• czwartek, 21 września 2017 r.

O niebezpieczeństwach rezonansu sympatycznego

Z cyklu: rozważania chwilozoficzne.

      Metafora pochodzi od zjawiska akustycznego w muzyce, gdzie pojedyncza nuta wywołuje drgania tego samego tonu w sąsiednich strunach. Nie chodzi tu jednak o pogoń za „głosem przywódczym”. W Hiszpanii słyszy się często powiedzenie:”Dios los crìa y ellos se juntan”. Pomijając dosłowne tłumaczenie,sensem przypomina polskie: „ciągnie swój do swego” choć te pierwsze bardziej akcentuje grupy ludzi niż pary zakochanych. Gwoli umiejscowienia przenośni spytam się kto robi(ł) najlepsze pierogi na świecie? Niech zgadnę, twoja babcia? Zatem rezonans sympatyczny to zjawisko jak najbardziej ludzkie, naturalne z którym przyszło nam żyć. Jest to, co lubimy i tamto, czego nie lubimy; to czego nienawidzimy i tamto, co kochamy. Wokół nas świat z ludźmi tego typu i ludźmi tamtego typu. To właśnie rezonans sympatyczny sprawia, że się słyszy wszechobecne zdziwienie: ”Jak ona to robi, że zawsze trafia na takich facetów?”.

 

       Nasuwa się istotne pytanie: na ile rezonans sympatyczny może stać się przeszkodą w drodze do poznawania prawdy? Na ile te naturalne zjawisko może oddalić nas od istoty problemów? A problemy to inna nazwa prozy życia. Od naprawy lodówki po decyzje, na którą partię głosować. Czyż nie żenujące to zjawisko, kiedy polityk zdobywa wiele głosów (żeńskich) tylko dlatego że jest przystojny? Efekt płytkiego rezonansu sympatycznego? Czy lajkowaniem wpływamy na losy świata, czy też pozostajemy biernie na widowni „ rzymskiego cyrku”? (kciuk w górę,kciuk w dół). Czy nasz brak sympatii do rządu uzupełnia się sympatią do szefa w pracy? Czy moja ojczyzna byłaby ze mnie dumna, widząc jak wieszam psy na politykach, a sam uprzejmą polityką nie potrafię, rozwiązać prostych problemów na podwórku z sąsiadem? Czy takim „jestem za lub przeciw” wpuszczeniu emigrantów do Polski” rozwiązujemy problem?.Czy też tylko pozwala nam czuć się „cool person”?

 

      Odbiornik rzeczywistości otworzył klatkę – ”dziesięć biednych sierot odrzuconych”. Mata tu kość, poszczekajcie sobie i pogryźcie się najlepiej a „MY” i tak zrobimy swoje. Jacy „MY”?!, Co za paranoja?! Skąd mogę wiedzieć, skoro dziennikarze wyginęli dawno temu. Są tylko powtarzacze informacji. Chciałbym być strusiem, ale niestety (chyba że na szczęście) jestem człowiekiem. Od wielu lat nawiedza mnie koszmarna wizja, że rządy państw są tylko kukiełkami ”rządów których nie znamy”. Chowam łepek w piaskowym samozakłamaniu, że może to tylko taki syndrom najlepszych pierogów świata; że wiek mnie dogania i zaczynam zrzędzić jak starzec: ”co to za młodzież teraz?….”,”za moich czasów panie dziejku….”. Skończyłem „siedem razy siedem lat …..bo ja nikomu już nie wierzę….czy panowie muszą od samego rana…..”

 

      Możesz sobie nikomu nie ufać i nikomu nie wierzyć, ale mam dla ciebie dobrą nowinę znawco rzeczywistości na chybił trafił: i tak zostawisz samochód u mechanika, i tak zaprowadzisz dziecko do przedszkola, i tak wleci ci do oczu rzeczywistość, rzeczy-oczywistość; poprzez okno, witrynę internetową albo ekran telewizyjny. Innymi słowy jesteśmy skazani na ryzyko zaufania (mechanikowi czy też ekspertowi z danej dziedziny). Żyłem sobie tyle lat bezkompromisowo, wolny jak ptak, szczęśliwy, aż pewnego dnia budzę się i odkrywam, że znajduję się w celi. Olśnieniu towarzyszy jeden z darów ducha świętego: mówienie innymi językami. Spoglądam na świat poprzez kraty własnego „ja”, a usta bezwiednie wypowiadają łacińskie:-O QRVA! Myślę sobie – skoro i tak znajduję się w szponach rzeczywistości to z dwojga złego lepiej będzie pofrunąć pod skrzydłami orła niż „Orłella”. Odpolszczyłem się okrutnie spędziwszy połowę życia poza granicami kraju, ale dzięki „skynetowi” od pewnego czasu nadrabiam zaległości.

 

      Kiedy widziałem ostatni raz protest studentów?, niech sobie przypomnę…..dziesięć lat temu w Salamance. Protestowali, bo zabronili im pić piwo w parku. Gdy zobaczyłem manifestacje studentów w Krakowie ucieszyłem i zawiesiłem na fb. Od razu znajomy z Polski zbeształ mnie. Posłał mi ironicznie fotkę jakiegoś złego polityka którego nie lubi,-???!! ,Jezu!,poczułem się jak zdezorientowane dziecko, które tatuś trzepnął po głowie a ono nie ma zielonego pojęcia za co. Ach ci politycy!, ach ci upolitycznieni!. Czyżbyś zapomniał znawco rzeczywistości na chybił trafił że człowiek to zwierzątko polityczne?! ”Gry polityczne”- co za niesympatyczna wibracja z konotacją walki o władze. W takim razie lepiej rozwiązywać konflikty krwawą wojną niż „ polityczną grą”? (-j uż nie wibruje tak negatywnie). Nieunikniona „gra” chyba że wolisz słowo wojna, musi się odbyć między znawcami rzeczywistości, a jej twórcami. Nigdy pomiędzy „tymi otwartymi” ,a „tymi zamkniętymi”.Otwarci też się zamykają i na odwrót.

 

      Musi odrodzić się zawód dziennikarza w przyzwoitym rozumieniu tego słowa. Dopóki to się nie wydarzy, słowo obywatel będzie tylko cynicznym synonimem niewolnika. Śledzę czasami wystąpienia pana Witolda Gadowskiego – doskonały przykład na problematykę rezonansu sympatycznego. Będąc ateistą i namiętnym sympatykiem sekularyzacji nieprzyjemnie mi się słucha tego jego „szczęść Boże”. Ciężko mi również strawić pojęcie polskości jako konstruktu na fundamencie monolitu chrześcijańskiego. Ale czy to powód żeby wszystkie wypowiedzi tego pana uznawać za niesłuszne? Wyobraź sobie, że jesteś na debacie w studiu telewizyjnym. Dopuszczają cię do głosu i zaczynasz słowami: ”wpadło mi kiedyś w oko zdanie…..” popełniłeś kardynalny błąd!, nie sprawdziłeś kto był autorem słów. Rozwijasz kwestie sensownie i mądrze. Trafiasz ludziom do serc. Rodzi się atmosfera konstruktywnego dialogu. Niestety autorem cytatu nie był Dalai Lama, lecz Joseph Goebbels i co najgorsze twój oponent to wie. Przemilczy to? Atmosfera w Polsce przypomina mi pacjenta mojego kolegi. Przypięty pasami do łóżka, szamotał się pod atakiem delirium tremens. W pewnym momencie biedak ocknął się z obłędem w oczach. Spojrzał na ręce i spytał: – która prawa a która lewa? Choćby przyszły król Polski wskrzesił Bertolta i tak wróci szybko do grobu. Po prostu zbrechta się na śmierć. Oczywiście nawiązuję do Bertolta Brechta…nie znalazłem tłumaczenia na język polski może dlatego, że był komuchem? Ahahahahahaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

Cuando los nazis vinieron a llevarse a los comunistas,
guardé silencio,
porque yo no era comunista,

Cuando encarcelaron a los socialdemócratas,
guardé silencio,
porque yo no era socialdemócrata,

Cuando vinieron a buscar a los sindicalistas,
no protesté,
porque yo no era sindicalista,

Cuando vinieron a llevarse a los judíos,
no protesté,
porque yo no era judío,

Cuando vinieron a buscarme,
no había nadie más que pudiera protestar.

Autor cytatu: Friedrich Gustav Emil Martin Niemöller

Roman Giza

Podobne materiały

4 komentarze

  1. maceox
    11 lutego 2017 at 00:16 - odpowiedz

    Dlaczego po hiszpańsku?

     

    • Roman Giza
      Roman Giza
      15 lutego 2017 at 21:02 - odpowiedz

      nie znalazłem polskiego tłumaczenia co mnie bardzo zdziwiło gdyż werset jest bardzo popularny na całym świcie

      • Quetzalcoatl
        15 lutego 2017 at 21:36 - odpowiedz

        @Roman Giza: „nie znalazłem polskiego tłumaczenia co mnie bardzo zdziwiło gdyż werset jest bardzo popularny na całym świcie”
        Polskie tłumaczenie, a także niemiecki oryginał, można znaleźć na przykład tu (w podrozdziale ‘Twórczość’): https://pl.wikipedia.org/wiki/Martin_Niem%C3%B6ller

  2. Jarek Dobrzanski
    12 lutego 2017 at 15:42 - odpowiedz

    Fajna impresja. Sfera życia, gdzie kupujemy bułki, łamiemy nogę, ktoś umiera, ktoś źle zaparkował i sfera wirtualnej wojny gdzie iści aści i yści biorą się za aków ałów i za chwilę zaczną nas przekonywać że JEST rzeczywistość.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *