludzie.
      A jesli chodzi o chorobe to raczej chyba chodzi o stan faktyczny (jak sie definiuje chorobe?), a po drugie, jest to wykorzystywane do pejoratywnych okrzykow. Czesc gejow nazywa siebie nie chorymi, tylko nieuporzadkowanymi. I tu dochodzimy znow do kwestii czy religia jest choroba, czy mozna osobe religijna leczyc, czy jest to rodzaj choroby psychicznej, rodzaj nerwicy zaszczepionej i wychodowanej w dziecinstwie. Mowienie o kims ze jest „chory” ma podwojne znaczenie, czesto jest uzywane pejoratywnie. Rydzyk nie mowi do murzyna ze jest chory, tylko ze nieumyty. Kler nie mowi, ze gej jest chory, tylko nieuporzadkowany. Ja tam geja nigdy w moim lozku nie bede tolerowal, ani w sukience ani bez. Ale osoby LGBT powinny miec jakie same prawa jak inni.

      • Piotr Napierała
        Piotr Napierała
        2 marca 2016 at 06:16 - odpowiedz

        O tym nie umyciu to był żart najgłośniej śmiał się murzyn zobacz na youtube

      • Tomek Świątkowski
        2 marca 2016 at 12:49 - odpowiedz

        po pierwsze:
        Uznanie równości to jest właśnie tolerancja.
        O tolerancji można mówić tylko wtedy, gdy się kogoś (lub jego zachowań) nie lubi.
        Jak kogoś lubię, to go nie toleruję, tylko go lubię.
        po drugie:
        WHO wykreśliła homoseksualizm z listy chorób nie dlatego, że było to użyte pejoratywnie.
        Pogląd, że hs jest chorobą, w myśl obecnej propagandy postępowców jest przejawem homofobii, a nie tylko błędnym poglądem. I to jest głupie.
        Jeśli nie opowiadam się za przymusem leczenia, to mogę sobie wszystko uważać za chorobę.
        Ale uznanie poglądu za chorobę (a chcieliby to zrobić z religijnością najgłupsi i najbardziej fanatyczni ateiści) jest jedynie prymitywną i niemerytoryczną metodą dyskredytowania osób o odmiennych poglądach. Ale cóż – każdemu wolno być prymitywem.

    • Wojciech Kral
      Wojciech Kral
      1 marca 2016 at 23:20 - odpowiedz

      Ważne jest nieokreślanie homoseksualizmu jako choroby, ponieważ chorobę się zwalcza. Jest czymś niepożądanym, chory stosuje przeciw niej leki, chce się jej pozbyć. Osoba orientacji homoseksualnej, jeśli tylko nie jest psychicznie zastraszana przez rodzinę i otoczenie, zazwyczaj traktuje swój homoseksualizm jako coś, czego nie ma ochoty zmieniać. To po prostu orientacja, a nie coś, co się leczy, ani czego człowiek chciałby się w jakiś sposób pozbyć.

      • Tomek Świątkowski
        2 marca 2016 at 12:52 - odpowiedz

        Choroby się nie zwalcza – chorobę się leczy.
        I to wyłącznie wtedy, gdy ona choremu przeszkadza i zechce się z niej leczyć.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *