Dalej w organowe światy!

Po licznych wojażach, najpierw do Kioto a później do Sopotu, miałem okazję wrócić do koncertowego rytmu Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu w bardzo udany sposób. Można powiedzieć, że krzyki mew, rozbrzmiewające w moich uszach, nie opuściły mnie zupełnie, bo o to wraz z wrocławskimi organami obchodziła swój jubileusz gwiazda pomorskiej organistyki, czyli Andrzej Szadejko. W ciepłą i słoneczną kwietniową środę (02.04.2025) obchodziliśmy wraz z organami i Andrzejem Szadejko 30-lecie jego pracy artystycznej. Ja, nota bene, byłem dosyć struty, bowiem poprzedni dzień przyniósł mrożące krew w żyłach informacje, na przykład o nielegalnym wyburzeniu Dworca Świdnickiego. Niestety, nie miałem czasu, żeby sprawdzić. Może dzisiaj?

Andrzej Szadejko, fotografia ze strony artysty

Andrzej Szadejko urodził się w 1975 roku. To nie tylko wybitny polski organista, ale też dyrygent, kompozytor, pedagog i badacz muzyki, którego działalność jest silnie związana z Pomorzem. Szadejko jest absolwentem Akademii Muzycznej w Gdańsku, gdzie studiował grę na organach pod kierunkiem prof. Romana Peruckiego. Później sam został wykładowcą, kształcąc kolejne pokolenia muzyków. Pełnił funkcję organisty w kościele św. Jana w Gdańsku, słynącym z doskonałej akustyki i historycznych organów. Szadejko brał udział w pomorskich festiwalach, takich jak Międzynarodowy Festiwal Muzyki Organowej w Oliwie, promując dziedzictwo organowe regionu.

Jubilat zajmuje się ponadto rekonstrukcją i wykonywaniem zapomnianych utworów kompozytorów związanych z Pomorzem, np. Johanna Valentina Medera (XVII-wieczny kompozytor z Gdańska). Miało to rzecz jasna wpływ na przedstawiony we Wrocławiu repertuar. Artysta nagrał liczne płyty z muzyką organową, w tym utwory Feliksa Nowowiejskiego, który działał m.in. w pobliskim Bydgoszczy. Długo by jeszcze można wymieniać związki Andrzeja Szadejki z Pomorzem, opisując wydarzenia w Pelplinie i Tczewie. Ale przejdę już do recenzji…

Repertuar koncertu wyglądał następująco:

J.S. Bach Fantazja c-moll BWV 537/I 
J.G. Müthel Fantazja-fuga C-dur
A. SchadePastorale 
A. Szadejko Menuet alla Polonaise; Partita in e                                  
A. Karczyński Sonata b-moll op. 38 
F. Liszt Fantazja i Fuga na motywie B-A-C-H S. 260 

Dwa pierwsze utwory były ze sobą powiązane, gdyż Fantazja c-moll BWV 537/I Bacha powstała w ostatnich miesiącach życia kompozytora, gdy ten oślepł po nieudanej operacji oka. Szadejko zapowiedział, iż utwór cechuje niezwykła nawet jak na Bacha, gęsta chromatyka i rzeczywiście, organy NFM rozbrzmiały miriadem barw i nakładających się pogłosów. Było w grze organisty coś niezwykłego, jakaś mistyczna wręcz swoboda, jakby chciał przedstawić nam nie tylko sam utwór, ale także swoją refleksję na temat ostatnich dni jednego z największych kompozytorów w historii.

Müthel był prawdopodobnie ostatnim uczniem Bacha, o ile ten w bardzo kiepskim stanie mógł jeszcze zajmować się edukacją. Jak jednak zauważył Szadejko, pomorski kompozytor przynajmniej mógł przepisywać i studiować nuty Lipskiego Kantora. Później Müthel studiował u CPE Bacha, najzdolniejszego syna JS Bacha (przynajmniej moim zdaniem). I chyba to ostatnie słychać było lepiej w Fantazji-fudze C-dur z czego usłyszeliśmy fugę, bowiem fantazja pochodziła z utworu JS Bacha. Było to zatem dzieło wpadające już dość mocno w klasycyzm, mocniej chyba nawet niż w wielu utworach Carla Philipa Emanuela. Do tego dochodził ekscentryzm. Szadejko opowiedział nam całkiem sporo o Müthelu, jak przystało na badacza – pasjonata. Jedną z rzeczy, która zapisała się w mojej pamięci, był ekscentryzm kompozytora. Gdy Müthel działał w Rydze, organizował koncerty tylko zimą, gdyż latem przeszkadzał mu stukot końskich kopyt. Jeśli sprawdzimy, jakie bywały zimy nad Bałtykiem w XVIII wieku, będziemy musieli honorowo zapisać Müthela i spragnioną jego muzyki ryską publiczność do klubu muzycznych morsów. Nie zdziwiło mnie zatem, że i muzyka była dość ekscentryczna. Odnosiłem wrażenie, że momentami Müthel bawił się po prostu brzmieniem, w zupełnie nieoczekiwany i nieco zwariowany sposób. Interpretacja Szadejki podkreślała jeszcze tę swobodę, choć wcześniej zapewnił on nas, że żaden dźwięk Müthela nie jest przypadkowy i oderwany od polifonicznej struktury. Pomyślałem sobie, że w tak ekscentryczne i kapryśne organowe światy mógł wejść jedynie człowiek, który po prostu żyje, śni i oddycha organami. Nikt inny raczej nie grałby Müthela.

Wielkim i bardzo pozytywnym zaskoczeniem były dla mnie kompozycje samego Andrzeja Szadejki. Łączyły one znakomity talent do stylizacji, z bardzo eklektyczną, ale inteligentną i wciągającą wyobraźnią muzyczną. Bardzo chciałbym mieć płytę z tymi dziełami. Wydaje mi się, że jeszcze taka nie powstała, przynajmniej taka, żeby zawierała tylko dzieła Szadejki. Tym czasem oba utwory organisty były świetne, zaś Partita in e więcej niż świetna. Kompozytor przeszedł w niej w dość postmodernistyczny sposób od baroku do nowoczesności. Ale jaka to była nowoczesność! Kojarzyła mi się z muzyką elektroakustyczną mielącą pogłosy otoczenia, z muzyką konkretną, jednocześnie zaś wpisywała się w barokowy, polifoniczny rygor zaznaczony na wstępie. Było to wspaniałe i czułem się zaskoczony. Nie sądziłem, że na tym koncercie wywrą na mnie tak wielkie wrażenie dzieła samego organisty. W końcu był przecież Bach i Liszt.

Druga część koncertu była romantyczna. Andrzej Szadejko sporo nam opowiadał o utworach, co zwykle jest dla mnie kontrowersyjne, gdyż wolę, aby muzycy grali a nie gadali. Tu jednak było inaczej. Wprowadzenia Szadejki były ciekawe, syntetyczne i potrzebne. Przedstawiał nam przecież także swoje dzieła, jak i zdecydowanie mniej znanych kompozytorów. Mówił więc ciekawe, treściwie i z humorem, po czym grał.

Sonata b-moll op. 38 Aleksandra Karczyńskiego była wspaniałą, monumentalną symfonią organową, godną największych mistrzów tego gatunku.  Karczyński urodził się w Pelplinie, ale szybko musiał stamtąd uciekać z uwagi na swoją działalność patriotyczną. To wręcz niezwykłe, bo w sieci prawie niczego o Karczyńskim nie ma. Jego ucieczka do USA miała miejsce w 1907 roku, co jednak ciekawe wrócił do Pelplina w latach PRL, gdzie umarł. Żył w latach 1882 – 1973. W USA dużo tworzył, nie tylko na organy, był też organistą wielu kościołów w polonijnym Chicago. Po tym co usłyszałem w NFM jestem przekonany, że twórczość Karczyńskiego czeka na odkrywców i związane z odkrywaniem liczne płyty i pliki. To piękna muzyka, bardzo nostalgiczna i bogata. Z idiomu Maxa Regera, u którego Karczyński studiował, mamy w niej głównie gęstość faktur. Lecz melodyka jest inna, nostalgiczna i podskórnie polska. Coś jakby taki polski organowy Rachmaninow, też mistrz nostalgii, ale tej carskiej i rosyjskiej. Wygląda na to, że Ameryka nie doceniła w pełni Karczyńskiego, choć może i on nie pomagał, gdyż jego życie osobiste nie wolne było od tragedii – umarł jego syn, zaś żona znalazła się w szpitalu psychiatrycznym.

Na koniec był zaś Liszt, mój ukochany obok JS Bacha i Buxtehudego twórca muzyki organowej. Szadejko trochę mi podpadł, przedstawiając Liszta jako ekstrawertycznego wirtuoza przy nostalgicznym i zamyślonym Karczyńskim. Tymczasem Lisztowski hołd dla Bacha, czyli Fantazja i Fuga na motywie B-A-C-H S. 260  to arcydzieło, jak zresztą większość muzyki organowej Węgra. Nie jest to tylko wirtuozeria, ale także niezwykła, neogotycka i mistyczna fantazja. Nikt poza Lisztem nie umiał nadać organowej muzyce takiej niepokojącej głębi. Rywalizować i czasem wygrywać mogą z tym tylko głębie Bachowskie i Buxtehudego. Jednak Szadejko został w moich oburzonych spłycaniem roli Liszta w muzyce organowej uszach usprawiedliwiony domagając się wręcz bicia braw pięknym i nader bogatym w brzmienia organom NFM. No i Fantazję Liszta zagrał bardzo dobrze.

To był wspaniały organowy wieczór i liczę na kolejne dziesięciolecia obchodzone z Andrzejem Szadejko! Płyt Szadejki jest szczęśliwie całkiem sporo! Znalazłem właśnie jego stronę.

O autorze wpisu:

Studiował historię sztuki. Jest poetą i muzykiem. Odbył dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badał kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. Te badania zaowocowały między innymi wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej, a także licznymi publikacjami i wystąpieniami. . Jacek Tabisz współpracował z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wybranym na trzecią kadencję w latach 2016 - 2018 Jego liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.tv, natemat.pl, liberte.pl, Racjonalista.pl i Hanuman.pl. Organizator i uczestnik wielu festiwali i konferencji na tematy świeckości, kultury i sztuki. W 2014 laureat Kryształowego Świecznika publiczności, nagrody wicemarszałek sejmu, Wandy Nowickiej za działania na rzecz świeckiego państwa. W tym samym roku kandydował z list Europa+ Twój Ruch do parlamentu europejskiego. Na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzi pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami jego działalności. Jacek Tabisz jest współtwórcą i redaktorem naczelnym Racjonalista.tv. Adres mailowy: jacek.tabisz@psr.org.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

jeden + 20 =