Hejt mi nie przeszkadza. No może trochę… Bardziej niepokoi mnie grupa osób tolerancyjnych na zasadzie budowania swojego poczucia wyższości nad innymi ludźmi, a nie z uwagi na chęć wzięcia udziału w debacie, jak sprawić, aby zamachy muzułmanów w Europie więcej się nie zdarzyły… Więcej mówię na filmie.

 

 

W ogóle rozmowy z obrońcami „ducha tolerancji wobec islamu w Europie” bywają bardzo ciężkie. Mam wrażenie, że rozmawiam z osobami, które są na mnie o coś wściekłe. W ostateczności żąda się ode mnie podania dowodów na radykalizację muzułmanów europejskich, tak jakby dzielnica muzułmańska w Brukseli stanowiąca wylęgarnię terrorystycznych ludobójców nie była jakimś dowodem na radykalizację nastrojów wyznawców Koranu, jak i same zamachy…

Oczywiście badań orzekających radykalizację europejskich muzułmanów i ich niechęć do integracji jest całkiem sporo. Najbardziej znane są te duńskie i paryskie. Gniewny wojownik tolerancji oczywiście przeważnie nie wymaga od siebie przytoczenia badań dotyczących braku radykalizacji. A szkoda…

pew

 

Poparcie dla samobójczych zamachów bombowych wyrażane przez muzułmanów żyjących w Europie. Źródło: Pew Research Center, USA

 

Debata na temat obecnej sytuacji Europy wobec europejskiego islamu jest silnie zideologizowana. Hejt występuje po obu stronach sporu, z tym, że osoby dogmatycznie tolerancyjne w ogóle tego hejtu w sobie nie widzą. Nie pytają się one też o podstawy dla swojej tolerancji. Czy jest nią rzeczywisty humanizm, czy bazujące na pozornie szlachetnych hasłach budowanie poczucia wyższości?

Do tej pory wiele europejskich państw szło drogą dogmatycznej i automatycznej tolerancji wobec islamu. O niepowodzeniach Belgii w tym zakresie można przeczytać w tym artykule. Szczególnie wstrząsający fragment dotyczący dogmatycznej i fanatycznej wręcz tolerancji wstrząsa mnie, ilekroć go czytam:

Przykład – broszury, które mieli otrzymać imigranci z Maroka planujący przyjazd do Flandrii. Mieli się dowiedzieć, m.in., że kobiety i mężczyźni są w Belgii traktowani równo, że po 22-ej obowiązuje cisza nocna, że zabronione jest używanie siły wobec partnera i dziecka. Ale natychmiast podniósł się protest środowisk imigranckich. Że niedopuszczalne są takie próby cywilizowania ludzi.

A w tym samym mniej więcej czasie jak doniosły polskie media, między innymi NaTemat, tu mam cytat z PCh24.pl:

Sześciu belgijskich senatorów wniosło projekt ustawy, która przewiduje kary więzienia i wysokie grzywny dla krytyków islamu. Projekt zakłada surowe kary dla osób, które m. in. „uważają islam za religię przemocy, wspierającą terroryzm” lub np. „uważają islam za ideologię polityczną, wykorzystywaną do realizacji celów politycznych i wojskowych”.

Nie można byłoby także twierdzić, że islam jest religią przemocy i wspiera terroryzm, a także aktywnie zaangażowany jest w tzw. „zderzenie cywilizacji”. Ponadto nie można byłoby mówić, że islam jest ideologią, wykorzystywaną do celów politycznych i wojskowych itd. Ta definicja „islamofobii”, która oparta została na raporcie opublikowanym w 1997 r. przez londyński Runnymede Trust, skutecznie zakazuje jakiejkolwiek krytycznej dyskusji nt. islamu pod pozorem zwalczania rasizmu.

 

W wywiadzie dla dziennika „Le Soir” senator Richard Miller z Walonii twierdzi, że projekt nie ma na celu zakazanie krytyki, ale miałby służyć „do zwalczania tych, którzy często używają różnych argumentów antyislamskich i w ten sposób przyczyniają się do tworzenia niepokoju wśród ludności muzułmańskiej”. W Walonii – w francuskojęzycznym regionie Belgii – niedawno zniesiono w kalendarzu szkolnym cztery główne święta chrześcijańskie i zastąpiono je świeckimi przerwami w nauce.

 

Ideolodzy tolerancji mają chyba wrażenie, że Europa jest jakimś bogiem, jakimś demiurgiem. Że jesteśmy zobowiązani do bezgranicznej dobroci, cierpliwości i że nic nie może spowodować upadku naszej cywilizacji. Fanatykom programowej otwartości zdaje się, że Europa jest workiem bez dna, zarówno pod kątem pieniędzy, jak i cierpliwości ludzi, którym wielu muzułmanów narzuca swój rasizm i nietolerancję.

223443_3864375226835_1198655005_n

Czy hinduiści, których cywilizację islam niemal unicestwił, mają prawo mówić o islamskim kolonializmie? Czy ktokolwiek w świecie islamu czuje się za to winny, tak jak wielu Europejczyków nadal wini się za kolonializm? Żródło: zdjęcie autora

 

Jednocześnie ciągle buduje się w Europejczykach poczucie winy za kolonializm. Tymczasem islam też kolonizował i kolonizuje innych. Czy ktoś chciałby na serio wesprzeć Indie w domaganiu się pokajania się od Pakistanu, Iranu, Afganistanu i Turcji? Czy kogoś martwi brutalna i siłowa islamizacja Afryki, związana mocno ze zwykłym, militarno – politycznym podbojem?

W szaleństwie dogmatycznej tolerancji ponad stan przebija się też ogromne poczucie wyższości, na które Europy już być może nie stać. Nie jesteśmy nadludźmi, którzy mogą rozdawać na lewo i prawo swoje miejsce do życia, swoje zasoby, życie swoich obywateli. Taka nadmierna szlachetność jest ideologią wyrażaną najczęściej przez elity widzące te wszystkie zjawiska czysto teoretycznie. W kontakcie z rzeczywistością włącza się w ludziach zwykły pragmatyzm. Nadmierny idealizm może zaowocować w przyszłości nienawiścią – zarówno do elit, jak i do nazbyt hojnie traktowanych przybyszów. Tylko racjonalna chęć rozwiązywania problemów nie rodzi takich napięć i problemów. Obecnie tej racjonalności jest w europejskiej debacie o islamie bardzo niewiele…