• środa, 20 września 2017 r.

Orfeusz w Hadesie i królowanie zmysłów

 

W niedzielę (11.09.17) minął czwarty dzień Wratislavii Cantans. We Wrocławiu odbyły się dwa koncerty, skupione na muzyce XVI i XVI wieków. Jednocześnie festiwal  toczył się tego dnia również w Oleśnicy, gdyż Wratislavia zagarnia muzycznie pobliskie miasta, w tym roku sięgając aż do Kalisza. Ja trzymam się ze względów praktycznych rodzinnego miasta.

 

Pierwszy koncert scalały i dynamizowały fragmenty opery Orfeusz Claudio Monteverdiego. Od Orfeusza opera w ogóle wystartowała, czy też, jak chcieli wierzyć jej twórcy – odnowiony został teatr antyczny (kto wie, czy w jakimś sensie nie mieli racji?). Temat Orfeusza jest dla muzyki europejskiej archetypem. Trudno o wdzięczniejszą historię, niż ta, w której półboski i najlepszy ze wszystkich muzyk traci w nagłym wypadku swoją ukochaną i schodzi do samych piekieł, aby oczarować rządzące tam mroczne bóstwa i dokonać niemożliwego – przywrócić (muzyką!) do świata żywych istotę śmiertelną. U progu baroku, który Claudio Monteverdi zresztą współtworzył, doszła do tego tematu kolejna atrakcja. Epoka kontrreformacji kładła silny nacisk na wątki eschatologiczne – na śmierć i zakładane przez chrześcijaństwo zmartwychwstanie. Temat człowieka, który siłą ducha (również muzycznego) chce pokonać okowy śmierci fascynował ludzi doby baroku. Zatem wraz z toposem Orfeusza przywracano nie tylko teatr w stylu antycznym, ale i obrzędy orfickie, gdyż w starożytności nie tylko chrześcijaństwo kładło nacisk na zmartwychwstanie, poprzedzała je i przez pewien czas mu współtowarzyszyła konkurencyjna religia, gdzie Orfeusz był tym, który miał przeprowadzić wiernych przez wrota śmierci, tak jak w micie próbował to czynić ze swoją Eurydyką.

 

 

Temat Orfeusza w muzyce klasycznej, tak potężnie zaznaczony przez Claudio Monteverdiego, trwa nadal. Edwin Fischer, znakomity pianista przeszłości, dopatrywał się perypetii Orfeusza w Hadesie nawet w drugiej, powolnej części IV Koncertu fortepianowego Beethovena. A taki Wozzek Albana Berga, pierwsza opera bardzo w swym muzycznym języku nowoczesna? Czy nie jest odwrotnością historii Orfeusza?

 

Na koncercie Wratislavii zatytułowanym „Rosa del ciel” przywrócił nam postać Orfeusza znakomity czeski baryton, Tomáš Král. W trakcie koncertu wykonał dwie arie Orfeusza z opery, a na bis zaśpiewał jeszcze jedną, która niebawem pojawi się na Racjonalista.tv wraz z krótkim wywiadem z artystą. Tomáš Král działa w znakomitych zespołach barokowców i renesansowców – w Colegium Vocale 1704 i w zespole Doulce Memoire. Na koncercie śpiewał znakomicie – od grobowych, ciężkich tonów, po świetliste pełne nadziei i chęci oczarowania Plutona wysokie, pewnie stawiane dźwięki. Interpretacje Tomáša Krála były przemyślane, wyrażały to, o czym pisali dawni poeci. Muzycznemu zstąpieniu do Hadesu towarzyszyła nawet wędrówka śpiewaka przez Salę Wielką w Ratuszu, gdzie odbywał się koncert (trudno o piękniejsze miejsce w naszym kraju na koncert).  Zwłaszcza w przypadku muzyki Monteverdiego doskonałe wykonanie wzbudziło, przynajmniej we mnie, silne wzruszenie. To muzyka świeża i żywa, mimo że powstała około 400 lat temu. W wywiadzie Král z ogromnym przekonaniem stwierdził, że Monteverdi jest ponadczasowy i znakomicie udowodnił to swoją interpretacją.

 

Obok Monteverdiego pojawiły się na koncercie aż dwa utwory Giovanniego Antonia Rigattiego – La mia Fillide e brunetta ze zbioru Musiche diverse a voce sola (1641) i Filli mia vita – dialogo a doi ze zbioru Musiche diverse a voce sola (1641). Rigatti szkolił się jako chłopiec w Bazylice św. Marka w Wenecji, z którą Monteverdi związał się w dojrzałym okresie swego życia. W latach1635 – 1637 Rigatti był kapelmistrzem w katedrze w Udine. Później znów wrócił do Wenecji. Wiemy, że w 1639 działał on w Ospedale dei Mendicanti w Wenecji. Nauczał też w Ospedale dei Incurabili, jednak bez zgody przełożonych, za co został wydalony.

 

 

W dziełach Rigattiego przedstawionych na koncercie słychać było wpływ Monteverdiego, który bynajmniej nie żył gdzieś na strychu jako twórca nieznany, a wręcz przeciwnie, w Republice Wenecji był prawdziwą gwiazdą, której sława roznosiła się po całej Europie, również dzięki zdolnym i aktywnym uczniom (niektórzy z nich stworzyli szkoły baroku niemiecką i polską). Dzieła Rigattiego przedstawione na koncercie wydały mi się w porównaniu z utworami Monteverdiego nieco słabsze oczywiście (to nic strasznego być nieco słabszym od Monteverdiego), ale również inne – bardziej intymne i liryczne.  Tomáš Král był świetnym rzecznikiem przywrócenia ich naszym uszom.

 

Poza tym posłuchaliśmy na koncercie następujących kompozycji: Giovanni Pierluigi da Palestrina / Giovanni Bassano Tota pulchra est, Giovanni Felice Sances Chi nel regno almo d’Amore ze zbioru Il quarto libro delle cantate (1636), Giovanni Antonio Rigatti La mia Fillide e brunetta ze zbioru Musiche diverse a voce sola (1641), Maurizio Cazzati Amor Costante – Ti giurai la mia fede ze zbioru Arie e cantate a voce sola (1649), Girolamo Frescobaldi Toccata Ottava ze zbioru Toccate e partite, libro primo, Domenico Obizzi Deh consoli il mio tormento, Hor che fatto ha partita, E si grave il tormento, O sospiro amoroso spirto ze zbioru Madrigali et aire a voce sola (1627).

 

Dzieła te pochodziły z bezcennych zbiorów muzycznych Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, które są ogromnie  ważne, jeśli chodzi na przykład o znajomość muzyki XVII wieku. Książka programowa, przy tym koncercie napisana przez Tomasza Dobrzańskiego, wiele mówi o dziejach zbiorów muzycznych biblioteki UWr. Ja jednak wracam do tego tematu nie tylko przy okazji Wratislavii Cantans, bowiem we Wrocławiu przywracanie do obiegu muzycznego dzieł XVII wieku i oryginalnych wersji tych dzieł  odbywa się stale, Tomasz Dobrzański gra tu główne skrzypce (aby być ścisłym – „główne flety”), zaś Tomáš Král, jak i inni muzycy związani z Collegium 1704 też często się w to włączają. XVII wiek był trudny dla Czech, stanowił o ostatecznym upadku ich samodzielności, ale przez cały XVII wiek Wrocław jednak należał do Królestwa Czech, które stało się bytem w pełni podporządkowanym Habsburgom Austriackim.  Krótko mówiąc – utwory, których słuchaliśmy, były zgromadzone w drugim po Pradze ośrodku Królestwa Czech, co pewnie również wpływa na zainteresowanie nimi także czeskich muzyków. 

 

Tomášowi Králowi towarzyszyli na tym koncercie wybitni instrumentaliści: Judith Pacquier – cynk, flet podłużny; Maximilian Ehrhardt – arpa doppia a tre registri; Jan Krejča – teorba i Massimiliano Toni – klawesyn, pozytyw.

 

Judith Pacquier towarzyszyła głosowi w wielu utworach. Tomáš Král stwierdził w wywiadzie, iż cynk jest idealnym dopełnieniem do arii wokalnych. Trzeba tylko znakomitego, równie elastycznego jak ludzki głos cynku, co bynajmniej proste nie jest. Jednakże Judith Pacquier dowiodła swego mistrzostwa w grze na tym instrumencie.

 

Harfa w rękach Maximiliana Erhardta też brzmiała świetnie, nie było to brzmienie suche i trochę puste, co się niestety zdarza nawet bardzo dobrym harfistom grającym na instrumentach historycznych. Jeśli chodzi o teorbę Jana Krejčy, to zawsze współczuję świetnym lutnistom grającym w zespołach, tego że inne instrumenty często zakrywają brzmienie swojej cichej towarzyszki. Tym razem, dzięki nieobecności instrumentów smyczkowych, dźwięk teorbanu był całkiem dobrze słyszalny. Mieliśmy też okazję usłyszeć lutnię solowo w Toccata e Passacaglia a moll Giovanniego Girolamo Kapspergera. Kapsperger to bardzo ciekawy kompozytor i cieszę się, że dzięki koncertom i nagraniom staje się ponownie znany wśród melomanów. Okazję do zagrania solowego utworu miał też  Massimiliano Toni świetnie grający na klawesynie i pozytywie. Usłyszeliśmy zwariowaną Ciacconę Bernardo Storace, gdzie główny temat, będący zresztą obsesją kompozytorów XVII wieku (z obligato do Zefiro torna Monteverdiego na czele), ulegał zupełnie zwariowanym, manierystycznym przekształceniom i rozwinięciom.

 

 

Trzy godziny po zakończeniu koncertu w Ratuszu rozpoczął się koncert w Synagodzie pod Białym Bocianem, arcydziele klasycyzmu (nie klasyzmu!) wzniesionym w południowej części wrocławskiej Starówki przez Langhansa Młodszego (nie tak daleko jest Opera, powstała również na jego deskach kreślarskich). Tym razem, obok muzyki XVII wieku koncert zawierał też muzykę instrumentalną XVI wieku, którą wcale nie tak często się grywa. A szkoda, bo jest to muzyka rozkwitającego humanizmu, często pełna radości i bezpretensjonalna. Może dlatego właśnie sięgnął po nią dyrektor artystyczny Wratislavii Cantans Giovanni Antonini, który obecnie czyni pozytywne, pełne pochwał zamieszanie wśród krytyków muzycznych swoim rozkwitającym cyklem Haydnowskim. A Józef Haydn też był skory do żartu, pogody ducha i ogólnie pojętej afirmacji w swojej doskonałej muzyce.

 

A zatem stanęła przed nami potężna jak na zespół muzyki dawnej orkiestra barokowo – renesansowa. W sumie dziesięć osób – więc, pewnie ktoś z was zdziwi się – jak to potężna? No cóż – były w tej orkiestrze między innymi dulcjany, kornety i puzon, a także organy i całkiem potężnie brzmiące violone. Ta orkiestra grała znakomicie, posługując się ciepłą i pełną odcieni barwą, tak charakterystyczną dla Il Giardino Armonico. A jednocześnie był w tym pazur, dzikość tańca, co zresztą nie dziwne, gdyż część utworów do tego właśnie służyła. Zwolennik jazzu stwierdziłby, że był w tym drive, i miałby trochę racji, gdyż dwa utwory zostały przez Il Giardino Armonico zagrane z ukłonem do naszej muzycznej współczesności – do jazzu i do new age chyba. Ale przez dwie godziny dominowało renesansowe i wczesnobarokowe brzmienie, huczące w murach Synagogi, która ma szczęśliwie lepszą akustykę niż niejeden kościół (nie jest na planie podłużnym, a to już bardzo pomaga).

 

Jak zwykle, obserwowanie Giovanniego Antoniniego podczas wirtuozerskiej gry na fletach było czymś niezwykłym. W takich chwilach żałuję, że Witkacy już nie żyje (ogólnie żałuję, ale w takich chwilach tym bardziej).  Ach – narysowałby gwasz, gdzie w środku unosiłby się flet, a wokół niego owijałby się wieloskrętnie Antonini. Zresztą, po co Witkacy, tak to właśnie wyglądało.

 

 

U niektórych ten koncert zbudził kontrowersje, na przykład, że ozdobniki nie stylowe. Moim zdaniem były stylowe, tylko wirtuozi z Il Giardino Armonico z Antoninim na czele grali w szaleńczych tempach sypiąc w powietrzu girlandami ozdobników. Ja w pewnym momencie zastanawiałem się, czy niektórych utworów nie powinno się zagrać w wersji z powtórzeniami – pierwsze odegranie z mniejszą ilością ozdobników i drugie już w pełni zdobione. Ale i bez tego byłem zachwycony. Cieszę się, że Haydnowski humor dzięki Giovanniemu Antoniniemu zszedł w głębiny czasu, do innych pokładów humoru z XVI i z początku XVII wieku. Cieszę się trochę wbrew sobie, gdyż koncert nazywał się „La Morte della Ragione”, co stanowiło nazwę pierwszego, anonimowego utworu, który odwoływał się do wersu Petrarki – „Reganano i sensi, et la ragion e morta”, czyli „zmysły królują, rozum umarł”.  Jako racjonalista z urzędu powinienem zaprotestować. Protestuję więc, zaś wrócę jeszcze do ozdobników. Rzeczywiście momentami pojawiały się lekkie żarty z ornamentyki renesansowej, zwłaszcza w wydaniu szefa tej kapeli, jak i całej Wratislavii. Ale widać było, że będzie żart, inni muzycy śmiali się od ucha do ucha i – my, słuchający – nie byliśmy raczej oszukani, lecz bardziej oczarowani.

Jacek TabiszStudiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. Część rezultatów badań można studiować na stronie www.hanuman.pl . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku jest prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w 2016 roku. Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Podobne materiały

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *