• piątek, 9 grudnia 2016 r.

Upadek Andrzeja Dudy, prezydenta

Gdy wybierano Andrzeja Dudę na prezydenta, kandydat Duda nie był mężem stanu. W świecie polityki był kimś nieznanym. Dopiero prezydentura zaoferowała mu możliwość spełnienia historycznej roli w sposób znaczący. Trudny okres, w którym znalazła się Polska, dopomina się o wielkich polityków. W takich sytuacjach nie ma jednak pewności. Najpierw trzeba wcelować we właściwego człowieka. Istnieje bowiem ryzyko, że koń na którego stawiają obywatele, może przyjść ostatni. Andrzej Duda, prezydent, w ogóle nie pojawił się.

0001 dud

Prezydent RP nie przeformował w polityka wyjątkowego. Nie jest wizjonerem. Nie posiada osobowości przywódcy narodowego. Zwolennicy PIS, oczywiście, uradowali się na wiadomość, że ich kandydat wygrał wybory. Ale teraz pragną uzasadnienia swojej decyzji. Chcą, aby ich wybór stał się również wyborem tych, którzy na Dudę nie głosowali. Bez większego ryzyka można przyjąć, że nie doczekają się tej satysfakcji.

Świat szanuje prezydenta Baracka Obamę. Nie tylko za maniery; za sposób w jaki mówi, chodzi, gestykuluje czy tylko się czemuś przysłuchuje. To świetny mówca. Nie ma wątpliwości – amerykański przywódca posiada osobisty wdzięk. Ale estetyka postaci, wpadająca nawet w charyzmę, nie ma większego znaczenia, jeżeli polityk nie posiada wizji rozwoju państwa i nie kieruje się troską o społeczeństwo. Obama ją posiada. Duda – niestety nie. Dopiero ta wizja, oraz silne przekonanie o powinności służenia narodowi, może nadać szlachetne cechy całej sylwetce. Umiejętność jazdy na nartach nie wystarczy.

Wizja może okazać się fałszywa – to prawda, ale bez niej prezydent zdany jest na podpowiedzi innych. I zmuszony jest powierzyć się silniejszym politykom. Bo nie da rady. Ale wtedy, chociaż prezydent nadal funkcjonuje – spotyka się, przemawia, rozdaje uśmiechy i ściska dłonie – urząd staje się fikcją. W konsekwencji wszystkie działania, zabiegi medialne, protokolarne czy dyplomatyczne, sprowadzają się tylko do jednego celu – aby utrzymać pozór powagi urzędu.

Obama nie zostanie oceniony tylko pozytywnie. Nie spełnił kilku obietnic. Popełnił trochę gaf i rażących pomyłek. Wielokrotnie podejmował walkę, kiedy wcale nie było to konieczne. Jego mało komfortowa pozycja w Kongresie wynika z faktu, że maniakalnie próbował znaleźć rozwiązanie godzące obie strony. Nie zawsze to się udawało. Ta mało pragmatyczna postawa ściągała na niego krytykę. Wielu jego partyjnych kolegów ma do niego żal o brak lojalności. Społeczność czarnych obwinia go za to, że opuścił swoich brothers, a biali złośliwie wyrzucają mu, że nigdy nie przestał być „czarnym”.

Jednego jednak nikt nie może mu zarzucić. Obama nigdy nie był prezydentem jednej partii. Wszystkie jego wysiłki, starania, przemówienia, wizyty, inicjatywy legislacyjne były podporządkowane dobru całego narodu. Oraz wizji, opartej o dialog i poszanowanie każdego obywatela. Przypadek Dudy jest czymś zupełnie odwrotnym.

Nie ma chyba innego polskiego polityka, który tak szybko stracił szacunek społeczeństwa, jak właśnie Andrzej Duda. Przy czym jego upadek nie dokonał się podczas walki o Polskę, o Polaków. Nie. Duda upadł przez zaniechanie, słabość i pospolity konformizm. Upadł tak, jak stał. I nie jest istotne, w jaki sposób chodzi, czy przemawia albo jak jeździ na nartach. Czy myśli o całym narodzie, o jego prawach, o jego wolnościach? Czy posiada wizję, do której zamierza przekonywać obywateli, pomimo różnych zdań i przeciwieństw? Czy jest gotowy bronić obywateli przed niesprawiedliwością, autorytaryzmem politycznych gangów? Niestety nie. Andrzej Duda stanął po jednej ze stron największego konfliktu społecznego ostatniego ćwierćwiecza; prezydent RP przeciwko ogromnej części narodu.

Fikcja wyłazi. Wyłazi i powoduje przykre uczucie zażenowania. Wizerunek Dudy, zdjęcie, clip z patetycznego przemówienia, jakieś oświadczenie, sztuczne uśmiechy – wszystko to budzi coraz większy niesmak. Przez brak znaczenia. Już sama obecność prezydenta denerwuje. Nawet, gdy jest na meczu piłkarskim, klęczy w kościele, z kimś rozmawia, albo spogląda gdzieś przed siebie niby zatroskany. Włodzimierz Cimoszewicz nazywa go marionetką. To mocne określenie. Ale tutaj nie potrzeba złośliwości. Wystarczy naoczna rzeczywistość. Andrzej Duda miał możliwość, aby zostać mężem stanu, a stał się kimś bez znaczenia.

Dariusz Wiśniewski

W polonijnym Chicago prowadzi audycję radiową "Prawy do lewego".

Podobne wpisy

3 komentarze

  1. Krzysztof
    23 maja 2016 at 18:06 - odpowiedz

    Ale sondaże wcale nie potwierdzają tez zawartych w tym tekście.
    Być może owe dwie polski tak mocno się od siebie odklejiły że jedna nie widzi już drugiej.
    Zakonnica w ciąży na pasach by to potwierdzała.

  2. myślący
    23 maja 2016 at 19:35 - odpowiedz

    albo ten tekst to stek bredni, albo stekiem bredni są sondaże weryfikujące jego tezy…

  3. myślący
    25 maja 2016 at 21:51 - odpowiedz

    cała prawda o tym jak to „Świat szanuje prezydenta Baracka Obamę.”
    https://youtu.be/KfFTV5RymAA

Zostaw komentarz

Paste your AdWords Remarketing code here