Poniedziałek rano: droga na lotnisko.

Pogoda wiosenna bardzo – mimo, że trochę jeszcze chłodna, ale bardzo słoneczna. Świeża zieleń widoczna wszędzie dopełnia obrazu sielanki. Taksówkarz wiozący mnie na lotnisko ma radio ustawione na PR1, a tam również – świeża, wschodząca, dyktatorska wiosna. Spikerka miłym głosem informuje o demonstracjach „pro life”, o związanych z nimi akcjach (np. zbierania pieluch), o tym, jakie to dobre akcje były. Taksówkarz opowiada o „przekręcie” na Alei Drzew. O tym, jak to grupa tzw. odważnych działaczy chciała je wyciąć w pień, ale HGW ich podle uprzedziła, i wspomnianą aleję zamieniła na pomnik przyrody. Podłe to i niesprawiedliwe, zdaniem taksówkarza, bo przecież korki, korki i korki … Przecież można by te drzewa w pień wyciąć, a wszystko wyasfaltować. Taki ładny Mordor by był. Ale teraz, mówi taksówkarz, będzie lepiej. Nowa władza zaradzi takim podłościom. Zrobi z nimi porządek.

Wiosna dyktatury, jesień demokracji.

Jeszcze wolno mieć swoje zdanie. Jeszcze można to zdanie powiedzieć na głos. Jeszcze … Jeszcze jest trochę bałaganu do uprzątnięcia. Jeszcze paru trzeba wyrzucić z pracy. Paru zamknąć w więzieniach. Szkodniki przecież. Szkodzą rewolucji. Gdy się ich uprzątnie, to zapanuje porządek wreszcie. Nowy Porządek jeszcze nie odebrał nadziei i wiary jego zwolennikom. Jeszcze rewolucja nie zaczęła pożerać własnych dzieci. Póki co posila się jej przeciwnikami, powoli wschodząc i pączkując, zachwycając ślepych swoją świeżą, zatrutą zielenią. Jeszcze zwolennicy zamordyzmu opowiadają z wiarą, jak to już, już za chwilę będzie Pięknie i Wspaniale.

Wiosna dyktatury, jesień demokracji.

kremlopis

 

Poniedziałek po południu: lądowanie w Moskwie.

Kontrola paszportowa. Urzędniczka każdy paszport sprawdza przez ładnych kilka (a w niektórych przypadkach kilkanaście minut). Kolejka staje się coraz dłuższa. W kolejce smutni ludzie. Czekają, pogodzeni z losem, albo i nieświadomi, że mogłoby być inaczej. Każdy obcokrajowiec dostaje dodatkową „bumagę” do podpisania. Kawałek bumagi ląduje w paszporcie, drugi kawałek ląduje w urzędniczych aktach. Ni cholery nie wiadomo, po co komu ta bumaga. Ale widać tak musi być, aby był Porządek. Bo Porządek jest najważniejszy. Ważniejszy od ludzi. Wreszcie możliwe jest zabranie bagaży. Leżą wszystkie na stercie. Zdążyły już przyjechać, zjechać z taśmy i utworzyć całkiem spory stos. Każdy jest wielokrotnie indagowany przez „taksówkarzy”. Zapłata – tylko gotówką (niet kredit kard, tolko kasz). Czekam na kolegę (ma za chwilę przylecieć z Pragi) i obserwuję ludzi. Dość łatwo wyróżnić Rosjan. Smutni, szarzy ludzie, często, zamiast walizek, przewożący (co oni wożą ?!?!) swoje bagaże w kartonowych pudłach obwiązanych folią. Po godzinie kolega przylatuje. Te same dziwne procedury paszportowe, kilkadziesiąt minut spędzonych w kolejce. Znajdujemy wreszcie jakąś taksówkę akceptującą karty kredytowe, i – do hotelu. W hotelu recepcjonista tłumaczy mi wagę bumagi: policja może sprawdzać, jak jej nie masz, to masz poważny problem (na koniec, w piątek, kontrola paszportowa ową bumagę z paszportu zabiera – taki wydaje się jej sens; sowieckie mistrzostwo świata w rozwiązywaniu problemów, które samemu się stworzyło). W hotelowym hallu – dziwaczna tabliczka, mówiąca o tym, że jego fragment jest przeznaczony dla Rosjan.W tekście brakuje słowa „tylko”, bo skojarzenia byłyby już zupełnie jednoznaczne.

Lato dyktatury, zima demokracji.

Moskiewskie wieczory, po pracy: spacer i zwiedzanie.

To nasz pierwszy pobyt w Moskwie (zarówno kolegi, jak i mój). Zatem, po skończonej robocie (wyjazd służbowy) – do metra i na zwiedzanie. Moskiewskie metro przypomina nasze PRLowskie kolejki dojazdowe. Szare, smutne, brudne. Nijak się to ma do naszych czystych wagoników i stacji. Przy każdym wejściu – policyjna kontrola. Bramki. Podobnie na dworcach kolejowych. Znajomość angielskiego – szczątkowa. Naprawdę trudno nam się porozumieć. Plac Czerwony w trakcie przygotowań do defilady. A raczej do DEFILADY. Sporo sowieckiej symboliki. Sierp i młot na ścianie Kremla aż kłuje w oczy, ale chyba tylko nas, niestety. Nota bene, już na displayach umieszczonych na lotnisku sporo wojennej propagandy. „Pobiedy”, czołgi i samoloty atakują z każdego z nich. Nacjonalistyczne pranie mózgów, budujące „wspólnotę narodową” równo maszerujących, nie popadających w wątpliwości ludzi, którym ani się będzie śniło, aby protestować w jakiejkolwiek sprawie. Zresztą protestowanie jest niebezpieczne. Może skończyć się więzieniem. Totalna inwigilacja. W poważne kłopoty można popaść nie tylko za jakiś wpis na Facebooku, ale również za to, że ów wpis został dokonany przez osobę, którą mamy w kontaktach. Na Moście Moskworeckim grupka protestujących w miejscu, gdzie zginął Borys Niemcow. Średnia wieku – mniej, więcej, nasz KOD. Znicze, fotografie, ciągle donoszone kwiaty. Prawie się popłakałem, gdy to zobaczyłem. Na każdym rogu ulicy – ponury „policjoner”. Nie wiadomo po co, na pewno nie do pomocy zabłąkanym obcokrajowcom. Na sam dźwięk angielskiego zaczyna się jeżyć.

Lato dykatury, zima demokracji.

Tak umiera wolność. Tak z wiosny dyktatury przechodzi się do jej lata. Giną ludzie. Są mordowani, zamykani w więzieniach. Reszta, zastraszona, cicho siedzi, starając się przetrwać.

Smutny kraj pełen udręczonych ludzi, z których wielu nawet nie zdaje sobie sprawy, że mogłoby być inaczej.

Smutny kraj, w którym „Wybrańcy Narodu” mogą się cieszyć wolnością absolutną i absolutnym przepychem, nie dbając o zniewoloną resztę.

Pamiętajmy: każda wiosna, prędzej, czy później przechodzi w lato!

Pamiętajmy: jesteśmy na początku tej samej ścieżki, po której od lat kilku kroczy Rosja!

Zaczyna się zawsze tak samo: wskazywaniem „szkodników” i „zdrajców”. Za Tuwimem – deklinowaniem „Ojczyzny” i „Boga” we wszystkich możliwych przypadkach. Dzieleniem wszystkich na „wrogów” i „naszych”. I zawsze jest ten sam ciąg dalszy.

Rosjanom nie udało się powstrzymać tej fali. I wiele jeszcze lat minie, zanim będą w stanie cokolwiek z tym zrobić. My musimy zrobić wszystko, co możliwe, aby u nas się ten proces udało zatrzymać. Aby u nas wiosna nie przeszła w lato.