• czwartek, 23 marca 2017 r.

Republika Wenecka w XVIII wieku

 Republika Wenecka w XVIII wieku stawała się bardziej widzem niż aktorem europejskiej polityki, ponieważ większe państwa europejskie poczyniły znaczne postępy w administracji. Wenecja zachowała jednak bogactwo i atrakcyjność, tak iż stała się „gospodą Europy”, gdzie wszyscy zamożni Europejczycy mogli się zabawić. Liczba ludności Republiki wzrastała powoli. Ok. 1750 roku samo miasto Wenecja miała około 130.000 mieszkańców, a terraferma[1] 3.000.000. Miejscowości opanowane przez Wenecję, takie jak Werona czy Brescia próbowały upomnieć się o przedstawicielstwo w weneckim senacie. Petycje zgłaszali m.in. Scipione Maffei (Werona) i Angelo Querini (Brescia). Jednak Wenecja nie chciała dzielić się władzą i dalej wykorzystywała inne miasta. Republikańska forma rządów, chroniła Wenecję od uwikłania w spory dynastyczne księstw (Wenecja pełniła zwykle rolę neutralnego państwa buforowego) , ale nie chroniła przed upadkiem wewnętrznym[2].

Struktura rządów Republiki Weneckiej była dość skomplikowana. Najważniejszym organem legislacyjnym i w ogóle organem władzy w Republice była  Wielka Rada – Maggior Consiglio[3] (1172- 1797), która tworzyła prawa  i wybierała co roku tzw.  I Dieci i obradowała w wielkiej sali Palazzo Ducale. Maggior Consiglio, z jej władzy wynikały legislacyjne uprawnienia senatu – Pregadi (120 osób), i  wykonawcza władza Dziesięciu. Consiglio dei Dieci (Consiglio dei X  lu po prostu:  i Dieci) była organem rządu weneckiego do spraw bezpieczeństwa stanu istniejącym od 1310 roku. spośród nich wybierano 3 inkwizytorów stanu[4]  Inquisitori di Stato – ścigających bluźnierstwa, działania wywrotowe i inne formy „obrazy moralności”.

W XVIII wieku władza i Dieci była słabsza niż przed wiekiem, w zasadzie ich rola ograniczała się wtedy do obserwowania (mieli swoich szpiegów) ewentualnych spisków patrycjuszy (i to nie tych potężniejszych), lub nadzoru nad ładem na ulicach[5]. Nie należy mylić  i Dieci z tzw. radą czterdziestu:   Quarantia, która wybierana przez 9 elektorów zgromadzenia ludowego (la concio), wybierała potem dożę. Od 1297 roku Quarantia wybierała nowych członków senatu i wielkiej rady i przez krótki okres ustanawiała nowe prawa kryminalne, które to prawo straciła na rzecz Collegio dei Savi kolegium mędrców (ustanowione w 1380 r.),  rodzaj rady ministrów (po kilku mędrców od administrowania miastem i Terraferma), i kilku innych[6]. Minor Consiglio czyli Rada mniejsza zwana też Signorią nadzorowała posunięcia doży (tak naprawdę pracę wykonywali „mędrcy” – ministrowie) z prawem weta.

wen1

Il. 1. Obraz Giovanniego Antonio Canala przedstawiający Piazettę (widok na zachód), źródło: http://img.artknowledgenews.com/files2008a/Canaletto1_piazzetta.jpg

Prócz tych wysokich urzędów przedmiotem pragnień możnych było stanowisko jednego z procuratori przy bazylice S. Marco (aż do XIX wieku bazylika nie była kościołem katedralnym ale już w XVIII wieku stanowiła centrum muzyki religijnej,  pensja tamtejszego dyrektora muzyki również była bardzo nęcąca)[7].

 

Względny liberalizm Wenecji wynikał m.in. z jak najgorszych stosunków z Rzymem, odkąd w XVI wieku, Republika odmówiła przyjęcia papieskich inkwizytorów[8].

W latach 1694-1700 dożą weneckim był Silvestro Valiero, który zmarł w lipcu 1700 roku, dożowie weneccy byli bowiem, w przeciwieństwie do genueńskich, wybierani dożywotnio. Valiero był przystojny i był dobrym mówcom, politykiem niestety zaledwie średnim (nie uzyskał wiele w pokoju w Karłowicach 1699 roku).

Alvise II Mocenigo (1626-1709) był ograniczonym bigotem. Sprawy wiary traktował jako ważniejsze od politycznych, na których się nie znał. Nie miał zdolności przywódczych a karierę polityczną zaczął późno. Pełnił urząd podesty (Podestà) w mieście Padwa od roku 1684 do 1686, potem był administratorem Morei. Był narcyzem i próżniakiem. Dożą został dzięki przekupstwu. Jego raczej przypadkową zasługą jednak było to, że Republika Wenecka pozostała neutralna, gdy toczyła się wojna o sukcesję hiszpańską (1700-1714). Dzięki handlowi z Orientem Mocenigo zdobył wielkie bogactwo, które musiał dzielić z 8 (!) braćmi, z których każdy nosił to samo imię: Alvise, jak ojciec. Jeden z jego braci był ambasadorem Wenecji w Londynie i Turcji. Zmarł po strasznej zimie, która podkopała jego zdrowie, w marcu 1709 roku.

Następca Moceniga, Giovanni II Cornaro lub Giovanni Corner (1747-1722) to z  pewnością zdolny polityk. Był drugim dożą z rodziny. Poprzedni  Giovanni I Cornaro  panował w latach 1625 – 1629. Giovanni II Cornaro został wybrany przy pierwszym głosowaniu (wł: scrutinio, łac:scrutinium) dnia 22 marca 1709 roku. Walczył z Turcją (1714 – 1718) i zatwierdzał traktat w Passarowitz (1718), od tego momentu, aż do 1797 roku Republika unikała wojen.  Giovanni poślubił Laurę Corner, swą krewną powiększając swą fortunę. Miał wpływy też w kręgach kościelnych (wielu jego krewnych to biskupi). O jego wyborze na dożę zadecydowały i jego przymioty i łapówki. Wojna z Turcją, która zaatakowała greckie posiadłości Wenecji   w 1714, została przegrana. Republika  była do wojny nieprzygotowana. Stracono półwysep Morea , obroniono jednak Korfu (1715) i Dalmację. Corner próbował uleczyć finanse Republiki, jednak bez wielkiego sukcesu. Zmarł 12 sierpnia 1722.  Wdowa po nim Laura Cornaro (zm. 1729) poszła do klasztoru.

Alvise III Sebastiano[9] Mocenigo (1662-1732) w roku 1718 Sebastiano Mocenigo był jednym ze zwolenników pokoju z Turcją. Udało mu się jednak potem też dokonać pewnych korzystnych dla Republiki korekty granic w roku 1721. Dlatego granice turecko-wenecką w Dalmacji zwano: Linea Mocenigo. Jako doża Wenecji od roku 1722 kontynuował politykę neutralności i  próbował uzdrowić gospodarkę kraju, zwalczyć korupcję i wzmocnić armię (był pacyfistą, bo wiedział, że armia wenecka jest słaba). Kazał wybrukować plac św. Marka. Za jego rządów, w 1729 roku zwodowano nową galerę doży Bucentaura.

Montesquieu bawił w Wenecji w 1728 roku. Do miasta dotarł kanałem Giudecca po godzinie podróży łodzią 16 sierpnia tego roku. Był pod silnym wrażeniem miasta:

„… Pierwsze spojrzenie na Wenecję jest cudowne; nie znam drugiego takiego miasta, w którym bardziej niż w Wenecji odczuwałoby się od pierwszej chwili radość z przybycia[10]…”.

 

Montesquieu skrupulatni notował, ze Wenecja składa się z 150 wysp, i zachwyca się renesansową architekturą, omijając budowle gotyckie. Dzięki znajomości z księdzem Antoniem Conti, literatem wenecki, poznał m.in. Montesquieu Marca Antonia Giustinianiego, wysokiego urzędnika z orszaku doży, Cecilie Memo, której wujem był ówczesny doża Alvise Mocenigo i Alessandra Marcello, kompozytora, matematyka i uczonego[11]. Po jakimś czasie Montesquieu, choć nadal podziwiał uroki architektoniczne, nabrał dość negatywnego zdania o społeczeństwie Weneckim:

„…Moje oczy syca się widokiem Wenecji, ale już stanowczo nie moje serce; nie znoszę tego miasta, w którym nic nie zachęca do tego, by być dobrze wychowanym i postępować moralnie. Nawet przyjemności, jakie nam się tu oferuje, by zastąpić to wszytkom czego się nas pozbawia, przestają mi się podobać[12]…Wenecjanie i Wenecjanki posiadają pewien szczególny rodzaj dewocji: mężczyźni utrzymują kochanki, ale za żadne skarby nie odpuszczą sobie udziału we mszy… Co się tyczy tutejszej wolności, jest to wolność, z której większość uczciwych ludzi nie chciałoby skorzystać: obnosić się za dnia z kurtyzanami, żenić się z nimi, nie musieć przystępować do komunii, na Wielkanoc, nie odpowiadać za siebie i za swoje czyny, oto wenecka wolność[13]…”.

 

Cytaty te mówią nam wiele zarówno o Wenecji jak i o bigoterii Montesquieu, który opuścił miasto 14 września, udając się do Padwy.

Karl Ludwig von Pöllnitz był w Wenecji w kwietniu 1730 roku. 27 kwietnia pisał o swej przeprawie gondolą do miasta[14]. W Mestre skąd płynęło się do Wenecji wziął gondolę i płynął 7 mil przez nieco mniej niż półtorej godziny. Gondolier dowiózł go do izby pocztowej, gdzie Pöllnitz musiał podać swe personalia i cel wizyty, obowiązywało to wszystkich, którzy podróżowali pocztowymi powozami. Pöllnitz zatrzymał się w oberży pod Białym Lwem, ciesząc się, ze przetrwał ciężka przeprawę przez Brenner. Oprowadzał po placu Św. Marka dwóch czeskich szlachciców, jakich znał z Pragi.    Kościół Św Marka był miejscem modłów dozy, któremu zwykle towarzyszył w tym nuncjusz, albo któryś ambasadorów (ambasador Francji de Gercy zwykle unikał modlenia się, gdy z dożą przebywał ambasador Hiszpanii, hr. de Bolagnos, obaj dyplomaci nie znosili się). Doża udawał się na modły zawsze z pompą, przez szpaler dyplomatów ustawionych wg rangi, senatorów i trębaczy, idącym razem z nim, a potem wracającym zwykle z nim do pałacu dożów. Niemiecki podróżnik chwalił dożę Mocenigo, jako człowieka mądrego, szczodrego i godnego[15]. Był znany z towarzyskości i uprzejmości.

Druga osobą w państwie był wenecki patriarcha, w czasie wizyty Pöllnitza był to reprezentant rodu Gradenigo. Pöllnitz pisał też ciekawie o sławnym arsenale weneckim, pilnowanym przez 3 szlachciców zmieniających się co tydzień. W kolejnym liście z 15 maja 1730 roku Pöllnitz pisał m.in., że Republika utrzymywała 12 galer, z których najważniejsza zwana Fusta, nie opuszczała kotwicowiska przy placu San Marco. Zwykle  cumowano tam też cztery inne galery. Pozostałe cumowały na kanale Zueca. Sił lądowych Republika miała niewiele, całość tych wojsk stacjonowała zwykle na Korfu. Odkąd Burbonowie i Habsburgowie zaczęli przejmować włoskie księstwa, Wenecja czuła się zagrożona w Italii. Senatorzy nienawidzili Hiszpanów, pamiętając spisek markiza Bednara ambasadora Hiszpanii, nie przepadali też za Niemcami i Francuzami. Manufaktury weneckie upadały wskutek konkurencji angielskiej i holenderskiej. Szlachta prawie nie mogła mówić z cudzoziemcami, tak bardzo podejrzewano szpiegostwo i spiski. Senat dawał specjalne pozwolenia na odwiedzenie cudzoziemskiego dygnitarza. Kobiety jednak odwiedzały się wzajem, czasem wypływały w swych gondolach w towarzystwie waletów, lub szły na przedstawienia w maskach, kontakt z nimi był też łatwiejszy dla cudzoziemców niż z ich mężami, co pozwoliło niemieckiemu baronowi w miarę przyjemnie spędzić czas w Wenecji. O Wenecjanach miał opinię jako o rozpustnikach, którzy w późniejszych latach zamieniają się w przepraszających za popełnione grzechy bigotów.

Christopher Hibbert opisywał Wenecję czasów Casanovy, z punktu wiedzenia przybywających doń cudzoziemców[16]. Większość turystów przybywała tu z Mediolanu przez Weone i Vincenzę – jak, doradzały przewodniki przez Werone i Vincenze. Na karnawal dożowie dawali każdemu pozwolenie by nosić maski co ogłaszali oficjele. Maski te były zwykle białe lub czarne. Karnawał uświetniały występy; akrobatów, bokserów, bicie niedźwiedzi, teatry lalek, parady sukien, wróżbici i muzycy. Na prawie każdym placu  byłu magazzeni – sklepy i pestrini – bary mleczne z waflami. Na turystów czekały też zastępy kurtyzan (już pod koniec XVI wieku było ich 11.654 zapisanych na liście rządowej). Charles de Brosses pisał o nich, że gdyby   anioły i wróżki miały córki ni byłyby one tak piękne jak wiele z tych kurtyzan.  Goethe tymczasem zajmował się stanem sanitarnym miasta, pisał m.in., że czasem  płaskodenne barki zbierały nieczystości z kanałów by nawozić nimi pola[17], Niemiec, dziwił się czemu nadmorskie miasto nie jest czyste jak Amsterdam, a Mrs Thrale przyjaciółka Samuela Johnsona, zdumiewał się, czemu Rialto jest takie brudne.

Nawet schody pałacu dożów śmierdziało od błota i brudu (arystokratki bezceremonialnie podnosiły suknie chodząc po nich). James Edward Smith nazwał bazylikę S. Marco  chyba najbrudniejszym miejsce kultu w Europie, może poza synagogą w Rzymie. Wiele pałaców arystokratów było równie brudnych, ale cudzoziemcy zmogli o tym nie wiedzieć bo rzadko mieli zaszczyt być tam zaproszonymi. Patrycjat wenecki nie był zbyt gościnny. De Brosses narzekał ze na conversazioni u prokura torowej Foscarini było podawane ciągle to samo jedno danie  pokrojona w grube plastry dynia lub arbuz o 20:00. Woda w studniach miejskich była brudna. Panował raczej marazm. Arsenalotti – robotnicy portowi stanowiący tez rodzaj milicji rezerwowej broniącej portu (w roku 1766 było ich ok. 1500, mniej niż wiek wcześniej), wyróżniali się na ogólnym tle energią i patriotyczną postawą, reszta Wenecjan  zdawała się mieć więcej dni wolnych niż dni pracy. Nawet Labusie (młodzi księżulkowie) uganiali się za seksem (np.  kazania Casanovy dały mu wiele znajomości z dziewczynami), zakonnice uchodziły za świetne kochanki (jak Maria da Riva zakonnica i kochanka francuskiego ambasadora). Nic dziwnego, że kardynał Ugo Buoncompagni (przyszły Grzegorz XIII), został odwołany z Wenecji za zbytnią surowość. Co do weneckich świeckich inkwizytorów stanu, to decyzje ich musiał zatwierdzać bardziej liberalny obyczajowo senat. Charles de Brosse widział bardzo dowcipne i piękne ruchliwe zakonnice-żartownisie w klasztorach wydekoltowane niczym aktorki[18].

Sto trzynasty doża Carlo Ruzzini, wybitny dyplomata, negocjator w Passarowitz, dożą był bardzo krótko (1732-1735), zadbał jednak o bezpieczeństwo Republiki i utrzymał neutralność w obliczu walk o sukcesję polską (1733-1738)[19].

Dyplomata Alvise Luigi Pisani (1664-1741)   był człowiekiem bardzo zamożnym, lecz z powodu tendencji do imitowania stylu monarchów europejskich zwany był ; „biednym księciem” (wł: povero principe), nowością było np. pisanie sonetów na jego cześć.   Na stanowisko doży kandydował bezskutecznie w latach 1722 i 1732. W roku 1735 wygrał przekupiwszy wszystkich 41 elektorów, którzy go potem jednogłośnie poparli.  Po elekcji  15 stycznia roku 1735 od razu przeniósł się do Pałacu Dożów z całą rodziną. Za jego rządów Wenecja popadła w zastój gospodarczy, który ustępował tylko dzięki okresom, w których odbywał się karnawał wenecki na który przyjeżdżali turyści z całej Europy. Od roku 1736, dzięki wprowadzeniu do produkcji nowego typu okrętów zwanych: „atte”, (z wieloma armatami), ekonomia nabrała tempa po kryzysie lat 1733-1734. W marcu roku 1741 Pisani postanowił odpocząć w swej willi na obszarze terraferma lecz kiedy tylko wsiadł do gondoli by wypłynąć z metropolii poczuł się źle i musiał wrócić do Pałacu. Pisani zmarł 17 czerwca 1741.

Do połowy XVIII wieku filozofowie oświeceniowy opowiadali się zwykle za monarchiami, ponieważ liczyli, że łatwiej będzie do niezbędnych reform wolnościowych i gospodarczych przekonać króla i kilku ministrów niż całe republikańskie grupy nacisku[20]. W Wenecji jakiekolwiek reformy natykały się od razu na tradycję milczenia na temat rządu weneckiego. Marco Foscarini próbował ja rozbić. Reformatorom w Wenecji nie pomogło nawet rosnące zagrożenie ze strony Austrii. Tymczasem potrzeba reform stawała się coraz bardziej paląca, gdyż pusta kasa państwa po 1748 roku wpływała na coraz agresywniejszy fiskalizm powodujacy upadek rzemiosła i dalsze osłabienie państwa[21].

Dla Pietro Grimaniego (1677-1752) Zostanie dożą w 1741 r. było ukoronowaniem długiej kariery dyplomatycznej. Był m.in. przez kilka lat ambasadorem w Wielkiej Brytanii (1710-1713), gdzie poznał m.in. Isaaca Newtona, i w Austrii (1715-1720).  W wyborach 30 grudnia 1741 roku dostał 26 głosów na 41 i to  tylko dlatego, że nie było innych poważnych kandydatów. Okres jego rządów przebiegł spokojnie,  pod znakiem jego działalności jako oficjalnego mecenasa sztuk i lepszej koniunktury handlowej (neutralność wenecka w dobie wojny o sukcesje austriacką). Po śmierci Grimaniego w marcu 1752 roku, pojawiło się wiele wierszy satyrycznych i operetek wyśmiewających dożę-poetę, co spowodowało, ze wielu potencjalnych kandydatów zrezygnowało. Na placu boju pozostał Francesco Loredan lub Loredano (1685-1762), którego urzędowanie przebiegało pod hasłem walk konserwatystów z reformatorami skupionymi wokół Angelo Queriniego (1721-1796). Querini był senatorem i trzymał inne ważne stanowiska w Republice Weneckiej, oraz zdecydowanym zwolennikiem   partii reformatorów, która, aż do  czasu rządów ostatniego doży, Ludovico Manina, przegrywała z aroganckimi konserwatystami. Manin będzie spoglądał na Queriniego z sympatią, ale niewiele będzie już mógł zrobić[22].

Loredano popierał zawsze stronę wygrywającą,   jego poparcie miało zawsze charakter obezwładniający obie strony i pasywny  i nie próbował zakończyć osłabiających państwo sporów. M.in. dlatego nie był szanowany, i czasem, zwłaszcza pod koniec życia, wyśmiewany publicznie.  Gdy wybuchła wojna siedmioletnia  (1756), handlowcy weneccy odczuli to pozytywnie. Republika Wenecka przeżywała boom ekonomiczny spowodowany przejściowym brakiem zagranicznej konkurencji. W ostatnim okresie rządów pozycję Loredano podkopywał zazdrosny o władzę Marco Foscarini, który atakował nieudolność podstarzałego doży.

W połowie wieku XVIII gospodarkę wenecką coraz bardziej nakręcali cudzoziemcy. Około roku 1750 jakieś 30.000 z z 140.000 mieszkańców Wenecji było cudzoziemcami[23].

W 1761 roku nastąpiły pierwsze walki o reformę administracyjną kraju ze strony Angelo Queriniego . Niestety upadły one, tak samo jak zresztą późniejsze projekty Giorgio Pisaniego i Carlo Contariniego (1779-1780)[24]. Starano się za unowocześnić system rządów. Niestety jedyne co się udało to zabezpieczenie militarne Republiki – budowa wielkich zapór kamiennych (murazzi) na lagunach miało zapewnić bezpieczeństwo miasta[25]

Marco Foscarini[26] (1696-1763), erudyta i dyplomata[27] został (dopiero w 1762 roku dożą zwykłą wenecką drogą, czyli przekupstwa. W anonimowych rysunkach pojawiających się wówczas w mieście przedstawiano jego żonę stosującą korupcję przeciw(!) mężowi. Elisabetta Corner była na nich przedstawiona jako Maria Teresa Habsburg – ambitna władczyni. Po śmierci męża żona musiała zapłacić jego długi w wysokości 250 000 dukatów.

O doży Alvise Giovanni Mocenigo (1701-1778), który sprawował swój urząd dość długo (1763-1778), został wybrany jednogłośnie. Choć nie brakowało mu zdolności organizacyjnych i przywódczych, plotkowano, że tak naprawdę jego żona  Pisana Corner (zm. 1769) rządzi nim i państwem. Mocenigo musiał zmagać się z kryzysem ekonomicznym w jaki popadła Wenecja w latach 70.  Udało się jedynie nieco załagodzić jego skutki, poprzez sprawiedliwsze rozłożenie podatków. Prawa przeciw luksusowi nie były skuteczne, zaś plan liberalizacji manufaktur nie wszedł w życie. Mimo, iż doża był hojny i zaradny nie zdołał powstrzymać kryzysu, co gorsza co chwile wybuchały skandale finansowe i seksualne wśród elit osłabiając morale. Doża też był zamieszany przynajmniej w jeden z nich, gdy znaleziono jego pierścień w domu  gadatliwej  arystokratki. By polepszyć stan gospodarki Mocenigo nawiązał nowe kontakty handlowe z Tripolisem, Marokiem, Rosją i obu Amerykami, zrealizował też  pewne reformy mające na celu zwiększenie efektywności armii.

Przedostatni doża (styczeń 1779-1789) Paolo Renier uważany był  za dobrego taktyka i mówcę. Służył jako ambasador Republiki Weneckiej w Konstantynopolu i Wiedniu. Wsławił się  walką z   korupcją, co przyniosło mu urząd inkwizytora stanu (Inquisitore del Stato). Konserwatysta Renier, pokonał w wyborach Andreę Trona (w wyborach tylko jego własny brat głosował przeciw Renierowi), który zaniepokoił elity swymi dążeniami do ograniczenia ilości klasztorów i do innych reform. Wybór Reniera nie podobał się wielu  kręgom,  otrzymywał nawet liczne listy z pogróżkami. Podejrzliwie patrzył na idee rewolucyjne lansowane wcześniej przez m.in. Ludovico Muratoriego i wstrzymywał druk jego książek. Z czasem jego polityka stawał się coraz bardziej konserwatywna (wspierał dekadenckich nobilów zw. Barnabotti), a przy tym także despotyczna (aresztował liberałów  Giorgio Pisaniego i Carlo Contarini). Zmarł 13 lutego 1789 roku po trwającej 37 dni chorobie. Jego śmierć ogłoszono dopiero 2 marca by żałoba nie przeszkodziła karnawałowi. Mimo to uważany był za ostatniego weneckiego męża stanu na tronie doży.

Tymczasem Republika dalej traciła prestiż międzynarodowy, na co wskazuje m.in. problematyczne zwycięstwo nad bejem Tunisu (1784-1786), który to sukces militarny  nie przyniósł korzyści handlowych[28]. W latach 80. Angelo Emo przywrócił ład i dyscyplinę w marynarce weneckiej[29]. Hermetyczna szlachta i jej klienci – barnabotti tracili kontrolę nad państwem. Szlachta była bowiem coraz mniej liczna (w 1714 było 1.731 szlachciców uprawnionych do zasiadaniu w maggiore Consilio,  ale w roku 1797 było ich zaledwie 754), jednak nie starano się włączyć z jego obręb bogatych mieszczan. Inne reformy też udawały się przeciętnie. Reforma szkolnictwa Carlo Lodiego przyniosła ograniczone rezultaty. Handel oliwą i rodzynkami przeszedł w II połowie XVIII wieku w ręce kupców z Triestu. Austria zagrażała więc także ekonomicznie Republice. Jedynie sukiennictwo weneckie nadal dobrze prosperowało. Bardzo późno, bo w 1794 roku, zniesiono w Republice cła wewnętrzne. Część problemów finansowych Republiki pochodziła z nierównego udziału w opodatkowaniu. Nieproporcjonalnie dożo do puli odprowadzała sama Wenecja, a Terraferma płaciła bardzo niewiele, dlatego też rzadko domagała się większego udziału w głosowaniach.

W połowie lat 80. XVIII wieku Wenecję odwiedziła Hester Lych Piozzi, która płynęła Brentą na barce 8 godzin zanim przybyła do stolicy Republiki[30]. Jak zauważyła, patrioci weneccy nie krzyczeli: Viva Venezia ! (jak Anglicy: Old England for ever !), lecz: Viva San Marco ! . Damy wenecki pływały po kanałach w łodziach zwanych: zendaletto, pomalowanych jak gondole na czarno, lecz luksusowych, które mogły służyć za ruchomą kawiarnię, lub kasyno. Piozzi pisała tez nieco o prawach zakazujących po groźbą kar zbytniego fraternizowania się weneckich elit z cudzoziemcami.  Wenecjanie z wyższych sfer ukrywali ponoć swą podejrzliwość pod maską wesołości. Jednocześnie jednak nie można było, zdaniem Piozzi, nazwać rząd wenecki, opresyjnym, a zdarzyło się jej prowadzić, jak to ujęła bardzo „liberalne” i ożywione dyskusje polityczne z Wenecjanami. Jej zdaniem nic się nie mogło równać z atmosferą placu San Marco nocą, oświetlonego lampami, lizanego falami morskimi, ożywionego śmiechem dobiegającym z kawiarni, opiewanego prze dziewczyny akompaniujące sobie na gitarze. Hester z mężem podziwiali w arsenale tureckie zdobyczne działa tureckie, szkła o wszystkich kolorach w manufakturze szkła na Murano. Dziwił Piozzi  antyintelektualizm Wenecjan – to, że „wielu mieszkańców miasta umiera, nie postarawszy ię nigdy dowiedzieć gidze produkuje sie mleko z Terraferma, i cieszyła się, w tym kontekście, ze jest Angielką (Ah,happy England! whence ignorance is banished by the diffusion of literature, and narrowness of notions is ridiculed even in the lowest class of life), jedynie wśród senatorów było wielu naprawdę oświeconych, którzy znali stan i potrzeby państwa, jednak ich żony „studiowały tylko jedną naukę” – jak umilić czas mężczyźnie. Nikt w Wenecji ponoć nie interesował się nauką i czytelnictwem niewiast. Z Turkami Wenecjanie szczerze sie nie znosili (nawzajem uważali jedni drugich za szaleńców) ale jakieś zasady sąsiedztwa między odwiecznymi wrogami jednak obowiązywały. Efektem bliskiego sąsiedztwa było pewne upodobnienie obyczajów; na przykład spożywanie ogromnych ilości kawy przez Wenecjan w każdym wieku. Pisząc list Piozzi wspomina, że z mężem wypili już od rana po siedem filiżanek i obawia się, że tak częste spożywanie kawy ich zabije. „Po drugiej stronie Adriatyku brano przynajmniej opium dla zrównoważenia pobudzenia, ale Wenecjanie chyba nie uważali, ze sen jest im potrzebny do życia” (On the opposite shore, across the Adriatic, opium is taken to counteract its effects; but these dear Venetians have no notion of sleep being necessary to their existence). Wenecjanie, wg Piozzi, często wydawali się cały czas w ruchu, i stąd całe miasto było ożywione przez 24 godziny na dobę. Temu też Brytyjka przypisywała to, że nie spotkała dotąd żadnego lirycznego opisu nocy u poetów weneckich, motywu tak częstego u poetów innych krajów. Wenecjanki, które prawie nic nie jadły porządnego w ciągu dnia, wstawały ok. 19:00, ich kawaler pomagał im się ubrać, i siadały w kobiecym towarzystwie popijając czekoladę w kawiarni, plotkując, mając z tego więcej ponoć radości niż kobiety mediolańskie. Mężczyźni, którzy nie należeli do bawiącego się świata potrafili całymi nocami pracować przy biurkach. Arystokrację wenecką, Piozzi uważała za szczęśliwie „zdemokratyzowaną”[31]. Nie przepychano się ty tytułami, a ponieważ cała niemal arystokracja mieszkała  w Wenecji, raczej starała się dogodzić swym sługom, niż ich wykorzystywać i prześladować, co niestety zdarzało się w całej Europie w zaciszu wiejskich dworskich rezydencji (i na Terraferma). Wszystkie urzędy były niemal dożywotnie lub nawet dziedziczne, a nie wybieralne jak w Anglii. Życie elit było tu bliżej związane z polityką bieżącą państwa niż gdziekolwiek indziej, również dlatego, ze niemal cała elita mieszkała w stolicy. Co było szczególnie miłe Hester Lynch Piozzi, Brytyjce mającej włoskiego męża, wielu wenecjan darzyło sentymentem Wielką Brytanię.

Ostatnim dożą Wenecji był Ludovico Manin (1725-1802), który rządził od 9 marca 1789 do 1797 roku, kiedy to Napoleon zmusił go do abdykacji. Wybrany został dożą tuż rewolucją francuską, przez wszystkich 41 elektorów. Jego jedyny konkurent Andrea Memmo, był zbyt reformatorski nawet dla własnych zwolenników.  Zgodnie z tradycją musiał rzucić monety tłumom, co kosztowało ponad 458,197 Lira, z czego poniżej 1/4 pochodziło ze skarbców Republiki, a resztę musiał Manin wyłożyć z własnej kieszeni Inny aspirant do stanowiska doży:    Pietro Gradenigo tak skomentował wybór Manina: I ga fato doxe un furlan, la Republica xe morta!. W 1792 roku Manin pozwolił zmniejszyć flotę handlową do 309 kupców.  Wenecja rozpaczliwie usiłowała utrzymać neutralność w wojnach rewolucyjnych, wstrząsana wewnętrznie przez weneckich sympatyków rewolucji i demokratów. W sierpniu 1792 roku Maninowi zmarła żona, ale nie pozowano pogrążonemu w rozpaczy abdykować. Doża starał się. W kwietniu 1797 roku Franzuzi dotarli do Wenecji,Manin skomentował to: “tej nocy nie będziemy bezpieczni nawet we własnym łóżku” – Sta notte no semo sicuri neanche nel nostro letto. W następnych dniach obradująca  Maggior Consiglio zdecydowała sie poddać miasto. 4000 francuzów weszło do miasta, co oznaczało pierwsza okupację w historii Wenecji. Napoleon zażądał wprowadzenia demokracji i wydania kilku dowódców weneckich walczących z jego armią na terraferma. Ostatnie posiedzenie rady (12 maja 1797 r.), postanowiło (choć nie było kworum), zgodzić się na warunki wroga i ewakuować ludzi walczących na terraferma. 15 maja doża opuścił książęcy pałac i udał się do pałacu jego rodziny, a   Wenecję przejęła Francja. Francuzi weszli w  posiadanie mennicy. Manin odetchnął z ulgą, gdy pokój w Campo Formio (1798),nadał Wenecję Austriakom.  Brat Manina  Francesco Pesaro został doradcą cesarza Austrii Franciszka II i komisarzs ds. Wenecji i terraferma. Resztą zycia Manin pos więcił działalności charytatywnej (darowizna dla biednych szlachciców), niestety  postrzegany jako bezpośrednio odpowiedzialny za upadek Wenecji, był ofiarą nadużyć i kradzieży[32].

Jak  widać,  rada czterdziestu, podobnie jak papieskie kolegium kardynałów, wybierała raczej starych ludzi na liderów państwa – by szybko umarli i pozwolili porządzić kolejnym dostojnikom widzimy tez, że nie będąc bogatym patrycjuszem nie było co marzyc o najwyższym urzędzie w Republice.

W XVIII wiecznej Wenecji[33], jak pisze, być może nieco przesadnie, Kazimierz Chłędowski,  rycerski pierwiastek typu macho, był w odwrocie (w porównianiu z rubasznym barokiem), a miastem rządziły niewiasty z elity, w jednej z komedii Goldoniego, Pantaleone mówi, że urząd czy inną łaskę da się otrzymać jedynie przy kobiecym poparciu. Szlachta zubożała, znaczna jej część żyła już tylko z funduszy publicznych. Dzielnicę San Barnaba zamieszkiwali właśnie tacy zbiedniali patrycjusze (barnabotti). Mieli oni prawo głosowania w Wielkiej Radzie, i często dorabiali sobie sprzedając ów przywilej. Nawet ci biedniejsi lubili zbytek. Dawniej to mężczyźni igrali z kobietami, teraz role się odwróciły. Kobieca kokieteria nie miała granic (odważne rysunki na biletach wizytowych), podobnie jak gotowość mężczyzn do spełniania ich kaprysów (nawet ostatni doża Ludovico Manin miał bilety wizytowe ze śpiącym w cieniu dęba Adonisem, i dwoma gołębiami całującymi się dzióbkami). Kobiety spędzały nawet 7 godzin dziennie w garderobie i przed lustrem, zabawiane przez ten czas przez fryzjera lub cicisbeo – kawalera do towarzystwa, którym mógł być także mąż innej kobiety[34]. Z a ideał kobiecej urody uważano już w renesansowej Wenecji  jasne włosy (farbowano je sztucznie)  i ciemne oczy (o to akurat w Italii nie było trudno)[35], w osiemnastowiecznej Wenecji zadanie ułatwiły peruki.

Mimo osłabienia ekonomiczno-politycznej pozycji Wenecji, nadal była ona miejscem często odwiedzanym (mówiono o mieście: tu sei  un sorriso del mondo – „jesteś uśmiechem świata”), mającym do tego silną pozycję w świecie sztuki i literatury. Co roku kupcy z całej Europy i części Azji przybywali  na 14-dniowy jarmark wenecki zwany: Sensa, rozpoczynany zaręczynami doży z miastem –  sposalizio del mare. Sensa stanowiła skrót ascensione – „wniebowstąpienie”   wymyślony specjalnie z myślą o Turkach, Persach i Egipcjanach. Na placu San Marco wystawiano drewnianą owalną galerię. Po wewnętrznej stronie stawiano kramy z drogocennymi futrami i ozdobami, a na zewnątrz tańsze. Święto sposalizio del mare było pamiątką zwycięstwa nad Fryderykiem Barbarossą (1178). Mistrzem ceremonii był rycerz honorowy, który zapraszał podestów z Murano, Torcello i Melamoco, by towarzyszyli doży w jego przejażdżce państwowym okrętem-symbolem: Bucentaurem ku Lido. Bucentaurowi towarzyszyły inne okręty i łodzie, podobnie jak płynącemu z naprzeciwka okrętowi patriarchy weneckiego, który w miejscu spotkania (przy fortach obronnych miasta), darował doży dwie róże na srebrnej misie. Orkiestra kościelna grała wówczas: Ne turbedur cor vestrum – „Niech nie trwoży się wasze serce”, a orkiestra doży odpowiadała okolicznościowym madrygałem. Potem wszyscy płynęli razem na pełne morze, gdzie doza ciskał w toń obrączkę, ze słowami: „zaręczamy się z tobą, morze, na znak naszego wiecznego i rzeczywistego panowania” (słowa te musiały zapewne skrycie bawić dyplomatów brytyjskich i holenderskich). Ceremonie kończyła msza w kościele św. Mikołaja  na Lido, gdzie cumowały wszystkie okręty i łodzie[36]. Doży oczekiwał na Piazzecie skrzydlaty orzeł – symbol Republiki, a lud na jego nadejście wołał głośno: Evviva San Marco!

Gdy doża powracał do pałacu zaczynał się jarmark. 117 sklepów oświetlała w nocy znaczna liczba wielkich świeczników z fabryki szkła na Murano. Największy ścisk panował przy manekinie ubranym w to co najmodniejsze w Paryżu (wzór na cały rok dla modniś i ich krawcowych). Między frakami i trikornami widać było kupców w turbanach. Organizowano też procesje, ale czasem tłum na placu targowym był tak wielki, że nie było już na nia miejsca, tak zdarzyło się m.in. w 1727 roku[37].

Inna uroczystość: festa del redentore – „święto odkupiciela”  również przyciągała cudzoziemców. Pierwotnie, podobnie jak Madonna Della Salute  była uroczystością religijną związaną z ustąpieniem zarazy morowej (1576 i 1630). W XVIII wieku festa del redentore była przede wszystkim wielkim świeckim festynem ludowym, wesołą pielgrzymką do ogródków i winiarni na Giudece (oglądano wtedy barwne stroje kobiet z Murano, Torcello, i Chioggi, a Madonna Della Salute  była wprawdzie rodzajem pobożnego pochodu (budowano specjalny pomost na łodziach przez Canale Grande), ale bardziej ku czci architektury weneckiej, niż boskiej[38].

Popularne na skalę europejską, były weneckie regaty łodzi symbolizujących np. sceny z mitów greckich. Regata w maju 1740 roku została opisana przez lady Montagu. Barka rodów Pisani i Mocenigo przedstawiała „noc i 24 godziny”, a jedną z dekoracji był sztuczny księżyc, który tego dnia współzawodniczył z prawdziwą pełnią Ptrycjusz Soranzo przygotował barkę polską (personifikacje polskich prowincji w sarmackich strojach), bogacz Labia, właściciel znanego pałacu przebrany był za Polskę koronującą Saksonię, barka Morosiniego przedstawiała „triumf pokoju”[39].

Prócz regat były organizowano też zwykłe przejażdżki gondolami (fresco), w każdą niedzielę i święto po południu od kwietnia (poniedziałku wielkanocnego) do końca września; 300-400 gondol płynęło od kościoła Santa Lucia przy ujściu Canale Grande, ścigając się w stronę mostu Santa Croce. W nocy z kolei urządzano serenady[40].

W wykwintnym towarzystwie oczekiwano, że każdy członek elity najpóźniej 10 czerwca (San Antonio) wyruszy na wieś i pozostanie na wsi do końca lipca, by na jesieni znów opuścić miasto, tym razem na winobranie. Pisarz Carlo Gozzi narzekał, ze mieszczanom też, pod wpływem szlachty, zachciewało się  wilegiatury (dotąd zwykle zadowalali się wycieczką do Lido, lub na nieszpory na Murano) i kupowali też wille nad Brentą. Wille szlacheckie z ogrodami pełnymi mitologicznych były rozsiane po Friulu. Wytworne towarzystwo bawiło się tam, urządzało wycieczki na łodziach, romansowało. La Mira była najwytworniejszą szlachecka wilegiaturą nad Brentą. Pomiędzy Wenecją a Padwą krążyła codziennie elegancka barka zwana: il burchiello, podobna do dożowskiego  Bucentaura, ale mniejsza i zgrabniejsza. Pasażerowie rozmawiali w czasie rejsu o interesach, spotykali przyjaciół i zapoznawali kurtyzany. Na wsi żyło się swobodniej niż w mieście, do niektórych balów zjeżdżało nawet po sto osób na bale, bawiono się w wyrocznię. Grający rolę Apollna radził np. by na żona wybrać skromnisię piękna – niebezpieczna, brzydka – utrapienie, młoda – kosztowna, stara – kula u nogi, mądra – chce przewodzić, głupia – kula u nogi itd.), a na męża (młody niestały, w średnich latach – zazdrosny, stary – niezdara itd.) niewidomego i niemowę jako rzekomo najmniejsze zło[41]. Wilegiatura nie oznaczała odcięcia się od miejskich wygów, sprowadzano na wieś francuskich kucharzy i wygodne meble. Była nawet długo moda na podawanie zupy, obiadu i deseru w trzech oddzielnych salach, po czym wyr ruszano na spacer (la trottata) powozem, lub pieszo (każda dama oparta była na ramieniu swojego kleryka (abace) lub cicisbea. Zimą też wyruszano na wilegiatury i urządzano zjazdy sankami[42].

Cicisbeizm, czyli moda na to, by jakiś młody kawaler spełniał zachcianki damy, za przyzwoleniem jej męża, panowała już w XVII wieku we Francji, Hiszpanii i Genui, ale w XVIII-wiecznej Wenecji zwyczaj ten był uznany za konieczny, pożyteczny, naturalny i uznawany nawet przez prawo. Była to zemsta kobiet zamkniętych i strzeżonych w domu jak Turczynki przez stulecia. Najczęściej młoda mężatka już w kontrakcie ślubnym zaznaczała, kto z jej przyjaciół ma być jej cavaliere servente. Pan młody zazwyczaj sam grał już rolę cicisbea  innej damy, albo miał romanse w teatrze czy kasynie. Dlatego Alfieri nazywał włoskie małżeństwo elit rozwodem. Ślub był potrzebny głównie po to by dzieci mogły być zapisane w metrykach kościelnych na nazwisko męża, i by posag żony zapewniał mu dochód. Miłości w małżeństwie nie szukano.  Śmiano by się z patrycjusza, który chodziłby po placu San Marco tylko w towarzystwie żony, zwłaszcza gdyby trzymał ją za rękę jak Francuz. Cicisbeizm był często zalegalizowana niewiernością małżeńską. Byli oczywiście mężowie, którym wcale to nie odpowiadało, ale zwykle bali się wyjawić swą zazdrość (zdanie ze sztuki Goldoniego: la gelosia è passione ordinaria a troppo Tanica, głosiło, że zazdrość jest pospolita i staromodna), poza tym nie chcieli by jego żona uchodziła za nie dość atrakcyjna, by mieć cicisbea. Cicisbeo  musiał być na każde skinienie tyranki, o 9:00, lub 10:00 podawał jej kawę, i pomagał przy ubieraniu, o jedenastej szedł obok lektyki (portantiny) swojej „sułtanki” gdy ta udawała się do kościoła, podawał jej też wodę święconą, chodził z nią do teatrów i odwiedzał podczas wielkotygodniowych rekolekcji w klasztorze, mizdrzył się do jej domowego pieska (cagnolino), bo jeśli ten warczał na niego, dama podejrzewała niewierność (w końcu pies jest ekspertem jeśli chodzi o wierność), układając nawet sonety na cześć ulubionego jej pchlarza). Był to więc spektakl kobiecej próżności połączonej z czułostkowością wobec zwierząt (psów i papug) i głupotą, ale także próżności cicisbea, który chwalił się swoją panią, nosił łańcuszki z jej włosów itd. Gdy dama przekraczała czterdziestkę, zazwyczaj zostawali jej tylko zwykle przyjaciele, którym kiedyś pomogła, tylko młode kobiety mogły zwykle mieć i zmieniać swoich kawalerów służących. Czasem młodzi zakonnicy pełnili funkcję wyperfumowanych cicisbei, zwłaszcza w okolicach, gdy brakowało młodych świeckich kawalerów (jak np. w Savonie). Cicibeo nie miał prywatnego życia poza służeniem swej „sułtance”, za to zdradzić cicisbea (w przeciwieństwie do zdrady męża) uchodziło za bardzo niehonorowe. Jeśli się znudził należało go odprawić, a nie zdradzać[43].

W roku 1668 patrycjusz Scipione Cornaro przyjechał z Francji i pojawił się na pizza San Marco w peruce. Władze niechętne każdej nowości były zgorszone. Inquisitori del stato przejściowo nawet zakazali ich noszenia, w początkach XVIII wieku zwyciężyły, mimo takich inicjatyw jak ta którą podjął Antonio Correr (zm. 1757), który zebrał ok. 250 przeciwników peruk w różnym wieku, którzy przysięgli, że nigdy ich nosić nie będą. Correr zmarł nosząc długie naturalne kędziory, ale już w 1709 roku świeżo wybrany  doża Giovanni Cornaro (1647-1722) pojawił się na posiedzeniu Gran Consiglio w peruce. Najmodniejsze peruki były zrobione z drogich białych włosów, do których używano pudru, który niestety pogarszał warunki higieniczne głowy (wszy). Najmodniejszym perukarzem weneckim był Francuz ilustrissimo Legros, który założył nawet szkołę tego zawodu (w samej Wenecji miała ona 852 uczniów). Około 1750 roku monsieur Galimbert założył sklep pod Prokuracjami i był tak rozchwytywany, że kobiety nazywały go sułtanem. Francuzi wprowadzili w Wenecji także modę na chustki z delikatnego materiału (zendado) nakładane na włosy (jeden z bohaterów: La serve amorosa Goldoniego, Lelio narzekał, że zendady czynią niemożliwym odróżnić ładną kobietę od brzydkiej). Kolejną francuską modą były wielkie krynoliny, które krytykowali nawet cicicbei zmuszeni do ciągłego okrążania swych sułtanek. Goldoni nazywał krynoliny „globusami” – un mappamondo.  Kobiety jednak obroniły swe prawo do krynolin. Patrycjusze w początkach XVIII wieku mieli dość niewygodnych tóg, więc zwłaszcza ci młodsi odrzucili je na rzecz tabarro – krótkiego hiszpańskiego płaszcza, które chroniły przed wiatrem i deszczem (parasole w Wenecji pojawiły się dopiero w 1739 roku), i mimo drakońskich przepisów; za noszenie tabarro groziła nawet kara śmierci (nikogo jednak nie powieszono), inquisitori di stato przegrali kolejną odzieżową wojnę. Wenecki konserwatyzm zaszkodził jedynie rodzimemu przemysłowi, bo niedozwolone lub ledwo akceptowane stroje mieszkańcy sprowadzali z zagranicy (a staromodnych nosić nie chcieli by się nie ośmieszyć przed gośćmi z zagranicy)[44].

XVIII wieku był stuleciem gry w karty, grały w nie wszystkie warstwy społeczne. Najpopularniejszą grą był faraon, zarówno w salonach jak szulerniach. Szulernie (bische) mieściły się zwykle w ukrytych stancyjkach perukarzy i balwierzy. Najwięcej było ich w Starych Prokuracjach (lokale tam były bardzo poszukiwane, bo miały dwa wyjścia na plac San Marco i na boczne uliczki – idealne do ucieczki przed policją) i reszcie okolicy pizza San Marco. Zaraz obok pałacu dożów (Palazzo Ducale)  znajdowała się spelunka „Biscaccia Baroni”. W niedziele i święta wszystkie bische były przepełnione, przy czym było to niemal co drugi, trzeci dzień, ponieważ nie licząc świąt lokalnych (objęcie parafii, pierwszy dzień urzędowania prokuratora), Wenecjanie mieli aż 70 świąt. Istniały towarzystwa graczy; chirurg Francesco Tiepolo był gospodarzem spotkań 24 graczy (kilku kupców, zakonników[45], cudzoziemców.

 

 

W szulerniach nieopodal San Marco spotykało się nawet senatorów z rodu Contarini czy Gradenigo. Dygnitarz odwiedzał fryzjera, apotem znikał w bocznej stancji, gdzie spotykał Żydów, księży, zakonników i prostytutki przy stole gry, która stanowiła czynnik wysoce demokratyzujący w hierarchicznym weneckim świecie. Gospodyni jednej z szulerni Lucrezia Nani, wysyłała swoich ajentów na pizza San Marco by „złowili” cudzoziemców, by najpierw rozmawiali z nimi o sztuce itd., a potem ograli do cna znaczonymi kartami. Największym kasynem było Ridotto Dandola, arystokratyczny dom gry koncesjonowany w 1638 roku, w 1768 budynek odrestaurowano i upiększono czyniąc także estetycznie jedną z atrakcji miast. Można było tam grać i w maskach i bez. Gracze mieli do dyspozycji bufety z winem, czekoladą, kawą i herbatą. Przy każdym stoliku siedział patrycjusz w wielkiej peruce zwany „stołowym” – tavogliere i trzymał bank faraona. W 1709 roku grał tam w faraona król Danii Fryderyk IV, który otrzymawszy wygraną od tavogliere udał, że się potknął i przewrócił stolik, po czym wyszedł, dając okazję innym do wyzbierania rozsypanych monet. Ponieważ wiele rodzin zrujnowało się w Ridotto, 2 listopada 1774 roku rada stanu zamknęła lokal, wielu powitało decyzję z radością, złościli się z kolei Żydzi[46] i inni kredytodawcy, fabrykanci masek i hiszpański ambasador, nałogowy hazardzista (siedział w Ridotto zwykle do drugiej w nocy, cierpiał na podagrę, i miał problemy z poruszaniem, więc w ścisku zawsze dostawał wiele siniaków, ale mimo „mocnych postanowień”, następnego wieczora znów był w domu gry). Oczywiście zamknięcie Ridotto Dandola nie oznaczało bynajmniej końca weneckiego hazardu. Nicoletto Corner przegrał w grze z Mocenigiem jednej nocy 10.000 cekinów. Zdarzały się awantury. W 1757 roku u prokura torowej-wdowy Elizabetty Cornaro, niejaki de Beujeu (udający szlachcica szuler francuski) ograł panią Zorzi Erizzio, żonę ambasadora weneckiego w Paryżu na 1500 cekinów. Ponieważ zwlekała z zapłatą, de Beaujeu zagroził, że opisze wszystko w Gazette d’Hollande – najbardziej rozpowszechnionej gazecie ówczesnej Europy. Kilka ni potem szulera napadł i zranił zbir, gdy de Beaujeu wychodził z domu pani Niccolini, faworyty ks. Brunszwiku, bawiącego wówczas w mieście. Śledztwo, jakie przeprowadzono w tej sprawie odkryło prawdziwą tożsamość Francuza, więc dano mu kilka dni na wyniesienie się z Wenecji[47].

Malarz Pietro Lanterna przegrawszy krocie w karty wydał książeczkę, w której opisał wszystkie triki kanciarzy, ci z zemsty oskarżyli go przed sądem o to, że jest człowiekiem złych obyczajów, ze nie chodzi do kościoła i co najbezczelniejsze, ze oszukuje w kartach, sąd jednak na szczęście uniewinnił artystę, gdy ten udowodnił, ze zarabia nie na oszustwach, lecz na sprzedaży swych szkiców węglem[48]. Zresztą, surowe na papierze kary za hazard, nie były takimi w rzeczywistości, bo gdyby na serio je stosować, trzeba by ukarać ¾ wenecjan.

Pewna cudzoziemka powiedziała literatowi Melchiorre Giola (1767-1829), że w Wenecji najbardziej podobała się jej rozmowność tubylców. Wenecjanie w XVIII wieku słynęli z gadulstwa, tak samo zresztą jak z zamiłowania do śpiewu. Goldoni  opisywał wesoły charakter Wenecjan; narzecze weneckie pełne było żartobliwych zwrotów. W pierwszej połowie wieku gadulstwo krępowała dość mocno Signoria, krytykowano zwłaszcza spoufalanie się z cudzoziemcami (ambasadorami i ich świtą); w 1712 roku wezwano na dywanik synów Laury Dolfin, i wytknięto im surowo zwyczaj matki, zapraszania cudzoziemców. Rząd wenecki był długo opętany obsesją sekretności swych działań. Bogate panie otwierały osobne mieszkania (casino – domek) dla celów towarzyskich, z czasem rząd się poddał. Pod koniec wieku od San Marco do Ognissanti, od San Paolo do San Moise i od Santa Lucia do San Giobe nie było ulicy bez kasyna jakiejś damy. Doża (w l. 1752-1762) Francesco Loredan (1685-1762) dostosował się do trendu otwierając własne casino w Starych Prokuracjach. Na urządzanych tam conversazioni bywali też cudzoziemcy, a 4 służących roznosiło słodycze, czekoladę i wodę mrożoną. Bywali eleganci, którzy przez całą zimę odżywiali się tym czym Kamili na towarzyskich spotkaniach, wędrując z jednego przyjęcia na  drugie[49]. Pojawiali się zawodowi plotkarze, tacy jak abate  Tribolato z Toskanii, którzy za pieniądze złośliwie plotkował o różnych osobach. Z jego usług korzystało kilku panów zwanych buoni viventi, kawaler Giovanni Bonfadini groził mu pobiciem, inni nie poprzestali na słowach. Markiz Pepoli wydał poemat o życiu Tribolata, płacąc mu pensje, bowiem abate bał się utraty zarobku, jeśli okryją jak go zdobywa. Złośliwiec to co zarobił przegrywał w karty, więc jego towarzystwo było miłe wielu gospodarzom[50]. Każdy Wenecjanin chcący się liczyć w towarzystwie zakładał kasyno w okolicy pizza San Marco. Policja śledziła niektóre spotkania, np. zarejestrowała, ze do ambasadora Ercolaniego przechodzi kurtyzana Checa Scaletera, nie chodziło jednak o morale lecz o manię tajemniczości, jakiej hołdował rząd. Słudzy często nie mogli wchodzić do sal w której bawili się możni, zwłaszcza jeśli spotkanie przybierało formę orgii,  ale ci wiedzieni ciekawością wiercili czasem małe otwory w murze i potem całe miasto znało szczegóły spotkań[51].

Niektóre kobiece klasztory weneckie (ok. 35) służyły nie ascezie, lecz przyjemnościom życia[52]. Bogate panny miały często klucz, który otwierał furty klasztorne, dzięki czemu mogły one pływać gondolą z mężczyzną czy tańczyć podczas karnawału. Ambasador francuski hr. Froulay , dzięki znajomości z Danielem Bragadino[53] (prokuratorem św. Marka od 1735 r.) spotykał się z niejaką Marią de Riva, m.in. podczas karnawału. Inquisitori di stato szpiegujący kontakty zakonnicy z cudzoziemcem zabronili jej wychodzić do parlatorium. Froulay zwrócił się o pomoc dyplomatyczną do Paryża, i Marię w końcu przeniesiono do klasztoru w Ferrarze. Potem Maria uciekła do Szwajcarii z niejakim Moronim, mimo sprzeciwu i obławy jego braci[54].

Nawet w tych klasztorach z rozluźnioną dyscyplina, każda mniszka wypowiadała sakramentalne słowa: „poślubiam ciebie Jezu Chryste, synu ojca wszechmogącego”, podczas gdy patriarcha wenecki ujmował jej dłoń[55].  Przed reformacją klasztory były modniejsze, ponieważ ceniono wtedy dziewictwo ceniono wyżej niż małżeństwo, co  kobietom klasztornym dawało wpływy i władzę. Z nadejściem reformacji celibat stał się trudny od obrony, za to łatwy do atakowania, bo bardzo płytko umocowany w Biblii[56].   Mimo to, aż do 1797 roku i habsburskiej okupacji w styczniu 1798 roku  liczba klasztorów rosła. Gdy w 1805 roku Napoleon wyparł Austriaków, zlikwidował   wiele  klasztorów weneckich (po 1810 systematycznie)  i rozwiązał ponad 300 bractw religijnych. W XVIII wieku klasztory przyciągały gości zewnątrz (mniszki nudziły się bez gości), przedstawieniami teatralnymi i koncertami, np. w czerwcu 1750 roku odbył się w klasztorze Sant’Alvise koncert sfinansowany przez siostrę Marię Giocondę[57]. Warto wspomnieć, z e w weneckim prawodawstwie klasztory, mnisi, jak również księża nie byli uprzywilejowani, np. z 263 kryminalnych i dyscyplinarnych spraw sądowych, aż 58 dotyczyło księży i zakonników[58].

Najmłodsze córki z zasady oddawano do „arystokratycznego klasztoru”, (by nie rozdrabniać majątku) często tak bogato uposażając, że Signioria starała się wprowadzić tu pewne ograniczenia[59]. W samych klasztorach tego typu panowały luźne obyczaje, urządzano zabawy i przedstawienia teatralne, było to możliwe, bo zwykle stara Kseni nie mogła wszystkiego upilnować.

Większe skandale Kościołowi przyczyniali jednak modni prałaci. Prezydent parlamentu w Dijon Charles de Brosses, hrabia de Tournay  (1709-1777), autor listów z Włoch: L’Italie il y a cent ans, ou Lettres écrites d’Italie à quelques amis en 1739 et 1740, wspominał o licznych  prałatach weneckich jawnie prowadzących się po teatrach z słynnymi kurtyzanami[60]. Inkwizytorzy stanu pilnowali jednak „moralności” patrycjuszy, zakazali np. Caterinie Bonlini, żonie Marco Dandolo, chodzenia, na podobieństwo cyrkowców,  po linie rozciągniętej na piazzecie[61].

Wiele zwyczajów weneckich i uwarunkowań życia w tym mieście w XVIII stuleciu znamy z pamiętników Goldoniego. Z nich dowiemy się m.in., że Wenecja miał dwie akademie jazdy konnej[62], miała inny model praktyki sądowej, niż reszta Włoch[63], że najlepszym teatrem weneckim za czasów Goldoniego był S. Benedetto[64], że Machiavelli był uważany za nieprzyzwoitego[65], że urzędy w państwie weneckim obsadzane były co 16 miesięcy[66], że sędziowie  i adwokaci byli uczeni nie-podchwytliwego stawiania pytań, że dyplom w Padwie był wymagany, by zostać adwokatem w Wenecji[67] (Goldoni został uznany za samodzielnego adwokata w maju 1732 roku)[68]. W Wenecji czasów Goldoniego, było ponoć jest 240 adwokatów z czego pierwszorzędnych ok. 10-12, drugorzędnych ok. 20 a reszta polowała na klientów gdzie się tylko dało. Wzięty adwokat mógł zarobić w Wenecji  jakieś 40.000 liwrów rocznie – dużo jak na miasto 2 razy tańsze od Paryża[69].

Dowiemy się też od Goldoniego, że w Wenecji zawarcie małżeństwa wymagało o wiele więcej ceregieli niż gdzie indziej; wpierw należało podpisać intercyzę w towarzystwie rodziny i przyjaciół, potem ofiarować pierścionek na kolejnym przyjęciu z drogimi napojami, uroczyście wręczyć perły na kolejnym spotkaniu, i przebrnąć przez jeszcze kilka dziwnych ceremonii.

Zabawnie opisał Goldoni swe spotkanie z Vivaldim, który słuchał go z drwiaca miną z brewiarzem w dłoni, aż zauważył, jak szybko dramaturg jest w stanie przerobić tekst na poczekaniu, by dostosować go do wymagań muzyki i śpiewaczki[70]. Owocem współpracy Goldoniego z Vivaldim była znakomita opera: Griselda z 1735 roku.

Komedie Goldoniego są równie cenne w przybliżeniu nam klimatu Wenecji jego czasów. W sztuce pt.: La Bottega del caffé wystawionej po raz pierwszy w Mantui na wiosnę 1751 roku, mamy zakład fryzjersko-perukarski, kawiarnię i szulernię[71], słodki likier – rosolio, binokle z rączką – occhialetto[72] i wielu bohaterów z Turynu, co wskazywałoby na dość ożywione wówczas kontakty z Piemontem (zwykle Piemontczycy są przedstawieni jako poważniejsi od Wenecjan). W sztuce: Il Servitore di due padroni, Goldoni zaatakował szlachtę tak jak tylko było to wówczas możliwe, bez ściągania na siebie gromów[73]. Podobnie ośmieszął ją w: La Locandiera.   „Gbury” –  I rusteghi  z roku 1760 stanowią satyrę na  mieszczańskich mruków, ale znajdzie się tam też    hrabia Ryszard  zubożały pozer starający się o posadę cicisbea. Z jego sztuk dowiemy się także, że Giudecca jedna z 7 dzielnic Wenecji położona na wyspie w południowej części, miasta oddzielona od innych szerokim kanałem Canale Della Giudeccia  stanowiła w XVIII wieku  ulubioną dzielnicę rozrywek i zabaw, że cekin (zecciono, od Zecca – mennica, stanowił główną monetę złotą w Wenecji[74], a esencja melisowa  stanowił (niw tylko w Wenecji) popularny środek używany na migrenę, rozstrój żołądka i przypadłości sercowe.

Piazzetta była miejscem zabaw i kuglarskich występów. W 1751 pokazano tam Wenecjanom nosorożca, zwierze nigdy wcześniej tam nie widziane. Zafascynowany Pietro Longhi malowął go dwa razy. Na tym samym placu pokazywano też dryblasa z Irlandii i karlice. Rezydowali tam także szarlatani, często wykonywujących oficjalny zawód dentysty[75]. Szczególnie znany był niejaki Giovanni Trinsi, który miał kilka powozów i liczną służbę. Chwalił się, że wyrywa zęby bez bólu. W 1753 roku opuścił Wenecję, zakochany w poszukiwanej przez prawo patrycjuszce. Inni reklamowali rozmaite balsamy przedłużające życie i inne specyfiki. Oczywiście karnawał był rajem dla szarlatanów wszelkiej maści.

W czasie karnawału generalnie wolno było więcej niż zwykle. Aż do wielkiego postu   łagodniej patrzono na prawa małżeńskie i wymogi obyczajności, pod maską wolno było wszystko z wyjątkiem gwałtów i morderstw[76]. Ludzie przebierali się za karykatury przedstawicieli innych narodów; Turków, Niemców, Anglików, Francuzów, a najchętniej – Hiszpanów, lub np. za postacie z commedia dell’arte.  W niedziele i święta okresu karnawału,  nie było wolno nosić masek dopóki trwały msze, lecz po nieszporach zabawa wybuchała z  podwojoną energią, zdarzały sie pijatyki, w ciemnych ulicach błyskały puginały, Rada Dziesięciu wysyłała tedy dodatkowe patrole policji i kazała zapałać lampy w ciemnych uliczkach. W tłusty czwartek, zwykle pito na umór („wychylano kielich rozkoszy do końca”) , wtedy radcy pozwalali nawet nosić białą broń dla samoobrony. Karnawał kończył się szczuciem byków psami – caccia dei tori. Rzeźnicy  dobijali byka i obnosili jego głowę wobec tłumu, całe    zabite zwierzę składali pod oknem oblubienic, śpiewając   serenady[77].

„Oberża Europy” ma do dziś opinie miasta występku, rozpusty i zbrodni, ciężkich lochów i wysokich okrutnych kar co jest głównie winą propagandy napoleońskiej i  literatów takich jak Victor Hugo, tymczasem astronom Lalande pisał w swej: Voyage en Italie, Contenant l’Histoire et les Anecdotes les plus Singulières de l’Italie (wyd. w Paryzu w  1786 r.), że inkwizytorzy stanu byli zawsze wybierani z wielką uwagą, i prawie zawsze wybierano ludzi mądrych i godnych na te stanowiska, Albrizzi z kolei pisał w 1771, o wielkiej pobożności weneckiego ludu, wojskowych i urzędników[78]. Więzienia zaś z I Piombi w pałacu dożów (nazwa pochodzi od ołowianego dachu) na czele były przestronne, a warunki w nich humanitarne[79].

Osiemnastowieczna Wenecja mimo utraty prestiżu politycznego, nadal była miastem teatrów, sztuki (Tiepolo) i Filozofii. Nota bene filozofią zwano tam wszystko co naukowe, prospołeczne i racjonalne, np. pewien szewc na weneckiej Mercerii, ogłaszał, że robi buty „według filozoficznego systemu”, co w tym przypadku oznaczało zapewne poszanowanie zasad higieny[80].

Gwiazdą weneckiej filozofii, a także poezji (wtedy uważano, że to najbardziej naturalne połączenie), był hrabia Francesco Algarotti (1712-1764), przyjaciel Voltaire’a i Fryderyka Wielkiego, starannie wykształcony na uniwersytecie w Bolonii (matematyka, geometria, astronomia). Algarotti był też przystojny, wymowny i szarmancki, więc ceniono go jako kompana. Pisał przystępnym językiem, jego najsławniejsza książką była: Newtonianismo per le dame  (1733). W 1735 roku, wieku 23 lat wyjechał w podróż edukacyjną  do Francji, Anglii, Rosji, Prus (1747-1754 był szambelanem na dworze Fryderyka Wielkiego), Saksonii. Zmarł w Pizie.

            Największa z kolei gwiazdą teatru weneckiego epoki był dramaturg Carlo Goldoni (1707-1793), urodzony Wenecjanin, bardzo wenecki w swym poczuciu humoru, które nie opuszczało go w najtrudniejszych chwilach, trochę awanturnik, trochę pracuś, złośliwy, ale i dobroduszny[81]. Jego ojciec Giulio Goldoni był lekarzem. Gdy Carlo uczył się w kolegium w Pawii napisał pamflet na miejscowe elegantki,  o rzeźbiarzu tworzącym dzieło wzorując się na najpiękniejszych częściach ciała konkretnych pań. Patrycjuszki chciały by dowcipnisia powieszono, ale skończyło się na wyrzuceniu ze szkoły[82]. Potem Goldoni pojechał z ojcem (lekarzem) do hrabiego Lantieri do Wippach w austriackiej Karyntii, jeszcze potem Carlo chciał zostać kapucynem (w kacie protestu – w Modenie skazano księdza na 6 lat wiezienia za rzekome nieprzyzwoitości mówione jednej damie w konfesjonale), ale wenecki teatr kazał mu porzucić ten zamiar[83].   W roku 1731 zmarł Giulio Goldoni, i syn   musiał się zająć zarabianiem  pieniędzy, kupił wieka perukę i otworzył kancelarię adwokacką w Wenecji, ponieważ nie było klientów, pisał libretta. Matka szukała mu narzeczonej, lecz kandydatka miała prawo do państwowej renty dla ubogich patrycjuszek dopiero w przypadku śmierci   4 innych panien. Ponieważ z małżeństwa wyszły nic, Carlo pojechał z napisaną sztuką do Mediolanu  (miał list polecający tamtejszego ministra weneckiego Bertolliniego), sztuka nie spodobała się jednak dyrekcji La Scali, wiec Carlo spalił ją. Minister dal mu wtedy posadę gentiluomo di camera czyli swojego sekretarza[84]. W 1733 roku Goldoni załatwił szarlatanowi i chemikowi „Anonimo”[85] (wł. Bonafide Vitali z Parmy), można oś organizowania pokazów w teatrze. Gdy wybuchła (jeszcze w 1733 roku) wojna Austrii z Sabaudią o Parmę, minister, a wraz z nim Carlo przenieśli się do Cremony. Niedługo potem Carlo został zwolniony za niedyspozycyjność (zasiedział się przy karatach z piękną wenecjanką). W końcu jednak Goldoni przebił się w świecie teatru weneckiego – jego „Belizariusza” wystawiono w teatrze Grimaniego.

Weneckie osiemnastowieczne teatry różniły się nieco od dzisiejszych. Chociaż większość z nich należała do arystokracji (najbardziej prestiżowe były San Benedetto i San Cassiano), nie były bogato zdobione, wyposażenie było skromne, a do tego loże i ławy dla widzów spowijała ciemność, oszczędzano bowiem na świecach. Stawiano tylko dwa drągi z lampami po bokach sceny na czas przedstawienia. W lożach tu i owdzie święciła się lampka. Na komediach patrycjuszki siedziały w lożach, a drobnomieszczanki w lawach, na operach, dam z towarzystwa było tyle że zajmowały te część ław.  Ciemność rodziła rozmaite grzeszki, dlatego mawiano ze spora cześć patrycjatu „została poczęta w teatrze”.   Przekupnie chodzili pomiędzy ławkami z wodą zaprawioną mistrą (anyżówką), koszykami pomarańcz, kasztanów i ciast, zaś chłopcy z kawiarni roznosili czekoladę i lody po lożach. Publiczność głośno komentowała grę aktorska, ryczała śmiechem i dowcipkowała krzycząc do siebie nawzajem, aktorzy zażywali tabakę podczas przedstawienia lub gadali sobie cicho z suflerem,  Atmosfera była więc luźna i poufała. Uwielbiano aktorki, aktorów i baletnice i zaparaszno ich na salony, choć rząd po staremu traktował ich jak obywateli drugiej kategorii (tak jak w Paryżu nie chowano ich w poświeconej ziemi[86].  Nicolo Tiepolo inkwizytor państwa jeszcze w 1778 roku przemawiał do aktorów, mówiąc im wprost, że są ludźmi, którym bóg gardzi, a książęta ich tolerują, aby zadowolić publiczność, bawiącą się błazeństwami[87].

Belisario Goldoniego tak się spodobał, ze widzowie nie przeszkadzali aktorom, żadnymi okrzykami, a po zakończeniu najpierw zapadła pełna zadumy cisza, a potem huragan oklasków. Podobała się nie tylko jakość literacka sztuki, ale też to, ze opowiadała ona o zwykłych ludziach, a nie o herosach czy półbogach. Dyrektor trupy Giuseppe Imer poprosił Goldoniego o stała dostawę dramatów. Pewnym problemem było to, ze aktorzy byli przywiązani bardziej do improwizacji niż do dokładnego uczenia się ról na pamięć[88]. Dlatego wykręcali się jak mogli i intrygowali przeciw „tyranii” autora. Nowy typ dramatu pozwolił jednak na uwypuklenie intryg miłosnych w sztukach. W 1736 roku Imer zabrał Goldoniego na stagione do Genui, skąd Carlo przywiózł do Wenecji żonę. Rodzina Nicoletty Connio postarała się, by Goldoni dostał posadę konsula Genui w Wenecji  w miejsce zmarłego hr. Tua, niestety posada była mało popłatna, do tego wojna 1740 spowodowała zamkniecie wypłat w banku Luoghi di Monte” w Modenie, gdzie rodzina Goldoniego miała mały kapitał, a do tego młodszy brat Carla, Giovan, wojskowy, nie mógł złapać żadnej posady i obciążał jego budżet domowy (podobnie jak oszust jako podał się za austriackiego werbownika, który obiecał wpisać Giovana na listę rektutów). Goldoni musieli jechać sami do Modeny (by porozmawiać z księciem Modeny o sprawie konta, i by ten wpłynął na dyrekcję), a stamtąd do bazy Austriaków, którzy jak się okazało zarekwirowali jego mienie. Austriacy, pod ks. Lobkowitz byli zachwyceni wizytą dramaturga, którego, jak się okazało podziwiali, i gościli go wspaniale, ale nie  dali mu paszportu na podróż do Genui, dlatego w Rimini Goldoni , by czymś się zająć brał udział w festynie celebrującym zaślubiny Marii Teresy z ks. Lotaryngii i napisać kantatę z tej okazji. Podczas Wielkiego Postu widział austriacki przegląd wosjk (40.000 żołnierzy), widok zachwycił dramaturga. Potem pojechał do Pizy, gdzie na posiedzeniu filli rzymskiej Arcadii, namówiono go do osiedlenia się, tutaj adwokatura szła wybornie, więc mieszkał tam 3 lata. Potem z kolei wystawiał sztuki w Modenie (już po wojnie w 1748 r.) i w Wenecji (w karnawale 1749 r.). Był to czas rozmów o sensowności zachowania comedia dell’arte (profesorowie z Bolonii uważali ja za skarb narodowy i byli przeciw językowi ludu w sztukach). W 1748, po ukończeniu przeszło 40 lat i gdy był już autorem ponad 30 sztuk, porzucił zawód prawnika. Zawarł umowę z zespołem Medebacha i zobowiązał się dostarczać dla niego 10 sztuk rocznie. W 1750 nawet powiększył tę liczbę do 16. Osmieszał próżniaków, zarozumialców, cicisbeów i mężów akceptujących tą szkodliwą modę (Don Roberto ze sztuki: „La donna prudente”, pozwalał gospodarzyć nawet kilku równoważącym się cicisbeom, ale w końcu żył szczęśliwie na prowincji tylko z żoną). Niektóre sztuki miały wielkie znaczenie społeczne. Sztuka: Caffè wpłynęła na zamknięcie weneckiego Ridotto[89]. Całe społeczeństwo Wenecji mogło się przejrzeć w jego sztukach. W: La bottega del caffè  jest botega balwierza, kawiarnia, risotto i dom baletniczki. Jest uczciwy Ridolfo, kawiarz, perukarz, kupiec Eugenio, pyszny szlachcic Marzio, leandro – oszust udający hrabiego, opuszczona zona Leandra i  żona Eugenia, która musi się zmagać z jego zamiłowaniem do hazardu. Wobec ostrej rywalizacji z dwoma innymi dramatopisarzami weneckimi: Pietro Chiarim i Carlo Gozzim, w 1762 roku Goldoni przeniósł się na stałe do Paryża (zdziwił go tam m.in. zwyczaj wywoływania autora wraz z aktorami na scenę)[90].

Pietro Gozzi, był synem Giacomo Gozziego szlachcica i hulaki, mieszkającego w Vicinale w pobliży Pordenone (Friuli) który zmarnował swe dziedzictwo, dbając jedynie o psy i polowania, choć miał  4 synów i  5 córek. Jego najstarszy syn Gasparo Gozzi (1713-1786) ożenił się w 1738 roku z poetką-amatorką Luizą Bergalli, córką szewca, i protegowaną weneckiego poety i librecisty Apostolo Zeno. Luise poznała dziesięć lat młodszego Gaspara w pracowni malarki Rosalby Carriery. Skłoniła go do małżeństwa, choć cała rodzina młodzieńca była temu przeciwna. Luisa  wkrótce przejęła rządy w domu Gozzich i wdrażała dziwaczne i nieskuteczne pomysły polepszenia jej sytuacji finansowej. Gasparo tymczasem zagrzebał się w książkach. Prawie cała rodzina pisała wiersze i sonety przy jakikolwiek okazji[91]. Czasem urządzali rodzinny teatr, w czym zwłaszcza młodszy brat Gaspara, Carlo gustował Luisa tak dawała siew wszystkim we znaki swoim szarogęszenie, że Gasparo wyjechał do Padwy, gdzie został cavalierie servente jednej niejakiej Marianny Mastraca, żony profesora prawa Stelio Mastraca, Francesco został urzędnikiem na Korfu,  a Carlo Gozzi (1720-1806), żołnierzem. Zajmował się poborem Morlaków do wojska (Morovlacchi –  plemię Słowian płd., w płn. Dalmacji i Istrji, typem fizycznym i etnograficznie zbliżone do Serbów) i pisał o nich, że są zwykłymi rzezimieszkami, stanowiącymi bardziej kłopot dla Wenecji niż pożytek, ze ich kobiety całują mężczyzn po rękach i wszystko robią za tych leniów, że plemiona morlackie mordują się nawzajem z byle powodu. Czas wolny oficerowie zabijali przedstawieniami teatralnymi (Carlo grał często kobiece role). Po trzech latach wraz z przyjacielem Massimo zamieszkał w zaniedbanym weneckim pałacu rodu Gozzich[92]. Wkrótce potem cała rodzina się tam sprowadziła. Niedługo potem sparaliżowany ojciec rodu zmarł, zamęczyła go synowa swym szarogęszeniem. Carlo wyniósł się na stancje i wojował z szwagierką, by rodzina dla oszczędności wróciła na wieś. Ta z kolei w 1758 roku w tajemnicy przed Carlem, objęła dyrekcję teatru San Angelo, wraz z ulęgającym jej mężem. Pierwsze przedstawienia były klapą (publika wyła i rzucała owocami), potem na krótko się poprawiło, gdy Luisa rozgłosiła, że Carlo ma jakoby romans z hrabina Ghellini-Balbi (wiadomo, że chciał wynająć jej pokój w Palazzo Gozzi, a Luiza się nie zgodziła), i tłumy chciały obejrzeć literacką wersję rodzinnych brudów Gozzich, jednak i tak plajta był nieunikniona. Gasparo mający dość despotycznej żony wyprowadził się do gospody i poświecił pisarstwu. Wpływy rodu dały mu kierownictwo szkoły i stanowisko cenzora książek. Gasparo tłumaczył też dzieła historyczne i filozoficzne z francuskiego (próbował też z innych języków). Gasparo nie był ani psiarzem, ani poetą, ale dobrym satyrykiem. W swoich: Sermoni wyśmiewał próżniaków jadących za granicę by kupić holenderskie i niemieckie szpilki i kupcowe małpujące szlachcianki np. w zwyczaju wilegiatury nad Brentą[93].

Do znajomych Gozzich należała jedna z najpopularniejszych dam Wenecji, Caterina Dolfin Tron, zwana procuratessą , jedni ja uważali za anioła, drudzy za diablicę. Gdy cesarz Józef II bawił w Wenecji w 1775 roku, wydala dlań bal i wspaniale ugościła wywołując zachwyt miasta[94]. W 1769 próbowała załatwić Gasparowi pracę dyplomaty w Wiedniu, lecz ten roztargniony pisarz uznał, ze się nie nadaje do tak odpowiedzialnych funkcji[95].

16 lutego 1760 roku Gasparo Gozzi założył pierwszy drukowany dziennik włoski: Gazetta Veneta. Każdy numer kosztował 5 soldów, a roczna prenumerata 1 cekina. Był to nie tylko informator, ale i gazeta opiniotwórcza[96], satyryczna z cenami towarów, rejsami statków do Holandii, Anglii, Norwegii, Portugalii i Ameryki, recenzjami sztuk i książek, kursem walut, adresami nauczycieli i kątem rzeczy zagubionych i ogłoszeń o popycie n jakiś towar. Sprzedawano ją w San Marco, w kawiarni Floriana i na Mercerii. Nie wolno było wówczas krytykować ustroju weneckiego (Signioria wydaliła  w 1763 roku z państwa piemonckiego historyka Giuseppe Barettiego (1719-1789), bo wspomniał, ze żyjący przed 200 laty członek rodu Bembo wydał kilka świńskich sonetów, wkrótce potem historyk wyjechał do Londynu i tam już pozostał). Cenzurę omijano drukując ulotne wierszyki satyryczne. Gazetta Veneta wychodziła rok (do 31 stycznia 1761 r.), potem Gozzi wydawał satyryczne: Osservatore Veneto periodico (1761), wzorowane na agielskim The Spectator, jednak inaczej niż w przypadku angielskiego czasopisma, Gozzi był jedynym redaktorem, wiec pismo stało się wkrótce dość jednostajne w treści[97]. Cenzura chyba niezbyt przeszkadzała Gasparowi Gozziemu, który jako myśliciel polityczny i filozoficzny reprezentował umiarkowany konserwatyzm, lecz był równie daleki od wychwalania ideałów typowych dla absolutyzmu jak do głoszenia radykalnych idei oświeceniowych. Tendencje do zreformowania całego świata uważał za niebezpieczną. W tym aspekcie jego postawa przypominała stanowisko Jonathana Swifta[98]. Panna Dolphin Tron opiekowała się Gasparem w chorobie, aż do jego śmierci w Padwie 26 grudnia 1786 roku.

Warto wspomnieć, że w 1747 roku obaj bracia Gozzi razem z kilkoma innymi poetami-satyrykami, założyli w Wenecji akademię literacką, do zwalczania barokowej przesady. Akademia z czasem poważniała, ale zachowała poczucie humoru, powołując na członków np. tureckiego sułtana czy Fryderyka II Pruskiego. Carlo Gozzi był jeszcze większym konserwatystą od swego brata. Wyśmiewał libertynów, frankofilów i liberałów, którzy „ciągle wołali: wolność, wolność” i wszystko co stanowiło stary ustrój wenecki uważali za przesąd (pregiudizio). Carlo uważał, że wobec tego słowa ustaje wszelka moralność. Podczas gdy liberalni pisarze tacy jak Giuseppe Baretti czy ex- jezuita i wolterianin Saverio Bettinelli z Matui (1718-1808) wstydzili się Boccaccia czy Tassa i własnej dawniejszej literatury narodowej pełnej przesądów religijnych, preferując Metastasia  i Voltaire’a, Gasparo Gozzi bronił Dantego w piśmie z 1758 roku. Do liberalnych przeciwników Gozzich należeli też Carlo Goldoni i Pietro Chiari, Carlo jednak zniżał się do najpaskudniejszych oszczerstw wobec nich, zamiast zachować pewien poziom. Goldoni odpisał na nie nazywając miłośnika starej komedii dell’arte, Carla Gozziego cholerykiem, który szczeka jak pies do księżyca. Gasparo trzymał się nieco na uboczu, gdy cała Wenecja podzieliła się (1757-1761) na starych –zwolenników Carla Gozziego i liberalnych młodszych zwolenników Goldoniego. Próbując dowieść, iż popularność tego ostatniego, wynika jakoby jedynie z zepsutego gustu publiki, pisał bajki, w których sprowadził do absurdu zamiłowanie Goldoniego do podważania dawnej zasady decorum (np. woda śpiewająca arie, zmarli czytający książki, kobiety zmieniające się w mężczyzn i odwrotnie), swój niecny cel Carlo osiągnął, abate Pietro Chiari porzucił zawód komediopisarza i osiadł na wsi, a Goldoni wolał wyjechać do Paryża (1762). W następnych latach Carlo Gozzi brał na cel szkodliwe jego zdaniem poglądy encyklopedystów na wiarę i politykę, choć z czasem sam uległ urokowi Helvetiusa, Voltaire’a i Rousseau, i począł atakować obyczajowość kleru i szlachty, zwłaszcza ich zamiłowanie do zbytku (przed nim już np. Giuseppe Parini im to wytykał)[99]. Czasy stawały się jednak coraz trudniejsze dla liberałów. 14 stycznia 1779 roku dożą został Paolo Renier, pokonując Andreę Trona (zm. 1785), który zaniepokoił elity swymi dążeniami do ograniczenia ilości klasztorów i do innych reform. (U Catariny Dolfin-Tron inkwizytorzy stanu skonfiskowali kilka „bezbożnych filozoficznych” ksiąg, a potem zakazali jej organizowania przyjęć w jej Cassino w San Giuliano)[100]. Carlo Gozzi do końca wierzył w wyższość ustroju weneckiego, mimo pewnych flirtów z ideami francuskich filozofów[101].

Kolejną gwiazda weneckiej literatury był margrabia Francesco Albergati Capacelli (1728-1804) senator z Bolonii, który do Wenecji przybył w 1770 roku. Z Bolonii wyjechał bo miał dość tamtejszych pseudoautonomicznych rządów senatu, który tak naprawdę we wszystkim podlegał papieskiej tyranii (co 10 lat do Bolonii przybywał prałat rządzący miastem w imieniu papieża)[102]. Albergatti korespondował przez jakiś czas z Bettiną Caminer, wenecką pisarka, ale choć z romansu z nią nic mu nie wyszło (nie ufała mu), wenecki pomysł pozostał. Jego komedie spodobały się w Wenecji bo jako arystokrata i człowiek bardzo zamożny mógł odważniej ośmieszać przywary szlachty niż Goldoni i czynił to chętnie. Np. w: Il sagio amico przedstawił złośliwie postać perukarza, który grał rolę posła dam w sprawach miłosnych. W innej komedii: Le convulisioni przedstawił damę zafascynowaną francuską filozofią, która zostaje pod jej wpływem histeryczką, a z owej histerii wyleczy ją dopiero jej mąż dowcipnymi sarkastycznymi komentarzami, napisał tą sztukę, mimo iż sam był wielbicielem Voltaire’a i Helvetiusa. W: Il ciarlator maldicante ośmieszał postać muzyka-dworskiego intryganta i plotkarza, prawdopodobnie wzorując się na życiu Farinellego. W 1786 jego żona Cattina Boccabadati, która nieszczęśliwie się zakochał w jakimś wenecjaninie, popełniła samobójstwo. Przejściowo nawet podejrzewano męża na dwa miesiące zamknięto Albergatiego w areszcie w Bolonii. Po wyjaśnieniu spraw  wrócił do Wenecji podnieść sobie nastrój po niedawnych przeżyciach i zdobyć względy gospodyni salonu towarzyskiego (inaczej niż bardzo wenecki salon Catariny Tron, salon ten był kosmopolityczny) pani Cecylii Zen-Tron[103].

wen2

Il. 2. Polowanie na kaczki, obraz Pietra Longhiego z ok. 1760 r., źródło:

http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Longhi,_Pietro_-_Duck_Hunters_on_the_Lagoon_-_c._1760.PNG

 

Przy okazji możemy wspomnieć o typowym dla XVIII wieku humorze markiza Albergatiego. Pewnego razu podczas menueta, Albergati zaśmiał się na widok Francuza, który zabawnie podskakiwał w tańcu, ten się obraził i rzekł: „przestrzegam markiza, że jeśli źle tańczę, to dobrze się biję”, na co Albergati odrzekł: „w takim razie zawsze się bij, a nigdy nie tańcz”, czym rozładował atmosferę[104]. W lecie 1788, wraz z przyjaciółmi przeniósł się Albergati do swej willi w Zoli. W 1797 zrezygnował chętnie z tytułów szlacheckich, ponieważ miał liberalne poglądy, lecz pod koniec życia, za czasów Napoleona, bardzo przeklinał Francuzów, pisząc, że te włoskie małpy co naśladowały dotąd modę francuską powinny teraz naśladować ich zbrodnie, podobne zdanie o Francuzach miał Vittorio Alfieri[105].

Wenecja w XVIII wieku nadal była jedna z europejskich stolic malarstwa, tradycję Tintoretta próbował wskrzesić Giorgio Lazzarini (1655-1730), inną droga szli Antaonio Canal, Francesco Guardi i Pietro Longhi przedstawiając Wenecję i życie weneckie tak jak wyglądały, zamiast malować pompatyczne wizerunki herosów mitycznych czy biblijnych. Inaczej niż np. Hogarth, Longhi patrzył na społeczeństwo okiem. Canal był najwybitniejszym przedstawicielem wedutyzmu – odpowiednika późniejszej fotografii turystycznej. Dzięki znajomości z brytyjskim ambasadorem Smithem, Canal udał się do Londynu i był tam bardzo ceniony, jego siostrzeniec zaś Bernardo Belotto ronił karierę w Wiedniu i Warszawie.

Słynną malarką wenecką była wspomniana już Rosalba Carriera, która za radą angielskiego bogacza Chistiana Cole, malarza-amatora porzuciła farby olejne dla pastelowych[106]. Angielscy miłośnicy Roslaby postarali się u najgłośniejszego podówczas malarza weneckiego Carlo Maratty, o przyjęcie jej do akademii San Luca w 1705 roku. Wkrótce potem pracownia Rosalby Carriery przy Canale Grande stała się ogniskiem weneckiej sztuki, znanym w całej Europie. W czasie hiszpańskiej wojny sukcesyjnej wiele książąt i dyplomatów błąkało się po Italii, a każdy chciał mieć portret jej autorstwa. Maksymilian II Bawarski, Ludwik Meklemburski i palatyn reński Karol VI, który miał u siebie w Düsseldorfie liczną włoską kolonie artystyczną, zamówili u niej nie tylko własne portrety, ale i podobizny weneckich piękności. Fryderyk IV król Danii, który bawił w 1709 roku w Wenecji (pod nazwiskiem hr. Oldenburg), przesiadywał godzinami w jej pracowni i zakupił 12 portretów Wenecjanek[107], wtedy to palatyn reński pozazdrościł duńskiemu monarsze i również postarał się o malunki. Roslaba była uważana za cud uczoności, ponieważ znała biegle łacinę i język francuski i znała biegle historię sztuki, a inne weneckie damy często nie umiały nawet pisać. W grudniu 1739 roku Fryderyk Krystian, syn Augusta III, zakupił u Rosalby 40 pasteli, które kazał potem zawiesić w galerii drezdeńskiej, przy okazji radca Hoffman zakochał się w uczennicy malarki, Felicycie. W 1741 roku Felicyta przybyła do Drezna jako nadworna malarka, jednak po śmierci Hoffmana, rodzina jego unikała Felicyty, która popadła w biedę[108].

Najsłynniejszy osiemnastowieczny wenecki życiorys, to oczywiście życiorys Giacomo Casanovy. W 1720 roku komediant Gaetanello Casanova uciekł z domu z Parmy z dziewczyną o pseudonimie: „Fragoletta”  do Wenecji, gdzie niestety sprytna niewiasta znalazła posażniejszego partnera. Nieco później Gaetanello zakochał się w córce swego sąsiada, weneckiego szewca Geronima Farussiego. Farussi zgodził się na ślub, choć przeżył strasznie to, ze jego córka ma wyjść za aktora, którzy mieli u ludu kiepską opinię, ale wymógł umierając obietnicę, że Getanello „nie odda diabłu duszy Zanetty”, tj. nie uczyni jej aktorką teatralną. Po śmierci ojca Zanetta jak najbardziej grała wraz z mężem na scenie teatru San Samuele (od 1728 roku, kiedy wrócili do miasta z synami Gian Giacomem i Franceskiem). W 1733 roku Gaetanello umarł zażywszy niewłaściwie przepisane proszki na żołądek.  Impresario teatralny Imer (i aktor komediowy, do której to roli znakomicie się nadawał dzięki niskiemu wzrostowi i komicznej tuszy), ten sam, który współpracował z Goldonim, był tak zauroczony Zanettą, że dawał je najlepsze role. Mimo to, w 1735 roku Zanetta zastanawiała się nad wyjazdem do Polski (pod wpływem oferty saskiego agenta), jednak w końcu pojechała do Petersburga, a w 1750 roku do Drezna. W tym czasie Giacomem opiekował się wenecki patrycjusz Fiorgio Baffo, poeta amator. Babka Giacoma Maria Farussi wysłała ośmioletniego Giacoma na naukę do szkoły księdza Gozzi, który nauczył go łaciny i gry na skrzypcach[109].  W wieku 15 lat Giacomo został doktorem utriusque iuris, broniąc tezy: „Czy Żydom wolno budować nowe synagogi?”. Zaraz potem patriarcha wenecki Correr dał mu 4 niższe święcenia. Na zmianę drogi życiowej Giacoma wpływ miał stary senator Malipiero, libertyn i filozof-cynik, gospodarz wystawnych uczt. U senatora Casanova poznał aktorkę Teresinę, córkę Imera protegowaną senatora i zakochał się. Nieco później zaczął mieć inne romanse (m.in. z Gardelą, córka gondoliera i kochanką księcia Wirtembergii), i tonsura zaczęła zarastać. Duchowni nie pochwalali noszenia przezeń perfum i używania pomad. Jako 18-latek Giacomo uczył się w Kalabrii u pewnego franciszkanina, znajomego jego matki, , jednak wbrew woli opiekuna, został w Neapolu, zrywając ostatecznie z Kościołem, by pędzić tam żywot awanturnika[110]. Potem udał się do Rzymu uznając, że jest to jedyne miasto, w którym można zaczynając od niczego dojść do wszystkiego”[111], dzięki oszukiwaniu przesądnych naiwniaków, co w XVIII wieku rozgrzeszano równie łatwo jak eliminowanie przeciwników politycznych w renesansie i stawianie siły ponad prawem w wieku XIX. Nawet ludzie wykształceni bywali straszliwie łatwowierni, jeśli chodziło o sprawy pseudonauk takich jak  kabały i alchemii. Następnie zaciągnął się Casanova do armii weneckiej i jakiś czas spędził w Stambule i na Korfu, by w 1745 powrócić bez grosza do Wenecji[112]. Zarabiał wtedy jako skrzypek na balach i podczas przedstawień teatralnych. Gdy na balu senator Giovanni Bragadino dostał ataku apopleksji, Giacomo wbrew lekarzom, którzy chcieli mu wcierać rtęć, zawiózł go do innych, którzy uratowali go puszczając krew. Bragadino był wdzięczny i zaczął protegować Giacoma, a że był także łatwowierny dawał się naciągać na dalsze pieniądze, które Casanova przegrywał w risottach. Był lubianym kompanem, jednak zbyt łatwo krytykował innych ludzi i wplątywał się w ryzykowne romanse z wpływowymi kobietami, dlatego wyjechał do Lyonu, gdzie wstąpił do masonerii, a stamtąd do Paryża  (1750), Drezna i Wiednia (1752), skąd jednak szybko wyjechał ze względu na ostre zwalczanie pozamałżeńskiego seksu przez fanatyczną katoliczkę Marię Teresę[113], i powrócił (1753) do Wenecji i Bragadina. Szybko jednak znów się naraził władzom weneckim przez propagowanie francuskiego racjonalizmu i antyklerykalizmu, krytykowanie Kościoła i ustroju Republiki Weneckiej, uwodzenie zakonnic, a zwłaszcza za przyjaźń z rozpustnym ambasadorem Francji, de Bernisem, jak zawsze władze bały się wyjawienia tajemnic państwowych[114].  W 1754 roku szpieg policyjny Giambattista Manuzzi oskarżył Giacoma przed swoimi zwierzchnikami o bezreligijność, pisanie antyklerykalnych wierszy, trwonienie pieniędzy senatora Republiki, przyjaźń z mistrzem masońskim Bernardo Memmo (ur. 1730)[115], jednym z pierwszych masonów weneckich, sympatykiem Goldoniego,   i późniejszym protektorem Lorenzo da Ponte[116], oraz o to że jest kabalistą (un iperbolano). 21 sierpnia 1755 roku uwięziono Casanovę w więzieniu Piombi, na poddaszu pałacu dożów, oficjalnie „za publiczne wyszydzanie Świętej Religii” – in desprezzo publico della Santa Religione. Ucieczka Giacoma wraz z księdzem Marino Balbim z Piombi stała się słynna[117], wiec gdy dotarł 5 stycznia 1757 roku do Paryża był już znaną postacią przyjmowaną z honorami przez de Bernisa. Na jego prośbę Casanova rewidował projekt loterii. 1 stycznia 1759 roku opuścił Paryż z 200.000 liwrów (zysk z loterii i grania roli alchemika wobec markizy d’Urfé) w pieniądzu i klejnotach. Potem podróżował po Prusach, Rosji, Polsce (5 marca 1766 r. miał słynny pojedynek z Ksawerym Branickim), by w 1767 znów wrócić do Paryża, gdzie żył z funduszu przyznanego mu w testamencie Bragadina), stamtąd znów przeniósł się do Hiszpanii, gdzie był dwa razy aresztowany (w Madrycie za posiadanie broni w mieszkaniu) i w Barcelonie (gdy wdał się w romans z przyjaciółką gubernatora Katalonii), w barcelońskim więzieniu napisał obronę rządu weneckiego przed zarzutami francuskiego autora Amelota, dzięki czemu (i poparciu Arkadii), mógł w 1774 roku powrócić do Wenecji, za cenę zostania szpiclem inkwizytorów stanu. Jego raporty jednak były nieprzydatne, przypominając  traktaty filozoficzne, a nie donosy, donoszenie uważał bowiem za niegodne siebie[118]. Przez 8 lat żył spokojnie na uboczu z pensji państwa, lecz we wrześniu 1782 wydalono go na zawsze w Wenecji za awanturę w domu  byłego przyjaciela patrycjusza Grimaniego, na którego napisał wcześniej zjadliwą satyrę. Wpływy Grimaniego zablokowały Casanovie powrót do ojczyzny na zawsze. W 1785 roku Casanova zmarł jako bibliotekarz czesko-niemieckiego księcia Waldsteina w zamku Dux[119]. Brat Giacoma, Francesco był malarzem bitew, od 1751 roku pracującym w Paryżu, w 1784 wyjechał stamtąd z Giacomem[120], by uciec od swej nieznośnej żony. Zmarł pod Wiedniem. Drugi brat Giacoma, Giambattista był malarzem historycznym i od 1764 roku mieszkał w Dreźnie. Jego żona, Włoszka Teresa Roland dużo więcej pomagała Casanovie i dbała o relacje z nim, niż rodzeni bracia[121]. Z Wenecji pochodził ojciec klasycyzmu w architekturze Giovanni Battista Piranesi.

W Wenecji tworzyli swe dzieła znakomici kompozytorzy tacy jak: Tomaso Albinoni, Antonio Vivaldi, Alessandro Marcello i jego brat Benedetto Marcello, który komponował przede wszystkim muzykę kościelną. Dlatego nazywany jest czasem Michałem Aniołem muzyki. Jego starszy brat Alessandro Marcello również komponował, lecz raczej muzykę świecką.  Tomaso Albinoni był synem bogatego weneckiego handlarza papierem, lecz kontynuowanie interesu pozostawił swym braciom, a sam poświęcił się komponowaniu. Określał siebie jako „diletante venete”, nawet gdy był już uznanym i doświadczonym kompozytorem. Kiedy firma podupadła jego reputacja i dochody kompozytora znanego nie tylko w Wenecji ale i w Londynie i Amsterdamie (1715 wydrukowano tam op.7 a w 1721 op.9) pozwoliły przezwyciężyć finansowy kryzys. We wrześniu 1703 roku Antonio Vivaldi rozpoczął pracę jako nauczyciel gry na skrzypcach w sierocińcu dla dziewcząt Ospedale della Pieta, dla którego komponował do końca życia. W roku 1718 udał się do Mantui, gdzie pozostał przez dwa lata, dyrygując muzyką świecką na dworze księcia Filipa. Po powrocie z Wenecji, w 1727 roku opublikował Il Cimento dell’Armonia e dell’Invenzione ze słynnym zbiorem Le quattro stagioni. W 1740 wyruszył do Wiednia, gdzie rok później zmarł. Nie wszyscy mieli o mistrzu taką opinię jak my dziś. Na przykład Goldoni uważał go za „świetnego skrzypka, ale przeciętnego kompozytora, a także za bigota, który odkładał różaniec, tylko, gdy komponował[122]”.

Przez większość życia Vivaldi uczył muzyki w sierocińcu, co dziś wydaje nam się zajęciem dużo skromniejszym niż było w jego czasach. W Wenecji istniały cztery ospedali – – najsłynniejszym był założony w 1346 roku La Pieta przy nadbrzeżu słowiańskim – Riva degli Schiavoni naprzeciw wyspy S. Giorgio Maggiore. W 1738 roku mieszkało w nim tysiąc osób. Chłopców wcześnie oddawano do nauki zawodu a dziewczynki dzieliły się na dwie kategorie: figlie di commun – z gminu, które otrzymywały wykształcenie ogólne, i figlie di coro – które otrzymywały specjalne wykształcenie muzyczne  (warto zauważyć, że w drugiej włoskiej stolicy muzyki – w Neapolu były z kolei konserwatoria do których z kolei przyjmowano tylko chłopców!)[123]. Figlie di coro grały na wszystkich instrumentach;  flecie, organach, fagocie, oboju, wiolonczeli itd. Wydaje się, że nieliczny personel męski traktowano jako zło konieczne[124]. Vivaldi dzielił swój czas na pracę nauczyciela muzyki, komponowanie oper i modlitwy (jeśli wierzyć Goldoniemu). Opery wówczas wystawiano przez kilka wieczorów. Rekord  popularności operowej stanowił  Orlando Furioso G.A. Ristoriego , która była wystawiana przez 40-50 wieczorów w teatrze S. Angelo jesienią roku 1713 i była powtarzana następnej jesieni. Wszystkie teatry były w posiadaniu rodów szlachetnych. Grimami posiadali nawet 3 teatry: SS Giovanni e Paolo, S Giovanni Crisostomo i S. Samuele, właścicielami musieli być bogaci arystokraci, bo teatry rzadko przynosiły zyski[125]. W karnawał (od 26 grudnia – dnia św.  Szczepana aż do zapustnego wtorku) wystawiano najwięcej oper. Początek roku wyznaczany był w ówczesnej Wenecji na 1 marca (urzędowo-kościelny kalendarz wenecki wyglądał w ten sposób, więc dni 1 stycznia do 28 lutego 1709 oznaczają dla nas dni 1 stycznia do 28 lutego 1710. W czasie jarmarku pozwalano wystawić co roku 1-2 wielki opery grane do 20 razy w 1 lub 2 teatrach, praktykowano tak od 1720 roku[126]. Rozmaite prywatne akademie muzyczne były powszechne w Wenceji. Organizowały one często koncerty. Istniały za czasów Vivaldiego dwie weneckie drukarnie muzyczne. Jedną z nich kierował Giuseppe Sala (l. 1676-1715), drugą  Antonio Bortoli (w l. 1705-1764). Obaj stosowali jeszcze wciąż jeszcze renesansowa czcionkę ruchomą; każda nuta miała oddzielna chorągiewkę, co oznaczało zacofanie w stosunku do Holandii, Niemiec, Anglii i Francji, dlatego niektórzy weneccy kompozytorzy woleli drukować swe dzieła za granicą[127].

Ojcem Antonia Vivaldiego był muzyk Giambattista Vivaldi, który współzakładał  stowarzyszenie św. Cecylii – patronki muzyki.   Spiritus movens stowarzyszenia był Giandomenico Partenio vice-maestro u św. Marka. Tonsurę wygolono Antoniowi w 1693 roku, wyższe święcenia otrzymał w roku 1703. Przynajmniej od tego roku pracował w La Pieta z pensją 25 dukatów na kwartał. Jako duchownego tytułowano go: don[128]. Swój zbiór koncertów: L’estro armonico dedykował Vivaldi księciu Ferdynandowi, synowi Kosmy III, władcy Toskanii, który w przeciwieństwie do ojca-skrajnego bigota kochał muzykę[129]. Wczesne lata Vivaldiego jako kompozytora znamy m.in. z przekazu Johanna Friedricha von Uffenbach,  frankfurckiego kupca i dostojnika. Gdy w 1716 roku wybuchła wojna z Turkami, Vivaldi zaczął komponować oratorium: Juditha Triumphans w nadziei na zwycięstwo, które rzeczywiście nastąpiło[130]. W kwietniu 1716 roku przybył do Wenecji znakomity skrzypek i kompozytor saski Georg Pisendel, jako członek Kammermusik elitarnego zespołu z Drezna[131]. Potem przybył znów, by uczyć się u Vivaldiego. Przy jednej okazji Wenecjanie próbowali zmusić Pisendela do coraz bardziej zawrotnego tempa (przy wykonywaniu koncertu: RV 571 Vivaldiego) , ten jednak nie dał się zbić z tropu. Vivaldi miał ponoć dowiadywać się u inkwizytorów czemu czterech ludzi chodzi za Pisendelem od placu św. Marka, zapytał o to Pisendela, gdy już doszli do domu Vivaldiego. Pytał też, czy Sas nie zrobił czegoś wbrew prawu. Cała sprawa nie jest zbyt jasna, ponoć miało chodzić o kogoś podobnego do Pisendela.

Vivaldi był najprawdopodobniej żarliwym weneckim republikaninem, o czym może świadczyć serenada: La Sena Festeggiante („Świętująca Sekwana” – RV 693) skomponowana w listopadzie 1726 dla nowego ambasadora Francji w Wenecji, widać w niej, że   raczej chciał oddać hołd narodowi francuskiemu niż Ludwikowi XV.  Próbował też imitować styl francuski w muzyce[132]. W sierpniu 1739, jak podaje de Brosses, mało już słuchało się Vivaldiego, który – podobnie jak Albinoni – nie umiał  dostosować się do nowych trendów muzycznych bazujących na nowym stylu galant, prawdopodobnie to było jednym z powodów  decyzji kompozytora o przyjęciu posady w Wiedniu.

W Wenecji znajdowało się stare getto żydowskie. Pomysł stworzenia takiego kształtował się jeszcze w średniowieczu. w roku 1381 Marco Corner zaproponował by bankierzy żydowscy przybyli do Wenecji, mili pożyczać oni pieniądze skarbowi republiki, po kosztownych  wojnach z Chioggią[133]. W 1397 roku wypędzono jednak wszystkich, gdyż łamali zasady udzielania pożyczek, z wyjątkiem kilku dobrych lekarzy i potem pozwalano im przebywać w mieście najdłużej przez 15 dni[134]. Żydzi byli w tych ciemnych czasach dość niepopularni, ciągle pojawiały się ich oskarżenia o rytualne mordy dzieci, zresztą nawet jeszcze w XVIII wieku zwłaszcza na prowincji weneckiej takie opinie się pojawiały[135].  Gdy w Wenecji w 1475 roku zaginął chłopiec Simone, wielu Żydów podano torturom, które dla kilku oznaczały śmierć[136]. Przez cały XV wiek Żydzi wypędzeni z miasta (mieszkali w Metsre poza jego obrębem) stosowali  rożne fortele by obejść zakaz. W roku 1516 senat wenecki ustanowił getto wokół San Gerolamo, które  zamykali o 24;00 w nocy strażnicy chrześcijańscy wynagradzani przez Żydów (bano sie ze swoboda przemieszczania udzielona Żydom to grzech i zły omen dla weneckiej polityki)[137]. Żydzi podlegali wielu ograniczeniom prawnym, na przykład do roku 1734 utrzymywano zakaz zakładaniu lombardów. Żydowscy lekarze, bardzo cenieni zwłaszcza do wieku XVII ze względu na bardziej nowoczesne empiryczne podejście, musieli meldować wyjście po zmroku strażnikom swe wyjścia do chorych[138]. Wielu Żydów weneckich było uciekinierami z półwyspu Iberyjskiego, lecz główną rolę w powstaniu struktur getta grali Żydzi niemieccy. Od ustawy z 1598 roku  Żydzi cieszyli się właściwie pełną tolerancją wyznaniową, i utrzymano wobec nich tylko wymogi formalne (mieszkanie w getcie i noszenie żółtych czapek poza nim)[139]. W 1655 roku Wenecję zamieszkiwało ok 5 tysięcy Żydów, czyli ok. 2 % ogółu mieszkańców, lecz  w  połowie XVIII wieku było to już zaledwie ok. 1, 2 %[140]. Żydzi weneccy mieli już w XVII wieku swe wykształcone elity, rozwijające nauki przyrodnicze, nowoczesną koncepcję Boga jako siły przyrody, a nie postaci antropomorficznej (panteizm Spinozy był krokiem dalej wobec tej postawy), oraz krytykowali zasadę odpowiedzialności zbiorowej jaką wobec nich stosowało czasem państwo wenecki, kiedy jakiś Żyd popełnił zły czyn[141]. W 1714 roku deista i antyklerykał angielski John Toland popierając naturalizację Żydów w Wielkiej Brytanii, pisał  o trudnościach Żydów weneckich[142].

Wiele pisano w Wenecji tekstów antyżydowskich, z których najbardziej chyba znaną była praca:  Riti e costumi dei Ebrei z roku 1742[143]. W 1720 roku kilku Żydów:  Abram Foniga, Vita Sacchi, Samuel Zevi, Iseppo Almeda i Salomon Conegliano, wmieszało  się w maskach w rozbawiony tłum karnawału; zostali rozpoznani i osądzeni, stąd znamy ich nazwiska[144]. Kilka lat potem niejaki David Jacob Cholona z Rovigo był karany za przekroczenie ośmiodniowego pozwolenia noszenia czarnego kapelusza, zamiast żydowskiej żółtej czapki[145].  Inny Żyd Costantino Cona, handlarz oliwą, żył z Włoszką-chrześcijanką  przez 14 miesięcy poza gettem (ona nie wiedziała że jest on Żydem)[146]. W połowie 1751 roku rachunki żydowskich banków (w  tym największego, tzw. Uniwersytetu Żydów Weneckich) znajdowały się w wielkim nieładzie, jednak władze nie miały czego sekwestrować, gdyż ich nietolerancja zakazywała Żydom posiadania nieruchomości[147]. W roku 1749 Żyd Jacob Alpron założył nielegalną pralnię w Piove di Sacco i rozkochał w sobie   młodą kobietę. Gdy jego pochodzenie, obiecał sie ochrzcić, ale potem uciekł z dom katechumalnego[148]. Pod wpływem niektórych patrycjuszy weneckich takich jak Francesco Tron i Zuan Alvise Zeno, Żydom nie było wolno (od 1771 roku) handlować oliwą z Korfu. Niektórzy nie posłuchali i zajęli się przemytem[149]. Ustawa senatu weneckiego – czyli tzw. condotta z 1771 ustanowiła oligarchiczny z ducha rozdział monopoli w klas i narodów w ramach poszczególnych profesji, ale jednocześnie po raz pierwszy pozwolono Żydom na np. posiadanie statków handlowych[150]. 20 lat przed przyjściem Francuzów potwierdzono zakaz sprawowania przez Żydów jakichkolwiek urzędów, jednak z drugiej strony oświeceniowa tolerancja dała swój efekt w postaci złagodzenia ograniczeń wobec Żydów przez senat 1786 roku, podczas którego jedne z patrycjuszy weneckich Nicolo Erizzo, stwierdził, że  „…Żydzi są jak inni ludzie”, i argumentował, że nie ma sensu wyolbrzymiać znaczenie różnic religijnych[151]. Wraz z nadejściem Francuzów 1797 roku Żydzi weneccy przeżyli pozytywny szok; zostali po raz pierwszy wybrani (cztery osoby) do władz miejskich. Obywatel Massa z „Towarzystwa patriotycznego”, ujął się za Żydami, wypominając chrześcijanom, że nawet Turków szanuje się w Europie, a Żydów nie.  Rewolucjoniści zrównali Żydów w prawach z chrześcijanami. Trochę mniej przyjemny był nałożony na Żydów latem 1797 roku obowiązek dostarczenia ¼ sumy na utrzymanie wojsk francuskich stacjonujących w mieście. Po pokonaniu Napoleona i przejęciu Wenecji przez Austriaków, Żydzi znów nie mogli piastować urzędów, ale ich pozycja prawna i tak była lepsza niż przed upadkiem Serenissimy[152].

 

 



[1] Terraferma, Domini di Terraferma – dosłownie: „ziemia zamknięta” – tak określano część terenów podlegających Republice Weneckiej w czasach jej świetności. Mianem terraferma określano posiadłości bezpośrednio przylegające do miasta Wenecja, które stanowiły jego najbliższe zaplecze gospodarcze i jednocześnie osłonę na wypadek ataku od strony lądu. Obszar Terrafermy przez większość czasu istnienia Republiki obejmował tereny nad dolnym Padem, od Zatoki Weneckiej i Friuli po wschodnie regiony Lombardii – sięgając najdalej rzeki Addy. Pozostałe posiadłości Republiki (począwszy od Istrii w kierunku wschodnim), które nie miały lądowego połączenia ze stolicą nazywano Domini da Màr – „ziemiami zamorskimi”.

[2] M. Talbot, Vivaldi, PWM Warszawa 1988, s. 22.

[3] Maggiore Consilio było to kolegium 600 szlachciców powyżej 25 lat życia, oni w tajnym glosowaniu wybierali 120-osowbowy senat – najwyższe ciało wykonawcze, vide: M. Talbot, Vivaldi, s. 22.

[4] Inkwizytorzy stanu mieli aprobować działalność teatrów,  co roku   (zazwyczaj dawali im faccio fede czyli aprobatę), vide. M. Talbot, Vivaldi,  s. 23.

[5] Norwich, John Julius (1989). A History of Venice. New York: Vintage Books.

[6] m.in.:  Savio alle Scritture – sprawy armii i floty,  Savio Cassiere – finanse,  Savio alle Ordinanze – garnizony i ruchy wojsk,  Savio ai Cerimoniali – ceremoniały państwowe i Savio da Mo – poczta.

[7] M. Talbot, Vivaldi, s. 24.

[8] G. Hanlon, Early Modern Italy, 1550-1800. Three Seasons in European History, Macamillan Press Houndmills/ London 2000, s. 257.

 

[9] czasem nazywany jest dla odróżnienia od poprzednika, po prostu: Sebastiano Mocenigo.

[10] P. Matyaszewski, Podróż Monteskiusza. Biografia przestrzenna, Wydawnictwo KUL Lublin 2011, s. 265.

[11] Ibidem, s. 269.

[12] Ibidem, s. 269.

[13] Ibidem, s. 270.

[14] Vide: K. L.von Pöllnitz, The Memoirs of Charles-Lewis, Baron de Pollnitz,Daniel Browne, Black Swan London 1739, Vol. I

[15] Przed wyborem na dożę (1722) A. Mocenigo był generalissimo wojsk, vide: Ibidem

[16] Ch. Hibbert, Cities and Civilisations, Weidenfeld & Nicolson London 1996, s. 162-173.

[17] Ibidem, s. 167.

[18] Ibidem

[19] Vide: C. Rendina,  I dogi. Storia e segreti. Newton Compton Roma 1994.

[20] J.A. Gierowski, Historia Włoch, Ossolineum Wrocław 2003, s. 280.

[21] Ibidem

[22] Zniesmaczony  ślepym oporem konserwatystów, Querini wycofał się z oficjalnego życia politycznego i spędzał większość czasu w swojej willi w Altichiero w Padwie, która stała się znanym przykładem w Europie salonem  arystokratycznym oraz, miejscem spotkań intelektualistów. Querini interesował się architekturą, a swą willę udekorował insygniami masońskimi, a także agrarnymi utopiami. Jako człowiek  był wybuchowym indywidualistą, skłonnym znieść znaczne  osobiste niedogodności,  by przeforsować postulowane reformy, nie  ukrywał np. swojej wizyty w rezydencji  Ferney, należącej do Voltaire’a, nienawidzonego przez konserwatywnych patrycjuszy weneckich, vide: G. Festari, Giornale del viaggio nella Svizzera fatto da Angelo Querini. Venezia 1835.  Querini zmarł nagle, w pobliżu Teatro San Moise, chciał  być pochowany w grobie byłej kochanki   Giulii Ursuli Preato, znanej w całej Europie z   burzliwego życia miłosnego.

[23] G. Hanlon, Early Modern Italy, 1550-1800, s. 265.

[24] J. A. Gierowski, Historia Włoch, Ossolineum Wrocław 2003, s. 280.

[25] Ibidem

[26] Dożą był jedynie przez rok, co było z kolei uwieńczeniem długiej kariery urzędniczej i politycznej; był kolejno Savio di Terraferma, (zarządcą terraferma – „terytorium państwa poza samym miastem Wenecja, dyplomatą, prokuratorem św. Marka (Procuratore di San Marco) i Savio del Consiglio (członkiem rady republiki).

[27] Urodził się 4 lutego 1696, jako drugie dziecko w rodzinie. Dlatego początkowo nie miał wielu pieniędzy, posiadał jednak jeden z lepszych umysłów w dziejach Republiki Weneckiej. Studiował na Accademia dei nobili di San Francesco Saverio w Bolonii. Przez ten okres życia odbył kilka udanych misji dyplomatycznych do Rzymu i Turynu. Dostrzeżono jego erudycję. Słynny dramaturg wenecki Gasparo Gozzi był jego częstym gościem. Jak wszyscy ówcześni uczeni, Marco Foscarini zbierał stare manuskrypty. Stworzył prawdziwe archiwum. Gdy został prokuratorem Św. Marka znów podjął działalność dyplomatyczną., lecz szybko powrócił do działalności literackiej. Zajmował się sztuką retoryki i przemawiania. W 1745 odziedziczył olbrzymi majątek po krewnym Pietro Forscarinim, i zaczął się szybko liczyć w Republice.

 

[28] Vide: J.A. Gierowski, Historia Włoch, Ossolineum Wrocław 2003.

[29] G. Hanlon, Early Modern Italy, 1550-1800, s. 265.

[30] H. Lynch Piozzi, Observations and Reflection made in a Journey through France, Italy, and Germany,  Printed for A. Strahan & T. Cadell  in the Strand, London 1789, vol. I

 

[31] Z drugiej jednak strony trzeba pamiętać, że wenecka szlachta była bardzo hermetyczna, w porównaniu z szlachtą wielu innych krajów (choć może mniej niż sycylijska, o której mówiono, ze słowo baron nigdzie nie znaczy tak wiele jak na Sycylii), vide: Świeżo upieczony szlachcic Casanova nigdy nie czuł się  jednym ze szlachty weneckiej, i pisał: „jeśli ktoś uważniej mi się przygląda zbija mnie z tropu”, w towarzystwie prawdziwej szlachty udawał swobodę i dumę, vide; R. Gervaso, Casanova, s. 42.

[33] Zob. też: P. Monnier, Venise au XVIIIe siècle, Perrin   Paris 1914.

[34] K. Chłędowski, Rokoko we Włoszech, s. 43-46.

[35] Ibidem, s. 159.

[36] Ibidem, s. 46-47.

[37] Vide: J.J. Martin, D. Romano: Venice Reconsidered. The History and Civilization of an Italian City-state, The Johns Hopkins University Press 2000, L. Urban Padoan: La festa della Sensa nelle arti e nell’iconografia, in: Studi Veneziani 10 (1968) 291–353, G. Renier Michiel: Origine delle feste veneziane, Mailand 1829, s. 131–141.

[38] K. Chłędowski, Rokoko we Włoszech, s. 48-49.

[39] Ibidem, s. 49.

[40] Ten zwyczaj akurat przetrwał do dziś.

[41] K. Chłędowski, Rokoko we Włoszech, s. 50-51.

[42] Ibidem, s. 54.

[43] Ibidem, s. 56-57.

[44] Ibidem, s. 61.

[45] Zamawiali oni co miesiąc msze w kościele Trójcy za swe grzeszne dusze, vide: K. Chłędowski, Rokoko we Włoszech, s. 63.

[46] Żydzi zamieszkiwali wydzielona dzielnicę, zwaną od pobliskiej „odlewni” – geto, która to nazwa  , nieco zmieniona na: getto służyła do określenia żydowskich dzielnic także w innych miastach włoskich, vide: M. Laven, Dziewice weneckie, Bellona Warszawa 2006, s. 9.

[47] K. Chłędowski, Rokoko we Włoszech, s. 64-66.

[48] Ibidem, s. 66.

[49] K. Chłędowski, Rokoko we Włoszech, s. 67-68.

[50] Ibidem, s. 68.

[51] Ibidem, s. 69.

[52] M. Laven, Dziewice weneckie, Bellona Warszawa 2006, s. 15.

[53] Znany też jako znajomy i sponsor Casanovy. Możliwe, ze zainspirował się opowiadaniem o Marii di Riva pisząc o „własnych” przygodach z zakonnicą M.M.

[54] K. Chłędowski, Rokoko we Włoszech, s. 71.

[55] M. Laven, Dziewice weneckie,   s. 41.

[56] Ibidem, s. 89.

[57] Ibidem, s. 188-189.

[58] Ibidem, s. 163.

[59] Ibidem, s. 70.

[60] Ibidem, s. 73.

[61] Ibidem.

[62] C. Goldoni, Pamiętniki, PIW Warszawa 1958, s. 13.

[63] Ibidem, s 30.

[64] Ibidem, 32.

[65] Por: afera w domu Goldonich, gdy przyjaciel domu kanonik Gennaro przyniósł Carlowi „Mandragorę” Machiavellego. Sam Goldoni uznał lubieżność sztuki za „odstręczającą”, ale jako pierwsza znana mu komedia charakterów wywarła nań wielki wpływ, vide: Ibidem, s. 39.

[66] Ibidem, s. 78.

[67] Ponieważ urodził się w Modenie Carlo Godoni mógł skorzystać z przywileju obcokrajowca  i od razu  zdawać egzamin, bez  studiowania 5 lat, vide: Ibidem, s. 89.

[68] Ibidem, s. 94.

[69] Ibidem, s. 98.

[70] Ibidem, s. 147-149.

[71] C. Goldoni, Kawiarnia wenecka. Mirandolina, Ossolineum Wrocław 1951, s. 3.

[72] Ibidem, s. 24 i 54.

[73] C. Goldoni, Komedie; Sługa dwóch panów, Dziedzic, Mirandolina, Gbury, Awantura w Chioggi, Wachlarz, PIW Warszawa 1957, s.  676-677 

[74] jej wartość od  1739 roku równała się 22 lirom weneckim lub 20 paoli (od im papieża Pawła III). Lir zaś wart był 20 srebrnych soldów, vide: Ibidem.

[75] Ibidem, s. 76.

[76] Ibidem, s. 76.

[77] Ibidem, s. 78.

[78] Il Forestiere Iluminato della Città di Venezia

[79] R. Parsons, Some Lies and Errors of History,  Notre Dame, Indiana  The Ave Maria  1893, s. 244-260. http://elfinspell.com/LiesandErrorsVenice.html#topref7

[80] K. Chłędowski, Rokoko we Włoszech, s. 7-8., U. Renda, P. Operti, Dizionario storico della letteratura italiana, Torino, Paravia, 1952, s. 26.

[81] K. Chłędowski, Rokoko we Włoszech, s. 79.

[82] Ibidem, s. 82.

[83] Ibidem, s. 86.

[84] Ibidem, s. 88.

[85] Nie był to jedynie pusty szarlatan, ale  człowiek o dość dużej wiedzy. Studiując w Canterbury, Vitali przedstawił w 1710 roku teorie, że morowa zarazę wywołuje niewidzialny mikrob, vide: Ibidem.

[86] Ibidem, s. 92.

[87] Ibidem, s. 93.

[88] Ibidem, s. 93.

[89] Ibidem, s. 101.

[90] Ibidem, s. 106.

[91] Ibidem, s. 109.

[92] Ibidem, s. 112.

[93] Ibidem, s. 115.

[94] Ibidem, s. 116-117.

[95] Ibidem, s. 118.

[96] Reaktywował ją Antonio Piazza w roku 1787 pod tytułem: Gazzetta urbana veneta. Istniała do momentu upadku Republiki Weneckiej (1797).

[97] Ibidem, s. 121.

[99] Ibidem, s. 126-128.

[100] Ibidem, s. 134.

[101] Ibidem, s. 136.

[102] K. Chłedowski, Rokoko we Włoszech, s. 138.

[103] Ibidem, s. 148-150.

[104] Ibidem, s. 151.

[105] K. Chłedowski, Rokoko we Włoszech, s. 156-157.

[106] Ibidem, s. 170.

[107] Ibidem, s. 172-173.

[108] Ibidem, s. 181.

[109] Ibidem, s. 182.

[110] Ibidem, s. 184.

[111] Ibidem, s. 185.

[112] Ibidem, s. 187.

[113] Ibidem, s. 188.

[114] Ibidem, s. 189.

[115] Jemu i jego bratu Andrei, Goldoni zadedykował swoją sztukę: L’uomo di mondo.

[117] W 1880 udowodniono, wbrew sceptykom, ze była jak najbardziej możliwa, tak jak opisał ją w Paryżu sam Casanova, vide: Ibidem, s. 189.

[118] Ibidem, 193.

[119] Ibidem, s. 195.

[120] Giacomo liczył wtedy na posadę u cesarza Józefa II, niestety nie otrzymał żadnej oferty.

[121] Ibidem, s. 197.

[122] M. Talbot, Vivaldi, PWM Warszawa 1988, s. 10.

 

[123] M. Talbot, Vivaldi, s. 25.

[124] Ibidem, s. 28.

[125] Ibidem, s. 31.

[126] Ibidem, s. 33.

[127] Ibidem, s. 35.

[128] Ibidem, s, 40-44.

[129] Ibidem, s. 56.

[130] Ibidem, s. 16.

[131] Ibidem, s. 62.

[132] Ibidem, s. 74.

[133] R. Calimani, Historia Getta Weneckiego, Czytelnik Warszawa 2002, s. 15.

[134] Ibidem, s. 19.

[135] Dla porównania na ziemiach habsburskich w Val di Non i Val di Sole w prowincji Trento dopiero edykt Marii Teresy zahamował polowania na czarownice, vide:  Ibidem, s. 41.

[136] Ibidem, s. 40.

[137] Ibidem, s. 59.

[138] Ibidem, s. 64.

[139] Ibidem, s. 163.

[140] Ibidem, s. 217.

[141] Ibidem, s. 241.

[142] Ibidem, s. 257.

[143] Ibidem, s. 284.

[144] Ibidem, s. 319.

[145] Ibidem, s. 328.

[146] Ibidem

[147] Ibidem, s. 339.

[148] Ibidem, s. 328.

[149] Ibidem, s. 342.

[150] Ibidem , s. 349-351.

[151] Ibidem, s. 353.

[152] Ibidem, s. 362-368.

Piotr NapierałaPiotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów w latach 2014-2015. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

Podobne wpisy

2 komentarze

  1. dżizas
    15 marca 2016 at 06:05 - odpowiedz

    https://www.youtube.com/watch?v=o-eksVpZxp8
    Polecam. 🙂

    • Piotr Napierała
      Piotr Napierała
      15 marca 2016 at 06:29 - odpowiedz

      Znam. Dzięki fajne uzupełnienie mojego artykułu bo o architekturze nic nie pisałem

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *