• niedziela, 16 czerwca 2019 r.

Katechizacja w szkole – odpowiedź na argumenty strony katolickiej

 

Kościół Katolicki i sympatyzujące z nim środowiska zaciekle bronią lekcji religii w szkołach. Zamiast komentować liczne wypowiedzi w tym temacie, zdecydowałem odpowiedzieć zbiorowo na najczęściej pojawiające się argumenty strony katolickiej.

 

Najczęstsze argumenty broniące obecności lekcji katechezy w szkołach publicznych lub finansowania ich z budżetu państwa.

 

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej – art. 53, ust. 3 – gwarantuje rodzicom prawo do zapewnienia dzieciom wychowania zgodnie ze swoimi przekonaniami.

Ten argument to manipulacja. Jest to powoływanie się na zapisy prawne, mówiące o czymś innym, a jedynie tematycznie pasujące do omawianego problemu. Zapis ten chroni swobodę rodziców do wychowywania dziecka zgodnie ze swoimi przekonaniami – a nie zobowiązuje państwo do tego, by w imię czyichś przekonań te dzieci wychowywało za nich. Innymi słowy – zapis mówi, że państwo nie może przeszkadzać rodzicom w wychowywaniu dzieci zgodnie z ich poglądami, a nie że musi ich wspierać w takim wychowaniu, czy tym bardziej przejmować ich rolę.

 

 

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej – art. 53, ust. 4, gwarantuje nauczanie religii w szkole.

Zapis ten niczego nie gwarantuje. Mówi, że religia "może być przedmiotem nauczania w szkole". "Może" nie jest synonimem "musi", ani "jest". Zapis ten stanowi jednocześnie, że w takiej sytuacji "nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób". Tymczasem obecność katechizacji w szkole właśnie do tego prowadzi, czego przejawem jest np. "karanie" uczniów bezcelowym obowiązkiem spędzania dodatkowej godziny w szkole, tylko dlatego, że lekcje katechezy umieszczono w środku planu zajęć. Z drugiej strony uczestnictwo w lekcjach religii bywa łatwym sposobem podwyższenia sobie średniej ocen. Stanowi to więc ukryte "nagradzanie" uczniów za udział w takich zajęciach – a że nagradza tu państwowa instytucja, można to uznać za naruszenie wolności wyznania.

Lekcje katechizacji wpajają uniwersalne wartości i zasady.

Kłamstwo. Lekcje katechizacji wpajają wartości i zasady katolickie. Te zaś są dalekie od uniwersalnych. Za wartości, czy też zasady uniwersalne można uznać np. poszanowanie cudzej wolności (oczywiście w granicach rozsądku), szanowanie cudzego mienia, czy niekrzywdzenie innych ludzi (pomijając przypadki obrony życia czy mienia). Katolicyzm głosi tu zasady całkowicie sprzeczne z tym co uznaje się powszechnie w wielu miejscach na świecie. Wolność (np. wolność wyznania, wolność głoszenia innych poglądów politycznych) to dla Kościoła Katolickiego zło – i każdy kto wyznaje poglądy inne niż katolickie, popełnia ciężki grzech (np. Grzegorz XVI – Mirari vos, Pius IX – Syllabus Errorum). Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 1868 mówi ponadto, że grzechem jest również aprobowanie grzechu innych i nieprzeszkadzanie w nim – co w praktyce zobowiązuje do krzywdzenia innych ludzi za odmienne poglądy i powodowania szkód na cudzym mieniu (np. podpalanie warszawskiej tęczy – uznawane było przez środowiska katolickie za walkę grzechem homoseksualizmu).

Lekcje katechizacji są w szkołach dobrowolne.

Same lekcje są dobrowolne tylko formalnie. Po pierwsze – wiele szkół forsuje udział w takich zajęciach, wbrew prawu domyślnie zapisując wszystkich uczniów na katechezę i wymagając od niekatolickich rodziców składania pisemnych deklaracji. Po drugie – uczniowie nieuczęszczający na lekcje katechezy i tak muszą ten czas spędzić w szkole, ponieważ lekcje te zwykle umieszcza się w środku planu zajęć. Po trzecie – działanie katechety często wychodzi poza obszar właściwych mu zajęć. Nierzadko katecheta jest jednocześnie nauczycielem etyki – i przemyca on na tych lekcjach poglądy katolickie. Konsekwencją obecności katechetów w szkole bywa również zobowiązywanie uczniów nieuczęszczających na lekcję katechezy, do udziału w różnych katolickich uroczystościach.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej – art. 70, ust. 2, mówi że nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna, więc katechizacja powinna być finansowana z budżetu.

Po pierwsze – gdy w latach dziewięćdziesiątych toczyły się rozmowy na temat wprowadzenia religii w szkołach, Kościół Katolicki mówił, że idzie do szkół z misją i nie chce za to ani złotówki od państwa. Wtedy Kościół mógł na siebie wziąć ciężar finansowania katechizacji, a teraz nie może? Skoro chce swojej obecności w szkole, to może sam pokryć koszty takich lekcji. Katolicy w takim wypadku też mieliby zagwarantowaną darmową naukę. Zmieniłby się tylko opłacający je pośrednik – lekcje te byłyby finansowane ze źródeł Kościoła Katolickiego, a nie z podatków. Zapis w Konstytucji mówi bowiem, że nauka dla obywatela jest darmowa, a nie że nauczanie ma być zawsze finansowane przez państwo. Innymi słowy – wystarczyłoby aby zobowiązane ustawą szkoły, stawiały zawsze warunek, że zewnętrzna instytucja prowadząca w nich zajęcia, musi pokryć ich koszt – i dla zainteresowanego zajęciami, dalej byłyby one darmowe.

Po drugie – to co odbywa się na szkolnej katechezie trudno nazwać nauką. O nauce czegoś można by było mówić, gdyby nauczano tam np. prawa kanonicznego i treści dokumentów kościelnych.  W rzeczywistości jest to natomiast albo działalność wychowawcza połączona z wpajaniem wierzeń i dezinformacją polityczną (wpajaniem stereotypów, teorii spiskowych, uprzedzeń), albo czas w którym uczniowie jedynie odrabiają zadania domowe z innych przedmiotów i prowadzą luźne rozmowy z katechetą.

Wyrzucanie lekcji katechezy ze szkół jest powrotem do czasów komunistycznych.

Kłamstwo. Czasy komunistyczne cechowały się właśnie kolektywistycznym podejściem do społeczeństwa, narzucaniem poglądów i finansowaniem czego się da z budżetu. Usunięcie katechizacji ze szkół, to krok w stronę demokratyzacji (w Polsce ciągle panuje demokracja nieskonsolidowana). System demokratyczny wymaga bowiem m.in. równego traktowania obywateli – podczas gdy szkolna katechizacja jest silnym uprzywilejowaniem strony katolickiej. Państwo demokratyczne nie powinno też wspierać instytucji silnie antydemokratycznych i antywolnościowych – a taką jest Kościół Katolicki.

Polskie społeczeństwo to w 90% katolicy, więc to prawie wyłącznie katolicy finansują szkolną katechizację.

Kłamstwo. Według danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, katolicy stanowią nie więcej niż 26% polskiego społeczeństwa (więcej na ten temat pisałem w artykule Najnowsze dane sugerują, że katolicy to nie więcej jak 25,8% społeczeństwa!). Tylu bowiem obywateli uczęszcza regularnie na niedzielne msze, stanowiące dla katolika obowiązek (Kodeks Prawa Kanonicznego – kan. 1247), którego odrzucenie skutkuje automatycznie wykluczeniem ze wspólnoty (Kodeks Prawa Kanonicznego – kan. 751 i kan. 1364). Szkolną katechizację finansują więc przede wszystkim niekatolicy. Nawet zresztą gdyby katolicy stanowili większość, dalej dochodziłoby do dyskryminacji.

Polskie społeczeństwo to w 90% katolicy, więc w demokratycznym państwie Kościół Katolicki ma prawo dyktować czego nauczać w szkole.

Katolicy w Polsce to mniejszość – o czym jest mowa w poprzednim punkcie. Demokracja zaś nie polega na tym, że większość może narzucić wszystko mniejszości. Polega na podejmowaniu wyborów głosem większościowym, przy czym podjęte decyzje nie mogą krzywdzić mniejszości. Prawdziwa demokracja cechować się też powinna równym traktowaniem obywateli, świeckością i niepodleganiem zewnętrznym, niezależnym instytucjom. Lekcje katechezy są tego zaprzeczeniem. W demokracji ponadto, zasadniczy wpływ na politykę wywierają – poprzez głosowanie – obywatele oraz wyłonieni przez nich przedstawiciele w parlamencie, a nie jakieś dodatkowe organizacje, zwłaszcza reprezentujące interesy innego państwa, takie jak Kościół Katolicki. Kościół nie ma więc żadnej legitymacji by wyznaczać czego mają nauczać polskie szkoły.

Szkoła bez katechizacji, to nie jest polska tradycja.

Tradycja nie jest żadnym argumentem merytorycznym. Argument odnoszący się do tradycji – czyli wskazujący, że coś jest słuszne, tylko dlatego, że wcześniej było za takie uznawane, jest błędem logicznym i sofizmatem. W ten sposób da się bowiem pozornie usprawiedliwić każdą patologię. Idąc tym tokiem rozumowania można na przykład dojść do wniosku, że nie powinno się karać pijanych kierowców, bo to "tradycja" skoro od dawna w Polsce zdarzają się takie przypadki.

Kościół Katolicki jest mocno związany Polską i jej historią. Pomagał Polsce przetrwać w najcięższych chwilach.

Kościół Katolicki jest związany z Polską w podobny sposób, w jaki pasożyt związany jest z ciałem żywiciela. Na związku tym korzysta tylko Kościół, powodując w państwie szkody – m.in. w postaci podziałów społecznych, problemów z dyscypliną zawodową (np. związanych z klauzulą sumienia) czy aktów przemocy i wandalizmu na tle światopoglądowym (wystarczy popatrzeć co się dzieje na największym katolickim marszu w Polsce – czyli Marszu Niepodległości). Podobnie wygląda to w polskiej historii. Przykładem jak Kościół Katolicki "pomagał Polsce przetrwać", mogą być czasy zaborów. Papież Klemens XIV wyraził oficjalnie zadowolenie z pierwszego rozbioru Polski. Pius VI błogosławił konfederację targowicką i polecił księżom pełną współpracę z zaborcami. Grzegorz XVI w encyklice Cum primum potępił powstanie listopadowe, a Leon XIII w encyklice Caritatis nakazał całkowite poddanie się władzy zaborców.

Walka z lekcjami katechezy w szkołach, to walka z polskością i zasadami na których opiera się Polska.

Idąc tokiem rozumowania tego rodzaju argumentów, można by powiedzieć, że walka z rosyjskimi trollami w internecie, to walka z Polską. Polskość to kwestia Polski, a nie Watykanu. Retoryka uzależniania "polskości" od jakiegoś podmiotu leżącego poza granicami kraju, świadczy tylko o złych intencjach Kościoła Katolickiego. Polska obecnie opiera się na zasadach względnie demokratycznych. Demokrację Kościół Katolicki zaś potępia (Leon XIII – Diuturnum illud). Lekcje katechezy są więc przejawem ofensywy przeciwko zasadom, na których ma opierać się Polska.

Katolicy muszą finansować zabiegi zapłodnienia in vitro, więc niekatolicy mogą finansować katechizację.

Zabiegi zapłodnienia in vitro są na pewnych płaszczyznach korzystne dla społeczeństwa. Katechizacja służy tylko interesom Kościoła Katolickiego oraz katolickich stowarzyszeń i partii politycznych. Zabiegi zapłodnienia in vitro nikomu nie szkodzą (hasła o potrzebie ochrony życia zarodków nie mają tu żadnej wartości merytorycznej, zwłaszcza że są rzucane dla pozoru – bowiem w polityce Kościoła Katolickiego życie ludzkie zawsze miało niewielką wartość). Szkolna katecheza natomiast promuje lub przynajmniej legitymizuje, poglądy i zachowania społecznie szkodliwe – nietolerancję, utożsamianie krzywdzenia innych z czynieniem dobra itp. Tak więc niekatolicy finansując z podatków lekcje katechezy, zmuszani są do płacenia za promowanie doktryny negującej ich podstawowe prawa oraz za szerzenie wrogości wobec nich. Katolicy finansując zabiegi zapłodnienia drogą in vitro, finansują jedynie coś co im się nie podoba – ponieważ narusza stosowaną przez nich dla pozoru zasadę ochrony życia (dla pozoru, bo np. w przypadku pochwalania przez Kościół Katolicki zbrodni NSZ i NZW, "konieczność obrony życia od poczęcia" już nie działa).

W szkolnej katechizacji chodzi tylko o pomaganie rodzicom, a nie o sam Kościół Katolicki.

Nieprawda. Jak wspomniano w jednym z poprzednich punktów, większość ludzi w Polsce nie wyznaje katolickich poglądów, więc raczej nie wychowuje też na katolików swoich dzieci. Wysyłanie tych dzieci na lekcję katechezy wynika głównie z konformizmu normatywnego, chęci nieodstawania od reszty, niechęci do dodatkowych formalności (których wbrew prawu wymagają szkoły) itp. W większości przypadków szkolna katechizacja nie jest więc żadnym przedłużeniem toru wychowawczego rodziców. Do tego dochodzi fakt, że w wielu szkołach lekcje te faktycznie nie są prowadzone – a uczniowie w tym czasie odrabiają prace domowe i prowadzą luźne rozmowy. Tym bardziej więc nie można tego uznać za pomoc rodzicom.

 

Podobne materiały

3 komentarze

  1. Radowid
    13 stycznia 2019 at 17:25 - odpowiedz

    Dobry artykuł.

    Katolicyzm to religia anty-liberalna w związku z czym zwalcza wolność na kazdym kroku i przy tym traktuje demokrację  i liberalizm instrumentalne tylko po to by sobie zapewnić 100% wolność kosztem wolności innych przekonań bliższych prawdy.

  2. tatajarek
    14 stycznia 2019 at 16:28 - odpowiedz

    Ano właśnie. Zostałem wezwany na wywiadówkę, gdzie musiałem siedzieć przez godzinę pod wielkim krucyfiksem w sali od języka niemieckiego. A krucyfiks obraża moje uczucia religijne. Czy to znaczy, że mogę pozwać szkołę do sądu z paragrafu 196?

  3. tatajarek
    16 stycznia 2019 at 13:17 - odpowiedz

    Tutak ciekawy przykład: dyrektorka szkoły aby zwolnić głupiego katechetę, musi płaszczyć się przed proboszczem na jego dywaniku:

    (od 12-ej minuty)

    https://www.newsweek.pl/polska/polityka/to-co-dzieje-sie-w-panstwie-odbija-sie-na-postawie-mlodych/j1lc4xx

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *