• niedziela, 20 października 2019 r.

Walka z BDS

Ruch Bojkot-Dywestycje-Sankcje (BDS) przeciwko Izraelowi nie był skuteczną bronią ekonomiczną. Miał niewiele zwycięstw i liczne porażki. Sądzę, że powodem jest to, iż siły rynkowe są silniejsze od sił ideologicznych, przynajmniej wśród populacji, które podejmują decyzje wpływające na ekonomię. Nie sądzę jednak, że w swoim zamierzeniu miał dokonać szkód ekonomicznych.

 

Niektórzy ludzie uważają, że BDS jest sposobem wywierania nacisku na nieprzejednany rząd izraelski, by przestał „uciskać Palestyńczyków”. Tak nie jest, a widać to wyraźnie z warunków, jakie stawia ruch BDS, by zaprzestać bojkotu. Są to:

 

  1. Wycofanie się z wszystkich terytoriów zajętych w 1967 roku i usunięcie bariery bezpieczeństwa.
  2. Danie „pełnej równości” arabskim obywatelom Izraela.
  3. Uznanie prawa powrotu potomków arabskich uchodźców.

 

Pierwszy warunek jest sprzeczny z warunkami bezpieczeństwa Izraela, a zatem z możliwością, trzeci zagraża możliwości przetrwania Izraela z demograficznego punktu widzenia. Drugi warunek jest ciekawy, ponieważ arabscy obywatele już mają pełne prawa obywatelskie; tak więc w tym żądaniu chodzi o prawa narodowe, co znaczyłoby, że Izrael (lub jakkolwiek byłoby to państwo nazwane) nie byłby dłużej państwem żydowskim, ale państwem wszystkich swoich obywateli.  

 

 

Zaakceptowanie tych warunków dałoby w wyniku zastąpienie państwa żydowskiego państwem o arabskiej większości. Patrząc praktycznie, nie mogłoby się to zdarzyć bez przemocy. Z pewnością wybuchłaby wojna domowa i – jeśli Arabowie odnieśliby sukces – nastąpiłoby wygnanie i/lub ludobójstwo izraelskich Żydów.  


Izrael nigdy nie zgodzi się na te żądania. Byłoby to – dosłownie – narodowe samobójstwo i wszyscy, tak Żydzi, jak Arabowie, wiedzą o tym. Ale ruch BDS nie oczekiwał, że ich żądania zostaną zaakceptowane. Miały one umożliwić ruchowi BDS kontynuowanie działalności tak długo, jak długo życzą sobie tego jego przywódcy.


Skoro BDS nie szkodzi gospodarce Izraela – a sukcesy Izraela od czasu założenia tego ruchu na początku lat 2000. pokazują, że nie szkodzi – i skoro jego żądania są tak skrajne, że nigdy nie zostaną spełnione, to jaki jest jego prawdziwy cel?  


Jest to narzędzie delegitymizowania i demonizowania Izraela. Jest to sposób rozpalania ideologicznych płomieni na całym świecie, tworzenia kontrowersji, które umożliwiają jego orędownikom nazywanie Izraela państwem apartheidu, mówienia, że Izrael jest jak Afryka Południowa przed Mandelą, oskarżanie Izraela o wszystkie możliwe zbrodnie przeciwko ludzkości, włącznie z ludobójstwem, oraz zrównywanie go z nazistowskimi Niemcami.


Te oskarżenia są absurdalne, ale jak wyjaśnił kiedyś były prezydent USA, Lyndon Johnson, chcą słyszeć nas, jak temu zaprzeczamy.

 

Kilka stanów USA rozszerzyło prawa, początkowo uchwalone, by chronić Izrael przed arabskim bojkotem, który rozpoczął się w 1948 roku, ponieważ ten bojkot stanowił niesprawiedliwą dyskryminację, by stosowały się także do BDS. Prawo federalne dotyczące tej samej sprawy zostało także zaproponowane w Senacie USA w 2017 roku, ale nie było poddane głosowaniu. Takie prawa mówią zasadniczo, że agencjom rządowym nie wolno prowadzić interesów z organizacjami, które odmawiają prowadzenia handlu z Izraelem z przyczyn politycznych. Przeciwnicy takich kroków mówią, że są one niekonstytucyjnym ograniczeniem wolności słowa; zwolennicy mówią, że nie zabraniają one słów ani wyrażeń, a tylko konkretnych działań.

 

Nie będę omawiał prawnych argumentów, które znakomicie przedstawił Eugene Kontorovich. Moim zdaniem, ponieważ BDS jest narzędziem wojny psychologicznej, należy ją odpierać psychologicznymi  kontr-posunięciami. Podczas gdy prawa przeciwko bojkotowi gospodarczemu mogą być skutecznym i praktycznym narzędziem przeciwko wojnie ekonomicznej – jak to było z pierwotnym arabskim bojkotem Izraela – mają niewielki wpływ na BDS, który, jak widzieliśmy, nie mają na celu dokonywanie szkód ekonomicznych. 

 

Właściwie, ponieważ ludzie ogólnie niezbyt dobrze rozumieją spory o konstytucję, próby uchwalenia praw przeciwko bojkotowi po prostu dostarczają jeszcze jednej okazji zwolennikom BDS na tworzenie fałszywej dyskusji, w którą mogą wepchnąć fałszywe oskarżenia o apartheid, ucisk, rasizm, zbrodnie wojenne i tak dalej. Daje im to okazję do tworzenia fałszywych analogii między „ciężkim losem” Palestyńczyków – w rzeczywistości znajdujących się w lepszej sytuacji niż większość muzułmanów w regionie – a sytuacją mniejszości w USA. Co najgorsze, pozwala im to na twierdzenie, że potężny spisek żydowski próbuje używać prawa, by „uciszyć” odważne głosy tych, którzy stoją po stronie uciskanej palestyńskiej, kolorowej mniejszości, ludzi którzy rzekomo tylko walczą o ich prawa człowieka.


Debata tworzona wokół praw i rezolucji przeciwko bojkotowi służy bezpośrednio wrogom Izraela. Za każdym razem, kiedy zostaje nagłośniona walka na uniwersytecie, w kościele lub związku zawodowym wokół BDS, osiągają oni swój cel niezależnie od tego, czy rezolucja przechodzi, czy nie. Obecnie niezwykle sprytna i niebezpieczna Ilhan Omar przedstawiła w Kongresie USA rezolucję, która ma popierać „prawo do bojkotu” jako sprawę wolności słowa. Jest dużo sprzeciwu wobec tego i przynajmniej na razie wydaje się nieprawdopodobne, by została przyjęta (a nawet gdyby została przyjęcia, to nie miałaby prawnej wagi). Ale Omar już osiągnęła swój cel, co powinno być wyraźnie widoczne w jej słowach poparcia tej rezolucji:

 

Amerykanie mają dumną historię uczestniczenia w bojkotach, by wspierać prawa człowieka za granicą, włącznie z… bojkotowaniem nazistowskich Niemiec od marca 1933 do października 1941 roku w odpowiedzi na dehumanizację narodu żydowskiego przed Holocaustem…


Oczywiście, nie mówi wyraźnie, że Izrael jest jak nazistowskie Niemcy i w rzeczywistości rezolucja popierająca bojkot nawet nie wspomina Izraela. Ale w wojnie psychologicznej chodzi o subtelne, niemal podprogowe wprowadzanie skojarzeń. Mózg, do którego to się kieruje, dokona reszty.


Omar lubi sytuacje, w których nie ma przegranej, jak kontrowersje wokół jej zahaczających o antysemityzm wypowiedzi („w tym chodzi tylko o Benjaminy” itd.) oraz rezolucje za i przeciwko BDS. Utrzymuje wrzenie przez ogłoszenie zamiaru podróży do Izraela razem ze swoją antyizraelską koleżanką z Kongresu, Rashidą Tlaib. Izrael uchwalił niedawno prawo, które daje Ministerstwu Spraw Zagranicznych możliwość zakazania wjazdu do kraju zwolennikom BDS, i gdyby otrzymała taki zakaz, niewątpliwie twierdziłaby, że jest to dowód rasizmu Izraela i zamiaru zamykania ust krytykom. Nasz rząd (podobno decyzję podjął sam premier) zdecydował, że będzie mniej szkodliwe wpuszczenie jej i zaakceptowanie niewątpliwie przekłamanych raportów o złym traktowaniu Palestyńczyków.


Demonizacja i delegitymizacja Izraela, która jest zamiarem BDS, jest celowa; nasi wrogowie nie robią tego tylko dla własnego dobrego samopoczucia. Robią to, by przygotować populację docelową – zarówno „ulicę” w demokratycznych krajach, jak ważnych decydentów – by stali biernie i nie sprzeciwiali się, a wręcz zgadzali się z pełnymi przemocy działaniami przeciwko Izraelowi i jego ludności. Terroryzm wobec Izraela jest tolerowany podczas ”pokoju”, a na broń dla Izraela nakłada się embargo podczas wojny. Narzuca się nam niekorzystne dyplomatyczne „rozwiązania” i nigdy nie pozwala na osiągnięcie rozstrzygającego zwycięstwa nad naszymi wrogami – a to dzięki  psychologicznemu przygotowaniu, dokonanemu wcześniej przez agentów ruchu BDS i polityków takich jak Ilhan Omar.


Ruch BDS został stworzony przez ekspertów wojny psychologicznej, następców tych, którzy dali nam OWP w latach 1960. jako „ruch narodowego wyzwolenia narodu palestyńskiego” i wepchnęli Izrael w rolę „europejskich kolonialistów”, którzy ich uciskają. Do teraz polegaliśmy na obronnych posunięciach ad hoc, które – podobnie jak próby znalezienia prawnych środków w USA – wyłącznie działają na korzyść naszych wrogów.


Doktryna tradycyjnej wojny uczy, by zawsze być w ofensywie i przenosić wojnę na terytorium wroga. Czy nie powinniśmy w ten sam sposób walczyć w wojnie psychologicznej? Omówimy to w części II.


Fighting BDS. Part I

22 Lipca 2019

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

 

Część 2

Jak powinien reagować Izrael i jego zwolennicy?


Psychologiczny atak wymaga psychologicznej odpowiedzi. Jak widzieliśmy, prawne lub ustawodawcze próby powstrzymania bojkotów pomogły BDS osiągnąć cel przez dostarczenie miejsc do szerzenia antyizraelskich memów. Tradycyjnie, izraelska ”hasbara” [hebrajski: wyjaśnienie] w odpowiedzi na BDS przyjmowała postać zaprzeczania oskarżeniom. Twierdzimy, że nie jesteśmy państwem apartheidu, pokazujemy, że arabscy obywatele mają pełne prawa obywatelskie i próbujemy obalić konkretne oskarżenia o złe traktowanie palestyńskich Arabów i o zbrodnie wojenne.

 


Jednak, przez przypominanie oskarżeń, żeby im zaprzeczyć, przydajemy im wartości i czynimy pojęcia uprzednio nie do pomyślenia, nadającymi się do dyskusji. Na przykład, każdy, kto wie cokolwiek o apartheidzie w Afryce Południowej lub o nazistowskim ludobójstwie, wie, że nie ma absolutnie żadnego podobieństwa między nimi a traktowaniem Arabów palestyńskich przez Izrael.   Jeśli jednak kłamstwo jest nieustannie powtarzane, staje się kwestią, którą należy potraktować poważnie, z argumentami za i przeciw. Jest to podobne do twierdzenia negacjonistów Holocaustu, że samo istnienie komór gazowych w Auschwitz jest „otwartym pytaniem historycznym”.  

 

Istnieje także nieustający potok tego, co można nazwać ”uporczywymi oszczerstwami”. Najlepiej znane z nich i o największych konsekwencjach, jest rzekome zabicie chłopca Mohammeda al-Durah przez IDF w 2000 roku, ale jest ono tylko jednym z setek lub tysięcy oskarżeń o morderstwa, okaleczenia lub maltretowanie, jakie są stale rzucane na Izrael. Jest dziecinnie łatwo rzucić oskarżenie na podstawie najmarniejszego dowodu, ale obalenie go wymaga czasu i wysiłku. Jak powiedział Swift, kłamstwo leci, a prawda kuśtyka. I, oczywiście, celem jest sama kontrowersja, jak to dobrze rozumiał były prezydent USA Lyndon Johnson.

 

Nasze sporadyczne, reaktywne i ogólnie niezbyt poważne działania w wojnie psychologicznej, w jakiej znajdujemy się (czy o tym wiemy, czy nie) jak dotąd okazały się nieskuteczne. Dlaczego jednak nie mielibyśmy walczyć w tej wojnie zgodnie  z tymi samymi zasadami, jakie stosujemy do tradycyjnej, „kinetycznej” wojny? Innymi słowy, dlaczego nie mielibyśmy przejść do ofensywy i przenieść wojnę na terytorium wroga? Zobaczmy, co to może znaczyć w kategoriach wojny psychologicznej. 


Pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić, jest bezpośredni atak na przedstawianie konfliktu jako ”izraelsko-palestyńskiego”. Prawdziwym określeniem, do którego musimy nieustannie wracać i używać jako punktu wyjściowego dla naszych ataków psychologicznych, jest to, że jest to wojna przeciwko żydowskiej suwerenności na Bliskim Wschodzie, która toczy się od czasów sprzed powstania naszego państwa. Naszymi wrogami w tej wojnie głównie były narody arabskie, obecnie (może tymczasowo) zastąpione do pewnego stopnia przez Iran, z „miękkim” wsparciem głównych mocarstw europejskich. Palestyńscy Arabowie są najmniejszą częścią sojuszu ustawionego przeciwko nam, ale są używani jako pretekst dla wrogich działań i jako pionki w długiej wojnie.

 

Następnym celem jest fałszywa narracja historyczna, która przedstawia palestyńskich Arabów jako rdzennych mieszkańców tej ziemi, a Żydów jako ”europejskich” intruzów. Powinniśmy przedstawić (i pokazywać) historyczne i archeologiczne badania i dowody, ustalające, że Żydzi są najstarszymi rdzennymi mieszkańcami ziemi Izraela, który posiadają tubylcze prawa, i że to palestyńscy Arabowie są głównie nowoprzybyłymi do tego kraju z wielu miejsc w regionie. Powinniśmy wyjaśniać, że „lud palestyński” nie posiada własnego, unikatowego języka ani religii, by sugerować narodowość, że zaczął samoidentyfikować się jako odrębny naród dopiero po stworzeniu państwa żydowskiego i że specyficznie „palestyńska” część ich arabskiej kultury składa się wyłącznie z ich walki przeciwko żydowskiej obecności na tej ziemi. 

 

Wreszcie, ruch BDS próbuje przedstawiać palestyńskich Arabów jako ludzi sympatycznych i jako ofiary. Powinniśmy przypominać światu, że palestyńskimi bohaterami są terroryści, którzy zamordowali Żydów, zazwyczaj cywilów, a szczególnie dzieci. Powinniśmy przypominać, że palestyńscy terroryści spopularyzowali porywanie samolotów i zamachy samobójcze, dwie techniki, jakich użyto w najbardziej zabójczym ataku terrorystycznym w historii – 9/11. Powinniśmy wyjaśniać, że Autonomia Palestyńska i Hamas są skorumpowanymi, kleptokratycznymi i dyktatorskimi reżimami, które terroryzują własną ludność, kradną międzynarodową pomoc, i prowadzą wojnę z Izraelem. 

 

Powinniśmy podkreślać, że ojciec palestyńskiego nacjonalizmu, Hadż Amin al-Husseini, podżegał do antyżydowskich pogromów w Mandacie Palestyńskim, kolaborował z nazistami, spotykał się z samym Hitlerem, nadawał nazistowską propagandę po arabsku z Berlina, pracował na rzecz rozszerzenia Holocaustu na Palestynę, rekrutował bośniackich muzułmanów do SS, odegrał rolę w doprowadzeniu do osławionego farhud, pogromu w Iraku  i tak dalej.

 

Powinniśmy zapewnić, że nie zapomną Jasera Arafata, mistrza międzynarodowego terroru, człowieka, którego Malcolm Hoenlein nazwał “największym masowym mordercą Żydów od czasów Hitlera”, który zmarł z kilkoma miliardami dolarów z międzynarodowych pieniędzy pomocowych na własnych kontach bankowych i w nieruchomościach. Nie powinniśmy także zapominać o systemie edukacyjnym Arafata, prowadzonym następnie przez jego następcę, Mahmouda Abbasa, który podżega dzieci do dźgania Żydów nożami na ulicach, a potem płaci ich rodzicom, jeśli zostaną zabite lub aresztowane.

 

To nie jest wszystko. To nie jest nawet początek, ponieważ nie wspomnieliśmy o zbrodniach wojennych Hamasu, który otacza się ludzką tarczą, kiedy strzela rakietami w cywilną populację Izraela.


W BDS chodzi wyłącznie o demonizację i delegitymizację Izraela. Gdzie jest jednak legitymacja w twierdzeniach palestyńskich Arabów, którzy w najlepszym wypadku są potomkami kolonialnych najeźdźców z Arabii, a w najgorszym potomkami migrantów z XIX i XX wieku? I nie musimy zmyślać historyjek, by demonizować palestyńskich Arabów – są tak bliscy demonów jak naziści, których podziwiają, choć są mniej kompetentni!

 

Nic w tym materiale nie jest nowe. Zapytaj każdego proizraelskiego blogera. Ale możemy działać lepiej. Ruch BDS od ponad dziesięciu lat prowadzi profesjonalną, dobrze finansowaną kampanię na całym świecie. Są konsekwentni, skupieni i znajdują się na każdym kampusie, w niezliczonych kościołach, związkach zawodowych i organizacjach profesjonalistów.  


Mamy zasoby: zarówno pieniądze, jak umysły. Także możemy to zrobić – i będziemy mieli przewagę, ponieważ będziemy mówić prawdę. 


Fighting BDS, Part II

23 lipca 2019

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Artykuły pochodzą z portalu Listy z Naszego Sadu

Podobne materiały

2 komentarze

  1. Elasp
    30 lipca 2019 at 12:21 - odpowiedz

      Można wiedzieć, co nas to obchodzi? Mamy być stróżami spraw Izraela? Izrael powinien sam zadbać o swoje sprawy i robi do skądinąd całkiem skutecznie. My martwmy się o rozwiązanie wlasnych problemów, których wcale nie jest mało. Jeżeli p. Korawszewska czuje się Polką, niech zajmie się przede wszystkim sprawami własnego kraju, a odda sprawy Izraela w ręce Izraelczyków.  

    • baszarteg
      30 lipca 2019 at 23:56 - odpowiedz

      Ta wypowiedź ELASP-a  kojarzy mnie się z taką postacią jak  Martin Niemöller ,ciekawe dlaczego . Bliski Wschód i jego idee fixe ..zaraz nie tylko Bliski Wschód ,na zachodzie także są ludzie mający wciąż i wciąż to samo "utrapienie" . A Polki na pole ! Do roboty ! czy gdzie tam ELASP wskaże.

Zostaw komentarz

Wpisz kod antySPAMowy *