• czwartek, 5 grudnia 2019 r.

Kim są Europejczycy i czy my nimi jesteśmy?

 

Bywa, że nasza europejskość przez nas samych jest podważana. Kim zatem są Europejczycy? Czy są nimi Hiszpanie Franco, Francuzi Napoleona, Włosi Mussoliniego czy Berlusconiego? A może Europejczykami są tylko Baskowie? Oliwy do ognia dorzucają przedstawiciele innych kultur i cywilizacji, zauważający nieśmiało, że takie miasta jak Moskwa, Mińsk czy Kijów również są w Europie, bo przecież nie w Indiach czy Indonezji… Kim zatem są Europejczycy i czy my nimi jesteśmy?

Podobne materiały

4 komentarze

  1. Andrzej
    3 grudnia 2019 at 20:34 - odpowiedz

    Zależy jak na to patrzeć, bo jeśli zaczyna się definiować Europejczyka jako istotę postępową, otwartą, dla której ważne stały się prawa człowieka, demokracja to Europejczykami są na przykład wszyscy ci, którzy przeciwstawiali się Franco, Mussoliniemu, Hitlerowi, Stalinowi itd. Natomiast o  dyktatorach i ich sympatykach można mówić jak o barbarzyńcach. A więc Hindus, czy Pers, który tutaj przybył i który przyłącza się do ludzi postępowowych byłby bardziej Europejczykiem niż ten, który występuje przeciw prawom człowieka, demokracji itd. Europa bardzo się zmieniła w przeciągu ostatnich 70 lat, nie ma wojen, otworzono granice, nastąpił znaczący wzrost dobrobytu, zniesiono karę śmierci, rozwinęły się technologie ułatwiające życie itd. więc myślę, że obecnie bycie Europejczykiem ma wiele wspólnego z tym, o czym, napisałem.  

    • bogdan schmidt
      4 grudnia 2019 at 20:15 - odpowiedz

      Słowo postęp, wywołuje u mnie dreszcze przechodzące po krzyżu, czy może już racze,j półksiężycu. Odnoszę wrażenie, że nasza euroejska kultura, swoje akme osiągnęła jakiś czas temu. Teraz następuje jej schyłek, na razie powolny, jednak górka z której zjeżdżamy, już wkrótce może przejść w stromiznę. Wspomniany postęp, doprowadzany do absurdu, wywołuje zrozumiałą reakcję w postaci wzrostu nastrojów skrajnie prawicowych, bo ci którzy powinni bronić europejskich wartości, na Europejczyków się wypięli. Promują agresywne, wojujące i nie biorące jeńców ideologie i twierdzą, że to w ramach tolerancji i spójności spolecznej.  A tych, którzy protestują, właśnie w imię europejskich wartości i domagają się respektowania fundamentalnych praw, na których ufundowano naszą cywilizację, knebluje się przy pomocy szantażu moralnego, nazywając faszystami, lub jeszcze prościej, robiąc z nich kryminalistów. Nie trzeba być mędrcem, by wiedzieć, że to się dobrze nie skończy.

      Gdy będę miał okazję, to zapytam miłych , uśmiechniętych, tolerancyjnych, postępowych, dobrze wykształconych reprezentantów suwerena, którzy powiesili sobie na lodówce urocze portrety Mao i Che, do jakiego stopnia czują się Europejczykami? Wręcz nie mogę doczekać się odpowiedzi.

      • Andrzej
        5 grudnia 2019 at 12:35 - odpowiedz

        Europejskie wartości na szczęście ewoluują, w tej mierze Europa także dokonuje postępu. To właśnie takie rzeczy cechują Europę.

         

         

        Co do reakcji skrajnej prawicy, która jest dla Ciebie zrozumiała, dla mnie jest ona co najwyżej  nieunikniona w tak szybko zmieniającej się rzeczywistości. Człowiek od zawsze ma problemy z dostosowaniem do nowych warunków i trzyma się starego, co zresztą nietrudno zauważyć po tych różnych komentarzach dotyczących tego, jak to kiedyś było dobrze. W tej materii są nawet konserwatyści przywiązani do PRL, z ich opowieściami o tym jak to ludzie więcej ze sobą rozmawiali, byli bardziej uprzejmi, jak to urządzenia domowe nie psuły się nawet po 25 latach itd. Konserwatyzm  nawet nie jest więc  cechą prawicy.

         

        Mógłbym tu wymieniać pewnie przez godzinę jak wiele dobrego się zdarzyło w ciągu ostatnich 100 lat, jak bardzo polepszyła się sytuacja przeciętnego Europejczyka na każdym polu, ale nie ma to sensu, bo każdy bardzo łatwo może dokonać takiego podsumowania, ale Ty twierdzisz, że znaleźliśmy się na jakiejś równi pochyłej, bo ludzie, którzy mają problem z nadążaniem za zmianami, przywiązani, czasem do bardzo starych wartości się buntują. I tak są dosyć łagodni, biorąc pod uwagę terroryzm w lat 70. w Europie. Więc i w tym względzie widzę sporą zmianę, że ci mocno niezadowoleni jednak nie posuwają się do podkładania bomb. 

         

        Według mnie Europie jeszcze  daleko do szczytu na który się wspina, ale i tak jest w tym względzie wyżej niż była kiedykolwiek. Tak więc mamy na ten temat zupełnie różne przekonania, skrajnie różne. 

        Przede wszystkim Europejczycy już do czegoś przywykli, z czym jest im bardzo dobrze. Swoboda przemieszczania się, ograniczony wpływ państwa na życie osobiste, dobra sytuacja materialna, technologiczny postęp itd. Tak więc nawet, jeśli dojdzie do jakiś zmian, jeśli skrajna prawia przejmie władzę, to będzie zmuszona utrzymać tę jakość życia. Inaczej długo nie porządzą. Co najwyżej mogą się modlić o to, że zanim obejmą władzę jakiś wielki kryzys zuboży ludzi, na przykład wywołany zmianami klimatu. Wszystko możliwe, ale biorąc pod uwagę technologie jakimi obecnie człowiek dysponuje, zautomatyzowany przemysł i rolnictwo, znaczne oddalenie się od tego, co nazywa się dzikim kapitalizmem szanse na katastrofę spadają a nie rosną. Coś złego pewnie się jeszcze wydarzy, ale ten okres prosperity Europy już się utrwalił w wielu ludzkich umysłach i to o nim ktoś kiedyś, podobnie do Ciebie będzie mówił jak o wartościach, które próbuje się zniszczyć. 

         

        A tak swoją drogą nie wiem jakie wartości masz na myśli, jednorodność kulturową, religię, granice, kolonializm…? Bo te wartości rzeczywiście obumierają, i dobrze. 

        • bogdan schmidt
          5 grudnia 2019 at 14:32 - odpowiedz

          Zamiast długiego wywodu, zastosuję technikę pars pro toto. https://www.dw.com/en/bombs-shootings-are-a-part-of-life-in-swedish-city-malmo/a-51337737​.

          To miasto odrobinkę większe od naszego Białystoku, w którym ludzie na codzień zaczynają urządzać się w kisielowskiej czarnej d… . 29 bomb i 50 strzelanin w ciągu 10 miesięcy? To więcej niż od 89' roku w calej Polsce. I sprawcami nie są żadni dzihadyści, tylko gangsterzy. Z importu. W niegdyś najbezpieczniejszym i najbardziej praworządnym kraju świata. A Szwedzkie media (z wyjątkiem niezaleznych internetowych portali) zgodnie i solidarnie o tym milczą. W dodatku, każdy, kto ośmieli się o tym głosno mówić, w najlepszym razie traci pracę, nierzadko trafia przed sąd, oskarżony o szerzenie nienawiści. Zapewne w ramach wolności słowa.

          Sytuacja w Niemczech, Holandii, Francji czy Wielkiej Brytanii, zbytnio od tego nowego, "demokratycznego" standardu nie odbiega.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *