• sobota, 27 maja 2017 r.

Bóg a nowoczesność (część XIV): Debaszoboryzacja Stadionu Narodowego w Warszawie

John Baptiste Bashobora znów był w Polsce gromadząc tłumy (tym razem w tzw. rekolekcjach na Stadionie Narodowym w Warszawie w dn. 18.07.br wzięło udział – jak podały media – ponad 40 tys. uczestników). Ten ugandyjski ksiądz katolicki, diecezjalny koordynator Charyzmatycznego Ruchu Odnowy w Duchu Świętym (diecezja Mbarara w Ugandzie), doktor teologii, egzorcysta (!), wzbudza ogromne – jak widać – zainteresowanie nad Wisłą, Odrą i Bugiem (choćby z racji ilości odwiedzin Polski i frekwencji jaką cieszą się mitingi z jego udziałem). Od 2007 roku, kiedy po raz pierwszy stanął na polskiej ziemi, odwiedził nasz kraj w sumie 23 razy (czasami były to kilkunastodniowe tournee). Jest przedstawiany – i to nie tylko w mediach katolickich, czynią to także (o zgrozo) media publiczne i stacje prywatne o ogólnokrajowym zasięgu – jako charyzmatyczny, otoczony kultem osobnik, godny zainteresowania i prezentacji, który potrafi „wskrzeszać zmarłych” (podobno dokonał trzykrotnie tego czynu na oczach zgromadzonych wyznawców i wielbiących go adherentów) i uzdrawiać – na poczekaniu – kalekich oraz chromych.

Manipulacja posługuje się iluzją, tworzy
sztuczny świat, który wypacza percepcję osoby
manipulowanej i to w takim stopniu, że
zapomina ona o swym rzeczywistym interesie.

prof. Lech OSTASZ

Charyzmatyczność charakteryzuje się – według teologii chrześcijańskiej – trzema elementami. To miłość, pokora i posłuszeństwo. Zwłaszcza ten ostatni aspekt wart jest podkreślenia (gdyż o nim, w przeciwieństwie do pozostałych dwóch, mało się mówi z racji jego dwuznaczności oraz spekulatywności). Osobiście rozumiem go jako akceptację i zgodę na feudalną hierarchię, uświęconą strukturę skonstruowaną wertykalnie, uświeconą (poniekąd) drabinę społeczną na których czele stoją – w taki lub inny sposób pojmowani – kapłani, egzegeci słowa bożego, namaszczeni reprezentanci absolutu. Czyli – esencja władzy przeniesiona w przestrzeń dymów i kadzideł, sakralnych gestów i rytów, podniosłej retoryki i napuszonych pouczeń. Charyzmat to również zdolność do objawiania nadprzyrodzonych mocy i umiejętności. Co za tym z kolei się kryje – niezwykle subiektywne odczucie i mniemanie.
Jak usłyszeliśmy – w emitowanym również na naszym Portalu – podczas wykładu inaugurującego IV Międzynarodowy Kongres Religioznawczy w Gdyni (17-20.06.2015 r.) następuje współcześnie nader często ukonstytuowanie sacrum w przestrzeni doczesnej. Czyli tym razem, w przypadku ostatniego mitingu z udziałem ks. Bashobory, sakralizacji uległ obiekt komercyjny, jak najbardziej publiczny, przeznaczony In situ do imprez raczej odległych od refleksyjnych kontemplacji, uduchowienia itd. Abstrahuję już w tym momencie od nadmiernego sakralizowania wszystkiego co w Polsce jest możliwe, co często doprowadza do śmieszności i kuriozalnych sytuacji – właśnie z tytułu samego pojęcia sacrum. Chyba, iż traktować mamy to pojęcie, zgodnie z praktyką i doktryną Kościoła kat. oraz esencją władzy o której wspominałem, nie jako subiektywne uduchowienie i refleksję lecz zawłaszczanie kolejnych sfer doczesnej przestrzeni. Sądzić tak można z dwóch przynajmniej powodów : po pierwsze – głoszenie obecności Ducha Świętego na Ziemi (czyli posłannictwo, misja, nawracanie Innego czym zajmuje się i co podkreśla we wszystkich swych enuncjacjach John Bashobora) jest jednoczesnym przekonywaniem świata o realnej i wszechobecnej obecności grzechu w naszej codzienności (Jan Paweł II, encyklika Dominum et vivificantem, II / 1 / 28) i tylko nawrócenie pozwoli przejść „na jasną stronę mocy”, a po drugie – ks. Bashobora był zaproszony (i oficjalnie promowany) przez diecezję warszawsko-praską i jej „szefa”, znanego „Afrykańczyka”, a-bp. Henryka Hosera.
Na przykładzie ostatniej wizyty J.B.Bashobory i jego obecności na Stadionie Narodowym w Warszawie widzimy jak zawłaszczone zostają faktycznie (poprzez symbolikę i jej obecność realną w naszej codzienności) coraz to nowe obszary i obiekty w naszym kraju przez jedno wyznanie, przez określoną formę tego wyznania (niezwykle kontrowersyjną, ocierającą się jawnie o zabobon, pospolite przesądy, o głęboko przed-nowoczesną mentalność) oraz jego symbolikę.
Prof. Magdalena Środa zauważa, iż ciemnota z natury żywotna i ekspansywna, uskrzydlona współcześnie przekonaniem o swej demokratycznej legitymacji do wygłaszania piramidalnych bzdur bez trudu przenika do publicznego przekazu, na wyższe uczelnie, do uznanych i popularnych mediów, do języka ludzi kultury, sztuki, języka twórców i …… polityków. To z eskapizmu intelektualistów, autorytetów (jakie jeszcze się ostały w tym tyglu pomyj, kłamstw, kuglarstwa i pospolitego szamaństwa), ludzi poważanych i poważnych – bez względu na proweniencję – i przyzwolenia z ich strony na to by w publicznej dyskusji i powszechnej narracji dominował głos nawiedzonych ideologów, intelektualnych prestidigitatorów, manipulantów i demagogów mamy dziś taką powszechność tego co zwie się ekscesem, kompromitacją, powszechnie uznanym obciachem. Szok jest wartością i newsem.
Biorąc pod uwagę rudymentarne racje rozumu i empiryzmu stajemy bezradni wobec powszechności panującej głupoty, kuglarstwa, szalbierstwa. Czegoś co za filozofem, prof. Tadeuszem Gadaczem, nazwać możemy kłamstwem systemowym. Sprawiamy wrażenie odartych z realizmu, humanizmu, racjonalizmu, czegoś co stanowiło nasz podstawowy kostium cywilizacyjny. Mamy do czynienie z procesem opisanym onegdaj przez Tony’ego Judta, a polegającym na tym, że demagodzy mówią tłumowi co ma myśleć, wiedzieć, postrzegać i czuć. Gdy ludzie odbijają echem te frazesy, te banialuki, te fatamorgany, oni śmiało ogłaszają iż jest to wyraz społecznych nastrojów. Media – bezrefleksyjne, nastawione jedynie na zysk i poklask (słupki oglądalności), serwilistyczne i filisterskie – partycypują w ugruntowywaniu tego nierzeczywistego i irracjonalnego układu. I to jest też powód zapaści racjonalizmu i realizmu.
Jak mówi historia, pragnienie powszechnej czystości, bezkompromisowości, anty-relatywizmu (immanentnego życiowemu, ludzkiemu doświadczeniu) jest zawsze równoznaczne z hiper-marzeniem o powszechnym dobru (oczywiście według mniemania tego marzyciela) tworząc przy tym źródła i mechanizmy uruchamiające procesy prowadzące do wielkich, masowych zbrodni, czasami ludobójstwa. Lukier naszego dobra pokrywa i niweluje wszelkie refleksje, zastrzeżenia bądź wątpliwości w tej materii. Bo w religijnym systemie – każdym – ostatecznie prawda zamyka się w stwierdzeniu papieża Aleksandra VII (1655-67), iż „zły katolik jest zawsze lepszy od dobrego heretyka”. Gdyż wiara religijna obdarza często błogością, a błogość z żadnej idee fixe nie czyni prawdziwej idei. Wiara nie przenosi gór, ale z pewnością wznosi je tam gdzie ich dotąd nie było (Fryderyk Nietzsche).
Nie, nie jestem za zakazami, obstrukcją administracyjną czy jakimikolwiek prześladowaniami. Jestem oprócz protestu przed nadmierną sakralizacją wszystkiego – poczynając od Stadionu Narodowego, galerii handlowych, samochodów, urządzeń komunalnych, pałek policyjnych, pomieszczeń administracji państwowej i samorządowej, urzędów różnego typu czy broni pozostającej na wyposażeniu polskiej armii (służącej nota bene do zabijania) – zdecydowanie przeciwny, aby media nadawały tego typu imprezom rangę wyjątkowości, pierwszorzędnego newsu, wydarzenia na miarę epoki mającego jakikolwiek wpływ na sytuację w naszym kraju. Ciszej nad tą (i jej podobnymi) trumną dewocji, bigoterii, średniowiecznego uniesienia religijnego i pospolitego kuglarstwa. Takie wrażenie można odnieść patrząc i słuchając wokoło nas się dzieje.
Czy odpowiedzią na ów zmasowany i totalny atak irracjonalizmu, szamaństwa, prestidigitatorstwa może być ucieczka w śmiech, kpinę, drwinę, zabawę i unik z atmosfery: podniosłej, napuszonej, najeżonej obecnością napomnień i pouczeń (jaka zagościła i uświęciła warszawski stadion obecnością Bashobory oraz jaka towarzyszy wszystkim tego typu przedsięwzięciom) ? Ucieczka poprzez uczestnictwo w obrzędach z diabelskimi elementami i wydźwiękiem (oczywiście z przysłowiowym przymrużeniem oka). Czy taka forma obrony przysłowiowych ostatnich okopów Świętej Trójcy ma dziś w Polsce sens ? Nie odpowiem na to pytaniem choć jest to moim zdaniem jakaś metoda na kompromitowanie i obśmiewanie procesu nachalnego zawłaszczania przez jedno, dominujące totalnie nad Wisłą i Odrą wierzenie religijne, tego co zdaje się dla owej masy katolików polskich jest istotą ich religii: rudymentu sacrum.
Tydzień po mitingu ks.J.Bashobory (w dn. 25.06.2015) odbył się na tym uświęconym obecnością Ducha Świętego Stadionie Narodowym koncert australijsko-brytyjskiej grupy rockowej AC/DC. To od prawie 40 lat czołówka światowego rocka, dająca niesłychanie widowiskowe show połączone z hałaśliwą i agresywną – jak w klasycznym wydaniu rocka – muzyką opartą o gitarowe riffy Angusa Younga i charakterystyczny, chrapliwy głos Briana Johnsona.
Ten koncert obserwował komplet, czyli ok. 60 000 ludzi, którzy przyjechali nań z całej Polski. Miałem przyjemność uczestniczenia w tym widowisku, gdyż jestem m.in. fanem AC/DC (i heavy metalu oraz hard rocka) i takiej okazji przepuścić nie mogłem. Widziałem jak samochodami podążali ku Warszawie, informując naklejkami na szybach o celu podróży, nie tylko młodzi ludzie ze Śląska, Zielonej Góry, Szczecina czy Wielkopolski. Przekrój wiekowy – można powiedzieć – był od 3 do 103 lat. Mnóstwo pojazdów miało również rejestracje czeskie i słowackie, a na płycie stadionu powiewały flagi litewskie i ukraińskie.
Co jest charakterystycznym dla twórczości show jaki tworzy ta grupa ? To oprócz klasyki rocka – ostre gitarowe riff oparte o kanony rythm’n’bluesa, rock’n’rolla, boogie, czasami bluesa czy nawet funkie – tematyka utworów, oprawa koncertów, symbolika w niej użyta i ten luz, luz zabawy i łobuzerskiego uśmiechu. Tytuły (i treść) wielu utworów – Shot dawn in Flames, Highway to Hell , Hell Ain’t Bad Placed to Be, Hell or High Water czy najbardziej z kultowych: Hells Bells – pokazują kierunki i tematykę owych widowisk muzyczno-teatralno-wizualnych: piekło, diabły, rogi, opuszczany nad scenę piekielny dzwon, wizualizacja piekła na ekranach, wybuchy ognia i pary, imitacja lawy czy kotłów z płonąca smołą itd.
A przede wszystkim – konstrukcja i oprawa samego koncertu (w czasie tego tournee, promującego ostatni krążek zespołu pt „Rock or Bust”): mega-czapeczka Angusa Younga z diabelskimi rogami nad samą sceną gdzie gra zespół (gitarzysta zaczyna koncert mając takie właśnie nakrycie głowy, które potem odrzuca, do tego czerwoną marynarkę i krótkie, o takiej samej barwie, spodenki – krótko mówiąc: kolory „piekielne”).
Czyżby rację miał J.B.Bashobora mówiąc i ostrzegając (za św. Janem Chryzostomem), że codziennie, co chwila „diabeł nie jest daleko od nas”. ? Tak to może w tym wypadku wyglądać, bo on szedł jakby równolegle z nim, z Bashoborą – świętym człowiekiem stygmatyzowanym Duchem Świętym (czyli samym dobrem i prawdą) – na Stadion Narodowy w Warszawie. Jeżeli prawdą jest, iż sacrum w wyniku takiego mitingu – jak w przypadku owej wizyty ugandyjskiego charyzmatyka – ukonstytuowało się w przestrzeni doczesnej na dobre to co powiedzieć o kolejnym mitingu, z udziałem tylu osób i koncertem AC/DC (w świetle oprawy i tematyki tego koncertu) w tym samym miejscu ? Czy nie widać tu zarówno śmieszności, groteski, komiczności (w próbach totalnej sakralizacji wszystkiego), jak i pewnej dozy karykatury tego co ma być z jednej strony dla tak realizujących swą religijność katolików jest ową „świętością”. Religioznawstwo zna przecież pojęcie tzw. numinosum (za Rudolfem Otto, niemieckim filozofem i religioznawcą), które je dokładnie opisuje; a z drugiej strony – koszt jednostkowego biletu na spotkanie z Bashoborą: 50 PLN ? Czy te dwa elementy nie powodują dyskomfortu etyczno-moralnego, nie wspominając już o rozdziale jurydycznym sacrum i profanum.
Podsumowaniem niech będzie tylko stwierdzenie, że jednak nastąpiła naturalna debaszoboryzacja stadionu w tydzień po mitingu z jego udziałem. Życie bowiem pisze scenariusze idące w poprzek marzeniom fanatyków, fundamentalistów, doktrynerów i rożnego rodzaju purytanów. A rada dla wielbicieli talentów i umiejętności Bashobory (osobiście znam takich !) jest tylko jedna: dobrem – z jego nadmiaru i wynikającej z tego fanatycznej chęci czystości realnego świata – też można uśmiercać. I to w bardzo skuteczny i totalny sposób.

Radosław CzarneckiDoktor religioznawstwa. Publikował m.in. w "Przeglądzie Religioznawczym", "Res Humanie", "Dziś", "Racjonalista.pl". Na na koncie ponad 300 publikacji. Wykształcenie - przyroda/geografia, filozofia/religioznawstwo, studium podyplomowe z etyki i religioznawstwa. Wieloletni członek Polskiego Towarzystwa Religioznawczego i Towarzystwa Kultury Świeckiej. Sympatyk i stały współpracownik Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Mieszka we Wrocławiu.

Podobne materiały

14 komentarzy

  1. Piotr Napierała
    Piotr Napierała
    3 sierpnia 2015 at 08:41 - odpowiedz

    Bo Polacy są i bigoci i rockmani i czesto nie widzą sprzeczności.

    • Tomek Świątkowski
      3 sierpnia 2015 at 16:52 - odpowiedz

      bo jej nie ma

      • Piotr Napierała
        Piotr Napierała
        5 sierpnia 2015 at 17:36 - odpowiedz

        Oj oj oj wiesz rockandrollowa dziewczyna to nie zakonnica…

      • Tomek Świątkowski
        5 sierpnia 2015 at 18:30 - odpowiedz

        rock&roll (jazz, soul, blues itd.) wyrósł z muzyki kościelnej: gospel i spirituals

        • Piotr Napierała
          Piotr Napierała
          5 sierpnia 2015 at 19:07 - odpowiedz

          Częściowo tak chociaż blues jest u źródła i tych gatunków więc… Mi chodzi jednak o Woodstockowy tryb życia

        • Tomek Świątkowski
          6 sierpnia 2015 at 00:16 - odpowiedz

          to są zbyt proste schematy (oba)

  2. Tomek Świątkowski
    3 sierpnia 2015 at 17:25 - odpowiedz

    Autor piszący o debaszoboryzacji musiał najpierw uwierzyć, że wcześniej nastąpiła jakaś baszoboryzacja – i chyba jest jedynym w Polsce, któremu się w to przytrafiło.
    .
    A mówiąc bardziej poważnie to autor sam dokonuje manipulacji (wcześniej zapewne zmanipulowany przez media) skoro sprowadza postać tego księdza tylko do rzekomych uzdrowień i wskrzeszeń. Tymczasem jego rekolekcje to kilka godzin wykładów formacyjnych pomiędzy którymi „zaplątała się” też modlitwa wstawiennicza (praktykowana przez większość chrześcijan na codzień).
    Z kolei tego typu rekolekcje to jest raczej poboczna działalność księdza B., który na codzień prowadzi ośrodki, w których znajduje schronienie kilkaset „dzieci ulicy” z Ugandy, oferując im pomoc prawną, edukacyjną i lekarską.
    Sam jeden robi więc zapewne więcej namacalnego i racjonalnego dobra, niż wszyscy oświeceni autorzy racjonalista tv. razem wzięci i pomnożeni przez dziesięć. Z mędrkowatej pisaniny okraszanej epitetami typu „kuglarstwo”, „bigoteria”, „średniowiecze”, „uniesienie” itp. nie ma za wiele realnego pożytku.

  3. Lucyan
    3 sierpnia 2015 at 18:57 - odpowiedz

    Dla mnie bardziej kuglarska i bigoterska jest Ewa Kopacz ktorego starego dziada liże po rekach, i to na oczach całego swiata. Tak, tak, wiem ze Duda ze switą bedą lizac nizej niz po rekach. Oczywiscie, ze ci ludzie na Baszoborze są oszukiwani, ale czesc z nich o tym wie. I bierze mimo wszystko udział w tym wspolnym oszustwie. Czesc z nich chwyta sie wiary jako ostatniej deski ratunku w swoich niedomaganiach i chorobach. Baszobora jest jak lekarz ktory nie mowi im prawdy tylko oszukuje, ze moze nie wszystko stracone.
    Jest zapotrzebowanie na takie oszukiwanie, to sie robi impreze i ludzi goli. Zreszta, to nie ci ludzie ponoszą koszt tylko zwykly podatnik, bo impreza jest dotowana przez panstwo. 50 PLN to grosze za taką kuracje, i tylko dla zmylenia opini publicznej „kto za to płaci”.
    Mimo wszystko wole nich niz tych debilow-bandytow z meczow pilkarskich. Z tego co wiem to baszoborianie stadionow i tramwajow nie demolują, ludzi nie napadają.

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      3 sierpnia 2015 at 20:01 - odpowiedz

      Lucek jak zwykle błądzi. Nieszkodliwych hipokrytkow ma za gorszych niż fanatycy. Szkoda gadać…

      • Lucyan
        3 sierpnia 2015 at 22:08 - odpowiedz

        Ha, ha, jakich fanatykow? Ci ludzie to uposledzeni, efekt katechizacji i indoktrynacji przy aprobacie PO i PiSu, a nawet SLD. A ta twoja nieszkodliwa histeryczka to finansuje, bo sie dokłada do interesu. Taniej spedzic ich na stadion niz znalezc tylu psychiatrow. Hoser robi za głownego szamanskiego psychiatre miasta Warszawa. Pokalanie JP2.

      • Lucyan
        3 sierpnia 2015 at 22:29 - odpowiedz

        Nastepuja amerykanizacja, pana kochane USA włazi na całego. U nas mamy jedna wielka sekte i ona dominuje i wydaje sie to troche dziwne, ale w kochanym USA takich „eventow” jest na pęczki. Jestesmy 50 lat za USA …
        https://www.youtube.com/watch?v=Ezm_XJ0ytRY

        • Piotr Napierała
          Piotr Napierała
          4 sierpnia 2015 at 08:10 - odpowiedz

          No i co z tego? Takich eventow jest wszędzie sporo. W USA nawet niewierzący chcą być w kościołach bo naprawdę pomagają w potrzebie konkretnie.

        • Piotr Napierała
          Piotr Napierała
          4 sierpnia 2015 at 08:20 - odpowiedz

          Nacjonalizm w Rosji ekologizm w RFN to też religie. Lepsze są już klasyczne religie bo przynajmniej się nie maskują

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *