• środa, 20 marca 2019 r.

Plorate

 

 

Tym razem postanowiłem zachować w tytule hasło, pod jakim odbył się koncert w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu, a działo się to 5 marca 2017 roku. Chwila pamiętna, bo być może zostanie utrwalona na płycie, a jeśli tak będzie, już teraz mogę ją gorąco polecić miłośnikom muzyki barokowej.

 

 

Mimo, że mamy pierwsze dni o wiosennym charakterze i daje się już dostrzec przebiśniegi (ale bez śniegu), to koncert miał charakter bardzo poważny, gdyż słuchaliśmy dzieł sakralnych związanych z Wielkim Postem. Andrzej Kosendiak wprowadzał nas w poszczególne dzieła i dyrygował też wszystkimi utworami. Po raz kolejny ujęła mnie skromność tego artysty, będącego bądź co bądź szefem całego NFM. Nawet gdy dyrygował robił to oszczędnie, przykulony niczym skromny pasjonat starożytności z jakiejś XIX wiecznej powieści. Jednakże przygotowane przez niego wykonania były na najwyższym poziomie i w tym sensie nie mieliśmy do czynienia z muzyką skromną, lecz wręcz przeciwnie – barwną, pełną niuansów i bogactwa barokowej retoryki.

 

Pierwsza część koncertu zawierała dzieła sakralne związane z tradycją katolicką. Wykonano oratorium Jephte Giacomo Carissimiego (1605–1674) i Marc-Antoine'a Charpentiera (1643–1704) Litanies de la Vierge H. 83. M.A. Charpentier był nota bene uczniem związanego z Rzymem i bardzo wśród ówczesnych melomanów sławnego Carissimiego. Carissimi stworzył niejako wzorzec oratorium, działając w niewielkim, ale ogromnie ważnym dla historii muzyki Oratorium Najświętszego Krzyża w Rzymie, które było miejscem spotkań Confraternita del SS. Crocifisso, bractwa lubującego się nie tylko w modlitwie, ale (na szczęście dla nas – melomanów) również w muzyce.

 

Wykonanie pod wodzą Kosendiaka bardzo miło zaskoczyło mnie przemyślaną stylowością. Carissimiego często wykonuje się jak późny barok, posługując się masywnym brzmieniem i pomijając możliwe w tej epoce ozdobniki. Inaczej było tym razem. Kosendiak wybrał skład bardzo kameralny, zaś śpiewacy realizowali liczne zdobienia podobne do tych, z jakimi możemy się zetknąć również we wczesnym baroku weneckim, na przykład u Monteverdiego.

 

Podstawą instrumentalną wykonań tego wieczoru był Wrocław Baroque Ensemble w składzie Tomasz Dobrzański, Marek Nahajowski – flety proste, Brent Wissick, Mark Caudle, Paweł Zalewski, Julia Karpeta – viole da gamba, Krzysztof Karpeta – violone, Marta Niedźwiecka – pozytyw, Přemysl Vacek – teorba, Michele Cinquina – teorba.

 

W oratorium Carissimiego brali udział teorbaniści, gambiści i Marta Niedźwiecka grająca na przemian na pozytywie i na klawesynie. Marta Niedźwiecka, podobnie jak w poprzednim koncercie w NFM, gdzie była wykonywana muzyka na consort viol z towarzyszeniem klawesynu, zachwycała wyjątkowo pięknym brzmieniem, wyczuciem stylowej frazy i bardzo stopliwym stwarzaniem podstawy dla głosów solistów.

 

Oratorium Jephte opowiada o biblijnym wodzu Izraelitów, który przyrzekł po ofiarować po ewentualnym zwycięstwie Bogu coś, co pojawia się wielu legendach i mitach, związanych nie tylko z judaizmem czy chrześcijaństwem. Tym czymś miała być pierwsza istota, jaką napotka Jefte po zwycięskiej bitwie. Podobnie jak w innych tego typu opowieściach, heros nie napotkał owcy czy byka (w sam raz na ofiary), ale swoje dziecko.

 

Carissimiemu temat biblijnego mitu o Jephte posłużył do ukazania medytacji skazanej na śmierć dziewczyny i zderzeniu szczęścia zwycięstwa z rozpaczą ofiary. Zderzenie afektów było oczywiście obsesją barokowej sztuki, która była zanurzona po uszy w teatralności, zresztą z powodzeniem, o czym przekonuje nas nie tylko wybitny kompozytor Carissimi. Natomiast w medytacji skazanej na śmierć dziewczyny XVII wieczny słuchacz odnajdywał zapewne alegorię własnej duszy, skazanej na śmierć, ale też i na życie, dzięki ofierze.

 

Oratorium Carissimiego wykonali Sopranistki – Anna Mikołajczyk, Aldona Bartnik i Aleksandra Turalska, tenorzy Maciej Gocman i Tomáš Lajtkep oraz bas Tomáš Král. Szczególnie istotna była partia córki Jeftego, którą rewelacyjnie zaśpiewała Anna Mikołajczyk. Jest ona już bardzo znaną śpiewaczką, co jednak ciekawe, nie ogranicza się tylko do muzyki barokowej czy klasycystycznej, ale śmiało sięga po dzieła kompozytorów romantycznych i modernistycznych. Pisząc „modernistycznych” mam na myśli choćby Strawińskiego czy Szymanowskiego. Anna Mikołajczyk śpiewa też muzykę zupełnie współczesną, ale ona czasami sięga do środków wyrazu nie tak znów dalekich od epok muzycznych starszych niż romantyzm. Dlatego też warto zwrócić uwagę na nagrodzoną Fryderykami płytę z pieśniami Szymanowskiego zrealizowaną przez Annę Mikołajczyk. Ta znajomość innych estetyk pozwoliła osiągnąć śpiewaczce bardzo żywy efekt artystyczny. Nie bała się ona śpiewać mocnym głosem (choć bardzo starannie dozując niemal niezauważalne wibrato), realizując w ten sposób „przewrót estetyczny” w wykonawstwie muzyki dawnej, o którym często pisze w swoich recenzjach wybitna krytyczka muzyczna Dorota Kozińska. Ów przewrót estetyczny związany jest z odejściem od purystycznego negowania w wykonawstwie muzyki barokowej czy klasycystycznej środków ekspresji charakterystycznych dla doby romantyzmu. Całkiem możliwe, że ów wokalny romantyzm istniał już na długo przed epoką romantyzmu i tylko przez pomyłkę został na 30 lat wycięty z wykonań muzyki dawnej „historycznie poinformowanych”. Tę ewolucję widać też choćby u Gardinera, który w przedstawionej na ostatniej Wratislavii Cantans Pasji Mateuszowej J.S. Bacha stosował bez skrępowania crescenda, będące do niedawna absolutną zbrodnią stylistyczną w muzyce baroku. I był rzeczywiście taki czas, kiedy sam Gardiner poziomy głośności dźwięku stosował idealnie „schodkowo”. Ale on, jak i wielu innych „dawniaków” zrezygnowało z tego w XXI wieku.

 

Litania Charpentiera była dla odmiany dziełem zespołowym, nie wyznaczającym określonych ról wokalnych. Anna Mikołajczyk zeszła na ten czas ze sceny, natomiast w ensemblu wokalnym zachwycił mnie bas Tomáša Krála i sopran Aldony Bartnik, która regularnie koncertuje z najlepszymi zespołami muzyki dawnej na świecie, sama zaś ukończyła Wydział Muzyki Dawnej w Królewskim Konserwatorium w Hadze. Bartnik i Král stanowili w tym dziele niejako ramy dla pozostałych śpiewaków, olśniewająco radząc sobie z biegnikami i świetlistymi ozdobnikami, charakterystycznymi tylko dla baroku francuskiego. W sumie nic dziwnego, że Tomáš Král mnie zachwycał, gdyż jest to jeden z najlepszych basów barokowych, jakiego obecnie możemy na świecie usłyszeć. Zachwycił mnie też Charpentier, którego wysmakowana i niesamowicie wysublimowana kompozycja zatarła moje świetne skądinąd wrażenia po Carissimim. Oczywiście, francuskiej muzyce sakralnej i operowej XVII i XVIII wieku można zarzucić pewną standaryzację, zaś Carissimi dopiero włoskie ramy konwencji tworzył, ale nawet z pewną dozą wątpliwości co do tego, co u Charpentiera jest świeże, a co już jest konwencją, która będzie trwać w bardzo podobnej formie przez niemal wiek, trzeba przyznać że Litania obok dzieła J.S. Bacha w drugiej części koncertu były to najmocniejsze punkty koncertu od strony kompozytorskiej.

 

 

Drugą część koncertu rozpoczęły dwie arie Philippa Heinricha Erlebacha: Dulde dich i Schwaches Herz. Kompozytor był za życia bardzo ceniony, niestety większość jego dzieł strawił pożar w bibliotece Rudolstadt, gdzie działał. Tym razem mieliśmy okazję się wsłuchać w grę gambistów, która była bardzo urokliwa w szybkich biegnikach pierwszej arii.

 

Następną kompozycję stworzył Johann Christoph Bach, syn kompozytora Heinricha Bacha czyli stryjecznego dziadka Johanna Sebastiana. J.C. Bach był organistą i muzykiem dworskim w Eisenach, miejscu przyjścia na świat Jana Sebastiana. Sława Christopha była równie wielka jak autora Die Kunst der Fuge i bywało, że lipskiemu kantorowi przypisywano dzieła starszego krewnego. Zaprezentowana aria nosi tytuł Ach, daß ich Wassers gnug hätte i jest ona oparta na kontraście wysokiego głosu śpiewaka z ciemnym brzmieniem intensywnych smyczków. Tu wiole znakomicie spełniły swoje zadanie. Spisał się też Matthew Venner śpiewający altem, który trochę mnie rozczarował na tle pozostałych śpiewaków w pierwszej części koncertu. Również w J.S. Bachu śpiewał dobrze.

 

I właśnie. Koncert zwieńczyła kantata J.S. Bach Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit BWV 106 mająca charakter pogrzebowy i zwana też „Actus tragicus”. Jest to bardzo wczesny utwór Bacha, który miał 20 lat, gdy ją komponował. Słychać w niej „styl fantastyczny” kochany w XVII wiecznych północnych Niemczech. Mistrzem tego stylu był wielki organista Buxtehude, do którego J.S. Bach odbył długą podróż na piechotę, podpadając swoim mecenasom. W kantacie nie brak nagłych zwrotów akcji i niezwykłego przenikania się muzyki chóralnej, solowej i instrumentalnej.

 

W Gottes Zeit wiele do zdziałania mają flety proste i tu mieliśmy mistrzów – Tomasza Dobrzańskiego, Marka Nahajowskiego. Znakomicie wypadła też Julia Karpeta grająca ostinato na wioli da gamba. Andrzej Kosendiak zaprosił do wykonania partii sopranowych i chóralnych chłopców z Chóru Chłopięcego NFM. Z koleżanką melomanką, pracującą w NFM wymieniliśmy się uwagami, dotyczącymi zaniepokojenia tym, czy dzieci sprostają tak wirtuozerskiej kreacji Bacha, który był wtedy bardzo zanurzony w wymagającym nie lada umiejętności stylus phantasticus. Jednakże chłopcy wypadli znakomicie, wzbogacając brzmieniem swoich głosów wymowę filozoficzno – teologiczną kantaty, w której chodziło o zderzenie „czasu ziemskiego z czasem boskim”, śmiertelności z nieśmiertelnością.

 

Publiczność nagrodziła wykonawców głośną owacją. Co ciekawe, byliśmy zgromadzeni na scenie i za sceną Sali Głównej NFM, zaś wielka aula z lożami była pusta. Chodziło zapewne o walory akustyczne sali i o to, że publiczność siedząca w normalnym układzie Sali Głównej NFM mogłaby mieć problemy z usłyszeniem wszelkich aspektów tego dość jednak kameralnego wykonania. Ciekaw jestem płyty. Nie wiem, czy Actus Tragicus wygra w twardej konkurencji z wieloma innymi wielkimi kreacjami, ale za to Charpentier i Carissimi Kosendiaka mogą śmiało stanąć do walki z najsławniejszymi zespołami muzyki dawnej. Nie ukrywam też, że ucieszyła by mnie płyta solowa na klawesyn Marty Niedźwieckiej.

Jacek TabiszStudiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Podobne materiały

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *