• wtorek, 23 maja 2017 r.

Eutanazja jako wybór. Pejzaż moralny. Zbigniew Szczęsny, Prof Hartman, ks dr hab Kobyliński i Zawiła Niedźwiecki

 

Ksiądz i ultraliberalny, szokujący wielu, filozof. Tematem jest śmierć na życzenie – eutanazja. Czy to słuszne tabu, czy też należy je przekroczyć w trosce o wolność decyzji. Czy eutanazja powinna być stosowana również wobec życzących sobie tego dzieci, osób z depresją, a nawet osób zdrowych i w pełni sił, ale znudzonych życiem i nie chcących samodzielnie popełnić samobójstwa? Debata pochodzi z Dni Ateizmu 2017.

Podobne materiały

2 komentarze

  1. Elasp
    9 maja 2017 at 21:41 - odpowiedz

      Odróżnijmy – 1) nie zmuszanie kogoś do podlegania terapii lub danemu zabiegowi medycznemu, akceptację kategorycznej odmowy tej osoby dalszego prowadzenia leczenia (zabiegu) w jej przypadku; byłaby to eutanazja bierna (polegająca na "zaniechaniu uporczywej terapii"), 2) podanie środków kończących życie danej osoby – na jej wyrażne i stanowcze życzenie. Byłaby to eutanazja czynna. 

    .

    Obydwa te rodzaje eutanazji prowadzą do tego samego rezultatu, a więc do śmierci danej osoby, przy czym w przypadku 1) śmierć następuje na ogół póżniej aniżeli w sytuacji 2) i zwykle towarzyszy jej (także z tego powodu) mniejsza ilość cierpień lub nawet cierpienie to nie wystepuje wcale. W przypadku 1) jesteśmy sprawcami cierpienia danej osoby, ale za to nie jej śmierci, w przypadku 2) sprawy mają się na odwrót. Trzeba więc rozstrzygnąć, czy cierpienie jest gorsze od śmierci, czy też śmierć od cierpienia i odpowiednio wybrać 1) albo 2) – tylko że kto ma o tym decydować? Ażeby porównać kompetentnie dwie rzeczy powinniśmy doświadczyć ich obydwu. Nie jest to jednak możliwe w omawianym przypadku, albowiem nikt z nas nie doświadczył (także więc osoba, która żąda aktywnej eutanazji dla siebie) własnej śmierci; wiemy tylko tyle że polega ona na między innymi na nieodwracalnym braku wszelkiej świadomości i wszelkiego odczuwania, niejako na powrocie do stanu, w którym znajdowaliśmy się (jeżeli jest to w ogóle właściwe formułowanie) przed naszym własnym świadomym istnieniem. Czy aby uzyskać u kogoś stan braku świadomości i braku odczuwania trzeba koniecznie doporowadzić tę osobę do śmierci?

    .

    Wydaje się, że nie i że można pomyśleć o rozwiązaniu polegającym na tym, że 3) na kategoryczne żądanie danej osoby wprowadzamy ją w stan permanentnej śpiączki farmakologicznej, odbierającej tej osobie zdolność do świadomego odczuwania i przeżywania czegokolwiek, nam pozwajajacego atoli kontunować terapię względem tej osoby. Z punktu widzenia owej osoby stan ten niczym nie będzie się różnić od stanu opisanego w punkcie 2), dla nas natomiast, jako dla sprawców, będzie mieć wszelkie znamiona rozwiązania 1).            

     

    • Elasp
      11 maja 2017 at 21:45 - odpowiedz

       

      Poniższe zdanie zawiera lapsus – myślę, że nie przeszadza on w zrozumieniu całości.

      "w przypadku 1) śmierć następuje na ogół póżniej aniżeli w sytuacji 2) i zwykle towarzyszy jej (także z tego powodu) mniejsza ilość cierpień lub nawet cierpienie to nie wystepuje wcale."

      ."Wszelkie znamiona rozwiązania 1)" – może raczej: "wiele znamion".

      .

      Proponowane rozwiazanie miałoby, jak sądzę, i ten walor, że uchylałoby podejrzenie, że na eutanazji zależy szpitalowi, upezpieczycielowi lub rodzinie osoby, której miałby dotyczyć ten zabieg. Jeżeli intencje tych trojga są czyste, chętnie zgodzą się na wprowadzenie tej osoby w stan opisany w punkcie 3), a nie 2).  

       

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *