• piątek, 21 września 2018 r.

Katolicy, środowiska katolickie i konsumenci katolickich produktów kulturowych

 

Opcja katolicka jest jedną z głównych sił politycznych w Polsce. Jej przedstawiciele lubią powoływać się na rzekomą większość podzielającą katolickie poglądy – a wskazują tutaj na liczbę ochrzczonych w katolickiej wspólnocie oraz popularność katolickich ceremonii. Z drugiej strony, mimo że faktyczni katolicy stanowią mniejszość, widać sporo ludzi odnoszących się z sympatią do idei państwa katolickiego. Uznałem, że dobrze by było więc wprowadzić jakiś porządek pojęciowy – i wskazać kto kim naprawdę jest.

 

 

Najściślej definiowalną grupą są katolicy. Są to ludzie przynależący formalnie do wspólnoty Kościoła Katolickiego i wyznający katolickie poglądy. Istotne jest w tych poglądach to, że w przeciwieństwie do wielu innych ideologii, wymagają one przyjęcia ich w całości i nieodrzucania żadnej pomniejszej idei (o czym stanowi np. Kodeks Prawa Kanonicznego – kan. 750). Katolik musi więc całkowicie zgadzać się z Kościołem Katolickim. Negowanie jakiegokolwiek elementu doktryny, powątpiewanie w jakąś z katolickich "prawd" – czyni heretykiem (Kodeks Prawa Kanonicznego – kan. 751). Heretyk podlega zaś ekskomunice – czyli teoretycznemu wyłączeniu ze wspólnoty na mocy samego prawa kanonicznego (Kodeks Prawa Kanonicznego – kan. 1364). Oznacza to, że jeżeli jakiś "katolik" popiera rozdział państwa od Kościoła, wolność słowa lub wolność wyznania, toleruje ludzi o innych poglądach, albo powątpiewa w kolegialną nieomylność biskupów – teoretycznie wyklucza się z tej wspólnoty katolickiej i nie powinien nazywać siebie katolikiem.

Podobnie wygląda to przy powszechnym definiowaniu takich pojęć. Jeżeli liberałem nazywa się człowieka o liberalnych poglądach, komunistą – człowieka o poglądach komunistycznych, to katolikiem będzie tym samym człowiek o poglądach katolickich, czyli poglądach składających się na doktrynę i politykę Kościoła Katolickiego. Nie ktoś, kto tylko deklaruje, że jest katolikiem – choć jednocześnie jest liberałem, demokratą, zwolennikiem wolności wyznania, rozdziału państwa od Kościoła czy legalnej antykoncepcji.

Dane Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego dotyczące uczestnictwa w niedzielnej mszy, sugerują, że ta grupa stanowiła w 2016 roku, nie więcej jak 25,8% ludności Polski. Obecność na niedzielnej mszy jest bowiem dla katolika czynnością obowiązkową (Kodeks Prawa Kanonicznego – kan. 1247). O ile opuszczenie takiej mszy np. raz na pół roku, jest wedle doktryny grzechem możliwym do odpuszczenia, to już odrzucenie samego obowiązku stanowi herezję – co jak wspomniano jest jednoznaczne z teoretycznym wykluczeniem ze wspólnoty katolickiej. Należy tu jednak brać pod uwagę fakt, iż wielu ludzi uczęszcza na mszę – choć nie wyznaje katolickich poglądów. Takie osoby więc nie są katolikami. Tym samym taka liczba stanowi jedynie wskaźnik górnej granicy liczby katolików.

Znacznie szersze i luźniejsze do zdefiniowania są środowiska katolickie. Ich częścią są zarówno faktyczni katolicy, jak i ludzie popierający tylko jakieś istotne fragmenty doktryny Kościoła Katolickiego oraz animowani katolicką propagandą – choć niekoniecznie przynależący nawet do katolickiej wspólnoty. Takie osoby przyjmują zwykle tylko wybrane katolickie idee – przy czym są to idee politycznie istotne, a nie tylko ozdobne. Głównie takie, które pomagają usprawiedliwić nienawiść, pogardę czy wrogość do innych osób – jak potępienie wolności wyznania, homoseksualizmu, obowiązek walki z niewiernymi itp. Można więc tę konkretną część środowisk katolickich nazwać – konsumentami katolickiej legitymizacji zachowań. Ludzie ci bowiem deklarują katolicyzm głównie dlatego, że legalizuje on we wzniosły sposób, pewne negatywnie postrzegane rzeczy – takie jak agresja i wrogość wobec odmienności. Przykładem mogą być tutaj pseudokibice animowani katolicką propagandą oraz sympatycy Marszu Niepodległości.

Grupa pozornych "katolików" najdalej oddalona od katolicyzmu, to konsumenci katolickich produktów kulturowych – takich jak śluby, chrzty i święcenie żywności na Wielkanoc. Są to ludzie, którzy w rzeczywistości odrzucają katolicyzm, przyjmując co najwyżej jakieś jego wyrwane z kontekstu elementy symboliczne i ozdobne. Na przykład elementy kultu i wiarę w Boga, która według ich mniemania wystarczy do uznawania siebie za katolika (co jest nieprawdą, ponieważ w Boga wierzą także anglikanie czy baptyści, a katolicyzm to przede wszystkim kwestia władzy Kościoła Katolickiego, jego miejsca w państwie oraz zakresu swobód w tym państwie przewidzianych). Sama wiara w Boga, modlitwy, spotkania wspólnotowe itp. to dla tych ludzi nie skutek wyznawania katolickich poglądów, ale jedynie forma eskapizmu lub w przypadku młodzieży – okazja do spędzania czasu z innymi.

Część konsumentów katolickich produktów kulturowych uważa się za katolików na skutek konformizmu normatywnego, stanowiąc fragment granfalonu "katolicy" – czyli grupy istniejącej przede wszystkim w świadomości jej członków, której istotą jest kwestia poczucia przynależności. Ludzie tacy będą konsumentami katolickich produktów kulturowych, ponieważ nie chcą odstępować od najbardziej widocznych w granfalonie norm. Część natomiast – otwarcie uważa się za niekatolików (bezwyznaniowców, własnowierców, liberałów, ateistów) korzystając tylko z tych produktów kulturowych, jako formy estetycznej ozdoby np. ślubu.

W samym granfalonie "katolicy" można też znaleźć podgrupę beneficjentów katolickich etykiet społecznych. Są to ludzie, którzy chcą być widziani jako członkowie katolickiej wspólnoty, ponieważ zapewnia ona tym członkom wizerunek osób moralnych, dobrych, lepszych od innych. Podobne motywacje można znaleźć u konsumentów katolickiej legitymizacji zachowań, jednak u ludzi którzy są tylko beneficjentami etykiet, jest to postawa bierna względem ideologii Kościoła Katolickiego. Ktoś taki nie działa w jakimś wymiarze zgodnie z katolicyzmem, ale tylko jest beneficjentem pozytywnej otoczki związanej z pojęciem "katolik". Przykładowo – konsument katolickiej legitymizacji zachowań chce mieć wynikające z katolicyzmu przyzwolenie na ubliżanie ateistom czy homoseksualistom. Beneficjent katolickich etykiet, chce zaś tylko, by będąc np. alkoholikiem, albo słabym politykiem liczącym na poprawę wizerunku – być widzianym jako ktoś moralny, lepszy, nienapiętnowany negatywnymi etykietami, które w takich przypadkach przyczepiać może społeczeństwo.

Kościół Katolicki próbując pokazać ilość swoich zwolenników, często wskazuje na statystyki dotyczące ochrzczonych, badania opinii publicznej – gdzie ujawnia się jedynie granfalon, a nie faktyczne poglądy, albo ludzi będących jedynie konsumentami katolickich produktów kulturowych – bo to grupa spora, a jej udział w różnego rodzaju wydarzeniach jest publicznie widoczny. W ten sposób strona katolicka dopuszcza się daleko posuniętego fałszowania obrazu rzeczywistości. Każe bowiem uznawać, że np. chrzczenie dzieci i branie katolickich ślubów, jest jednoznaczne z domaganiem się zwierzchności Kościoła Katolickiego nad państwem, zniesienia wolności słowa, prawa do małżeństw cywilnych, całkowitej delegalizacji antykoncepcji, aborcji i zapłodnienia drogą in vitro, obowiązkowej katechizacji w szkołach oraz hojnego finansowaniem katolickich instytucji przez państwo.

Dlatego ważne jest tutaj nazewnictwo. Pokrętne przedstawianie tego tematu przez Kościół Katolicki przekłada się na politykę państwa. Członkowie rządu, parlamentarzyści czy lokalni urzędnicy, skłonni są bowiem uwierzyć w istnienie "katolickiej większości" – a za tym ulegać żądaniom Kościoła Katolickiego, który niby wolę tej większości ma reprezentować. To natomiast wywiera wpływ na życie wszystkich obywateli. Zarówno tych, którzy otwarcie deklarują, że nie są katolikami, jak i tych, którzy udają katolików dla spokoju, albo biorą katolickie śluby dla ładnych zdjęć.

 

Podobne materiały

9 komentarzy

  1. Orionis
    4 kwietnia 2018 at 13:16 - odpowiedz

    W samo sedno! Od "x czasu" powtarzam to samo. Cieszę się, że ktoś to tak precyzyjnie i zwięźle podsumował.

    Problem polega na tym, że tzw. "ludzie" tego nie widzą i nie rozumieją. Dlatego trzeba o tym trąbić przez wszystkie dostępne megafony, by ten prosty podział dotarł do każdego obywatela tego kraju. Oczywiście (niestety) jako komunikat masowy ta treść musi zostać skrócona, jeszcze bardziej skondensowana i dodatkowo uproszczona. Inaczej "nikt" nie zrozumie i nie zapamięta (niestety). Inaczej mówiąc trzeba z tego stworzyć krótkie, proste zdanie dające się wypowiedzieć na jednym oddechu. (Co nie jest łatwe w tym przypadku.)

    I oczywiście przygotować się na to, że Kościół się wścieknie (choć raczej tam już mało kto ma zdolność do prawdziwych emocji, mowa raczej o odgrywaniu świętego oburzenia w celach propagandowych), że pojawiło się proste nazwanie rzeczy po imieniu, które może skutecznie popsuć mu interes 

    🙂

  2. Zorro
    4 kwietnia 2018 at 15:49 - odpowiedz

    Katolicy muszą uznawać za prawdziwe wszystkie dogmaty. Odrzucenie któregokolwiek to herezja. Jedna nigdzie nie ma oficjalnie uznanej przez kościół katolicki listy dogmatów. Istnieje dział teologii zajmujący się dogmatami – dogmatyka, ale listy dogmatów nie ma.

  3. Hubert
    4 kwietnia 2018 at 17:19 - odpowiedz

    "Negowanie jakiegokolwiek elementu doktryny, powątpiewanie w jakąś z katolickich "prawd" – czyni heretykiem"

    To prawda, ale kto by się tym dziś w liberalnej Polsce przejmował?

    Prawdziwy katolicyzm w wydaniu np. Bonifacego VIII, Grzegorza XVI, Piusa IX albo Piusa X już nie istnieje! Łiii! 🙂

    Co najwyżej takie małe ultra-ekskluzywne i ultra-fundamentalistyczne sekty katolickie jak lefebryści albo sedewakantyści jeszcze trzymają się katolicyzmu.

    Teraz istnieje tylko modernistyczno-liberalna herezja w przebraniu (płaszczyku) Kościoła katolickiego. Zaś hierarchowie z Franciszkiem na czele są niczym wilcy w owczym przebraniu! 😉

  4. Lucyan
    4 kwietnia 2018 at 19:37 - odpowiedz

    "Najściślej definiowalną grupą są katolicy." – ha, ha. Chyba najmniej scisle. 

    Poza tym autor nie odroznia rzymsko-katolikow od polsko-katolikow. Wszyscy do jednego  worka.

    Definicja katolika poprzez ochrzczenie to z punktu widzenia panstwa  swieckiego to kompletna bzdura.  Jesli juz to panstwo powinno to traktowac to jako deklaracje woli rodzicow/opiekunow, a nie jako przynaleznosc. Zreszta w krajach protestanckich dawniej stawalo sie czlonkiem kosciola (panstwoweo) poprzez sam fakt urodzenia z protestanckich rodzicow, nie trzeba bylo zadnej szopki z laniem wody.

    Jako ze panstwo nie ma zadnych srodkow (ani ochoty) do kontrolowania czlonkow i ich urojen to jedyne statystyki ktorymi panstwo  moze  operowac to

    (1) chec placenia na dany kosciol (np. przez zaznaczenie na deklaracji podatkowej, ateisci tez moga chcei placic(!) ) (2) osobista deklaracja doroslej osoby ze jest czlonkiem aktualnego kosciola, ale to tez raczej na zasadzie ankiety i dobrowolnosci, bo nie mozna kogos zmuszac do odkrywania sie ze jest. Takie  deklaracje bylyby raczej zanizone. 

    Liczenie przez panstwo katolikow poprzez chrzest to w przypadku  dzieci to jedynie poswiadczenie o checi rodzicow aby dziecko było  w przyszłosci  katolem. Jesli (swieckie) panstwo w swoich opracowaniach traktuje ochrzczone dzieci jako katolikow, to jest to jedna z głupot swieckiego panstwa.

  5. Tomek Świątkowski
    5 kwietnia 2018 at 17:23 - odpowiedz

    Gdzie w katechiżmie KK jest stwierdzeone, że katolik nie może popierać rozdziału państwa od Kościoła, wolności słowa lub wolności wyznania, oraz tolerować ludzi o innych poglądach, byc demokrata lub liberałem?

    .

    Aby potwierdzić swoją kompetencję w omawianym prze siebie temacie pan Serafiński pwoinien na to pytanie odpowiedzieć.

    • Hubert
      5 kwietnia 2018 at 18:07 - odpowiedz

      @TOMEK

      Protestant owszem może popierać rozdział Kościoła od państwa, bo tu jest wszczepiony na ogół pewien liberalizm.

      Ale prawdziwy katolik NIE może. Prawdziwy, tradycyjny katolik ma jasnny zakaz popierania rozdziału Kościoła od państwa jak i religijnej tolerancji.

      https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_ix/inne/syllabus_08121864.html

      Zwróć proszę szczególną uwagę na punkt nr 55 oraz punkty nr 15-18.

      Te "błędy" są niezmiennie aktualnie błędami dla każdego prawdziwego tradycyjnego katolika.

      I żaden piszący pod wpływem masonerii JPII i jego neo-katechizm modernistyczny tego nie zmieni. 🙂

      • Tomek Świątkowski
        5 kwietnia 2018 at 23:08 - odpowiedz

        No ale pan Serafiński najwyraźniej ma na myśli sektę zwolenników JPII i dlatego zadaję mu to pytanie.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *