• czwartek, 27 lipca 2017 r.

Obrona praw pracowników powinna być najważniejszym tematem lewicy. Obecnie tak nie jest, bo uszczęśliwianie górników nie wystarczy…

Nie uważam się za lewicowca, moje poglądy polityczne są usytuowane w centrum. Sądzę jednak, że lewica jest bardzo potrzebna. Niestety, ta lewica, którą obecnie mamy na polskiej scenie politycznej przeważnie nie deklaruje celów, które mogłyby zmienić Polskę w pozytywnym kierunku i które mogłyby przyciągnąć poparcie społeczne. Z uwagi na to niechęć ogromnej części wyborców do samego słowa „lewica” jest niestety częściowo uzasadniona. Jako „centrysta” na lewicę patrzę siłą rzeczy z zewnątrz. Mam jednak nadzieję, że ten dystans może się na coś przydać.

Część ugrupowań lewicowych wyciąga ze wspomnianej niechęci wyborców fałszywe wnioski i uznaje na przykład, iż trzeba całkowicie zrezygnować, lub też schować na zaplecze postulaty dotyczące świeckości państwa, równości płci, niezideologizowanej edukacji dzieci etc. Te postulaty też są ogromnie ważne, ale lewica bazująca tylko na takich postulatach, a nie broniąca praw pracowników, rzeczywiście może drażnić opinię publiczną. Dla młodej osoby, która na przykład musi pracować po nocach w barze, aby móc utrzymać się na studiach, tematy świeckości czy praw kobiet schodzą na drugi plan. Co nie oznacza, że są drugoplanowe – ale ktoś kto nie śpi aby móc się utrzymać i móc zapewnić sobie awans społeczny, nie ma już siły, aby myśleć o bardziej abstrakcyjnych i niekomercyjnych ideach. Swoją drogą uważam, że student zmuszany do pracy całkowicie niezwiązanej z jego przedmiotem studiów będzie miał znacznie większy problem z rzeczywistym opanowaniem swojej dziedziny studiów. Wszystkim zatem powinno zależeć na tym, aby żaden student nie musiał pracować poza swoją dziedziną w trakcie studiów, bo tracą na tym wszyscy.

Uważam, że lewica często posługuje się populizmem. Szukając rozwiązań nie patrzy na sytuację globalną. Tymczasem jesteśmy częścią Zachodu, biedniejszą, ale i tak należącą do najbogatszych państw na świecie. Zachód rywalizuje sam ze sobą, ale przede wszystkim coraz bardziej ściga się z innymi potęgami gospodarczymi, takimi jak Chiny, Japonia, Korea Południowa, Tajwan, ale też coraz bardziej Indonezja, Brazylia etc. Wstrzymywanie rozwoju gospodarczego na rzecz dofinansowania projektów socjalnych staje się więc dla Zachodu coraz bardziej ryzykowne. Oznaczać ono może wypadnięcie z pozycji lidera i ogólne zubożenie, bez większych perspektyw na poprawę sytuacji. Z uwagi na to, że ani Polska, ani Zachód nie są samotnymi wyspami, nie jest możliwa realizacja wielu utopijnych, lewicowych idei. Nie można dowolnie opodatkowywać bogatych, nie można dowolnie mocno zwalczać koncernów, nie można nacjonalizować do woli sektorów gospodarki. Nie można dowolnie zrównywać płac. Na przykład menadżerowie są ogromnie potrzebni i ważni dla firm. Dobry menedżer to genialny specjalista, mogący przynieść setki milionów swojej firmie. Dobry menedżer kosztuje 100 tysięcy i więcej miesięcznie. Jeśli dla „sprawiedliwości” zaproponuje się mu sześć tysięcy, to zamiast menadżera będzie się mieć jakiś nieudolny substytut i wszyscy te setki milionów stracą. To samo dotyczy polityków. Nie mogą oni być nagradzani byle jak, bo albo politykami będą sami ludzie niewykształceni i pozbawieni umiejętności, albo osoby zdolne, ale ukierunkowane w stronę korupcji, aby uzupełnić nędzną pensję rzeczywistymi dochodami. Nawoływanie do niemal komunistycznego zrównania płac jest czystym populizmem, bardzo szkodliwym dla państwa. Jeśli dobry menedżer w Chinach, czy w Japonii zarabia 100 000 złotych miesięcznie, ani Zachód, ani Polska nie mogą doprowadzić do sytuacji, w której tylko w Chinach i w Japonii będzie miejsce dla dobrych menedżerów.

Tym niemniej postęp ekonomiczny i cywilizacyjny nie przekłada się w Polsce na możliwości finansowe większości obywateli. Jest to problem, którym powinna zająć się lewica. Znajdując dobre rozwiązanie tegoż problemu, lewica ma, moim zdaniem, zapewniony sukces. Prędzej, czy później. Póki co większość ludzi pracujących w Polsce nie jest objęta związkami zawodowymi. Nie mają oni żadnych obrońców. Są zdani na łaskę i nie łaskę zatrudniających ich przedsiębiorców. Tymczasem do opinii publicznej przebijają się głównie akcje lewicy w obronie górników i rolników, czyli grup skrajnie uprzywilejowanych na tle innych grup zawodowych w Polsce. Dodatkowo są to jedne z nielicznych grup pracowniczych, gdzie związki zawodowe mają się dobrze. Obrona głównie ludzi uprzywilejowanych ściąga na lewicę ogromną niechęć i ciężko się temu dziwić. Moim zdaniem sytuacja, w której całe społeczeństwo zrzuca się na bardzo wysoką górniczą pensję i nierentowne wydobycie węgla jest absolutnie niedopuszczalna. Uczciwy lewicowiec powinien przedstawić zwykłemu Kowalskiemu ile pieniędzy rocznie dorzuca on na to, aby górnik mógł wydobywać nierentowny węgiel i pobierać pensję, o której większość polskich pracowników może tylko marzyć.

Większość polskich pracowników pracuje całkowicie poza ochroną ich praw. Wielu jest zatrudnionych na umowach śmieciowych, a nawet jeśli mają umowę o pracę, to i tak nie wypłaca się im często nadgodzin, przez długie miesiące nie wręcza się im podwyżek z uwagi na awans etc. Większość polskich pracowników to nie górnicy i majętni farmerzy, ale pracownicy korporacji, restauracji, supermarketów, sklepów, kierowcy tirów i autobusów, pracownicy centrów telefonicznych, pracownicy małych zakładów przemysłowych, fryzjerzy, nauczyciele szkół prywatnych, budowlańcy, sprzątaczki etc. To ich w pierwszym rzędzie winny bronić związki zawodowe.

I muszą to być związki zawodowe nowego typu. Moim zdaniem bardziej gildie zawodowe, niż związki związane z danym miejscem pracy. Powinien istnieć na przykład związek – gildia kelnerów, który ustali minimalną płacę i zakres komfortu kelnera, oraz – aby nie było – zakres jego obowiązków. Taka gildia – związek powinna bronić praw kelnerów nawet w barach, gdzie jest tylko jeden kelner, do tego student na umowie śmieciowej.

Korporacje potrafią być bardzo feudalne i totalitarne. W wielu z nich zaangażowanie się pracownika w związek zawodowy kończy się bezczelnym i pozbawionym jakiejkolwiek żenady zwolnieniem pracownika. Korporacje mają tak złożone prawo wewnętrzne, że zawsze znajdzie się hak na sprawiającego problemy pracownika. Więc oficjalnie nie zostanie on zwolniony za zaangażowanie w związek zawodowy, ale za spóźniania, czy za słabe wyniki. Korporacje to zazwyczaj setki, tysiące pracowników, wśród których mało kto jest rzeczywiście niezastąpiony, więc ich  menadżerom bardzo łatwo w każdej chwili kogoś zwolnić. Stać je też na znakomitą i wysoko płatną osłonę prawną.

Dlatego i w korporacjach muszą operować związki zawodowe – gildie, nie związane z jednym konkretnym przedsiębiorstwem, marką etc. Feudalna struktura korporacji mogłaby być ich siłą, gdyż szkoleniowcy, agenci, liderzy agentów, kontrolerzy jakości etc. działają w korporacjach o bardzo różnych profilach działalności. Wyobrażam sobie zatem „związek zawodowy kontrolerów”, „związek zawodowy wiodących agentów”, „związek zawodowy zwykłych agentów”. Każdy z nich, podobnie jak związek zawodowy kelnerów, miałby opracowany standard minimum pracy wiodącego agenta czy szkoleniowca. Czyli – godziny pracy, nadgodziny, obowiązki, płace, przejrzystość awansów, stosunek do pracownic w ciąży etc.

Związki zawodowe nowego typu powinny być wspierane przez rząd. Zbytnie rozwarstwienie majątkowe społeczeństwa zatrzymuje rozwój państwa i każdy rząd powinien być zainteresowany organizacjami walczącymi o prawa pracowników wobec przedsiębiorców. Związki zawodowe nowego typu nie zajmowałyby się zarejestrowanymi członkami i nie bazowałyby na konkretnych zakładach pracy (jak już wspomniałem, w korporacjach jest to mało wykonalne). Związki zawodowe nowego typu przypisane byłyby do konkretnych zawodów (fryzjer, szkoleniowiec, opiekunka dla dzieci etc.) i automatycznie starałyby się objąć swoją ochroną wszystkich przedstawicieli dedykowanego zawodu (te zawody mogłyby oczywiście też występować podobnymi tematycznie blokami). Obok wsparcia państwa związki zawodowe nowego typu mogłyby się utrzymywać też z kar nakładanych na pracodawców z uwagi na nieopłacanie nadgodzin, prześladowanie kobiet z uwagi na urlop macierzyński, zwlekanie z pensją/podwyżką etc. Znając skrajnie feudalne i egotyczne podejście do pracowników wielu polskich pracodawców związki zawodowe nowego typu otrzymałyby na start z takich mandatów iście bajońskie sumy.

W przypadku dużych przedsiębiorstw i korporacji odpowiedzialność za przestrzeganie praw pracowniczych potrafi się rozmywać. Przykładowo – korporacja może zlecić egzaminy dotyczące awansu czy przyjęcia do pracy podwykonawcy, innej korporacji. W przypadku związków zawodowych nowego typu monitorowałyby one oba podmioty i w razie czego ponad głowami szefów mogłyby posiadać własny monitoring i własne uwagi oraz ustalenia.

Jako, że nie jestem lewicowcem, być może moje powyższe rozmyślania dla niektórych lewicowych czytelników będą czymś oczywistym, dla innych zaś czymś naiwnym. Jednakże nie jest eksponowane w mediach, ani na lewicowych stronach nowe podejście do ochrony praw pracowniczych. Podejście, które jednocześnie nie opiera się na utopiach. Przykładowo – zrównanie wynagrodzeń z niemieckimi czy brytyjskimi nie nastąpi w Polsce przez co najmniej kilkanaście lat. Winna jest temu historia, a nie złe rządy. Podobnie Hindusi nie mogą mieć pretensji do swojego rządu, że nie zarabiają tyle co Polacy. Na wiele problemów składa się sytuacja globalna i również historia rozwoju danego obszaru (Polski, Indii, Francji, Bangladeszu etc.). Dlatego związku zawodowe nowego typu nie powinny utopijnie żądać od korporacji tych samych wynagrodzeń, które są w Niemczech. Jeśli tego zażądają i pozyskają wsparcie polityczne, dana korporacja przeniesie się gdzie indziej i wielu ludzi straci pracę nie uzyskując nic w zamian. Związki zawodowe dbające o pracowników korporacji to inna para kaloszy – nie powinny zniechęcić większości korporacji, gdyż są wśród nich takie, które szanują pracowników i takie, które mają ich za nic. W tym momencie bardziej humanitarne korporacje zyskają.

Swoją drogą, przydałby się ustawowo zatwierdzony znacznik, iż dana firma jest uczciwa wobec pracowników. Wiem, że były już takie próby, ale powinno mieć to szerszy i bardziej powszechny wymiar. Tak jak obecnie na produktach spożywczych mamy podany dokładny skład, tak na każdym produkcie, który na to zasługuje, powinien być znaczek „firma przyjazna dla pracowników”. Jednocześnie związki zawodowe powinny stworzyć czarną listę złych pracodawców. Państwo winno im też nadać prawo do udostępniania tej listy opinii publicznej, oraz powinno kontrolować rzetelność mechanizmów przyznawania miejsca na czarnej liście. A być może po prostu ktoś wystawiający swój produkt/usługę na sprzedaż obowiązkowo i w majestacie prawa powinien być poddawany badaniu standardu traktowania pracowników przez związki zawodowe? Gdyby na przykład sieć Super Kebab miała 7/10 oceny stosunku do pracowników, a sieć Kebeb Kabul 5/10, to przy tych samych cenach kebabu wielu klientów zdecydowałoby się na Super Kebab…

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu culturovo.pl

Jacek TabiszStudiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. Część rezultatów badań można studiować na stronie www.hanuman.pl . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku jest prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w 2016 roku. Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Podobne materiały

3 komentarze

  1. mieczysławski
    27 czerwca 2015 at 11:57 - odpowiedz

    Dzisiaj jest upadek lewicy.
    Ideą lewicowości było zmniejszenie rozwarstwienia społecznego, bo to powoduje konflikty i hamuje rozwój społeczny. W świecie dużych kontrastów ekonomicznych bogaci czują się zagrożeni i przemiany idą w kierunku państwa policyjnego.
    Na spadek wydajności pracy ma duży stres związany z niepewnością dnia jutrzejszego i spadku bezpieczeństwa socjalnego.
    Wielu ekonomistów mówi, że przyczyną wielu kryzysów jest obniżanie płac, mechanizm jest prosty – mniejsza płaca, mniejsza konsumpcja, spadek produkcji, zwolnienia pracowników, proces się pogłębia.
    Wymaga to rozwiązań globalnych, porozumienia na poziomie rządów światowych i wielkich korporacji.
    W małych firmach prywatnych z przychodu jest odprowadzanych około 40% na ubezpieczenia i składki zdrowotne, emerytalne. Ponadto są bieżące koszty, opłaty za budynki, energię, remonty. Tak więc w małych firmach pracodawcom ciężko dać podwyżkę.
    Większość ludzi mówi, że podatki są wysokie i hamują rozwój gospodarki, politycy w czasie wyborów obiecują, że coś zrobią, a potem tracą pamięć.
    Lepszy system mają Swajcarzy, obywatele głosują bezpośrednio na projektami ustaw, co powoduje dużą skuteczność i zadowolenie ludzi, jest to bliższe demokracji, ten system dał duże wzmocnienie dla gospodarki, wzmocnienie franka, pośrednio spowodowało to kłopoty tych, którzy zaciągnęli kredyty i w umowie mieli spłatę według rynkowej stopy procentowej.
    Polscy politycy powinni więc wzorować się na rozwiązaniach, które dają wymierne korzyści ekonomiczne i zaniechania podziału w na lewicę i prawicę.

    • Jacek Tabisz
      Jacek Tabisz
      27 czerwca 2015 at 12:50 - odpowiedz

      Szwajcaria ma bardzo specyficzną historię. Zawsze była federacją małych i niezależnych kantonów. Przeniesienie tego na politykę polską, niemiecką czy grecką jest niemożliwe. Napisał Pan trochę od siebie, a ja jestem ciekaw, co sądzi Pan o tym, co przedstawia artykuł.

  2. mieczysławski
    28 czerwca 2015 at 12:15 - odpowiedz

    Dlaczego przeniesienie dobrych, sprawdzonych rozwiązań na politykę polską lub niemiecką jest niemożliwe? W Polsce jest wysoka korupcja, wielu polityków blokuje reformy, bo to może zaszkodzić w robieniu interesów. Brakuje przejrzystości, są klauzule tajemnicy i zwykły obywatel nie ma dostępu do informacji. Stąd może wynikać niechęć do przeniesienia rozwiązań szwajcarskich.
    Była Solidarność, która miała bronić prawa robotników.
    Postulaty sierpnia 80 były głównie socjalne.
    Przywódcy związkowi zajęli się polityką, mówili, że jako politycy będą skuteczniej walczyć o prawa robotników.
    Obrona praw pracowników powinna być najważniejszym tematem lewicy, ale polscy politycy z lewicy posługiwali się językiem populizmu, były puste obietnice wyborcze, SLD całkowicie zmarnowało swój kapitał, zaufanie, przestało bronić praw robotników, Leszek Miler wyrzucił z partii Napieralskiego, Olejniczaka, którzy mogli zmobilizować młodzież, lewica jako siła polityczna przestała się liczyć.
    Pojęcie lewica nabrało negatywnego znaczenia.
    W polityce na pierwszym miejscu jest demagogia. Jeżeli mówimy, że jest duże rozwarstwienie społeczne, które prowadzi do patologii, hamuje rozwój państwa, to mówca może dostać etykietę lewaka, wywrotowca.
    Dzisiaj brakuje obrońców praw robotników, ruch związkowy jest znikomy.
    Czy pojawi się jakiś nowy ruch społeczny, który będzie bronił robotników?
    Przyszłość wygląda pesymistycznie.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *