• sobota, 17 listopada 2018 r.

Liberalizm Hamiltona kontra liberalizm Jeffersona

Artykuł ten dotyczy dynamiki amerykańskich sporów politycznych o wolność, które nadal zdają się przebiegać w kotlinach wykopanych przez Alexandra Hamiltona i Thomasa Jeffersona. Hamilton nie urodził się na terenie dzisiejszych USA, po czym mieszkał w kosmopolitycznym Nowym Jorku, stąd jego optyka musiała być bardziej narodowa i federalna niż wirginijska, ziemiańska optyka Jeffersona. W swej książce: „Odwaga nadziei” Barack Obama wyrażał zaniepokojenie faktem, że zwolennicy różnych opcji politycznych w USA nie mogą się porozumieć, ponieważ wprawdzie używają tych samych słów, ale inaczej rozumieją ich znaczenie. Tak jest zwłaszcza ze słowem „wolność”. W kwestiach gospodarczych Obama przyznawał rację Alexandrowi Hamiltonowi, który dostrzegł potencjał we współpracy rządu i przedsiębiorców i stworzył de facto amerykański rynek finansowy, co kolidowało z agrarnymi wizjami Jeffersona, który uważał miasta i handel za moralnie złe, a wieś i rolnictwo za dobre, a jednak przydało się tworząc atmosferę mobilności, typowej dla dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Problem polega na tym, że prawica i lewica w USA widzą tylko niektóre naruszenia wolności (podsłuch antyterrorystyczny i nadzór nad seksualnością tak, ale interwencjonizm i kontrola broni – nie – wołają republikanie, zaś demokraci oburzają się na łamanie wolności prasy, ale już nie na ciężkie koszty regulacji prawnych dla drobnych przedsiębiorców). Problemy te przywołują na myśl spory Hamiltona z Jeffersonem, którzy także w niczym się nie zgadzali, a obaj przemawiali w imię wolności. Zresztą Obama też okazał się niestety prezydentem stronniczym, ślepym na jedno oko. Spory Donalda Trumpa z demokratami również zasadzają się na rozmaitym rozumieniu wolności; przecież spór o to czy należy w imię wolności otwierać granice na nawet nielegalnych imigrantów, czy też należy chronić społeczeństwo liberalne zachodnie przed ludźmi, którzy go nie cenią lub nie rozumieją jest sporem w rodzinie liberałów, podobnie jak spór o outsourcing osłabiający ekonomiczna bazę dla rodzin i jednostek. Być może Hamilton i Jefferson mieli rację, że jedność jest mrzonką i trzeba walczyć bezkompromisowo o swoje rozumienie wolności. 
 

Markiz de La Fayette mówił, że walczył o niepodległość Ameryki, dlatego by „wolność miała państwo”. I udało się to znakomicie, choć nie bez trudności, lecz wolność trudno zdefiniować. Jak stwierdził baron de Montesquieu; „Nie ma słowa, któremu by dawano więcej rozmaitych znaczeń i które by w tyle sposobów przemawiało do ludzi co słowo „wolność”. Wieloznaczność pojęcia „wolność” ciekawie pokazuje Nicolas Grimaldi: „Wolność nie jest ani prostym pojęciem, ani też jednoznacznym doświadczeniem. Utożsamiana zarówno z przypadkowością, jak i z koniecznością, z możliwością zaspokajania pragnień i z umiejętnością rezygnacji z nich, wolność może zostać zdefiniowana zarówno jako fakt czysto metafizyczny, jak i jako aktywność ściśle polityczna. Rozpoznajemy ja czasami jako przynależną woli, a czasami jako cel, do którego ta wola właśnie dąży”. Grimaldi uważa, że w wyniku każdego przewrotu czy rewolucji dokonanej w imię wolności, z początku tracimy wszelka wolność jaką cieszyliśmy się poprzednio. Grimaldi przytacza słowa Rousseau, który uważał ludzi żyjących w ustrojach podobnych dzisiejszym demokracjom parlamentarnym, za nie mniej zniewolonych, niż poddanych monarchy (Grimaldi 2007, s. 5-7). 

Wystarczy otworzyć jakikolwiek słownik filozoficzny (Podsiad, Więckowski 1983, s. 425, Łagodzki, Pyszczek 2000, s. 352-354), by znaleźć mnóstwo definicji rodzajów wolności. W metafizyce wolność to całkowita niezależność istoty żywej od czegokolwiek, co oznacza, że naprawdę wolny jest jedynie absolut, do którego odnosimy się w naszych rozważaniach. W dziedzinie stosunków międzyludzkich wolność oznacza brak skrępowania jednostki ludzkiej uwolnionej z więzów fizycznych (np. wolność przemieszczania się), psychicznych (spontaniczność), duchowych (tolerancja religijna), moralnych (m.in. libertynizm), prawnych (przywileje, swobody obywatelskie w ramach obowiązujących praw), ekonomicznych (liberalizm ekonomiczny) czy społecznych (konstytucjonalizm, teoria walki klas). Te rodzaje wolności dotyczą politycznej sfery życia człowieka i stanowią jak najbardziej przedmiot tej pracy. Lista ta nie wyczerpuje jednak wszystkich podziałów filozoficznych dotyczących wolności. Nic więc dziwnego, że dla Hamiltona i Jeffersona oznaczała co innego. 

Alexander Hamilton był ojcem większości ważnych instytucji amerykańskich z pierwszym amerykańskim bankiem centralnym i giełdą na czele. Hamilton nie urodził się w Ameryce Północnej, lecz pochodził z Wysp Podwietrznych, położonych niedaleko dzisiejszej Wenezueli. Hamilton był synem szkockiego kupca i Francuzki, a więc był Amerykaninem z wyboru, a nie z urodzenia (Wizje Stanów Zjednoczonych, s. 341), stąd spoglądał na USA jak na całość, nie zaś na zgrupowanie stanów. Nie był związany emocjonalnie z żadnym pojedynczym stanem, stąd jego silny federalizm. 

Był człowiekiem czynu; kupcem i wojskowym. Nie pisał pamiętników, a giętkich słów używał nie dla akademickich czy filozoficznych dywagacji, lecz by osiągnąć efekt polityczny (Rusinowa 1990, s.5). Lubił silną egzekutywę, nie zaś lubił demokracji, trochę jak Benjamin Franklin który uważał, że „Demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca głosują, co zjedzą na obiad. Wolność jest wtedy, kiedy dobrze uzbrojona owca podważa wynik głosowania”. Hamilton uważał, że przede wszystkim system polityczny powinien wyzwalać aktywność jednostki. Jako utalentowany dziennikarz walczył o wolność prasy. Był klasycznym liberałem bez demokratycznej domieszki. Jego ojciec James Hamilton, szkocki arystokrata bez majątku szukał szczęścia w Indiach Zachodnich, gdzie przybył ok. 1750 r. Nie umiał jednak specjalnych kupieckich talentów. Wiadomo, że w 1765 roku rodzina mieszkała na wyspie St. Christopher gdzie James pracował u kupca Charlesa Inhrana (Rusinowa 1990, s. 10). Pomagali zasobni krewni matki. Rodzice jednak wkrótce rozstali się. Od 1769 czternastoletni Alexander pracował już w kantorze Nicolasa Crugera. Obserwował jak w fatalnych warunkach handluje się Afrykanami stąd jego późniejszy abolicjonizm. Hamilton był dość wysoki, szczupły i blady, ale energiczny, towarzyski i rozmowny. Pastor Hugh Knox, zaprzyjaźniony z profesorami z Princeton, nauczył młodego Alexandra. Prawdopodobnie to Knox wysłał Hamiltona do Brytyjskiej Ameryki na studia. W koledżu w New Jersey w 1773 AH mieszkał w jednym pokoju z Aaronem Burrem, z którym 30 lat potem będzie się pojedynkować (Rusinowa 1990, s. 18). Hamilton nauczył się dobrze języka francuskiego, ówczesnego języka międzynarodowego. Szybko przeniósł się na studia do Nowego Jorku. Studiował tam do początku 1776 czyli do zajęcia miasta przez Brytyjczyków. Hamilton jako student poznał pisma polityczne Henry’ego Bolingbroke’a i Samuela Johnsona, oraz Voltaire’a, którego podziwiał za klarowność myśli. Za Davidem Hume’m uważał, że moralne jest to co społecznie użyteczne (Rusinowa 1990, s. 64). Uważał się za Anglika, dlatego brutalne kroki Korony wobec Bostończyków były dlań szokiem. Od 1775 uczył się musztry, ale gardził radykalizmem. Dnia 10 maja 1775 roku bronił rektora Milesa Coopera przed antybrytyjskim tłumem, przypominając jego zasługi dla edukacji (Rusinowa 1990, s. 27). W czasie wojny najpierw służył u gen. Nathaniela Greena, również samouka wojskowości, szybko jednak zachwycony charyzmą i umysłem Hamiltona, Washington uczynił z niego swego adiutanta. Już podczas wojny AH wiedział wady braku władzy centralnej (Rusiłowa 1990, s. 46). Kongres miał zbyt wielką władzę, i był zbyt skupiony na szczegółach, egzekutywy właściwie było brak. Marzył o Federacji związanej wspólnymi interesami, by nie powielać błędów Europy. By wykształcić rasę Amerykanów pewnych siebie i odważnych. Jako Antylczyk-Nowojorczyk nie miał prowincjonalnej mentalności. 

W 1781 roku w Nowym Jorku powstał Bank of North America, który będzie stanowił dla Hamiltona inspirację jego własnych pomysłów ekonomicznych dla USA jako całości. Od 1782 roku Hamilton związany był politycznie z kupcem i generałem Schuylerem i federalistami (Rusinowa 1990, s. 62), czyli zwolennikami centralizacji. Jak oni, postulował stworzenie ogólnonarodowego rynku. W 1783 roku otworzył kancelarię w Albany, w stanie Nowy Jork. Bronił m.in. lojalistycznych kupców jak Benjamina Waddingtona, których chciał zatrzymać w Nowym Jorku ze względów gospodarczych. W 1786 roku Hamilton był delegatem na zjazd w Annapolis, gdzie z jego poglądami zgadzali się mniej więcej Edmund Randolph z Wirginii i James Madison. W 1787 roku Hamilton nadal uważał, że najlepszym ustrojem jest monarchia typu brytyjskiego, a celem rządu jest przede wszystkim rozwój gospodarczy, a nie swobody obywatelskie (Rusinowa 1990, s. 87). Lud jest niespokojny i zmienny, korupcja jest nieunikniona, można ją więc jedynie ograniczać był też, jak wszyscy niemal kupcy w tych czasach, zwolennikiem merkantylizmu. Za przykładem Roberta Walpole’a, legendarnego premiera Wielkiej Brytanii w latach 1721-1742, który był ceniony przez kupców, Hamilton współpracował z holenderskimi bankierami i postulował utworzenie sinking fund czyli funduszu amortyzacyjnego oraz banku centralnego. Martwił się brakiem kapitału i lenistwem ludu. Do 1790 roku Hamilton nie miał wielu wrogów, dobre wyniki gospodarcze świadczyły, ze ludzie tacy jak Hamilton najlepiej wiedzą co robić. Jego cnetralizm zraził jednak doń Madisona, który czuł się podobnie jak Jefferson, głównie wirginijskim ziemianinem. Również kolega ze studiów Aaron Burr opuścił Hamiltona. Hamiltonowi nie udało się zcentralizować banków, ale stworzył dług publiczny (Rusinowa 1990, s. 140). Był wizjonerem; wierzył, że w przyszłości maszyny zastąpią pracę ludzi. Cieszył się, że coraz to nowe gałęzie przemysłu w USA są niezależne od Londynu. 

Jeffersona i Hamiltona niewiele łączyło. Jefferson był idealistą i w zasadzie nie rozumieł gospodarki poza rolnictwem, dlatego podobały mu się poglądy francuskich fizjokratów – wolnorynkowych, ale ignorujących zupełnie handel i przemysł, dla niego nazwisko Walpole oznaczało głównie korupcję. Obaj byli emotywistami jak Hume, ale Jefferson kochał bardziej rewolucję niż władzę, bo urodził się we wpływowej rodzinie, Hamilton lubił rządzić, ponieważ kiedyś był biedny (Rusinowa 1990, s. 154). Jefferson i Hamilton byli członkami tego samego rządu, odpowiadając odpowiednio za sprawy zagraniczne i skarb, ale w niczym się nie zgadzali ku rozpaczy prezydenta Washingtona. Jefferson wykorzystywał przeciw Hamiltonowi to, że ten czasem przekraczał swe kompetencje i dokładał zmyślonych zarzutów, Hamilton zemścił się wyciągając na światło dzienne ocierające się o zdradę stanu wspólne działania Jeffersona z ambasadą rewolucyjnej Francji. W 1794 roku zdyskredytowany Jefferson trzymał się na uboczu, a zwycięski Hamilton rozbudował flotę wojenną, i zawarł korzystny traktat handlowy z Brytyjczykami. Przewidywał nagrody za wynalazki, cła ochronne, subwencje rzadowe za zakładanie nowych przedsiębiorstw. Niestety w 1795 roku sprawy rodzinne zmusiły go do rezygnacji z funkcji sekretarza skarbu. Oglądając rozwój wydarzeń i prezydenturę Johna Adamsa z Nowego Jorku, miał nadzieję, że wspólna armia – tworzona na wypadek wojny z Francja pod koniec lat 90. przyda się do wytworzenia ogólnonarodowej tożsamości, więc podjął z zapałem pomysł tworzenia jej, choć uważał, że Francja nie stanowi wielkiego zagrożenia. 

Jako zwolennik centralizmu i silnego rządu federalnego Hamilton wyraził w 1784 roku pogląd, że wolność zachowana może być nawet pod silną władzą, jeśli tylko rząd zastosuje się do zasad „dobrego rządzenia” (govern well). Uważał że możliwy jest 1 ustrój dla 13 stanów, wbrew twierdzeniom francuskich republikanów klasycznych. W numerze 9 „Federalisty” przestrzegał Nowojorczyków przed losem Grecji i słabej unii. Reklamuje angielski govenmental ballance i po raz już kolejny krytykuje Montesquieu za założenie, iż tylko małe kraje mogą być republikami (Wizje Stanów, s. 373). W Federaliście nr. 84 doradza wolność prasy na wzór brytyjski, której nie szkodzi nawet wysokie opodatkowanie owej prasy (Wizje Stanów, s. 384). 

W połowie XVIII wieku w Europie uważano, że wilgotność klimatu w USA powoduje gorszość natury i życia społecznego w Ameryce. Alexander Hamilton polemizował z tym poglądem (Mak 2014, s. 284). Hamilton uważał takie poglądy za wyraz nieuzasadnionej europejskiej pychy. Warto przywołać tu wypowiedź Alexandra Hamiltona z 11 numeru „Federalist Papers” (1788): 

„…Niektóre fakty zbyt długo świadczyły na korzyść aroganckich pretensji Europejczyka. Teraz to my musimy wziąć na siebie ratowanie honoru rasy ludzkiej i nauczyć naszego zadufanego brata skromności. W razie podziału stalibyśmy się natomiast kolejnymi ofiarami triumfu człowieka z Europy. Sprawmy by Amerykanie nie byli narzędziami potęgi Starego Kontynentu. Pozwólmy trzynastu stanom związanym silna i nierozwiązywalną unią, zbudować wielki amerykański system – system przeważający nad wszelką kontrolą i przemocą transatlantycką, taki który będzie w końcu dyktować warunki stosunków między starym i nowym światem…” (Joas, Wiegandt 2012, s. 356). 

Długo Hamitona wspierał ideowo James Madison (1751-1836), Madison uważał USA za istny cud świata, zupełnie wyjątkową wolną republikę. W innym miejscu Madison przytomnie stwierdzał, że sumienie to też własność (Wizje Stanów, s. 438), własność osobistych przekonań i myśli. Hamilton stanowi jakby pierwowzór współczesnego prawicowego czyli klasycznego liberała. 

Co ciekawe Thomas Jefferson, w czepku urodzony ziemian w Wirginii był równie przekonany o wyjątkowości Ameryki, ale wydaje się jeszcze bardziej zżyty z międzynarodową rewolucją niż z Ameryką. Każdy rząd uważał za potencjalne zagrożenie, nawet „własny” rząd ponadstanowy czyli federalny. Trudno powiedzieć ile w tej obawie było wirginijskości, a ile innych komponentów jego światopoglądu. Można bowiem powiedzieć, że Jefferson stanowił unikalne połączenie antycentralizmu, agraryzmu i libertarianizmu. Swoje demokratyczno-liberalne poglądy zawdzięczał swemu nauczycielowi matematyki szkotowi Williamowi Smallowi (Wizje Stanów Zjednoczonych, s. 177). W czasie konfliktu z Koroną Brytyjską, radził Jeffeson Jerzemu III, by dobrał choć jednego Amerykanina jako eksperta do spraw amerykańskich, bo Londyńczycy nie znają Ameryki (Wizje Stanów Zjednoczonych, s. 204). W piśmie o wolności religijnych Wirginii w 1779 roku opowiedział się przeciw cenzurze, ponieważ żadna szkodliwość jakichkolwiek poglądów nie jest tak groźna jak pozwolenie by władza decydowała które wolno, a których nie wolno rozpowszechniać (Wizje Stanów Zjednoczonych, s. 207). Bronił ateistów i dysydentów religijnych oraz innowierców, uważając, że odmienny pogląd metafizyczny nikogo nie rani (Wizje Stanów Zjednoczonych, 233), a losy Galileusza mogą świadczyć, że nigdy nie wiadomo kto ma rację. Jefferson sprzeciwia się europejskiemu z ducha nakładaniu kajdan na naukę (Wizje Stanów Zjednoczonych, s. 234). Nie jest przekonany do merkantylizmu i autarkii gospodarczej, uważa, że może pasuje to Europie, ale niekoniecznie USA. Niechże większość przemysłu pozostanie w Europie, ludzie pracujący na roli to wybrańcy Boga (Wizje Stanów Zjednoczonych, s. 239). 

Od 1792 roku elity polityczne USA dość trwale dzieliły się na centralistyczną Partię Federalistyczną kierowaną przez Alexandra Hamiltona i anty-centralistyczną Partię Demokratyczno-Republikańską Thomasa Jeffersona. Jak dotąd widzimy, że mocno krańcowo odmiennego poglądu na przeznaczenie historyczne USA, zarówno Jefferson jak i Hamilton odrzucali to co europejskie na wielu płaszczyznach identyfikując to z despotycznymi zapędami, oraz byli dumni z bycia Amerykanami, z tego nowego startu, czy też ojczyzny wolności. Postulat wolności prasy i swobody badań naukowych również ich łączył. 

Jefferson był od Hamiltona bardziej europejski także w tym sensie, że bardziej przypominał mentalnie utopijnego filozofa znad Sekwany w typie Diderota niż trzeźwego londyńskiego kupca, lub sceptycznego Szkota Hume’a. W marcu 1785 roku Jefferson przybył do Paryża jako minister pełnomocny USA, w maju tego roku ten bogaty, choć zadłużony ziemianin, wynajął Hôtel de Langeac jako swą siedzibę, za 7500 liwrów rocznie. Jeszcze w tym roku zdobył zaufanie Fryderyka II Pruskiego, który zawarł z USA traktat handlowy, kończąc izolację ekonomiczną tego kraju. Jefferson miał nienaganne maniery i interesował się architekturą, co szybko zjednało mu popularność i sympatię paryskiej elity. Swą córkę Patsy umieścił w szkole klasztornej, co później spowodowało, iż musiał potem zwalczyć jej chęć do zastania zakonnicą. W styczniu 1787 roku bał się, że zamieszki w Massachusetts (tzw: Shays' Rebellion), zmniejszą zaufanie do ustroju amerykańskiego. Jefferson był zwolennikiem łagodnych wychowawczych bardziej niż represyjnych kar dla buntowników i cieszył się, że Francuzi uznali, że USA radzą sobie z problemami. Sam miał jak najgorsze zdanie o większości rządów Europy: „…Lepiej Indianie żyją bez rządu a jedynie z opinia publiczną, niż Europejczycy gdzie wilki rządzą jagniętami… (Wizje Stanów Zjednoczonych, s. 243) i ukuł tezę, głoszącą, że im władza surowsza tym więcej rebelii (w USA w ciągu 11 lat jedna rebelia i to tylko na terytorium jednego stanu, w W. Brytanii jedna na 6 lat, we Francji jedna na rok, a w despotycznej Turcji – codziennie). Wnioski Jeffersona są pochodną jego idealistycznego agraryzmu, tj. poglądu, że lepiej by zajęciem Amerykanów „…pozostało przede wszystkim rolnictwo i byśmy nie stłaczali się w wielkich miastach jak tu w Europie, gdzie panuje z tego powodu miejskie zepsucie…”. Marzenia Jeffersona, skądinąd bystrego obrońcy wolności przed zakusami rządu federalnego, przypominają niekiedy sentymentalny ton Rousseau. Amerykanin narzekał na brak moralności francuskich arystokratycznych elit; nie wiadomo jednak czy chodziło mu o nieprzyzwoitość czy brak dyskrecji; w końcu sam był człowiekiem romansującym z własną niewolnicą. W 1787 roku Jeffersona wybrano znów ministrem pełnomocnym we Francji. Jednak w listopadzie następnego roku, widząc wzbierające oznaki rewolucji, prosił o urlop, który jednak dostał z dużym opóźnieniem, z powodu ociężałości demokratycznych procesów decyzyjnych. Gdy zdobyto Bastylię, Jefferson poparł werbalnie idee rewolucji, nie chwaląc jednak chaosu, w jakim postępowała. Jego zamierzenia pozostania neutralnym, pogrzebał markiz de La Fayette, który poprosił go o pomoc m.in. w spisaniu karty praw przedstawionej potem królowi. W samych Stanach Zjednoczonych przyjęto dobrze ograniczenie władzy królewskiej, jednak wywyższanie się plebsu ponad szlachtę budziło zaniepokojenie. 

Thomas Jefferson, który tak bardzo bał się zakusów rządu federalnego i Hamiltona, nie umiał przewidzieć okrucieństw rewolucji francuskiej, przepowiadając w 1789 roku, że wszystko „dobrze się ułoży”. To jednak, że nie przewidział rozlewu krwi, nie znaczy jednak wcale, ze patrzył na kondycję Francji przez różowe okulary. W 1788 i 1789 roku jego ocena działalności króla i rządu była coraz bardziej krytyczna, a frywolny ton wczesnych jego listów z poselstwa we Francji (1784-1789) zniknął (Jefferson 1829, Ellis 1997, s. 126-127). Jefferson jako lider Demokratycznych Republikanów wyznawał bowiem, jak pisze Zofia Libiszowska, „francuską wizję wolności” ze sprzeciwem wobec jakichkolwiek ustrojowych czy dziedzicznych przywilejów; to miał na myśli twierdząc, że „świat należy do żywych”, i z dużym naciskiem na równość obywatelską (Libiszowska 1984, s. 170-171), co przekładało się także na jego polityczne poparcie dla rewolucyjnej Francji (Pastusiak 1996, s. 90). 

Dla Jeffersona stara monarchiczna Francja nie mogła być wzorem, ale budząca się Francja rewolucyjna była przynajmniej inspiracją. Tak samo jak Hamilton miał nadzieję, ze Amerykanin będzie nowym człowiekiem, żyjącym lepiej i mądrzej niż przeciętny Europejczyk, tylko co innego uważał za mądrość. Hamilton uważał, że USA będą odgrywać coraz większa role w świecie, dzięki docenianiu pełni ludzkiego potencjału, był typowym merytokratą. Jefferson był raczej prorokiem demokratyzmu i utopijnego społeczeństwa filozoficznego, choć swoich niewolników nie uwolnił. Tym, co stanowiło o jednorodności amerykańskiej myśli politycznej trzech pierwszych dekad istnienia USA, a odróżniało ją od np. brytyjskiej, był silny demokratyzm. Nawet tak „arystokratyczny” w swych przekonaniach Hamilton uważał, że „prawo uczestniczenia w rządzeniu” (right to share in the government) spełniane w demokratycznym głosowaniu, jest takim samą własnością obywatela, jak każda inna własność chroniona świętym prawem własności. Dla Hamiltona idea ta stanowiła kwintesencję wiggizmu (Hamilton 1957, s. 341). Wiadomo też, że Hamilton był za stopniową emancypacją czarnych, bo doceniał ich rolę w powstaniu przeciw Brytyjczykom. Wbrew przypisywanemu mu czasem autorytaryzmowi był też Hamilton zwolennikiem łagodnego postępowania wobec lojalistów (w 1775-1776 roku) i wobec uczestników antypodatkowej whisky rebelion (1799). W listopadzie 1775 roku opowiedział się przeciw podjęciu ostrzejszych kroków przeciwko torysowskiemu i lojalistycznemu dziennikarzowi i wydawcy Jamesowi Rivingtonowi, ze względu na zasadę wolności prasy, w którą głęboko wierzył, vide: (Hamilton 1957, s. 343-345, 356-357 i 369). 

Niesamowite jest to, że obaj Jefferson i Hamilton są chętnie cytowani i chwaleni zarówno przez amerykańską prawicę i lewicę. Jako twórcy USA, ich patriotyzm jest poza podejrzeniem, a ranga polityczna i intelektualna ich sporu dodatkowo ten patriotyzm potwierdza. W Hamiltonie można dostrzec liberała, który przede wszystkim chce by każdy mógł zostać kowalem własnego losu, w Jeffersonie człowieka, który chce by USA niosły wolność światu, nic dziwnego, że obaj są bliscy większości Amerykanów. Obaj opowiadali się za wolnością słowa, więc nic dziwnego, że wolność słowa w USA jest większa niż gdzie indziej. Wysokiej randze ich obu, która choć każdy polityk i publicysta ma oczywiście swojego faworyta, pochodzi też stąd, że jeśli uznamy Hamiltona za prawicę (choćby według klucza podejścia do dziedziczenia majątku i pewnego elitaryzmu, oraz braku zaufania do mas), a Jeffersona za lewicę, to musimy zauważyć, że od ich czasów sporo się zmieniło. Dzisiaj to prawica jest libertariańsko-regionalistyczna, a lewica federalistyczna i centralistyczna w większości spraw i jest tak przynajmniej od czasów Franklina Delano Roosevelta. Dlatego proponując federalizację systemu ubezpieczeń zdrowotnych i cła protekcyjne Donald Trump napotkał na opór własnej partii, choć proponował rozwiązanie nadal wolnorynkowe, podobnie Hilary Clinton okazała się zbyt wolnorynkowa i kosmopolityczno-globalistyczna dla dużej części lewicy. Można było odnieść wrażenie, że przez chwilę scena polityczna wygląda jak za czasów Jeffersona i Hamiltona. 

Obaj Jefferson i Hamilton byli kosmopolitami i jednocześnie dumnymi Amerykanami. Za wolnym rynkiem opowiadali się zarówno Hamilton jak i Jefferson choć starali się przeforsować szczególną opiekę państwa nad ich własnymi społecznościami. Hamilton chciał by taryfy celne chroniły kupców amerykańskich, zaś Jefferson chciał wolnego dostępu innych państw do amerykańskiego rynku, by ziemianie tacy jak on mogli sprzedawać płody rolne za granicę w sposób nieskrępowany, jednocześnie przez decentralizację chciał jak najbardziej odgrodzić rolnicze Południe od kupieckich elit Północy. Ta kupiecko-ziemiańska część sporu ich obu jest dziś już historią, ale same zagadnienia centralizmu, samorządu i stopnia zaufania do władz jest jak najbardziej nadal aktualny. Spór obu tych rzeczników wolności odbywał się tyle na płaszczyźnie poglądów co odczuć, i dotyczył tego co najtrudniejsze w polityce – zaufania. Także dziś znajdziemy takich którzy prędzej uwierzą masom niż kupcom, i odwrotnie. 

BIBLIOGRAFIA: 

• Ellis J.J., American Sphinx. The Character of Thomas Jefferson, Vintage Books New York 1997. 

• The Federalist Papers with an introduction by Clinton Rossiter, New York 1962. 

• Grimaldi N., Dylematy wolności, Kraków 2007. 

• Hamilton A., The Basic ideas of Alexander Hamilton edited by Richard Morris, Pocket Library New York 1957. 

• Jefferson Th., Memoir, Correspondence, and Miscellanies, from the Papers of Thomas Jefferson, F. Carr, and Co. Charlottesville 1829. 

• Libiszowska Z., Thomas Jefferson, Ossolineum 1984. 

• Łagodzki W., Pyszczek G. (red.), Leksykon PWN – filozofia, Warszawa 2000. 

• Mak G., Śladami Steinbecka. W poszukiwaniu Ameryki, przeł. Małgorzata Diederen-Woźniak Wydawnictwo Czarne Wołowiec 2014. 

• Mitchell B., Alexander Hamilton: The national Adventure, vol. I-II, Mac Millan Company New York 1962. 

• Obama B., Odwaga nadziei. Moja droga życiowa, wartości i ideały polityczne, Albatros Warszawa 2008. 

• Pastusiak L., Historia dyplomacji Stanów Zjednoczonych (XVIII-XIX wiek), Warszawa/Toruń 1996. 

• Podsiad A., Więckowski Z., Mały słownik terminów i pojęć filozoficznych dla studiujących filozofię chrześcijańską, Warszawa 1983. 

• Rusinowa I., Aleksander Hamilton, Ossolineum Wrocław 1990. 

• Wizje Stanów Zjednoczonych w pismach Ojców Założycieli, tłum. Andrzej Jaraczewki, PIW 1977. 

Piotr NapierałaPiotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów w latach 2014-2015. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

Podobne materiały

5 komentarzy

  1. Radowid
    7 września 2018 at 15:45 - odpowiedz

    Skoro istniała Partia Demokratyczno-Republikańska, to dlaczego doszło do bezsensownego podziału na Republikanów i Demokratów?

    Zarówno demokratyzm jak i repbulikanizm są bardzo istotnymi ideami liberalnymi. One się dopełniają, a nie zwalczają.

    Zaś podział partii w USA może wprowadzać w błąd, jakoby te idee były sprzeczne.

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      8 września 2018 at 13:16 - odpowiedz

      nie dopełniają. Republikanizm to wyższość konstytucji nad wolą większości motłochu, demokratyzm to rządy większości motłochu pradon ludu

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      8 września 2018 at 13:18 - odpowiedz

      dzisiaj PO broni konstytucji z pozycji republikańskich choc wydaje jej się, że z dem. demokracji broni pis. mamy chaos pojęciowy po prostu

  2. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    8 września 2018 at 13:15 - odpowiedz

    pardtia dem-rep stała się dopiero w pocz xix w po prostu dem. potem prawicę w stanach reprezentowała amerykańska partia wigów , a Republikanie powstali dopiero w latach 1850s

  3. Radowid
    8 września 2018 at 14:02 - odpowiedz

    Ale demokracja to nie ochlokracja…

    Demokratyzm odnosi sie do demokracji, a nie ochlokracji.

    Rządy ludu to nie rządy motłochu.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *