• środa, 26 lipca 2017 r.

Dwie piąte kolumny

Uwaga, tytuł nie jest ułamkiem i nie mam zamiaru ucinać elementu żadnego architektonicznego w dwóch piątych długości. Tytuł też jest właściwie bez sensu, bo nie może być dwóch piątych kolumn – wtedy ta druga musiałaby być szóstą kolumną. No ale każda z tych piątych, o których będzie tu mowa chciałaby być szóstą, by uciec od oskarżenia bycia piątą, więc kolejna kłótnia gotowa.

A jako że tych kłótni trochę za dużo, spróbujmy w tonie pojednawczym.

Mamy więc dwie strony oskarżające się wzajemnie o piątokolumnizm. Jedni boją się zdominowania cywilizacji zachodniej przez islam, drudzy boją się, że promowanie narracji zderzenia cywilizacji prowadzi do wykluczenia i radykalizacji mniejszości muzułmańskiej w Europie oraz jest zgodne z celami terrorystów. Nie chcę przy tym udawać obiektywizmu – wiadomo, że zdecydowanie sadowie się w tej drugiej grupie. Chciałem jednak zwrócić uwagę na podobieństwa między tymi niby skrajnościami.

Obydwie strony obawiają się o przyszłość Europy i zachodniej cywilizacji, wszyscy czujemy, że jesteśmy świadkami ideowego przewartościowania i przemian polityczno-społecznych, których nie do końca "ze środka" nie potrafimy pojąć. Żadna ze stron nie jest tak naprawdę entuzjastą imigracji. Tak naprawdę nikt nie jest entuzjastą imigracji, łącznie z samymi imigrującymi. Nie ma nic entuzjastycznego ani w przyjmowaniu imigrantów, ani w wycieczce podtapiającym się pontonem po morzu śródziemnym z gwarancją przeżycia w okolicach na dwoje babka wróżyła. To raczej spotkanie smutnego obowiązku moralnego z przykrą potrzebą życiową.

Obie strony nie chcą też tak naprawdę całkowitej implozji Europy w nacjonalistyczne skorupki. Wszyscy wiemy, że to będzie krok wstecz. Dla Polski dwa kroki wstecz i duża geopolityczna porażka. Jedna strona ubolewa, że tylko skrajna prawica solidaryzuje się z ich obawami, a druga ubolewa że przez nasz nowy ulubionych strach nacjonaliści dojdą do władzy.

Obu stronom nie podoba się, co wyrabia się w niektórych krajach muzułmańskich i głośno o tym mówią. Weźmy taką wypowiedź:

Arabia Saudyjska to centrum radykalnego islamskiego ekstremizmu. […] rozpowszechnianie się ekstremistycznej doktryny wahhabizmu pośród sunnitów to jednak z największych katastrof współczesnego świata. To nie tylko źródło finansowania radykalnego ekstremizmu i jihadyzmu, ale również doktryny, meczetów, imamów, szkół, w których studiuje się tylko koran i cały ten proces postępuje. Sama Arabia Saudyjska jest chyba najbardziej groteskowym z punktu widzenia praw człowieka krajem świata […] Arabia to jedyny kraj, w którym ucina się głowy na porządku dziennym.

Kto to powiedział? Sam Harris? Hitchens? Geert Wilders? Okazuje się, że Noam Chomsky, sztandarowy ponoć apologeta islamu.

Wydaje się więc, że tego wspólnego gruntu jest więcej niż mogło by się wydawać. Poza tym stoimy fizycznie na tym wspólnym gruncie, czasem nawet pójdziemy razem na piwo do wspólnego baru, gdzie bezpośredni kontakt (czyli naturalny i jeszcze niedawno jedyny możliwy) sprawia że bardziej rozmawiamy o tym co nas łączy niż różni.

Jest też pewna szczególna cecha kwestii, które nas różnią. Wbrew pozorom nie wydają one się być ściśle przypisane do jakiegoś utwalonego światopoglądu, filozofii, czy religijności. Oczywiście w praktyce są, ale próbuje uzasadnić, że nie powinny. Cała sprawa sprowadza się bowiem w dużej mierze do odpowiedzi na takie pytania: czy Europie rzeczywiście grozi zalew i przejęcie władzy przez muzułmanów? Czy imigracja, terroryzm i problemy z integracją muzułmanów to kluczowe i najważniesze problemy jakie zagraża dziś Europie i zachodowi? Czy religia, czy może polityka są głównym i pierwotnym źródłem radykalizacji w świecie islamu? Odpowiedź na te pytania jest raczej techniczna i powinna wynikać z analizy socjologicznej, demograficznej i politologicznej, a nie automatycznie z jakieś politycznej ideologii. Nie pytamy się przecie o podatki, ani o redystrybuję, ani o to czy płacić za szkoły. Więc może w gronie racjonalistów ten supeł jest jednak do rozwiązania?

Podobne materiały

12 komentarzy

  1. Tamara
    Tamara
    10 lutego 2017 at 20:02 - odpowiedz

    czy Europie rzeczywiście grozi zalew i przejęcie władzy przez muzułmanów? (Jarek Dobrzański)

    Tego nie wiadomo. Chciałam jednak na coś zwrócić uwagę. Często wśród osób podchodzących z paralizującym wręcz strachem do ludności muzułmańskiej spotyka się argument z dzietności.

    Mniej więcej chodzi o to, że takie pary rozmnażają się liczniej, aniżeli nazwę ogólnie – europejskie, zatem w jakiejś bliżej nieodgadnionej przyszłości zmieni się sytuacja demograficzna w Europie na ich korzyść.

    Poniżej przytaczam statystyki za rok 2014 i 2015 w Niemczech. Tabela przedstawia populację obcokrajowców w tym kraju. Największą grupę, tuż przed Polakami, stanowią Turcy. Co samą mnie zdziwiło, przynajmniej z porównania tych dwóch lat wynika, iż populacja turecka, jako jedyna zanotowała spadek o ponad 20 tys.

    https://de.statista.com/statistik/daten/studie/1221/umfrage/anzahl-der-auslaender-in-deutschland-nach-herkunftsland/

     

     

    • Katarzyna
      10 lutego 2017 at 20:46 - odpowiedz

      Niestety nie mówię po niemiecku, więc nie rozumiem tej strony. Czy bierze ona pod uwagę osoby pochodzenia tureckiego, ale z obywatelstwem niemieckim? 

    • Zorro
      10 lutego 2017 at 21:36 - odpowiedz

      Vollzugriff auf alle Statistiken 69 € pro Monat.

    • Jarek Dobrzanski
      11 lutego 2017 at 21:07 - odpowiedz

      Ten argument z dzietności ma pewne podstawy, bo wg badań Pew Research próbkujących całą Europę przeciętna dzietność wśród europejskich muzułmanów jest wyższa od europejskich niemuzułmanów. Problem w tym, że takie wyniki są sensacjonalizowane przez prasę i to nie tylko tą mocno prawicową która wpada w ton alarmistyczno apokaliptyczny, ale przez umiarkowaną, która nie może się oprzeć metaforom typu 'bomba zegarowa'. To dziś generalnie największy grzech prasy wszystkich opcji, że robią absolutną sieczkę z danych statystycznych, wyrywając dane z kontekstu, pokazując tylko jeden wymiar, szukając sensacyjnych ale i mylących zestawień (w rodzaju mohammed najczęściej wybieranym imieniem w UK). Naturalnym instynktem analitycznym powinno byc szukanie dodatkowych danych, danych kontekstowych, porównawczych itp i próba zbudowania sobie jakiegoś big picture, a dziennikarstwo uczy nas i pokazuje że nie – że jeden wykres wszystko wyjaśnia. A jako że danych produkuje się coraz więcej, pole do dezinformacji przy takim podejściu do informowania stale się powiększa. Warto zauważyć że dzietność 2.0 u muzułmanów w europie kontra okolo 1.5 u niemuzulmanow oznacza przede wszystkim, że to oni mają normalną dzietność która utrzymuje populację na tym samym poziomie a reszta zbyt małą, że z każdym pokoleniem dzietność maleje i zmierza do średniej krajowej, że dzietność w krajach muzułmańskich dziś też już jest niższa i cały czas spada, w Iranie już dawno jest poniżej 2. Są też przecież duże badania populacyjne Pew które po uwzględnieniu imigracji przewidują ok 10% muzułmanów w Europie w 2050 roku z coraz bardziej malejącymi przyrostami, więc realne dane wyglądają mało sensacyjnie. Trzeba też uwzględniać procesy które zachodzą dziś i przewidywać że Europa stanie się mniej atrakcyjnym i przyjaznym miejscem dla muzułmanów, a granice będą coraz bardziej doszczelniane. Europa ma inne problemy.

      • Zorro
        12 lutego 2017 at 10:38 - odpowiedz

        To dziś generalnie największy grzech prasy wszystkich opcji, że robią absolutną sieczkę z danych statystycznych,

        Bo statystyka to dość trudna gałąź matematyki i trzeba ją dobrze znać i rozumieć, żeby umieć z niej prawidłowo skorzystać. Niestety, wielu dziennikarzy ma problemy z elementarną matematyką, więc narzędzami statystycznymi posługują się w sposób przypadkowy i uzyskują nic nieznaczące wyniki. Potem dorabia się do tego jakiś bełkot, tzn. komentarz i wierszówka leci : – )

  2. marek
    10 lutego 2017 at 21:34 - odpowiedz

    Z raportu przygotowanego przez Brytyjską Radę Muzułmanów (Muslim Council of Britain) wynika że liczba muzułmanów w Wielkiej Brytanii niemal podwoiła się między 2001 a 2011 rokiem. Obecnie muzułmanie stanowią około 5% ludności UK, w grupie wiekowej od 5 do 15 lat ponad 8 proc. a w grupie do 4 lat ponad 9% ludności. W 2001 roku muzułmanie stanowili 3% ludności Wielkiej Brytanii. Poza wyższą dzietnością, istotny wpływ na wzrost liczby muzułmanów w Europie ma imigracja i duża liczba konwersji.

    http://wbi.onet.pl/liczba-muzulmanow-w-wielkiej-brytanii-niemal-podwoila-sie-w-ciagu-dekady/x3f63

  3. marek
    10 lutego 2017 at 21:41 - odpowiedz

    We Włoszech liczba muzułmanów wzrosła z 2 tys. w 1970 roku do 2 mln w 2015 roku http://www.express.co.uk/news/world/727148/Migrant-crisis-Muslims-Italy-population-2-000-2-MILLION

    • ala wilk
      11 lutego 2017 at 03:22 - odpowiedz

      I dlatego PKB Włoch wzrósł w latach 1970-2015 o 100%. 

      • Zorro
        11 lutego 2017 at 16:06 - odpowiedz

        post hoc ergo propter hoc

  4. marek
    10 lutego 2017 at 23:06 - odpowiedz

    Temat wykorzystania demografii do przejęcia kontroli nad terytorium poruszyli Arafat i Kadafi. Jasir Arafat powiedział, że jego najlepszą bronią przeciwko Izraelowi są łona arabskich kobiet a Muammar al-Kaddafi twierdził, że muzułmanie przekształcą Europę w muzułmański kontynent w ciągu kilku dziesięcioleci. Bez mieczy, bez karabinów, bez podbojów.

  5. darekpiotrek
    11 lutego 2017 at 18:00 - odpowiedz

    Oczywiście że mogą być dwie piąte kolumny,  :–)) to proste jak gimnastyka z pierwiastkami – kiedy jedno równanie może mieć dwa różne rozwiązania przykład: jeden do potęgi jedna-druga. A tak poważniej, to teraz r.tv czeka fala wsteczna – radykałowie odbili się od ściany absurdu i w związku z tym w centrum będzie można obserwować ciekawe zjawiska różnych wirów i prądów wznoszących ..i teraz będzie można sobie poczytać jakie to stateczne i umysłowo zrównoważone chłopięta som, a że tamci inni to kolumny…

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *