• wtorek, 24 stycznia 2017 r.

Komu Kościół podstawia nogi?

O moralnym rozwoju społeczeństwa

Żadna grupa społeczna nie rezygnuje łatwo z przywileju, dającego poczucie wyższości nad innymi. Nawet jeżeli tej nierówności sprzeciwiają się prawo konstytucyjne i ogólnie przyjęte normy etyczne, człowiek najczęściej czuje się dobrze, jeżeli posiada prawo, którego nie mają pozostali. Wyrzuty sumienia, towarzyszące nieraz jawnej niesprawiedliwości, zagłusza wiara,  przekonująca, że nierówność ta jest częścią tradycji przekazanej nam przez naszych przodków. Poza tym, niesprawiedliwość społeczna – trwająca od pokoleń – staje się uzasadnieniem dla samej siebie. Rozwój moralny społeczeństwa postępuje więc wolno. Nie wszyscy bowiem mają odwagę zakwestionować niesprawiedliwość, z której czerpią korzyści.

A jednak postęp w walce z dyskryminacją, homofobią i o równe prawa, zależy w dużym stopniu właśnie od postaw tych, którzy dominują. A dokładniej od pojedynczych ludzi, którzy ryzykując wiele – nieraz kariery zawodowe, samotność, ostracyzm – mają odwagę przeciwstawić się własnej grupie, i tradycji, legitymizującej niesprawiedliwość. Kiedy przedstawiciel z uprzywilejowanej grupy dopomina się o sprawiedliwość dla innej grupy, to wtedy takie wystąpienie staje się aktem moralnym o dużej wadze społecznej.

Moralny akt, nieraz wydarzenie, deklaracja pojedynczej osoby, albo akt prawny – pomimo początkowego zgorszenia – może po pewnym czasie wyzwolić w społeczeństwie poczucie wspólnoty znacznie silniejszej niż prawo oraz zakazy religijne. W ostatnich latach w USA wielu homoseksualistów przyznało się publicznie do swojej orientacji seksualnej w tym aktorzy, znani sportowcy z zawodowych lig NBA (Jason Collins), NFL (Michael Sam) czy NCAA (Derrick Gordon), gwiazdy estrady, politycy (w 48 stanach), a nawet księża (Gene Robinson, biskup). Przykładów takich jest coraz więcej, gdyż każdy następny dodaje odwagi tym, którzy nadal ukrywają się w „szafie”.

Gdy 4 lata temu Barack Obama przeforsował bepłatne środki antykoncepcyjne dla kobiet, podniosła się wrzawa. Biskupi amerykańscy wystosowali list otwarty do Obamy, żądając w nim kategorycznie, aby ponownie rozważył swoją decyzję. Ale oburzenie nagle opadło, gdy okazało się, że ponad 60 procent aktywnych seksualnie kobiet, w tym katoliczek, stosuje te środki już od lat. Zakaz religijny zatem nie był przestrzegany, ale nikt nie miał odwagi go otwarcie zakwestionować. Zrobił to prezydent. Kościół musiał wycofać się przed moralną solidarnością społeczeństwa (podobnie może stać się w Polsce po ratyfikacji umowy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet i po pełnym zalegalizowaniu in vitro)

Postęp w rozwoju moralnym nie zawsze jest konieczny. Nie zawsze też jest możliwy. Potrzeba moralnych przeobrażeń powstaje zwłaszcza wtedy, kiedy sfery gospodarcza i kulturalna – po okresie wzrostu – nie mogą się już poszerzyć, albo poszerzają się wolno. Przykładowo, w Ameryce, presja dalszego rozwoju gospodarczego wymusza koncesje na rzecz mniej uprzywilejowanych grup, jak społeczności gejowskiej, afroamerykanów i nielegalnych imigrantów, oraz w mniejszym stopniu, kobiet. USA stoją przed szansą wzmożonego rozwoju gospodarczego. Ceny energii spadły, stopa bezrobocia obniżyła się, a wartość nieruchomości po katastrofie z roku 2007 ponownie pnie się do góry. Ale rozwój gospodarczy może zostać zahamowany przez społeczne napięcia. Utrzymujący się rasizm, nieuregulowana kwestia nielegalnych imigrantów (12 mln.) oraz nie wszędzie przestrzegane prawa dla homoseksualistów (małżeństwa jednej płci są legalne w 37/50 stanach) dopominają się rozwiązania nie tylko ze względów etycznych, ale i ekonomicznych.

Napięcia społeczne kosztują. Nawet jeżeli nie przeradzają się w otwarty konflikt, ich obecność utrudnia współpracę oraz zwiększa ryzyko we wspólnych przedsięwzięciach gospodarczych. Obywatele, nie mając do siebie zaufania, są mało produktywni; tworzą społeczeństwo nieodporne na recesje i niechętne do poświęceń. Równe prawa i wspólna walka z dyskryminacją leżą więc w interesie całego społeczeństwa.

W Polsce, podobnie, jak w USA, potrzebne są przeobrażenia moralne. Dzięki wolności do swobodnej ekspresji – prawa, z kórego Polacy korzystają bardzo chętnie – trwają obecnie otwarte i burzliwe debaty dotyczące praw dla środowisk LGTB, rodziny i pełnej emancypacji polskiej kobiety. Kwestie te jeszcze niedawno należały do sfery „Kościoła”. Nic więc dziwnego, że wkrótce sam Kościół stał się głównym tematem tych dyskusji. Tym razem jednak nie w aspekcie jego zasług i patriotycznych dokonań, ale jako siła spowalniająca rozwój społeczeństwa.

Tradycyjnie, różne nieprawidłowości dziejące się nieraz w rodzinach nie podlegały prawu państwowemu, ile jurysdykcji kościelnej, osądzającej „wykroczenie” przy konfesjonale. Kościół też wyznaczał dla ludzkiej seksualności „moralne” limity, ustalając „kiedy, jak i z kim”. Ten, kto ma moc karania i nagradzania członka rodziny i kto decyduje o prokreacji, nie tylko kontroluje życie rodzinne i seksualne człowieka, ale ustala również standardy „normalności”. To ogromna władza, której Kościół nie odda bez walki. Z drugiej strony presja społeczeństwa domagającego się wolności w sferze prywatnej będzie rosnąć i wkrótce, być może, powstanie powszechne wrażenie konfliktu Kościoła z narodem. Na razie hierarchowie zareagowali usztywnieniem stanowiska, gdyż historycznie jest to najskuteczniejsza metoda, aby zdławić ewentualną rebelię wewnętrzną, kosztem utraty garści wiernych (którzy w przyszłości zawiedzeni nowym porządkiem świata i tak powrócą). Tym razem jednak może być inaczej, gdyż radykalizacja może reanimować jeszcze gorszego upiora – nie nową już ideę zbawienia poza świątynią. Jeżeli w walce o równe prawa potrzebna jest nieraz solidarność tych, którze te prawo już posiadają, w przypadku Kościoła, tradycyjnie niechętnego wobec zmian, potrzebny jest akt moralny w jego własnym łonie. Inaczej, rozwój gospodarczy nigdy nie doczeka się, aż go dogoni rozwój moralny, z tego powodu, że Kościół bezkarnie podstawia mu nogi.

Dariusz Wiśniewski/Chicago

W polonijnym Chicago prowadzi audycję radiową "Prawy do lewego".

Podobne wpisy

Zostaw komentarz

Paste your AdWords Remarketing code here