• sobota, 21 stycznia 2017 r.

O przyjażni. Andrzej Dominiczak i Kaja Bryx

 

Czym jest przyjaźń i czym różni się od relacji rodzinnych, rodowych i klanowych? Czy to właśnie na przyjaźni, a nie głównie, jak chce na przykład Kościół, na rodzinie, powinno się tworzyć nowoczesne, liberalne i świeckie społeczeństwo. A jacy my jesteśmy? Czy nie za często dla imienin cioci, czy chrzcin bratanka porzucamy nawet najważniejsze przedsięwzięcia tworzone wraz z przyjaciółmi?

Podobne wpisy

15 komentarzy

  1. MIAB
    8 września 2015 at 23:03 - odpowiedz

    Jezus w świetle ewangelii też zdaje się bardziej był za przyjaźnią niż rodziną.

  2. Ireneusz Kozak
    8 września 2015 at 23:10 - odpowiedz

    „Jeżeli ktoś nie ma poglądów, nie może mieć przyjaciół ze względu na wspólnotę poglądów”, święta prawda. I z tego samego powodu ci, którzy jakieś poglądy mają, będą mieli ten sam problem z odnalezieniem przyjaźni. Bo jak nikt nie ma poglądów, to o kogo można by zahaczyć, kiedy samemu się je ma? Dochodzi do tego jeszcze owa skłonność ludzi do podpisywania się pod poglądy większości, do bycia „takimi jak inni”, to takie tabu nieodstawania od reszty. Na ogół, gdy rozmawiam z kimś o jakiejś na przykład dziedzinie sztuki a w konsekwencji (bo z reguły do tego dochodzi) o gustach, musi paść ów slogan, że „każdy ma swój gust” i że „o gustach się nie dyskutuje”. Tymczasem nie jest to prawda: większość ludzi, nawet jeśli posiada jakieś gusta, to się nimi nie kieruje, bo wybiera to, co wybrane zostało przez innych (bo widnieje na jakiejś „liście przebojów”, czy – jak w przypadku muzyki popularnej – często „leci” w radiu). A jeśli chodzi o zainteresowania (każdy ma jakieś swoje specyficzne zainteresowania), ludzie w typowym towarzystwie unikają rozmowy na ich temat. W typowym towarzystwie (takim, jakie ja znam), wprost dba się o to, żeby nikt nie próbował wychylać się z tym co go rzeczywiście ciekawi. Jeśli ktoś interesuje się astrofizyką, powinien przymknąć dziób i ciągnąć razem z innymi wielce uczoną dysputę o sałatkach (czy naprawdę wszędzie mówi się wyłącznie o żarciu, czy tylko ja mam takie doświadczenia?); Poza tym – jeśli chodzi o poglądy – ludzie często nie potrafią zrozumieć, że wyrażanie przez daną osobę jej poglądu na dany temat nie jest od razu obrażaniem osoby o innych poglądach.
    Jeśli ktoś nie lubi obgadywać innych (a przecież obmowa to główna atrakcja koleżeńskich zlotów), to nie ma czego szukać w typowym towarzystwie. Nie ma grup towarzyskich tam, gdzie nie ma tego, o kim można by poplotkować. Dlatego też – co warto nadmienić – wstępowanie w związki przyjacielskie może być niebezpieczne z etycznego punktu widzenia: nieraz bowiem podszyte bywa okrucieństwem zawiści w stosunku do tych, którzy do związku nie należą.
    PS: A tytułem półżartu można by zapytać (czy ktoś prowadził takie badania, Panie Andrzeju?) jaka jest korelacja pomiędzy liczbą serdecznych (lub – jak kto woli – „prawdziwych”) przyjaciół, a liczbą znajomych na facebook’u?

    • Andrzej
      Andrzej
      9 września 2015 at 00:04 - odpowiedz

      Panie Irku, nie wiem, nie wiem 🙂 nie znam takich badań, choć nie wykluczam, ze ktoś robił, bo badan tego rodzaju robi się tysiące, czasem nawet świadomie żartem. Psycholodzy rzadko mają poczucie humoru, ale zdarza się. Przypuszczam oczywiście, ze korelacja jest negatywna, choć pewnie słaba, bo jednak nie wszyscy mnożą znajomości na FB w ramach kompensacji czy po prostu z samotności. A co do „prawdziwych” rozmów w towarzystwie to jednak są możliwe, choć pewnie nie w każdym towarzystwie. Doradzałbym zaryzykować. Ludzie, zwłaszcza młodzi, często szpanują np. na luzaków, których śmieszy poważne zaangażowanie w sprawy czy tematy. Może się okazać, że po jakimś czasie straci pan paru nieciekawych znajomych, a jednocześnie odkryje, ze ma również znajomych (a z czasem przyjaciół), z którymi można na serio porozmawiać. Pozdrawiam 🙂

    • Ireneusz Kozak
      11 września 2015 at 11:32 - odpowiedz

      Panie Andrzeju, swoim wpisem chciałem w zasadzie zwrócić uwagę na powszechność złych przyjaźni, tych mianowicie, które rodzą się na czyjejś krzywdzie; na fakt że ludzie łączą się BARDZO często ze względu na możliwość wspólnego obgadywania innych ludzi. Chciałem po prostu poddać jakiejś krytyce przyjaźń, która dla samych zainteresowanych (przyjaciół) jest oczywiście wartością, ale która bywa ogniskiem nienawiści, wymierzonej w stronę tych „spoza”. Nie przeczę na pewno, że istnieją fajni i głębocy ludzie (znam fajnych i głębokich ludzi), zdanie „czy naprawdę wszędzie mówi się wyłącznie o żarciu, czy tylko ja mam takie doświadczenia?” było takim retorycznym chwytem, celowym wyolbrzymieniem istniejącego zjawiska. Ale mimo wszystko dziękuję za specjalistyczną poradę psychologiczną 😉

      • Andrzej
        Andrzej
        29 października 2015 at 09:15 - odpowiedz

        Panie Irku, ze „złą przyjaźnią jest tak jak ze wszystkim „złym”. Chodzi mi rzecz jasna o przyjaźń możliwie najbardziej prawdziwą. Ze to ważne, potwierdza między innymi mała popularność tej rozmowy.

  3. Tomek Świątkowski
    9 września 2015 at 00:30 - odpowiedz

    Panie Andrzeju, chyba trochę na siłę wtłacza pan Kościół w opozycję wobec idei przyjaźni. Kościół broniąc wartości rodziny ma przede wszystkim na myśli małżeństwo – czyli przedłużenie przyjaźni właśnie – czyniąc z tego związku sakrament. Konstytutucyjny dla małżeństwa tekst biblijny z Księgi Rodzaju (człowiek jest stworzony jako para małżonków!) zdecydowanie wynosi małżeństwo ponad więzy krwi: „Opuści mężczyzna ojca i matkę, a zwiąże się z żoną tak ściśle, że staną się jednym ciałem”.
    .
    Z kolei w przykładach Jezusa albo apostoła Pawła rodzina jest prawie zmarginalizowana na rzecz przyjaźni. Jezus wypowiada prawie skandaliczne słowa: „Któż jest moją matką i którzy są braćmi? I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: Oto moja matka i moi bracia.”
    W innym miejscu mówi do uczniów: „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko.”
    .
    Paweł również podkreślał brak własnej rodziny, sugerując, że taki stan ma przewagę i często wspomina o bliskiej więzi z licznymi przyjaciółmi, których lubi nazywać „współbojownikami”.

  4. Andrzej
    Andrzej
    9 września 2015 at 01:20 - odpowiedz

    Panie Tomku, odnosiłem się krytycznie do Kościoła z tego świata jako instytucji politycznej i społecznej, a ta umacnia kult rodziny, nie licząc się zanadto – jak to Kościół ma w zwyczaju – z nauczaniem Jezusa czy Pawła. Chodzi zapewne (jak Pan pisze) głownie o małżeństwo i dzieci, ale mowa jest cały czas o rodzinie, co w Polsce jest rozumiane (jak to w Polsce) ogólnie i tylko z grubsza.). W rozmowie mówię wprost, ze mam przede wszystkim na myśli rodzinę dużą, z ciotkami, szwagrami itp. W socjologii już dawno zidentyfikowano zjawisko tzw. niemoralnego familizmu, występujące głównie w krajach i regionach pod największym wpływem Kościoła katolickiego (południowe Włochy). Dodam jeszcze, ze chodziło mi również o środowiska wobec Kościoła krytyczne lub wręcz wrogie, gdzie przyjaźń jest rzadkością, a ludzi łączy (słabo i pod wieloma względami patologicznie) wspólny wróg i wobec niego nienawiść. W tym wypadku chodzi mi głownie o „pochwałę przyjaźni”. A czy małżeństwo ma wiele wspólnego z przyjaźnią? Byłoby pięknie, o takim małżeństwie pisał m.in. Vonnegut, ale obawiam się, że to rzadkość, tak jak miłość rozumiana jako „przyjaźń romantyczna” – mój ideał (nie całkiem spełniony 🙂

    • Tomek Świątkowski
      9 września 2015 at 08:26 - odpowiedz

      Jeśli weźmiemy pod uwagę celibat duchownych w kościele katolickim (który osobiście uważam za zły), to można dojść do wniosku, że kościół aż za mocno wziął sobie do serca wzorzec pozostawiony przez Jezusa lub Pawła, a nie za słabo.
      Wydaje mi się także, że geneza życia zakonnego ma swoje źródło właśnie w przyjaźni.
      .
      Uważam, że przysłowie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” w praktyce bardzo często wskazuje właśnie na rodzinę, bo rodzina ostatecznie okazuje się bardziej lojalna i gotowa do wyrzeczeń niż przyjaciele. Może to atawizm doboru krewniaczego…
      .
      A tak przy okazji to na swoim przykładzie mógłbym potwierdzić, że kościół faktycznie intensywnie generuje relacje przyjacielskie. Zainspirowany tą myślą przejrzałem swoich „znajomych” na fb (oczywiście tylko parę procent z nich to naprawdę przyjaciele) i okazało się, że prawie 90% z nich to osoby, które poznałem w rozmaitych kontekstach związanych z życiem wspólnotowym w kościele.

      • Andrzej
        Andrzej
        9 września 2015 at 10:36 - odpowiedz

        Panie Tomku, jak już pisałem odnoszę się do uprawianej przez Kościół propagandy „familizmu”, co nie znaczy, ze wśród wyznawców, duchownych a nawet teologów przyjaźń nie istnieje albo nie jest bardzo ceniona. Np. w anglojęzycznym internecie autorami dużej części, jeśli nie większości artykułów o przyjaźni są teolodzy. Swoje „przesłanie” kierowałem głownie do niewierzących, żeby było więcej przyjaźni, żeby była ważniejsza i nie była tylko wspólnotą nienawiści (o ile ten rodzaj wspólnoty może mieć cokolwiek wspólnego z przyjaźnią).

        • Tomek Świątkowski
          9 września 2015 at 15:07 - odpowiedz

          Rzeczywiście mogę być słabo obeznany w priorytetach i celach współczesnej kościelnej propagandy.

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      9 września 2015 at 09:00 - odpowiedz

      Oświecenie zwłaszcza Diderot i d’Alembert oraz Holbach postulowali tzw małżeństwa koleżeńskie dwóch samodzielnie myślących indywidualności

  5. Krzysztof Marczak
    11 września 2015 at 12:48 - odpowiedz

    „Friends” to w anglosaskiej kulturze ogólne określenie dla ludzi, którzy się znają. Odnosi się też do znajomego, z którym wiążą nas tylko interesy. Natomiast „friend of mine” to coś więcej i bliżej niż polski „przyjaciel”. Typowy dialog to „…your friend ? Well, (he/she) is actually a friend of mine”. I to właśnie wiele tłumaczy.

Zostaw komentarz

Paste your AdWords Remarketing code here