• środa, 24 kwietnia 2019 r.

Opera zatriumfowała w Narodowym Forum Muzyki

 

Na koncertach w NFM przyzwyczajeni jesteśmy do symfoniki i kameralistyki. Głos ludzki, ten najbardziej wszechstronny instrument, dominuje w muzyce chóralnej. Miło zatem popatrzeć, a raczej posłuchać, gdy NFM zamienia się w scenę operową. Nie mamy wtedy dekoracji, za to jest do dyspozycji orkiestra, której większość oper może tylko pozazdrościć.

 

W ciepłą i słoneczną kwietniową niedzielę (8.04.19), kiedy wiosna wyraźnie odcisnęła już swoje zielone ślady na gałęziach drzew szumiących nad pobliską fosą, mieliśmy okazję wysłuchać recitalu sopranistki Sondry Radvanovsky, Amerykanki, która kształciła się w MET (Young Artist Program at the Metropolitan Opera in 1995) i budowała swoją karierę wykonując wpierw mniejsze role w najbardziej prestiżowych inscenizacjach. Wcześniejsza edukacja artystki miała miejsce w  Kaliforni i Tanglewood. W 2017 roku Erato wydało DVD/Blu-ray na którym Radvanovsky wciela się w postać Normy. Gra na nim orkiestra MET, dyryguje Sir David McVicar, w rolę kapłanki Adalgisy wciela się Joyce DiDonato.  Wydawnictwo stało się albumem miesiąca miesięcznika Gramophone. Obecnie wśród nowości znajdziemy Verdiowski recital Sondry Radvanovsky i jej duety z Dmitrim Hvorstowskim z towarzyszeniem Philharmonia of Russia pod batutą Constantina Orbeliana. Nie istnieje jeszcze wiele nagrań Radvanovsky, lecz rola Normy z opery Vincenza Belliniego., rozsławiona przez legendarną Marię Callas, należy do najtrudniejszych w literaturze operowej, zaś Gramophone ma swoje kaprysy, ale jednak nie wyróżnia zbyt pochopnie nagrań, zwłaszcza jeśli nie pochodzą ze Zjednoczonego Królestwa.

 

Sondra Radvanovsky / fot. Pavel Antonov

 

Na wrocławskim koncercie okazało się, że brytyjscy krytycy nie rzucali słów na wiatr. Tym razem nie usłyszeliśmy arii z oper Belliniego, lecz z dzieł dwóch kompozytorów wieńczących ewolucję opery włoskiej – czyli arie Verdiego i Pucciniego, oraz po jednej arii innych niż Puccini werystów –  Catalaniego, Cilei i Giordano. Amerykańska sopranistka urzekła mnie głosem wyrównanym we wszystkich rejestrach, z mocnym, ciemnym dołem, ze wspaniałą mocną górą i – gdy była taka potrzeba – z pięknymi piano w wysokich rejestrach głosu. Głos Amerykanki nie unikał silnego vibrato, co zwykle budzi mój sprzeciw, ale w tym wypadku było dobrze, gdyż obok falowania głosu była też dobrze wyrzeźbiona główna linia melodyczna. Vibrato ewidentnie służyło wzmocnieniu głosu, a nie przemknięciu przez trudne skrajne tony skali głosu. Od strony wyrazowej Radvanovsky też była bardzo przekonywująca. Wpierw usłyszeliśmy dwie arie z Trubadura – :D’amor sull'ali rosee oraz Tacea la notte placida. Wielu krytyków muzycznych nie lubi libretta tej opery. Dla mnie to przejmująca i mroczna powieść gotycka, nie pozbawiona niesamowitości na pograniczu surrealizmu. Taka też jest w niej muzyka Verdiego i taki też wyraz nadała zaczerpniętym z niej ariom Sondra Radvanovsky. Mercè dilette amiche  z Mocy przeznaczenia odsłoniła inny główny motyw Verdiego – czyli wiarę w nieubłagany, rządzący wszystkim los, doskonale odzwierciedlony w muzycznym temacie przewodnim całej opery, powstałej dla dworu rosyjskiego.

 

Koncert dzielił się na dwie części – wpierw był Verdi, później Puccini i pozostali weryści. Nastrój podkreślały cztery fragmenty instrumentalne. W części Verdiańskiej mieliśmy wpierw Uwerturę do opery Nieszpory sycylijskie, gdzie było dobrze, ale jeszcze nie doskonale. Mocne witalne uderzenia świąteczno – rewolucyjnego nastroju były nieco rozmyte. Później było już zupełnie świetnie. Orkiestra rewelacyjnie akompaniowała śpiewaczce, zaś uwertura do Mocy przeznaczenia została zagrana perfekcyjnie, oddając gwałtowny wstęp do tego powstałego dla mroźnej Rusi arcydzieła. Napisałem „mroźnej Rusi”, gdyż ciężko zapomnieć zdjęcia roześmianego Verdiego podróżującego przez potężne zaspy na saniach. Włosi to dzielny naród – jest ich teraz całkiem sporo we Wrocławiu i też zimą, bardzo lekko ubrani, szczękali zębami znacznie mniej niż większość autochtonów.

 

Do bardzo stylowego  wykonawstwa operowych uwertur przez Wrocławskich Filharmoników przyczynił się dyrygent Gianluca Marcianò związany z operami w Oviedo, Mińsku, Tbilisi i Erywaniu, a także z teatrami operowymi Wielkiej Brytanii: English National Opera, Grange Park Opera, Longborough Opera i English Chamber Orchestra. Maleńką, prowincjonalną Longborough Opera pod wodzą  Anthony’ego Negusa opisuje w fascynujący sposób jedna z największych polskich (i nie tylko) znawczyń opery Dorota Kozińska. Ciężko zdobyć ich nagrania, ale sądząc po dyrygenturze Gianluca Marcianò i on zaczerpnął co nieco z tej krainy czarów. Orkiestra pod jego batutą mieniła się setkami barw, była precyzyjna a jednocześnie żywiołowa i teatralna.

 

Druga część koncertu zaczęła się od Intermezza z Manon Lescaut Pucciniego. Nie sądziłem, że z tej krótkiej instrumentalnej kompozycji można wyczarować aż tyle piękna. W tej interpretacji Puccini okazał się równie intrygujący jak Wagner w swoich intermezzach i uwerturach i naprawdę coś z Wagnera ewidentnie w sobie miał. Rewelacyjne było przechodzenie od solistów orkiestry do tutti. Aria Sola perduta abbandonata z tej samej opery dosłownie wycisnęła mi łzy z oczu. Piękna emisja głosu Sondry Radvanovsky pozwoliła artystce stopniować do samego końca jego wolumen i związane z pełnym lęku przed samotną śmiercią tekstem napięcie. Wydaje mi się, że to był najlepszy moment całego koncertu, choć zazwyczaj stawiam Verdiego wyżej niż Pucciniego (może poza Turandot). Sławnej Vissi d'arte z opery Tosca zabrakło troche słodyczy i niewinności, ale wokalnie było rewelacyjnie. Później mieliśmy: P. Mascagniego Intermezzo z opery Rycerskość wieśniacza, A. Catalaniego Ebben! Ne andrò lontana – arię z opery La Wally, F. Cilei Io son l’umile ancella – arię z opery Adriana Lecouvreur oraz U. Giordano La mamma morta – arię z opery Andrea Chénier. Wszystko wykonane błyskotliwie, w szczególności La mamma morta było emocjonalnie wstrząsające. Śpiewaczka stwierdziła, że żywi szczególny sentyment do arii o służce muzyki Cilei i rzeczywiście, aria została wykonana z niezwykłą pasją i wielką miłością do każdego dźwięku.

 

Na bis usłyszeliśmy po jednej arii z Rusałki Dvořaka i My Fair Lady  Fredericka Loewe. Rusałki słuchał na okrągło ojciec śpiewaczki, gdy ta była dzieckiem, w związku z czym swoje pierwsze operowe wykonania związała z tym czeskim kompozytorem. Co ciekawe aria Dvořaka „Pieśń do Księżyca” całkiem pasowała do poświęconej Pucciniemu drugiej części koncertu – wydała mi się już bardzo modernistyczna i wcale nie tak bardzo romantyczna. Motywy melodyczne, hojnie nasycające ten fragment baśniowego dramatu, były świeże i niezwykłe. Amerykańska sopranistka podkreśliła to dysponując przy tym znakomitym czeskim.

Jacek TabiszStudiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Podobne materiały

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *