• środa, 26 lipca 2017 r.

Dlaczego rządzą nami szaleńcy? Jacek Tabisz

 

Wydaje się, że stanowisko prezydenta Francji, prezydenta USA czy premiera Polski jest czymś skrajnie mało atrakcyjnym i ubiegają się o nie Kiepscy. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego zdolni ludzie z ambicjami politycznymi nie chcą być głowami potężnych państw świata, czy nawet państw słabszych, ale wciąż mających stosunkowo duże znaczenie, takich jak Polska czy Hiszpania?

Podobne materiały

12 komentarzy

  1. Ultima Thule
    17 maja 2017 at 20:36 - odpowiedz

    Bo gdy większość społeczeństwa śpi lub nie interesuje się polityką i życiem społecznym, to pojawiają się tam osoby ze zwichrowaną osobowością. Takie osoby potrafią mówić w sposób dającym im rozpoznawalność, a to jest kluczowe dla zwycięstwa w wyborach. Ważne jest tylko jedno: mówić to, co ludzie chcą usłyszeć, a potem cynicznie robić swoje interesy.

  2. MICHAL
    17 maja 2017 at 21:59 - odpowiedz

    1. W polityce istnieje nadreprezentacja psychopatów a oni lepiej potrafią oszukiwać i manipulować.

    2. Nagroda jest  prestiż jak było mówione np. w Ewolucyjne aspekty rywalizacji o status. Prof. Bogusław Pawłowski 

  3. ala wilk
    18 maja 2017 at 07:46 - odpowiedz

    Trump wygrał bo poparła go część establismentu ( Republikanie). Podobnie Brexit był popierany przez część Partii Konserwatywnej ( np. Boris Johnson).

    Le Pen przegrała bo nie popierał jej establishment. 

    • Katarzyna
      18 maja 2017 at 13:18 - odpowiedz

      A czy Clinton przypadkiem nie pop poparła druga część establishmentu?

  4. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    18 maja 2017 at 11:51 - odpowiedz

    Tony Blair mówił, że tylko socjopata jest w stanie znieść kubły pomyj jakie dostaje kandydat, może to jest klucz do zagadki. 

  5. darekpiotrek
    18 maja 2017 at 22:29 - odpowiedz

    Im dłużej o tym myślę to dochodzę do wniosku, że w sejmie powinni  zasiadać wyłącznie delegaci związków zawodowych. -Zakładając że każdego można przyporządkować co najmniej do do jakiejś jednej grupy zawodowej to taki układ byłby bardzo reprezentatywny. Tacy posłowie- delegaci związkowi – byliby lepiej obeznanie z materią  a zarazem byliby trochę przymuszenie do reprezentowania wyłącznie interesów tej właśnie "materii z której wyrastają. Jeśli by się okazało że jakiś delegat nie sprawdza się albo że szkodzi własnej grupie to delegata wystarczyło by zmienić W senacie zaś powinni zasiadać wyłącznie  naukowcy . np PAN Parlament byłby merytoryczny , zarazem chłodny naukowy i ciepły oddolny. Ci ludzie spotykaliby się w celu wypracowywania korzystnych umów pomiędzy poszczególnymi grupami, rozwiązywaliby rzeczywiste problemy społeczeństwa, i robili ustawy a nie szemrane ustawki. 

    • Ultima Thule
      18 maja 2017 at 22:42 - odpowiedz

      Dlaczego ważniejsi są dla Ciebie związkowcy, niż KONSUMENCI ?
      .
      Czy nauczyciele są dla uczniów, czy uczniowie dla nauczycieli ?

      • darekpiotrek
        19 maja 2017 at 09:26 - odpowiedz

        @ Ultima, @Jacek. Wszyscy – od bankiera po sprzątacza wszyscy jesteśmy konsumentami.  Teraz jest tak, że grupy interesów – wprawdzie  wyraźnie zarysowane-  jednak słabo są reprezentowane o ile w ogóle, ponieważ pomiędzy interesy poszczególnych grup  a  proces legislacyjny wdarli się nic nie wiedzący ,za to  głęboko przeświadczeni o swej erudycji politykierzy z dziennikarzami zresztą na czele. Obecnie jest tak, że polityk jak chce powiedzieć coś "poprawnego" i popularnego  to pierwsze nasłuchuje co w danej sprawie ma do powiedzenia lub co też skrobnie pani redaktór  z jego zaprzyjaźnionej gazety lub telewizji, by potem tylko to powtarzać i wdrażać – czyli np podlizać się  redaktorce tak aby do studia często  zapraszała. Przerarza mnie jak pomyślę że naszą publiczną rzeczywistość tymi mechanizmami budują tacy ludzie.  Nie potrzebujemy  orędowników niejasnych interesów,  intelektualnych flejtuchów i ogłupiaczy bo nijak nie pomagają a jedynie  szkodzą. 

        • darekpiotrek
          19 maja 2017 at 09:44 - odpowiedz

          Przerarza —–>  przeraża 

      • ala wilk
        22 maja 2017 at 21:25 - odpowiedz

        Tam gdzie nie ma związków zawodowych jest mniejszy konsumpcjonizm. Żeby mieć konsumentów trzeba mieć związkowców.

        Porównaj siłę nabywczą Szweda i Rosjanina. 

         

    • Jacek Tabisz
      Jacek Tabisz
      19 maja 2017 at 07:41 - odpowiedz

      Coś w tym jest. Im dłużej obserwuję rewelacje rządzących, tym bardziej takie „skromne” rozwiązanie do mnie przemawia. 

  6. Elasp
    19 maja 2017 at 09:28 - odpowiedz

    Zastanawiam się, czy rzeczywiście jesteśmy skazani na polityków, tzn. czy rozwój technologii nie pozwalałby już dziś na powrót do demokracji bezpośredniej? Jeżeli każdy obywatel miałby coś w rodzaju "konta obywatelskiego", na które wpływałyby projekty ustaw i który umożiwiałby oddanie głosu, zbędna okazałaby się kasta polityków w jej obecnej postaci. Mogliby oni funkcjonować na nowych zasadach jako 1) doradcy, sugregujący oddanie głosu "za" lub "przeciw" w konkretnych sprawach, 2) urzędnicy (rząd), wprowadzający w życie tak dokonane postanowienia "ludu". Demokracja parlamentarna była rozwiązaniem dobrym w przeszłości, dziś jednak jawi się jako staroć podobna do telegramu, nadawanego przesyłanego przez urzad pocztowy. Tak jak niepotrzebny jest telegram, tak niepotrzebny jest parlament. Zastrzeżenie, że "przecież ludzie się nie znają na sprawach, o ktorych mieliby w ten sposób decydować" można uchylić odpowiadając, że "przecież ludzie nie znają się na partiach, które wybierają" i w tym sensie wszystkie decyzje wypływające z takiego wyboru są konsekwencją uprzedniej ignorancji elektoratu. Poza tym głosowanie bezpośrednie byłyby mniej podatne na korupcję (łatwiej skorumpować niewielką liczbę, a więc w tym wypadku posłów czy ministrów) i dawałaby okazję do generalnego wzrostu kompetencji obywateli w sprawach dla nich ważnych, jak i do wzrostu zainteresowania tymi sprawami.      

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *