• czwartek, 25 maja 2017 r.

Bóg a nowoczesność (część XVIII); Polska – Kościół – polityka

Nowoczesność w kulturze Zachodu charakteryzuje się przede wszystkim tym – tradycja Oświecenia francuskiego i dorobek Rewolucji Francuskiej – iż religia stała się sprawa prywatną, osobistą obywateli danego kraju, a instytucje powołane do organizacji życia religijnego nie mogą się zajmować bezpośrednio polityką (w jakimkolwiek wymiarze, zwłaszcza jeśli chodzi o wybory jakiekolwiek szczebla, zwłaszcza parlamentarne). Wykluczyć to miało znany z niechlubnej przeszłości tzw. „sojusz tronu i ołtarza”. Kościół katolicki, ostatni bastion kultury chrześcijańskiej na Zachodzie, oficjalnie zrezygnował z takiego stanowiska na Soborze Watykańskim II, choć praktyka nadal jest inną niźli wymiar czy zalecenia podstawowych dokumentów wydanych podczas wspomnianego, XX Soboru Powszechnego. Zbory protestanckie, mające również udział w tworzeniu tzw. korzeni chrześcijańskich Europy zachodniej – różnych denominacji, mimo, iż powstały i funkcjonowały przez dekady niejako klony zasady „cuius regio, eius religio” – już dawno zrezygnowały z czynnego udziału w polityce tak rozumianej.

Kościół (…) z racji swego zadania i kompetencji
w żaden sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną.

Konstytucja duszpasterska „Gaudium et spes”
(II Sobór Watykański)

Czy w takim razie współczesna Polska może być zaliczona do krajów nowoczesnych, postępowych i demo-liberalnych w stylu klasycznie zachodnim ? Sądzę w kontekście zbliżających się (jak zawsze zresztą) wyborów parlamentarnych – nie. Wraz ze zbliżaniem się terminu tego głosowania rośnie udział lokalnego – zwłaszcza w mniejszych miejscowościach – duchowieństwa w nachalnej i agresywnej agitacji wyborczej, nacisk psychiczno-mentalny na wiernych, jawne wskazywanie kandydatów jednej opcji na których ma się oddawać glosy. To skandal i jawne pogwałcenie konkordatu, gdzie mówi się jasno o przyjaznym rozdzieleniu zainteresowań państwa i Kościoła katolickiego. O szarganiu dobrych, demokratycznych obyczajów i niezgodności z porządkiem konstytucyjnym nawet szkoda wspominać.
Oto na Dolnym Śląsku – jak napisał na FB jeden z kandydatów Zjednoczonej Lewicy z tego regionu (celowo nie podaję jego nazwiska bo nie oto chodzi lecz o wymiar zaobserwowanego działania) – „……organizuje się pod egidą księży grupy, które prowadzą agitację za pomocą sms-ów, by parafianie popierali PiS. Zdaniem organizatorów PiS musi wygrać za wszelką cenę”. Nie zgadzam się z nim, iż to nic zdrożnego. Ów kandydat ma pretensje jedynie do sponsorów i organizatorów tego działania, iż dotyczy to tylko jednej Partii. Ja się z takim dictum nie mogę zgodzić. Uważam, iż świątynie – wszelkie – oraz instytucje religijne winne być absolutnie wolne od doraźnej gry politycznej. Oczywiście jeśli chcą pełnić rolę jaką im przydziela istniejący administracyjno-jurydyczny porządek naszego kraju i uzgodnienia w tej mierze pomiędzy Polską a Watykanem. Mnie oburza właśnie jakiekolwiek uwiązanie religii, instytucji mającej zupełnie inne prerogatywy i zadania, w bieżącą, w doraźną politykę, w polityczne starcia na krajowym orbis terrarum. Pod jakąkolwiek postacią. To szkodzi – o ile potraktować możemy zapewnienia hierarchii i duchowieństwa jako prawdziwe i szczere – uniwersalizmowi nauk katolickich i ich moralnemu przesłaniu. Oczywiście jako osoba niewierząca i racjonalista nie muszę brać serio owych zapewnień gdyż mój światopogląd jest na antypodach teistycznego poznania, ale będąc człowiekiem otwartym, w miarę liberalnym (w dosłownym tego słowa znaczeniu) i życzliwie patrzącym na wszelkie inicjatywy czy działania mające uszlachetnić (nawet teoretycznie, a dobrych intencji nikomu nie wolno odmawiać) nasz doczesny byt, takie doraźne zaangażowanie w brutalną, cyniczną i bardzo często – nihilistyczną działalność jaką jest polska scena polityczna, tylko i wyłącznie szkodzi samej instytucji oraz uniwersalizmowi przesłania jakie ma nieść chrystianizm.
To nie ma nic wspólnego z najszerzej pojmowaną świętością, ze stanowiskiem mającym koić różnice i namiętności polityczne (jakie rozgorzały i są podgrzewane w naszym kraju), z rolą Kościoła jako instytucji mającej zasypywać okopy w jakich coraz bardziej ugrzęzło (z różnych zresztą względów) nasze społeczeństwo. Bo taki stan grozi nieobliczalnymi i dramatycznymi skutkami. Kościół katolicki zawsze pretendował do roli ogólnopolskiego, ponad-politycznego rozjemcy, mediatora; starał się być olejem lanym na wzburzone fale. Po raz kolejny – w ostatnim 25-leciu – jego działanie i przekaz są rzeczywiście jak olej, ale dolewany do ognia.
Słuszną natomiast jest końcowa konkluzja owego kandydata lewicy, że „…..Formalnie apolityczny Kościół w naszym kraju jest jak najbardziej polityczny i w sposób dość bezpośredni pokazuje kogo popiera. Katolicy głosujący na inne partie niż PiS są w nim wierzącymi II-giej kategorii”.
Jak widać III RP nie jest dostatecznie cywilizowanym i nowoczesnym krajem w tym względzie. Burzymy się, pomstujemy na radykalnych i upolitycznionych mułłów zasiedlających meczety i medresy w krajach muzułmańskich, a także w rejonach Europy zachodniej gdzie wyznawcy islamu stanowią pokaźną diasporę (Wielka Brytania, Holandia, Belgia, Niemcy, Holandia, Francja, Włochy), ogłaszających swoje nienawistne a przede wszystkim – polityczne, kazania i memoriały, ex cathedra oraz w Internecie. Dziwne – a często śmieszne – jest to iż często ci z nas, znad Wisły, Odry i Bugu, którzy gorąco i emocjonalnie protestują przeciwko islamizacji naszego kraju (co przede wszystkim wiąże się z tzw. islamizmem – pojęciem ukutym przez niemieckiego religioznawcę syryjskiego pochodzenia Basama Tibiego, a oznaczającym najkrócej mówiąc radykalną i upolitycznioną wykładnię religii Proroka Mahometa) w wyniku przyjęcia uchodźców z Bliskiego Wschodu, są jednocześnie gorącymi zwolennikami udziału instytucji religijnej – bo naszej, rodzimej, o takim samym znaczeniu społecznym jak struktura organizacyjna islamu – w życiu publicznym Polski.
Najsmutniejszą refleksją jest jednak stwierdzenie, że w ciągu 25 lat Polski po upadku Muru Berlińskiego, wejściu do NATO i Unii Europejskiej (ekskluzywnego jak sądzić można było klubu demo-liberalnych i najbardziej rozwiniętych krajów globu) żadnej opcji politycznej – lewicowej czy liberalnej – sprawującej rządy przez większość wspomnianego okresu nie udało się przekroczyć tego Rubikonu serwilizmu państwa i elit nim rządzących wobec instytucji religijnej jakim pozostaje Kościół kat. Lewicy post-pezetpeerowskiej (bo tylko taka zaistniała w III RP jako realna siła polityczna) – z racji jej przestrachu i braku pewności siebie, a przede wszystkim z tytułu umizgów do Kościoła (jako znaczącej siły w pozytywnym tego słowa znaczeniu, traktowanej tak jeszcze na zasadzie echa z okresu lat 70- i 80-tych XX wieku gdy hierarchia mediowała, pośredniczyła skutecznie między kontestującymi władzę PZPR odłamami społeczeństwa, a samą Partią). Demo-liberalnej opcji post-solidarnościowej – z racji mimo wszystko jej genetycznego i mentalnego przywiązania do nauk Kościoła (to także relacje pochodzące z minionego okresu, dotyczyło to tzw. Kościoła otwartego – którego de facto już w Polsce nie ma i po 1989 roku nie było, gdyż umowny i alegoryczny podział na Kościół toruński i łagiewnicki okazał się humbugiem: są tylko konserwatyści mniej lub bardziej fundamentalni, a przede wszystkim – triumfujące i zachłyśnięte pozorami władzy duchowieństwo).
Ta sytuacja, konserwatywno-tradycjonalistycznej i religianckiej jednocześnie mentalności rzutującej na sposób i formy rządzenia naszym krajem – często są to pozory wynikające z serwilizmu czy postępowania wedle zasady „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek” – będzie moim zdaniem trwała nadal. Opcja lewicowa, o wyraźnie świeckim i oświeceniowym charakterze tak jak liberalna nie mają wg mnie szans na samodzielne, w najbliższym czasie, rządy. Liberalna – nie oznacza to absolutnie Platformy Obywatelskiej: proponując elektoratowi takiego kandydata do polskiego parlamentu jak Ludwik Dorn mówiącego, że Polska jest krajem katolickim i jak się komuś nie podoba panujące tu obyczaje (chodzi o związki partnerskie i religię w szkołach) to istnieje strefa Schengen i można sobie – jak chce się żyć w absolutnie świeckim kraju – wyjechać do Francji traci w ogóle wiarygodność nie tyle jako partia liberalna, ale jako nowoczesna politycznie asocjacja, czująca czym jest najszerzej pojmowany modernizm. Bo takiej wypowiedzi i takiego stanowiska nie powstydziliby się najbardziej religianccy kandydaci Prawa i Sprawiedliwości
Świadomość polskiego ludu (i elit) jest więc jak koń Stanisława Tyma – a jaki koń jest, każdy widzi.

Podobne materiały

14 komentarzy

  1. ala wilk
    19 października 2015 at 17:53 - odpowiedz

    No i kto wie czy właśnie fakt że lewica jest post-PZPRowska to jest właśnie przyczyna że KK ma tak silną pozycję w Polsce. Ludzie boją się że jak KK straci władzę to wróci PRL, kartki, kolejki, ocet na półkach, furmanki na wsi itp. itd.

    • Rafał Gardian
      Rafał Gardian
      19 października 2015 at 20:35 - odpowiedz

      Pewnie coś w tym jest. Znamienne, że wciąż wielu ludzie utożsamia walkę o świeckość z komuną.

  2. Krzysztof Marczak
    19 października 2015 at 20:29 - odpowiedz

    Dobra uwaga. W czasie transformacji Polacy pozwolili, żeby zbyt wiele śmieci zamieciono pod dywan. No i – wciąż śmierdzą.

  3. Lucyan
    19 października 2015 at 20:31 - odpowiedz

    Formalnie to koscioł, koscioły czy zbory mogą sie angazowac w zycie polityczne kraju. Albo jest formalny zakaz albo nie ma. Na zachodzie sie nie mieszaja, bo wiedzą ze wiecej moga stracic niz zyskac. W dzisiejszej feudalnej Polsce czują (KrK) zyciową szanse na nachapanie sie w zyciu doczesnym.
    Jedyną formalną formą ograniczenia funkcjonariuszy koscioła w zycie polityczne jest … włączenie ich w struktury panstwa (jako np. słuzby mundurowe). Wtedy mozna im zakazac. Inaczej panstwo nie moze pozbawic swych obywateli podstawowego prawa człowieka jakim jest prawo do uczestniczenia w zyciu politycznym kraju. I tu zadne umowy w styly konkordat nie pomogą. Panstwo nie moze sie umowic z innym panstwem i pozbawic czesci SWOICH obywateli jakichs praw.

    Zupełnym kuriozum jest wiec powoływanie sie na konkordat, nie ma tam nic na temat zycia politycznego ksiezy, i powoływanie sie na „przyjazn” i „przyjaznie” to jakis absurd.
    Lewica do tej pory proponowała układ; rządzimy razem (Miller) albo damy wam forse i przywileje, ale macie sie siedziec cicho. Na zachodzie w wielu panstwach jest inaczej, tez dostają czesto forse, ale wiedzą ze jak podskoczą to im sie forse i przywileje odbierze. W dzisiejszej Polsce takiego ryzyka nie ma, wiec walą do koryta jak czarne wieprze.

  4. Janusz
    Janusz
    20 października 2015 at 06:47 - odpowiedz

    Okres PRL paradoksalnie pomogl kosvciolowi siegnac po wplywy polityczne. Obecna Polska jest rezultatem oporu wobec sowietyzacji w PRL ktory nieudolnie walczyla z kosciolem . Po klesce komunistow nasapila reakcja wzmocnienia kosciola jako czynnika ktory pomogl pozbyc sie PRL.
    Dzieki tej historycznej okazji kosciol przybral szaty wyzwoliciela i obroncy wolnosci i demokracji choc reprezentuje zacofanie, ciemnote i jest wrogiem postepu.

  5. ala wilk
    20 października 2015 at 07:15 - odpowiedz

    Włączenie kościoła w struktury państwa było praktykowane w protestantyźmie i prawosławiu. U nas raczej to nie przejdzie, bo katolicy mają papieża i nie będzie im jakiś prezydent czy sekretarz rozkazywał. Zresztą nawet w Rosji zdarza się że księża prawosławni mają inne zdanie niż Putin.

    • Lucyan
      20 października 2015 at 08:06 - odpowiedz

      Wystarczy zabrac przywileje i niech placą podatki jak inne przedsiebiorstwa, na takich samych zasadach. To w zupelnosci wystarczy. Wtedy zamiast sypac piasek w szprychy bedą musieli sie zając zarabianiem pieniedzy na siebie i swoje włosci. I nie beda miec czasu na dywersje. A morde to sobie pruc moga ile chcą.
      No i zakazac dostepu do dzieci do lat 16. Wtedy problem pedofilii kleru sie drastycznie zmniejszy. Niestety, niektore panie uważają, ze dostep kleru do dzieci to przyjazny rozdział koscioła i panstwa.

      • ala wilk
        20 października 2015 at 16:03 - odpowiedz

        No ale właśnie zakaz religii w szkołach przerabialiśmy w PRLu. I jaki był efekt? Taki że i tak 90% dzieci chodziło na religię do kościoła, czasami nawet dzieci milicjantów czy członków PZPR.

        • Lucyan
          21 października 2015 at 00:53 - odpowiedz

          Religia była wtedy dla plebsu. PZPR przy władzy lansował materialistyczny swiatopogląd, ale bieda i robole mogli uprawiac religie do woli. Byl sojusz partii z klerem, my mamy władze i rządzimy, a wy macie duchową władze nad robolami. Problem sie zrobił gdy kler sie zaczął upominac o udział w rządzeniu panstwem.

  6. ala wilk
    20 października 2015 at 07:16 - odpowiedz

    No już nie przesadzajmy z tym że KK jest strasznym wrogiem postępu. Jak sobie ludzie przypomną „postęp” z czasów PRLu ( np. kolejki, kartki, na wsi furmanki i studnie cembrowane) to wolą jednak obecne państwo kościelne.

    • Lucyan
      20 października 2015 at 08:14 - odpowiedz

      KK jest pasożytem, jego wkład w postep cywilizacyjny jest obecnie żaden. Dawniej byli nawet nauczycielami, w czasach analfabetyzmu. Dzis zostało im tylko pasożytowanie na ludzkich uczuciach. Paradoksalnie jest też najwiekszym beneficjentem Unii Europejskiej, i gdyby PiS zarządził wystąpienie z UE to byłby popłoch.

    • Dariusz
      20 października 2015 at 15:28 - odpowiedz

      To możesz wyprowadzić się do Watykanu.

  7. daniel
    23 października 2015 at 18:56 - odpowiedz

    Na szczęście Polska nie idzie w stronę Francji. Demoralizacji , utraty sensu życia . Polska musi mieć silny Fundament Moralny a najlepiej zacząć od dziś od siebie. Chrześcijaństwo przeżywane np. W Odnowie W Duchu Świętym to Wielki Skarb dla Polski i okazja by ludzie dowiedzieli się o Miłości Boga.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *