• piątek, 18 września 2020 r.

Premiera organów, Mykietyn i koncert w czasach zarazy

 

 

Po długiej, pozbawionej muzyki na żywo przerwie wreszcie udało mi się dotrzeć na koncert we wrocławskim Narodowym Forum Muzyki. Ktoś złośliwy mógłby zauważyć, że po takiej przerwie ucieszyłby mnie nawet koncert na grzebienie. Jednak Basem Akiki i Wrocławscy Filharmonicy ani trochę nie wykorzystali szansy płynącej z muzycznej abstynencji nie tylko mojej, ale też sporej części publiczności.

 

Koncert był znakomity, orkiestra w najwyższej formie. Andrzej Kosendiak poprzedził wykonawców zapowiedzią nagrywania płyty z II Koncertem wiolonczelowym Mykietyna. Nie dziwię się, to rzeczywiście trzeba nagrać. Utwór, powstały rok temu, wykonał ten sam dyrygent co podczas jego warszawskiej premiery, jak i ten sam wiolonczelista – Marcin Zdunik. Jeśli możemy się doszukiwać cech charakterystycznych dla stylu kompozytorskiego Mykietyna, a sądzę, że możemy, koncert wpisywał się weń idealnie. Zwracało uwagę tajemnicze operowanie czasem, długimi pauzami, napiętymi, choć bez egzystencjalnego patosu, akordami całej orkiestry. Na tle innych dzieł Pawła Mykietyna to wydało mi się szczególnie malarskie, barwne i pełne zmysłowego wysmakowania. Orkiestra i wiolonczelista odnaleźli się w tym żywiole znakomicie, skorzystali z niego, aby pokazać swoje nieprzeciętne umiejętności, nie rozlenione nawet o milimetr przymusową, zarazową (zarazkową?) przerwą.

 

Paweł Mykietyn, fotografia z zasobów NFM

 

Swoim dziełem wpisał się też Mykietyn w nurt muzycznego minimalizmu. Gdyby nie zupełnie inaczej odczuwany przez niego czas, koncert byłby w pewnych aspektach bliski muzyce Philipa Glassa, kochanej przez miłośników „każdej muzyki”, a nie kochanej przez wytrawnych smakoszy muzycznej nowoczesności. To porównanie nie jest jednak krytyką z mojej strony, bowiem Glass Glassowi nierówny. W najlepszych dziełach amerykańskiego kompozytora, tam, gdzie różne jego muzyczne obsesje zyskały najlepsze proporcje, jak również kontekst znaczeniowy i symboliczny, mamy bowiem do czynienia z arcydziełami, a nie „popklasyką”. Z takim właśnie Glassem od Ehnatonów i Satjagrach skojarzył mi się koncert Mykietyna, choć oczywiście jest on zupełnie innym (o ile w ogóle) minimalistą (czasami i w części, rzecz jasna).

 

Na koniec koncertu kompozytor wszedł między muzyków, zdjął maseczkę już na schodkach na scenę i na ile wirus pozwolił ciepło podziękował wykonawcom. Uśmiechnąłem się, myśląc, ile temu nieśmiałemu, przygarbionemu człowiekowi zawdzięcza muzyka w Polsce i na świecie. Niedawno zmarł Penderecki, ale artyści tacy jak Mykietyn pozwalają nam nie popadać w rozpacz, lecz czekać z nadzieją na nowe dzieła.

 

Drugim utworem zaprezentowanym na koncercie 14 sierpnia 2020 roku były Obrazki z wystawy Musorgskiego. Pisałem już o nich nieraz, bowiem jest to często wykonywane, niezwykłe w swojej barwności i fantazyjności dzieło. Tym razem jednak brzmiało inaczej. Nie czytałem programu przed wejściem na koncert, więc nie wiedziałem od razu, iż nie mamy do czynienia z instrumentacją Ravela. Instrumentacja Waltera Goehra (1903–1960) z 1942 roku nie dorównuje tej ravelowskiej, lecz dzięki świetnemu wykonaniu zaprezentowanie jej miało sens I pozwoliło spojrzeć na to arcydzieło rosyjskiego romantyzmu wchodzącego w muzyczny realizm pod zupełnie innym kontem., Mniej buńczuchnym i baletowym jak Ravela, a bardziej malarskim i to nie olejno – malarskim, ale raczej akwarelowym i szkicowym. Hmmm… Gdy pomyślę o wystawie pośmiertnej dzieł malarza Hartmana, przyjaciela Musorgskiego, którego ten w ten właśnie sposób wspomniał i przeniósł w artystyczną wieczność, to może jednak ten Goehr nie jest wcale taki zły.

 

Uwagi o akwarelowości i pastelowości tej wersji Obrazków nie odnoszą się do finału, w którym włączyły się nowe, pierwszy raz słyszane organy NFM. Ich dźwięk przybił mnie do fotela, zaś po całym ciele przebiegły mi autentyczne dreszcze zachwytu. Nie będę na razie pisał więcej o organach, bo pewnie za chwilę doczekamy się koncertu, gdzie będą mogły powiedzieć więcej, niż mówią dzwony na Bramie Kijowskiej.

Jacek TabiszStudiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Podobne materiały

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *