• niedziela, 23 lipca 2017 r.

Polski Kościół archaiczny – potęga czy sny o potędze? Zbigniew Szczęsny i Andrzej Dominiczak

 

Czy polski Kościół jest silniejszy niż kiedykolwiek? Czy jego władza rzeczywiście wzrasta? A może w końcu to Kościół będzie główną siłą polityczną w Polsce? Zapraszamy do wysłuchania dwugłosu w tym temacie – z jednej strony Andrzej Dominiczak twierdzący, że tak jednak nie jest, z drugiej Zbigniew Szczęsny broniący tezy o rosnącej potędze Kościoła w Polsce.

Podobne materiały

16 komentarzy

  1. MICHAL
    3 sierpnia 2016 at 20:37 - odpowiedz

    Wg mnie relacje miedzy władzą(pisem) a kościołem b. mocno przypomina faszyzm(włoski). Obie strony traktują się skrajnie instrumentalnie(pod przykrywką wzajemnego szacunku i „miłosci”) dla własnych interesów i obie czerpią z tego korzyści.

    • Andrzej
      Andrzej
      3 sierpnia 2016 at 23:54 - odpowiedz

      Niemal to samo powiedziałem w rozmowie, z tym że moi m zdaniem przewagę ma PiS. Oni maja jednak realną władzę, w każdej chwili mogą dać Kościołowi dać nauczkę, np. go opodatkowując lub na sto innych sposobów. Pokazali, ze to potrafią, gdy ostatnio mieli władzę, inicjując lustrację kościoła.

      • MICHAL
        4 sierpnia 2016 at 00:14 - odpowiedz

        Mussolini tez miał przewagę nad kościołem który ronił później krokodyle łzy ze tak się dali wydy,,,.
        A oni (jak później tłumaczyli) to wszystko robili żeby chronić katolików i łagodzić potwora.

      • Lucyan
        4 sierpnia 2016 at 01:30 - odpowiedz

        „Dac kosciołowi nauczke” – Pan Andrzej zartownis, i pierwszy ateistyczny agent Watykanu w Polsce. Nie ma takiej opcji. Chyba ze nauczka koscioła bedzie polegac na tym, ze damy wam (Kosciołowi) dotacje na 500 mln, a opodatkujemy na 200 mln. Ciemny lud to kupi, a moze i nie. Bo jest ryzyko, ze lud sie obrazi za zabranie tych 200 mln. Lustracja Koscioła to zupełnie co innego. Oni tam szukają gejow i lewakow. PiS i koscioł to naczynia szalenie połączone i mają ten sam cel – władzę.

  2. Andrzej
    Andrzej
    4 sierpnia 2016 at 02:38 - odpowiedz

    Panie Lucyanie, coraz czesciej mam wrażenie, ze resztki wpływów politycznych kościoła biorą się wyłącznie z mitu o jego rzekomym wpływie na myślenie i decyzje polityczne dużej części Polaków. Bez tego mitu politycy przestaliby się kościoła obawiać i cala jego potęga runęłaby jak domek z kart. Poza aborcją niemal nikt sie juz kosciolem nie liczy, ani politycznie, ani – tym bardziej – moralnie. (Od około 10 do 20- 25 procent Polakow). Do ostatnich wyborów, przez 8 lat Kosciół przegrywał wszystkie możliwe wybory: Czy to nie powinno dać Panu do myślenia? Ostatnie wybory PiS wygrał tylko dzięki obietnicom socjalnym i rozczarowaniu Platformą, a nie dzięki Kościelnemu poparciu. Nic

  3. Andrzej
    Andrzej
    4 sierpnia 2016 at 03:08 - odpowiedz

    Panie Lucyanie, coraz czesciej mam wrażenie, ze resztki wpływów politycznych kościoła biorą się wyłącznie z mitu o jego rzekomym wpływie na myślenie i decyzje polityczne dużej części Polaków. Bez tego mitu politycy przestaliby się kościoła obawiać i cala jego potęga runęłaby jak domek z kart. Poza aborcją niemal nikt sie juz kosciolem nie liczy, ani politycznie, ani – tym bardziej – moralnie. (Od około 10 do 20- 25 procent Polakow). Do ostatnich wyborów, przez 8 lat Kosciół przegrywał wszystkie możliwe wybory: Czy to nie powinno dać Panu do myślenia? Ostatnie wybory PiS wygrał tylko dzięki obietnicom socjalnym i rozczarowaniu Platformą, a nie dzięki Kościelnemu poparciu. Kosciół jest wciąż silny politycznie tylko dlatego, ze większość Polaków wierzy w jego potęgę.

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      4 sierpnia 2016 at 16:17 - odpowiedz

      Kościół ma nadal sporą władzę i nad umysłami i nad politykami, dla których stanowi użyteczną bazę. Być może jego władza się zmniejsza, ale raczej nieznacznie

  4. darekpiotrek
    4 sierpnia 2016 at 12:18 - odpowiedz

    Moim zdaniem mitem jest, że kościół jakoś bardziej trzyma sztamę z prawicowymi ugrupowaniami niż z pozostałymi. Tymczasem wszystkie ugrupowania od prawa do lewa łażą kościołowi w de. Począwszy od partii PZPR (przypomnę, że prace nad konkordatem na moment „przerwano” okrągłym stółem) Lata osiemdziesiąte byłem ministrantem stąd też często przebywałem nie tyle w kościele co na plebani, nasza parafia (jedna z 3 w mieście + kaplica szpitalna) miała 12 księży w stanie czynnym i 3 emerytowanych. Tam się naprawdę dużo działo i nie wyglądało żeby kościół był uciskany przez naczelnika miasta. Przecież myśmy (ministranci) chodzili po kolędzie i nie nam mówić że komuniści nie przyjmowali pana Jezusa. kościół wtedy prowadził wiele inwestycji, budowano nowe świątynie i domy parafialne. Kto im dawał zezwolenia na budowę? I skąd mieli materiały budowlane? Przecież wtedy wszystkie cegielnie i wszystkie cementownie były państwowe i to państwo reglamentowało materiały budowlane, kto wtedy próbował wybudować sobie dom to wie że to było praktycznie nie możliwe. Wiem że ludzie musieli kombinować – na wsiach składano podania do gminy o materiał na budowę chlewni a budowali domy. Kościół za komuny nie miał takich problemów. Zresztą wystarczy zwrócić uwagę na kino „propagandowe” z tamtych lat. Za komuny powstawały różne filmy -smutne i wesołe – i wszystko tam można zobaczyć Wyśmiewanie władzy, milicji to standard -nigdy nie spotkałem się z filmem żeby obśmiewany był kościół lub przynajmniej ksiądz – jeśli w jakimś filmie pojawia się ksiądz to zawsze jako osoba mądra, dobra, sympatyczna. Nawet w 4 pancernych – ksiądz mógł być nawet Niemcem ale i tak był świętym człowiekiem. Lata 90 nie chodziłem do świątyni ale przechodziłem obok i widziałem że plac kościelny nabity ludem niezmiennie jak w 80-tych Politycy tamtego okresu podejmowali różne przedsięwzięcia ustawodawcze ale jak się wymieniały gabinety to tylko jednego można było być pewnym – że to co mieli zrobić dla ludzi nie wyszło a to co kościołowi to zawsze z nawiązką. Pierwsza dekada drugiego tysiąclecia niezmiennie – ekipy rządzące zmieniały się i jedyne co po sobie pozostawiały to nowe coraz to lepsze dla koscioła ustawy. To okres gdy z przyczyn towarzyskich chodziłem do kościoła głównie na śląsku Gliwice, Zabrze, Bytom, Katowice. Wtedy dotarło do mnie że w kościelnych ławach coraz młodsze pokolenie i coraz gorliwiej modli się. Ja do tamtej pory nie wiedziałem, że Sląska Akademia Medyczna może dorosłym ludziom organizować msze z okazji wręczenia dyplomów. Mitem jest że politycy Pis jakkolwiek wyróżniają się w podlizywaniu kościołowi. Prezydent Komorowski to człowiek, który zapadł w mojej pamięci jako ten, który powiedział, że jedyne wartości to te chrześcijańskie. Premier Kopacz to do niedawna pierwsza modliszka III RP.

    • Andrzej
      Andrzej
      4 sierpnia 2016 at 14:09 - odpowiedz

      Ale nikt nic takiego nie powiedział, choć jednak są różnice. Proszę sobie przypomnieć: Komorowski np. podpisał w końcu konwencję antyprzemocową, Kopacz rozwijała, choć z trudem, program in vitro, a Tusk raz uroczyście ogłosił rozdział państwa i kościoła. PO krok po kroczku posuwało się w dobrą stronę, a jeśli za wolno, o wiele za wolno, to m.in. dlatego, ze tez wierzyło w potęgę polityczną kościoła.

    • darekpiotrek
      4 sierpnia 2016 at 15:27 - odpowiedz

      „Kopacz rozwijała, choć z trudem, program in vitro, a Tusk raz uroczyście ogłosił rozdział państwa i kościoła. PO krok po kroczku posuwało się w dobrą stronę”
      Panie Andrzeju to ma swoją nazwę: „pozerstwo” Mieli tyle czasu i na sam koniec, po ośmiu latach, tuż przed wyborami – akcja in vitro.. Każda państwowa uroczystość „uświetniana” ceremoniałom kościelnym.. I ten człowiek mówił o rozdziale państwa i kościoła? Przecież to nawet nie była polityka gestów tylko cynizmu i poczucie czarnego humoru. Ci ludzie mają w tyle co się o nich mówi. Wszyscy pamiętamy temat JOWów i referendum. W trakcie kampanii wyborczej Kopacz spojrzała na sondaże i PO w ciągu kilku dni z wielkiej krytyki płynnie przeszli do orędownictwa za JOWami i referendum.
      Wspomniał Pan o „drobnych kroczkach” ale to nie było tylko w przód ale w przód i w tył. Potocznie nazywa się to „dreptaniem w miejscu i robieniem błota pod nogami”.
      Albo premier Kopacz z oficjalną wizytą na Grobie Pańskim, przyjmuje pozycję pokutną – i to jest rozdział państwa i kościoła w pełnej krasie.
      Uroczystość państwowa + msza św. + prezydent Komorowski +jego mowa, że wartości i moralność to tylko chrześcijaństwo (i Pana zdaniem) to wszystko = rozdział państwa i kościoła (??) bo przecież Tusk tak powiedział.
      PS. Kościołowi zależy na rządzie dusz, mówi i mówił o tym otwarcie, i wszystko wskazywało i wskazuje na to że to nie tylko samo gadanie. Zaś cała reszta – czyli mamona – to tylko efekt uboczny toksycznej miłości narodu do kościoła.

      • Andrzej
        Andrzej
        4 sierpnia 2016 at 16:04 - odpowiedz

        A ja jednak uważam, ze PO zaczęło robić kroki (kroczki ? w stronę normalności, choć oczywiście za późno i zbyt wolno. Z pewnością stało się mniej klerykalne niż PiS, choć wierzę Hartmanowi, że Kaczyński nie cierpi Kościoła. On to wie od sejmowych „insiderów”, a ja z analizy działania PiS, gdy sprawował władzę 8 lat temu. Jednak nie o tym tu mowa przede wszystkim. Pytanie główne w tej rozmowie dotyczy tego, czy to podlizywanie się kościołowi jest uzasadnione taktycznie, czy kościół rzeczywiście ma wpływ na decyzje wyborcze Polaków, a jeśli tak, to na jakie procent. O toż jestem pewien, że ten wpływ jest minimalny i właściwie ogranicza się do tzw. rodziny radia Maryja. W Polsce nawet wierzący i praktykujący na ogół Kościoła nie lubią lub wręcz nie cierpią. Ten ludowy antyklerykalizm jest rozpoznany od dawna i od dawna wiadomo, ze wpływ kościoła na decyzje wyborcze jest minimalny, a to, ze politycy tak się z kościołem liczą, wynika z mitu o wpływach kościoła i kretyństwa w parze z tchórzostwem polityków. A środowiska antyklerykalne ten mit na ogół umacniają, podnosząc larum, gdy zdarzy się jakiś skandal, choć są to na ogół zdarzenia o marginalnym znaczeniu. Jestem np. przekonany, że gdyby Platforma, Nowoczesna czy Lewica ogłosiła, że pod odzyskaniu władzy zweryfikuje wszystkie decyzje Komisji Majątkowej, a odzyskane budynki i tereny odda na szpitale, domy mieszkalne czy co tam jeszcze, poparcie by zdecydowanie wzrosło. Itd, itp.

        • darekpiotrek
          5 sierpnia 2016 at 03:19 - odpowiedz

          Kościół ma wpływ na wybory i na polityków, i uważam że główne ośrodki propagandy i oraz zaplecze polityczne kościoła w polszy to nie Pis i nie Radio Maryja (bo to jest raz że margines a dwa, że tych ludzi już bardziej ogłupić się nie da) ale właśnie PO i media takie jak TVN24. Może Pan tego nie zauważa albo z jakiś powodów to wypiera. Ja to widzę.

  5. Grzegorz
    8 sierpnia 2016 at 15:00 - odpowiedz

    Oczywiste jest, że Kościół Katolicki zwiększa swoją władzę w Polsce. Odbywa się to poprzez obsadzanie różnych instytucji państwowych, regionalnych, kulturalnych, oświatowych członkami kleru lub świeckimi, których zadaniem jest realizacja nauczania Kościoła i budowanie ładu społecznego w oparciu o katolicyzm. Ta zmiana następuje już od kilkunastu lat. Dzieje się to przy całkowitej ignorancji społeczeństwa, a także środowisk które z racji swojej tożsamości powinny zwiększaniu się władzy Kościoła Katolickiego przeciwdziałać.

    • Andrzej
      Andrzej
      9 sierpnia 2016 at 22:50 - odpowiedz

      Panie Grzegorzu, ciekaw jestem, ile ma pan lat : ) i od jak dawna jest pan jakoś zaangażowany w krytykę religii i kościoła. W latach 90. a nawet w pierwszych latach XXI wieku żadna księgarnia w Polsce (poza kilkoma wyjątkami) nie przyjmowała do sprzedazy ksiazek krytyczncyh wobec kosciola i religii. Pisma Bez Dogmatu np. w Krakowie nie sprzedawał nikt. Krytyki koscioal nie było w ogole w mediach mainstreamu. gazeta Wyborcza wręcz ateistów zwalczała. Dzisiaj hula krytycznie, a w poprzedniej kadencji parlamentu większosc nie odrzucila mojego projektu radykalnej lzmiany art. 196 kk. Niech Pan sie zainteresuje bliżej, tym, co sie dzialo przez ostatnich 15, a juz na pewno 11 lat – od smierci JP2, to sam pan zobaczy, jak wygląda sprawa wpływów Koscioal.

      • Zorro
        19 sierpnia 2016 at 13:49 - odpowiedz

        Wydaje mi się, że śmierć JP2 była pewną granicą. Wcześniej nikt by się nie odważył krytykować publicznie przyjazdu papieża do Polski. Dzisiaj publicznie mówi się o kosztach, co można by za to pożyteczniejszego zrobić itd.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *