• niedziela, 23 lipca 2017 r.

Jak racjonalnie dyskutować o globalnym ociepleniu?

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie obserwacja dotycząca nie obozu sceptyków ale „wierzących”. W idealnym świecie wierzący w globalne ocieplenie powinni być tymi, którzy myślą precyzyjniej, argumentują logiczniej i nie muszą kłamać albo naginać faktów, skoro nauka jest jednoznacznie po ich stronie. W praktyce jednak to ci ufający nauce często mają dość mętne pojęcie o stanie wiedzy i sposobie argumentacji w tym temacie. No i zderzają się często z dość oczytanymi i dobrze przygotowanymi „niedowiarkami”, kapitulując pod siłą ich argumentów. Oczywiście tego typu sytuacje pasują do archetypu ślepo ufającego systemowi leminga i poszukującego prawdy antysystemowca, utwierdzając tego ostatniego w słuszności swego rozumowania. Wydaje się też, że większość ludzi żywo zainteresowanych globalnym ociepleniem i aktywnie poszukujących informacji na ten temat (nie licząc naukowców zajmujących się tym zawodowo) to właśnie ‚niedowiarkowie’.

Czy wszystkie te banalne dyskusje przy piwku, nocne Polaków rozmowy, czy facebookowe kłótnie mają znaczenie? Wg mnie mają bo żyjemy w czasach, gdy nauka straciła swojego sojusznika w mainstreamowych mediach, gdzie kontrowersja ma wyższą cenę giełdową niż fakt. Nauka, jak nigdy wcześniej potrzebuje swoich szeregowych adwokatów, entuzjastów i propagatorów, bo pseudonauka ma ich więcej niż kiedykolwiek. Inna sprawa, że ci entuzjaści często występują w postaci śmiesznych i dogmatycznych fanatyków, którzy traktują naukę dokładnie tak jak wierzący religię. To nie pomaga.

W Polsce sytuacja jest szczególnie zła, bo z jednej strony mamy obóz PiS i przeróżnych antysystemowych prawicowców, którzy są otwartymi sceptykami (no ok, czasami udają, że nie są, np jak jadą na szczyt klimatyczny za granicę), a z drugiej obóz liberalny, w którym obóz sceptyków jest prężny i niejako symbolizuje go krytykujący antropogeniczność i wagę skutków GO think tank Balcerowicza (profesora ekonomii, który najwyraźniej doszedł do wniosku że zna się lepiej na klimatologii i chemii atmosfery niż tysiące jego kolegów naukowców z tych dziedzin).

Półświadomy denializm

Pierwszy problem obozu ‚wierzących’ to to, że pewna część deklarujących się jako wierzący to w istocie niewierzący.

Oto krótki quiz:

1. Czy globalne ocieplenie jest faktem?

2. Czy to przez działalność człowieka?

3. Czy skutki będą katastroficzne?

Jeżeli na którekolwiek z pytań odpowiedziałeś ‚nie’, bądź ‚nie wiadomo’ jesteś klasycznym denialistą. Większość zaangażowanych politycznie, czy też finansowo denialistów poszła już z postępem i odpowiada dziś na pierwsze pytanie ‚tak’, a co bardziej postępowi nawet na drugie, więc jesteś wręcz w mainstreamie denializmu. To częsta postawa u tych, którzy chcą postrzegać siebie jako racjonalistów i raczej ufać nauce, ale silne samookreślenie polityczne każe im powiątpiewać w coś o czym kłapie lewica, ekolodzy albo anarchiści.

Podsumowując quiz:

3 odpowiedzi ‚nie’ lub ‚nie wiadomo’: wariat

2 odpowiedzi ‚nie lub ‚nie wiadomo’: konserwatywny denialista

1 odpowiedź ‚nie’ lub ‚nie wiadomo’: postępowy denialista

Półświadoma wiara w naukę

Drugi problem to pobieżna znajomość tematu i tym samym dość płytka argumentacja, w której już nawet początkujący denialista szybko znajdzie dziury.

Spróbujmy więc zbudować krótką i przystępną ale też dokładną i pełną argumentację za antropogeniczością globalnego ocieplenia, która będzie zrozumiała dla każdego.

Wyobraźmy sobie rozprawę sądową. Na ławie oskarżonych człowiek. Sędziowie bedą próbowali ustalić czy globalny wzrost temperatur jest spowodowany jego działalnością. Od razu przepraszam wszystkich, dla których to co poniżej jest oczywiste i spodziewali się większego wyrafinowania, ale wg mnie większość ludzi ma problemy z argumentacją już na takim poziomie.

Sędziowie muszą wyjść od pewnych niepodważalnych faktów, co do których panuje zgoda po obu stronach sporu. Obie strony w większości zgadzają się dziś z tym, że temperatury rosną i że rośnie poziom CO2. No bo trudno negować pomiary z tysięcy rozsianych na całym świecie czujników, chyba że jest się zupełnie odjechanym spiskologiem.

Sąd będzie więc musiał ustalić odpowiedzi na dwa pytania: czy to rzeczywiście człowiek podnosi poziom CO2 i czy to właśnie zmiana poziomu CO2 podnosi temperaturę. Obrona słusznie wniesie w tym momencie zastrzeżenie, że sama koleracja między temperaturą a poziomem CO2 to za mało. Korelacja nie oznacza automatycznie implikacji.

Skąd więc wiemy na pewno, że to my podwyższamy poziom CO2 w atmosferze. Przecież tak ‚oddycha’ cała ziemia i ocean. Natura ciągle produkuje CO2, przyroda i roślinność się zmienia, może to naturalne? Z drugiej strony wiemy, że my też na pewno wpuszczamy CO2 do atmosfery produkcją przemysłową. Możemy nawet dość dokładnie zmierzyć ile. To jest silny dowód na nasz udział ale sąd wciąż może go uznać za poszlakowy, albo że to tylko współudział, a główny sprawca to ktoś inny. Był tam, miał pistolet, to nie znaczy że zabił. Potrzebne jest coś więcej, jakieś odciski palców albo ślad DNA.

Taki dowód istnieje. CO2 emitowane w wyniku spalania paliw kopalnych ma specifyczną kompozycję izotopów węgla C12 i C13 z większą zawartością lekkich izotopów niż CO2 w atmosferze. Jeżeli spalanie paliw kopalnych podnosi poziom CO2 w atmosferze, powinniśmy obserwować wzrost koncetracji lekkich izotopów węgla w atmosferze. I obserwujemy, z dość wyraźną korelacją. W naszym procesie sądowym to taki odcisk palca sprawcy na kurku z CO2.

co2_vs_emissions

Rys 1. Globalna emisja CO2 ze spalania paliw kopalnych i cementowni w gigatonach węgla na rok (czarna linia) skorelowana z proporcją izotopów C13/C12 w atmosferze.

Dla uproszczenia nie będziemy się teraz zastanawiać czy efekt cieplarniany w ogóle istnieje. Większość denialistów zgadza się, że istnieje i że różne gazy z różną siłą zatrzymują ciepło w atmosferze. Zresztą wiele z argumentów przeciwko antropogeniczności GO zbudowanych jest w oparciu o gazy i efekt cieplarniany.

Pozostaje więc pytanie czy to właśnie CO2, a nie coś innego powoduje wzrost temperatur na ziemi. I znowu, korelacja to za mało. Sędziowie potrzebują odcisków, próbek DNA, czegokolwiek co pozwoli pozbyć się wątpliwości. Gazów cieplarnianych jest wiele – największym jest para wodna, więc może coś stało się z cyklem parowania i skraplania? Może to metan i nieszczęsne pierdzące krowy?

Doświadczenia laboratoryjne pokazują jak różne gazy cieplarniane absorbują promieniowanie cieplne. Co ciekawe każdy gaz tłumi promieniowanie o nieco innej długości fali. Gdyby więc udało się jakoś zmierzyć z orbity kosmicznej ile promieniowania o różnych długościach fal emituje ziemia, możnaby znaleźć winnego.

iris

Tak się dobrze składa, że od lat 70tych krąży wokół nas satelita IRIS, który mierzy emisję promieniowania podczerwonego w różnych pasmach. W latach 90 Japończycy wystrzelili podobnego satelitę, który potwierdził wyniki IRIS i wyeliminował możliwość błędu czujnika. W pomiarach pomiędzy 1970 a 1996 widzimy stopniowe tłumienie emisji w paśmie charakterystycznym dla CO2. To bardzo silny empiryczny dowód na to, że właśnie CO2, a nie inne gazy przyczyniają się do wzrostu temperatur. W pomiarach satelitarnych dosłownie widzimy ciepło, które zostaje i potrafimy zidentyfikować ‚odcisk’ sprawcy, który je zatrzymuje.

harries_radiation

Rys 2. Różnica w emisji promieniowania cieplnego w pasmach odpowiadających różnym gazom cieplarnianym między 1970 a 1996.

Co zrobiłby sędzia widząc takie dowody? Odciski na broni, odciski na trupie, pozostali podejrzani mają alibi, czy wciąż szukałby gdzie indziej?

Greenhouse_Spectrum

Rys 3: Widmo promieniowania cieplarnianego mierzone na powierzchni ziemi.

I pamiętajmy że my, w odróżenieniu do sędziego, który musi skazać kogoś na długą odsiadkę, mamy do czynienia ze zwykłą analizą ryzyka i wynikami, które mówią nam z typową naukową ostrożnością że na 97% to się dzieje i to nasza wina. Analiza ryzyka to w biznesie codzienność. Co robi menedżer, który właśnie dowiedział się, że firma z którą ma podpisać kontrakt na 97% zbankrutuje? Daje jej szansę i mówi: „a może jakoś to będzie”? Co znaczy 97% w praktyce decyzyjnej?

To powyżej to oczywiście tylko podstawowa i uproszczona linia dowodów empirycznych i argumentacji. W rzeczywistości wiemy o wiele więcej – wiemy dokładnie co i w jakich ilościach wchodzi i wychodzi z atmosfery, znamy wszystkie możliwe czynniki, wiemy jak oddziałuje słońce, para wodna, metan, wegetacja, uprawy, wiemy ile ‚wydychają’ wulkany, potrafimy modelować atmosferę i rozumiemy dokładnie co się dzieje.

Pozostaje jeszcze kwestia skutków globalnego ocieplenia. Ale temat jest złożony i chyba jednak wart odrębnego tekstu.

John E. Harries, Helen E. Brindley, Pretty J. Sagoo & Richard J. Bantges. Increases in greenhouse forcing inferred from the outgoing longwave radiation spectra of the Earth in 1970 and 1997.
Prosenjit Ghosh, Willi A. Brand, Stable isotope ratio mass spectrometry in global climate change research.
M Stuiver, R.L. Burk, P.D. Quay, 13C/12C ratios and the transfer of biospheric carbon to the atmosphere. J. Geophys. Res. 89.
R.J. Francey, C.E. Allison, D.M. Etheridge, C.M. Trudinger et al. A 1000-year high precision record of d13Cin atmospheric CO2.
Quay, P.D., B. Tilbrook, C.S. Wong. Oceanic uptake of fossil fuel CO2: carbon-13 evidence. Science 256 (1992)

 

Podobne materiały

13 komentarzy

  1. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    25 lipca 2016 at 12:53 - odpowiedz

    Jarku, po prostu większość ludzi ma to w dupie. Nie dożyje i tak, chyba, żeby medycyna znacząco wydłużyła lajf ekspekransi 🙂

    • Jarek Dobrzański
      25 lipca 2016 at 14:18 - odpowiedz

      Nauka prognozuje dziś skutki tak między 2050 a 2100 bo poza tym horyzontem trudniej cokolwiek przewidzieć. To przypada mniej więcej na drugą połowę życia moich dzieci no i na młodość wnuków o ile zostanę kiedyś dziadkiem. Polityka, gospodarka i biznes ze swoim planowaniem czteroletnim pewnie i mają to w tyłku, ludzie niekoniecznie.

  2. MICHAL
    25 lipca 2016 at 18:37 - odpowiedz

    A ja mam po raz n-ty pytanie. Dlaczego luckość musi raptownie wykotłowywać energie magazynowana przez miliony lat na Ziemi skoro mamy codzienną dostawę świeżej energii zwaną promieniowaniem Słonecznym? Abstrahują już od energii z wody(fale, rzeki, przypływy).

  3. Jawa
    26 lipca 2016 at 00:59 - odpowiedz

    Czy tego goscia tez uznasz denialiste?

    https://astromaria.wordpress.com/2009/07/14/kolejny-cios-w-teorie-globalnego-ocieplenia/

    Posted on 14/07/2009 by astromaria
    Duński fizyk, Henrik Svensmark zauważył, że na zmiany klimatu na ziemi wpływają chmury, a następnie odkrył, skąd się owe chmury biorą. Jego dociekania doprowadziły do epokowego odkrycia dotyczącego zmian klimatycznych na naszej planecie. Naukowy kanon twierdzi, że chmury są pochodną procesów klimatycznych, lecz okazało się, że prawdą jest twierdzenie odwrotne: że klimat jest wynikiem zmian zachodzących w chmurach. Ale to nie wszystko. Kto widział film „The Great Global Warming Swindle” ten wie, że dwutlenek węgla nie ma nic wspólnego z ocieplaniem się klimatu. Wpływ na nasz klimat ma aktywność magnetyczna słońca. Wpływa ona również na grubość pokrywy chmur. Svensmark odkrył to wszystko, ponieważ nie spał na lekcjach w liceum (!) i jakimś cudem nie dał się oduczyć samodzielnego myślenia oraz kojarzenia oczywistych faktów.
    Pierwsze prace na ten temat zostały opublikowane już 1991 roku, ale uznano je za niezgodne z ówcześnie obowiązującym dogmatem naukowym. Teoria ostatecznie została dowiedziona w roku 2005, lecz… żadne pismo naukowe nie chciało jej opublikować. Powód? Autor był nikomu nieznanym młodym uczonym, bez znaczącego dorobku naukowego, a z takimi nikt się w świecie nauki nie liczy.
    Dzięki Internetowi, w którym uczeni publikują swoje teorie i wyniki badań udało się zebrać grupę młodych, myślących i dociekliwych uczonych z całego świata, którzy połączyli swe siły, a ich niezależne od siebie prace, jak idealnie pasujące klocki układanki, utworzyły spójną teorię.
    Film pokazuje smutną prawdę, że w świecie dzisiejszej nauki coraz mniej liczy się naukowa prawda i naukowe dowody, a coraz bardziej to, kim jest autor, kto za nim stoi i kto mu płaci. Z tego powodu znowu będziemy musieli odczekać, aż stara „trzymająca władzę” kadra naukowa wymrze, umożliwiając przebicie się do wiadomości publicznej nowej prawdy.
    Kilka cytatów z filmu:
    Promieniowanie kosmiczne wpływa na klimat ziemi. To niezwykłe: jesteśmy bezpośrednio zależni od kosmosu.
    W ciągu ostatnich 100 lat natężenie pola magnetycznego słońca wzrosło ponad dwukrotnie. Do ziemskiej atmosfery dociera mniej cząstek promieniowania kosmicznego, a to oznacza, że pokrywa chmur jest mniejsza. Dlatego klimat ziemi się ociepla. Im silniejsze pole magnetyczne słońca tym słabsze natężenie promieniowania kosmicznego i tym mniejsza pokrywa chmur. Mniejsza pokrywa chmur, to wyższe temperatury na ziemi. Przy słabej aktywności magnetycznej słońca w ziemskiej atmosferze tworzy się więcej chmur. Dociera do nas wtedy więcej cząstek promieniowania kosmicznego. W ten sposób słońce i gwiazdy wpływają na zachmurzenie na ziemi.
    (…)
    Natężenie pola magnetycznego słońca wciąż rośnie. W ciągu ostatnich 100 lat aktywność słońca wzrosła dwukrotnie.
    (…)
    Spotkaliśmy się z nieprzychylną reakcją członków Międzynarodowego Panelu do Spraw Zmian Klimatycznych. Bowling (?), który przewodniczył Panelowi przyjął nasze wystąpienie za przejaw braku odpowiedzialności. Wskazywaliśmy na inne przyczyny zmian klimatu niż emisja dwutlenku węgla. Nikt z obecnych tam klimatologów nie dopuszczał myśli, że zmiana klimatu może być spowodowana zmianami aktywności magnetycznej słońca. Nasze wystąpienie uznano za prowokację. Byłem skonsternowany reakcją kolegów.
    (…)
    Przez większą część dziejów naszej planety nie było na niej żadnych lodowców. Dziś możemy je spotkać w wielu miejscach. 450 milionów lat temu na ziemi było bardzo zimno. Mimo to stężenie dwutlenku węgla w atmosferze dziesięciokrotnie przewyższało jego obecny poziom. To nie CO2 odpowiada za ocieplanie klimatu.
    (…)
    Kiedy słońce znajduje się między spiralnymi ramionami [naszej galaktyki] na ziemi robi się bardzo ciepło. Na naszej planecie nie ma wtedy lodu. Gdy słońce jest w jednym ze spiralnych ramion galaktyki lód pokrywa połowę lądów. Zmiany klimatu przebiegają w sposób bardzo dramatyczny.
    (…)
    Razem z Janem Veiserem przeanalizowaliśmy dane. Stwierdziliśmy, że kiedy słońce znajdowało się w spiralnym ramieniu galaktyki temperatury były niższe od 5 do 10 stopni. Byliśmy zaskoczeni tym odkryciem. Nikt wcześniej nie odkrył podobnej zależności. Wniosek nasuwał się sam: promieniowanie kosmiczne jest głównym czynnikiem zmian klimatycznych, przynajmniej w geologicznej skali czasu. Jedyne wyjaśnienie tego zjawiska dawała teoria Svensmarka. Widzimy, że dane geologiczne i dane astronomiczne opowiadają tę samą historię.
    (…)
    Nasze badania mają przełomowy charakter. Wyjaśniliśmy, w jaki sposób promieniowanie kosmiczne wpływa na pokrywę chmur i klimat. Jednak z niezrozumiałych dla mnie powodów nigdzie nie mogliśmy opublikować naszej pracy. Wysłaliśmy ją do czterech różnych pism, ale za każdym razem spotykaliśmy się z odmową. Praca Henrika Svensmarka i jego zespołu jest bardzo interesująca. Powinna trafić do druku natychmiast po zakończeniu badań. Tymczasem znalezienie wydawcy zajęło 16 miesięcy. Zapewne spotkała się z wrogim odzewem ze strony klimatologów, którzy opowiadają się za antropogeniczną teorią ocieplenia klimatu. Trudno było im się pogodzić z faktem, że nowa konkurencyjna teoria ma mocne podstawy empiryczne.
    Nikt niczego nam nie zarzucał, nie wytykał błędów. Mówiono: „To nas nie interesuje” albo „Tekst jest za długi”. Nie było rzeczowej krytyki naszej pracy. To budziło jeszcze większe rozczarowanie. Wydawcy bywają bardzo naiwni. Negatywna opinia recenzenta, jeśli nie podał on w niej wyraźnych powodów przemawiających przeciw publikacji powinna skłaniać do zastanowienia. W takiej sytuacji powinni powołać kolejnego recenzenta.
    Globalne ocieplenie stało się gorącym tematem politycznym. W Stanach Zjednoczonych blokuje się publikację poważnych prac naukowych dotyczących ocieplenia. Ludzie, którzy są przekonani, że znają prawdę odmawiają innym prawa głosu. To szkodzi nauce, Stanom Zjednoczonym i całemu światu. Krępowanie dyskusji nie pomaga w rozwiązaniu problemu.
    Racjonaliści każą nam wierzyć w nieskalany obiektywizm metody naukowej i wynikającą z tego nieomylność naukowców, tymczasem prawda wygląda tak, że w nauce, podobnie jak w religii, obowiązują święte dogmaty tradycji (to jeszcze pół biedy) lub narzucone przez wpływowych politycznie sponsorów (i to woła o pomstę do nieba)! Na filmie widać wyraźnie, że niektórzy służalczy wobec polityków uczeni reagują bardzo emocjonalnie na nowe teorie, demaskujące ich matactwa, za którymi najprawdopodobniej kryją się spore nagrody za lojalność od korporacji i skorumpowanych polityków, dążących do czerpania zysków z podatku węglowego.
    Playlista
    The Great Global Warming Swindle do ściągnięcia (z polskimi napisami)
    Nie dość, że przyjdzie nam się zmagać z kataklizmami wywołanymi przez zmiany klimatu, będziemy musieli również rozprawić się ze skorumpowaną klasą polityczną i sprzedajną nauką. Idą czasy ciężkiej walki o przetrwanie i o prawdę, która jest równie ważna, bo jest gwarantem wolności. Ale nie mamy innego wyboru, musimy zwyciężyć, gdyż w przeciwnym wypadku przestaniemy istnieć jako wolni ludzie na wolnej planecie.

    • Jarek Dobrzański
      26 lipca 2016 at 11:25 - odpowiedz

      Tego typu spiskowo njuejdżowo sensacyjne tyrady zwykle sugerują że jakiś naukowiec coś odkrył i nikt z naukowców nie potraktował tego poważnie, zapadło milczenie i oblali się rumieńcami.

      Nauka potraktowała Svensmarka poważnie bo nie można negować tego że promieniowanie kosmiczne ma jakiś wpływ na klimat. Spróbuje wytłumaczyć o co chodzi Svensmarkowi bo autor tej wklejki nie do końca chyba rozumie o czym sam pisze.

      Svensmark twierdzi, że pole magnetyczne słońca odbija promieniowanie kosmiczne, które dociera do ziemi i że promieniowanie kosmiczne potrafi zainicjować powstanie chmury. Czyli jeżeli aktywność magnetyczna słońca się zwiększa => ilość promieni kosmicznych docierających do ziemi się zmniejsza => tworzy się mniej chmur => ziemia odbija chumrami mniej promieni słonecznych => robi się cieplej

      No i teraz, żeby wyjaśnić tym zjawisko globalnego ocieplenia musielibyśmy zaobserwować że:

      – pole magnetyczne słońca ma długoterminowy trend wzrostowy
      – ilość promieniowania kosmicznego docierającego do ziemi ma długoterminowy trend spadkowy
      – promieniowanie kosmiczne potrafi tworzyć chmury
      – pokrywa chmur ma długoterminowy trend spadkowy

      Więc teraz proponuję Ci zamiast wklejania internetów ćwiczenie z krytycznego myślenia i samodzielne sprawdzenie czy jakakolwiek z tych rzeczy ma miejsce 🙂

      • myślący
        27 lipca 2016 at 06:43 - odpowiedz

        Ustalenie „długoterminowych trendów” pola magnetycznego słońca jak i „promieniowania kosmicznego docierającego do ziemi” jest tak samo i z tego samego powodu niemożliwe, jak ustalenie szczegółowego stanu Ziemi 400 milionów lat temu. Wszystko, absolutnie wszystko, co na ten temat rzekomo „ustalono” są to domniemania oparte na bardzo wątłych podstawach. Nadto obecnie zmonopolizowanych przez „przemysł globalnego ocieplenia”. Badania rzetelne w tym zakresie nigdy nie były łatwe, a obecnie są już niemożliwe. Na podstawie dwóch czy trzech „parametrów” z kilku wybranych punktów na Ziemi (np. 1 rdzeń lodowy) i stworzonych do niej zasad interpretacyjnych, zostały „dokonane” niepodważalne stwierdzenia o stanie całej planety, a dalej na tej podstawie nadbudowa teoretyczna, za której propagowaniem i udowadnianiem stoją niewyobrażalne pieniądze. jeszcze większe są wydawane na absurdalną i bez szans na jakiekolwiek realne zwycięstwo „walkę z globalnym ociepleniem”. Np miliardy miliardów na „obniżanie temperatury o pół stopnia” za 100 lat, zamiast np. wydać 1/1000 z tego na sukcesywne odsuwanie/przenoszenie w tym czasie siedlisk ludzkich (miast) coraz dalej od brzegu. Albo w polskich realiach – zmuszanie obywateli do zmiany pieców na polski węgiel na piece na rosyjski gaz, zamiast pomagać polskim naukowcom w wynalezieniu skutecznego taniego filtra na zwykły domowy komin.

        • myślący
          27 lipca 2016 at 06:49 - odpowiedz

          Aaa i pozostaje jeszcze globalny szwindel „handlu emisjami”. Ale tego, to już nie warto komentować inaczej niż tylko, to że taki jest własnie jedyny realny skutek nauki o globalnym ociepleniu. Globalny szwindel jakby go nie nazwać i z czego by nie wynikał, niezależnie od tego czy jest przyczyną czy tylko efektem

          • Jarek Dobrzański
            27 lipca 2016 at 12:36

            A wg mnie największy globalny szwindel to to że wmawia się ludziom że tak jak teraz produkujemy energię jest dobrze i ekonomicznie podczas gdy energetyka jest dziś najbardziej subsydiowaną branżą na świecie. Subsydia to 5 bilionów dolarów rocznie (6% globalnego PKB). Dla porównania globalny rynek emisji CO2 jest warty ok 50 miliardów rocznie.

            http://www.imf.org/external/pubs/ft/survey/so/2015/new070215a.htm

        • Jarek Dobrzański
          27 lipca 2016 at 12:17 - odpowiedz

          Przez ‚długoterminowe’ rozumiem np. od lat 60 tych do teraz, czyli okres kiedy mamy duży wzrost temperatur a i mamy pomiary pola magnetycznego i promieniowania kosmicznego. Minimalna wola wczytania się i zrozumienia kontekstu być może by tu pomogła.

          Co do rekonstrukcji klimatu, zachęcam do zapoznania się na czym w ogóle polega paleoklimatologia (naprawdę ciekawe!), jak się rekonstruuje klimat, z jakich ilości próbek, z jakich ilości różnych źródeł (a nie tam jeden rdzeń lodowy).

          Tu tylko przykład rekonstrukcji (fanerozoik, ponad 400 różnych próbek):

          http://droyer.web.wesleyan.edu/PhanCO2%28GCA%29.pdf

          i w akapicie ze zdaniem ‚The following proxies have emerged over the past 15 years
          as the most robust’ można znaleźć odniesienia do konkretnych podstaw i poczytać więcej ile jest różnych źródeł danych i metod pomiarowych.

          • myślący
            27 lipca 2016 at 19:07

            Dobrze wiesz, że w skali kosmicznej, to co się dzieje „od lat 60” jest tak nieistotne, jak pierdnięcie jednego dinozaura 100 milionów lat temu. Nie jest żadną długoterminową prognozą, jest antropocentryczną ekstrapolacją marginalnej wiedzy o marginalnym fragmencie rzeczywistości. na losy wszechświata.
            Podobnie – choć w dużo mniejszej skali – ma się sprawa z próbkami. Jeśli zbierzesz teraz ich choćby i tysiąc z całej kuli ziemskiej nie jesteś w stanie zrekonstruować praktycznie niż nt. klimatu w ostatnim roku, a co dopiero z kilkuset próbek dla ekstrapolacji milionów, a może miliardów lat. Zresztą bez względu na wynik tych ustaleń, jak już poprzednio pisałem, nauka dawno „udowodniła”, ze jakiś stan klimatu już kiedyś istniał, i losy wszechświata i tel planety toczyły sie swoim trybem dalej bez przeszkód.

          • Jarek Dobrzański
            28 lipca 2016 at 11:58

            Tak, w skali kosmicznej globalne ocieplenie i w ogóle istnienie człowieka, a nawet istnienie znanej przez nas materii która okazuje się być wyjątkiem a nie regułą kosmosu to nic, pypeć. No ale kogo z nas to obchodzi kosmos – problem GO jest antropocentryczny, przyziemny i nawet nie tyle ekologiczny (bo planeta sobie poradzi i bez nas) tylko polityczno ekonomiczny i rozgrywa się w skali następnych 100 lat. Miliony lat temu poziom CO2 był nawet 10x wyższy niż dziś, skład atmosfery zupełnie inny – tylko co to ma do rzeczy w kontekście GO? Btw jak już negujesz metodologię a jednocześnie powołujesz się na badania, których metodologię krytykujesz, to może chociaż nie w tym samym zdaniu 🙂

          • myślący
            30 lipca 2016 at 09:43

            Bez żadnych badań można założyć, że klimat był zmienny, bo we wszechświecie wszystko się cały czas zmienia.
            I właśnie słusznie w końcu zauważyłeś antropocentrycznośś problemu , więc i rozwiązania muszą być antropocentryczne. Dla człowieka / ludzkości podniesienie się globalnej temperatury o 1 czy 3 stopnie nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Zresztą wszystko wskazuje na to, że nie da się tego trendu zmienić za żadne rozsądne pieniądze. Zwłaszcza idiotyzmami są wszelkie zalecenia nakierowane na ograniczanie rozwoju cywilizacyjnego, zamiast na działania aktywne. Za rozsądne pieniądze można tylko podjąć działania przystosowawcze, jak np. systematyczne powolne odsuwanie osad ludzkich od brzegów morza, można zalesiać przestrzenie, wdrażać filtry na kominach, a nie jak w wielkich miastach – Wrocław jest tu najlepszym przykładem – obecny prezydent słynie z wycięcia w pień największych połaci drzew w historii, jest dla przyrody największych szkodnikiem jakiego zna miasto, niszczy zieleń cały czas i zalewa ją betonem, a jednocześnie ….. chce zabronić mieszkańcom palenia w piecach polskim węglem i nakazać im zakupy ruskiego gazu (przy okazji zwiększając kilkakrotnie koszta ich życia zimą, ergo okradając ich po prostu bezczelnie z ogromnych pieniędzy, wprowadzając część w nędzę, a może śmierć z zamarznięcia, bo ogrzewać nie będą), tj. sam niszczy przyrodę na potęgę, a jednocześnie w imię rzekomego klimatu, uzależnia kraj energetycznie od Rosji, wprowadza mieszkańców w biedę, a częśc z nich doprowadzi do śmieci.
            To są antopocentryczne rozwiązania ????
            Dla mnie To jest skandal i sk…wysyństwo!!

          • Jarek Dobrzanski
            31 lipca 2016 at 23:22

            1 stopień a 3 stopnie to ogromna różnica – to pierwsze jest raczej bezpieczne to drugie raczej napewno nie. Powstrzymać się da za pieniądze wielokrotnie niższe i przede wszystkim bardziej możliwe do określenia i bardziej inwestycyjne w chatakterze niż koszty przystosowania do.. no właśnie… do czego? Do czegoś co tylko ułamkowo i minimalistycznie (czyli optmistycznie) jesteśmy w stanie przewidzieć. Druga część tekstu o skutkach mam nadzieje, że się w końcu urodzi i tam postaram się napisać więcej. Generalnie takie argumentowanie wynika z niewiedzy po prostu. Dlatego staram się pisać o faktach a nie o tym ‚comiesiewydaje’ i przekonywać racjonalnie a nie emocjonalnie.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *