• środa, 28 czerwca 2017 r.

Stereotyp Niemca w UK i Brytyjczyka w Niemczech

Trzeba pamiętać, że aż do końca XIX wieku Anglicy i Niemcy absolutnie nie byli sobie wrodzy, wręcz przeciwnie. Londyn przez stulecia był dla Niemców miejscem, w którym można było zrobić większą karierę niż w ojczyźnie. Sztandarowym przykładem są tu astronom z Hanoweru Wilhelm (William) Herschel (1738-1822) i kompozytor saski Georg Friedrich Händel/George Frideric Handel (1685-1759). Książka W. Lewina i M. Margrafa o tym drugim nosi bardzo trafny tytuł: Georg Friedrich Händel. Ein Sachse unter Angelsachsen („Sas wśród Anglosasów” (Lewin, Markraf 1984), tytułowy Sas czuł się wśród Anglosasów bardzo dobrze, dlaczego by zresztą nie miał czuć się dobrze, skoro znalazł się wśród ludzi częściowo saskiego pochodzenia; o ile oczywiście wspólne pochodzenie ma jakiekolwiek znaczenie dla kultury po kilku wiekach.
W XIV wieku wpływy Hanzy – niemieckiej organizacji handlowej pod przewodnictwem patrycjatu Lubeki sięgały Nowogrodu i Anglii. W epoce renesansu oba kraje; rozczłonkowana Rzesza Niemiecka i Anglia były zapatrzone w kulturowe wzorce południowoeuropejskie, jednak elżbietańska Anglia imponowała Niemcom rozmachem życia angielskiej szlachty. Fascynacja raczej nie była obustronna – w XVI wieku Niemcy uchodzili często za naród ludzi niebyt rozgarniętych i mających zbytnią skłonność do Alkoholu (tak jak potem Polacy i Rosjanie), był to głównie stereotyp pochodzenia francuskiego, ale kultywowany też w Anglii. Niemcy w monarchii nad Tamizą dopatrywali się mieli potem modelu scentralizowanego państwa o podobnej, nie-romańskiej kulturze, ale okazało się to w pełni dopiero po odrzuceniu dominującego modelu barokowo-rokokowej kultury francuskiej, co faktycznie nastąpiło dopiero w XVIII wieku. To w tym stuleciu, jak pisał Paul Hazard utrwaliły się wszystkie podstawowe stereotypy narodowościowe.

W XVIII wieku Anglia zjednoczyła się ze Szkocją (1707) tworząc Wielką Brytanię, która po wygraniu wojny sukcesyjnej hiszpańskiej (1701-1714) staje się czołowa potęgą europejską i światową, oraz wzorem do naśladowania dla wielu teoretyków politycznych i artystów, zaś w 1714 zawarty został mariaż dynastyczny z Elektoratem Hanoweru. Do tego dochodził znakomity rozwój ekonomiczny, dlatego osiemnastowieczni Brytyjczycy często uważali się za wybrańców losu i spoglądali na cudzoziemców „z góry”, dotykało to także Niemców, i dotyczyło zarówno prostego ludu jak i ministrów.

Londyn w omawianej epoce był już w pewnej mierze miastem emigrantów, w którym mówiono stu językami. Czasem wykorzystywano ich status jako argument w walce politycznej, przykładowo pod koniec 1709 roku torysi zaatakowali przeforsowany (jeszcze w 1708 roku) przez Wigów Foreign and Protestants Naturalization Act nadający prawa poddanych brytyjskich dużej liczbie biednych francuskich (hugenockich) i niemieckich emigrantów, zrujnowanych przez działania wojenne w Niemczech. Hugenoci przybywali od dawna w niewielkich grupach wzbogacając życie londyńskie i dostarczając arystokratom nauczycieli francuskiego dla ich potomków. Niemcy zaś przybyli w większej liczbie. Między majem a czerwcem roku 1709, ponad 12.000 luterańskich Niemców z Palatynatu (poor Palatines) i Szwabii przybyło do Londynu i portów brytyjskich (A new History of London , 1773). Rządzący wtedy wigowie uważali, że należy zapewnić tym ludziom opiekę. Także ludność londyńska powitała ich bardzo ciepło. Katolików odsyłano do Irlandii, Karoliny i Nowego Jorku. Niejaki Zetzner, niemieckojęzyczny Alzatczyk, który przybył do Londynu ze Strasburga w 1700 roku i został w nim dwa lata tak oceniał Brytyjczyków jako naród:

„Są to, ogólnie rzecz biorąc, mili ludzie, obdarzeni dużą inteligencją i politycznym rozeznaniem. Są dobrze wykształceni, a ich umysł widzi sprawy na wylot. Są również muskularni i zręczni we wszystkich ćwiczeniach ciała. Są uprzejmi i jeśli chcą kogoś uhonorować nie szczędzą jakichkolwiek wysiłków. Ale w głębi duszy są dumni, wyniośli i uważają się za dużo lepszych od innych narodów (Bayne-Powell 1972) …”.

Georg Christoph Lichtenberg (1741-1799) był jednym z najsłynniejszych niemieckich anglofilów. W roku 1770 i po raz drugi w 1774/1775 roku wyprawiał się on do Anglii (Lichtenberg poznał wielu Anglików; w tym Thomasa Santona i Williama Irby, syna lorda Bostona jeszcze przed podróżą do Anglii). Widział Londyn, który oszołomił go swym ogromem (700.000 mieszkańców), zdobyczami nauki i techniki, rozmachem życia teatralnego, bogactwem i mnogością przestępców. Lichtenberg stwierdził, ze skoro Wielka Brytania jest niezaprzeczalną potęgą militarną i gospodarczą, posiadającą także wspaniałą literaturę z Szekspirem i Pope’m na czele, to Niemcy mogliby wzorować się na Brytyjczykach, w próbach wyswobodzenia się z francuskich zapożyczeń kulturowych widocznych w ówczesnej Rzeszy w każdej dziedzinie życia. 1 października 1775 roku Lichtenberg napisał z Londynu:
„Niektórzy moi przyjaciele w Niemczech obawiali się, ze przez moje częste wizyty tak przywyknę do angielskich krajobrazów, że nie będę już smakować w niemieckich. Niebiosom niech będą dzięki! Az takiej pychy nie nabrałem” (Schleucher 1980, s. 113).
Na austriackiej „Tablicy Narodów” z pierwszej połowy XVIII wieku ustawiony pomiędzy Niemcem a Szwedem, Anglik jest wyraźnie zaliczony do narodów Północy, a „Tablica” wyraźnie preferuje ludy Południa, z „dumnym” i „mądrym” Hiszpanem na czele. Hiszpan jako jedyny nie miał w zasadzie wad; znacznie juz gorzej wypadał Francuz, a jeszcze gorzej ludy północne, kończąc na Węgrach, Polakach, Moskalach i „zniewieściałych” Turkach. Anglik jest przedstawiony/opisany jako „porywczy” (unruhig) człowiek potężnej postury, a jego kraj jako żyzny i kwitnący (furchtbar). tak jak Francuz jest wykształcony głównie w rzemiośle wojennym, a Hiszpan w Piśmie Świętym, tak Anglik jest typowym „obieżyświatem” (Welt-weiß), co zapewne stanowi nawiązanie do Grand Tour (Stanzel 1999), czyli typowych dla brytyjskich elit podróży edukacyjnych na kontynent.

ang

Il. Anglik na „Tablicy narodów”; pomiędzy Niemcem a Szwedem, źródło: F.K. Stanzel, Europäischer Völkerspiegel
Niemiecki pisarz Karl Philipp Moritz (1756-1793) należał do entuzjastów tego co widział (1782) w Londynie, choć podobnie szydził z Niemców małpujących zwyczaje angielskie (Moritz 2000, s. 61), jak Mercier z francuskich „głuptaków”.
Tak jak dziś niemieckim podróżnym rzucało się w oczy angielskie zadzieranie nosa, które dotyczyło i elit i plebsu Bawiący w Londynie w latach osiemdziesiątych XVIII wieku, niemiecki pastor Wendeborn dziwił się, że nawet angielski żebrak uważa się za lepszego od dobrze ubranego zamożnego Francuza, ponieważ jest „wolny” (Duffy 1986, s. 13).

Jeszcze XIX wieku Niemcy odbierani byli długo jako naród słabiej zorganizowany od Anglików. Zmienia się to wraz z pruszczeniem Niemiec od lat 1850 i ich zjednoczeniem przez Prusaków (1870).

Negatywny wizerunek dumnego Niemca, bez żadnego dystansu do siebie, bywa często wykorzystywany w brytyjskich komediach. Pamiętam film (niestety jego tytułu nie pomnę), którego akcja toczyła się w Niemczech w czasach Bismarcka, gdzie występuje zresztą sam kanclerz, grany zdaje się przez angielskiego aktora, za to bardzo fizycznie podobny do Bismarcka. W jednej ze scen w salonie brytyjski dyplomata uczy Bismarcka boksowania, Bismarck jako nowicjusz wyraźnie przegrywa, mimo dużej krzepy i oczywiście „nie umie przegrywać”, atakuje Anglika po zakończonym już, jak by się zdawało, pojedynku i to wtedy gdy tamten jest odwrócony plecami, wykrzykując: „ty cholerny Angliku!”. Dyplomata łatwo odparł atak, po czym oznajmił zziajanemu kanclerzowi, że „boks to szlachetny sport”, na to tamten zapowiadał, że pokaże dyplomacie prawdziwy sport w Niemczech. Wcale jednak tego nie oglądamy w dalszym ciągu filmu, ale możemy mieć jakieś wyobrażenie o owym niemieckim sporcie, w jedynej późniejszej scenie w której występuje Bismarck. Inny Anglik, grający – główna postać filmu, jest szkolony m.in. przez Bismarcka na sobowtóra niemieckiego księcia i w ramach nauki uczy się walki na szpady, gdy mu niebyt dobrze idzie, Bismarck wypowiada kilka patronizujących słów, na co tamten udaje spokój, po czym przechodząc bokiem koło kanclerza podstępnie zadaje mu cios szablą w dłoń, co Bismarck kwituje, że Anglik „nawet już zachowuje się jak (niemiecki) książę krwi”. Tą samą rzekomo typowo niemiecką postawę możemy podziwiać w komedii: „Snajper Hugh” (Bullshot Crummond) z 1983 roku, w której przedstawiono stereotyp zarówno super-rycerskiego Anglika, jak i podstępnego Niemca. Główny bohater filmu kapitan Hugh „Snajper” Crummond, parodia Bulldoga Drummonda, bohatera serii powieści z lat 1920-1954,  (gra go Alan Shearman) jest wzorem brytyjskiego dżentelmena, legendą I wojny światowej, nieustraszonym asem lotnictwa, znakomitym wioślarzem, kierowcą rajdowym, detektywem i strzelcem wyborowym. Charakteryzuje go ponadludzka wręcz energia i skrajny sangwinizm, jest odważny aż do szaleństwa, i największe nieludzkie wyzwania traktuje jak mieszaninę sportu i sączeni popołudniowej herbatki. Jego śmiertelnym wrogiem jest  niemiecki szpieg Otto von Bruno (Ronald E. House), demoniczny sztywniak z monoklem, z którym walczył podczas wojny. Inna postać filmu profesor Rupert Fenton to genialny naukowiec i wynalazca nowego paliwa. Profesor połowę wzoru chemicznego przezornie  daje swej córce… Rosemary, która ukrywa karteczkę w medalionie zawieszonym na szyi. Ojciec przestrzega ją też, że gdyby spotkało go jakieś nieszczęście, ma zwrócić się o pomoc jedynie do kapitana Crummonda. Niedługo potem został  uprowadzony przez von Bruna i jego  piękną żonę femme fatale Lenię, również niemieckiego szpiega. Wtedy Hugh Crummond rusza na pomoc. Najzabawniejsze w tej wspaniałej komedii jest to, że obaj główni przeciwnicy są szaleni w podobnym stopniu. Gdy von Bruno więzi Crummonda, Rosemary i Fentona przykutych w basenie z podnosząca się wodą i  wielką paskudą ośmiornicą wypowiada kilka złowieszczych zdań, które, Crummond kwituje wzgardliwą wypowiedzią świadcząca o tym, że Niemiec nie ma, wbrew własnemu przekonaniu, żadnego pomysłu co zrobić z porwanym wynalazkiem i dodaje, ze problemy świata może rozwiązać  jedynie krwawa globalna wojna (massive global war) i to von Bruno mówi wtedy, że dobrodziejstwem dla świata  będzie eliminacja kpt. Crumonda.

UK-Germany

Inne stereotypy pokazane w filmie to np. okropne ciasteczka Rosmary, tak twarde, że nikt z gości ich nie zjada, lecz wszyscy pokątnie chowają w kanapie, doniczkach i w innych zakamarkach jej domu. Zabawna jest także scena, kiedy Crummond zakrada się do pewnej posiadłości, natykając się na Lenię, o której nie wie, że jest żoną von Bruna, i pyta: „To znaczy, że ten dom należy do pani? A słyszałem, że wprowadzili się tu niedawno jacyś straszni cudzoziemcy” (You mean this is your place? I heard that it was recently occupied by some sinister foreign types, na co ona odpowiada: „Jestem Francuzką, czy uważa pan, że jestem straszna?” (I am French. Do you find me so sinister?), na co zaprzecza: certainly not. W innej scenie, przystępując do walki z von Brunem, Crummond szamocze się z ubraniem, co wykorzystuje Niemiec kopiąc go w nogę, na to Crummond: „A więc chcesz walczyć nie fair!  Cóż, można się spodziewać tego po narodzie, który nie zna krykieta” (So you want fight dirty! One should expect that from a nation that never learned the rules of cricket).

Innym efektem komediowym jest zabawa ze specyfiką składni języka niemieckiego, w którym, w przypadku zdań podrzędnie złożonych czasownik wędruje na koniec zdania[1]. Stąd efekt komiczny zdania wypowiadanego prze telefon przez von Bruna, który udaje głos profesora Fentona: „chcę, byś wzór do Londynu przywiozła” – I want You the formula to London bring[2]. Córka dopytuje się więc, czy ojciec dobrze się czuje, Bruno oczywiście zapewnia, że tak. Gdy wszyscy już wiedzą o porwaniu Fentona, Crummond pyta Rosemary o tą rozmowę i ona przypomina sobie dziwne wrażenie jakie odniosła w jej trakcie cytując dosłownie wypowiedź Bruna udającego prof. Fentona, Crummonda dziwi takie zdanie z ust absolwenta Oxfordu, po czym stwierdza szybko: „tylko jeden język używa tej składni z tak meczącą regularnością”  (there’s only one language that uses this construction with such annoying regularity)  – po czym dodaje wydymając z nienawiścią wargi: „– niemiecki”.

To wędrowanie czasownika w niemieckich zdaniach na koniec jest również przedmiotem znanego dowcipu o Bismarcku. Opowiada on o angielskiej lady, która chciała posłuchać przemówienia Bismarcka w Reichstagu, ale nie znała niemieckiego, więc zatrudniła tłumacza. Gdy Bismarck mówił już przez jakąś minutę o szczegółach jakiejś politycznej sprawy, lady zniecierpliwiona, chciała usłyszeć o czym mowa, na to tłumacz odrzekł: „czekam na czasownik”.

Krążą także dowcipy o tym, ze jeśli opowie się dowcip wielonarodowemu towarzystwu jednocześnie w kilku językach Niemcy zaśmieją się ostatni. Słyszałem także opinię, że Niemcy myślą „kwadratowo” i są mało spontaniczni w rozmowie (co jest nieprawdą, bo pamiętam wiele ciekawych rozmów z Niemcami), właśnie dlatego, że muszą pamiętać o czasowniku.

Także przekonanie, że Niemcy nie potrafią przegrywać jest błędne. Wystarczy wspomnieć choćby słynnego tenisistę barona Gottfrieda von Cramma (1909-1976), który kilkakrotnie przyznał się do błędu, niezauważonego przez sędziów (np., że piłka musnęła siatkę),  nawet jeśli miało go to kosztować zwycięstwo. Znajdziemy tez Niemców, którzy potrafili pięknie wygrywać, jak np. gen. Erwina Rommla, znanego z rycerskiego traktowania jeńców; kiedy po zdobyciu Tobruku stwierdził, ze Brytyjczycy zdołali zniszczyć cały zapas paliwa, zawiedziony krzyknął tylko do nich:  „Właśnie dlatego będziecie iść pieszo do Benghazi !”.Oczywiście takie rycerskie zachowania są dostrzegane i zazwyczaj komentowane jako przejaw honoru „starej szkoły” arystokratycznych oficerów niemieckich (zwł. pruskich), który to honor zbrukać mieli dopiero naziści, chociaż już w czasie I wojny światowej Niemcy lubili atakować neutralne kraje, a Rommel akurat arystokratą nie był, w odróżnieniu od wielu nie-arystokratycznych kolegów. Arystokraci jednak zaskarbili sobie podziw Brytyjczyków za próbę zabicia Hitlera w 1944 roku.

Przed I wojną światową wielu Brytyjczyków wcale nie było przekonanych, że Niemcy to rzeczywiście taki wielki wróg. Istnieje dowcip opowiadający o małej placówce brytyjskiej w Afryce, do której pewnego dnia 1914 roku dochodzi telegram: „Wojna wypowiedziana. Aresztujcie wszystkich wrogów w waszym rejonie” – War declared arrest all enemie in your zone. Na to szef placówki odpowiada po paru dniach, coś w rodzaju: „Aresztowaliśmy 4 Niemców, 3 Francuzów, 2 Włochów, 1 Austriaka, 3 Chińczyków i 1 Amerykanina. Proszę poinformujcie mnie z kim jesteśmy na wojnie”. Wielu dyplomatów i polityków brytyjskich nie rozumiało, dlaczego Francja ma być przyjacielem, a Niemcy wrogiem, mimo iż ewidentnie to Niemcy z ich potężnym przemysłem i morskimi ambicjami były dla Imperium większym zagrożeniem w owej chwili. Przeciw Francji przemawiała jednak długa historia wojen brytyjsko-francuskich, dlatego wielu w Londynie pytało, czemu sprzymierzyć się z narodem, który znany jest z roszczenia sobie pretensji do terytoriów innych państw, do których nie ma nawet cienia praw. Musimy pamiętać, ze ludzkość znała już wtedy czyny Ludwika XIV i Napoleona, a Hitlera jeszcze nie.  Choć młodzież brytyjska wyruszała  na wojnę chętnie, myśląc, że będzie ona krótka i podobna marszowi paradnemu (w Berlinie i Paryżu nastroje były podobne), niektórzy zdawali sobie sprawę z tego, że niemiecka armia jest znacznie większa i lepiej zorganizowana. Mawiano wówczas, że jak brytyjscy chłopcy  dojdą do Berlina, kajzer zawoła: „Hoch! Hoch! Cóż to za straszna zbieranina. Ta brytyjska piechota”[3].

W brytyjskiej, antyniemieckiej propagandzie wojennej, odwołano się rzecz jasna do tradycji wolnościowej. W patriotycznej w pieśni Ivora Novello z 1914 roku: Keep the Home-Fires Burning, widzimy słowa: For no gallant son of Britain/To a tyrant’s yoke shall bend. Starano się więc stworzyć wrażenie, ze jeśli kajzer wygra, nie będzie mowy w Europie o wolności, zresztą faktycznie niemieckie zajecie neutralnych Belgii i Holandii robić musiało jak najgorsze wrażenie.

Z niemieckiego punktu widzenia Wielka Brytania była nieco zmurszałym, ale nadal żywotnym imperium, któremu trzeba stawić czoła, zresztą nie tylko fizycznie, militarnie czy gospodarczo, ale też ideologicznie. Niemiecka ideologia dyscypliny biurokratycznej i państwa prawa bez demokracji (Hegel) została wzbogacona przez Oswalda Spenglera (1880-1936), który twierdził, że historia dzieli się na epokę kultur i cywilizacji, przy czym epoka cywilizacji nastaje wtedy, gdy kultura traci swa organiczność i spontaniczność, wtedy nadchodzi czas cywilizacji, czyli technokracji. Spengler twierdził, że tylko 3 narody europejskie stworzyły teorię cywilizacji; Hiszpanie, Brytyjczycy i Niemcy, z czego ta hiszpańska koncepcja była już nieaktualna. Cywilizację anglosaską miał charakteryzować liberalizm i tak krytykowany m.in. przez Nietzchego demokratyzm, zaś niemiecką – dyscyplina i oświecona biurokracja. W pewnym sensie II wojna światowa, której Spengler nie doczekał przesądziła sprawę na korzyść anglosaskiego wzorca[4]. Warto przy okazji wspomnieć, że inny niemiecki intelektualista Hans Hermann Hoppe kilka dekad potem napisał z kolei o  I wojnie światowej, że przypieczętowała koniec Austrii z jej monarchią, wielonarodowym ludem i naukowcami i artystami Wiednia, i zwiastowała początek epoki USA[5], demokracji i mass culture. Ta chęć Niemiec do odgrywania ważnej roli politycznej w Europie i na świecie, po stuleciach podziału na księstwa, musiała działać innym państwom na nerwy. Niemieckie rozpychanie się łokciami najlepiej symbolizował Wilhelm II, który, jak to ujął F. Mitterand, już to wyobrażał sobie siebie na czele wagnerowskiej nawałnicy, już to zabiegał ze wszystkich sił o pokój. A wszystko to bez śladu cierpliwości czy dystansu, tak potrzebnego w dyplomacji. Niemcy byli wściekli, że główne mocarstwa kolonialne czyli Wielka Brytania i Francja podzieliły już miedzy siebie świat i nikogo doń nie wpuszczają.

Po I wojnie światowej, gniew na Niemców był tak silny, że utrudniano im życie na każdym kroku.  Obłożono ich ograniczeniami, sankcjami i reperacjami wojennymi. O czym rzadko się pisze. Niemieckich i austriackich naukowców nie zapraszano na konferencje, co w połączeniu ze straceniem całego pokolenia na frontach i z chaosem rewolucji rosyjskiej, wyrządziło wielką szkodę naukom ścisłym. Holandia i dania musiały przejąć na siebie rolę pośredników między wrogimi obozami (naukowcy nie uznający bojkotów narodowych  woleli po cichu i nieformalnie wymieniać się wnioskami), przykładowo Duńczyk Niels Bohr pośredniczył w korespondencji między Niemcem Arnoldem Sonnenfeldem, a Brytyjczykiem Rutherfordem[6]. Z drugiej strony to od odcięcie osłabiło kontrolę aliantów nad niemieckimi badaniami, co ciekawie pokazano w jednym z odcinków serialu: „Poirot” z Davidem Suchetem w roli głównej.

W czasie II wojny światowej, brytyjska propaganda odwoływała się głównie do starych wzorców demonizowanej pruskości, podczas gdy Niemcy starali się wykazać archaiczność i rzekomą staroświecką niedorzeczność brytyjskiego imperium, którego włodarze nie chcieli się z nimi ułożyć. Na jednym z plakatów propagandowych niemieckich widać otyłego Churchilla wyruszającego na wojnę na szkapie o przepysznym czapraku i uprzęży, niczym jego przodek, angielski bohater narodowy, John Churchill, 1. Książę Marlborough (1650-1722). Pod obrazem widniał zaś napis: „Marlborough idzie na wojnę”, nawiązujący do znanej piosenki francuskiej z 1709 (autorzy sądzili, że John Churchill poległ w bitwie pod Malplaquet rozegranej tego roku): Marlborough s’en va-t-en guerre[7]. Jak widać propaganda III rzeszy czerpała nieraz z bardzo starych i szacownych źródeł. Piosenka ma też zresztą swą wersję niemiecką: Marlbrough zieht aus zum Kriege, jak również i hiszpańską: Mambrú se fue a la guerra, i angielską, ułożoną przez przeciwników politycznych księcia. Normalnie niemiecka propaganda ograniczała się do animowanych filmów, w których Belgowie czy Holendrzy cieszą się, że alianckie samoloty nadlatują, a potem te same maszyny ich bombardują. W Holandii, Niemcy głosili, że Napoleon obrabował Niderlandy z ich wolności, a Brytyjczycy z kolonii zamorskich[8], i zdelegalizowali masonerię, ze względu na silne jej związki z Anglią. W Polsce Niemcy drukowali plakaty przedstawiające zniszczoną Warszawę, z napisem: „Anglio twoje dzieło”, a „Kurier Warszawski” drukował zdjęcie premiera brytyjskiego Neville’a Chamberlaina na spacerze z żoną, podczas którego to spaceru miał on jakoby myśleć: „kot teraz powinien walczyć za Anglię”. Jak widać ten stereotyp czasów osiemnastowiecznych wojen i najemników heskich, bardzo się Berlinowi przydawał po 1939 roku.

Przeistoczenie się zrujnowanych, ale i radosnych Niemiec lat dwudziestych w nazistowskie państwo policyjne budzi do dziś stałe zainteresowanie brytyjskich filmowców i pisarzy, by wspomnieć choćby film: „Kabaret” czy inny film: Swing Kids (1993) o undergroundowym ruchu liberalnej pro-angielskiej, słuchającej jazzu i swingu mieszczańskiej młodzieży Hamburga[9], która długo opierała się trendom nazistowskim).

Oswald Spengler uważał jazz za  podłą „muzykę murzynów”, wypierającą głęboką muzykę Zachodu.  Konserwatywne podejście nazistów do sztuki musiało wyrobić w wielu Niemcach przekonanie, że Wielka Brytania jest swego rodzaju dekadenckim „zgniłym” Zachodem, z którego rzekoma zgnilizna przenika do Rzeszy. Widać to na przykład we wspomnieniach ocalałego z największego brytyjskiego bombardowania Kolonii  (31 maja 1942), który zastanawiał się jakiego modnego brytyjskiego muzyka jazzowego, trzeba by powiesić za zniszczenie kilkunastu kolońskich kościołów. W tych rozważaniach zawarte jest przekonanie, że dla Brytyjczyków jazz jest niemal tak ważny jak dla „porządnych” i  „poczciwych” Niemców – Bóg, w końcu Hitler prawie w każdym przemówieniu wspominał boską opatrzność. A przecież istniała też pobożna Anglia, ta Anglia, której Niemcy zbombardowali katedrę w Coventry, i istniały tak samo rozrywkowe Niemcy, dość wspomnieć słynnych: Comedian Harmonists – sekstet   Harry’ego Frommermana, cieszący się   międzynarodową sławą, działający od roku 1927 do 1934, bowiem nazistom nie podobało się to, że  część muzyków była pochodzenia żydowskiego.

Niemcy lubili sobie dowcipkować z Brytyjczyków podczas wojny, o czym może świadczyć relacja żołnierza Afrika Korps, którego oddział pojmał grupę brytyjskich szeregowców, gdy ci akurat byli zupełnie nadzy, i żartował sobie, że „angielscy gentlemani” nie lubią być zaskakiwani w takich sytuacjach”, żartował tez z „kilku potężnie zbudowanych Tommies, którzy próbowali walczyć gołymi pięściami” z napastnikami. Słowo Tommy pochodzi od wyrażenie Tommy Atkins znanego już w 1743 roku, i oznaczającego „statystycznego” brytyjskiego piechura[10]. W czasie I wojny światowej „Tommy Atkins” był już często używanym synonimem piechura, a w czasie II wojny światowej Niemcy powszechnie już mówili o: Tommies[11]. Tommie mógł przybierać formę gentlemana „opętanego” obsesją fair play.

Brytyjczycy zaś rozwijali stereotyp, iż Niemcy są pozbawieni poczucia humoru, i lubią pokazywać ich „śmieszności”, których ci sami rzekomo sobie nie uświadamiają, wystarczy wspomnieć choćby sztywnego Otto Flicka z Gestapo, czy wyprężonego jak struna  generała von Klinkerhofena z Allo Allo, w serialu tym Niemcy pokazani są generalnie jako albo butni fanatyczni zdobywcy, którym obcy jest i strach i rozsądek, albo jako tchórzliwi oportuniści (płk von Stromm, por. Hubert Gruber, kpt. Hans Goering), udający jedynie germańskich herosów, kiedy trzeba. Dziś Amerykanie w zasadzie jedynie powielają brytyjski stereotyp Niemca.

ukdeu

Po II wojnie światowej Brytyjczycy musieli się opodatkować by podnieść powalonego wroga z kolan, co niektórzy uznawali za największy żart w historii, i niepotrzebną pomoc dla Niemiec, które szybko odbudowały swą gospodarczą potęgę i budziły obawy Margaret Thatcher kilka dekad potem. Jednocześnie jednak strefa brytyjska Niemiec tuż po 1945 roku posłużyła Brytyjczykom jako społeczne laboratorium w którym przeprowadzali oni swoje socjaldemokratyczne eksperymenty, wdrążając ideę: welfare state .

Niemcy są na tyle atrakcyjnym obiektem żartów dla Brytyjczyków, że grupa Monty Pythona nakręciła swe jedyne dwa odcinki „Latającego cyrku”, właśnie w języku niemieckim, jako:  Monty Python’s Fliegender Zirkus. Pierwsza cześć został nakręcony po niemiecku, i zawiera przezabawny skecz pt: „Bawarska restauracja” (Das Bayerisches-Restaurant-Stück), w którym bawarski Herr Ober i kelnerzy „masakrują” amerykańskich gości (spragnionych miejscowego kolorytu) w imię tradycji, rozciągniętej do absurdu; menu podaje facet w lektyce, przyniesiony przez kelnerów, w rytm muzyki akordeonów, pasażer lektyki mówi: „tak podałem wam menu w Bawarii, tak w Bawarii, a nie w Wenezueli”  (Ja, ich habe ihnen Speisekarten in Bavaria gegeben, ja in Bavaria, und nicht in Venezuela), wcześniej zaś kelnerzy spryskują twarze Amerykanów z okrzykiem: Mahlzeit (niem.: „posiłek”, lub „smacznego”) i ogłaszają uroczystym tonem:  Ja wir haben Się feucht gemach in Bavaria. Ja in Bavaria wo die Bäume aus Holz sind „Tak zmoczyliśmy was w Bawarii. Tak w Bawarii, gdzie drzewa są zrobione z drewna”. Autorzy skeczu uwypuklili tutaj zamiłowanie Niemców z katolickiego Południa, do cukierkowej oprawy,  ceremoniałów i umiłowania tradycji własnego lokalnego Heimatu. Katolicyzm i tradycjonalizm Bawarczyków jest tu wzmocniony użyciem łacińskiego słowa oznaczającego Bawarię, zamiast niemieckiego: Bayern. Skecz ukazuje niemiecka tradycję jako pełną zawoalowanej przemocy, co ma swoje częściowe uzasadnienie historyczne[12]. Pamiętam jak mój nauczyciel Polskiego w szkole średniej mówił o faustycznym  upodobaniu Niemców do wyrafinowanego spoufalania czy też flirtowania  się ze złem. Grupa Monty Pythona nawiązała też do innego stereotypu o Niemcach, również mającego pewne podstawy w realnym stanie rzeczy, do stereotypu niemieckiego abstrakcyjnego filozofia. O tym opowiada słynny mecz futbolowy (drugi odcinek: Monty Python’s Fliegender Zirkus)  między Niemcami (Hegel, Marks, Leibnitz, Kant, Heidegger itd.) a Grekami (Sokrates, Archimedes – który jako jedyny uzmysławia sobie na czym polega gra, Platon itd.). Pythoni nie unikali też korzystania z chaplinowskiego pomysłu parodiowania suchych dźwięków niemczyzny, jak w słynnym skeczu o zabójczym dowcipie, który Brytyjczycy używali  do rozśmieszania wroga na śmierć w Ardenach w 1944 roku. W filmie nie poznajemy „brytyjskiego oryginału” dowcipu, a jedynie wersję (pseudo)niemiecką: Wenn ist das Nunstück git und Slotermeyer? Ja! Beiherhund das Oder die Flipperwaldt gersput!. Ulubionym niemieckim słówkiem Pythonów był nieistniejący wyraz:  Mittelschmerz, który od biedy można by przełożyć na „środkowy ból”.  Oczywiście humor Pythonów był  jeszcze bardziej pełen autoironii, niż stereotypów o cudzoziemcach, o czym może świadczyć inny skecz, w którym nauczyciele znający ledwo podstawy włoskiego i niemieckiego, uczą tychże języków ludzi porozumiewających się nimi od dziecka.

To przekonanie, o Niemcach jako o narodzie bez poczucia humoru, zrobiło zawrotną karierę w całej Europie, choć przeczą temu utalentowani komicy niemieccy tacy jak: Rüdiger Hoffmann, Anke Engelke, Bastian Pastewka, czy tureckiego pochodzenia Niemiec, nie znający tureckiego Kaya Yanar. Niemcy potrwania robić sobie znakomite żarty z Brytyjczyków, o czym świadczyć może komedia: Der WiXXer, będąca parodią kryminałów opartych na książkach Edgara Wallace’a. Znajdziemy tam kpiny ze staroświeckiej Anglii (jednym z miejsc akcji jest BlackWhite castle[13], zamek Earla of Cockwood – jeden z ostatnich czarnobiałych zamków w Wielkiej Brytanii, którego wnętrza są zawsze   filmowane czarno-białą taśmą filmową), Główną rolę negatywną gra tam zamaskowany bandzior, czyli tytułowy Wixxer, a pozytywną wiecznie zapijaczony i niechlujny oficer Scotland Yardu Even Longer (Oliver Kalkofe), którego partnera imieniem Rather Short, Wixxer zabił.  Typowego angielskiego gentlemana, który zawsze wie co powiedzieć i zawsze panuje nad emocjami, ale przez swój pedantyzm, jest wyjątkowo nieskuteczny jako nowy partner Evena Longera, reprezentuje tu Bastian Pastewka jako inspektor Very Long. Szef Scotland Yardu ( w tej roli: Wolfgang Völz) jest z kolei przedstawiony jako stary świntuch rzeźbiący w jednej ze scen penisa z czegoś w rodzaju plasteliny, lecz zaskoczony błyskawicznie przemienia masę w wierną kopię Big Bena. W innej scenie ów szef nalewa sobie spokojnie whisky, kiedy świszczą wokół niego kule, zupełnie tak samo jak oficer brytyjski w jednej ze scen: „Sensu życia wg Monty Pythona”.

Gdyby wybrać najbardziej  stereotypowe przedstawienie Brytyjczyka w niemieckiej kulturze, byłoby to zapewne coś pomiędzy jedną z licznych w niemieckiej TV reklam pokazujących polowanie na lisa w tradycyjnych czerwonych kurtkach, a boyem hotelowym z kawału, w którym do mierzącego doń z pistoletu opryszka, mówi spokojnie (pokazując na znak: Bitte Ruhe – „proszę o ciszę”): „Czy byłby pan uprzejmy użyć tłumika ?” (Könnten Się bitte den Scahlldämpfer benutzen?). Na „niemieckiej” mapie z serii: Europe according to, Brytyjczycy to łamacze enigmy, choć potocznie Niemcy mówią też, że brytyjskie kobiety są z reguły brzydkie, a wielki procent populacji męskiej to geje, a Brytyjczycy w ogóle maja tendencje do dziwacznych przestępstw i uważają się za lepszych od wszystkich innych. Austriacy z kolei postrzegają Brytyjczyków jako: Klassengesellschaft ohne Klasse – „społeczeństwo klasowe pozbawione klasy”, a także wiecznie oparzonych słońcem huliganów

Brytyjczycy, jeśli wierzyć projektowi: Europe according to…, taktują Niemcy jako jedynie część „złej” Unii Europejskiej, która uwzięła się na brytyjskie swobody obywatelskie, i to tą część, w której produkuje się najbardziej bezpruderyjne filmy pornograficzne. Niemcy to według brytyjskiego negatywnego stereotypu, arogancki, niestabilny naród, rzecz jasna bez poczucia humoru, Austriacy zaś to krypto-naziści (zapewne wynika to z przypadków Kurta Waldheima i Wolfganga Prokopila[14]) ukrywający się w sowich górach, lub za niemieckimi plecami. Wiele narodów powiela angielskie wyobrażenie Niemców, jak np. belgijski autor komiksów Jacobs, który wymyślił (w swej serii przygód detektywów nota bene brytyjskich;  Mortimera i Blake’a) postać nieco nadętego, staroświeckiego profesora archeologii Grossgrabenbergera, który oczywiście kaleczył język w którym mówili gospodarze (polski tłumacz oddał ten efekt np. w słowie: „uszącenie” zamiast: „urządzenie”. Podobny do Grossgrabenbergera jest Otto Lotto, z jednego ze skeczy Benny Hilla, satyr z monoklem w oku, otoczony wianuszkiem kobiet. Niemcy w wyobrażeniach brytyjskich to przede wszystkim żołnierze Wehrmachtu, jak w znakomitym skeczu Dave’a Allena, w którym rzymski centurion opisuje nieudaną wyprawę w Germanii, i przewagę technologiczna Germanów nad jego żołnierzami. Chwilę później żołnierze w mundurach Wehrmachtu zabijają centuriona ze swych Schmeisserów. Pełno niemieckich blond-osiłków oglądać możemy w filmach o przygodach agenta 007, tak samo jak w amerykańskiej: „Szklanej Pułapce”. Poseł B’Stard z serialu New Statesman dobrze pamięta, kto wygrał II wojnę światową i powołuje się na ta wygraną by nie płacić za bilet na lotnisku w jednym z odcinków serialu.

Dziś, chociaż minęło już kilka dekad, odkąd Churchill namawiał „bogate kulturowo Niemcy” do współpracy z „bogatą kulturalnie Francją” w imię pokoju w Europie, i nawet brytyjski eurosceptyk Nigel Farage może się pochwalić niemiecką małżonką[15], różnice, te prawdziwe i te wynikające z uproszczeń i propagandy między Brytyjczykami i Niemcami pozostają bardzo inspirujące intelektualnie; i tak brytyjscy ateiści piszą o złośliwym mefistofelesowskim uśmieszku Ratzingera, a Niemcy kręcą filmy o brytyjskich czarno-białych zamczyskach[16]

 

 

 



[1] np.: Ich mache das, damit du was kapierst – robię to po to, byś coś z tego zrozumiał. W języku angielskim drugi człon brzmiałby: so you understand something, a wiec czasownik nie jest na końcu.

[2] Zamiast: I want You to brong formula to London.

[3] N. Davies.

[4] Spengler

[5] Hoppe

[6] J. Gribbin, W poszukiwaniu kota Schrödingera: realizm w fizyce kwantowej, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 1997, s. 64.

[7] Jest ona śpiewana na tą samą melodię co: For He’s a Jolly Good Fellow.

[8] B. Vollmer, Die Niederlande als geschichtlicher Raum, w: M. du Prel, W. Janke,  Die Niederlande im Umbruch der Zeiten, s. 23.

[9] Hemburg zawsze był otwarty na brytyjskie wzorce. Idee liberalne Locke’a, były zgodne z otwartym charakterem kapitalistycznego miasta morskiego. Prasa Hamburska była jedyną wolną,  według dzisiejszych standardów, prasą w Rzeszy Niemieckiej, a przy tym najlepiej poinformowaną, najbardziej wiarygodną i opiniotwórczą. Całe Niemcy czytały wzorowany na brytyjskich Gentleman’s Magazine i London MagazineHamburgisches Magazin wychodzący w latach 1747 do 1763, w którym ukazywały się zarówno doniesienia z Europy i świata, jak i artykuły niemieckich i zagranicznych luminarzy oświecenia.   Hamburg odegrał też bardzo silna rolę w promowaniu wolnego handlu, nie tylko w sferze praktyki, ale również w traktatach teoretycznych hamburskich pisarzy ekonomicznych i politycznych, ściśle związanych z głównymi nurtami niemieckiego i anglo-szkockiego Oświecenia, vide: M. Lindemann,  Patriots and paupers: Hamburg, 1712-1830, Oxford 1990.

[10] J. Laffin, Tommy Atkins: The Story of the English Soldier, The History Press Ltd. 2003, cyt. za:    Soldier Magazine, April 1949.

[11] Karl-Heinz Wellmann (Hrsg.), Warum werden die englischen Soldaten Tommies genannt? In: Haben Fische Durst? 111 Antworten auf Fragen, die Ihnen schon immer auf den Nägeln brannten,  Jonas Verlag, Marburg, 2003.

[12] Opisując barokową operę i teatr Hamburga, brytyjski dyrygent i muzykolog Chrostopher Hogwood poswieco nieco uwagi   typowo niemieckiej tendencji, do większego przepychu wystawień, a także do uwypuklania scen przemocy i wstawiania scenek komicznych między sceny dotyczącej głównego, często bardzo dramatycznego wątku. Jak pisze Hogwood, sam Keiser w 1706 roku (w Avertissenement do swej opery La fedeltà  coronata) zaprzeczał by jakiekolwiek względy komercyjne czy fakt finansowego wsparcia ze strony  patrycjatu wymagał jakichkolwiek ustępstw na rzecz „bezguścia parteru” (um den mauvais goût du Parterre), zob: Ch. Hogwood, Händel, Kraków 2009, s. 30-31.

[13] Film kręcono głównie w Czechach.

[14] Jakby ktoś chciał koniecznie zrobić z Austriaków zboczeńców ukrywających ofiary swych seksualnych zalotów w piwnicy (jak Prokopil Nataschę Kampusch  czy Frizl swą córkę), mógłby powołać się na „Czarodziejki flet” Mozarta, w której Papageno marzy o sieci na niewiasty, które by mógł potem zamknąć w swoim domu. Tak właśnie powstaje propaganda.

[15] Oto link do brytyjskiego filmu na Youtube o tym, jak pokonać urzędowe trudności, by móc poślubić Niemkę: http://www.youtube.com/watch?v=9dnHVEqU7Hg

[16] Wizja mrocznego zamczyska niemieckiego pojawia się z kolei w III części przygód Różowej Pantery z Peterem Sellersem w roli głównej, co zresztą nawiązuje bezpośrednio  do gothic novel i Frankensteina.

Piotr NapierałaPiotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów w latach 2014-2015. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

Podobne materiały

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *