• poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Wierzący nagradzani za życia

Naciągane argumenty.

Naciągane argumenty.

David Sloan Wilson opublikował w 2002 roku książkę Darwin’s Cathedral, w której prezentował swoją koncepcję spojrzenia na religię jako na produkt doboru grupowego. Wielu biologów wskazuje, że nie znaleziono żadnych dowodów na istnienie biologicznego mechanizmu pozwalającego na działanie takiego doboru grupowego. Jerry Coyne przypomniał właśnie w WEIT swoją recenzję z tej książki, opublikowaną w  Times Literary Supplement, w listopadzie 2002 roku.

*******

David Sloan Wilson Darwin’s Cathedral: Evolution, Religion, and the Nature of Society 268 pp. University of Chicago Press. £17.50 __________________________________________________________________

Altruizm może być dobrodziejstwem dla społeczeństwa, ale jest problemem dla darwinizmu. „Niesamolubne geny” powodujące prawdziwy altruizm biologiczny, w którym jednostka poświęca własny sukces reprodukcyjny na korzyść innych, powinny być – teoretycznie – wyeliminowane przez dobór naturalny. Niemniej wydaje się, że taki altruizm występuje. Na przykład, wiele ptaków śpiewających wydaje specjalne zawołanie alarmowe, kiedy zbliża się drapieżnik. Ostrzegają one stado, ale przez to wołający ptak jest szczególnie zauważalny i narażony na atak.

Jednym z wyjaśnień biologicznych jest “dobór grupowy”, rodzaj doboru naturalnego wiążący się ze zróżnicowanym sukcesem grup, a nie tylko jednostek. Wydający zawołanie alarmowe ptak może być rzeczywiście w gorszej sytuacji, ale grupy ptaków z wieloma wydającymi zawołanie alarmowe są mniej narażone. Takie grupy mogą więc rozmnażać się, szerząc geny na zawołania alarmowe.

Jednym z pionierów tej teorii jest David Sloan Wilson, ewolucjonista z State University of New York. W Darwin’s Cathedral, wnikliwej i prowokującej pracy, Wilson kieruje światło reflektorów na religię, która, jak twierdzi, może być wyjaśniona tylko doborem grupowym.

Według Wilsona religia jest ludzkim odpowiednikiem stada lwów: współpracując jako grupa ludzie osiągają korzyści niedostępne poszczególnym jednostkom. Przez „korzyści” Wilson nie rozumie nagród duchowych lub psychicznych, ale czysto materialne: żywność, dobrobyt i zdrowie. Jak to pierwszy sugerował Durkheim, religie są więc wehikułami „świeckiej użyteczności”. Na przykład, wcześni chrześcijanie pielęgnowali się wzajemnie podczas epidemii i mieli większe szanse przeżycia niż ich niepielęgnujący, pogańscy sąsiedzi. Religia na Bali narzuca skomplikowany system irygacji, by zapewnić równy rozdział wody. W USA koreańskie kościoły chrześcijańskie dostarczają nowym imigrantom mieszkań, pracy i pieniędzy.

Wielu uczonych podkreślało w podobny sposób społeczne aspekty religii, ale gdzie w tym równaniu jest dobór grupowy? Wyjaśnienie Wilsona jest subtelne, najwyraźniej wyrażone w przypisie: „Dobór grupowy był i jest bardzo ważną, ale nie jedyną siłą w ewolucji kulturowej religii i w ewolucji genetycznej mechanizmów psychologicznych właściwych dla przekonań i praktyk religijnych”. Jego argument obejmuje więc zarówno ewolucję kulturową, jak genetyczną.

Ewolucja kulturowa jest po prostu szerzeniem się przekonań i praktyk przez ich przyswajanie. Taka ewolucja różni się od ewolucji genetycznej pod dwoma ważnymi względami. Podczas gdy geny przechodzą tylko od rodziców do dziecka („pionowo”) cechy kulturowe mogą szerzyć się również „horyzontalnie”: w wypadku religii przez naśladownictwo, nawrócenie lub podbój – a są to procesy dużo szybsze niż szerzenie się genów. Po drugie, podczas gdy ewolucja polega na jednym kryterium przystosowania – liczbie potomstwa nosiciela danego genu – cechy kulturowe szerzą się dzięki wielu mechanizmom psychicznym i kulturowym. Siły odpowiedzialne za szerzenie się marksizmu różnią się od tych, które powodują sukces Madonny.

Wilson sądzi, że wszystkie religie, które odniosły sukces, mają te same, niezbędne atrybuty. Obejmują one altruizm psychologiczny (pomaganie innym w sposób, który może zredukować twój dobrostan), skodyfikowany egalitaryzm (żeby nikt nie uważał, że został skrzywdzony), nadzorowanie (zapobiegające temu, żeby oszuści odnosili korzyści bez płacenia kosztów) i edykty regulujące zachowanie, takie jak Dziesięcioro Przykazań (moralność narzuca zgodę w grupie). Symbolizm duchowy, definiująca cecha religii, jest dla Wilsona jedynie instrumentem pozwalającym na osiąganie dóbr: „Także całkowicie fikcyjne przekonania mogą być adaptacyjne, jeśli motywują zachowania, które są adaptacyjne w rzeczywistym świecie”. Opowieści takie, jak ukrzyżowanie Chrystusa, mogą wzbudzać emocje, które zapewniają korzyści dla grupy. Ponieważ najtrwalsze i najszerzej rozprzestrzenione wyznania są tymi, których zasady dostarczyły największych korzyści materialnych dla ich wyznawców, religie są produktem doboru grupowego.

Ta koncepcja jest ciekawa. Większość społeczności religijnych funkcjonuje jako grupy społeczne, poprawiając los niektórych przynajmniej członków. Atrybuty grupy zaś wyraźnie wpływają na sukces religii. Polityka odrzucenia rozmnażania się przez szejkersów w sposób oczywisty przyczyniła się do ich zagłady. We wczesnym chrześcijaństwie kobiety cieszyły się wysokim statusem, który kusił kobiety o niskim statusie z otaczających społeczności, co z kolei ściągało męskich konwertytów, a w efekcie powodował wzrost liczby dzieci chrześcijańskich. Nacisk Wilsona na przewagę doboru grupowego, co powtarza nieustannie, jest jednak problematyczny.

Jedną z trudności jest to, że niektóre popularne religie mają zasady, które nie są dobre dla każdego członka grupy, a także rozprzestrzeniają się poprzez inne procesy niż dobór grupowy. Na przykład hinduizm kodyfikuje nierówność przez system kastowy. Trudno dostrzec, jakie korzyści materialne odnosili uciskani niedotykalni, z których wielu uciekło do innych wyznań. Znaczną część hinduizmu można zrozumieć tylko jako relikt historyczny inwazji Ariów i ujarzmienie pokonanych, jak również, jako utrwalanie panowania kulturowego przez obietnicę korzyści niematerialnych – podniesienia statusu w kolejnym wcieleniu. Podobnie, szerzenie się religii w Europie po reformacji działo się według zasady cuius regio, eius religio: ludzie przyjmowali wiarę nie ze względu na jej nagrody, ale dlatego, że wyznawał ją władca. Jak przyznaje Wilson: „czynniki, które powodują, że jeden eksperyment społeczny udaje się, podczas gdy inny ponosi porażkę, są prawdopodobnie zbyt złożone i zależne od sytuacji historycznych, by kiedykolwiek można było je w pełni zrozumieć, a z pewnością wychodzą poza świadome zamiary indywidualnych jednostek.

Poglądy Wilsona skażone są również rozumowaniem a posteriori: zawsze można dorobić opowieść o tym, dlaczego sukces religii był wynikiem użyteczności dla grupy. Przypisuje on, na przykład, przetrwanie Żydów ich niechęci do przyjmowania nawróconych, czyniąc z judaizmu „fortecę kulturową” i zmuszając nowych członków do zademonstrowania silnego zaangażowania. Ale sukces chrześcijaństwa i mormonizmu przypisywany jest odwrotnej cesze: ich gotowości do akceptowania konwertytów!

Wreszcie, Wilson przyznaje, że jego teoria kulturowego doboru grupowego stosuje się do niereligijnych grup społecznych, poczynając od wolnomularzy do marksistów; grup które zasadzają się na symbolach emocjonalnych i domniemanych korzyściach dla członków. Tak więc, jest to teoria kooperacji, nie zaś religii. Pomija on także istotę religii – to wszystko, co odróżnia, powiedzmy, katolicyzm od Rotary Clubs. Liczba męczenników jest wyższa wśród katolików niż wśród Rotarian. Zrozumienie źródła tej różnicy ujawniłoby istotę religii, ale tutaj Wilson nie ma nam nic do zaoferowania.

Problem staje się poważniejszy, kiedy Wilson zwraca się do ewolucji genetycznej. Twierdzi on, że religia bazuje na aspektach natury ludzkiej, które wyewoluowały przez dobór grupowy. Te cechy „genetyczne” obejmują konformizm, uległość, towarzyskość, pragnienie szacunku, zdolność myślenia symbolicznego, chęć usunięcia oszustów i altruizm psychologiczny.

Podnosi to odwieczny problem socjobiologii: jak rozróżnić między zachowaniami zakodowanymi bezpośrednio w naszych genach, a tymi, które są wyłącznie produktami ubocznymi naszych dużych mózgów i złożonej kultury? Ludzie wyewoluowali w małych grupach społecznych i jest prawdopodobne, że wiele cech, takich jak pragnienie bycia z innymi, jest produktem genetycznym tej historii. Inne zachowania mogą jednak być po prostu niegentycznymi skutkami życia społecznego. Czy jesteśmy ulegli i altruistyczni z powodu instynktu, czy też jako dzieci uczymy się, że słuchanie rodziców i dzielenie się zabawkami jest opłacalne? Chociaż wszystkie ludzkie zachowania są „ewolucyjne” w tym trywialnym sensie, że zaczynają się w naszych wyewoluowanych mózgach, nie ma podstaw naukowych do twierdzenia Wilsona, że promujące religię zachowania są zakodowane na stałe w tych mózgach.

Wreszcie, także zakodowane na stałe zachowania społeczne mogą być dobroczynne dla jednostek, bez konieczności przywoływania doboru grupowego. Jak podkreśla Lee Dugatkin w Cooperation among Animals: An Evolutionary Perspective (Oxford University Press, 1997), współpraca może wyewoluować, ponieważ jest korzystna dla każdego osobnika w nią zaangażowanego. Polujący w grupie lew lepiej na tym wyjdzie, niż polując jako samotny myśliwy. Również systemy moralne i altruizm psychologiczny mogą przynosić korzyści jednostce przez wzmacnianie solidarności grupowej. W końcu, altruizm psychologiczny nie jest altruizmem biologicznym: nie poświęcam żadnego potencjału reprodukcyjnego, kiedy podwożę niewidomego do kościoła.

Co dziwne, pracę Wilsona finansowała Fundacja Johna Templetona, która jest poświęcona promowaniu harmonii między nauką a religią. Ale Darwin’s Cathedral nie tworzy takiego zbliżenia, Autor postrzega religię jako produkt uboczny biologii ewolucyjnej. Reprezentuje więc kolejny wypad socjobiologii w jej ciągłej próbie przyswojenia sobie wszystkich dziedzin myśli ludzkiej, włącznie z socjologią, psychologią, estetyką i etyką. „Pogodzenie” między nauką a religią w wydaniu Wilsona przypomina starą historią z Zoo Biblijnego, gdzie jest klatka, w której lew i jagnię pokojowo leżą przytulone do siebie. Zdumiony tym widokiem zwiedzający pyta pracownika zoo: „Lew i jagnię razem – toż to spełnienie proroctwa Izajasza! Jak to zrobiliście?” To łatwe – odpowiada pracownik. – Po prostu każdego ranka wpuszczamy nowe jagnię”.

My TLS review of Darwin’s Cathedral

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska Why Evolution Is True, 7 grudnia 2014

Polskie tłumaczenie ukazało się pierwotnie na Listach z naszego sadu

Jerry CoyneJerry Allen Coyne (ur. 1949) – amerykański biolog, znany z krytyki koncepcji "inteligentnego projektu". Profesor biologii na Wydziale Ekologii i Ewolucji University of Chicago. Wybitny i aktywny nowy ateista, laureat wyróżnienia Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów "Racjonalista Roku" za rok 2013, stały współpracownik Andrzeja i Małgorzaty Koraszewskich na portalu Listy z naszego sadu.

Podobne materiały

Jeden komentarz

  1. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    26 grudnia 2014 at 10:41 - odpowiedz

    Ja zgadzam się z Durkheimem i Wilsonem, też uważam że religia bazuje na świeckiej użyteczności grupy, jest też namiastką prawa w niestabilnych rejonach. To o czym chce mówić Coyne to nie religia lecz wiara.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *