• sobota, 21 stycznia 2017 r.

Wojna japońsko-amerykańska w kontekście „alianckiej wizji historii” i spiskowej teorii dziejów.

 Jezuici i masoni, choć zwykle stali po przeciwnych stronach barykady, choćby dlatego, że w XVIII wieku członkowie Societas Iesu, inaczej niż np. pijarzy, rzadko pałali entuzjazmem do tzw. „katolickiego oświecenia”, wśród masonów zaś prócz lóż czasem niemal ultrachrześcijańskich, nie brak także liberalnych lóż o antyklerykalnym nastawieniu mają jedną cechę wspólną – przypisuje im się ogromny wpływ na bieg dziejów. Wynika to po części stąd, że zbyt łatwo utożsamiamy ambitne i radykalne założenia z realną potęgą; krótko mówiąc bierzemy pokrzykiwania za trzęsienie ziemi.  Spiskowe teorie o jezuitach mają swój początek w wojnach religijnych. Niemal 90% objętości książki jednego z brytyjskich autorów o jezuitach, poświęcił on ich działalności szpiegowskiej na rzecz Watykanu i Hiszpanii w elżbietańskiej Anglii[1]. Można tu zapytać, nie negując, iż jezuici byli faktycznie zainteresowani w obaleniu protestanckiej monarchini i spiskowali z katolickimi arystokratami w tym celu, czy taka dysproporcja jest historycznie uzasadniona, czy nie odzwierciedla nieco spiskowych teorii, według których zakulisowe działania jezuitów to zło w czystej postaci. Radość z tego, że jezuitom się wówczas nie udało, do dziś jednym z elementów brytyjskiego patriotyzmu, i jednocześnie źródłem problemów z identyfikacją wielu brytyjskich katolików z Chestertonem na czele[2]. Spiskowe teorie dziejów zawsze nawiązują do zakulisowości podejmowanych w zaciszu gabinetów decyzji, przy czym te decyzje muszą oszałamiać swoją bezwzględnością i rozmachem. Ludzkość pragnie przejrzystości i zrozumienia świata w jakim żyje, i dlatego nadmierna władza skupiona w niewielu rękach przeraża. Przykładowo kongres  pokojowy w Wersalu, kończący I wojnę światową jest właśnie taką sytuacją. Pisze Samuel Huntington, że w 1919 roku trzech ludzi Zachodu rządziło wspólnie całym światem, co potem już było niemożliwe[3]. Ta scena nie przeraża nas tak bardzo jak knowania jezuitów czy masonów, ponieważ przyjęliśmy traktować Lloyda George’a, Clemenceau, a przede wszystkim idealistycznego pacyfistę – Wilsona za „swoich”, tj. za siły dobra. Nasze współczesne wyobrażenia o historii stale balansują właśnie między spiskowymi teoriami dziejów, a tzw. aliancką wizją historii. Ta ostatnia zaś nawiązuje do (post)religijnego postrzegania świata jako areny starć dobra ze złem. Jezuitów, zakonników powolnych przynajmniej teoretycznie jedynie papieżowi, nienawidzili nawet inni bardziej „lokalni”, lub zazdrośni o papieskie wsparcie zakonnicy są bohaterami jednych, i anty-bohaterami dla innych.

Zależnie od tego po jakiej stronie stoimy w kwestii sekularyzacji Europy w XVIII i XIX wieku (dość zresztą względnej w porównaniu z tą z drugiej połowy XX wieku) masoni i jezuici, co bardzo trafnie zauważył honorowy wielki mistrz WLNP Tadeusz Cegielski, w rozmowie masonów z chrześcijańskimi konserwatystami   w ramach cyklu Jana Pospieszalskiego: „Warto rozmawiać”.   Mówił on, że kres dominacji kulturowej kościoła jest postrzegany albo jako „jakieś wielkie zło”, albo jako „naturalny demokratyczny proces”, co powoduje, że rola masonerii jako pomocnika w dziele sekularyzacji, może być oceniona skrajnie różnie. Przy okazji warto pamiętać o istnieniu lóż, które nie przyjmują w ogóle do swego grona nie-chrześcijan (np. loże rytu skandynawskiego). Jak widać wielu ludzi potrzebuje, dla uzasadnienia własnych poglądów, uznania, nie tylko, że ta druga strona to oponent mający złe pomysły, ale też, że reprezentuje on zło w czystej postaci. Nie bez kozery spiskowe teorie dziejów wywodzą się z czasów reformacji i oświecenia; tj. ścierania się holistycznych koncepcji kulturowych.

Poza pragnieniem uczynienia przeciwnika reprezentantem zła, spiskowe teorie dziejów są napędzane naszymi ograniczonymi możliwościami pojmowania wielkich wydarzeń historycznych. Przeciwnicy idei głoszonych przez reformatorów czasów oświecenia i rewolucjonistów 1789 roku, ale nie tylko oni – lubią upatrywać przyczyn sukcesu rewolucji, nie w nieudanych reformach Ludwika XV i jego wnuka, lecz w spiskach osławionych iluminatów. Do dziś nazwa „illuminaci”, żyje własnym życiem pojawiając się nawet w Hollywoodzkich filmach, nieodmiennie jako reprezentanci nadludzkiej ambicji i zła jednocześnie, wystarczy choćby obejrzeć „Tomb Raidera” z Angeliną Jolie w roli głównej. Są teorie, według których illuminaci „wymyślili” sekularyzm, antyklerykalizm czy lewicę. Prawdą jest, że bawarski „zakon” Iluminatów (Illuminatenbund) założony 1 maja 1776 roku, pozostaje w dużym stopniu organizacją nieznaną.  Uważa się  czasem, że stanowiła ona rodzaj tajnej partii politycznej. W dużym stopniu rozpędu jej nadało utworzenie w 1759 roku Bawarskiej Akademii Nauk, oraz zniesienie zakonu jezuitów (1773). Intelektualiści tacy jak Peter von Osterwald (1717-1778), Ferdinand Sterzinger (1721-1787) czy Adam Ickstatt (1702-1776) forsowali ideę sekularyzacji nauki, wbrew oporowi zakonników. Dlatego profesor prawa kanonicznego Adam Weishaupt (1748-1830) postanowił założyć  zakon Iluminatów. Iluminaci bazując na materializmie Helvetiusa i Holbacha promowali prawa jednostki i ideę kodyfikacji praw. Iluminaci uważali, ze już samo rozpropagowanie nauk zmieni świat a lepsze. Popierali równość wobec praw, ale odrzucali demokrację jako zbytnio przesyconą zgubnymi namiętnościami, jako chaos będący przeciwieństwem mądrości i rozsądku[4]. Wolność traktowali w ściśle politycznym, wolteriańskim sensie, jako niezależność jednostki od nacisków z zewnątrz. Walczyli z uprzedzeniami i niemiecką wadą narodową – ślepym posłuszeństwem, oraz z upolitycznionym patriotyzmem narzucanym przez książąt („monarchów pozłacających narodowe klatki”) poddanym. Republikańskie idee służyły członkom stowarzyszenia chyba jednak tylko jako narzędzie intelektualnej refleksji. Hanowerczyk Adolf von Knigge pomógł rozbudować struktury organizacji poza Bawarią, a także upolitycznił organizację zalecając działania zmierzające do przejęcia wysokich stanowisk w Bawarii, a jak się uda, to i w innych państwach niemieckich. Zakon Iluminatów uległ rozwiązaniu na skutek tarć wewnętrznych w 1785 roku. W latach 1787-1792 przez Niemcy przetoczyła się fala bezwzględnych prześladowań byłych członków stowarzyszenia. W 1790 roku bawarski rząd zakazał wszelkiej krytyki państwa i religii, a ponieważ w retoryce Iluminaci bywali pokrewni jakobinom francuskich, histeria polowania na czarownice była olbrzymia. Wówczas to konserwatywni pisarze w Niemczech tacy jak lekarz z Hanoweru Johann Georg Zimmermann i kaznodzieja z Darmstadt Johann August Starck (1741-1816) ułożyli spiskową teorię dziejów, uznając Iluminatów za spiskowców odpowiedzialnych za wszystkie możliwe rewolucyjne wystąpienia w całej Europie. Ta legenda czyniąca z dość niewielkiej liberalnej organizacji, głównego organizatora wszelkich rewolucji rozwijała się także w XIX wieku, i dawali jej czasem wiarę nawet liberałowie[5]. Faktem natomiast jest, ze co poniektórzy Iluminaci, którzy przerwali represje wrócili się ku autentycznej lewicy, jak niemieccy jakobini: Anton Dorsch czy Matthias Metternich. Pikanterii owej spiskowej teorii dodaje fakt, że wymyślił ją… jezuita Augustin Barruel (1741-1820), przyjaciel Edmunda Burke’a i jeden z najważniejszych konserwatystów przełomu XVIII i XIX wieku. Barruel uważał, że monarchię i pozycję kleru podkopał międzynarodowy potężny spisek. Ignorował fakt, iż gros oświeceniowców, było za odgórną reformą a nie za rewolucją, ich wyraźny antydemokratyzm, a także konserwatywny profil większości lóż. Tym ostatnim przypisywał dziwaczne obyczaje i praktyki, podyktowane własną fantazją[6]. Co ciekawe inny chrześcijański konserwatysta tych czasów, Joseph de Maistre, w młodości mason (co prawda masoni sabaudzcy byli bardziej towarzystwem ezoteryków, niż reformatorami czy rewolucjonistami społecznymi) który początków oświecenia i rewolucji, upatrywał już w „buncie” reformacji, nie uważał, by masoni wywołali rewolucję, uważając tą ostatnią w dużym stopniu, za naturalny efekt reformacji i rozpadu chrześcijaństwa na sekty.    Spiskowa teoria Barruela miała wielkie powodzenie w Niemczech, pomagając w doprowadzeniu do XIX-wiecznego nacjonalistyczno-konserwatywnego w tym kraju. Pismo „Eudäumonia oder Deutsches Volksglück” wychodząca w latach 1795-1798 początkowo w Lipsku, a potem też we Franckfurcie nad Odrą, Hamburger Politischer Journal” itd.)[7]. „Eudäumonia” był najwpływowszym pismem antyrewolucyjnym. Redaktorzy pisma przedstawiali oświecenie jako bzdurę, a francuskich filozofów oskarżali o spowodowanie rewolucji. Epitetem jakobina nazywali każdego, kto odnosił się z jakaś sympatią do rewolucji (epitety typu: „żądni krwi kosmopolici”, „krwiopijcy” były nagminne). Współpracownik pisma Johann August Starck (1741-1816), najpoczytniejszy pisarz polityczny w Niemczech, korzystał z teorii spisku Barruela i Robinsona. Obok naiwności dał dowód narodowego egocentryzmu, uznając, wbrew wszelkiemu rozsądkowi, iż iskra rewolucji intelektualnie zapaliła się jako pierwsza w Niemczech[8]. Najciekawsze, że illuminaci, kompletnie rozbici jeszcze w XVIII wieku przez bawarskie władze, urośli do tak wielkiego znaczenia, być może za sprawą swej działającej na wyobraźnię nazwy, a przecież była ona zwykłym nawiązaniem do barokowej metafory światła władzy królewskiej, która stała się z czasem światłem rozumu[9].

Tyle czarna legenda masonerii, sami masoni zaś i przychylni im liberałowie lubią widzieć w masonerii remedium na zacofanie w edukacji i permanentne spory religijne barokowej Europy.  Anglia wiele wycierpiała od sporów wyznaniowych, a organizacje takie jak Royal Society czy loże wolnomularskie zakładano by umożliwić twórczą wymianę myśli miedzy ludźmi różnych wyznań, którzy inaczej ulegaliby niszczącym społeczeństwo i współpracę uprzedzeniom[10]. Już w masońskiej konstytucji Jamesa Andersona z 1723 roku przeczytać możemy:

„Mason powinien, z tytułu swojej przynależności, przestrzegać Prawa Moralnego … W dawnych czasach masoni we wszystkich krajach musieli praktykować religię ich kraju czy narodu. jaka by ona nie była: obecnie, kiedy każdy ma prawo do własnych poglądów . Bardziej wskazane jest nakłanianie do przestrzegania religii, co do której wszyscy ludzie są zgodni. Polega ona na tym, aby być dobrym, szczerym, skromnym i honorowym, niezależnie od tego jak się człowiek nazywa i jakie jest jego wyznanie. Wynika stąd, że masoneria jest ośrodkiem zjednoczenia i sposobem na zawiązywanie szczerych przyjaźni między osobami, które w innych okolicznościach nie mogłyby utrzymywać bliskich stosunków między sobą…”.

Masonerię zakładali w Anglii przede wszystkim rozmaici dysydenci i uciekinierzy religijni, co nie pozostało bez wpływu na ich przyszłą ideologię – tolerancja religijna była postulatem o kluczowym znaczeniu. „Naukowe” korzenie masonerii, według interpretacji liberalnej, do dziś skutkują w tym, iż liberałowie przypisują swym wrogom raczej głupotę, niż „wybór zła”. Konserwatywny dyskurs dobra i zła od XVIII wieku nieustannie zderza się z liberalnym dyskursem głupoty i mądrości.

Są też inne warstwy tego sporu. Współczesny niemiecki filozof Michael Schmidt Salomon poświęcił jedną ze swych książek problemom naszego postrzegania dobra i zła. Opierając się na filozofii Schopenhauera i jego spostrzeżeniu, że „możemy robić co chcemy, ale nie możemy chcieć tego co chcemy”, podważa on – wbrew chrześcijańskiemu woluntaryzmowi – możliwość swobodnego wyboru między dobrem i złem, przeczy też (post)religijnej idei zła i dobra jako zawieszonych w przestrzeni i żyjących własnym życiem kategorii. Nie ma więc dobra i zła, i nie bez kozery nauka się tymi pojęciami w ogóle nie zajmuje, choć siły „ciemności” czy „zła strona mocy” pojawia się w najbardziej kasowych filmach z Hollywood, co, zdaniem Schmidta-Salomona odzwierciedla tęsknotę mas ludzkich za „zaczarowanym” światem przednaukowym. Filozof zauważa, że uznanie działań Hitlera czy Stalina za nieuchronną lub prawie nieuchronną konsekwencję ich ryzykownych wyborów politycznych z początku kariery, i okoliczności zewnętrznych, wywołuje gwałtowne reakcje nawet ludzi wykształconych, którzy domagają się statusu zła wcielonego dla obu dyktatorów. Schmidt-Salomon demaskuje głupotę  staroświeckiego postrzegania zła  na przykładzie przemówień i wywiadów czołowych przedstawicieli amerykańskiej prawicy. Przypomina on, ze filozoficzny determinizm w wersji liberalnej czy marksowskiej nie zadomowił się nigdy w USA w tym stopniu co w Europie, dlatego elity w USA, zwłaszcza republikańskie, są przekonane o słuszności mitu „kowala własnego losu” (self-made man) decydującego samodzielnie o wszystkich aspektach swego życia, co implikuje surowsze kary sądowe i małe zaufanie do opieki społecznej czy resocjalizacji. Schmidt-Salomon cytuje Condoleezę Rice,  i jej anty-naukowe spostrzeżenia, o tym, że terroryści islamscy są źli nie dlatego, ze są biedni i sfrustrowani, ale dlatego, że chcą być źli, oraz George’a Busha juniora, a ściślej jego wypowiedzi o „osi zła”, jakie stanowić miały trzy kraje: Iran, Irak Saddama Husseina i Korea Północna, mimo, iż trzeci z wymienionych nie ma absolutnie nic wspólnego z poprzednimi, które z kolej były wrogami dla siebie nawzajem, zwłaszcza, że Irak był wcześniej sojusznikiem USA. Mimo tych sprzeczności Bush najwyraźniej wierzył, że istnieje jakieś wielkie niezależnie istniejące zło, które przemawia głosami liderów tych trzech państw. To poszukiwanie zła na siłę, jest zdaniem Schmidta-Salomona reliktem epoki przednaukowej[11].

Idealny więc przepis na spiskową teorię dziejów polega na nadaniu wspólnego statusu wszystkim siłom skierowanym przeciw temu co tobie drogie. Spiskowe teorie dziejów biorą się z ignorancji połączonej z  nieumiejętnością spojrzenia na sprawę z więcej niż jednej perspektywy. Im ważniejszych dla człowieka kwestii dotyczą, tym ta tendencja do wrzucania wrogów do jednego worka jest silniejsza, a protest rozumu słabszy.

II wojna światowa  była tak wielką tragedią dla tak wielu ludzi, że mimo, iż historia sama w sobie nie ma i nie może mieć sensu, odmawiamy uznania, iż tak jest przynajmniej w tym przypadku. Hasła propagandowe obu stron używane podczas konfliktu żyją dalszym życiem i podlegają mutacjom, tak samo jak hasła rewolucji francuskiej i jej wrogów. Tak powstała tzw. „aliancka wizja historii”, którą chwilami tak mocno atakuje Norman Davies, przypominając przykłady niegodnego czy okrutnego zachowania Amerykanów i Brytyjczyków[12].

Mimo jednak tych zastrzeżeń oraz wysiłków historyków zwłaszcza pochodzących z krajów byłej osi Berlin-Rzym-Tokio, którzy czasem nawet przeinaczają fakty, byle tylko pokazać, że wojna była zjawiskiem dużo bardziej skomplikowanym niż bajka o dobrych i złych, aliancka wizja historii ma się dobrze, i czasem tylko zagraża jej bliżej niesprecyzowana spiskowa teoria dotycząca elit USA, które od niemal wieku robią ze światem, co im się żywnie podoba, nie zważając na zdanie innych narodów, a nawet upokarzając je otwarcie. Jak pisze francuski ekonomista, i entuzjasta USA , jedyna grupa na świecie większa od wrogów i krytyków polityki USA, to grupa osób, które chciałyby zamieszkać w USA[13]. Przyjrzyjmy się najciekawszej odsłonie mitu „dobrego wuja Sama”, tej w której w 1941 roku został zaatakowany przez złych Japończyków i „musiał” odpowiedzieć na agresję, by ich ukarać. Wokół roku 1941 narosło wiele mitów balansujących między aliancką wizją historii, a spiskowymi teoriami dziejów.

Polityka USA i innych państw Zachodu wobec Tokio nie grzeszyła specjalną konsekwencją, często ze względu na daleko posunięte odmienności kulturowe. W połowie XIX wieku USA, a także Wielka Brytania i Francja wymusiły otwarcie Japonii na handel z nimi, co doprowadziło z czasem do buntu mniej lub bardziej nacjonalistycznych reformatorów, którzy postanowili szybko zmodernizować kraj. W 1887 roku młody (jak wszyscy rewolucjoniści Meiji) geograf Shiga Shigetaka (1863-1927) opublikował książkę, gdzie zawarł swe rozmowy z maoryskim wodzem Wi Tako, które odbyli w 1886 roku. Wi Tako ostrzegał go przed prowadzeniem wojen z Brytyjczykami i w ogóle z Zachodem, ponieważ taka polityka doprowadziła do końca maoryskiej niezależności. Shiga również traktował to jako przestrogę przed drażnieniem Zachodu, w sytuacji, gdy samemu się jest zbyt słabym, by stawić prawdziwy opór:

„…kiedy spoglądam na jesienne niebo nad morzami południowymi, ogarnia mnie strach o kraj rodzinny. Oglądając tak dotkliwy ucisk kulturowy i rasowy w Nowej Zelandii, ja – syn nowej Japonii – mam obowiązek uświadomić naszym ziomkom , że to smao może stać się i u nas[14]…”.

 

Najpierw należało więc skopiować metody, jakie Zachodowi dały jego bezprecedensową potęgę[15]. Widać więc znów, że źródłem reform w Japonii był strach przed Zachodem, i podzieleniem losu Chin i Maorysów. Na szczęście zachodnie mocarstwa miały z tymi ostatnimi wystarczająco wiele roboty, by dać Japonii cenny czas. Z początku więc Zachód postrzegał japońskie wysiłki modernizacyjne jako próbę naśladowania Zachodu, co pochlebiało zachodnim elitom. Japonia dołączyła do mocarstw w dziele rozbiorów dokonywanych w Chinach. Z czasem jednak ambicje Japończyków połączone z ich nieprzejednanym nacjonalizmem (na Zachodzie był to również czas rozbuchanego nacjonalizmu) zaczęły budzić pewne obawy. Interesy USA i Japonii pierwszy raz okazały się sprzeczne.  We wrześniu 1901 chiński dwór zgodził się na wielkie odszkodowania dla państw walczących z powstaniem bokserów. Choć 11 państw negocjowało wspólnie, ujawniły się pewne sprzeczności, m.in.. japońscy dyplomaci zablokowali możliwość nabycia w USA bazy morskiej w Fukien, której się domagali[16]. Od 1902 roku Japonia była w sojuszu z Wielką Brytanią, sojuszu niezwykłym, bo dotyczącym państwa zachodniego i niezachodniego układających się na równych prawach[17]. Sojusz swe antyrosyjskie ostrze pokazał w wojnie rosyjsko-japońskiej z lat 1904-1905. Japończycy nie łudzili się, że Brytyjczycy napadną na Rosjan, ale wiedzieli, że potęga Royal Navy odstraszy ewentualnych sojuszników Rosji; i faktycznie Rosja pozostała sama. Okręty jakie pokonały Rosjan w bitwie morskiej pod Cuszimą, były często produkcji brytyjskiej, ale już w 1906 roku Japończycy sami zwodowali największy krążownik świata: „Satsuma”[18].  W podpisaniu pokoju z Rosją, rolę mediatora pełniły USA, które choć dość przychylne Japonii, nie pomogły jej uzyskać reparacji wojennych od Rosji, co mocno zdenerwowało polityków w Tokio[19]. W 1905 roku USA i Japonia uznały wzajem swoje pretensje do Filipin i Korei[20], lecz stopniowo Zachód zaczął bacznie przyglądać się Japonii, a życzliwiej spoglądać na Chiny, tym bardziej, ze nienawistna Europejczykom dynastia Qing miała być w 1911 roku obalona. Rozdział „romantycznego” podziwu dla Japonii, kończył się.

Do tych zmian dochodził najzwyklejszy rasizm, bardzo popularny w XIX wieku i pierwszych dekadach XX wieku, zwykle połączony z nieustającymi wywodami na temat zdolności poszczególnych ras do budowania cywilizacji. Po stronie Zachodu widać w tym okresie wyraźne poczucie wyższości wobec Japonii, po stronie Japończyków kompleks niższości mieszał się z okresowym poczuciem wyższości. Na Zachodzie  pod koniec XIX rozmaite maltuzjańskie i inne demograficzno-geopolityczne doszły do wyżyn absurdu. Mówiono wówczas o żółtym zagrożeniu (Yellow Perril), zarówno demograficznym jak i kulturowym dla Zachodu. Stąd Australijczycy i Amerykanie wprowadzali rozmaite zakazy imigracji, wymierzone nie tylko w Chińczyków, ale i w odczuwających coraz silniejszy głód ziemi Japończyków. Zakaz imigracji do USA, jest dziś wymieniany, jako jedna z przyczyn Japońskiej agresji na Mandżurię (1931) i Chiny właściwe (1937), a więc jedna z przyczyn II wojny światowej. Samo słowo: yellow perril, w wersji niemieckiej: Gelbe Gefahr, ukuto jeszcze w końcu XIX wieku, kiedy Chiny były już mocno skolonizowane przez kraje Zachodu, a jednocześnie tysiące Chińczyków i Japończyków wyruszyło na Zachód za pracą. Strach przed Azjatami był napędzany nie tylko poczuciem odmienności i rasizmem, ale także sprzecznościami religijnymi[21]. Zachód, przynajmniej od czasów Shopehauera, rozpoznawał potencjał cywilizacyjny Chin i buddyzmu. Poczucie, że rządy Zachodu mogą się kiedyś skończyć zainspirowały 1895 roku cesarza Niemiec Wilhelma II do zlecenia malarzowi historycznemu Hermannowi Knackfußowi (1848-1915) , wykonanie malunku, pt.: Völker Europas, wahrt eure heiligsten Güter („Ludy Europy, strzeżcie swych najświętszych dóbr”), na którym Budda jest wprost pokazany jako zagrożenie dla wartości chrześcijańskich.  Podobnie jest dziś z Zachodem i światem islamu. Misjonarski charakter cywilizacji zachodniej (i islamskiej) każe przypisywać cywilizacji konfucjańskiej podobne cechy. By dopełnić obrazu zagrożenia wystarczają już wtedy dane demograficzne. Od 1910 roku większość imigrantów chińskich wydalono  z terytorium dzisiejszej RPA, mimo, iż ich praca dopomogła wydźwignięciu się kraju ze zniszczeń wojen burskich. W USA Chińczycy pojawili się w 1852 roku (gorączka złota), a Japończycy po otwarciu Japonii na świat ok. 1868 roku.  W Kalifornii Chińczycy tworzyli Chinatowns (byli bardzo nielubiani przez białych, wystarczy wspomnieć lincz z października 1871 roku na 18 Chińczykach  w Chinatown dokonany przez 500-osobowy tłum białych Amerykanów, 8 osób spośród nich potem skazano na więzienie), a Japończycy żyli w rozproszeniu. Chińczykom postawiono całkowitą tamę już w 1882 roku, natomiast Japończykom stawiano coraz to większe ograniczenia wjazdowe. Nieformalna umowa USA z rządem Japonii z 1907 roku, miała z kolei na celu zmniejszenie imigracji Japończyków  do Kalifornii i na Hawaje, ale celem Theodeore Roosevelta miało być też złagodzenie segregacyjnej szkolnej i pracowniczej polityki Kalifornii.   Kongres nie przyjął umowy. Akt imigracyjny z 1917 roku wykluczał Azjatów z grona ewentualnych osiedleńców na terenie USA , tak jak wykluczał też alkoholików, epileptyków, zawodowych żebraków, homoseksualistów, poligamistów, psychicznie chorych i inne „elementy niepożądane”, co nieco ośmiesza amerykański mit o raju dla uciśnionych, tym bardziej że dokument przeszedł w kongresie przetłaczającą większością głosów. Akt z 1882 roku obowiązywał do 1943, a ten z 1917 (wzmocniony w 1924 r.) do 1952 roku[22].

W 1900 roku, Chiny już od dawna były „wrogiem” dla Zachodu, ale skąd ta zmiana postaw wobec Japonii, dotąd przecież na Zachodzie lubianej za pospieszną modernizację? Otóż można przypuszczać, ze najważniejszą zmiana jest tu pokonanie „białego” państwa. Japończycy zrobili coś czego nikt się nie spodziewał. W wojnie 1904-1905 rzucili na kolana Rosję, kraj może nie w pełni Zachodni, lecz kraj „białego człowieka”. Coś takiego zdarzyło się właściwie  po raz pierwszy od trzech stuleci. Mimo iż Wielka Brytania popierała w tym konflikcie Japonię, większość Zachodu (co ciekawe na czele z Niemcami i USA) poczuła się zagrożona. Nawet socjalista życzący carskiej Rosji jak najgorzej, Jack London, zapytany czemu życzy zwycięstwa Rosji,  miał stwierdzić: „najpierw jestem białym człowiekiem, a dopiero potem socjalistą”. To niemal bluźniercze zrzucenie białych z piedestału, Japończycy powtórzyć mieli raz jeszcze w czasie II wojny światowej. Birmańczycy i Indonezyjczycy widząc jak armia cesarska gromi białych, nabrali wiary we własną samowystarczalność, co stanowiło siłę napędową ruchów antykolonialnych ruchów narodowowyzwoleńczych  po 1945 roku. Można wątpić, czy  Yellow Perril należy do przeszłości,  w latach 80. Słowo odżyło w kontekście japońskich, koreańskich i tajwańskich sukcesów gospodarczych. Do dziś Zachód reaguje z przestrachem na każdy objaw potęgi świata konfucjańskiego.

To utyskiwanie na „żółte zagrożenie” jakoś dziwnie kontrastowało z ustępstwami wobec Japonii w pierwszej dekadzie XX wieku. Faktycznie nikt poza Brytyjczykami Japonii nie poparł w jej konflikcie z Rosją (1904-1905), lecz w świecie realnej polityki międzynarodowej, USA, i Wielka Brytania dały Japonii wolną rękę w Korei, w zamian za uznanie ich swobody działania na Filipinach i w Indiach[23]. Amerykanie cieszyli się z tego, że dzięki nabyciu Korei, Japończycy przestali zasiedlać Kalifornię[24]. Często zapominamy, że Japończycy w przeciwieństwie do ludzi Zachodu bali się cały czas, stąd ich starania by stać się poważnym narodem, którego nie można po prostu połknąć jak Filipiny. Anektując Koreę, Japończycy starali się pokazać, ze należą do świata postępu.

W 1914 roku wybuchał wojna w Europie, która odwróciła uwagę państw Zachodu od Chin, co wykorzystała Japonia, zajmując chińskie posiadłości Niemiec m.in. w Chinach (Szantung), i mimo próśb prezydenta Yuana w styczniu 1915 roku, pozostawiła swe oddziały w prowincji, potem zaś przedstawiły tzw. 21 żądań dotyczących wpływów japońskich w Chinach, na które w maju prezydent się zgodził. Przez Chiny przeszła wówczas fala antyjapońskich zamieszek. Rozczarowani wobec Japonii, chińscy republikanie swe sympatie skierowali  wtedy w stronę USA i ich prezydenta Wilsona, i jego przemowach odnośnie praw narodów do samostanowienia[25]. USA protestowały wobec działań japońśkich, ale nie było w tych protestach konsekwencji; w listopadzie 1917 uznały nawet „specjalne interesy japońskie w Chinach”[26].

Przynajmniej od interwencji w Meksyku w 1911 roku, USA starały się, ku wielkiemu zaskoczeniu innych państw, odgrywać rolę światowego żandarma, czy też arsenału demokracji. Jednak w okresie międzywojnia nikt już nie uznawał ekonomicznego przywództwa Brytyjczyków, ale też nikt nie uznawał jeszcze przywództwa USA (zresztą sami Amerykanie nie palili się do jego objęcia), co w polaczeniu z kryzysem 1929 roku, skutkowało rozpadem rynku światowego, i kolejną erę wzmożonego protekcjonizmu handlowego., w której konstrukcji Wielka Brytania, tym razem wzięła aktywny udział[27]. Japoński rozregulowany system bankowy podobny do tego z krajów anglosaskich, lecz nieposiadających zabezpieczeń typu amerykańskiej ustawy zakazującej łączenia działalności bankowej z stricte inwestycyjną (1933), ani nawet gwarancji spłacalności przez rząd (wielkie trzęsienie ziemi w Tokio 1923, kiedy wszyscy zaczęli wycofywać oszczędności z banków  ten brak doprowadził do paniki), stąd reformy bankowe 1927 roku[28]. Tuż po wielkiej wojnie nastąpił przypływ wilsonowskiego demokratyzmu i feminizmu[29], lecz po trzęsieniu ziemi w Tokio z 1923 roku, za którego wystąpienie liczni Tokijczycy obwiniali Koreańczyków, którzy niby mieli obrazić bogów swą obecnością w Japonii, albo po prostu przypisywali im rozpętanie pożarów po zakończeniu wstrząsów[30], nastąpił wzrost nastrojów nacjonalistycznych.  W 1924 roku nowe amerykańskie drastyczne ustawy antyimigracyjne (dotyczące gł. Kalifornii i anektowanych w 1897 roku przez USA Hawajów) wywołały wściekłość szerokich kręgów japońskiego społeczeństwa. Coraz częściej mówiono, o przywłaszczeniu sobie władzy w Azji przez białą rasę. Niechęć do tej rasy datowała się już od nieudanej próby wpłynięcia na dyplomatów podczas prac nad traktatem wersalskim (1919), by uznać wszem i wobec równość wszystkich ras[31]. Według Kenetha Henshalla, wielu Japończyków uznało wówczas, ze nie ma sensu starać się upodobnić do ludzi Zachodu, skoro i tak spoglądają na lud Yamato z rasistowską wyższością, to bolesne doświadczenie nie spowodowało jednak odpuszczenia Koreańczykom, których w Japonii nadal traktowano podle[32].

Ugruntowanie władzy KMT w północnych Chinach (1927-1928) wymagało od Japończyków coraz agresywniejszej gry w tym regionie.  Nacjonaliści uważali, ze Japonia zabrnęła zbyt daleko w naśladowaniu rozwiązań zachodnich. Dokonywali oni zamachów w imię hasła Azja dla Azjatów”, którą kierować miała Japonia właśnie. Rozgniewani ustępstwami wobec Londynu i Waszyngtonu w 1929 roku (układ o redukcji sił morskich podpisano w 1930 r.) , militaryści jak gen.  Giichi Tanaka postulowali  np. oddzielenie Mandżurii i Mongolii od reszty Chin[33] i zaczęli już bezwstydnie prowokować incydenty w Mandżurii i Chinach i otwarcie przekształcać Mandżurię w marionetkowe państwo. Powstanie Mandżukuo miało uspokoić Ligę Narodów, jakoby lokalna ludność dobrowolnie współpracowała z Japończykami. Komisja lorda Lyttona, która przybyła tam już po fakcie w końcu lutego 1932 roku stwierdziła liczne nadużycia za strony Japonii[34].  Pod naciskiem LN, Japonia rozpoczęła rokowania z Czangiem, ale do niczego się nie przyznała, wręcz przeciwnie, winę za wszystko zwalała na Chiny, jako, według niej naród „niezorganizowany”.  W 1933 roku wystąpili z Ligi Narodów Japończycy ruszyli do ofensywy w Chinach północnych, a w grudniu 1935 roku na konferencji w Londynie znowu zażądali pełnego parytetu flot (bez skutku, więc zerwała rozmowy). W 1936 roku Japonia podpisała pakt z Niemcami, licząc, że Hitler zajmie uwagę zachodnich mocarstw na tyle, by znowu Japonia miała drogę wolną w Azji, jak w czasie I wojny światowej. Pacyfistyczne kręgi pro-anglosaskie wciąż liczyły na ugodę z USA i UK kosztem terytoriów chińskich, ale mieli znaleźć się w coraz większym odwrocie.  W lipcu 1937 Japonia zaatakowała Chiny, bez wypowiedzenia wojny. W grudniu tego roku Japończycy zatopili statek „USA Panay”, i 3 statki należące do Standard Oil Company, za co w kwietniu 1938 roku zapłaciła USA stosowne odszkodowanie[35].

Pod koniec lat 30 XX wieku w Japonii zaczęto coraz częściej głosić konieczność osiągania rodzaju pełnej patosu  tępoty umysłowej zwanej „czystym i niezmąconym stanem umysłu”, podczas gdy pomyje wylewano na „demoralizację wywołaną zachodnim indywidualizmem i racjonalizmem”[36]. Pasjonowano się rzekomej wyjątkowej zdolności japońskiej, do zespolenia się z naturą. O tej harmonii natury – musubi – pisał m.in. nacjonalista Kawai Tatsuo w 1938 roku. Kawai uważał Japończyków za tych, którzy powinni skorygować „zdegenerowanych” Chińczyków przez kontrolę nad nimi. Quasi-średniowieczny mistycyzm  ścigał się z narodową mitomanią i zapożyczeniami z ideologii III Rzeszy (zwł. odnośnie koncepcji Lebensraumu). Wygłaszano przyprawiające dzisiejszego czytelnika o mdłości tyrady o potrzebie oczyszczenia literatury i sztuki japońskiej, o „czystym głosie rasy”[37], jej woli walki i inne nacjonalistyczne fanfaronady. Walczono z indywidualizmem w sztuce. Jednocześnie sparaliżowano zupełnie lewicę. Japońscy militaryści podobnie jak niemieccy konserwatyści pomylili obronę tradycji z wprowadzaniem bezprecedensowego totalitaryzmu. Zabawna jest ta antyeuropejskość, bo przecież nazizm też pochodził z Europy. Militaryści bez końca powtarzali, że armia i ekspansja są kluczem do świetności Japonii, i wolności Azji, której Japonia miała być wyzwolicielką. Zaczęto snuć projekty jednego wielkiego państwa dalekowschodniego obejmującego Chiny pod japońskim przewodnictwem. Zaczęto zachęcać Japończyków i Koreańczyków do zawierania ślubów, w imię jedności „żółtej rasy”[38].  Starano się indoktrynować w tym duchu koreańskich studentów uczących się w Japonii.

W marcu 1937 roku premierem został doświadczony dyplomata książę Konoe, który miał pogodzić rozmaite ugrupowania konkurujące w Tokio o władze, i oczyścić przedpole dla inwazji na Chiny. W lipcu miały miejsce pierwsze incydenty z oddziałami chińskimi, a grudniu 1937 zajęty został Nankin, gdzie dokonano rzezi mieszkańców. Wiele osób uciekało do ambasady USA, i ambasady niemieckiej, prowadzonej przez Johna Rabe (1882-1950), który udzielił schronienia aż 250 tysiącom Chińczyków[39].

W maju 1939 roku doszło do starcia japońsko-brytyjskiego w chińskim Tiencinie. Brytyjczycy byli zbyt zajęci w Europie by coś z tego wynikło, lecz wkrótce potem Amerykanie wycofali się z umów handlowych z Tokio[40]. Od początku 1940 roku  Japończycy zaczęli naciskać na Francję, by nie dostarczała więcej broni Chinom via Wietnam  we wrześniu wymusiła na niej zgodę na stacjonowanie w kolonii japońskie armii[41]. W 1941 roku Japończycy rozwinęli w Chinach wielką rasistowska kampanie przeciw posiadłościom „białej rasy” w tym kraju, sami jednocześnie zwiększając swój stan posiadania. Latem 1941 roku garstka liberałów – współpracowników Konoe próbowała jeszcze doprowadzić do zerwania z Hitlerem i porozumienia z USA[42]. W lipcu Roosevelt proponował ogłoszenie neutralności Indochin i Tajlandii, a po odmowie Tokio, rząd USA zamroził majątek japoński w Ameryce (25 lipca) i nałożył embargo handlowe, do którego przyłączyła się Wielka Brytania i Holandia[43]. W październiku tego roku rozpoczął działalność skrajnie militarystyczny rząd gen Tojo Hideki, jednak jeszcze w listopadzie USA proponowały  japońsko-amerykańsko-brytyjsko-holendersko-radziecko-tajski  układ nieagresji[44],  w grudniu bombardowano już statki US Navy. Dowództwo USA było w wielkim szoku, nie sądziło bowiem, że japoński sprzęt wojenny będzie na tyle silny, by zadać tak wielki cios[45]. Tokio niekoniecznie sądziło, że USA zostaną rozgromione, lecz raczej na to, że gdy wypędzą Brytyjczyków z Azji, i zajmą jak najwięcej terenów na Pacyfiku, zmuszą Amerykanów do kompromisowego pokoju na swoich warunkach[46]. Nie udało się, dlatego od początku 1943 roku grupa ks. Konoe doradzała jak najszybsze zakończenie wojny.

Popularna wizja wojny na Pacyfiku to wizja pacyfisty-Roosevelta i agresywnych Japończyków pokroju Tojo. Jednak według Kennetha Henshalla, USA nie były w dniu nalotu na Pearl Harbor żadną ofiarą – wręcz przeciwnie – z pełną premedytacją planowali zaatakować Japonię jako pierwsi i to z kolei nie udało się im[47]. W odpowiedzi na zajęcie Indochin (lipiec 1941 r.), USA zamroziły japońskie aktywa i wprowadziły embargo na japońskie towary, co w sytuacji, kiedy USA były dostawcą 2/3 paliwa wykorzystywanego w Japonii, było śmiertelnym zagrożeniem  dla Japońskiej gospodarki. USA nie zamierzały na tym poprzestać; Roosevelt zaaprobował nieoficjalnie plan bombardowania miast Japonii, sporządzony przez Claire’a Chennaulta, dowódcy baz lotników amerykańskich w Chinach, wspierających w walkach KMT. Plan ten bez powodzenia spróbowano realizować; a więc to USA de facto rozpoczęły wojnę z Japonią, a nie odwrotnie; Hirohito zaaprobował plan wojny z USA 1 grudnia 1941 roku, kiedy Japończycy mieli dość żądań USA, by wycofać się z Indochin i Chin, przy czym to ostatnie oznaczałoby zaprzepaszczenie dekady podbojów w tym kraju. Cesarz i większość Japończyków liczyli na zadane Amerykanom szybko znacznych strat i zmuszenie ich do kompromisu; tylko najwięksi fanatycy wierzyli, że pełne zwycięstwo nad USA jest możliwe, zapewne dlatego atak na Pearl Harbor był niedokończony, Japończycy jakby nie uwierzyli w swoje szczęście i przedwcześnie się wycofali. W Japonii krytykowano sposób przeprowadzenia ataku, ale cieszono się z wyniku nawet na dworze cesarskim, w USA zapanowała konsternacja, że pokonał ich „mały żółty brat”. Atak był na rękę Rooseveltowi, który potem przyznał sojuszniczym wodzom na konferencji w Teheranie, że gdyby to USA zaatakowały pierwsze, ciężko byłoby namówić ich   obywateli do wzięcia udziału w wojnie, co jednak nie znaczy, że Roosevelt poświęcił Hawaje dla dobra sprawy. Jak pisze Henshall, trudno tu odróżnić przyczyny od skutków[48]. Niemniej jednak USA prowokowały Japonię, która początkowo miała nadzieję na amerykańską zgodę na swoje podboje  – w końcu w 1905 USA ułożyły się z nimi w sprawie Korei. Jednak w 1940 roku znano już w USA dobrze japońskie nadużycia w Chinach.

Obraz dobrego wuja sama i osi zła – bo przecież w czasie II wojny światowej mamy do czynienia z archetypem „osi”, ma także wiele słabych punktów po drugiej stronie. Trzy państwa tworzące od 1940 roku ów sojusz były nacjonalistyczne, ale poza tym bardzo wiele je dzieliło, wskutek czego sojusz działał kiepsko. Japończycy zamierzali zmienić świat w 3 strefy wpływów; amerykańską, niemiecką i japońską, co kolidowało z amerykańską polityką „otwartych drzwi” w Chinach i z innymi przyzwyczajeniami dyplomatów z Waszyngtonu. Chociaż Oś Berlin-Rzym-Tokio (tzw. Pakt Trzech – 27 września 1940 roku) nie była bezpośrednio wymierzona w USA, a jedynie uznawał przywództwo Japonii w Azji Wschodniej, Waszyngton wybrał Chiny i KMT[49].

Kiepska współpraca wojenna z III Rzeszą, zarówno ideologiczna jak i praktyczna jest zastanawiająca. Bardzo denerwowały Japończyków tyrady Hitlera od wyższości rasy aryjskiej i przebijające się czasem klasyfikacje Japończyków jako jednego z narodów drugiej kategorii. Pakt Ribbentrop-Mołotow w sierpniu 1939 mocno podważył zaufanie do Niemiec[50]. Gdy padł Singapur, przestraszony był nie tylko Churchill, ale także – z przyczyn rasistowskich – Hitlera[51]. Z kolej pod wpływem sukcesów 1942 roku Japończycy zaczęli uważać się za lepszą rasę od białych; którym zarzucano materializm i egoizm[52], a skoro tak, to uznali, że nie trzeba białych szanować, stąd okrutne obchodzenie się z alianckimi jeńcami uwolniono ich w maju 1945 roku podczas wyzwalania Birmy, zobaczywszy w jakich byli trzymani warunkach ich koledzy, alianccy żołnierze zapałali jeszcze większa nienawiścią do „Japońców” (japs) niż dotąd. Zdaniem Kennetha Henshalla zachowanie Japończyków wynikało to nie z rasizmu w stylu europejskim (biologizującym), lecz z japońskiego upodobania do hierarchizowania[53]. Gdy w kwietniu 1942 roku Japończycy pojmali ośmiu z pilotów, którzy dokonali pierwszego nalotu na Tokio (tzw. rajd Doolittle’a) i trzech z nich stracili jako terrorystów (pozostałych pięciu użyto jako królików doświadczalnych do testów z bronią biologiczna i chemiczną), zaprotestowała nawet III Rzesza[54].

Do nielicznych przypadków współpracy należały wymiany towarów dokonywane z użyciem, wiadomo, że  np. planowana misja niemieckich U-Bootów, które miały wyruszyć z Bordeaux i zawieźć Japończykom sprzęt radarowy, a następnie powrócić do Europy z surowcami, została udaremniona przez brytyjskich komandosów w grudniu 1942 roku. Wprawdzie większość z nich pojmano (m.in. „dzięki” francuskim kolaborantom), zniszczyli oni okręty, blokując przy okazji port[55]. Innym przykładem współpracy były niemieckie przechwycone informacje (również dostarczone przez kapitana U-Boota), o tym, że sami Brytyjczycy uważają garnizon Singapuru za zdany na własne siły[56].

W kwietniu 1941 roku Ribbentrop naciskał na rząd japoński, by ten przygotowywał się do ataku na ZSRR u boku Niemiec, a Japończycy zawarli z Rosjanami pakt o neutralności, demonstrując swą niezależność od Berlina, i koncentrując się na strefie Pacyfiku[57].  Dla Japończyków walka Rosjan z Niemcami, stwarzało idealne warunki do umacniania się w Chinach. W zasadzie Oś była nie tyle sojuszem przyjaciół, lecz koalicją z rozsądku. Bardzo dziwne, że w Japonii niewielu wojskowych było zwolennikami zaatakowania ZSRR wspólnie z III Rzeszą, stąd Tokio wybrało atak na Indochiny i Filipiny. Do lutego 1942 roku Japończycy opanowali już 6 mln km kwadratowych, z 400 mln ludności. Dlatego w maju 1942 roku Brytyjczycy prewencyjnie zajęli należący do Francji (Vichy) Madagaskar, nie uprzedzając także znanego z niedyskrecji De Gaulle’a. Bano się w Londynie, że Japonia zajmie i wykorzysta wyspę do transportu torped po Oceanie Indyjskim[58].

Japońskich militarystów z nazistami połączyła głównie frustracja z powodu ograniczeń w ich możliwościach ekspansji populacyjnej (przeludnienie) i ekonomicznej[59]. Hitler uważał Japończyków za „podludzi”, i co za tym idzie uważał ich za nie wnoszących wkładu do rozwoju cywilizacji, chociaż w przeciwieństwie do Żydów nie uważał ich za niszczycieli tejże cywilizacji. Podziwiał ich zdolności wojskowe, zwłaszcza ich zwycięstwo nad Rosją w 1905 roku, ale nie chciał ich wspierać. Jeszcze w lutym 1936 roku, a więc podczas rozmów dotyczących zawarcia Paktu Antykominternowskiego proponował brytyjskiemu rozmówcy (słynna jego słabość do British Empire)  sojusz Londyn-Berlin wymierzony przeciw Japonii, a podczas japońskich zwycięstw między Pearl Harbor a Midway, przyjmował je z mieszanymi uczuciami.  Białemu  rasiście nie mogły się podobać i nie podobały japońskie hasła otwarcie nawołujące do uwolnienia Azji od białej rasy. Generałowie Wehrmachtu byli tradycyjnie bardziej prochińscy niż pro-japońscy, jeśli chodzi o azjatycką politykę, w końcu w czasie I wojny Japończycy zajęli niemieckie posiadłości na Dalekim Wschodzie. W 1938 roku Niemcy łudzili się, że uda im się pogodzić Japonię z Chinami. Najbardziej chyba pro japońskim dyplomatą niemieckim czasów wojny był  Ribbentrop, ale tylko wtórnie – wynikało to z jego zdecydowanej anty-brytyjskości[60]. Japończycy z kolej traktowali Niemcy przede wszystkim jako źródło inspiracji i wiedzy o gospodarce i wojskowości. Mimo klęski Niemiec w 1918 roku, Japończycy nadal uważali Niemcy za niedościgły wzór, ponieważ zwracali uwagę głównie na to, że Niemcy walczyli w całkowitym okrążeniu, i padłyby znacznie wcześniej gdyby nie specyficzna wojenna polityka ekonomiczna marszałka Ludendorffa[61]. Militarystyczne rządy japońskie lat 30 i 40. były skażone konfliktami między dowódcami armii i floty. Ci drudzy, nie widzieli zbyt wiele sensu w brataniu się z III Rzeszą, ponieważ uważali je za przejaw typowej polityki armii, zmierzającej do konfliktu z ZSRR[62]. Niemcy bardziej docenili koalicję z Japonią, gdy w 1940 nie udało im się pokonać Wielkiej Brytanii, zaczęli się wówczas zżymać, na japońskie próby ugrania czegoś w rozmowach z Waszyngtonem. Na początku 1941 roku japoński MSZ Matsuoka  udał się do Berlina, gdzie gratulował Niemcom takiego wodza jakim był Hitler, oraz stwierdzał, że Japonia swego wodza jeszcze nie odnalazła, ale z pewnością objawi się w godzinie próby[63]. Znamienne jednak, że po powrocie z Europy Matsuokę zdymisjonowano jako zbyt proniemieckiego (jako jeden z niewielu dyplomatów i polityków japońskich otwarcie nawoływał w czerwcu 1941 roku, by przyłączyć się do ataku na ZSRR)[64].   Niemcy, z racji tego, że nie posiadali już domen w Azji byli nieszkodliwymi „białymi ludźmi”, z punktu widzenia japońskiego militaryzmu. Wyjątkowość Niemców pod tym względem często w Tokio podkreślano. Natomiast gromiono Włochów, którzy jak na japońskie standardy, zbyt często poddawali się Brytyjczykom[65], im trudniej wyglądała sytuacja na Pacyfiku, tym częściej władze japońskie mówiły poddanym o coraz ściślejszym aliansie z Rzymem i Berlinem, choć wcale nie stawał się on ściślejszy.  Tak jak niemieccy naziści, tak japońscy nacjonaliści uważali, że reprezentują nową epokę wymagającą nowych metod, jednak znamienne dla owego koślawego sojuszu, są nazistowskie próby wstawienia się za Chińczykami i japońskie próby okiełznania nieco antysemickich ekscesów w Niemczech. Oś drugowojenna działała więc równie źle jak oś Busha juniora.

Dla autorów konserwatywno-autorytarnych takich jak choćby Erik von Kuehnelt-Leddihn, którzy mieli skrajnie krytyczne nastawienie wobec amerykańskiej demokratyczno-liberalnego misjonarstwa w świecie, spiskowa interpretacja roku 1941 jest bardzo kusząca. Kuehnelt-Leddihn, choć był wieloletnim publicystą amerykańskiego konserwatywnego „National Review” pisał wręcz, że szantaż Roosevelta wobec Japończyków (zwł. gospodarcze embargo) był główną przyczyną wojny na Pacyfiku, zaś atak Japoński był jedynie pretekstem do panoszenia się Amerykanów w Europie, tak samo jak oskarża Woodrow Wilsona o używanie górnolotnych idei, kiedy chodziło mu jedynie o zniszczenie znienawidzonych Austro-Wegier, których upadku Kuehnelt-Leddihn głęboko żałuje[66]. Atak jaki Kuehnelt-Leddihn przeprowadza na „aliancką wizję historii” w imię konserwatyzmu i prawa do bycia zacofanym, a nawet ksenofobicznym, jest znamienny. Zarówno jego wizja jak i znienawidzona przezeń „aliancka wizja historii” (nie używa tego pojęcia, pisze o uniformizującej sile lewicowej, nieposkromionym anty-elitaryzmie i wilsonizmie) są spojrzeniami emocjonalnymi. Gdyby spojrzeć na II wojnę światową bez emocji, byłaby ona niczym więcej niż wojną Ligi Narodów, wspieranej przez ZSRR, przeciw osi nacjonalistów. Uwagi Kuehnelt-Leddihna są cenne, ale zapomina on, że  aliancka wizja historii ma dość mocne ugruntowanie filozoficzne, ponieważ agresywny nacjonalizm wyklucza zgodną współpracę międzynarodową. Takie sprawy już go jednak nie interesują.

Tyle Zachód. Tymczasem w Japonii – kraju wychowywanym od 1945 roku przez Amerykanów – ataki na „aliancką wizję historii” również dają o sobie od czasu do czasu znać wywołując zaniepokojenie Zachodu. Od początku  japońskiego kryzysu ekonomicznego (tzn. od 1990 roku), nacjonalizm i zmniejszenie się ilości wycieczek na Zachód faktycznie idą w parze. Przykładowo w roku 1986 roku premier W Nakasone uznał, że Japończycy są inteligentniejsi od Amerykanów, bo ich inteligencja narodowa jest zaniżana przez czarnych i Latynosów. Zachód wymusił na nim przeprosiny za tą wypowiedź, podobnie jak dymisję ministra edukacji Fuijo Masayukiego, za bagatelizowanie zbrodni w Nankinie[67]. Ze swej strony nacjonaliści japońscy odświeżyli i nadali nowe życie tezie, jakoby USA użyła bomb A przeciw Japonii – a nie przeciw Niemcom – z powodów rasistowskich, „zapominając”, że bomby te były gotowe do użycia dopiero w lipcu 1945 roku, po kapitulacji III rzeszy. Z drugiej strony japońscy kosmopolici starali się promować przyjaźń między narodami i podróże na Zachód[68]. Henshall jednak nie mierz się zupełnie z problemem ewentualnych komplikacji jakie miałoby zrzucenie bomby A w środku Europy, a więc zostawia otwarta furtkę do dalszych japońskich spiskowych teorii dziejów. Niemożność dostatecznego wczucia się w skórę drugiego narodu to najlepsza pożywka dla takich teorii.

 

BIBLIOGRAFIA:

 

 

  • Chesterton G.K., Krótka historia Anglii, Apostolicum Warszawa 2009.
  • Clarke S., 1000 lat wkurzania Francuzów, przeł. Stanisław Kroszczyński,  Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2012.
  • Davies N, Europa. Rozprawa historyka z historią, Wydawnictwo Znak, Kraków 1996.
  • Góralski W., Stany Zjednoczone – Japonia 1945-1972 (Sojusz-Współpraca-Sprzeczności), PWN Warszawa 1976.
  • Guillain R., Japonia. Trzecie mocarstwo, przeł. Adam Galica, Książka i wiedza Warszawa 1972.
  • Hass L., Wolnomularstwo w Europie Środkowo-Wschodniej w XVIII i XIX wieku, Ossolineum Wrocław 1982.
  • Lubbe A., Dominacja i współzależność. Ekonomiczne podstawy Pax Britannica i Pax Americana, PWN Warszawa 1994.
  • Majewski J., Rynki finansowe a nadzór nad korporacją w Japonii, Wydawnictwo Trio Warszawa 2007.
  • Rodziński W., Historia Chin, Ossolineum Wrocław 1974.
  • Schmidt-Salomon M., Poza dobrem i złem, Wydawnictwo Dobra Literatura 2013.
  • Sładkowski M., Chiny i Japonia, Książka i Wiedza Warszawa 1975.
  • Sorman G., Made in USA. Spojrzenie na cywilizację amerykańską, Prószyński i S-ka Warszawa  2005.
  • Totman, C., Historia Japonii, przeł. Justyn Hunia, Wyd. UJ Kraków 2009.
  • Henshall K.G., Historia Japonii, przeł. Karolina Wiśniewska, Bellona Warszawa 2011.
  • Huntington S., Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego,  przeł. Hanna Jankowska, Muza, Warszawa 1997.
  • Krebs G. Martin B., (red.), Formierung und Fall der Achse Berlin – Tōkyō,  Iudicium-Verlag München 1994.
  • Kuehnelt-Leddin E., Ślepy tor Ideologia i polityka lewicy 1789-1984, Wydawnictwo Wektory Kąty Wrocławskie 2007.
  • Outram D., Panorama Oświecenia, przeł. Joanna Kolczyńska, Arkady Warszawa 2008.
  • Van Nuys F., Americanizing the West: Race, Immigrants, and Citizenship, 1890–1930, Lawrence: University Press of Kansas 2002.
  • Wolff–Powęska A., Niemiecka myśl polityczna wieku Oświecenia, Poznań 1988.
  • Wright J., Jezuici , misje, mity i prawda: między hagiografią a czarną legendą,   Wydawnictwo Amber Warszawa 2004.

 

 


[1] Vide: J. Wright, Jezuici , misje, mity i prawda: między hagiografią a czarną legendą, passim

[2] Chesterton na siłę próbuje uczynić Brytanię bardziej rzymską, by zbliżyć ją kulturowo do katolicyzmu i kontynentu, vide: G. K. Chesterton, Krótka historia Anglii, s. 233 i 257-269.

[3] S. Huntington, Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, s. 137.

[4] A. Wolff-Powęska, Niemiecka myśl polityczna wieku oświecenia, s. 126.

[5] Ibidem, s. 134.

[6] Ibidem, s. 292.

[7] A. Wolff-Powęska, Niemiecka myśl polityczna wieku oświecenia, s. 289.

[8] Ibidem, s. 292.

[9] Vide D. Outram, Panorama oświecenia, passim

[10] L. Hass, Wolnomularstwo w Europie Środkowo-Wszchodniej w XVIII i XIX wieku, Wrocław 1982, s. 48-53.

[11] M. Schmidt-Salomon, Poza dobrem i złem, passim

[12] Vide: N. Davies Europa, wstęp

[13] G. Sorman, Made in USA, s. 203.

[14] K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 93

[15] K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 93-94.

[16] W. Rodziński, Historia Chin, s. 576.

[17] K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 114.

[18] R. Guillain, Japonia. Trzecie mocarstwo, s. 59.

[19] K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 115.

[20] W. Góralski, Stany Zjednoczone-Japonia. s. 12.

[21] W 1898 roku w Chinach było 4600 misjonarzy, w tym 3900 protestanckich, a wszystkich chrześcijan ok. 700.000, z tego pół miliona katolików. Jednak na dalsze sukcesy się nie zanosiło, gdyż pyszałkowatość i nadużycia ze strony misjonarzy popsuła im opinię u większości Chińczyków, vide: W. Rodziński, Historia Chin, s. 560.

[22] Vide: F. Van Nuys, Americanizing the West: Race, Immigrants, and Citizenship, 1890–1930, Lawrence: University Press of Kansas 2002, s. 19, 72.

[23] C. Totman, s. 428.

[24] Ibidem, s. 429.

[25] M. Sładkowski, s. 156.

[26] W. Góralski, Stany Zjednoczone-Japonia. s. 13.

[27] A. Lubbe, Dominacja i współzależność. Ekonomiczne podstawy Pax Britannica i Pax Americana, s. 134.

[28] J. Majewski, op.cit., s. 120.

[29] C. Totman, s. 507.

[30] Niestety doprowadziło to do pogromu aż 6 tysięcy Koreańczyków, którzy zginęli z rąk samozwańczych „straży obywatelskich”, vide: K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 131.

[31] C. Totman, s. 555. Mniej interesowały Japończyków sprawy wewnątrzeuropejskie, chociaż brały udział w wielu komisjach. Zwycięskie mocarstwa postawiły w stan oskarżenia cesarza Wilhelma II za „najwyższą obrazę moralności międzynarodowej i świętej powagi traktatów”. Ustanowiono specjalny trybunał dla oskarżonego władcy, składający się z 5 sędziów z USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Japonii. Zwrócono się ponadto do rządu Holandii z prośbą o wydanie cesarza (odmówili).

[32] K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 133.

[33] USA ograniczyły się do formalnego protestu, vide: W. Góralski, Stany Zjednoczone-Japonia. s. 16.

[34] M. Sładkowski, olcit, s. 211.

[35] W. Góralski, Stany Zjednoczone-Japonia. s. 19.

[36] K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 140.

[37] C. Totman, s. 538.

[38] C. Totman, s. 492.

[39] Rabe zmarł w 1950 roku. W 1997 jego prochy zostały przeniesione z Berlina do Nankinu, gdzie złożono je na honorowym miejscu upamiętniającym masakrę.

[40] C. Totman, s. 567.

[41] W. Góralski, Stany Zjednoczone-Japonia. s. 21-22.

[42] R. Guillain, Japonia. Trzecie mocarstwo, s. 285.

[43] W. Góralski, Stany Zjednoczone-Japonia. s. 27.

[44] W. Góralski, Stany Zjednoczone-Japonia. s. 29.

[45] R. Guillain, Japonia. Trzecie mocarstwo, s. 58.

[46] W. Góralski, Stany Zjednoczone-Japonia. s. 34.

[47] K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 16.

[48] K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 148-152..

[49] C. Totman, s. 570.

[50] K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 146.

[51] K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 153.

[52] Stad uważano jeszcze przed II wojną, że biali szybko się poddadzą po niewielkich nawet niepowodzeniach, vide: Ibidem, s. 259.

[53] Ibidem, s. 155.

[54] Ibidem, s. 156.

[55] S. Clarke, 1000 lat wkurzania Francuzów, s.384.

[56] K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 150.

[57] M. Sładkowski, s. 260-261.

[58] S. Clarke, 1000 lat wkurzania Francuzów, s. 378.

[59] G. Krebs, „Von Hitlers Machtübernachme zum Pazifischen Krieg (1933-1941), w: G. Krebs, B. Martin (red.), Formierung und Fall der Achse Berlin-Tōkyō, Iudicium-Verlag München 1994. s. 11-12.

[60] Ibidem, s. 18.

[61] Ibidem, s. 13-14.

[62] Ibidem, s. 15.

[63] Ibidem, s. 22.

[64] Ibidem, s. 23.

[65] Ibidem, s. 28.

[66] E. Kuehnelt-Leddihn,

[67] W 2000 negacjoniści na czele z prof. Higashinakano Shudo próbowali zupełnie zaprzeczać, iż wydarzenie miało miejsce. W tych czasach zdarzało się głosić historykom także, że np. okupacja Japonii rozpoczęła się na prośbę Koreańczyków napisany przez nacjonalistów z Osaki, vide: K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 217. Wielkie emocje wzbudził też podręcznik historii z 1996 roku.  W 1998 roku premier Japonii Obuchi jednak przeprosił za nią koreańskiego prezydenta Kim Dae Junga. Jednym z niewielu przywódców regionu lubiącym Japończyków jest premier Malezji Mahathir Mohamad unikający ocen opartych na historii, vide: K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 279.

[68] K. G. Henshall, Historia Japonii, s. 204-205

Piotr NapierałaPiotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

Podobne wpisy

Zostaw komentarz

Paste your AdWords Remarketing code here