• sobota, 21 stycznia 2017 r.

Inteligencja makiaweliczna. Rzecz o pochodzeniu natury ludzkiej. Dr Tomasz Witkowski

 

Skąd się wzięła natura ludzka? Skąd się wzięła nasza inteligencja? Dr Tomasz Witkowski przedstawia hipotezę, w świetle której nie rozwinęliśmy się za sprawą używania narzędzi, ale z uwagi na relacje w obrębie grup pierwszych hominidów, w których trzeba było zawiązywać sojusze, dbać o przewagę nie niszcząc grupy, wczuwać się w intencje innych osobników i gdy trzeba, przekonująco kłamać…

Podobne wpisy

3 komentarze

  1. Ireneusz Kozak
    2 maja 2015 at 13:36 - odpowiedz

    Jest taka tendencja wśród osób czasem gorzej się uczących, bądź mniej inteligentnych, lub po prostu nisko tę inteligencję u siebie szacujących, do twierdzenia, że ma się szczególnie dużą inteligencję emocjonalną, jak gdyby „w zamian”… To podobnie jak z osobami gorzej radzącymi sobie z przedmiotami ścisłymi, które mówią (być może tonem pewnego eufemizmu), że są raczej humanistami… A czy jest coś takiego jak „umysł humanistyczny”, który byłby definiowany jako przeciwieństwo umysłu ścisłego? Umysły są zawsze ścisłe, czasem po prostu mniej lub bardziej (nie mam tu oczywiście na myśli humanistów, będących przedstawicielami pewnego prądu umysłowego)

  2. Patrycja
    2 maja 2015 at 14:48 - odpowiedz

    Proszę o zmianę w podpisie: piszcie „przekonująco” albo „przekonywająco”, ale nigdy błędnie „przekonywująco”! A tak niedawno na stronie umieszczono film z wykładem pana prof. Miodka…

  3. Ireneusz Kozak
    2 maja 2015 at 15:10 - odpowiedz

    Jedną z hipotez, będących próbami wyjaśnienia zjawiska gwałtownego przyspieszenia rozwoju mózgu u człowieka na pewnym etapie ewolucji tego organu, przedstawioną przez Pana Dr Witkowskiego na samym początku wykładu jest ta głosząca, że impulsem dla owego rozwoju mogła być konieczność koordynacji wzrokowo ruchowej, związana z rzucaniem przez myśliwych przedmiotami w trakcie polowania, z której wynikała potrzeba kształcenia umiejętności trafiania do celu.
    Abstrahując od tego, czy ta koncepcja jest słuszna czy niesłuszna, dobrze byłoby się zastanowić nad tym, czy to że w jakimś stopniu wykluczałaby kobiety (połowę naszego gatunku) z udziału w ewolucji mózgu, czyniło by ją szowinistyczną. Cóż, równym prawem można by było zapytać, na ile sensowna jest hipoteza, że połowa naszego gatunku (kobiety) przyczyniła się do rozwoju struktur mózgowych odpowiedzialnych za mowę, bo kobiety zostające w domach, by opiekować się dziećmi, miały więcej czasu by rozmawiać, plotkować i tworzyć więzi społeczne (podobno dziewczynki szybciej niż chłopcy zaczynają mówić). To też byłby – tak rozumując – szowinizm, tyle że w wersji kobiecej. Czy jest niemożliwe z genetycznego punktu widzenia, by pewna cecha ewoluowała u obu płci, gdy rola jednej z nich jest dla tej ewolucji dominująca? Znana jest – z drugiej strony – hipoteza promująca wkład męski w rozwój tych struktur: mowa była przydatna w porozumiewaniu się myśliwych w trakcie polowania (interesujące są tzw. języki mlaskowe, bywające i dzisiaj jedną z form komunikowania się członków niektórych plemion prymitywnych). Można w tym konkretnym przypadku (z językiem) odnieść się do koncepcji jakiejś kooperacji między płciami, albo sprzężenia zwrotnego: związane z językiem struktury mózgowe, a także aparat mowy ewoluują trochę za sprawą zmuszonych do komunikowania się myśliwych i trochę za sprawą kobiet, które organizują „życie domowe”, a oprócz tego wychowują potomstwo, więc m.in. są nauczycielkami jakichś pierwszych sposobów komunikacji. Podobnie mogłoby być z tym rzucaniem przedmiotami: coś od rzucających mężczyzn, a coś od kobiet, które też czasem uczestniczą w polowaniach, albo na jakimś innym polu czymś tam rzucają… W każdym razie: to mężczyźni polowali, więc rzucali przedmiotami, ale wiemy doskonale, że dzisiaj i mężczyźni i kobiety to potrafią. Jeśli widzimy dzisiaj, że i jedni i drudzy(-gie) sprawnie rzucają przedmiotami do celu, znaczy to, że nie należy wykluczać hipotezy o ewolucji mózgu związanej z koniecznością koordynacji wzrokowo ruchowej ZE WZGLĘDU NA SAM TYLKO argument, że „tylko połowa gatunku”. Bo widać choćby dzisiaj, że ta zdolność występuje u obu płci.
    Tak czy inaczej: czy względy feministyczne, albo strach przed byciem oskarżonym o męski szowinizm powinny stać naukowcom na drodze, gdy chcą oni wywiedzieć się prawdy o świecie? Świat nauki nie jest – jak na przykład polityka – światem kompromisów. I ponieważ nie znaczy wcale, że „jak coś jest, to znaczy że być powinno”, to i nie powinno się z odkryć naukowych wysnuwać jakichś głębszych „konsekwencji” etyczno-polityczno-światopoglądowych (był już chociażby ten nieszczęsny darwinizm społeczny). Kobietom na przykład średnio gorzej idzie w sporcie, ale nikt (poza na przykład – u nas – korwinistami, którzy traktują takie fakty zastane jak źródło argumentów na taką albo inną przebudowę państwa i wyznaczanie ludziom konkretnych ról społecznych w zależności od płci) nie zabrania im jego uprawiania… Gdyby się jednak jakimś sposobem okazało, że to mężczyźni mieli największy wkład jeśli chodzi o ewolucję mózgu, to czy znaczy to od razu, że kobiety powinny zacząć chodzić „bocznymi ścieżkami” w chustach na głowie, zawstydzone własnym istnieniem? W każdym razie dobry to temat do rozważań i dyskusji…

Zostaw komentarz

Paste your AdWords Remarketing code here