• piątek, 19 października 2018 r.

Ku czemu zmierza antysyjonizm?

Jezus nie był Palestyńczykiem i nie urodził się w Palestynie. Mogło by się zdawać, że tego rodzaju stwierdzenie nie powinno być specjalnie kontrowersyjne, ale żyjemy w czasach, w których dżentelmeni nie spierają się o interpretację łatwo dających się sprawdzić faktów, dbają głównie o to, by unikać dowiadywania się, a już broń Boże nie pozwalać na rozpowszechnianie wiedzy o faktach wśród maluczkich. Zaprawdę powiadam wam, że co zataimy przed maluczkimi, posłuży nam do budowania mitów wzmacniających tożsamość. A że tożsamość jest ważniejsza od faktów, o tym wiedzieli już pierwotni, przedpiśmienni kognitywiści.

 

 

Z Jezusem sprawa złożona, bo albo był, albo go wcale nie było. Jeśli był jakiś Jezus, to zapewne różnił się od tego, którego znamy z Ewangelii, a jeśli go wcale nie było i jest to tylko literacki bohater religijnego mitu, to zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku jest to opowieść o urodzonym w Izraelu Żydzie, który nigdy nie wspomniał, że kiedykolwiek widział na własne oczy Araba, z pewnością nigdy nie słyszał o żadnej Palestynie i nie nosił arafatki.            

Żydzi są z Judei, a Arabowie z Półwyspu Arabskiego, powtarza z gniewem Ryan Bellerose, kanadyjski syjonista pochodzenia indiańskiego, powtarzając z naciskiem, że żydowski sukces jest najwspanialszym wzorem dla ludów rdzennych. Kanadyjski indiański syjonista przyjaźni się serdecznie z Fredem Marounem, który jest kanadyjskim arabskim syjonistą pochodzenia libańskiego, który jest przekonany, że Arabowie nie mają szans na demokrację, jak długo nie zaakceptują faktu, że Żydzi mają pełne prawo do posiadania swojego małego państwa na Bliskim Wschodzie, a jako lewicowiec jest przekonany, że zachodnia lewica, żeby odzyskać względne zdrowie psychiczne, musi się otrząsnąć ze swojej antysyjonistycznej paranoi.


Oczywiście Fred Maroun dziesiątki razy przypominał, że żydowska populacja Izraela to w większość uciekinierzy i potomkowie uciekinierów z krajów arabskich, że świat arabski wyczyścił swoje kraje z obecności żydowskiej dokładniej niż zrobiła to Europa.


Świadomość, że ponad połowa żydowskich mieszkańców Izraela pochodzi nie z Europy, a z Bliskiego Wschodu, jest w Europie i w Ameryce tak skromna, że informowanie o tym wywołuje częściej oburzenie niż zdziwienie. (To prawie jakby powiedzieć, że Jezus jednak nie był Palestyńczykiem tylko Chińczykiem, a na dodatek, że porzucił maksizm na rzecz gospodarczego liberalizmu, dochodząc do wniosku, że lepiej iżby maluczcy stali na własnych nogach, niż by byli wiecznie zależni od tych łobuzów z Caritasu.)


W Wielkiej Brytanii tych nieżydowskich syjonistów też jest trochę, ale szczególnie mi zaimponował  urodzony już w Anglii i wychowany w rodzinie muzułmańskiej, w uwielbieniu dla Adolfa Hitlera, Kasim Hafeez. Kasim mówi:

„Przezwyciężyłem to, przezwyciężyłem jęczenie, przezwyciężyłem narzekanie i przezwyciężyłem kompleks ofiary, który szaleje dziś w całym świecie muzułmańskim, ale jest najsilniejszy w przywódcach palestyńskich i tych, którzy podzielają ich jad i nienawiść”.

Ten muzułmański syjonsta (bo religii nie porzucił), ma poczucie zwycięstwa i poczucie misji. Nienawiść do Żydów pozbawia człowieczeństwa, jego zdaniem, islam daje się zaakceptować tylko bez tej nienawiści.


Tych muzułmańskich syjonistów jest całkiem sporo, prawie tak dużo jak radzieckich dysydentów w czasach, kiedy za samodzielne myślenie wysyłano w ZSRR do łagrów.


Podaż nieżydowskich syjonistów jest jednak niewielka, ale też popytu nie ma praktycznie żadnego i więcej można na tym interesie stracić niż zyskać. W takim fachu jak dziennikarstwo syjonista ma przechlapane i to niezależnie Żyd czy nie. Kiedy zobaczyłem w brytyjskim „Telegraphie” artykuł o syjonizmie znanego dzienniarza, Allistera Heathaktóry normalnie zajmuje się sprawami gospodarczymi, patrzyłem, trochę nie wierząc własnym oczom.


W pierwszym akapicie autor pisze:         

„Jestem syjonistą, drogi czytelniku, i nie potrafię zrozumieć w jaki sposób jakikolwiek brytyjski polityk głównego nurtu może nie być syjonistą. Fakt, że tak wielu ludzi ze skrajnej lewicy, jak również ze szczytów Partii Pracy, systematycznie utożsamia się z antysyjonizmem jest nie tylko zdumiewający, ale i przerażający. Implikacje tej ideologii wywołują we mnie koszmarne uczucia.”

Heath definiuje syjonizm tak, jak go definiowano od samego początku, czyli jako prawo Żydów do posiadania własnego kraju tam, gdzie znajdował się historyczny Izrael, z którego zostali wygnani. Przypomina, że nie jest to ani program partyjny, ani rządowy, ani lewicowy, ani prawicowy. Żydowscy syjoniści spierają się ze sobą o wszystko między ziemią a niebem, z wyjątkiem tego, że mają prawo do samostanowienia w swoim kraju – Izraelu. Wielu, może wręcz większość, boleje nad losem Palestyńczyków, często kierując oskarżycielski palec w kierunku własnych władz.       


W miarę słabnięcia imperium osmańskiego i narastania antysemityzmu w Europie powracała tęsknota Żydów w diasporze do ponownej próby powrotu (a na przestrzeni dziejów podejmowali takie próby wielokrotnie). Pojawienie się syjonistycznego ruchu, publikacja Der Judenstaat Theodora Herzla w 1896 roku, umacnianie się obiecującej ponadnarodowe braterstwo socjaldemokracji, powodowało wielkie spory wśród Żydów z diaspory o to, jaki sens i jaką przyszłość ma syjonizm. Dla jednych ziemią obiecaną była Ameryka, inni zastanawiali się, czy Uganda lub Brazylia nie byłyby lepszym kierunkiem niż piachy Palestyny, a jeszcze inni byli przekonani, że antyjudaizm zaczyna zanikać i nie ma sensu szukanie czegokolwiek lepszego niż kraje, w których mieszkali od pokoleń. Upadek Turcji, Deklaracja Balfoura, powstanie Mandatu Palestyńskiego, narodziny nazizmu – to wszystko radykalnie zwiększyło zainteresowanie syjonizmem, a spory ostatecznie starciły wszelki sens z chwilą powstania Izraela w maju 1948 roku.

„Bycie syjonistą dziś – pisze Allister Heath – oznacza tym samym obronę prawa Izraela do istnienia, kraju prosperującego od 70  lat, mającego osiem i pół miliona mieszkańców. Antysyjonizm jest próbą odwrócenia istniejącego stanu rzeczy, dążeniem do takiego podminowania Izraela, żeby przestał istnieć. Antysyjonizm zmierza do jego zniszczenia we wszystkich formach z katastrofalnymi skutkami dla jego żydowskich obywateli, co łatwo sobie wyobrazić jeśli pamięta się o rozmiarach wrogości większości jego arabskich sąsiadów.”

Heath przypomina, że większość antysyjonistów nie ogranicza się do żądania rozwiązania w postaci dwóch państw (co jest przez większość społeczeństwa izraelskiego akceptowane). Jest to żądanie znacznie bardziej ekstremistyczne i radykalne. Skrajna lewica żąda rozmontowania jedynego demokratycznego państwa w regionie i doprowadzenia do tego, żeby Żydzi stali się mniejszością w Izraelu.


Bez trudu możemy sobie wyobrazić implikacje „rozwiązania w postaci jednego państwa”. Co stałoby się z sześcioma i pół milionami Żydów w jakimkolwiek realistycznym scenariuszu? Antysyjonizm jest rasizmem w najgorszym wydaniu, jest domaganiem się prześladowań, zniszczenia i śmierci – pisze Heath.       


Brytyjski dziennikarz przypomina, że na przestrzeni ostatnich stu lat żydowska populacja na Bliskim Wschodzie i w Północnej Afryce była poddawana morderczym prześladowaniom i została praktycznie wyniszczona, a jedynym bezpiecznym schornieniem Żydów na Bliskim Wschodzie jest dziś Izrael. Czystka etniczna objęła 850 tysięcy Żydów mieszkających w krajach arabskich. Większość trafiła do Izraela. Podczas drugiej wojny światowej w Tunezji było 100 tysięcy Żydów (dziś nie ma nawet dwóch tysięcy), w Egipcie z 80 tysięcy zostało kilkanaście osób. Analogiczny los spotkał Żydów w Maroko, Iraku, Algerii, Jemenie, Syrii, Libanie. Antysyjoniści odmawiają uznania niezaprzeczalnych faktów.        


Heath zastanawia się dlaczego brytyjska lewica (a nie jest w tym odosobniona) odmawia zauważenia prześladowań i exodusu chrześcijan z Iraku, dlaczego ignoruje los Kurdów i mniejszości religijnych w Jemenie, dlaczego ludobójstwo w Syrii, którego ofiarami są głównie muzułmanie, jest czymś kompletnie marginalnym w obliczu ich obsesji na temat Żydów w Izraelu?


Brytyjski dziennikarz odpowiada, że jest to po prostu antysemityzm, odwieczna nienawiść, która trafiła pod lewicowe, świeckie, wytworne strzechy.


Wyraźniej wyjaśniają to ludzie tacy jak amerykańska filozof Judith Butler, przekonująca, że świat muzułmański to ofiara zachodniego kolonializmu, a jego przywódcy to część globalnej lewicy. Głównym źródłem tej miłości jest antyamerykanizm, antysyjonizm i niechęć do kapitalizmu oraz do demokracji. Butler mówi wprost, że przyjazny stosunek do organizacji takich jak Hamas czy Hezbollah to część lewicowej tożsamości.


Kto wie, może zrozumienia tego zdumiewającego umiłowania fanatycznego politycznego islamu powinniśmy szukać w w zachwycie, z jakim osierocona po śmierci Mao Zedonga w roku 1976 lewica zachodnia odkryła nowego przywódcę światowego proletariatu w Ruhollahu Chomeinim‏? Po małej czerwonej książeczce z myślami Mao, przyszła pora na małą zieloną książeczkę z myślami ajatollaha.


Jeszcze kiedy ajatollah był na emigracji w Paryżu, wszyscy guru zachodniej lewicy pielgrzymowali do niego, by pokłonić się nowemu idolowi.


Były wśród tych pielgrzymów takie tuzy jak Michel Foucault, który obwieścił, że teraz pojawia się „nowa duchowa polityka”, z zachwytem donosił z Teheranu, że tu powstaje nowa historia świata i zapewniał, że obrońcy demokracji nie powinni mieć żadnych powodów do niepokoju, islam jest bowiem religią tolerancji, pisał. Foucault osobiście spotkał się z Chomeinim jeszcze w Paryżu, nie wiemy jednak, czy znał treść „Małej Zielonej Książeczki”, w której ajatollah pisał o obcinaniu rąk złodziejom, o zabijaniu morderców zamiast umieszczania ich w więzieniach, o chłoście dla cudzołożników. Powrót do drastycznych kar – pisał – pozwoli na większą sprawność sądów, bo sędzia będzie mógł w odróżnieniu od opieszałych zachodnich sędziów, wydać jednego dnia kilkadziesiąt wyroków.


Ten obłęd lewicowego zachwytu dla prawicowych marzeń o powrocie do średniowiecza opisuje w nowej książce pod tytułem An Imaginary Racism: Islamophobia and Guilt francuski eseista Pascal Bruckner.


Ponieważ nie można tak zupełnie wymazać całej historii, więc jak wyjaśnia Bruckner, palestyńscy Arabowie pod przewodem Hamasu zostali uznani za nowych Żydów, a izraelscy Żydzi to w antysyjonistycznej propagandzie – nowi naziści. Nic dziwnego, że niedawne stwierdzenie izraelskiego premiera, iż przetrwanie wymaga siły, gdyż słabi są bezwzględnie niszczeni, zostało natychmiast ogłoszone otwartym nawiązaniem do ideologii Adolfa Hitlera. 


Izraelski bloger Y. Medad przypomina początki ścisłej współpracy palestyńskich Arabów z niemieckimi nazistami. Przywódcą arabskiego ruchu narodowego był związany z Bractwem Muzułmańskim Mufti Jerozolimy,Haj Amin Al-Husseini. Husseini nie tylko organizował antyżydowskie pogromy na terenie Mandatu Palestyńskiego, ale mordował Arabów dążących do pokojowego współistnienia z Żydami. 30 stycznia 1933 roku, zaledwie w dwa miesiące po tym jak Hitler został kanclerzem Niemiec, al-Husseini spotkał się w Jerozolimie z niemieckim konsulem generalnym, Heinrichem Wolffem. Organizowana przez Muftiego „arabska rewolta” miała na swoich sztandarach swastykę a zorganizowana arabska młodzież pozdrawiała się nazistowskim salutem. 2 października 1937 Husseini spotkał się w Palestynie z Adolfen Eichmannem.


Medad przypomina, że tuż przed Konferencją w Monachium, 22 września 1938 roku Adolf Hitler na wiecu w Norymberdze, mówił m.in.:

„W żadnym przypadku nie będę stał z boku i patrzył z oddalenia na nieustanne prześladowania niemieckich Volksgenossen w Czechosłowacji. W swoich manewrach pan Beneš mówi o organizowaniu negocjacji. Chciałby rozwiązać te kwestie w procedurach zgodnych z Konwencją Genewską i dać jakieś drobne przywileje dla uspokojenia ludzi. To nie przejdzie. […] W żadnym przypadku nie zamierzam pozwalać obcym mężom stanu na stworzenie drugiej Palestyny tutaj w samym sercu Niemiec. Biedni Arabowie są bezbronni i zostali porzucedni przez wszystkich. Niemcy w Czechosłowacji nie są jednak ani bezsilni ani nie zostali porzuceni.”

Nic dziwnego że Al-Husseini spędził wojnę w Berlinie organizując muzułmańskie oddziały SS i kierując rozgłośnią radiową nadającą nazistowską propagandę w języku arabskim.


Jak głęboko przeniknęła ta propaganda do powojennego (i dzisiejszego) arabskiego ruchu nacjonalistycznego? Oddziały Hezbollahu pozdrawiają się nazistowskim salutem, oddziały Hamasu pozdrawiają się nazistowskim salutem, Organizacja Wyzwolenia Palestyny (która pierwotnie miała silniejsze powiązania ze Związkiem Radzieckim) oskarża o nazizm Izrael, ale ideologia nazistowska jest w Autonomii  Palestyńskiej obecna w szkołach, a Mein Kampf i Protokoły Mędrców Syjonu to najbardziej znane młodemu pokoleniu pozycje literatury zachodniej.

 

Kiedy młodzi Palestyńczycy wypuszczają latawce, które podpalają izrelskie pola i lasy malują na nich swastyki – to ich przesłanie pokoju, jaki chcieliby osiągnąć na spalonej ziemi. Ta idea pokoju na spalonej ziemi znajduje poparcie zachodniej lewicy i prawicy. Zachodni antysyjoniści ubierają fotografię Anny Frank w arafatkę, zaklinając się, że bronią tylko słabych i bezbronnych.   

 

Anna Frank została zamordowana ponieważ urodziła się Żydówką, dzisiejsi antysyjoniści mają własny pomysł na wykorzystanie jej zdjęcia.  

Anna Frank została zamordowana ponieważ urodziła się Żydówką, dzisiejsi antysyjoniści mają własny pomysł na wykorzystanie jej zdjęcia.  

 

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Listy z Naszego Sadu

Andrzej KoraszewskiO Andrzeju Koraszewski, jednym z najwybitniejszych polskich racjonalistów, można by napisać całą książkę. Polecamy zatem wpis o nim i jego przyjaciołach z portalu Andrzeja - "Listy z naszego sadu". Oto on: http://www.listyznaszegosadu.pl/autorzy

Podobne materiały

10 komentarzy

  1. Elasp
    19 września 2018 at 10:27 - odpowiedz

      Artykuł do przemyślenia w pierwszej kolejności przez każdego zwolennika lewicy, stanowiska z natury nielogicznego, krótkowzrocznego i naiwnego (i zapewne także sponsorowanego). Uważam, że nie ma obecnie żadnych podstaw do negowania istnienia państwa Izrael, i na pewno nie stanowi asumptu do tego sytuacja Palestyńczyków, ludzi, z którymi Żydzi postępują i tak nadzwyczaj wyrozumiale i łagodnie. Nie ma powodu ani wylewać krokodylich łez nad Palestyńczykami, ani ich popierać. Współczesna lewica zwalcza cywilizację europejską i najwyrazniej postrzega Izrael jako państwo, którego istnienie i postać są (jednak) swoistym przedłużeniem tej cywilizacji, jej przyczółkiem na Bliskim Wschodzie. Lewica poczyniła (i czyni) bardzo wiele szkód tej cywilizacji, teraz zwróciła baczniejsze spojrzenie na państwo Izrael, zawzięcie krytykowane zresztą już przez Związek Radziecki od czasów wojny sześciodniowej. Gdyby siegnąć do prac ówczesnych propagandystów (w Polsce np. T. Walichnowskiego), można by wiele wyczytać o (rzekomo) faszystowskich i niehumanitarnych metodach tego państwa względem ludności nie-żydowskiej i nieżydowskich sasiadów. Lewica zachodnioeuropejska powtarza to, już dzisiątki lat temu głoszono w Europie Wschodniej.   

    .

      Być może wśród ludzi lewicy jest spory odstetek ludzi naiwnych, dających się nabrać na palestyńską propagandę, usprawiedliwiających (rzekomym) uciskiem kolejne akty palestyńskiego terroru. Oto jeden z najnowszych jego przypadków: https://worldisraelnews.com/pro-israel-advocate-father-of-4-murdered-in-palestinian-terror-attack/ Akceptacja albo usprawiedliwianie takich metod to akceptacja barbarzyństwa. 

     

    • Vernon_Roche
      20 września 2018 at 13:14 - odpowiedz

      ELASP

      18 sierpnia 2018 at 03:35:

      Nie "pani", tylko "pan", to po pierwsze. Po drugie, z tego, po Pan powiedział nadal nie wynika, że Cobryn jest antysemitą, tylko że nienawidzi państwa Izrael. Mozna nie być antysemitą i popierać likwidację państwa Izrael, "można", tzn. nie ma w tym sprzeczności. Jest ponoć nawet pewien odlam żydowskich ortodoksow odrzucających państwo Izrael i cieszących się z wyprzedzeniem z jego upadku, ale nie nazwiemy ich chyba antysemitami. A może są antysemitami, tylko o tym nie wiedzą, bo nie czytają artykułow red. Koraszewskiego?

      .

      Można zabijać Żydów, a nie być antysemitą – jeżeli doszloby np. z jakichs powodów do wojny między Rosją a Izraelem, Rosjanie zabijaliby Zydow (a ściślej: Izraelczykow), ale przez fakt tej wojny nie stanie się antysemicka. 

      http://racjonalista.tv/powracajaca-brunatna-fala/

  2. Radowid
    19 września 2018 at 13:55 - odpowiedz

    Syjonizm to w dużej mierze nacjonalizm.

    Może więc być niebezpieczny.

    Trzeba z tym uważać tak jak ze wszystkim.

  3. Lucyan
    20 września 2018 at 04:16 - odpowiedz

    "A że tożsamość jest ważniejsza od faktów, o tym wiedzieli już pierwotni, przedpiśmienni kognitywiści." – tak , tożsamość ważna. Czytałem wypowiedzi na temat obrzezania, Żydzi lamentowali, ze bez obrzezania nie czują sie Żydami, swiat im sie wali, depresja, mysli samobojcze. Co ciekawe, i Żydzi i Arabowie mają taką samą obrzezaną tożsamość, wreszcie cos wspolnego? 

  4. Andrzej Koraszewski
    Andrzej Koraszewski
    20 września 2018 at 21:50 - odpowiedz

    Biegający po antysemickich stronach Lucyan zawsze coś ciekawego znajdzie. Znalazł zdumiewające go zjawisko psychicznego cierpienia z powodu braku obrzezania.  Oczywiście do głowy mu nie przyjdzie, że nieobrzezany Żyd, to ktoś wychowany w innej religii bądź (co jest znacznie bardziej prawdopodobne) jako ateista, ktoś, kto nawraca się na judaizm jako dorosły. Analogią byłby człowiek nawracający się w wieku dorosłym na chrześcijańsktwo i odczuwający dyskomfort z powodu tego, że nie jest ochrzczony. Lucyan odczuwa jednak potrzebę podparcia swojego antysemityzmu i nie jest w stanie zauważyć, że jest to zupełnie zrozumiała  psychologiczna reakcja. Te nawrócenia moga nas dziwić, a nawet śmieszyć, ale kiedy zwraca się na to uwagę w ramach polowania, na Żyda powinno również brzydzić. Ateista może odczuwac podobny dyskomfort, że nie dokonał aktu apostazji i nadal jest członkiem Kościoła.  (Ateizm nie jest jednak wspólnotą i nie ma tak silnej presji społecznej na rytuały.)            

  5. Lucyan
    21 września 2018 at 01:20 - odpowiedz

    Ciekawa teza z tym obrzezaniem, jakoby to było podytkowane religią. Tak głeboko nie siegałem, i nie wiem czy to tylko judaistyczni Żydzi czują obrzezane rozterki, czy jest to zjawisko niezalezne od religii i np. czesc populacji widzi obrzezanie jako element tozsamosci, nawet jak np. są ateistami czy chrzescijanami. 

    A odnosnie artykułu to jasne, ze Żydzi powinni miec swoje panstwo, i najbardziej sensownym miejscem na to panstwo są tereny dzisiejszego Izraela i okolic. Podobnie jak i Kurdowie powinii miec swoje panstwo. Natomiast nie ma czegos takiego, że ma sie automatyczne prawo do ziemii bo sie kiedys tam było wg religijnego skryptu. Niestety, dawniej wygrywał silniejszy i wyrzynał ludnosc tubylczą, albo tubylcy musieli uciekac z terenu.  Inaczej jakis potomek Prus mogłby zażądac powstania panstwa Prusow (bałtyckich).   Szwecja tez podobno nie podpisuje jakiejs tam miedzynarodowej ustawy, bo wtedy ludnosc tubylcza (Samowie) miała by prawo do własnego panstwa.

    Kwestią sporną są granice tego panstwa (Izraela). I tu niestety mamy problem sporny. Dawniej za takimi granicami stały mocarstwa, a granice sie robiło na rzekach czy gorach. Jakie granice proponuje Pan Koraszewski? jakie granice proponuje wiekszosc obywateli Izraela?

    Dyskusja powinna byc nt. jakie granice, a nie czy Izrael ma byc czy nie. Bo na miliony Arabow  czy muzułmaninow zawsze sie znajdzie wielu twierdzących, że Izraela ma nie byc. Podobnie można by znalezc wielu Niemcow twierdzących, że Polski ma nie byc. 

  6. Lucyan
    21 września 2018 at 01:28 - odpowiedz

    A Jezus był oczywiscie Polakiem, a już na pewno Słowianinem. Sam widziałem jego blond włoski. Anty-semici (w sensie anty-żydzisci) twierdzą, że niejaki Jezus, literacki czy nie, był Aramejczykiem. Ale to przecież też semita. 

  7. Andrzej Koraszewski
    Andrzej Koraszewski
    21 września 2018 at 10:02 - odpowiedz

    Lucyanie, wszyscy jesteśmy ignorantami w wiekszości spraw, ale lepiej być ciekawym niż dumnym i chwalącym się głupotą. Otóż tak, obrzezanie  jest rytuałem religijnym w judaizmie i oznacza plus minus to samo co chrzest w chrześcijaństwie. Inna sprawa to speklulacje skąd się to wzięło. Spotkałem się z medyczną spekulacją o możliwości dużej częstotliwości fimozy (wrodzone zwężenie napletka powodujące częste zakażenia), podobne spekulacje dotycza jedzenia wieprzowiny, która często bywała źródłem zatruć. To są jednak spekulacje, których nie można już sprawdzić. Co natomiast wiemy z pewnością to, że to rytuał czysto religijny (papugowany również przez muzułmanów), ukochany obiekt bredzenia antysemitów, a ogólnie głupi jak wszystkie rytuały religijne, chociaż nadal praktykowany w medycynie w odniesieniu do niemowląt rodzących się z fimozą.        

  8. Andrzej Koraszewski
    Andrzej Koraszewski
    21 września 2018 at 10:05 - odpowiedz

    A przy okazji, skąd ten nawyk wypisania pod każdym artykułem obłędnych głupot nie mających najmniejszego związku z treścią artykułu?  

  9. Lucyan
    21 września 2018 at 17:22 - odpowiedz

    Sam zacząłes z jakims Jezusem i tożsamoscią, a teraz narzekasz, ze to obłędne głupoty. Dlaczego Żydzi i Arabowie nie zniosa tego rytuału dla każdego? W Izraelu wg Wiki jest 95% żydow i muzułmanow. Czy to znaczy ze 95% populacji jest obrzezana? Dzis ludzie giną podczas obrzezania, albo dochodzi do zakażen (np. herpes) gdy rabin wysysa krew z małego członka. Dlaczego nie ma zakazu takich praktyk, czy dorosłe członki rabin też wysysa (krew)? Wygląda na pedofilię pod płaszczykiem tradycji.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *