• piątek, 26 maja 2017 r.

Monopole magnetyczne. Mariusz Adamski

 

W poszukiwaniu monopoli magnetycznych, czyli jednobiegunowych ładunków pola magnetycznego. Dlaczego to, co jest możliwe w wypadku elektryczności, czyli samodzielne ładunki dodatnie bądź ujemne, nie działa w wypadku magnetyzmu? Fizyk Mariusz Adamski przedstawia nam ten temat, a Jacek Tabisz wyobraża  sobie pociągi z jednym biegunem pola magnetycznego pędzące w stronę biegunów Ziemi bez niepotrzebnego zużycia energii z innych źródeł.

Podobne materiały

19 komentarzy

  1. Zbyszek
    17 kwietnia 2015 at 18:22 - odpowiedz

    Bardzo ciekawe! Świat rzeczywisty jest niesamowicie fascynujący. Nie mogę się nadziwić ludziom, który poświęcają swój czas na dywagacje o urojonych ,,bytach”, bogach, nadprzyrodzonych niedorzecznościach, gdy świat czeka na odkrycie i zbadanie.

    • Tomek Świątkowski
      18 kwietnia 2015 at 16:56 - odpowiedz

      Nie mogę się nadziwić ludziom, którzy poświęcają swój czas na komponowanie muzyki, grę w piłkę nożną lub szachy, gdy świat czeka na odkrycie i zbadanie.

      • Zbyszek
        19 kwietnia 2015 at 00:54 - odpowiedz

        🙂 Nie zrozumieliśmy się.
        Muzyka ma bardzo ważną rolę. Tak jak cała sztuka, muzyka umożliwia przekazanie pewnej informacji, którą trudno jest przekazać w inny sposób, np. słowami. Muzyka przekazuje przede wszystkim emocje. I jest w stanie zrobić to bardzo skutecznie — może nawet doprowadzić do łez. Gry (czy szachy, czy piłka) mają znaczenie społeczne. Uczą rywalizacji i co ważniejsze przegrywania.
        Muzyka i sport nie doprowadziły jeszcze do wojny (chociaż kibice piłkarscy doprowadzają do zamieszek). Nie było jeszcze wojny wywołanego inną interpretacją Etiudy Rewolucyjnej Chopina ani różną oceną dokonań J. Kowalczyk.

        Wymyślanie „bytów” nadprzyrodzonych można by potraktować jako zabawę (coś w stylu fantasy). Jednak roztrząsanie na poważnie przymiotów bogów, aniołów, dywagacje nad „cudownymi” zdarzeniami, to zupełna niedorzeczność. Tak jakby na poważnie rozprawiać nad przymiotami babci Czerwonego Kapturka. Na tyle poważnie, by nadać tytuły naukowe z czerwonokapturkologii.

        Sprawy religijne (wniebowstąpienia, uzdrowienia, relikwie, inkarnacje, reinkarnacje, wcielenia, epifanie, objawienia, cuda, bogowie, półbogowie, herosi, itp.) przypominają mi wierszyk „Na wyspach Bergamutach”. Czego tam nie ma! I tresowane szczury na szczycie szklanej góry i wieloryb stary, co nosi okulary. I słoń z trąbami dwiema. I tylko wysp tych nie ma.

        • Jacek Tabisz
          Jacek Tabisz
          19 kwietnia 2015 at 08:16 - odpowiedz

          Bywało, że opera we Włoszech (a raczej w Italii) wzniecała rewolucyjne nastroje. Nazwisko kompozytora Verdiego stało się symbolem działań niepodległościowych i zjednoczeniowych. Ale to był szlachetny zryw – nie było muzyki wywołującej agresje zbrojne na sąsiadów, mniejszości etniczne etc.

        • Tomek Świątkowski
          19 kwietnia 2015 at 09:03 - odpowiedz

          Emocje to nie nauka panie Zbyszku – zrozumieliśmy się więc doskonale.
          .
          A muzyka rzeczywiście przekazuje emocje – w tym także …agresję. Podobnie sport. Jedne i drugie bywały narzędziami do manipulowania i rozbudzania nacjonalizmów.
          .
          O tym jaki był udział nauki w wojnach można by spisać całe tomy (począwszy od Archimedesa)
          Swego czasu pan Jacek Tabisz proponował wystawić pomniki noblistom związanym z Wrocławiem, wśród nich takim ….kanaliom jak Fritz Haber – wynalazcy gazów bojowych (osobiście nadzorował działania z ich użyciem) i gazów stosowanych w komorach gazowych, oraz Phillip Lenard, który min. dokonał podziału na aryjską i żydowską fizykę deprecjonując zawzięcie okrycia Einsteina.

        • Tomek Świątkowski
          19 kwietnia 2015 at 09:23 - odpowiedz

          Ale wróćmy do pańskiej bardzo niefortunnej i nielogicznej wypowiedzi:
          Chodzi o to, że cokolwiek byśmy nie zrobili z religią, to 99% mieszkańców ziemi i tak będzie się zajmować czymś innym niż nauka.
          Czyli będą – wedle pana standardów – tracić czas na zajmowanie się czymś innym, niż badanie świata.
          .
          Tylko że pan nie pojmuje, że między jednym a drugim nie ma żadnej sprzeczności.
          Tak jak Einstein „tracił czas” by grać na skrzypcach, zaś Feynman „tracił czas” by grać na perkusji i nie miało to zgubnego wpływu na ich prace naukowe, podobnie wielu wielkich ludzi nauki „traciło czas” by zajmować się teologią. Ot choćby np. zmarły niedawno w wieku 100 lat Charles Townes – wynalazca masera (lasera mikrofalowego)
          https://www.youtube.com/watch?v=wddTIwAc3f0
          .
          Każdy naukowiec w wolnych chwilach „traci czas” na zajmowanie się czymś innym, niż nauka, i nic nie stoi na przeszkodzie, by była to np. teologia – skoro jest dla kogoś interesująca.
          A zdaniem większości historyków nauki judeochrześcijańska teologiczna wizja świata byłą wręcz niezbędna do powstania nowoczesnej nauki (i z tych powodów pojawiła się one właśnie w Europie)

          • Zbyszek
            19 kwietnia 2015 at 21:02

            Jednak się nie zrozumieliśmy. Dyskutuje Pan ze stwierdzeniem, którego nie wypowiedziałem. Napisałem, że świat jest niesamowicie interesujący, a zajmowanie się urojonymi nadprzyrodzonościami jest nonsensem. Jest nonsensem, bo świat jest bardzo ciekawy i lepiej poznawać świat niż pielęgnować urojenia. Postawił Pan jako kontrargument sport i muzykę. Nie zaprzeczyłem i nie zaprzeczam tezie, że muzyka (czy sport) jest zajęciem sensownym. Prawda, że większość ludzi nie zajmuje się, nie interesuje się nauką. Lepiej jest, by ludzie zajmowali się ogródkiem, nordic walkingiem, bluesem, hodowlą róż, koszykówką, muzyką romantyczną, podróżami niż dywagowali nad różnicą pomiędzy aniołem a archaniołem, transsubstancjacją a konsubstancjacją. Zasadniczą wadą „studiów” nad nadprzyrodzonością jest tworzenie fałszywego wrażenia, że nadprzyrodzoność jest równie realna jak świat. To tak jakby traktować opowieści braci Grimmów jako opis świata rzeczywistego.

          • Lucyan
            21 kwietnia 2015 at 11:32

            Dla mnie to sprawa finansowa. Jesli kler lubi sie paprac w starych skryptach albo pisac rozprawy o płci i orientacji seksualnej aniołow to prosze bardzo. Ale bez przywilejow podatkowych i innych ktorych zwykły smiertelnik nie ma. Nie kler sobie to robi w czasie wolnym, jako hobby. Kler jest jak telewizor – złodziej czasu i prądu.

  2. Lucyan
    19 kwietnia 2015 at 02:53 - odpowiedz

    Własnie gra w piłke czy komponowanie muzyki to badanie swiata. Natomiast dreptanie do koscioła i „oddawanie czci” nieistniejącym bostwom to marnowanie czasu. Nawet gdyby te bostwa istniały to i tak jest to marnowanie czasu. Siedzi taki żydowski bog na chmurce i sobie mysli: po cholere oni marnują tyle czasu jakies modły. Wzieli by sie do roboty i posprzątali albo cos innego radosnego. Problem jednak jest wiekszy z klerem, bo niektorzy ksieża biorą te zabawe w boga na super-poważnie. Jakież to nowe odkrycia teologicznie przyniosł na XX czy XXi wiek? Zadne, kler to jest tylko forma pasożytowania na społeczenstwie.

    • Zbyszek
      19 kwietnia 2015 at 21:07 - odpowiedz

      „Jakież to nowe odkrycia teologicznie przyniosł na XX czy XXI wiek? Zadne, kler to jest tylko forma pasożytowania na społeczenstwie.”

      Otóż to, to jest dowód praktyczny na to, że teologia nie jest nauką. Nawet laik jest w stanie podać odkrycie fizyczne, biologiczne z XX-XXI wieku. Odkrycia teologicznego z tego okresu nie są w stanie podać nawet teolodzy. Po takim pytaniu teolodzy zazwyczaj zaczynają się wykręcać i przechodzić w mniej lub bardziej wyrafinowany bełkot. Sprawdziłem 🙂

    • Tomek Świątkowski
      23 kwietnia 2015 at 08:54 - odpowiedz

      A jakie odkrycia filozoficzne przyniósł XX i XXI wiek?
      Może postmodernizm? Wolne żarty…
      .
      Stawianie pytania w ten sposób dowodzi niezrozumienia, czym są takie dyscypliny, jak filozofia lub teologia.
      Celem obu tych dyscyplin nie jest odkrywanie czegokolwiek, tylko pogłębianie pewnych przemyśleń.

      • Piotr Napierała
        Piotr Napierała
        23 kwietnia 2015 at 10:29 - odpowiedz

        Celem teologii jest ogłupianie ludzi i utwierdzanie wpływów religii glównie. Celem filozofii jest interpretacja rzeczywistości i dostarczanie rozwiązań problemów intelektualnych. Jeśli pan nie zna nowinek filozofii xx wieku jak fenomenologia filozofia języka Wittgensteina czy egzystencjalizm to sugeruję poszerzenie wiedzy.

        • Tomek Świątkowski
          23 kwietnia 2015 at 22:07 - odpowiedz

          Nie chodziło mi o pominięcie dorobku filozoficznego XX wieku, tylko o zwrócenie uwagi na fakt, że w filozofii nie ma odkrywania w takim sensie jak w naukach przyrodniczych. Równie wartościowym „odkryciem” filozofii jest postmodernizm, którym pan tak pogardza.
          .
          Ale jeśli się trzymać pańskiego wyzutego z jakiejkolwiek tolerancji i humanizmu języka, to słuszniej byłoby powiedzieć, że celem teologii są rozmyślenia ludzi już „ogłupiałych”, a nie ogłupianie.
          .
          A swoją droga to kiedy (i czy w ogóle) nastąpiło jednoznaczne oddzielenie teologii od filozofii?
          Moim zdaniem trzeba pewnej arogancji, niedojrzałości i zadufania, by nazywać ogłupianiem twórczość takich ludzi jak Blaise Pascal, Jonathan Edwards, Karl Barth, Dietriech Bonhoeffer, Edith Stein, J.H.Newman, C.S.Lewis, Tomas Halik, Miroslav Wolf itd.itp.

          • Piotr Napierała
            Piotr Napierała
            24 kwietnia 2015 at 00:10

            Siła kościołów wymusza traktowanie słabych myślicieli jak Pascal którego Voltaire najlepiej ocenił czyli negatywnie – poważnie. Sentymentalizm myslowy to choroba. Leibniz już byl po trosze postmodernistą. Mysliciele nie są bogami mają lepsze i gorsze pomysły. Absurdem jest dla wolnego człowieka klękanie przed nimi.

          • Tomek Świątkowski
            25 kwietnia 2015 at 19:41

            Na Pascalu świat chrześcijańskich myślicieli się nie kończy – ale nie w tym rzecz, bo chyba jest różnica między „słabym” (nawet w opinii „mocnego” Voltaire’a) myślicielem i jego twórczością, a ogłupianiem.

      • Lucyan
        23 kwietnia 2015 at 15:57 - odpowiedz

        A jakież to pogłębienie nastąpiło w XX czy XXI wieku?
        Słyszałem o badaniach płci aniołow, czy w koncu ustalono, ze anioły to dżender? Ciekawi mnie też aktualna teoria duszy, dawniej dusza wchodziła w ciało po ok 40 (u chłopcow) albo 80 dniach (u dziewczynek). A jak to wygląda dzisiaj? Co ciekawe dawniej Krk uważał, ze wejscie duszy decyduje czy można usunąc ciąże czy nie. Dzis nie słyszałem ani razu aby Krk argumentował aborcje duszą.
        Jedyne pogłębienie jakie znam to drenaż budżetu panstwa polskiego.

        • Tomek Świątkowski
          23 kwietnia 2015 at 22:23 - odpowiedz

          Ma pan nader naiwne wyobrażenie o teologii, która nie funkcjonuje w oderwaniu od filozofii (z którą trudno by było wyznaczyć granicę), nauk społecznych i przyrodniczych.
          Np. fakt że teologowie w pewnym momencie porzucili koncepcje stawania się człowiekiem na którymś etapie rozwoju płodowego był owocem rozwoju badań prenatalnych, a później także genetycznych.

          • Lucyan
            26 kwietnia 2015 at 00:22

            No dobrze, niech tak bedzie, ze porzucili. Ale co ich skloniło do tego porzucenia, jaki fakt?
            Przeciez dla katolickich teologow decydujaca jest/była chwila kiedy w ciało wchodzi dusza.
            Kiedy wchodzi w koncu dusza w ciało płodu? Czy to nie dusza decyduje tylko plemnik?
            Znaczy że człowiek może życ bez duszy?
            Poza tym myli pan pojecie „teolog”, trzeba ustalic o kim mowimy. Wg definicji zachodniej teolog to gosc ktory studiuje religie i religiantow (może byc ateista), np pan Radek C. jest wiec teologiem. Natomiast w Polsce teolog to raczej katolicki indoktrynator o zacięciu tłumaczenia swiata wg swoich urojen.

      • Zbyszek
        25 kwietnia 2015 at 00:03 - odpowiedz

        Różnica między nauką a teologią jest następująca: Nauka stawia pytania i szuka na nie odpowiedzi. Teologia „zna” odpowiedzi na pytania i zajmuje się „naukowym” uzasadnieniem tychże odpowiedzi. Teologia „wie”, jakie cechy ma bóg i usiłuje „naukowo” (np. poprzez cytowanie odpowiednich ustępów biblii, koranu czy innych „świętych” pism) uzasadnić odpowiedź.
        Różne teologie mają różne zestawy odpowiedzi na te same pytania i różne „naukowe” uzasadnienia, które dla każdego rozsądnego człowieka są mniej więcej tak wiarygodne jak opowieści o duchach przy ognisku.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *