• niedziela, 20 maja 2018 r.

Hospicjum. Ostatni akord (oczami wierzącego)

 

Wydawać by się mogło, że nic ze strony księdza niezwykłego mnie nie spotka, ale się myliłem. To były ostatnie 2 dni pobytu w hospicjum onkologicznym w charakterze wolontariusza, gdy po powrocie z obiadu (jadaliśmy razem z obsługą- pracownikami przybytku posiłki, w zależności od zmian) zauważyłem radosnych ludzi kręcących się po korytarzu przylegającym do pokoi chorych.

– Co się stało- zapytałem się przechodzącej pielęgniarki?

 – Jedną starszą panią wypisują od nas- odpowiedziała uśmiechając się.

– Jak wypisują? – Musiałem mieć nietęgą minę, bo aż prychnęła rozbawiona.

– No, bracie- cud się stał jak wy to nazywacie- rak jej się cofnął na tyle, że może wracać do domu i będzie miała leki przepisane, ale już przez „normalnych” lekarzy.

I odeszła śpiesznym krokiem…

Zdawałem sobie sprawę, sam mając kogoś chorego na raka w rodzinie, czego jestem świadkiem- jakiego typu zdarzenia. Nie obligowałem tego w ramach cudu, bo zdążyłem dawno jeszcze przed przyjściem do zakonu mieć wiedzę taką, że nie widziałem wzorem pielgrzymujących do cudownych miejsc wszędzie tzw. Bożych cudów.

Jakoś dziwnie zadowolony szedłem do pokoju pielęgniarek wiedząc że na pewno spotkam tam księdza, a nie przy łóżku nagle ozdrowiałej i nie pomyliłem się. Tradycyjnie zabiegał o rozmowę z pielęgniarkami, a one tradycyjnie z wrodzonej chyba kultury tolerowały jego obecność w tzw. „Dyżurce”, gdzie podejrzewałem- chciały na chwilę ochłonąć w czasie swoich przerw od klimatu umierających.

– Ooooo- zobaczył mnie- w tym –oooo- było tyle ciekawej intonacji, że w normalnych warunkach dosłałby z „liścia”, ale musiałem pamiętać, że on jest księdzem a ja bratem zakonnym po pierwszych ślubach.

– Co tam …ojcze- sarkazm pamiętam do dziś, jest jak jad który sączył się wtedy i zostawił ślad w pamięci.

– Nic proszę księdza- odpowiedziałem grzecznie- wypisują panią YZ- fajnie się stało, mały cud się stał- dokończyłem specjalnie obojętnym tonem.

–Oj tam, zaraz cud- machnął lekceważąco ręką- zdarza się, przypadek- wy wszędzie widzicie niezwykłości- zakończył ironicznie i odwrócił się do mnie plecami.

Pielęgniarki miały dziwne miny, gdy wychodziłem z dyżurki idąc w kierunku pomieszczeń chorych.

Nie wiem jaki los spotkał nagle ozdrowiałą kobietę życzyłem, jej wszystkiego najlepszego, nie śledziłem specjalnie kariery księdza, choć wtedy jego imię i nazwisko było mi znane i dowiadywałem się, co piewca normalności w posłudze kapłańskiej porabia, podejrzewam, że spokojnie sobie gdzieś zbiera tacę 😉 W każdym bądź razie dla mnie hospicjum, a z tego co wiem i dla moich współbraci było swoistym sprawdzianem naszego człowieczeństwa i naszej wiary. Jestem wdzięcznym wtedy tamtym moim przełożonym za te doświadczenie, bo dzięki temu pozbyłem się wszelakich złudzeń związanych z wieloma sprawami. Podejrzewam, że po to było uczynione i bardzo dobrze się stało.

 

 

———

Podsumowanie.

Jak najbardziej z człowieka zrobić uległą, nieczułą na sprawy innych, ludzką plastelinę? Dać mu możliwość bycia pośrednikiem z tzw. Stwórcą. A jeszcze jeżeli uwierzy w to, że talent ten- zdolność- należy wyłącznie do niego, od niego i tylko on może zrobić z nim co chce. To wynik jest udany…

Mamy do czynienia z mocnymi w obowiązku wykonawcami posługi kościelnej którzy są niczym urzędnicy- żołnierze skierowani do batalii o dusze i portfele ludzkie. Dlatego ten ksiądz dla mnie stał się wtedy synonimem tego, co może mnie spotkać, jak zapomnę po co przyszedłem w te miejsce.

Dalszej kontynuacji nie będzie, wystarczy tego wspominania z Hospicjum. Ciekawe rzeczy działy się potem : P.

Cdn.?

Jarosław Maciej WalczakZ zawodu Technik Geolog, „załapałem” się do służby zasadniczej w Brygadzie Łączności w Wałczu latach 1992- 1993 i nadterminowej w 1993- 1995 w 6 Pułku zmechanizowanym imienia Józefa Piłsudskiego w Wałczu, podczas zmian zachodzących w wojsku, widok księdza majora- niezapomniany …. Mimo tych doświadczeń: Wyższe Seminarium Duchowne Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów Prowincji Krakowskiej. Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Kaliskiej i studiowałem między innymi: „Teologia i Historia Ogólna” na: Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pomimo napisanej magisterki, nie złożyłem jej, ale to może kiedyś opiszę? :P - Wierzący w Jezusa, tego z Nowego Testamentu, taka swoista kompilacja plus ‘coś’ tam z filozofii itp.…wyznanie monoteizm. Poszukuję cały czas odpowiedzi na pytanie o sens życia? „Ma jakiś?” Uważam, że wiara i religia to sprawy intymne i prywatne. Wszystkie instytucje i organizacje kościelne ze swoimi urzędnikami i kapłanami itd. powinny być zlikwidowane, ewentualnie utrzymywane bezpośrednio przez swoich wyznawców, bez sięgania do państwowych pieniędzy, czyli moich  Najbliższa ciału jest koszula, więc w tym wypadku katolicyzm, ale myślę że w każdym przypadku by się przydało.

Podobne materiały

2 komentarze

  1. Benbenek
    27 marca 2017 at 09:13 - odpowiedz

    O czym jest ten artykuł? Jeden pan ksiądz zły a drugi pan ksiądz dobry?

    • MICHAL
      28 marca 2017 at 00:37 - odpowiedz

      Jeden normalny ksieńciunio czyli funkcjonarjusz odwalajacy fuche drugi nawiedzony.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *