• piątek, 21 lipca 2017 r.

Patriotyzm zakupowy

 

 

Niedawno czytałem dyskusję pod jakimś artykułem na NaTemat, a jej tematem był tak zwany „patriotyzm zakupowy”. Zdziwiła mnie agresja wobec tej idei zawarta w wielu komentarzach, jak i ich prześmiewczy ton. Można było dojść do wniosku, że Polacy to jakiś skrajny zaścianek, skoro myślą o preferowaniu przy zakupach własnych produktów.

 

prod

Rozważania na temat patriotyzmu zakupowego wzmogła w naszym kraju aplikacja Pola oceniająca polskość produktów. Okazało się, że wiele artykułów noszących bardzo polskie nazwy i nawiązujących do szeroko pojętej polskiej mitologii (typu „Lajkonik” na przykład), wcale nie jest polskich, lub jest polskimi tylko trochę.

Część firm protestuje przeciwko tej aplikacji, choć bazowanie na polskiej symbolice pokazuje pewną hipokryzję w ich wydaniu.

Obrońcy zakupowego patriotyzmu zwrócili w dyskusji uwagę na to, że firma, nawet jeśli działa w Polsce i daje pracę niektórym Polakom, to jednak wszelkie zyski odprowadza poza naszym krajem. Do tego można dodać patriotyzm zakupowy niektórych francuskich, niemieckich i brytyjskich sieciówek (supermarketów, stacji benzynowych, sklepów z AGD etc.), które wyraźnie preferują produkty ze swoich krajów niż te pochodzące z innych miejsc.

W samych Niemczech patriotyzm zakupowy ma się dobrze. Ilekroć tam jestem, dziwią mnie wręcz niektóre produkty, gdyż w innych krajach są one wypierane przez zupełnie nieniemieckie filmy. We Francji z kolei mamy nie tylko konsumencki patriotyzm krajowy, ale też silnie rozwinięty patriotyzm regionalny, który nie tylko nie zostawia we Francuzach wrażenia zaściankowości, ale wręcz napawa ich dumą. Ciężko zatem oceniać Polaków zainteresowanych „patriotyzmem zakupowym” jako zaściankowych…

Jednym z poważnych argumentów przeciwników patriotyzmu zakupowego jest fakt, że niektórych gałęzi produktów nie ma w Polsce wcale. Ciężko kupić polskiego laptopa, smartfona czy rdzennie polski samochód. Wydaje mi się jednak, że Polska nie musi gwarantować pełnej palety produktów, aby być zakupowym patriotą. To, że kupi się Samsunga czy Apple’a nie oznacza, że nie można wybrać w sklepie polskich herbatników i polskiego piwa.

Ja osobiście uważam, że wszyscy mieszkańcy planeta Ziemia są przede wszystkim ludźmi, a dopiero później Francuzami, Polakami czy Chińczykami. Ale jednak, dopóki istnieje rywalizacja między krajami, nie należy kapitulować jednostronnie. Dopóki istnieją agresywne państwa posiadające armie, nie jest mądrze być na przykład stu procentowym pacyfistą. Tak jak na przykład Russel, który postulował jednostronne rozbrojenie Zachodu podczas Zimnej Wojny. Gdyby Zachód się rozbroił, Związek Radziecki by go po prostu podbił. A jakby nie miał środków, aby podbić cały świat, to przecież mógłby szantażować do woli niepodbite zakątki świata.

Dopóki na przykład Niemcy czy Japończycy będą uprawiać lojalność wobec własnych firm i przedsiębiorców, wchodząc jednocześnie dynamicznie na zagraniczne rynki, jednostronne składanie broni patriotyzmu zakupowego też nie ma większego sensu. Jedynym efektem jest ograniczanie możliwości własnych inicjatyw i przedsiębiorców.

Do tego można dodać rzeczy zupełnie podstawowe. Kto ma pomóc wypromować się polskiej marce, jak nie my? Potentaci na rynku globalnym mają potężną reklamę, każda nowa inicjatywa musi wręcz przebijać się przez sięgający nieba mur… Produkt tak samo dobry jak znanej marki, a na przykład trochę tańszy, może nie mieć żadnych szans na zaistnienie. Zatem wspomaganie inicjatyw lokalnych zwiększa też konkurencyjność rynku w wymiarze globalnym.

Jeśli chcecie jeszcze chwilę zostać przy tym temacie, zobaczcie film:

 

Jacek TabiszStudiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. Część rezultatów badań można studiować na stronie www.hanuman.pl . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku jest prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w 2016 roku. Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Podobne materiały

29 komentarzy

  1. olrob
    2 maja 2016 at 16:03 - odpowiedz

    Zgadzam się z Panem, Panie Taniej. Myślę że Pana argumenty za patriotyzmem gospodarczym są rozsądne.

  2. Patrycja Aili S.
    2 maja 2016 at 16:41 - odpowiedz

    To jest ciekawy temat, z którego rozumiem obie strony. Z jednej strony bycie konsumentem zakłada tylko i wyłącznie myślenie o jakości i cenie produktu, ale z drugiej bycie obywatelem zakłada także rzeczy poboczne, czyli to gdzie wpływają podatki czy jak daleką drogę musi pokonać dany produkt. Jakoś trzeba te dwie wartości wypośrodkować, ale w każdej dyskusji na ten temat powinny się te argumenty. Niestety obrońcy zakupów patriotycznych bardzo mało odwołują się do dobrych argumentów mając je w rękawie cały czas. Polskość (czy też niemieckość, japońskość czy dowolna inna -ość) to jest coś generalnie bardzo abstrakcyjnego jeżeli nie zrzutujemy tego na elementy praktyczne. Przy używaniu tego słowa najczęściej króluje tani sentymentalizm, a nie twarde argumenty. No bo jak tu brać na poważnie slogany w stylu „dobre bo polskie”? To dla mnie robi totalnie krecią robotę, bo ludzie muszą zacząć lubić polskie wyroby bo są dobre (często naprawdę są i są najzwyczajniej niedoceniane albo brakuje im dobrego wykończenia czy marketingu), a nie na odwrót. Każdy, kto ma dwie szare komórki wie, że to wnioskowanie nie jest wymienne.

  3. Crow
    2 maja 2016 at 22:56 - odpowiedz

    W większości przypadków w czasie robienia zakupów, nie kieruję się kluczem pochodzenia produktu, patrząc po prostu na stosunek cena / jakość.
    .
    Wiem, że to się już trochę zmienia, ale nadal jednak (w wielu branżach, nie we wszystkich) polski produkt nie może konkurować z tym zagranicznym. Wbrew pozorom, można kupić polskiego smarthphone’a (np. MyPhone) czy polską elektronikę w ogóle (np. Manta), ale ich jakość pozostawia wiele do życzenia (choć trzeba przyznać, że MyPhone poczynił ogromne postępy. Jeżeli utrzyma tempo rozwoju, to być może wyrośnie nam lokalny potentat mobilny, tak jak miało to miejsce np. z chińskim Huawei, który też zaczynał od produktów niskiej klasy, a dziś uchodzi za producenta telefonów wręcz ekskluzywnych).
    .
    Na pewno polska żywność daje radę, wyroby skórzane (galanteria), ubrania, kosmetyki, alkohol (nie tylko wódka, w Polsce wyrabia się też dobre nalewki, likiery czy miód pitny), ceramika, meble (jakość nieporównywalnie wyższa niż w Ikei), wyroby medyczne (leki, suplementy, witaminy, często są lepsze i do tego tańsze od np. niemieckich).
    .
    Inna sprawa – tak jak Pan pisał – że czasem ciężko jest odróżnić polskie produkty od niepolskich. Z resztą, stuprocentowo polskim firmom też zdarza się uciekać przed podatkami za granicę, a ich wspieranie właściwie nie ma bezpośredniego, korzystnego wpływu na naszą gospodarkę.

    • Jacek Tabisz
      Jacek Tabisz
      3 maja 2016 at 00:22 - odpowiedz

      Bardzo ciekawy komentarz. Nie wiedziałem, że Manta to Polska firma. Ale nawet jeśli jest słaba jakościowo, to i tak już się buduje pewne doświadczenie, pewna grupa specjalistów i szansa na sukces jest większa, niż bez tego doświadczenia.

  4. Krzysztof Marczak
    3 maja 2016 at 11:17 - odpowiedz

    Sam patriotyzm zakupowy ma sens i stosuje się go wszędzie, o ile działa w połączeniu z rozpoznawalnymi markami, a z tym w Polsce nie jest najlepiej, żeby nie powiedzieć dosadniej. Sama „rozpoznawalność” marki to mechanizm tylko częściowo oparty na racjonalnych przesłankach, dlatego dobra jakość nie jest jeszcze warunkiem wystarczającym a jednym z czynników, potrzebnych, aby taką markę wykreować. Z tego właśnie powodu Francja trzyma się swoich produktów i nie robi to wrażenia prowincjonalnego, bo ma wiele marek rozpoznawalnych na całym świecie. Polska ma wiele marek rozpoznawalnych wewnętrznie, ale niewiele albo wcale rozpoznawalnych globalnie. Budowanie marki to długi, kosztowny proces i wymaga konsekwencji, a Polska zawsze miała problem z planowaniem długoterminowym.

    • Jacek Tabisz
      Jacek Tabisz
      3 maja 2016 at 12:03 - odpowiedz

      Bardzo ciekawe uwagi. Ale czasem właśnie patriotyzm zakupowy może tak wzmocnić markę lokalnie, że zostanie zauważona na rynku globalnym. Do Polski przyjeżdża coraz więcej turystów. Jeśli zobaczą, że Polacy cenią jakiś swój produkt, teź mogą się do niego przekonać i oczekiwać jego dostępności w swoim miejscu zamieszkania.

      • Krzysztof Marczak
        3 maja 2016 at 12:28 - odpowiedz

        Re: / Ale czasem właśnie patriotyzm zakupowy może tak wzmocnić markę lokalnie, że zostanie zauważona na rynku globalnym./ To jest myślenie życzeniowe. Wiedza w temacie „branding” pokazuje co innego. Przypadki, o których piszesz, są bardzo nieliczne i nieprzewidywalne.

        Re: /Do Polski przyjeżdża coraz więcej turystów/. Po pierwsze: do egzotycznych krajów jedzie jeszcze więcej, ile marek lokalnych z tego powodu zostało wykreowanych globalnie bez udziału firm zachodnich ? Po drugie: http://data.worldbank.org/indicator/ST.INT.ARVL

        • Jacek Tabisz
          Jacek Tabisz
          3 maja 2016 at 12:37 - odpowiedz

          Nie wiem, ile marek zostało wypromowanych przez turystów, ale stawiałbym na przykład na indyjską firmę kosmetyczną Himalaya. Natomiast ile konkretnie – nie wiem, ciężko zgadywać bez odpowiednich badań.

          • Krzysztof Marczak
            3 maja 2016 at 13:56

            Poniżej (przynajmniej dla mnie) przykład polonijnej niezaradności w brandingu: http://www.hillshirefarm.com/products/polska-kielbasa?cid=rope-sausage:ps:psl:ms:42408:1493

          • Jacek Tabisz
            Jacek Tabisz
            3 maja 2016 at 14:30

            Nie musisz mnie przekonywać. Ale niezaradność w brandingu zdarza się wszystkim nacjom. Natomiast mój temat jest trochę inny – czy konsument może się kierować patriotyzmem, nawet pomimo braku skutecznego brandingu?

          • Krzysztof Marczak
            3 maja 2016 at 15:02

            Jacku…. (szeroki uśmiech). Znowu argument „inni też mają źle albo gorzej”. To słaby argument dla racjonalisty. IMO toksyczny – nie wnosi rozwiązań, utrwala stagnację. Mówimy o nas tu i teraz. Odpowiadając na pytanie – pewnie, że może, ale nie licz na ten sam skutek jak we Francji. No i te zarzuty co do „lokalności” nie są całkiem przesadzone, więc trzeba je raczej polubić niż z nimi walczyć.

          • Jacek Tabisz
            Jacek Tabisz
            3 maja 2016 at 22:30

            Piszesz, że Polacy źle promują swoje marki. Ale u nas kapitalizm i reklama zaczęły się po 1989 po długiej przerwie. Francuzi czy USA nie mieli takiej przerwy. Natomiast pytanie o patriotyzm zakupowy jest odrębne wobec tych zjawisk. Można mieć silne marki oraz patriotyzm zakupowy, jak też słabe marki i patriotyzm zakupowy.

          • Krzysztof Marczak
            3 maja 2016 at 22:40

            Sorry Jacku, ale nie kupuję tego „abo”. Abo zabory, abo komuna. A przynajmniej zaczęli ? Mają jakiś plan ? Przecież nie, czekają ąż się zrobi. Byłem, widziałem. Moje dzieciństwo to też było „abo wojna”, i tak wciąż „abo”.

          • Jacek Tabisz
            Jacek Tabisz
            3 maja 2016 at 22:42

            Przecieź ja rozważam konkretny pomysł – jemy polskie ciastka, żadne „abo”.

          • Krzysztof Marczak
            4 maja 2016 at 00:37

            To zawsze możesz promować. Z punktu widzenia sztuki brandingu szanse nie za wielkie, ale to nie nauka ścisła, czasem się uda.

          • Tomek Świątkowski
            5 maja 2016 at 01:02

            Jeden polonijny rzeźnik to żaden argument.
            Jest wiele świetnie obrandowanych polskich produktów i błyskotliwe kampanie reklamowe – widać je na sklepowych półkach i billboardach.
            wzornictwo przemysłowe też zrobiło ogromne postępy, np. Zelmer – 20 lat temu raził PRL-wską siermięgą, obecnie wzorami nie do odbiega od światowych marek.
            Mam przyjaciela, który produkuje etykiety alkoholi – robi branding dla Rosjan, Włochów, Niemców. Takich firm jest na pewno więcej,
            .
            Brak wielu dekad tradycji jest oczywistym faktem – to żadne „abo” tylko racjonalne wyjaśnienie – ale zaległości nadrabiamy w imponującym tempie.

          • Krzysztof Marczak
            5 maja 2016 at 02:05

            p. Tomek – Pana rozeznanie w biznesie i brandingu imponujące. Czy Pan z Wrocławia czasem gdzieś w ogóle wyjeżdża ?

          • Tomek Świątkowski
            5 maja 2016 at 17:07

            Marki są wystawiane w galeriach handlowych, a nie galeriach sztuki awangardowej – nie trzeba być koneserem, żeby widzieć postępy w tej dziedzinie.
            http://mrvintage.pl/wp-content/uploads/2015/05/MrVintage-pl-Polskie-marki-1.jpg
            to jest światowy poziom
            .
            W USA nie tylko polonijne drobne firmy potrafią wstawiać żałosne kaczany – nie trzeba jeździć, wystarczy wygooglować małe lokalne firmy.

  5. Krzysztof Marczak
    3 maja 2016 at 15:01 - odpowiedz

    Jacku…. (szeroki uśmiech). Znowu argument „inni też mają źle albo gorzej”. To słaby argument dla racjonalisty. IMO toksyczny – nie wnosi rozwiązań, utrwala stagnację. Mówimy o nas tu i teraz. Odpowiadając na pytanie – pewnie, że może, ale nie licz na ten sam skutek jak we Francji. No i te zarzuty co do „lokalności” nie są całkiem przesadzone, więc trzeba je raczej polubić niż z nimi walczyć.

  6. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    3 maja 2016 at 23:00 - odpowiedz

    Ja kupuję to co lubię. Jeśli polskie ok jeśli nie trudno i też w sumie ok

  7. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    4 maja 2016 at 07:12 - odpowiedz

    To co produkują obce firmy w Polsce też daje zatrudnienie Polakom więc w dużym stopniu patriotyzm ekonomiczny to dziwactwo

    • Jacek Tabisz
      Jacek Tabisz
      4 maja 2016 at 08:37 - odpowiedz

      Napisałem, że chodzi o to, na co idą zyski firmy, na rozwój jakiego kraju.

      • Piotr Napierała
        Piotr Napierała
        4 maja 2016 at 15:09 - odpowiedz

        ale pensje też są ważne, i inwestycje lokalne również

      • Piotr Napierała
        Piotr Napierała
        4 maja 2016 at 15:10 - odpowiedz

        czyli nie wierzysz w konwergencję ekonomiczną z krajem-inwestorem? ciekawe…

        • Jacek Tabisz
          Jacek Tabisz
          4 maja 2016 at 15:41 - odpowiedz

          To nie jest kwestia wiary, ale danych. Chciałbym, aby konwergencja działała, ale Niemców i Francuzów cechuje zauważalny patriotyzm gospodarczy. Przynajmniej w stosunku do innych Europejczyków.

          • Piotr Napierała
            Piotr Napierała
            4 maja 2016 at 15:45

            znowu łączysz różne sprawy zupełnie innej natury. Konwergencja działa, bo każdy Lidl i Fiat to polskie miejsca pracy, a miejsca pracy to pieniądze, a za te pieniądze można kupować Vistulę i Prince Polo

          • Piotr Napierała
            Piotr Napierała
            4 maja 2016 at 15:46

            Niemcy i Francuzi zajadają się naszym jedzeniem

  8. dfg
    4 maja 2016 at 11:44 - odpowiedz

    Staram się uprawiać patriotyzm konsumencki już od dawna, jednak nie jest to proste. Wcale nie łatwo określić (nawet jak się patrzy na nazwę firmy małym drukiem), czy firma jest polska czy nie.
    Drugi aspekt który trzeba uwzględnić to czy lepiej kupić produkt polskiej firmy która produkuje za granicą czy zagranicznej która produkuje w Polsce.

    Jako ciekawostkę przypomnę, że w latach 90 mówiło się, że można kupić coś zagraniczne albo polskie (w domyśle dobre i drogie alb słabe i tanie). Teraz już nie funkcjonuje takie porównanie.

    • Jacek Tabisz
      Jacek Tabisz
      4 maja 2016 at 12:06 - odpowiedz

      Może ta aplikacja Pola rzeczywiście pomaga? Rozszerzają bazę danych, ludzie korzystają z Poli. W artykule jest link do większej ilości informacji o tej aplikacji.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *