• czwartek, 24 stycznia 2019 r.

Paul McCreesh w NFM i świąteczne kompozycje chóralne

 

Zacznijmy od Christiny Georginy Rossetti  (ur. 5 grudnia 1830 w Londynie, zm. 29 grudnia 1894 tamże). Ta brytyjska poetka jest iskrą płynącą z epoki zupełnie niezwykłej, czarowniejszej może niż najbardziej wymyślne inspiracje stojące u jej źródła. Ikoną artystycznej ery prerafaelitów był brat Christiny, Dante Gabriel Rossetti. Prerafaelityzm oznaczał chęć zerwania z ówczesną tym twórcom osią czasową, przesyconą historyzmem, akademizmem i zbrązowiałymi echami romantyzmu. Prerafaelici wracali do sztuki bardziej intuicyjnej, czystej i kontrastowej, bardziej geometrycznej i introwertycznej, czyli do malarstwa z okresu Rafaela i czasów go poprzedzających. Jednak powroty w sztuce widać nie są możliwe, gdyż zza chęci przywrócenia malarstwa z czasów średniowiecza i renesansu wynurzył się zapowiadający nowe czasy modernizm, zza chęci skrycia swojego „ja” w doskonałym rzemiośle wybuchnął ekscentryczny wręcz indywidualizm, zaś zza równowagi nowej quasirenesansowej linearności i geometryczności wyłonił się niepokój.

 

 

Christina Georgina Rossetti odwoływała się do prerafaelityzmu w poezji – pisała ronda i sonety, a nawet kunsztownie powiązane cykle sonetów.  Na koncercie dnia 2 grudnia 2018 we wrocławskim NFM, postać pani Rossetti przywołał nam genialny mistrz muzycznej przeszłości i nie tylko dawnej muzyki chóralnej, Paul McCreesh, na którego powroty do mojego miasta czekam zawsze z niecierpliwością. Teksty Rossetti pojawiły się w dwóch dziełach zaprezentowanych przez niego, oraz Chóry NFM i Chłopięcy NFM. Pierwsze, Gustava Holsta, w całości oparło się na bożonarodzeniowym tekście Rossetti – In the Bleak Midwinter. Drugie, A Boy Was Born op. 3  Benjamina Brittena, włączyło świąteczne wersy poetki obok tekstów pochodzących ze średniowiecza. Holst znany jest głównie z cyklu Planety, gdzie daje upust swoim astrologicznym pasjom, które łączył z zainteresowaniem cywilizacją indyjską, gdzie ruchy planet na niebie najhojniej oplecione są mitami i przesądami. O ile efektowne Planety zaliczyć można do „hitów muzyki klasycznej”, o tyle znakomita twórczość chóralna Holsta jest znacznie mniej znana, a niesłusznie, gdyż znacząco wpisuje się swoją niezwykłą barwą w doskonały zbiór dzieł chóralnych, jakie powstawały w Albionie w pierwszej połowie XX wieku. Britten, jakiego mieliśmy okazję spotkać podczas koncertu, okazał się być młodziutkim jeszcze dziewiętnastolatkiem, choć przejrzanym przeszło dwadzieścia lat później przez dojrzałego już brytyjskiego neoklasyka. Czy niezwykła barwność prerafaelityzmu przeszła z poezji na muzykę w obu tych dziełach?

 

Wydaje się że tak. Gustav Holst w swoim dziele postawił na prostotę, nie wyrzekając się jednak specyficznej, jakby lekko świetlistej, aury brzmieniowej. Poezja Rossetti, łącząca kamienny zimowy pejzaż z mistyczną wizją w stylu wagnerowskiego Parsifala, ukazała się nam w swojej wyrafinowanej prostocie. Z kolei Britten wybrał znacznie bardziej złożoną formę, pełną detali brzmieniowych, krótkich motywów w licznych głosach A Boy Was Born. Wariacja, którą wypełnił wiersz Rossetti i tak była najbardziej ascetyczna i sprowadzona tylko do głosów żeńskich i chłopięcych. Mimo to „woda, która była twarda jak kamień i ziemia, która była twarda jak stal” były niemal namacalne. Jeszcze większą złożoność formy przejawiały inne wariacje Brittenowskiego cyklu. Chóry NFM, ten dorosły i ten chłopięcy, zadziwiły mnie ogromną subtelnością i wielowątkowością narracji. Najpiękniej była wykonana pierwsza wariacja – „Lullaby, Jesu”, z fakturalnymi motywami kołysankowego lulania, gdy na pierwszym planie kontynuowana była złożona narracja. Szczególnie wyrafinowany, okazały i wielowątkowy był finał cyklu – „Noel!”, który zachwycał zarówno od strony kompozytorskiej jak i wykonawczej.  Krążą legendy o tym, że wieli Paul McCreesh jest szczery do bólu w dążeniu do perfekcji I nie liczy się z konwenansami. Okazało się to być prawdą, gdyż w „Noel!” dzieci pogubiły się w jednej frazie, więc dyrygent zatrzymał dwukrotnie wykonanie, aby uzyskać perfekcyjny efekt finalny. Jest to bardzo niespotykane zachowanie na koncercie, zwłaszcza, gdy ma się przed sobą dobre zespoły, które kreują dobrą interpretację. Paul McCreesh uprzedzał nas jednakże w krótkiej przemowie, gdzie opisał utwory, że A Boy Was Born, z jego mnóstwem detali i głosów, sporą rozpiętością dynamiczną i tonalną, jest najprawdopodobniej jednym z najtrudniejszych dzieł w literaturze chóralnej.

 

Najbardziej urzekło mnie świetnie wykonane Verbum caro Johna Shepparda (ok. 1515–1558). Chórzyści i dyrygent łatwo przerzucili się na renesansową stylistykę i zaśpiewali utwór wielkiego humanisty z mocą i wszechświatową, wielogłosową głębią. Miło było zanurzyć się w tym humanistycznym wieloświacie, z którego słynęła twórczość angielskiego Złotego Wieku. John Sheppard został ujęty w programie w dwa średniowieczne drobiazgi – Qui creavit celum (XIII/XIV w.) i Letabundus (XI w.). Ten ostatni utwór był związany z obchodzeniem katedry w Salisbury, co jest ciekawym, politeistycznym jeszcze zwyczajem, który przeszedł do późniejszego monoteizmu – okrążanie pochodem tego, co uważa się za święte.

 

Piękne było także wykonanie Long, Long Ago Herberta Howellsa (1892–1983). Chór NFM świetnie uchwycił estetykę tego utworu, w pewien sposób zawartą już zresztą w samym tytule. Howells rozpoczął swoje dzieło od mocnych nawiązań do chorału gregoriańskiego, rozczłonkowując go jednak i dzieląc na poszczególne epizody. W ten sposób nie sprowadził swojej stylizacji do monodycznego wstępu. Później, z archaizującego początku wyrasta w utworze bardziej ekspresyjna i jednocześnie bardziej nowoczesna w środkach wyrazu kulminacja. Zupełnie inny nastrój wprowadziło Five Carols Richarda Rodneya Bennetta (1936–2012). Kompozytor ten znany jest z kompozycji jazzowych i do filmów Hollywoodzkich. W Five Carols udało mu się zawrzeć subtelny humor i delikatne, niemal paradoksalne i surrealistyczne elementy muzycznego zaskoczenia.

 

Podsumowując – koncert był bardzo udany i znów jestem w trybie czekania na kolejną wizytę Paula McCreesha we Wrocławiu. Jak zwykle w chóralnych prezentacjach brytyjskiego Maestro program był starannie zaplanowany i prowadził wyobraźnię w niezwykłe światy muzyki. Tym razem centrum tematycznym były Święta Bożego Narodzenia.

Jacek TabiszStudiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Podobne materiały

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *