• poniedziałek, 27 marca 2017 r.

Wywiad z Łukaszem Mollem (Partia RAZEM)

Łukasz Moll

Łukasz Moll jest kandydatem do sejmu z listy lewicowej Partii RAZEM w okręgu gliwickim (Śląsk). Jest absolwentem Uniwersytetu Śląskiego. Ukończył studia magisterskie z dwóch kierunków: politologii (specjalność europejska) i socjologii – studiów miejskich. Obecnie pisze doktorat z filozofii na Uniwersytecie Śląskim.

Piotr Browarski: Był Pan związany z Zielonymi. Obecnie kandyduje Pan z listy Partii RAZEM. Co było przyczyną tej zmiany?

Łukasz Moll: Rzeczywiście jestem jedną z nielicznych osób w RAZEM, które wcześniej należały do innej partii politycznej. Od 2011 roku do marca 2015 roku działałem w Partii Zieloni. Zaangażowałem się w politykę z tego samego powodu, co tysiące ludzi w całej Polsce, którzy na przestrzeni ostatnich miesięcy zapisały się do RAZEM – czułem się nieprezentowany przez polityków, nie miałem na kogo głosować. W Zielonych widziałem szansę na inną politykę. Byłem jedną z tych osób, które przyczyniły się do usamodzielnienia Zielonych względem dużych, skompromitowanych partii – SLD i Twojego Ruchu. Chcieliśmy zbudować autentyczną, socjalną, równościową i ekologiczną lewicę. Dzięki kursowi na samodzielność partia rozwijała się całkiem dynamicznie, w zeszłym roku prawie udało się wystartować w całej Polsce w wyborach do europarlamentu. Grupa naszych najaktywniejszych członków – do której i ja się zaliczałem – uznała jednak, że partia jest krępowana przez swoją nazwę i akademicki język, którym chce rozmawiać ze społeczeństwem. Choć często mówiliśmy o prawach pracowniczych, mieszkaniach komunalnych czy umowie TTIP, byliśmy szufladkowani jako „ekolodzy”. A większość z nas chciała działać na rzecz sprawiedliwego społeczeństwa, którego ekologia jest jedynie elementem. Zaproponowaliśmy w łonie Zielonych zmianę formuły naszego działania. Tak, żeby pracownicy na śmieciówkach, związki zawodowe, czy młodzi, których nie stać na kredyt mieszkaniowy, wiedzieli, że to my jesteśmy ich reprezentacją. Nasza propozycja została odrzucona. Po tym rozpoczął się rozkład Partii Zieloni, masowy odpływ członków. Część byłych Zielonych założyła RAZEM, opierając się także na tych pomysłach, które Zieloni odrzucili. Ja zostałem w Zielonych parę tygodni dłużej – chciałem pomóc zarejestrować kandydaturę Ani Grodzkiej w wyborach prezydenckich i w niedalekiej przyszłości doprowadzić do koalicji Zielonych z dynamicznie rosnącym RAZEM. Niestety, nagle stało się dla mnie jasne, że w imię osobistych korzyści i personalnej niechęci do RAZEM, liderzy Zielonych posuną się do całkowitej zmiany dotychczasowego kursu, całkowitego zaprzepaszczenia naszego dorobku – do koalicji z SLD i Twoim Ruchem w zamian za „biorące miejsca” na ich listach wyborczych. Ja nie chcę mieć nic wspólnego z Millerem i Palikotem, z zawodowymi politykami, którzy stoją po stronie wielkiego biznesu. Zawsze chciałem robić politykę ze zwykłymi ludźmi i dla zwykłych ludzi. Dlatego wstąpiłem do RAZEM.

Piotr Browarski: Czym różni się RAZEM od Zjednoczonej Lewicy?

Łukasz Moll: Właściwie… wszystkim. Media stawiają sprawę tak, że są w tych wyborach dwie lewice, że lewica idzie podzielona. Ale tych różnic jest naprawdę dużo. RAZEM jest partią zwykłych ludzi, Zjednoczona Lewica jest koalicją zawodowych polityków. RAZEM to nowe twarze, ZL to zgrane twarze. RAZEM to oddolny, demokratyczny ruch powstały wokół wspólnie doświadczanych problemów i wspólnych poglądów. ZL to odgórna, wodzowska koalicja dołujących partii politycznych, która nie ma kręgosłupa programowego: znajdziemy w niej zwolenników podatku liniowego i związkowców, pacyfistów i militarystów, feministki i seksistów. RAZEM chce progresywnych podatków dochodowych, dzięki którym 90% społeczeństwa będzie płacić mniejsze podatki niż obecnie, a najbogatsze 10% złoży się na sprawne państwo bardziej niż ma to miejsce obecnie. W ZL mamy Millera i Palikota – zwolenników podatku liniowego, który jest bardzo korzystny dla najbogatszych, a niekorzystny dla pozostałych. RAZEM chce zabronić eksmisji na bruk, które wprowadził kto? Rząd SLD. RAZEM chce skończyć z prezentami podatkowymi dla najbogatszych i korporacji, które wręczał także rząd SLD (liniowy podatek dla przedsiębiorców). Dla nas podstawowy podział w polskiej polityce przebiega pomiędzy partiami elit i wielkiego biznesu, a partią zwykłych ludzi, którą jest RAZEM.

Piotr Browarski: Co jest priorytetem w pańskim programie wyborczym?

Łukasz Moll: Trzy tematy: ograniczenie śmieciowego zatrudnienia, budowa tanich mieszkań komunalnych na wynajem przez państwo, załatanie dziurawego systemu podatkowego, z którego korporacje wyprowadzają dzisiaj ogromne pieniądze.

Piotr Browarski: Kopalnie należy sprywatyzować?

Łukasz Moll: Prywatyzacja nie rozwiąże problemów polskiego górnictwa, a jedynie zepchnie je w prywatne ręce, żeby politycy mogli się wykręcić, że nic nie mogą dla protestujących górników zrobić. Znam oczywiście przykład kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach, która przeszła w prywatne ręce i zaczęła prosperować, ale proszę zwrócić uwagę, że kluczową rolę w tej restrukturyzacji spełniły związki zawodowe. Zaś nowym właścicielem jest czeskie przedsiębiorstwo, które ma doświadczenie w tej branży. Prywatyzacja może oznaczać zagrożenie dla miejsc pracy i bezpieczeństwa energetycznego kraju, bo prywatny właściciel będzie kierował się wyłącznie interesem własnym, zyskiem, a nie interesem społecznym. Polskie górnictwo przeżywa bardzo trudny okres, bo cena węgla na rynkach światowych dołuje. Nie jest to wina naszych górników. Niektórzy próbują wykorzystać sytuacją do rozbicia silnych górniczych związków zawodowych i do pogorszenia warunków zatrudnienia w branży. Uważam, że powinniśmy dążyć do maksymalnego ograniczenia importu surowców energetycznych z zagranicy. W dłuższej perspektywie będzie to możliwe, dzięki odnawialnym źródłom energii i inwestycjom w efektywność energetyczną. Do tego czasu jesteśmy skazani na węgiel i niech to będzie nasz, krajowy węgiel, który daje zatrudnienie, a nie węgiel importowany albo gaz łupkowy czy atom. W dłuższej perspektywie odchodzenie od węgla jest konieczne z przyczyn ekologicznych i z racji wyczerpywania się zasobów, ale nie możemy tego robić z dnia na dzień, bez przygotowania. I obciążać kosztami takich decyzji górników, ich rodziny i całe społeczności lokalne w regionach wydobywczych.

Piotr Browarski: Symbole religijne powinny dalej wisieć w urzędach i szkołach?

Łukasz Moll: Nie powinny wisieć w sali sejmowej, nad urną wyborczą, tablicą szkolną czy w salach urzędów publicznych. Ale nie chciałbym, żebyśmy popadli w przesadę i wprowadzili w Polsce model francuski – państwa laickiego. Nie bardzo wydaje mi się to możliwe, ponieważ ten model wyrósł w specyficznych, porewolucyjnych warunkach politycznych. Przeniesienie go do Polski byłoby sztuczne i prawdopodobnie nigdy nie zostałoby zaakceptowane przez społeczeństwo. Model ten wydaje mi się też – prawdę mówiąc – niepozbawiony istotnych wad. Motywy, jakie stały za wprowadzeniem laickości dotyczyły uwolnienia szkół spod kontroli kościoła i poddania ich publicznej kontroli. To było oczywiście słuszne. Ale współcześnie we Francji laickość dotyczy nie tylko państwa, ale i konkretnych obywateli. Uważam, że to rozwiązanie, które krzywdzi wyznawców różnych religii. Nie mam problemu z tym, że poseł, pracownik Państwowej Komisji Wyborczej, nauczycielka czy urzędnik noszą naszyjnik z krzyżykiem albo mają na biurku inny symbol religijny. Zakazanie im tego to byłaby dyskryminacja ze względu na wyznanie. Jeśli nie podoba mi się to, że osoba homoseksualna często nie może w sposób nieskrępowany ustawić na biurku portetu swojego partnera, jeżeli możemy nosić niereligijne talizmany, to osoby wierzące mają prawo do eksponowania symboli religijnych w swojej przestrzeni intymnej, także w pracy.

Piotr Browarski: Religia w szkołach powinna być finansowana z budżetu państwa?

Łukasz Moll: Religie nie powinny być nauczane w szkołach. Uczniowie wierzący powinni mieć zapewniony wygodny dostęp do zajęć prowadzonych przez kościoły i związki wyznaniowe po lekcjach, w miejscach swojego kultu. I zajęcia te powinny odbywać się na koszt kościołów i związków wyznaniowych, finansowanych przez wiernych, a nie przez budżet państwa. W zamian w szkołach widziałbym lekcje filozofii, etyki czy religioznawstwa, na których w sposób obiektywny byłyby omawiane wszystkie systemy myślowe, z których wywodzimy swój światopogląd.

Piotr Browarski: W jakim kierunku należy zreformować system emerytalny?

Łukasz Moll: RAZEM proponuje likwidację obecnego systemu składkowego i zastąpienie go emeryturą obywatelską, finansowaną bezpośrednio z budżetu państwa. W systemie składkowym ryzykujemy, że ogromne rzesze ludzi na starość nie będą miały zabezpieczenia pozwalającego godnie żyć. Po kilkunastu latach działania Otwartych Funduszy Emerytalnych zapewnienia o „emeryturach pod palmami” z OFE można włożyć między bajki. Jedynym systemem emerytalnym, który działa jest system solidarności pokoleń. Należy jedynie o niego dbać. Dbać o wysoką stopę zatrudnienia, wysokie płace, o niski udział umów cywilnoprawnych. Skoro kolejne rządy wybrały dokładnie przeciwny kierunek, nic dziwnego, że boimy się o swoje emerytury.

Piotr Browarski: Bogaci powinni płacić większe podatki?

Łukasz Moll: Żyjemy w państwie, w którym to biedni sponsorują bogatych. Kolejne rządy przyznawały najbogatszym i korporacjom coraz to nowe „prezenty podatkowe”: liniowy PIT dla przedsiębiorców, likwidacja trzeciej stawki podatkowej (40%), zniesienie podatku od spadków i darowizn czy zwolnienia podatkowe w Specjalnych Strefach Ekonomicznych. W dodatku państwo nie robi nic, by walczyć z unikaniem opodatkowania, z wyprowadzaniem zysków z Polski do rajów podatkowych. Dzięki naszym propozycjom podatkowym 90% Polek i Polaków będzie płacić mniejszy podatek dochodowy niż obecnie. 10% najbogatszych solidarnie dorzuci się do sprawnego państwa, a skutki tej podwyżki odczuje przede wszystkim 2% „obrzydliwie bogatych”, zarabiających setki tysięcy złotych miesięcznie.

Piotr Browarski: W jaki sposób chce Pan walczyć z bezrobociem?

Łukasz Moll: Polska musi wyrwać się z pozycji „montowni Europy”, która chwali się tanią, elastyczną siłą roboczą. W tym celu konieczna jest odbudowa polskiego przemysłu, który stworzy miejsca pracy i dzięki któremu polska gospodarka stanie się bardziej innowacyjna. Dziś konkurujemy tanimi płacami, kiepską ochroną pracy, niskim uzwiązkowieniem. Nie tędy droga. Zamiast tworzyć ulgi podatkowe dla zagranicznego kapitału, który stawia u nas swoje montownie i zamiast kusić ten kapitał niskimi standardami zatrudnienia, proponujemy stworzenie państwowych i samorządowych funduszy zalążkowych, które będą wspierać nowe przedsięwzięcia produkcyjne w zamian za udział w przyszłych zyskach.

Piotr Browarski: Polska powinna przyjąć uchodźców?

Łukasz Moll: Uchodźcy, ludzie uciekający przed wojną, zawsze i wszędzie powinni znaleźć gościnę. Polska zgodziła się przyjąć 7 tysięcy uchodźców i dla 38,5-milionowego, rozwiniętego państwa nie jest to żadne poważne obciążenie, ani zagrożenie. Zwróćmy także uwagę na to, że jesteśmy dzisiaj państwem o nasilonej emigracji zarobkowej i niskim przyroście naturalnym. W dłuższej perspektywie będziemy potrzebować imigrantów dla naszej gospodarki. Skoro możemy pomóc ludziom szukającym lepszych perspektyw, a w zamian podtrzymać rozwój gospodarczy i ustabilizować, np. system emerytalny, to dlaczego nie? Jeśli chodzi o kwestie kulturowe, to nie boję się różnorodności. Ona nam się przyda, wzbogaci nasze społeczeństwo. Może dzięki temu staniemy się dla siebie nawzajem bardziej tolerancyjni i otwarci. Polki i Polacy już dzisiaj różnią się między sobą i mają problemy z uszanowaniem tych różnic. Jeśli w wyniku imigracji zastąpimy religię w szkołach religioznawstwem, wprowadzimy edukację antydyskryminacyjną, czy zaczniemy opowiadać historię z wielu różnych perspektyw, a nie tylko z perspektywy polskich elit – to także w tym obszarze widzę wiele korzyści.

Piotr Browarski: Wydatki socjalne, przywileje branżowe – należy je ograniczać?

Łukasz Moll: Polska nie jest dzisiaj państwem socjalnym. Nie buduje się mieszkań, nie inwestuje się w sektor opieki nad dziećmi czy osobami starszymi, zasiłki dla bezrobotnych otrzymuje się przez kilka miesięcy i nie pozwalają one na spokojne szukanie pracy. Podatek dochodowy płacą nawet osoby żyjące poniżej minimum socjalnego (kwota wolna od podatku wynosi 3091 złotych). Co siódmy pracownik według badań to „pracujący biedny”: osoba, której płaca nie pozwala na godne życie. Razem chce państwa naprawdę opiekuńczego, które nikogo nie pozostawia za burtą. Co do „przywilejów” branżowych, to mówimy o bardzo różnych rozwiązaniach, dotyczących szeregu grup zawodowych: emerytury górnicze, Karta Nauczyciela, KRUS dla rolników, emerytury mundurowe. Nie stawiałbym ich na jednej szali. Problemem polskiej edukacji nie jest Karta Nauczyciela, ale funkcjonowanie zamożnych rolników w KRUS to faktycznie przywilej, który należałoby ukrócić. Przede wszystkim jednak populizmem jest obciążanie grup zawodowych, które objęte są specjalnymi rozwiązaniami z racji specyfiki ich zawodów, odpowiedzialnością za to, że gdzieś indziej brakuje pieniędzy. Przywileje w Polsce mają przede wszystkim milionerzy i korporacje. I to tam najpierw państwo powinno poszukać pieniędzy. Z górnikami, nauczycielami, rolnikami czy mundurowymi o wszelkich zmianach można porozmawiać po partnersku i merytorycznie, zamiast urządzać na nich medialną nagonkę.

Piotr Browarski: Czy Polska powinna budować elektrownie atomowe?

Łukasz Moll: Nie jestem przeciwnikiem elektrowni atomowych jako takich, chociaż nie bagatelizuję ryzyka, jakie wiąże się z ich awariami i na pewno wolałbym nie mieszkać w pobliżu elektrowni atomowej. Jestem jednak przeciwnikiem elektrowni atomowych tu i teraz, ponieważ mamy lepsze alternatywy. Budowa elektrowni atomowej ciągnie się dzisiaj latami, wiąże się z importem zagranicznej technologii, koszty rosną ponad pierwotne założenia, nie tworzy się w ten sposób miejsc pracy, wydaje się środki, które można by zainwestować w odnawialne źródła energii, no i jedna elektrownia atomowa zaspokaja niewiele naszych potrzeb energetycznych (maksymalnie 10%). Już widać, że rząd PO-PSL nie potrafi doprowadzić tej inwestycji do końca. Temat umiera „śmiercią naturalną”. Nie będzie atomowego, ani łupkowego eldorado. Im szybciej zaczniemy na poważnie inwestować w OZE i efektywność energetyczną, tworzyć setki tysięcy miejsc pracy w tych sektorach, tym lepiej.

Piotr Browarski: Ekolodzy to ”ekoterroryści”, którzy hamują postęp?

Łukasz Moll: Ekologia może służyć różnym celom. Sami ekolodzy to bardzo różnorodna grupa społeczna. Dzisiaj jednak rozumiemy już, że z postępem społecznym mamy do czynienia wtedy, gdy rośnie jakość naszego życia i to w dłuższej perspektywie – tak, żeby zabezpieczyć ją także dla przyszłych pokoleń. Na jakość życia składa się także czyste powietrze i woda, zdrowe jedzenie czy stabilny klimat. I takie rozumienie ekologii jest mi bliskie. Postęp nie zachodzi wtedy, gdy budujemy na potęgę szerokie drogi w miastach, przez co stoimy w korkach, dusimy się spalinami i rujnujemy domowy budżet wydatkami na paliwo. Postęp jest wtedy, gdy możemy do pracy czy szkoły dojechać tanio, szybko i wygodnie transportem zbiorowym czy rowerem. O postępie nie stanowi nowa mikrofalówka w sklepiku szkolnym, którą przyrządzą się naszym dzieciom mrożoną zapiekankę, ale świeża żywność sprowadzana od lokalnych rolników. Terrorystami są ci, którzy nie pozwalają nam żyć zdrowo, bezpiecznie i z szacunkiem dla naszego otoczenia.

Piotr BrowarskiRocznik 1984. Ateista, antyklerykał, obyczajowy liberał oraz gospodarczy umiarkowany lewicowiec. Zawsze w opozycji. Według ''prawdziwych Polaków'' stoi tam, gdzie kiedyś stało ZOMO.

Podobne wpisy

18 komentarzy

  1. ala wilk
    18 października 2015 at 18:37 - odpowiedz

    Niestety nasz klimat nie sprzyja transportowi zbiorowemu i rowerom. U nas w zimie bywa -10 albo nawet -20, to nie Amsterdam gdzie w zimie jest 0 albo =1. Ciężko jeździ rowerem w taki mróz albo czekać na przystanku na autobus.

    • Łukasz Moll
      18 października 2015 at 19:44 - odpowiedz

      W Berlinie jest podobny klimat, a „usamochodowienie” miasta jest DWUKROTNIE mniejsze niż w Warszawie. Kopenhaga jest chłodnym miastem i nie przeszkadza jej to w byciu rowerową stolicą świata.

      W Polsce jesteśmy przyspawani do samochodów, bo brakuje polityki transportowej, która wspierałaby transport publiczny i rowerowy. Komunikacja miejska jest coraz droższa, źle skoordynowana, nie nadąża za rozwojem przestrzennym miast (który też jest niekorzystny i kosztogenny: miasta się rozrastają w nieuporządkowany sposób). Nie mam złudzeń, że wszyscy przesiądą się do autobusów, tramwajów czy na rowery. Część z nas po prostu potrzebuje samochodu na co dzień. Ale nie ma uzasadnienia dla parkingów, które rozrastają się kosztem terenów zielonych, rekreacyjnych i placów miejskich. Dla poszerzania dróg w centrach miast. Uczmy się od zachodnich miast uspakajając ruch w centrum, wprowadzając strefy płatnego parkowania i centra przesiadkowe na transport zbiorowy.

  2. Lucyan
    18 października 2015 at 19:22 - odpowiedz

    Ciekawy wywiad, mądre poglądy. Ale jak juz kiedys pisałem, opodatkowanie spadkow w stosunku do najblizszych to błąd. Z tymi symbolami religijnymi w pracy to tez sie myli. Nie jest to jakis potezny problem, ale chodzi o kodeks pracy. Najpierw zasady i reguły pracodawcy, a potem w czasie wolnym niech sobie sciska kamyk zielony.
    Ogolnie OK, ale Razem, powinno wystartowac w tym roku razem z ZL. Po prostu sytuacja jest wyjątkowa. Wazny jest kazdy procent głosow. Poza tym, w przypadku gdy ZL przekroczy prog wyborczy to oni (RAZEM) sami bedą bardziej słyszalni i wtedy jak im rzeczywiscie obecna ZL nie pasi, to sie odczepią. W obliczu zagrozenia nie ma sensu sie chowac po katach. Krytykowac Palikota i Millera, tak, ale isc razem.

    • Łukasz Moll
      18 października 2015 at 19:38 - odpowiedz

      Razem nigdy nie powstałoby, gdyby miało być kolejną mikrolewicową partią, której rola polega na nudnym dla wyborców „łączeniu lewicy”. Zapisało się do nas tysiące osób właśnie dlatego, że chcemy być demokratyczną alternatywą dla elit, a nie przystawką SLD czy Twojego Ruchu. Po wyborach z ZL niewiele zostanie. Jeśli nie wejdą do Sejmu, to rozpocznie się festiwal oskarżeń. Jeśli wejdą, to ta koalicja nie przetrwa, bo nie ma żadnego trwałego spoiwa. Jedni będą chcieli tworzyć koalicję z PO, inni z PiS, jeszcze inni z nikim. My będziemy działać dalej, ponieważ wiemy, że robienie innej polityki – bez lidera, bez bogatych sponsorów, bez billboardów – to robota na lata, a nie na miesiące.

      Można by zwolnić z podatków spadków i darowizn większość społeczeństwa, ale zostawić ten podatek w przypadku wielkich fortun. Proszę zauważyć, że nawet amerykańscy miliarderzy większość majątku zapisują na cele charytatywne, a tylko część swoim bliskim. Nie chcą demoralizować swoich dzieci – chcą, żeby same musiały do czegoś dojść.

      Nie sądzę, żeby krzyżyk czy ukochana kobieta na pulpicie monitora przeszkadzały komukolwiek w pracy. Jeśli modły miałyby powodować nieuzasadnione przerwy w pracy – wówczas jest to problem i pracodawca ma prawo się na to nie zgadzać.

      • Marek
        19 października 2015 at 00:35 - odpowiedz

        Jeżeli chodzi o opodatkowanie spadków, to argument o amerykańskich miliarderach nie jest argumentem potwierdzającym o słuszności, gdyż wielu z nich postępuje po prostu różnie. Dodatkowo co w przypadku kiedy to majątek jest budowany w oparciu o tak zwaną „firmę rodzinną”, która tworzy skonsolidowany majątek? Dlaczego w tym przypadku osoby zaangażowane w pracę mają oddać już wcześniej opodatkowany zysk? W tej sytuacji prywatne firmy stoją w gorszej pozycji w stosunku do chociażby spółek akcyjnych. Zapis ten osłabiałby małe i średnie przedsiębiorstwa, które tak naprawdę są fundamentem naszej gospodarki.

  3. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    18 października 2015 at 21:06 - odpowiedz

    „…Zamiast tworzyć ulgi podatkowe dla zagranicznego kapitału, który stawia u nas swoje montownie i zamiast kusić ten kapitał niskimi standardami zatrudnienia, proponujemy stworzenie państwowych i samorządowych funduszy zalążkowych, które będą wspierać nowe przedsięwzięcia produkcyjne w zamian za udział w przyszłych zyskach…” – to niestety utopia. Inicjatywa byłaby zbiurokratyzowana ze swej natury. Państwo nie da rady być w ten sposób innowacyjne. Chyba ze chodzi o jakieś nisze typu NASA. Ale to i tak teoria bo razem dostanie może 1%

    • Marek
      19 października 2015 at 00:43 - odpowiedz

      Kontrola tak powstałych firm byłaby kosztowna i niekoniecznie skuteczna. Dodatkowo nie jestem pewny czy chciałbym być zależny od Państwa i oddawać mu dodatkowy haracz za to że mi pomogli. Według mnie psim obowiązkiem jest pomoc państwa tak by później mogli pobierać pieniądze chociażby z podatku dochodowego, a nie z jeszcze jakiś dodatkowych podatków, które to by w ostateczności utrudniałyby konkurencyjność. Wystarczy tylko zestawić dwie firmy tak samo działające, jedna ze spłaconym kredytem, a druga z dodatkowym podatkiem wynikającym z otrzymanej pomocy od państwa. Wystarczy odrobina wyobraźni by stwierdzić, że ta pierwsza lepiej będzie się rozwijać, bowiem będzie bardziej konkurencyjna ze względu na mniejsze koszty.

    • Rafał Gardian
      19 października 2015 at 02:50 - odpowiedz

      Po za tym to wchodzenie w kompetencje banków, bo to przecież nic innego jak kredyt, tylko uzależniony od ewentualnych zysków (a co jeśli ich nie będzie?).

  4. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    18 października 2015 at 21:11 - odpowiedz

    Lepszy pomysł ma Petru by pomoc państwa Szla faktycznie na biednych a nie dla wszystkich po trochu bo dzieci bo net itd. Mamy państwo socjalne tyle ze ono zajmuje się podlizywaniem wyborców a nie realną pomocą biedocie. Lewicy w to graj bo ona ŻYJE z biedy i niezadowolenia. Chyba ze uprzedza ja narodowcy czyli to drugie stado bez rozumu.

    • Rafał Gardian
      19 października 2015 at 02:42 - odpowiedz

      Generalnie tak, ale w praktyce często okazuje się, że skuteczniejsze i mniej skomplikowane a tym samym mniej kosztowne i wykorzystujące mniejszą część aparatu urzędniczego jest pomaganie wszystkim. Za przykład można wziąć kwotę wolną od podatku, która wprawdzie zwiększa dochody netto wszystkim, ale realnie im ktoś mniej zarabia, tym więcej na tym korzysta,
      Po za tym pomaganie wyłącznie biednym (przez państwo) czasem może prowadzić do absurdów, bo np. ktoś kto zarabia 1000 zł dostanie pomoc a ten co 1100 już nie, przez co de facto będzie się bardziej opłacać zarabiać 1000 zł niż 1100.

      • Łukasz Moll
        19 października 2015 at 13:10 - odpowiedz

        Razem popiera uniwersalne świadczenia, a nie selektywne, które postuluje Petru. Uniwersalne świadczenia opłacają się także klasie średniej, a i najbogatsi mogą z nich korzystać. Ogranicza to biurokrację, absurdalne przepisy (np. że ktoś przekroczył próg pomocy o kilka złotych), zmniejsza nierówności społeczne. W dodatku świadczenia selektywne stygmatyzują osoby korzystające z tych świadczeń (jako „klientów państwa”) i nie zyskują poparcia klasy średniej, która ma poczucie, że państwo zabiera jej pieniądze, żeby dać je komuś innemu.

        Już ulgi podatkowe, które Pan Piotr skrytykował, mają charakter selektywny, bo nie każdy ma co odpisać i z czego. Petru proponuje inną selektywność.

        Dlatego my nie proponujemy modelu państwa, które proponuje jałmużnę uboższym. Chcemy państwa, które dba o równość, która opłaca się wszystkim. Z głośnej książki „Duch równości” wynika, że nawet najbogatszym żyje się lepiej w społeczeństwach, gdzie panuje równość, a nie nierówności.

  5. Jacek Tabisz
    Jacek Tabisz
    19 października 2015 at 02:05 - odpowiedz

    Azazelu – bardzo się cieszę, że zrobiłeś wywiad z przedstawicielem Razem. Ja się umawiałem na wywiad filmowy, ale działacze Razem są zbyt zabiegani w moim rejonie.

  6. Jacek Tabisz
    Jacek Tabisz
    19 października 2015 at 09:36 - odpowiedz

    Łukasz Moll – bardzo pozytywnie odebrałem tak jasne i logiczne przedstawienie Pana poglądów politycznych. Mam na razie jedno pytanie, które też zadaję Zielonym. Jak pogodzić energię odnawialną z chęcią rozwoju produkcji przemysłowej w Polsce? Moim zdaniem najpewniejszym i silnym źródłem energii odnawialnej są elektrownie wodne przy tamach. Tym niemniej Polska to nie jest kraj górzysty z wielkimi rzekami, a każda tama to zbiornik niszczący lokalne ekosystemy. Znane są protesty w Chinach i Indiach przeciwko elektrowniom wodnym i wysiedlaniu miast i wiosek, w przeszłość odchodzą najbardziej malownicze krajobrazy rzek. W Polsce elektrownia wodna zniszczyła na przykład Pieniński Park Narodowy.

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      19 października 2015 at 09:41 - odpowiedz

      Wodne to najgorszy pomysł. Chiny biedzą się teraz nad tą swoją na Jangcy. Woda jest o wiele bardziej niebezpieczna niż atom ale powiedz to przeciętniemu wyborcy hehe

    • Łukasz Moll
      19 października 2015 at 13:05 - odpowiedz

      W rozwoju OZE upatruje się (Zieloni w Niemczech, Partia Pracy pod przywództwem Corbyna w Wielkiej Brytanii) szansy na reindustrializację Europy, a nie zagrożenia dezindustrializacją (która już jest daleko posunięta). Przy samej produkcji i konserwacji OZE, a także przy inwestycjach w nowe sieci energetyczne, termomodernizację budynków czy ekologiczny transport zbiorowy, powstaje przemysł i miejsca pracy. Jak dotąd wzrost gospodarczy wiązał się ze wzrostem zużycia energii. W XXI wieku wyzwaniem będzie nawet nie tyle wzrost gospodarczy wraz ze spadkiem zużycia energii, ale wręcz wzrost jakości życia bez uzależnienia od wzrostu gospodarczego. Przydomowe instalacje OZE dają szansę na uzależnienie prosumentów od konsumpcji wielu dóbr i usług, które dzisiaj musimy kupować z zewnątrz, a w przyszłości będziemy w stanie częściowo wykonać sami przy mniejszym zużyciu energii. Zanim jednak osiągniemy ten poziom rozwoju, sama baza przemysłowa konieczna do przygotowania niezbędnej infrastruktury, będzie stanowić potężny bodziec inwestycyjny, innowacyjny i tworzący nowe miejsca pracy.

      • Jacek Tabisz
        Jacek Tabisz
        19 października 2015 at 14:31 - odpowiedz

        To interesująca opinia. Moim zdaniem jednak wzrost jakości życia bez wzrostu gospodarczego to nie jest główny problem. Głównym problemem jest rynek pracy – jak dostosować wzrost gospodarczy do społeczeństw z zerowym przyrostem naturalnym i do tego, że tylko innowacyjne sektory gospodarki będą potrzebować pracowników, których nie da się zastąpić maszynami z dobrym oprogramowaniem. Przykładowo – zbliżamy się do momentu, kiedy zawód kierowcy i sprzedawcy przestanie być potrzebny, myślę, że ten moment już teraz by nastąpił, gdyby nie to, że badania nad technologiami mogącymi ograniczyć ilość dostępnych miejsc pracy nie są raczej wspierane przez rządy.

        Natomiast jeśli chodzi o energię, to duża fabryka może mieć problem z funkcjonowaniem tylko na energii słonecznej czy wiatrowej. O to pytałem.

  7. Rafał Gardian
    19 października 2015 at 19:54 - odpowiedz

    Abstrahując od tego, czy RAZEM ma rację w swoich postulatach, czy nie, to w praktyce głos na RAZEM to głos na PiS. Jak ktoś jest lewicowcem (ja akurat nie jestem, choć w niektórych kwestiach bym się zgodził) to lepiej niech głosuje na ZL. RAZEM nie ma żadnych szans na wejście do parlamentu.

    • Lucyan
      21 października 2015 at 08:49 - odpowiedz

      Wczoraj sie ten Zandberg ładnie zaprezentował. Byl swiezym powiewem w tym teatrze kukiełek. Mam dosyc tego pajacowania przez Kukiza i Kurwina. Moze jednak sie uda RAZEM przekroczyc prog wyborczy.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *