• wtorek, 24 stycznia 2017 r.

Jarosław Kaczyński: teolog krzywdy i zadośćuczynienia

W teologii krzywdy tylko prosty lud posiada moralne kwalifikacje, aby rozpocząć walkę z diabłem. Walki tej jednak nie można wygrać. To przekleństwo: lud jest skazany, aby ustawicznie ją podejmować. Pomimo braku nadziei. W symbolice krzywdy przegrana jest nieuchronnym następstwem nieśmiertelności zła i jego potęgi. Stąd niewolnictwo, bieda i śmierć stanowią o ludzkim przeznaczeniu. Ale w ludowych wierzeniach zło – chociaż nie da się go przezwyciężyć – może zostać powstrzymane przez ludowego mędrca. Ale kto nim jest?

To ktoś charyzmatyczny. Dobrze, jak oszpecony (oczywiście przez diabła), bezzębny, ślepy na jedno oko, kuternoga, może też mówić niewyraźnie, bełkocząc, albo być wyjątkowo niskiego wzrostu. Wizualność ma tutaj duże znaczenie. Nie może być postawny i piękny, gdyż w ludowych przekazach to kategorie zła. To Yoda z „Gwiezdnych wojen”, włochaty niziołek, bajkowy gnom, karzeł albo elf, wyrażający się niejasno i skąpo. To pustelnik w jaskini, szałasie, gdzieś z daleka od ludzkich siedzib, gwaru i namiętności. Rzadko się odzywa. Raczej milczy. A nawet gdy mówi, to nie mówi, a cedzi, bez emocji, niczym nieziemska wyrocznia. Jego słowa, milczenie, sposób siedzenia, profil twarzy, zagadkowy uśmiech czy ruch dłoni, budzą entuzjazm ludu, dopatrującego się w jego brzydocie i chromości bożego dotyku. Tak mówią ludowe klechdy. W realu to Jarosław Kaczyński.

Charyzma Kaczyńskiego została wzmocniona bliźniaczym męczeństwem. Diabeł pozostawił go celowo przy życiu, aby cierpiał nie tylko za brata, ale za cały naród. On żyje, ale krwawi. Jak Chrystus. Śmierć Lecha (koniecznie skrytobójcza, a nie przypadkowa) nabrała mocy przepowiedni wielkiego powrotu, w tym wypadku Jarosława, wyszydzonego i trzymanego z dala od salonów, powracającego teraz z banicji w chwale i glorii, aby poprowadzić masy do zwycięstwa. Alegoria jest wyraźnie biblijna. Kościół katolicki w Polsce parafował już jej ważność. Kaczyński jest w trakcie wykonywania tej misji. Jeżeli Bóg zesłał mesjasza na ziemię, to jest nim Jarosław.

Nie musi wstawać, nie musi siedzieć, nie musi leżeć. Nie jest do niczego zobowiązany, ani za nic odpowiedzialny. Nie posiada karty kredytowej, prawa jazdy, dzieci, konta bankowego, mieszka byle gdzie, obcuje bardziej ze zwierzętami niż ludźmi. Najwięcej rozmawia z kotem. Nigdzie nie wyjeżdża. Nie miewa gości. Nie uśmiecha się, nie denerwuje i nigdy nie jest zakłopotany. Bo nie ma powodu. Prowadzi proste życie wypełnione niewyobrażalnym smutkiem i tragedią, jaka spowiła polski naród. Obdarzony czcią ludu, nic nie musi. Jego fizyczność jest umowna. Jako ludowy przywódca duchowy emanuje; nie tyle uczestniczy w życiu politycznym, ile jest wszechobecny, stale przenikając ludzkie masy swoją nadzwyczajnością, głębią przemyśleń i ogromem cierpienia. Jarosław Kaczyński wypełnia tę alegorię znakomicie, oferując coś jeszcze, mianowicie – zadośćuczynienie.

Mit, który obiecuje tylko wyrównanie krzywd, jest mało atrakcyjny, natomiast obietnica rekompensaty połączona z odwetem, jest prastarym marzeniem ludu. Byliście przez lata krzywdzeni i okradani, pozbawiono was godności – mówi społeczeństwu Jarosław Kaczyński. Ale teraz czeka na was nagroda. Ja wam ją wręczę. Bądźcie posłuszni, a będziecie zbawieni. Macie tylko wierzyć, popierać rząd i na nas głosować. Po waszej stronie jest zatem i prawo, i sprawiedliwość. I wola Boga. To klasyczna retoryka religijna, obiecująca dodatkowo przywilej sądzenia innych.

Ostatni będą więc pierwszymi. Tak mówi biblia. Kiepscy dziennikarze mogą zostać wyniesieni na świeczniki, miernotom naukowym oferowane są katedry i wykłady, mało pracowici mogą z dnia na dzień stać się majętnymi, ludzie mali stają się wielkimi, a podli godnymi szacunku. Historię też można odpowiednio zmienić, podmieniając nazwiska i nadając wydarzeniom inne interpretacje. Historia przecież jest spisywana na potrzeby ludu. A przecież to my jesteśmy ludem, a nie oni.

Wizja ludowej teokracji jest w Polsce realizowana jak nieuchronny wyrok boży. Być może więc, nie ma co się mu opierać? Absolutne poddaństwo potrzebuje religijnego ceremoniału, w którym wierni dobrowolnie i z uśmiechem oddają panu swoje dusze, a nieraz i ciała, otrzymując w zamian cieniutki opłatek łaski. Który rozpłynie się – jak zawsze – na cudzych językach.

Dariusz Wiśniewski

W polonijnym Chicago prowadzi audycję radiową "Prawy do lewego".

Podobne wpisy

4 komentarze

  1. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    25 lipca 2016 at 10:56 - odpowiedz

    czy każdy wielki lider nie jest trochę jak Chrystus? Hitler, Kennedy też cierpieli w okopach, Kennedy został przecież męczennikiem liberalizmu… gdyby nie Dallas, prawa Rosy Parks by nie weszly w życie

  2. Tomek Świątkowski
    25 lipca 2016 at 13:23 - odpowiedz

    Tylko że w wymiarze politycznym mesjańska misja Jezusa, mówiąc oględnie, nie powiodła się.
    Polityczne oczekiwania współczesnych mu Żydów nie zostały spełnione nawet w najmniejszym stopniu. Wszystko poszło wręcz na odwrót. To ciekawe więc, że mimo to po kilku wiekach politycy zaczęli ponownie wciskać Jezusa w kontekst polityczny, wbrew ewidentnej wymowie ewangelii.
    .
    Najbardziej intryguje mnie, czy Jarosław i jego bliskie otoczenie wierzy w swoje namaszczenie, czy to jest tylko przebiegła gra.

    • MICHAL
      25 lipca 2016 at 15:52 - odpowiedz

      Fakt, na koniec ich rozgonili na długie wieki Rzymianie.

      • Tomek Świątkowski
        25 lipca 2016 at 22:15 - odpowiedz

        i spalili świątynię
        zresztą wg ewangelii zapowiedź zburzenia świątyni była tą główną „obrazą uczuć religijnych”, za którą przywódcy religijni chcieli zgładzić Jezusa

Zostaw komentarz

Paste your AdWords Remarketing code here