• piątek, 17 sierpnia 2018 r.

Ile jest w Polsce katolików?

 

Kościół Katolicki często powtarza, że katolicy stanowią w Polsce około 90% społeczeństwa. Jak daleko posunięte jest to kłamstwo można zobaczyć nie tylko obserwując ludzi wokoło. Dowody na to podsuwa nawet sama doktryna oraz statystyki Kościoła Katolickiego.

 

Na początku należałoby zdefiniować o kim tutaj w ogóle mowa i kogo chce się policzyć. Jeżeli na pojęciu którego desygnatem jest idea czy ideologia buduje się inne – którego desygnatem jest człowiek, zwykle pojęcie to oznaczać będzie osobę wyznającą ową pierwotnie określoną idee czy ideologię, Tak więc liberałem nazywa się człowieka o liberalnych poglądach. Komunistą – człowieka o poglądach komunistycznych. Katolikiem będzie tym samym człowiek o poglądach katolickich.

 

 

Katolicyzm to z kolei doktryna, na którą składa się zespół wielu pomniejszych poglądów, takich jak: uznanie konieczności zwierzchności Kościoła nad państwem, konieczności podporządkowania się papieżowi, sprzeciw wobec wolności słowa, wolności wyznania, demokracji, potępienie prawa do zawierania małżeństw innych niż katolickie, wiara w Boga, boskość Jezusa, w nieomylność papieża i kolegialną nieomylność biskupów, moc relikwii, zbawienie – dostępne tylko w obrębie katolickiej wspólnoty itp. Tak więc katolikiem będzie człowiek, który te wszystkie poglądy wyznaje.

 

Podobnie wygląda to w wewnętrznym prawie Kościoła Katolickiego. Katolik musi przyjmować katolicki światopogląd (Kodeks Prawa Kanonicznego – kan. 750). Negowanie jakiegokolwiek elementu doktryny, powątpiewanie w jakąś z "prawd" katolickich – czyni go heretykiem (kan. 751). Heretyk podlega zaś ekskomunice – czyli wyłączeniu ze wspólnoty (kan. 1364). Zgodnie więc z wewnętrznym prawem Kościoła, ktoś kto np. choćby powątpiewa w kolegialną nieomylność biskupów (kan. 749, § 2) czy w potrzebę walki z wolnością słowa (encyklika Mirari Vos – Grzegorza XVI), jest heretykiem i nie powinien nazywać siebie katolikiem.

 

Problem tutaj leży w tym, Kościół Katolicki swojego prawa nie realizuje, ponieważ chce upiększać swoje statystyki i tym samym zniekształcać obraz rzeczywistości. Dzięki temu może używać argumentu "większości", który wraz z wypaczonym rozumieniem demokracji –  w postaci tyranii większości nad mniejszościami – stanowi nierzadko skuteczne narzędzie do forsowania prawnych regulacji. Kościół może również w ten sposób wykorzystywać skłonność ludzi do konformizmu informacyjnego oraz konformizmu normatywnego – co objawi się tym, że np. deklarują oni katolicyzm, bo widzą, że większość to deklaruje. Tym samym zjawisko wypaczania obrazu rzeczywistości zaczyna napędzać się samo.


Przybliżona liczba 90% – którą tak Kościół Katolicki lubi przywoływać, to nie procent katolików w społeczeństwie – jak każe on ją interpretować, ale liczba wskazująca odsetek obywateli, którzy jedynie zostali ochrzczeni w jego wspólnocie. Zazwyczaj jako niemowlęta, przez rodziców którzy robili to bezrefleksyjnie w obawie przed społecznym ostracyzmem. Formalnymi katolikami są więc ludzie, którzy wcale nie muszą wyznawać katolickich poglądów. Innymi słowy – formalny katolik a faktyczny katolik to więc nie to samo. Kościół każe natomiast społeczeństwu wierzyć, że sam fakt iż ktoś został ochrzczony  jako niemówiące, nieświadome tego aktu dziecko – determinuje jego całkowicie katolicki światopogląd na resztę życia

 

Nie ma bezpośrednich, ścisłych danych na temat tego, jak wielu jest w Polsce katolików. Są jednak liczby, które pośrednio wskazują przybliżoną ich ilość. Należą do nich dane Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. Za istotne należy tu uznać dwa wskaźniki: stosunek ludzi obecnych na niedzielnej mszy w stosunku do liczby formalnie zobowiązanych (dominicantes) oraz stosunek ludzi przystępujących do komunii w stosunku do liczby formalnie zobowiązanych (communicantes). Po uwzględnieniu liczby zobowiązanych (stanowi ją liczba formalnie przynależących do wspólnoty pomniejszona m.in. o szacunkową liczbę dzieci do lat 7) i odniesieniu jej do liczebności polskiego społeczeństwa, można wyliczyć jaki odsetek obywateli uczęszcza na mszę i przyjmuje komunię (szczegóły dotyczące wyników i samych obliczeń znajdziecie w analizie Rafała Maszkowskiego – GUS nie wierzy w Ordynariat Polowy czyli gdzie zaginęło 3,2 miliona Polaków – z której zaczerpnąłem podane tu liczby). Tak też okazuje się, że np. w roku 2013 – 27,9% obywateli Polski uczęszczało na mszę, zaś 11,6 przyjmowało komunię.

 

Liczby te można uznać za istotne z racji obowiązku uczestnictwa we mszy (i przyjmowania komunii) – jaki katolicyzm nakłada na wiernych (kan. 1247). Ludzie, którzy nie uczęszczają na mszę i odrzucają ten obowiązek, naruszają Kodeks Prawa Kanonicznego – kan. 751, czyniąc siebie heretykami i na mocy prawa, teoretycznie wykluczają się ze wspólnoty. Nie są to jednak liczby ścisłe, ponieważ nie tylko są naznaczone błędami pomiarowymi, ale i nie uwzględniają innych obowiązkowych dla katolika praktyk czy wyznawanych poglądów. Można więc je uznać za wskaźnik górnej granicy liczby katolików w Polsce – jako, że uczestnictwo we mszy nie musi oznaczać całkowitej zgodności poglądów tych ludzi z doktryną i polityką Kościoła Katolickiego. W przybliżeniu można więc uznać, że faktyczni katolicy stanowili w przykładowym 2013 roku, nie więcej niż – od 11,6% do 27,9% polskich obywateli. Należy przy tym wziąć pod uwagę to, że wskaźniki te z roku na rok maleją.

 

Otrzymane liczby względnie korelują (przynajmniej w skali większość-mniejszość) z innymi wskaźnikami, mogącymi pokazywać przybliżony odsetek katolików. Takim wskaźnikiem są na przykład wyniki wyborów parlamentarnych. Jeżeli bowiem wygrywają w nich politycy o liberalnych poglądach, zwolennicy demokracji, prawa do zapłodnienia in vitro, przeciwnicy zakazu handlu w niedzielę – to znaczy że bardzo duża liczba wyborców zagłosowała wbrew katolickim poglądom, a więc raczej ich nie wyznaje (przy czym wynik jest mało precyzyjny z powodu dużej liczby niegłosujących). To samo dotyczy różnych badań opinii publicznej np. dotyczących tematu zapłodnienia in vitro czy stosowania antykoncepcji – tutaj jednak należy uwzględnić fakt, iż badania prowadzone są na niewielkiej grupie w przybliżeniu mającej reprezentować społeczeństwo.

 

Pozostaje jeszcze kwestia tożsamości. Wielu ludzi mimo, że nie podziela katolickich poglądów – czyli nie jest katolikami – uważa siebie za katolików. Należy więc tu wyjaśnić – deklarowanie czegoś czy przeświadczenie o byciu kimś, nie stanowi o rzeczywistości. Przeświadczenie o byciu zdrowym, ważnym, o posiadaniu wiedzy itp. – nie musi być zgodne z faktami. Podobnie jest w kwestii uznawania siebie za katolika. Katolicy to przede wszystkim granfalon – czyli grupa istniejąca w świadomości jej członków. Granfalony są wykorzystywane na szeroką skalę m.in. w reklamie marketingowej. Wykorzystywanie granfalonów to też jedna z podstawowych strategii Kościoła Katolickiego.

 

Kościół w imię swoich interesów chce fałszować obraz rzeczywistości. Nie zamierza rzetelnie podchodzić nawet do własnych statystyk. Argument prawa kanonicznego odrzuca wymówkami o tym, że heretyk sam w swoim sumieniu wyłącza się ze wspólnoty i nie trzeba tego formalizować – choć gdy chodzi o chrzest to nawet świadomość dziecka się nie liczy, tylko formalne włączenie do wspólnoty. Straszenie posłów ekskomuniką – w razie gdyby głosowali wbrew doktrynie Kościoła, zawsze też ogranicza się tylko do samego straszenia. Co więcej, Kościół nie tylko nie wyklucza formalnie heretyków, ale i stara się utrudniać występowanie ze wspólnoty tym, którzy chcą świadomie tego dokonać: komplikuje procedury; unika przyjmowania oświadczeń woli; rozpowszechnia fałszywe informacje itp. To wszystko pokazuje jak ważne jest dla Kościoła to, żeby liczba przynależących do jego wspólnoty była zawyżona – i że chętnie będzie on głosił nieprawdę by tylko sprawiać pozory katolickiej większości a przez to utrzymywać społeczne oraz polityczne wpływy.

Podobne materiały

7 komentarzy

  1. Tomek Świątkowski
    26 kwietnia 2017 at 17:50 - odpowiedz

    Pan Krzysztof Serafiński, pewnie "w imię swoich interesów", cokolwiek zachachmęcił.
    Nie jest bowiem prawdą, jakoby elementami doktryny katolickiej były:
    – uznanie konieczności zwierzchności Kościoła nad państwem,
    – sprzeciw wobec wolności słowa, wolności wyznania oraz wobec demokracji,
    – potępienie prawa do zawierania małżeństw innych niż katolickie
    – zakaz handlu w niedzielę
    .
    "katolicy" w Polsce mają wystarczające problemy z pojęciem Trójcy Świętej – nie trzeba tak daleko szukać

  2. Lucyan
    26 kwietnia 2017 at 19:52 - odpowiedz

    Jezeli Krk uznaje ochrzczonych za katolikow to jego sprawa. Raz ochrzczony na zawsze katolik, nawet jak juz nie wierzy czy ekskomunikowany. Ekskomunikowany czy apostata to wg ich statystyk tez katolik, tylko w zawieszeniu. Chyba jedyna mozliwoscią niebycia katolikiem to przyłączenie sie do innej sekty, no. Jehovych. Wtedy moze w statystykach odhaczą goscia.

    Co nas tak na prawde obchodzi jak Krk liczy swoch członkow. Cieszmy sie ze nie jestemy Mormonami, bo oni maja jeszcze fikusniejsze metody liczenia swoich członkow. Mozna byc ochrzczonym posmiertnie, a wtedy by sie okazało, ze w Polsce jest 100% katolikow.

    Co nas obchodzi ich stopien urojen, czy wierzą w Maryske, czy lizą plebana po kolanach. To ich zboczenia. Co mnie obchodzi statystyka klubu filatelistow, kto lize znaczki i jakie, kto zbiera koperty, kto musi miec koniecznie stempel… NIC

     

     

    • Dario
      27 kwietnia 2017 at 06:16 - odpowiedz

      Gdyby te statystyki niczemu nie służyły, nie byłoby żadnego interesu w ich zawyżaniu. Ale tymi statystykami kler ochoczo szermuje, jeśli chce utrzymania swoich dotychczasowych przywilejów (np. katecheza w szkołach czy obecność kapelanów w służbach mundurowych) albo walczy o dalsze (np. maturę z religii). Gdyby oni z pomocą tych zafałszowanych danych nie wchodzili w państwo i sferę publiczną, też można by to mieć serdecznie gdzieś, ale jest wręcz odwrotnie.

      • Lucyan
        27 kwietnia 2017 at 16:32 - odpowiedz

        A kto te statystyki uzywa? Czy dalbys komus ziemie za darmo albo za 1% wartosci, tylko dlatego ze zadeklarowal wychowanie syna na pilkarza/zbieracza znaczkow/osobe z urojeniami. Pewnie znalazlo by sie 95% ojcow deklarujacych wychowanie syna na Lewandowskiego. Ale czy to automatycznie znaczy ze PZPN powinien dostawac od panstwa przywileje i prezenty?  

        Jesli rzeczywiscie jest ok 90-95% ochrzczonych to Krk mowi prawde, a ze Krk nazywa ich katolikami to twoj problem jako polityka jak to traktujesz. Sam mowisz, ze ochrzeczenie niczego nie zmieni, jest to z puktu swieckiego raczej rodzaj deklaracji, ze moje dziecko tez bedzie (chcialbym aby) wierzylo w zydowska mitologie. Do tego nie trzeba wcale chrztu, Krk moglby np. zalozyc , ze dzieci katolikow z definicja rodza sie katolikami. Tak bylo jeszcze do niedawna w panstwach protestanckich, tak jest pewnie w islamie.  Kazdy urodzony na terenie panstwa protestanckiego byl automatycznie zaliczany jako protestant, chyba ze zglosil do urzedu, ze nie chce byc zaliczany do protestanow. Do tego nie trzeba bylo zadnego chrztu ani innego cyrku. Ale to nie oznaczalo, ze protestant ma kupowac ziemie i nieruchomosci za 1% wartosci, a dzieci protestanta maja opuscic szkolke niedzielna przy kosciele i wymuszac katecheze w szkole publicznej. Po to sa koscioly, zeby tam byly szkolki niedzielne, przy kosciolach.    

  3. Czy Bóg istnieje? | Inn.Media.pl
    25 grudnia 2017 at 08:19 - odpowiedz

    […] podaje portal Racjonalista.pl, najprawdopodobniej chodzi tu o liczbę osób ochrzczonych. Niestety, nie może to być […]

  4. Biedni biali konserwatywni chłopcy – miloscpo30.net
    20 marca 2018 at 11:42 - odpowiedz

    […] które kupili im tatuś i mamusia. Jak polscy katolicy, narzekający na to, że są dyskryminowani. Jest ich około 90% (zalinkowany artykuł się z tym rozprawia, ale umówmy się, że nie liczą się czyny, tylko […]

  5. PiS jest partią katolicką, wynikiem edukacji Kościoła Katolickiego – szurumburum
    1 kwietnia 2018 at 08:57 - odpowiedz

    […] Ile jest w Polsce katolików? […]

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *