• wtorek, 23 maja 2017 r.

Plagi współczesnej demokracji. Plaga 1 – inwazja ekspertów żywienia.

Współczesna demokracja, jak wszystkie twory ludzkie cierpi na wiele schorzeń, głównie wynikających z samej struktury demokracji tj. nadmiernej władzy danej ignorantom. Jak do tej pory nie znamy ani skutecznej i potwierdzonej alternatywy dla samej demokracji, ani też sposobu na walkę z masową ignorancją. Dlatego jedyne, co możemy zrobić to definiować jej problemy i starać się szukać na nie lekarstwa. Jednym z takich problemów demokracji jest nadmierna ilość samozwańczych ekspertów do spraw żywienia.

Technologia żywności była moim początkowym kierunkiem studiów, i chociaż później zmieniłem kierunek zawodowy, to ze zrozumiałych względów zawsze śledziłem rozwój tej dziedziny wiedzy. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy uważać się za znawcę tematu. Dlatego w zetknięciu z młodą polską demokracją przeżyłem pewien szok, widząc jak wielu samozwańczych (często również autoryzowanych) ekspertów żywienia nie posiada nawet odpowiednich podstaw do tego, żeby tym tematem w ogóle się zajmować.

Jak słusznie zauważył Piotr Napierała w artykule „Słowo w obronie McDonald’s i Kentucky Fried Chicken” osławiona kanapka z McDonalda stała się symbolem walki mas nawiedzonych aktywistów ze „złem” płynącym z Ameryki. Jak bardzo głęboka jest ignorancja w tym temacie pokazuje fakt, że mało kto w Polsce wie, że sami Amerykanie nie uważają wcale jedzenia z McDonald’s za dobre jedzenie, tylko jako przykład dobrze zarządzanego systemu franczyzowego. Mówi się o tym na każdym szkoleniu firmowym w USA, zatem nie jest to wielka tajemnica korporacyjna. No, ale jeśli już potencjalny „aktywista” trafia na takie szkolenie to znaczy, że jest już na pewnym poziomie rozwoju zawodowego, toteż zazwyczaj nie opłaca mu się dalej rozrabiać, zwłaszcza że sam nie widzi w tym sensu. Nie widzi, bo sensu w tym nie ma.

Wszelkie duże skoki w rozwoju naszej cywilizacji opierały się na masowości. Ford nie produkował dobrych samochodów, tylko znalazł sposób jak produkować tanie tak, aby każdy z jego robotników mógł sobie na taki samochód pozwolić. Plagi epidemii chorób zakaźnych trapiących ludzkość od początku istnienia zostały opanowane dopiero wtedy, kiedy szczepionki stały się dostępne dla wielu mieszkańców całego globu. Telefonia komórkowa na początku lat 90’ była synonimem luksusu i dla globalnej komunikacji miała znaczenie marginalne. Od kiedy stała się powszechnie dostępna na całym świecie, cywilizacja zrobiła następny krok naprzód. Z tego samego powodu następny produkt – Internet rozwinął się szybciej niż jakikolwiek znany wcześniej wynalazek cywilizacji. Od strony technologicznej wcale nie był prosty, ale możliwość jego udostępnienia wielu ludziom była wystarczająco tania w wielu rejonach świata, tak że rozwój tej sieci można porównać z eksplozją.

Podobnie rzecz ma się z żywnością. Brak żywności, a raczej wysoki koszt jej wytwarzania był jednym z największych problemów ludzkości. Jeszcze na początku XX wieku żywność w wielu krajach Europy była na tyle droga, że tylko uprzywilejowane klasy mogły najadać się do syta. Wszystko zmieniło się wraz z rozwojem technologii uprawy roślin, przemysłu chemicznego, GMO oraz…. (mało kto wie) rozwojem rynku kapitałowego. Co ma do tego rynek kapitałowy ? Więcej niż ktokolwiek może sobie wyobrazić. Rozwój giełd kontraktów na produkty rolne (i znów liderem jest tutaj USA) dał producentom żywności ( w tym również farmerom) możliwość kontraktowania cen jeszcze przed rozpoczęciem upraw. I co najważniejsze, niepotrzebne są do tego żadne rządowe dotacje. Przy okazji – proszę spytać któregokolwiek z aktywistów zwalczających McDonald’s o ten instrument. Jest jednym z ważniejszych osiągnięć współczesnej cywilizacji, a przez ponad 10 lat pobytu w Polsce nie spotkałem ani jednego, który by miał jakąś wiedzę na ten temat. Może po prostu nie miałem szczęścia.

W jednej z książek swojej serii „afrykańskiej” Ryszard Kapuściński napisał, że nie jest problemem zaopatrzenie w żywność w Afryce, ale jego cena. To w dużym skrócie obrazuje większość kwestii związanych z żywieniem na przestrzeni dziejów. Dawne metody produkcji żywności były po prostu mało efektywne, stąd wysoki wkład pracy i użytych środków do jej produkcji powodował, że żywność była droga. Polska komunistyczna odgrodzona murem dosłownie i w przenośni od cywilizacji zachodniej utrzymywała ten model produkcji żywności dużo dłużej od reszty zachodniego świata. Stąd każdy wyjazd z kraju na zachód szokował pod wieloma względami, ale przede wszystkim pod względem zaopatrzenia w żywność. Półki sklepów na zachodzie były wręcz zawalone produktami, o które w Polsce trzeba było albo walczyć, albo móc tylko o nich marzyć.

W ekonomii zasada reakcji i reakcji nie ma tak ścisłego zastosowania, jak w fizyce, ale występuje w podobnym stopniu. Dlatego, kiedy sektor produkcji żywności wytwarzał coraz więcej i coraz taniej pojawiły się też pierwsze problemy. Szeroka dostępność żywności na skalę nieznaną do tej pory w dziejach ludzkości przyniosła jako efekt uboczny szereg chorób cywilizacyjnych o nieznanych wcześniej rozmiarach.

Wpływ żywienia na zdrowie człowieka, całej populacji, lub całego pokolenia to skomplikowane zagadnienie. Wiele procesów biochemicznych z tym związanych nie jest wciąż dokładnie poznanych. Dlatego błędne kierunki zbiorowego żywienia często są korygowane dopiero po długim czasie, kiedy to nauka znajduje niezbite dowody na to, że dany produkt może zwiększać ryzyko chorób. Tak właśnie było w przypadku Ancela Keys, którego badania dotyczące wpływu tłuszczu na zdrowie potrzebowały wielu lat, zanim zostały zrewidowane. Nie znaczy to jednak, że problem ten można rozwiązać samemu, za pomocą domorosłego „majsterkowania”.

Kiedy po latach przyjechałem do Polski potransformacyjnej po raz pierwszy, jednym z największych zaskoczeń była liczba indywidualnych teorii żywienia. Szybko jednak można było się zorientować, że przeważająca większość tych „teorii” opierała się na wnioskach wysnutych na podstawie wszelakiej maści materiałów reklamowych i wydawnictw komercyjnych, których wartość najczęściej była żadna lub niewielka. Prowadziło to (i do tej pory prowadzi) do groteskowych sytuacji jak np. kiedy ludzie kupują niektóre produkty na miejscowym „bazarku” w przekonaniu, że w ten sposób kupują zdrowszą żywność, podczas gdy pochodzą one z tego samego źródła, z jakiego korzysta pobliski supermarket. Równie groteskowe jest przekonanie o wyższej wartości warzyw hodowanych nieopodal dużych miejskich aglomeracji. Wszelkie targi warzyw w Warszawie mają opinię „zdrowych” i „ekologicznych” podczas gdy Warszawa jest jednym z liderów zatrutego powietrza w Europie. Skutek jest taki, że związki toksyczne i metale ciężkie pochodzące ze spalin kumulują się w glebie naokoło miast w dużo wyższym stopniu, wskutek czego produkty te są często dużo bardziej szkodliwe niż te, znane z półek supermarketów.

Racjonalizm i logika często są bezradne wobec mitologii masowej. Tak jest też w przypadku domorosłych ekspertów żywienia. Mało kto z nich wie, że problem otyłości jest problemem cywilizacyjnym i dotyczy nie tylko hamburgerów, ale także zmian ewolucyjnych. Rzeczywistość zaklina się przez powtarzanie często bezsensownych opinii, jak słynne żarty z amerykańskich grubasów. Mało kto jednak wie, że otyłość jest wciąż rosnącym problemem w Hiszpanii, nawet w tych rejonach gdzie prawie nie ma „McDonaldów” a Polska ma jeden z najwyższych w Europie wskaźników wzrostu otyłości wśród dzieci.

Nie trzeba dodawać, że w takim środowisku pole do popisu dla samozwańczych ekspertów od jedzenia jest ogromne. Liczba teorii, metod, szkoleń i sposobów na „jak być pięknym i zdrowym” może przyprawić o zawrót głowy. Nietrudno to zrozumieć, bo jest to biznes niskiego ryzyka. Ponieważ większość tych teorii nie ma żadnego naukowego wytłumaczenia, sam efekt psychologiczny „innego sposobu jedzenia” zrobi swoje. Zanim efekt ten zniknie i znudzi nam się podążanie za regułami „Super metody nr X” czy innej ideologii żywieniowej to nawet, jeśli żadnego efektu nie osiągniemy to albo będziemy dalej się okłamywać albo starać się zapomnieć, że daliśmy się nabrać. Ryzyko reklamacji prawie zerowe.  Ja działa wiara w błędne przekonania na przekór własnym zmysłom pokazuje poniższy materiał. W tym eksperymencie użyto wody, zatem możliwość błędu była dużo mniejsza, niż w przypadku żywności. Mimo to rezultat własnych przekonań wobec realiów jest szokujący:

McDonald’s jest symbolem taniego jedzenia, ale jednocześnie symbolem osiągnięć naszej cywilizacji. Bez taniego jedzenia większość obecnie używanych przedmiotów codziennego użytku byłaby dostępna tylko dla ludzi zamożnych. Warto o tym pamiętać, zanim włączymy się w następną krytykę lub protest przeciwko „mcdonaldyzacji” czy „amerykanizacji” życia, bo tak naprawdę są to protesty przeciwko postępowi cywilizacyjnemu. Jeżeli ktoś nie znosi cywilizacji może spokojnie znaleźć wiele miejsc na świecie, gdzie jeszcze prawie jej nie ma. Nikt jednak nie powinien łudzić się, że w dzisiejszych czasach można zarabiać dobre pieniądze na korporacyjnej posadzie w dużym mieście, niedaleko koło domku hodować ekologiczne warzywka a przy tym wszystkim mieć dużo wolnego czasu i silny gospodarczo kraj. Czegoś z tej układanki zawsze musi zabraknąć.

Krzysztof Marczak – zarządza kapitałem na giełdach amerykańskich (CTA). Wykładowca inwestycji i finansów (MBA). Dodatkowo zajmuje się lingwistyką i komunikacją międzykulturową. Mieszka w aglomeracji nowojorskiej.

Podobne materiały

25 komentarzy

  1. myślący
    21 marca 2016 at 06:16 - odpowiedz

    Jeden problem p. Krzysztofie – McDonalds w Polsce nie jest tani….

  2. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    21 marca 2016 at 06:47 - odpowiedz

    McDonalds jest tańszy niż Np sfinks. Świetny artykuł! Dla lewaków wszystko bierze się z dobrze zorganizowanego rozdzielnictwa, są za głupi by pomyśleć jak zwiększyć pulę do podziału a Ameryki nie znoszą bo to właśnie umie i obnaża ich głupotę. Jeszcze nie spotkałem ekologa wegana czy dietetyka o prawicowych poglądach. Może, jak mawiasz Krzysztofie, nie miałem szczęścia

    • Benbenek
      21 marca 2016 at 07:50 - odpowiedz

      Bo prawicowość to styl życia. Żaden prawicowiec nie sortuje śmieci jak pedał jakiś

  3. Benbenek
    21 marca 2016 at 07:48 - odpowiedz

    Mcdonalds jest pyszny! Big Mac fryty i cola to niebo w gębie.
    Temat jedzenia jest generalnie skomplikowany bo dotyczy zachowań społecznych, ekonomii, konformizmu, stylu życia. Wyznacza pozycję społeczną. A do tego ma czynnik zdrowotny. Nikt nie chce jeść „niezdrowo”. Sami mamy bardzo mało wiedzy jak jedzenie rzeczywiście i w jakim stopniu wpływa na zdrowie. Dlatego do głosu dochodzą szamani. Tym bardziej że ich pracę można opłacać ze sprzedaży produktów. Ten sam efekt dotyczy parafarmaceutyków, których światowym liderem w spożyciu jest Polska.
    Nie jest to jednak fenomen tylko polski. Ta moda zawędrowała tu z zachodu. W Polsce woda za 40 Euro za litr raczej nie znajduje tylu nabywców.

  4. darekpiortek
    21 marca 2016 at 08:58 - odpowiedz

    Lubię McD za dobry smak jedzenia i wystroju wnętrz, i za stałą jakość podawanych potraw, czego nie mogę powiedzieć o świnkasch (które są w cenie McD tylko trzeba umieć liczyć ,choćby na paluszkach, ale liczyć..) McD jest „niezdrowy” -owszem- ale to nie ze względu na to że jakieś czarne charaktery z McD do kanapek sprowadzają specjalną sałatę z Czernobyla, tylko za wiele w tym jedzeniu węglowodanów i białka. za mało tłuszczu i warzyw. Przy najbliższej okazji zajrzę do Maka i zamówię przepyszną kanapkę, i będzie niezdrowa tak jak niezdrowe są płatki śniadaniowe, chlebek i owoce

  5. Krzysztof Marczak
    21 marca 2016 at 10:57 - odpowiedz

    Dziękuję za fajne komentarze, odpisuję hurtem. McDonald’s od strony biznesowej najlepsze czasy popularności ma za sobą, ale to wciąż dobrze zarządzana firma – proszę popatrzeć na wykres ceny akcji MCD. Obecnie nie jest tani – w USA 4-osobowa rodzina zapłaci $30-40, w Hiszpanii nawet EUR 50. Dobrze zwróciliście uwagę na cechy dobrej franczyzy – nawet na końcu świata kiedy widzimy to logo to wiadomo, że w środku będzie pewien standard, który znamy, od wnętrz po toalety. Jednocześnie zwróciliście mi uwagę na jedną dodatkową rzecz, którą dopisze potem.

  6. Tomek Świątkowski
    21 marca 2016 at 11:19 - odpowiedz

    McDonald’s nie jest symbolem taniego jedzenia, tylko szybkiego jedzenia.
    I tu leży pies pochowany, bo problemem pierwszego świata już nie jest brak żywności, tylko brak czasu.
    Dlatego bardzo popularna jest gotowa i wysoce przetworzona żywność, która – ze względów komercyjnych ale też technologicznych – zawiera mnóstwo dodatków zwiększających masę, poprawiających smak, kolor konsystencję, trwałość itd.
    Obiad zrobiony samodzielnie w domu z nieprzetworzonych surowców zawsze będzie lepszy – zdrowotnie, dietetycznie i smakowo.
    I tańszy.
    No… smakowo o tyle o ile. Większość z nas jest już uzależniona od glutaminianu sodu i innych wzmacniaczy smaku – bez nich nie umiemy odczuwać smaków. Ale można się odzwyczaić.

  7. Piotr Browarski
    Piotr Browarski
    21 marca 2016 at 12:10 - odpowiedz

    McDonalds na pewno nie jest w Polsce tani, ale też nie rozumiem tej całej walki ideologicznej z nim. W końcu w wolnym kraju, każdy ma prawo jeść gdzie chce. McDonaldy musiały zmniejszyć kaloryczność swoich produktów, co jest na plus. Faktem jest też, że w Polsce jest cały tabun ”ekspertów” od żywienia, zdrowego trybu życia itp.

    • Jacek Tabisz
      Jacek Tabisz
      21 marca 2016 at 12:16 - odpowiedz

      Też nie rozumiem walki z McDonalds. Wypływa chyba po części z mody, po części z amerykanofobii. Hipsterskie, „alternatywne” burgery z alternatywnych burgerowni (również objazdowych), są często szalenie drogie i bywają znacznie mniej zdrowe od tych z Maca.

      • Piotr Napierała
        Piotr Napierała
        21 marca 2016 at 19:42 - odpowiedz

        Ja lubię McDonald’s i smakuje mi. Oczywiście nie chcę za bardzo utyc i jem tylko czasem, ale po mojemu to bardzo smaczne. Chociaż oczywiście są rzeczy jeszcze smaczniejsze np. befsztyk Black Angus mniam!

        • Krzysztof Marczak
          21 marca 2016 at 20:46 - odpowiedz

          Smak produktów fast food jest rozpracowany chemicznie i naukowo, często również zapach i min. dlatego to działa. Jedzone okazjonalnie napewno nie stanowią problemu. Najważniejsze dla zdrowia jest to, co jemy codziennie.

  8. Krzysztof Marczak
    21 marca 2016 at 13:21 - odpowiedz

    Z zadowoleniem odnotowuję, że wiedza redaktorów i komentatorów Racjonalisty TV na temat żywienia znacznie przewyższa średni poziom, łącznie z poziomem większości anty-mcdonalds aktywistów. W zasadzie wszystko zostało powiedziane. Fast food to szybkie jedzenie, niekoniecznie tanie i nie może na tym etapie rozwoju technologicznego być zdrowe, bo inaczej nie będzie szybkie. Dlatego też ani kebab, ani „chińskie” z budki nie będzie lepsze od schabowego z kuchni. Jak działa błędna wiara w zakresie smaku pokazuje filmik, który dołożyłem do materiału.

  9. myślący
    21 marca 2016 at 16:06 - odpowiedz

    A ja jestem przeciwnikiem Mc i innych fastfoodow i głownie nie z powodów zdrowtnych, ale z tego, że tego typu lokale zachęcacją do niejedzenia domowego, które jest póki co – właśnie dzieki niedużej ilości tego typu lokali – jest standardem.
    Rozwój FF w USA wynika też z tego co wiem głownie nie z cen, ale z tego, że biedni w USA nie mają zwykle warunków mieszkaniowych na gotowanie jedzenia domowego, które byłoby dla nich mega ulgą finansową, zwłaszcza gdyby przygotowywali większa ilosc i zachowywali w lodówkach do odgrzania. Nie robią tego bo nie mają warunków, mieszkają w przyczepach, oszczędzają zasilanie, itd. Są zmuszeni do FF, tj. dostania szybko posiłku np. po drodze na drugi etat. W USA znaczny odsetek ludzi pracuje niepełnowymiarowo na kilka etatów, a najczęstsza przycyzną zwolnień z pracy jest a) spóźnienia (bo trudno zdążyć z jednej pracy do drugiej) b) naruszeni zakazu konkurencji (bo firmy,mimo niedawania pracy dającej zniej wyżyc, wymagają, aby to było jedyne zatrudnienie). Mam nadzieję, że do tego oszustwa (życie chwilówkami podnoszi koszta) nigdy w naszym kraju większośc nie będzie zmuszona nigdy.

    • Krzysztof Marczak
      21 marca 2016 at 19:06 - odpowiedz

      @Myślący – wie Pan, ja naprawdę lubie dyskusje na polskich forum na różne tematy z wyjątkiem jednego – America. To, co wy ludzie wygadujecie na ten temat jest komiczne i tragiczne zarazem. Najgorzej że nawet nie wiem jak Wam pomóc, bo przecież niedawno jeszcze mieszkałem tam i wiem jakie niesamowite bzdury opowiada się o USA w polskich mediach na co dzień.

      • myślący
        21 marca 2016 at 20:11 - odpowiedz

        w tym przypadku chodzi o to, że życie amerykańskiej kasty „working poor” jest profesjonalnie analizowane naukowo i na wysokim poziomie dziennikarstwa reporterskiego i nie ma to nic wspólnego z medialną papką TVN

        • Krzysztof Marczak
          21 marca 2016 at 20:41 - odpowiedz

          Bieda amerykańska jest zupełnie inna od polskiej i jej najmniejszym zmartwieniem jest brak kuchenek, w której większość albo nie chce a często też nie potrafi gotować. Żeby takie dane analizować – no offense – trzeba często temat dotknąć z bliska bo wszystkiego nie da się w sieci zapisać.

          • myślący
            22 marca 2016 at 19:59

            Jasne, że tak, ale w tym przypadku jesteśmy właśnie w temacie tychże kuchenek

  10. Ala Wilk
    21 marca 2016 at 16:23 - odpowiedz

    Dokładnie. Albo GMO albo głód – niestety. Nie da się wykarmić ludzi naturalną żywnością.

  11. Ala Wilk
    21 marca 2016 at 16:27 - odpowiedz

    Bez przesady – w przyczepach mieszka jakiś ułamek procenta ludności USA. Z samych przyczepiarzy McD by nie wyżył.

    • myślący
      21 marca 2016 at 18:33 - odpowiedz

      Przyczepy to skrajność. Standard to wynajmowane mieszkanka bez zaplecza kuchennego.

      • myślący
        21 marca 2016 at 18:35 - odpowiedz

        Poza tym ja nie mówię o USA w ogólności, lecz o amerykańskiej „working poor”

  12. Krzysztof Marczak
    24 marca 2016 at 16:29 - odpowiedz

    O takim podejściu do tematu będzie w następnych odcinkach.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *